Tajemniczy i ukryty przed Polakami dokument Niepodległej Polski.
Nasza redakcja jest zniesmaczona nieszczerymi obchodami Dnia Niepodległości, które bardziej, niż na miłości do Polski, zostały zogniskowane w nienawiści do innego narodu.
Zamiast sięgać do własnych wartości, do własnej tożsamości, Marszu Niepodległości i patriotyzmu Polaków używa się w interesie synagogi, kanalizując energię Polaków, by rozpędzoną masę patriotów puścić kanałami, którymi być może ma popłynąć polska krew w obcych interesach.
[Jeśli Polacy są idiotami, to zasługują na swój los. Żal tych niewielu rozumnych. – admin]

Rękopis Institutiones (fragment). Pochodzi ze zbiorów zdigitalizowanych z Biblioteki Kórnickich.
Jakże dobrze znamy te nasze historyczne powstania, które zatrzymywali papieże, które przerywały objawienia choćby w Gietrzwałdzie. Zarządzany obcymi interesami naród, wpychany w nowe i niepotrzebne konflikty, by oczyścić naszą ziemię polską z polskiego rozumnego żywiołu, który znowu gnany jest jak stado, do nowej wojny o „niepodległość” w interesach światowej synagogi.
I te idee, oczywiście nie wprost, wybrzmiały w słowach organizatorów, i programie, który miał być manifestem przeciwko rosyjskiemu imperializmowi. A czemu nie przeciwko światowemu spiskowi, który wymordował setki tysięcy Polaków w ostatnich dwóch latach? Czemu przeciwko narodowi, który nie wymordowywał aktualnie żadnego Polaka, oprócz tego, który sam zaryzykował jadąc jako najemnik na wojnę, a nie przeciwko mafii, która szpitalnie wymordowała setki tysiące Polaków zabójczymi procedurami medycznymi?
Dlaczego kieruje się nienawiść Polaków pod pozorami patriotyzmu, w przeciwną stronę niż ta, z której wypływa aktualny i realny ubój Polaków? W hasłach, padających na tegorocznym Marszu Niepodległości czuć woń przyszłego uboju, jaki szykuje Polsce ten, kto w usta organizatorów wkłada teksty o rosyjskim imperializmie.
Gdzie szukamy niepodległości – w nienawiści do innego narodu, czy w wolności we własnym kraju, na własnej ziemi i w samostanowieniu?
Polacy nie mają pojęcia, kim są. Nawet przy takich okazjach wielkość i znaczenie duchowe Polski nie wybrzmiało i nie wybrzmiewa. Nikt nie chce nam o tym mówić. O prawdziwym bogactwie i istocie polskości nikt się nie zająknie, bo nie wpisuje się ona w potrzeby światowej synagogi szatana a wręcz jest jej przeciwna.
Przypomina nam się diagnoza, skreślona przez profesora Władysława Konopczyńskiego:
„Nie rozumiano tej głębszej, dla wielu niezgłębionej prawdy, że wolność zarówno jednostkowa jak i zbiorowa, oznacza przede wszystkim zależność od woli własnej, a dopiero potem, w konsekwencji, niezawisłość od woli cudzej. Niepodległość narodowa, jakkolwiek ją prawnie czy figuralnie nazwiemy: wolnością, majestatem, samowładnością, suwerenitem, bywa tym pewniejsza, im silniej w niej tętni wewnętrzna moc twórcza, im więcej się na nią składa bogactwa myślącej i czującej duszy:
są to jej źródła, jej istotne wiązania, kiedy lęk przed zagranicą lub pogarda dla obcych stanowią tylko jej zewnętrzną powłokę. Niepodległość buduje się od wewnątrz, a dopiero ochrania od zewnątrz. Trzeba mieć co kochać, aby dla tej miłości nieść życie na szaniec.”
Prof. Władysław Konopczyński: „Konfederacja Barska. Przebieg, tajemne cele i jawne skutki”, str. 45.
Jest w Polsce pewna biblioteka, w której w sejfie, niedostępny dla nikogo, leży nieznany powszechnie dokument sporządzony na ostatnim Sejmie w Parczewie. Jest to zapis przyjęcia przez Polskiego króla Zygmunta Augusta Wielkiego uchwał o przyjęciu zapisów Soboru Trydenckiego jako administracyjnego prawa Polski. Co mówi dawne i dzisiejsze prawo kanoniczne wobec tego faktu?
Pięciowiekowe dokumenty o których nikt nie wspomina, choć są świadectwem polskiej duszy, polskiego prawa i polskiej tożsamości. Kto na Marszu Niepodległości w ogóle wspomniał o tym, czym jest polskość?
Kto zapytał o prawo do Mszy Świętej, którą obronił przed heretykami Sobór Trydencki a w Polsce Zygmunt August Wielki?
Jakże skundlonym jesteśmy narodem, że nikt z polskich profesorów, narodowców, działaczy patriotycznych, kardynałów i biskupów nic nam przy okazji obchodów Niepodległości Polski nie powiedział. Nie pytamy o polityków, bo wobec naszej najskromniejszej wiedzy jest to u nich niemożliwe.
A jakżeby miał ktokolwiek powiedzieć, skoro dzień ten jest świętem osadzenia Piłsudskiego przy sterach władzy i eliminacji prawdziwych polskich patriotów a dopuszczenie lokajów i kelnerów obcych potęg do władzy w Polsce.
Kim trzeba być, żeby w sprawie popularyzacji tej wiedzy nic nie zrobić, będąc patriotą, Polakiem i narodowcem? Będąc polskim profesorem, doktorem, historykiem, prawnikiem?
Przyjęcie uchwał Soboru Trydenckiego na Sejmie w Parczewie jest administracyjnym zatwierdzeniem Tradycji Świętej w Polsce.
Jest to administracyjne przyjęcie Tradycji Świętej Kościoła Katolickiego jako prawa własnego państwa polskiego.
Biedaprofesorowie, biedanaukowcy, wyprodukowani przez judeoprotestantyzm, którego pojęcia Sobór Trydencki by nie przełknął, nie chcą mieć z tą prawdziwą wiedzą o Polsce nic wspólnego. Szybciej będą sięgali do tradycji starożytnych Aten, Grecji, Rzymu, do judaizmu, co teraz coraz bardziej modne, kiedy synagoga montuje kolejny spisek, by polską krwią walczyć o „wolność Ukrainy”.
Ale pominą skrupulatnie fakt, że podstawą polskości jest przede wszystkich Chrzest Polski, potem oddanie Polski w opiekę i własność Papieżowi pod koniec X wieku, i przyjęcie ustaw Świętego Kościoła jako własnego prawa administracyjnego, czego dokument w Polsce jest w sejfie, pod kluczem. Ma nie istnieć w świadomości Polaków. Polakom ma wystarczyć nienawiść do Rosji za wszystkie wartości, za Boga, za wiarę, za Tradycję Świętą, za wielką i potężną duchową tożsamość.
Dzisiejsze kopanie rowu nienawiści między narodem polskim a rosyjskim ponad miarę, podlega sądowi Trybunału Stanu, jeśliby taki istniał.
Zaś profesorowie polscy milczą. Nikt się nie zająknie. Są na krótkim sznurku czegoś, co dla niepoznaki nazywa się „judeochrześcijaństwem” a co jest kłamstwem, mającym religijnie usankcjonować władanie synagogi w polskiej duszy, religii i polityce. I tego manifestem coraz bardziej stają się polskie obchody niepodległości. Nie mają autentycznego wymiaru. Nie mają żadnej szczerości. Są tylko manewrami mającymi przygotować Polaków w imię kolejnej chazarskiej „walki o pokój” do wylewu polskiej krwi.
Tymczasem polskość jest schowana w sejfach. Niedostępna. Ma nie istnieć. Ma być wyrwana z korzeniami, bez ciągłości z polskimi odwiecznymi dokumentami poświadczającymi historię, tożsamość i duszę Polski.
Tworzy się polską rację stanu dla prostaczków, jak nowe miejsca kultu dla gojów. Polacy mają zapomnieć o tym, że Św. Michał Archanioł walczył dla ocalenia Polaków z poganami Anielskim Wojskiem w Bliznem. Żeby Polacy nie wiedzieli, jak potężnego mamy Patrona.
Ale powstało nowe, wydumane miejsce kultu na polityczne potrzeby, „sanktuarium” w Strachocinie, choć każda przedwojenna książka, opisująca życiorys Św. Andrzeja Boboli wskazuje na miejsce urodzenia albo Ziemię Sandomierską albo Płocką. To także jest do końca niepewne. A ktoś stworzył miejsce spędu Polaków zupełnie wyssane z palca. Trzeba by się zainteresować, czy tam w okolicy jakiś rabin nie jest pochowany, może byśmy wiedzieli, dlaczego akurat tam. I biedaprofesorowie na chazarskim żołdzie tworzą bajeczki mające te bzdurne rzeczy autoryzować i wodzić polskich katolików od Annasza do Kajfasza, i dobrze na tym zarobić.
Tymczasem niszczenie prawdziwych i ważnych dla Polaków miejsc kultu trwa. W Osuchowej najpierw proboszcz wydzierżawił teren objawień od Lasów Państwowych. Pod pozorami remontu i konserwacji kazał rozebrać barierkę, zabezpieczającą Krzyż, kazał zdjąć płytę zakupioną przez wdowy i staruszki z nędznych emerytur, rozebrał klęcznik, żeby nie można się było godnie pomodlić. Każdy proboszcz tego miejsca nie miał nic przeciwko temu, żeby to miejsce zalały wody stawów. Grząską groblę pomiędzy stawami kobiety wysypywały przywożonym w torebkach żwirkiem, i obsadzały kwiatami i krzewinkami, by korzenie utrwalały osuwającą się ziemię, aby zachować to święte miejsce od zniszczenia.
A teraz każdy pies, po rozebraniu ogrodzenia, może nasikać na miejsce maryjnych objawień. Może zdefekować się pod katolicki Krzyż.
Strachocina zaczyna prężnie przynosić pieniądze, choć jest wyssaną z palca bajeczką dla głupich polskich gojów, a miejsce, na którym Matka Boża obiecała pozostać do końca czasów, zamienia się rękami lokalnego administratora w ruinę.
Zresztą to samo się stało – uległa sprofanowaniu – na Jasnej Górze, i to samo dzieje się w Gietrzwałdzie, gdzie ciężkie prace budowlane pod hotel, amfiteatr, miejsca użycia i konsumpcji, targu i zysku, niszczą niepowtarzalną ciszę i klimat polskiego świętego miejsca, w którym Matka Boża zatrzymała przelew polskiej krwi i doprowadziła do odzyskania niepodległości przez wzmocnienie polskiej rodziny, przez pracę nad moralnością ojców i matek, duchownych i świeckich.
Z wielki niesmakiem patrzy się na te niepodległościowe spektakle, w których mówi się o interesach wszystkich graczy światowych interesów, a nie mówi o tym, co prawdziwie polskie, co należy do duchowej i prawnej tożsamości Polski. A tym są zapisy Ostatniego Sejmu w Parczewie.
Zapisy, które Tradycję Świętą Katolicką ustanowiły administracyjnie prawem Królestwa Polskiego.
Kto walczy z Tradycją Katolicką w Polsce, Mszą Łacińską, nie jest Synem Narodu Polskiego.
Kto rozbiera barierki wokół Krzyży znaczących ślady stóp Matki Najświętszej na Polskiej ziemi, jak w Osuchowej, nie jest synem Narodu Polskiego.
Kto buldożerami rozpruwa miejsca objawień maryjnych, jak w Gietrzwałdzie, gdzie Matka Boża zatrzymała kolejny przelew krwi polskiej w imię „niepodległości” sterowanej przez obce interesy, nie jest Synem ziemi polskiej.
Kto ku pogardzie stacje Drogi Krzyżowej opatruje napisem: „Zwłoki”, jak w Bliznem, a kościółki sanktuariów zamyka przed wiernymi, nie jest Synem polskiej ziemi ani dzieckiem Kościoła.
Milczące, zamknięte w sejfie dokumenty o przyjęciu Soboru Trydenckiego jako prawa własnego, administracyjnego Królestwa Polskiego, są sprawdzianem intelektualnej, prawnej, administracyjnej i duchowej niepodległości Polaków.
Żadne zarządzane przez obce mocarstwa pochody kanalizujące polski żywioł do walki o „niepodległość” w imię tych, którzy wymordowali setki tysięcy Polaków w tylko ostatnie dwa lata, nie mają nic wspólnego z polską niepodległością. Prawdziwa niepodległość leży zamknięta pod kluczem w archiwach i sikają na nią psy po bezczeszczonych polskich miejscach kultu i umiera we współczesnych szpitalach. Podobna jest do owego kościółka na mazowieckiej stronie Wisły, pamiętającego sąd króla nad Świętym Stanisławem, który sypie się w gruzy.
Oto realny obraz proponowanej nam przez „judeochrześcijaństwo”, inspirowane mesjanizmem Szabtaja Cwi i Jakuba Józefa von Frank-Dobruckiego, niepodległości Polski.

Kościółek postawiony w miejscu sądu Króla Bolesława Śmiałego nad Biskupem Stanisławem ze Szczepanowa. Na tym sądzie Biskup Stanisław poświadczył prawdę ustami świadka, wskrzeszonego na rozprawę sądową Rycerza Piotra Strzemieńczyka, który był świadkiem sądowym 3 lata po własnej śmierci. Na ten cud powoływał się Sobór w Bazylei potwierdzając nauką Kościoła nieśmiertelność ludzkiej duszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz