poniedziałek, 21 listopada 2022

Z wizytą w Nisku

 

Z wizytą w Nisku


W ubiegłym tygodniu pisałem o wydarzeniach w Nisku. Deklarowałem, że złożę wizytę dyrektorowi szkoły, w której uczniowie Ukraińcy napisali donos na nauczycielkę, która wzięła udział w demonstracji pod hasłem „Stop ukrainizacji”.

Dzisiaj byłem w szkole i rozmawiałem z dyrektorem. Przyznaję, że nie unikał spotkania i mnie przyjął. Rozmowa była burzliwa i trwała kilka minut. Zacząłem od przeprosin za użycie pod adresem dyrektora słowa sku…syn.

Ta kwestia wymaga szerszego omówienia. Nie przekonały mnie liczne opinie pod pierwszym moim wpisem w tej sprawie, żebym nie przepraszał za użycie tego wulgaryzmu. We wszystkim, co mówię i piszę, staram się przestrzegać rzymskiej maksymy reprehensio calumnia vacare debet, co znaczy, że potępienie powinno być wolne od obrazy. W tym przypadku złamałem tę zasadę i dla kogoś z moim doświadczeniem nie ma tu usprawiedliwienia. Pana dyrektora przeprosiłem, ale mam wrażenie, że przeprosin nie przyjął. Trudno, miał prawo.

Za obrazę przeprosiłem prywatnie i publicznie, ale z potępienia się nie wycofuję, a nawet po dzisiejszej rozmowie jest ono silniejsze niż to, które wyraziłem w pierwszym tekście.

Otóż dyrektor idzie w zaparte i uważa, że niczego złego nie zrobił. Twierdzi, że działał zgodnie z prawem i umywa ręce mówiąc, że nie on będzie oceniał postępowanie nauczycielki tylko wyższa instancja. Argument, że łamie konstytucyjne prawa nauczycielki kompletnie do niego nie dociera.

Odniosłem wrażenie, że chce uniknąć odpowiedzialności, bo sprawa już głośna. Przy czym jego sposób rozumowania jest żałosny. Donos ukraińskich uczniów na udział nauczycielki we wspomnianej manifestacji nazywa skargą, a nie donosem. Zatem jaką skargą – w rozumieniu prawa oświatowego – może być pismo, w którym traktuje się jako działanie dyskryminujące ukraińskich uczniów udział nauczycielki w legalnym zgromadzeniu, w którym bierze ona udział poza godzinami pracy i przede wszystkim, w którym ma prawo brać udział? Jakie prawo złamała ta nauczycielka albo jakie dobre obyczaje naruszyła w sensie w jakim można wymagać od nauczyciela zachowania określonych norm, obowiązujących go również w życiu pozazawodowym?

Pytanie czy władze umysłowe dyrektora nie pozwalały mu ocenić tych faktów i odpowiednio zareagować? A czy przypadkiem prowokacyjną nie była „rada” tychże uczniów, by nauczycielka zapoznała się z życiorysem Stefana Bandery? Czy dyrektor odpowiednio na to zareagował? Przecież jest dyrektorem polskiej szkoły i ma obowiązek bronić zarówno polskich uczniów, jak i polskich nauczycieli, by mogli realizować swoje prawa do bycia u siebie, właśnie w polskiej szkole, w polskim mieście Nisku i państwie nazywanym Polską, co póki co nie jest jeszcze tylko pojęciem geograficznym, choć wiele wskazuje, że do tego zmierza, a zachowania, jak to pana dyrektora, zdają się ten proces przyspieszać. Powoływanie się w tej sytuacji na to, że działał zgodnie z prawem jest po prostu kompromitujące.

Pisałem już o „nożycach Szlęzaka”, czyli o koncepcji, w której jednym ramieniem nożyc jest to, co legalne, a drugim to, co uczciwe. W normalnym państwie oba ramiona nożyc nachodzą na siebie i to, co legalne jest tym samym, co uczciwe.

W polskiej rzeczywistości ramiona „nożyc Szlęzaka” coraz bardziej się rozwierają, co prowadzi do rozpadu państwa i utraty przez nie polskiej tożsamości. Zachowanie dyrektora niżańskiej szkoły jest tego potwierdzeniem. Ucieka przed odpowiedzialnością i samodzielnym rozstrzyganiem wcale nie trudnych dylematów między uczciwym i legalnym. Niby wybiera legalne, nie rozumiejąc albo bojąc się tego, co uczciwe. Nie potrafi bronić tego, co polskie, bo być może nie zastanawia się nad tym, a bezwolnie przyjmuje dyrektywy czy tylko sugestie władzy, tej władzy, która ma się za arcypolską.

Czyżby dla tego ta władza przyzwalała na to, by Ukraińcom było wolno więcej, w tym ukraińskim uczniom w niżańskiej szkole? Jeśli tak, to pan dyrektor to, co legalne wyczuwa jakby miał umiejętność wąchania wiatru.

Tymczasem, żeby być dobrym dyrektorem nawet w jeszcze choć tylko trochę polskiej szkole, trzeba być uczciwym wobec tego, co polskie, trzeba mieć odwagę tego bronić i nie dać tego spychać w bagno czy to politycznej poprawności, czy życiowego konformizmu. Pan dyrektor ten bardzo ważny egzamin oblał. Jestem jednak przekonany, że tym bardziej ta władza będzie go trzymać na stanowisku, bo działając legalnie nie znajdzie powodów, by go odwołać. Tymczasem, gdyby ta władza była choć trochę po polsku uczciwa, to pan dyrektor już by został odwołany. Ja nadal będę się tego domagał.

Pytanie w ilu szkołach w Polsce dyrektorzy kurczowo trzymają się tego, co legalne, uciekając przed tym, co uczciwe, bo polskie? Przecież to prowadzi do zaprzaństwa! Przynajmniej ja ile razy się o takich przypadkach dowiem, to będę je publicznie potępiał i domagał się ustąpienia lub odwołania takich osób.

A Państwo znacie takie przykłady?

Andrzej Szlęzak
https://konserwatyzm.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...