czwartek, 2 lutego 2023

Kobyłka u płota

 

Kobyłka u płota


Obiecywałem w poprzednim wpisie, że skrobnę parę słów o sytuacji prawnej kraju, który jest naszym zachodnim sąsiadem – czyli Niemiec. Jak mawiano w dawnej Rzeczpospolitej: słowo się rzekło – kobyłka u płota. Przyjrzyjmy się zatem owej kobyłce.

Na samym początku musimy sobie uświadomić, że wkraczamy w prawdziwą dżunglę prawną i nikt, włącznie z niemieckim rządem (!), nie zna wszystkich zakamarków tej dżungli. Nie wie także co kryje się za następnym drzewem. Wyjaśnianie utrudnia także fakt, że wiele przepisów, które uważa się za już nieobowiązujące, nie zostało formalnie odwołane. Można je w każdej chwili „wyciągnąć z naftaliny”.

Wiele przepisów, które do dziś obowiązują, daje także byłym okupantom dużą swobodę interpretacji i nie wiadomo co zrobią, gdy zechcą je zastosować. W moim tekście opierać się będę głównie na analizie prawnej, jaka wykonana została w 2006 roku na zlecenie niemieckiego Bundestagu. Analiza ta miała odpowiedzieć na pytanie, czy Niemcy są krajem suwerennym. Także ona nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

Na początku musimy wyjaśnić sobie sytuację wyjściową – czyli zakończenie II wojny światowej. To brzmi paradoksalnie i niewiarygodnie, ale formalnie trwa ona nadal! Już na początku powyższej analizy czytamy:

Mit der bedingungslosen Kapitulation der deutschen Streitkräfte am 8./9. Mai 1945 endete der 2. Weltkrieg. Nach Auffassung der herrschenden Völkerrechtslehre in der Bundesrepublik und der Rechtsprechung des Bundesverfassungsgerichts hatte diese Kapitulation, die anschließende Besetzung des deutschen Staatsgebiets durch alliierte Truppen und die Übernahme der obersten Regierungsgewalt durch die Alliierten jedoch nicht den Untergang des damaligen deutschen Staates, des Deutschen Reiches, zur Folge. Vielmehr wurde das Deutsche Reich als fortexistierend betrachtet und die 1949 gegründete Bundesrepublik als „teilidentisch“ mit dem Deutschen Reich angesehen. Mit der Verabschiedung des Grundgesetzes sollte nicht ein neuer westdeutscher Staat geschaffen, sondern die deutsche Staatsgewalt in einem Teil Deutschlands neu organisiert werden. Aufgrund der besonderen politischen Situation war die Bundesrepublik Deutschland im Jahre 1949 jedoch nicht vollständig souverän im völkerrechtlichen Sinne. Die Beschränkungen der Souveränität ergaben sich aus verschiedenen den Alliierten zustehenden Rechten.

II wojna światowa zakończyła się bezwarunkową kapitulacją niemieckich sił zbrojnych 8/9 maja 1945 roku. Jednak zgodnie z dominującą w Republice Federalnej doktryną prawa międzynarodowego oraz orzecznictwem Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, ta kapitulacja, oraz późniejsza okupacja terytorium Niemiec przez wojska alianckie i przejęcie przez aliantów najwyższej władzy państwowej nie spowodowały upadku ówczesnego państwa niemieckiego – Rzeszy Niemieckiej. Uznano raczej, że Rzesza Niemiecka nadal istnieje, a powstała w 1949 roku Republika Federalna została uznana za „częściowo tożsamą” z Rzeszą Niemiecką. Przyjęcie Ustawy Zasadniczej nie miało na celu utworzenia nowego państwa zachodnioniemieckiego, lecz reorganizację niemieckiej władzy państwowej w jednej części Niemiec. Ze względu na szczególną sytuację polityczną Republika Federalna Niemiec w 1949 roku nie była jednak w pełni suwerenna w rozumieniu prawa międzynarodowego. Ograniczenia suwerenności wynikały z różnych praw należnych aliantom (tłumaczenie moje).

Alianci (zachodni) powoli popuszczali smycz, na której prowadzone były zachodnie Niemcy. Pierwszym znaczącym poluzowaniem były Umowy Paryskie z 23.10.1954 roku. Ich częścią były tzw. Umowa Niemiecka oraz Umowa Przejściowa, które regulowały prawa, które przyznano niemieckiemu państwu.

Następnie były jedynie drobne kroki prawne, które. rozszerzały suwerenność Niemiec. Sprawy nabrały tempa dopiero po upadku Muru Berlińskiego. Rozpadający się ZSRR machnął na wszystko ręką i zaproponował zjednoczenie Niemiec. Nikt nie był na to przygotowany i dla wszystkich było to ogromne zaskoczenie. Oczywiście Niemcy nie mogły się zjednoczyć bez zgody aliantów! A tym zjednoczone państwo niemieckie wcale nie było w smak! Szczególnie Francja stawała okoniem, Anglia trochę mniej. Jedynie USA nie stawiały oporu.

Rezultatem była tzw. Konferencja dwa plus cztery z 20.09.1990 roku. Dawała ona Niemcom pełną suwerenność. Ale tak się jedynie wszystkim wydawało! A szczególnie Niemcom! Już parę dni później sprowadzone zostały na ziemię wymianą not dyplomatycznych z 27/28.09.1990. Nie będę się tu wdawać w szczegóły, ale w notach tych wyjaśniono Niemcom, że istnieją tzw. „skamieniałe prawa okupacyjne”, które nadal są ważne niezależnie od umowy zjednoczeniowej.

Nie jestem prawnikiem, ale analiza, na którą się tu powołuję jest co najmniej dziwna, a na pewno pisana jest tak, żeby dobrze brzmiała, bo jak interpretować taki tekst:

Die Tatsache, dass verschiedene Bestimmungen und Maßnahmen der Besatzungsmächte bestandskräftig sind, führt nicht zu dem Ergebnis, dass die Bundesrepublik Deutschland heute völkerrechtlich nicht vollständig souverän ist. Der Fortbestand des Besatzungsrechts basiert darauf, dass die Bundesrepublik Deutschland freiwillig eine entsprechende völkerrechtliche Bindung eingegangen ist. Die Tatsache, dass sich ein Staat gegenüber anderen Staaten Bindungen auferlegt, ist jedoch kein Beweis für eine nur unvollständige Souveränität des Staates, sondern im Gegenteil gerade Ausfluß seiner Souveränität.

Fakt, że różne postanowienia i działania mocarstw okupacyjnych pozostają w mocy, nie prowadzi do wniosku, że Republika Federalna Niemiec nie jest dziś w pełni suwerenna w świetle prawa międzynarodowego. Dalsze istnienie prawa okupacyjnego opiera się na fakcie, że Republika Federalna Niemiec dobrowolnie podjęła odpowiednie zobowiązanie w ramach prawa międzynarodowego. Jednak fakt, że państwo nakłada na siebie obowiązki wobec innych państw, nie jest dowodem na to, że suwerenność państwa jest niepełna, lecz przeciwnie, jest właśnie dowodem jego suwerenności (tłumaczenie moje).

Ciekawa logika! Oddanie pieniędzy, gdy miało się nóż na gardle, nie jest dowodem na rabunek, ale na dobrowolne zobowiązanie wobec napastnika!

Analiza odpowiada także na inne ważne pytanie: czy umowa dwa plus cztery jest układem o zawarciu pokoju? Odpowiedź jest w punkcie 1.5. Nie będę tu cytować tekstu, ale powiem krótko, że w świetle prawa nim nie jest!

Przykładem na istnienie innego „skamieniałego” prawa jest tzw. klauzula państw wrogich obowiązująca w ONZ. Istnieje ona od momentu powstania ONZ i Niemcy, obok Japonii, są jednym z takich państw. Opisana jest w punkcie 2 analizy.

Znów podsumuję krótko: analiza przyjmuje, że nie ma już ona zastosowania, ale na papierze istnieje nadal, bo jej odwołanie jest zbyt skomplikowane. Moim zdaniem jest to kolejny przykład „upiększania” sytuacji. Jest ona w interesie stałych członków Rady Bezpieczeństwa. A są to zwycięscy z drugiej wojny światowej. Ta klauzula daje im możliwość ingerowania w politykę zarówno Niemiec jak i Japonii.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że obecny polityczny układ sił, nadal bazuje na wyniku drugiej wojny światowej. Niemcy i Japonia są pokonanymi państwami, więc w interesie państw zwycięskich leży ograniczenie ich suwerenności.

To właściwie wszystkie tematy którymi zajmuje się analiza. To zadziwiające, że nie podejmuje ona szalenie ważnego punktu, jakim jest konstytucja. Słowo „konstytucja” w języku niemieckim to „Verfassung”. Wprawdzie istnieje w Niemczech „Bundesverfassungsgericht”, czyli Federalny Trybunał Konstytucyjny, ale nie ma konstytucji! Istnieje jedynie „Grundgesetz für die Bundesrepublik Deutschland” czyli Ustawa Zasadnicza dla Republiki Federalnej Niemiec.

Ktoś powie: czego się czepiam? Konstytucja, to przecież ustawa zasadnicza! Owszem, ale nie każda ustawa zasadnicza jest konstytucją! W niemieckim języku prawnym i oficjalnym nigdzie nie pojawia się słowo „Verfassung”. Zawsze używa się słowa „Grundgesetz”! Wyjaśnienie tego fenomenu znajdziemy, gdy zaczniemy czytać tekst tej ustawy. Czego to ona nie gwarantuje! Jak każda taka ustawa na świecie gwarantuje np. wolność wypowiedzi, ale nie gwarantuje wolności po wypowiedzi! Dopiero na końcu znajdziemy bardzo dziwny punkt – Artykuł 146, który brzmi:

Dieses Grundgesetz, das nach Vollendung der Einheit und Freiheit Deutschlands für das gesamte deutsche Volk gilt, verliert seine Gültigkeit an dem Tage, an dem eine Verfassung in Kraft tritt, die von dem deutschen Volke in freier Entscheidung beschlossen worden ist.

Niniejsza Ustawa Zasadnicza, która po zakończeniu procesu tworzenia jedności i wolności Niemiec obowiązuje cały naród niemiecki, traci ważność w dniu, w którym wejdzie w życie konstytucja, która uchwalona będzie przez naród niemiecki w wyniku swobodnej decyzji.

Ktoś zada teraz pytanie: jak to, przecież Niemcy zjednoczyły się i uzyskały niepodległość w 1990 roku. Dlaczego nadal obowiązuje przejściowy akt prawny z roku 1949!! Na dodatek, jeśli nie podyktowany, to na pewno zaakceptowany przez aliantów!! Akt prawny, który jest podstawą funkcjonowania każdego państwa!!

Zrozumiemy to, gdy wyjaśnimy sobie, że konstytucje przyjmowane są w wyniku referendów. Ich przeprowadzanie jest w Niemczech zabronione jednym ze „skamieniałych” praw państw okupacyjnych. „Suwerenne” państwo niemieckie nie może przeprowadzić referendum konstytucyjnego!!

Istnieje cała masa innych problemów, które są dla Niemiec kulą u nogi. Chociażby system federalny z podziałem na landy. Co parę lat wybucha dyskusja, że należałoby to zmienić, gdyż niesamowicie spowalnia to, a w wielu przypadkach wręcz hamuje, procesy legislacyjne i w ogóle zarządzanie państwem. Ten podział narzucony został przez aliantów i Niemcy same także nie mogą tego zmienić!

Ktoś mógłby teraz zadać pytanie: czy w Niemczech nic się nie robi, aby zmienić tę sytuację? Oczywiście, że robi się! Ale szalenie ostrożnie! Otwarte działanie jest gwarancją końca kariery politycznej. Najbardziej jaskrawym przykładem jest tu Rudolf Scharping. Gdy zaczął otwarcie mówić o ograniczonej niemieckiej suwerenności, szybko został usunięty ze stanowiska ministra obrony, a publiczne pranie jego prywatnych brudów uniemożliwiło zajmowanie jakichkolwiek stanowisk politycznych.

Z pewnością wielu czytelników zadaje sobie teraz pytanie: na cholerę zajmuję się tu wewnętrznymi problemami Niemiec? Co nas one obchodzą?

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że ma to dla nas znaczenie egzystencjalne! Jak długo Niemcy są w kagańcu i na smyczy (wprawdzie mocno poluzowanej, ale zawsze), to możemy spać spokojnie. Ale nic na świecie nie trwa wiecznie! W momencie, gdy (dawnym) aliantom przestanie się to opłacać, to powstanie suwerenne państwo niemieckie. Pierwszym posunięciem tego państwa będzie stwierdzenie, ze wszystkie dotychczasowe akty prawne (także umowy międzynarodowe!) zawarte były przez niesuwerenne, przejściowe państwo, są więc nieważne! Będziemy więc zmuszeni na nowo negocjować między innymi sprawę naszych granic!

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nasze granice wytyczył Stalin. A jak jest on (nie tylko u nas) przedstawiany? Granice wytyczone przez oprawcę i zbrodniarza – to nie brzmi dobrze. Kto wie, czy ten moment nie jest blisko. Wystarczy popatrzeć jak sprytnie lawirują Niemcy w przypadku Ukrainy. Z jednej strony grają rolę wiernego sojusznika USA. Gdy Ukraina żąda niemieckiej broni, mówią oczywiście, nie ma sprawy! Chcecie czołgi? Oczywiście, ale te, które mamy do niczego się już nie nadają, za dwa lata dostaniecie nowe! Musimy je najpierw wyprodukować. Jeśli już coś dostarczą, to pożytek z tego niewielki. Systemy obrony przeciwlotniczej „Gepard” dostarczyli jedynie z niewielką ilością amunicji. Amunicję do nich produkuje Szwajcaria, która jako kraj neutralny, ani myśli dostarczać ją Ukrainie.

Niemiecki rząd jak ognia unika konfliktu z Rosją. Sporządza się ekspertyzy prawne, które mają wyjaśnić kiedy pomoc Ukrainie mogłaby być uznana przez nią jako udział w wojnie [1] [2]. Tutaj musimy sobie zdać sprawę z tego, że wobec braku układu pokojowego, od zakończenia II wojny światowej obowiązuje jedynie zawieszenie broni! Rosja nie musi wypowiadać Niemcom wojny.

Niemcy dobrze zdają sobie z tego sprawę i sygnalizują, że nie są dla Rosji przeciwnikiem, gdyż ich zapasy amunicji wystarczą jedynie na dwa dni walki. W obliczu groźby konfliktu zbrojnego każdy stara się udawać silniejszego niż jest. Ujawnianie czegoś takiego oznacza jedynie chęć jego uniknięcia.

Dlaczego Niemcy to robią? Kalkulują na zimno i nie kierują się sentymentami i emocjami. W wypadku, gdy USA przegrają, mogą natychmiast podjąć kontakty z Rosją (jak na razie ich nie zerwali i one cały czas trwają). Rosja z pewnością nie będzie sprzeciwiała się uzyskaniu pełnej suwerenności przez Niemcy, a nawet może taką suwerenność na osłabionych dawnych sojusznikach wymusić.

USA wcześniej czy później skoncentrują się na Chinach i wycofają się z Europy, osłabione Anglia i Francja nie będą się w stanie przeciwstawić. Wystarczy, że Niemcy postanowią ogłosić neutralność i wystąpią z NATO. Tamtejsze społeczeństwo z pewnością to poprze. Już dziś jest sporo takich głosów.

Stalin już w 1952 roku proponował zjednoczenie Niemiec właśnie pod warunkiem ogłoszenia ich neutralności. Wtedy Zachód tę propozycję odrzucił. Już od wieków Rosja i Niemcy „ciążą” ku sobie, a wdzięczne za odzyskaną suwerenność Niemcy, byłyby bardzo wiernym partnerem. I bardzo cennym!! Partnerstwo niemieckiej techniki i rosyjskich surowców mogłoby dla Rosji stanowić przeciwwagę dla zagrożenia chińskiego!

Każde osłabienie Chin jest także w interesie USA, niewykluczone, że i one mogłyby poprzeć powstanie takiego tandemu. Oczywiście Rosja nie będzie się wtedy interesowała losem Polski i zostawi ją Niemcom do dyspozycji (nie inaczej będzie z USA). Ale sądzę, że Niemcy nie zmienialiby wtedy granic. Dlaczego? Już Jasienica (którego o prorosyjskość posądzić nie można!) zwrócił uwagę na fakt, że pod dominacją rosyjską praktycznie nie istnieje niebezpieczeństwo rusyfikacji, natomiast jest ogromne niebezpieczeństwo germanizacji pod hegemonią niemiecką.

Za parę pokoleń możemy wtedy – jako kraj i naród – stać się jedynie wzmianką w podręcznikach historii. Widać to już dzisiaj. Prawie wszyscy mieszkający w Niemczech Polacy, którzy jako dzieci pod koniec lat 80-tych wyjechali z Polski, nie mówią już po polsku. A nawet jeśli coś tam jeszcze pamiętają, to ich dzieci nie znają ani słowa (może za wyjątkiem „kurwa”).

W wypadku Rosji oddziaływanie kulturowe idzie od nas. To z okresu zaborów widać do dziś w języku rosyjskim, w którym jest sporo polonizmów. Ale moim zdaniem najzabawniejszy jest inny przykład: co ma wspólnego polska studniówka i każdy rosyjski bal? Każde zaczyna się od poloneza! W Rosji najczęściej jest to polonez z Eugeniusza Oniegina (polonez w narodowej rosyjskiej operze!), ale często jest jakiś Ogińskiego. Na Youtube można znaleźć dziesiątki przykładów – nawet z Kremla!

Niestety, obecnie jako naród, swoją graniczącą z wścieklizną antyrosyjskością, sami pracujemy nad spełnieniem się powyższego scenariusza. Nie musimy kochać Rosji!! Ale nie musimy robić sobie z niej wroga!! Absolutnie nie jest to w naszym interesie!! Rosja widziałaby nas w roli pośredników w kontaktach z Zachodem i takiej roli moglibyśmy się podjąć.

Warto byłoby też zasygnalizować Rosji, że w jej interesie jest posiadanie bufora na granicy z Zachodem i że takiej roli także moglibyśmy się podjąć. Należałoby robić wszystko, aby w interesie Rosji leżała dalsza egzystencja naszego państwa! W tej chwili postrzegani jesteśmy przez Rosję jako wróg, który udostępnia swoje terytorium dla anglosaskiej (lub ja to określa Saker – anglosyjonistycznej) agresji na Rosję. Istnienie takiego państwa absolutnie nie jest w interesie Rosji!!

Niestety, znów pozwalamy się wmanewrować w cudze rozgrywki i jak zwykle znów źle na tym wyjdziemy. I jak zwykle znów sprawdzą się słowa Kochanowskiego, że Polak przed szkodą i po szkodzie głupi!!

https://pecuniaolet.wordpress.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...