Wybory w Polsce widziane z Węgier
Kampania wyborcza przybiera na sile i intensywności. Być może wielu ludzi liczy na jakieś zmiany na lepsze, ale aby nastąpiły jakieś zmiany należy zorganizować prawdziwe wybory parlamentarne, w których wybierani będą posłowie polskiej ziemi i miast.
Miasto lub ziemia liczące 38.000.000 Polaków: 460 posłów = 82.609 mieszkańców powinno mieć w każdym parlamencie swego posła. Nie może być tak, że zawsze musimy głosować na jakiegoś głupka z zewnątrz, którego mi ta lub inna partia przywiezie w teczce. Będziemy wybierali jednego posła, ale będzie to nasz sąsiad lub sąsiadka.
Tymczasem to, co dzieje się od 34 lat w Polsce trudno nawet nazwać wyborami, przypomina to raczej komunistyczne głosowania, które miały tylko jeden cel – uzyskać formalne potwierdzenie faktu sprawowania władzy przez określony układ. Czyżby Polak ma prawo tylko głosować, a wyborów dokonują „programiści” poza krajem lub daleko od naszego miejsca zamieszkania.
W tych okolicznościach nie dziwi niska frekwencja w wyborach parlamentarnych, ludzie po prostu nie wierzą, że mają one jakikolwiek wpływ na faktyczną władzę.
Na dziesięciokrotne wybory parlamentarne począwszy od roku 1989 tylko cztery razy udało się nieco przekroczyć 50 % udziału. Każde wybory wygrała zdecydowanie partia „NIE-GŁOSUJĄCYCH” udowadniając tym samym potrzebę natychmiastowej zmiany prawa wyborczego w Polsce.
Są kraje i pewne rodzaje wyborów, które wymagają dla ważności przekroczenia 50% frekwencji, przy zastosowaniu tej zasady okazałoby się, że w 6 na 10 przypadków mamy do czynienia z nieważnymi wyborami.
I pomyśleć, że w wyborach do pierwszego parlamentu niepodległego państwa polskiego w 1919 roku frekwencja wynosiła około 85%, mimo że toczyła się jeszcze wojna o granice i warunki obiektywne były nieporównywalnie gorsze. Ale wtedy istniała powszechna świadomość, że mamy do czynienia z rzeczywistą niepodległością i że wynik tych wyborów zadecyduje o kształcie państwa polskiego.
Kampania wyborcza do jesiennych wyborów trwa już od dawna i polega ona głównie na obrzydzaniu przez „polskie” media jakichkolwiek prób zmiany istniejącego układu rządzącego Polską, tego rodzaju akcja trwa już od 34 lat i nic się w niej nie zmienia. Szykuje się zatem prolongatę władzy w rękach obecnej edycji reżimowego partnera, czyli PIS, lub tradycyjne przejęcie pałeczki przez PO(KO) przygotowującej już sobie drogę do następnej zmiany warty.
I pomyśleć, że ten kontredans trwa już 34 lat przy praktycznie biernej postawie społeczeństwa polskiego objawiającej się jedynie w pogardliwym stosunku do wyborów. Każde wybory wygrywa zdecydowanie partia „NIE-GŁOSUJĄCYCH”. A przecież wystarczyłoby zmienić prawo wyborcze oraz podnieść poziom frekwencji nawet nie owych 85 % z roku 1919, ale choćby do 75 % ażeby raz na zawsze obalić skutki spisku „czerwonych z różowymi” z 1989 roku, lub obecnej zmowy PIS z PO(KO).
W celu podniesienia poziomu informacji należy zadbać aby portal MARUCHA w każdym tygodniu powracał do sprawy wyborów w Polsce, lub wprowadzić codzienny post ” Zostało tylko … do głosowania lub prawdziwych wyborów”
Do roku 2010 węgierskie prawo wyborcze było podobne do obecnie obowiązującego prawa wyborczego w Polsce. W roku 2010 nowy rząd węgierski zwrócił się do wszystkich obywateli o propozycje nowego prawa wyborczego. Po rozpatrzeniu i przyjęciu wielu wniosków Parlament węgierski ustalił nowe prawo wyborcze.
Mieszkam w węgierskim mieście, które liczy około 20 tysięcy mieszkańców. Miasto podzielono na 8 obwodów wyborczych. Ostatnie wybory trwały od godz 5.00 do godz 20.00. O godz 21.00 w portalach internetowych miasta pojawiły się już pierwsze nieoficjalne wyniki niektórych obwodów. O godz 22.00 z internetu poznałem już wszystkie nieoficjalne wyniki 8 obwodów wyborczych mojego miasta. O godz 23.00 podano już wstępne (95% opracowania) nieoficjalne wyniki całego województwa, w którym mieszkam. O godz 24.00 do 2.00 stale dostępna w internecie – bezabonamentowa węgierska TV państwowa podawała już na bieżąco wstępne nieoficjalne wyniki z całych Węgier (90-95% opracowania). Wyłączyłem komputer i poszedłem spać.
W poniedziałek o godz 9.00 na tablicy ogłoszeń Rady Miejskiej mojego miasta wywieszono dokładne listy wyników wyborów z wszystkich 8 obwodów wyborczych naszego miasta. Na każdej liście widniały nazwiska i podpisy członków komisji wyborczych. Każdy zainteresowany miał możliwość otrzymania kopii listy. Ze względu na prawo do rewizji wyników wyborów wyniki te jeszcze były nieoficjalne.
Węgierskie państwowe środki masowego przekazu kilka miesięcy przed wyborami mają obowiązek poinformowania każdego obywatela, że może zostać wybranym na radnego lub posła zapoznając szczegółowo społeczeństwo z prawem wyborczym.
Popularne w Polsce przedwyborcze sondaże-szantaże są traktowane na Węgrzech jako skuteczny środek manipulowania opinią publiczną i jako jeden z głównych narzędzi fałszowania wyników wyborów.
W polskim prawie wyborczym zastanawia mnie tylko jedno: Czy te wszystkie dotychczasowe fałszerstwa i manipulacje wyborcze, to są jeszcze sondaże, czy to już są po prostu szantaże?. Odpowiedź wydaje mi się znana, zatem póki co nie będę zwracał uwagi na te słupki w polskich mediach, bo o ile „sondażować” mnie jeszcze można, to szantażować nigdy.
Węgrzy sądzą, że rząd polski, aby miał silną legitymację społeczną powinien na wzór Węgier zmienić konstytucję, prawo wyborcze, powołać polski system informacji publicznej, wywalić MFW, opodatkować banki, korporacje, hipermarkety oraz przestać na zawsze być kukłą USA i Unii Pieniężnej (po polsku Unii Europejskiej) walcząc bardziej skutecznie o sprawy kraju i wszystkich Polaków.
Sondaże sterowane z byłej ojczyzny Indian i z Ziemi Świętej oraz system wyborów zniechęcają Polaków do głosowania.

Dnia 13.10.2019. miał miejsce kolejny Cud nad Wisłą: w niedzielę o godzinie 21 zaczęto otwierać w Polsce urny wyborcze a w tym samym czasie polskojęzyczne media podały już zaplanowane wcześniej wirtualne wyniki wyborów. Do Sejmu dostali się niektórzy wirtualni posłowie nieznani oraz takie wirtualne partie, na których większość nie głosowała.
„Echo z Węgier”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz