poniedziałek, 30 października 2023

Scott Ritter: Kompleksowa porażka Ukrainy jest jedynym możliwym rezultatem jej konfliktu z Rosją

 Scott Ritter: Kompleksowa porażka Ukrainy jest jedynym możliwym rezultatem jej konfliktu z Rosją


Kijowowi już dawno temu zaoferowano porozumienie pokojowe, ale zamiast tego wybrał wojnę, wspierany przez swoich zachodnich zwolenników. Teraz jego los jest przesądzony


2 września minęła 78. rocznica ceremonii kapitulacji z czasów II wojny światowej na pokładzie USS Missouri w Zatoce Tokijskiej. Moment ten sformalizował bezwarunkową kapitulację Japonii wobec Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników oraz oznaczał koniec konfliktu. Z japońskiej perspektywy trwał on od incydentu na moście Marco Polo z 7 lipca 1937 roku, który rozpoczął wojnę chińsko-japońską.


Nie było żadnych negocjacji, tylko prosta ceremonia kapitulacji, podczas której japońscy urzędnicy podpisali dokumenty, bez żadnych warunków.


Bo tak właśnie wygląda porażka.


Historia powinna być badana w sposób, który ma na celu wyciągnięcie wniosków z przeszłości, które mogą mieć znaczenie w teraźniejszości. Jak zauważył amerykański filozof George Santayana: „Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtórzenie”. Ukraiński rząd w Kijowie zrobiłby dobrze, gdyby zastanowił się zarówno nad historycznym precedensem ustanowionym przez bezwarunkową kapitulację Japonii, jak i nad radą Santayany, rozważając obecny konflikt z Rosją.


Przede wszystkim Ukraina musi uczciwie zastanowić się nad przyczynami tego konfliktu i nad tym, która strona ponosi ciężar odpowiedzialności za walki. „Denazyfikacja” to termin, którego rosyjski rząd użył do opisania jednego ze swoich celów. Prezydent Władimir Putin wielokrotnie odwoływał się do odrażającej spuścizny Stepana Bandery, osławionego masowego mordercy i współpracownika nazistowskich Niemiec, który jest fetowany przez współczesnych ukraińskich nacjonalistów jako bohater i ojciec założyciel ich narodu.


To, że dzisiejsza Ukraina uznałaby za stosowne wynieść człowieka takiego jak Bandera do takiego poziomu, mówi wiele o zgniłych fundamentach sprawy Kijowa i braku moralnego włókna w dzisiejszym narodzie. Rola współczesnych zwolenników nienawistnej nacjonalistycznej ideologii nazistowskiego kolaboranta w rozpowszechnianiu kluczowych wydarzeń, które doprowadziły do rozpoczęcia operacji wojskowej przez Rosję, nie może być ani ignorowana, ani minimalizowana. To właśnie banderowcy, ze swoimi długimi relacjami z CIA i innymi zagranicznymi służbami wywiadowczymi wrogimi Moskwie, użyli przemocy, aby odsunąć od władzy byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku.


Z aktu nielegalnej, upolitycznionej przemocy wyłoniły się siły etnicznego i kulturowego ludobójstwa, przejawiające się w postaci dzisiejszych banderowców, którzy zainicjowali akty przemocy i ucisku na wschodzie Ukrainy. To z kolei wywołało rosyjską reakcję na Krymie i działania obywateli Donbasu, którzy zorganizowali się, aby oprzeć się szaleństwu ukraińskich nacjonalistów związanych z Banderą. Następnie doszło do podpisania porozumień mińskich i późniejszej zdrady przez Kijów i jego zachodnich partnerów potencjalnej drogi do pokoju, którą one reprezentowały.


Ukraina nie może odciąć się od roli, jaką współcześni banderowcy odegrali w kształtowaniu obecnej rzeczywistości. W tym względzie Kijów odzwierciedla militarystów z cesarskiej Japonii, których ślepa wierność zasadom Bushido, tradycyjnej „drodze wojownika” sięgającej czasów samurajów z XVII-wiecznej Japonii, pomogła wepchnąć kraj w globalny konflikt. Częścią zobowiązań Japonii po kapitulacji było oczyszczenie społeczeństwa z wpływów militarystów i uchwalenie konstytucji, która zdeprecjonowała ich, czyniąc wojny agresywne – i siły wojskowe potrzebne do ich prowadzenia – niekonstytucyjnymi.


Banderyzm, we wszystkich swoich przejawach, musi zostać wykorzeniony z ukraińskiego społeczeństwa w taki sam sposób, w jaki inspirowany przez Bushido militaryzm został usunięty z Japonii, w tym poprzez stworzenie nowej konstytucji, w której czystka ta zostanie zapisana jako prawo. Wszelkie niepowodzenia w tym zakresie pozwalają jedynie rakowi banderyzmu przetrwać, ropiejąc w pokonanym ciele pokonfliktowej Ukrainy do czasu, gdy w przyszłości będzie mógł ponownie dać przerzuty, aby wyrządzić krzywdę.


Dokładnie takie przesłanie wysłał Putin, gdy podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu w lipcu ubiegłego roku pokazał film, na którym publicznie pokazano zbrodnie banderowców podczas II wojny światowej. „Jak można z tym nie walczyć?” powiedział Putin. „A jeśli to nie jest neonazizm w jego obecnej formie, to co to jest?” – zapytał. „Mamy pełne prawo” – oświadczył rosyjski prezydent – „wierzyć, że postawione przez nas zadanie denazyfikacji Ukrainy jest jednym z kluczowych”.


W miarę jak zachodnie media establishmentowe zaczynają zdawać sobie sprawę z zakresu i skali ostatecznej klęski militarnej Ukrainy (a co za tym idzie, rzeczywistości zdecydowanego zwycięstwa militarnego Rosji), ich polityczni zwierzchnicy w USA, NATO i Unii Europejskiej zmagają się z określeniem, jaka będzie ostateczna rozgrywka. Po wyartykułowaniu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego jako egzystencjalnej walki, w której stawką jest przetrwanie NATO, ci zachodni politycy mają teraz za zadanie kształtować publiczną percepcję w sposób, który złagodzi jakikolwiek znaczący, trwały polityczny cios ze strony wyborców, którzy zostali oszukani, by tolerować transfer miliardów dolarów z ich narodowych skarbców i kolejnych miliardów dolarów broni z ich arsenałów, na rzecz przegranej i zhańbionej sprawy.


Kluczowym aspektem tego zarządzania percepcją jest pojęcie wynegocjowanego porozumienia, procesu, który sugeruje, że Ukraina ma głos co do czasu i charakteru zakończenia konfliktu. Faktem jest jednak, że Kijów stracił ten głos, gdy wiosną ubiegłego roku odszedł od porozumienia pokojowego zawartego między jego negocjatorami a ich rosyjskimi odpowiednikami, na polecenie swoich mistrzów z NATO, o czym poinformował ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson. Decyzja o przedłużeniu konfliktu opierała się na dostarczeniu Kijowowi dziesiątek miliardów dolarów w sprzęcie wojskowym i pomocy. Władze przeprowadziły masową mobilizację, co oznaczało, że ukraińskie wojska znacznie przewyższały liczebnie swoich rosyjskich odpowiedników.


Nowe, wyszkolone i wyposażone przez NATO siły Kijowa osiągnęły imponujące zdobycze terytorialne podczas jesiennej ofensywy. Rosyjska reakcja polegała na ustabilizowaniu frontu i przeprowadzeniu częściowej mobilizacji swoich rezerw w celu zgromadzenia wystarczającej siły roboczej do wykonania misji wyznaczonej od samego początku operacji – denazyfikacji i demilitaryzacji. Denazyfikacja jest problemem politycznym. Demilitaryzacja już nie. W przypadku Ukrainy oznacza to skuteczne zniszczenie ukraińskiej zdolności do prowadzenia konfliktu zbrojnego na znaczącą skalę przeciwko Rosji. Cel ten zakłada również konieczność usunięcia z Ukrainy całej infrastruktury wojskowej NATO, w tym sprzętu i materiałów.


Od momentu rozpoczęcia częściowej mobilizacji Rosja z powodzeniem przeprowadza demilitaryzację ukraińskich sił zbrojnych. Sprzęt dostarczany Ukrainie przez Zachód jest również niszczony przez Rosję w tempie, które uniemożliwia jego wymianę. W międzyczasie rosyjski przemysł obronny ruszył pełną parą, dostarczając szereg nowoczesnej broni i amunicji, która jest więcej niż wystarczająca.


Trudna rzeczywistość jest taka, że ani Ukraina, ani jej zachodni sojusznicy nie są w stanie ponosić strat operacyjnych w sile roboczej i sprzęcie, które powoduje konflikt z Rosją. Z drugiej strony Rosja jest w stanie nie tylko wchłonąć straty, ale z czasem zwiększyć swoją siłę, biorąc pod uwagę dużą liczbę ochotników rekrutowanych do wojska i wysokie tempo produkcji uzbrojenia. W pewnym momencie, w niezbyt odległej przyszłości, równowaga sił między Rosją a Ukrainą w teatrze działań osiągnie punkt, w którym Kijów nie będzie w stanie utrzymać odpowiedniej osłony wzdłuż linii kontaktu, co pozwoli na powstanie luk w linii obronnej, które Rosja, zdolna do wykorzystania świeżych rezerw, wykorzysta. Doprowadzi to do załamania się spójności wśród ukraińskich oddziałów, co najprawdopodobniej spowoduje gwałtowne wycofanie się na bardziej obronne pozycje, które można ustanowić na zachód od Dniepru.


Ukraina, poprzez swoje działania w 2014 roku, straciła Krym. Ukraina, poprzez swoje wybory w 2022 roku, straciła Donbas, Zaporoże i Chersoń. A jeśli Kijów będzie uparcie przedłużał ten konflikt, dopóki nie będzie fizycznie w stanie się bronić, ryzykuje utratę jeszcze większej liczby terytoriów, w tym Odessy i Charkowa.


Rosja nie przystąpiła do konfliktu z zamiarem zajęcia ukraińskiego terytorium. Jednak w marcu 2022 r. Kijów odrzucił projekt porozumienia pokojowego (który początkowo wstępnie zatwierdził), a ta decyzja o rezygnacji z pokoju na rzecz wojny doprowadziła do wchłonięcia przez Rosję Donbasu, Zaporoża i Chersonia.


Jako jeden z warunków rozpoczęcia negocjacji pokojowych z Moskwą, Kijów zażądał zwrotu wszystkich byłych terytoriów ukraińskich znajdujących się obecnie pod kontrolą Rosji – w tym Krymu. Aby jednak osiągnąć taki rezultat, Ukraina musiałaby być w stanie zmusić Rosję do podporządkowania się temu żądaniu poprzez pokonanie jej militarnie i/lub politycznie. W obecnej sytuacji jest to niemożliwe.


Wydaje się, że Ukraina i jej zachodni partnerzy nie pogodzili się jeszcze z faktem, że przywódcy Rosji nie są w nastroju do negocjacji dla samych negocjacji. Putin wymienił swoje cele i zadania, jeśli chodzi o konflikt – denazyfikacja, demilitaryzacja i brak członkostwa Ukrainy w NATO.


Taka jest rzeczywistość obecnej sytuacji. Rosja pracuje nad osiągnięciem swoich celów. W obecnej sytuacji Ukraina lub jej partnerzy w USA, NATO i UE (tak zwany „kolektywny Zachód”) niewiele mogą zrobić, aby powstrzymać ją przed osiągnięciem tych celów. Harmonogram nie jest oparty na kalendarzu, ale raczej na wynikach. Im dłużej Kijów – i jego zachodni partnerzy – będą przeciągać ten konflikt, tym większe szkody przyniesie on Ukrainie.


Nadszedł czas, aby Ukraina i jej zachodni partnerzy wkroczyli na ścieżkę pokoju i odbudowy. Ale może się to stać tylko wtedy, gdy Ukraina podda się i zaakceptuje rzeczywistość.


Scott Ritter jest byłym oficerem wywiadu Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych i autorem książki „Rozbrojenie w czasach pierestrojki: Kontrola zbrojeń i koniec Związku Radzieckiego”. Służył w Związku Radzieckim jako inspektor wdrażający traktat INF, w sztabie generała Schwarzkopfa podczas wojny w Zatoce Perskiej, a w latach 1991-1998 jako inspektor ONZ ds. broni.


https://www.rt.com/russia/582259-ukraine-unconditional-surrender-nato/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...