Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przebudzenie
Marsze Polaków za pokojem – 19 października w Rzeszowie , 26 października w Szczecinie budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...
-
Sokrates – grecki filozof słynął ze swych opowieści dydaktycznych i innych moralnych rad z zakresu – dziś nazwalibyśmy to – stosunków międz...
-
Wiele się obecnie rozprawia o znaczeniu wszechoceanu, z drugiej zaś strony lądów – głównie Eurazji – w starciu o panowanie nad światem. Zas...
-
A to dopiero zakpiła sobie z obywatela Tuska Donalda Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje! Kiedy Naczelnik Państwa, co to najpierw patronował spr...
Te wszystkie wyliczanki ile jaki kraj czy kontynent wytwarza CO2, próby rozkładania tego na tzw. „chłopski rozum” i dowodzenie że to przecież „nijak się nie spina”, zamartwianie się że w kraju nie ma i raczej nie będzie przy każdym miejscu parkingowym „gniazdka” do ładowania samochodu, czy wreszcie że mało ludzi będzie sobie mogło pozwolić na zakup samochodu w cenie 2- pokojowego mieszkania w powiatowym mieście, można sobie schować w buty.
To wcale nie jest tak, że w tej Brukseli siedzą jacyś kliniczni fanatycy ekologii, którzy ubzdurali sobie, że praktycznie likwidując możliwość posiadania prywatnego samochodu w UE uratują planetę. Europa to tylko plamka na mapie świata i nawet gdyby tu zredukować ilość CO2 do zera, to w sytuacji świata zmieni to też okrągłe zero.
Nie o żaden klimat i i powrót mamutów czy innych dinozaurów tu chodzi.
Prywatny samochód, możliwość swobodnego przemieszczania, względnie sprawny i w dwie minuty zatankowany po korek, to jednak jakaś tam wolność. Wiele w ostatnich latach robi się, w najróżniejszych dziedzinach życia i praktycznie na rympal, żeby kandydatów na niewolników od tych jakichś resztek „wolności” odzwyczajać. Nie wszystko da się wprowadzić z dziś na jutro, bo wtedy gnuśne, kompletnie zdezorientowane i zachowujące się jak śnięte ryby „masy” mogłyby jednak pod wpływem nagłego impulsu doznać nagłego przebudzenia i zrobić coś, czego specjaliści od psychologii tłumu, od wojny psychologicznej, od dezinformacji, od sterowania społeczeństwami jak jakimiś humanoidami woleliby uniknąć, a ich pracodawcy tym bardziej.
Może po prostu Europa została wytypowana na „prekursora” i poligon doświadczalny wprowadzenia wzorowego gułagu cyfrowego i nie tylko… Jak tutaj to wypali to i reszta świata dostanie rozkaz „walki” z CO2, czy z jakimkolwiek innym urojonym „zagrożeniem”, choćby to miało przybrać postać powrotu do epoki kamienia łupanego… Problem w tym , że współcześni „jaskiniowcy” mieliby o wiele trudniej niż ci sprzed pary tysięcy lat… Jak tu wyciąć jakieś krzaki na rozpalenie ogniska bez odpowiednich wniosków, pozwoleń i kar za „uchybienia”… Zresztą ognisko to CO2, więc opcja chyba w ogóle wykluczona, albo ściśle ograniczona i kontrolowana.
Skąd brać żarcie? Na diecie z surowych robaków, pająków, czy dżdżownic organizm ludzki chyba długo nie pociągnie, a zabijanie zwierząt czy łowienie ryb – zwłaszcza bez stosownych opłat i pozwoleń – mogłoby być zagrożone takimi karami, że lepiej już umrzeć z glodu…
A tak całkiem na serio – o ile w najbliższych latach jakąś większa wojenka w Europie czy na świecie nie spowoduje, że „priorytety” odnośnie losów ludzkości nie ulegną „modyfikacjom”, a cała ta UE dalej będzie trwać i wprowadzać te swoje kretynizmy w życie, to zapewne w okolicach roku 2030 ceny samochodów osobowych, nawet starych gratów, zaczną szybować w górę niczym rakieta, ciśnienie zacznie rosnąć, bo każdy, kto nie ma i miał nie będzie kasy lub ochoty na jakiegoś „elektryka”, będzie robił wszystko żeby przed wejściem zakazu zaopatrzyć się w „normalny” samochód i jeszcze chociaż parę lat móc jeździć tak jak jest przyzwyczajony, a nie jak wózkiem widłowym na baterie po magazynie, gdzie po paru godzinach eksploatacji trzeba go podłączyć do ładowania, które trwa dość długo, a na który to „wózek” i tak go zresztą nie będzie stać.