Fronda, zarówno portal, jak i pismo, na początku lat 2000 były najlepszymi chyba katolickimi mediami w Polsce. Pismo publikowało rewelacyjne, bardzo ciekawe eseje, głęboko drążące problemy Kościoła i Polski. Na każdy numer czekałem i każdy czytałem od deski do deski. Pismo i będący jego wirtualną emanacją portal skupiały grono młodych katolików różnych orientacji – od skrajnego lefebryzmu po skrajny neokatechumenat. Wiadomo, co to mogło oznaczać. Pismo zachowywało się umiarkowanie, rozważnie, ale „bitwy”, jakie się odbywały w internecie, były iście homeryckie (brałem w nich udział), jeńców nie brano, bany sypały się gęsto. Z drugiej strony ci pałający żądzą mordu dyskutanci co pewien czas spotykali się prywatnie w różnych miejscach w Polsce, przyjemnie sobie popijając i pośpiewując między poważnie traktowanymi praktykami religijnymi, którymi się przy tej okazji oddawali. Potem wracali do swoich komputerów i zaczynali się znów napie…lać.
Ech, to były czasy!Te napie…lanki – nie waham się tak powiedzieć – pełniły bardzo poważną rolę formacyjną: katolicką i patriotyczną. Przynajmniej ja to tak odbierałem.
Niestety, potem właściciel Frondy się zmienił i zmieniło się wszystko. Najpierw krój czcionki – tak, tak nie ma się z czego śmiać. Poważną, klasyczną czcionkę zastąpiła obecna czcionka z „diabłem” w nazwie. A zaraz potem portal Fronda rozpadł się na dwa: Frondę i Rebelyę. Przy nowej Frondzie pozostały zmiotki po dawnym portalu, napłynęła tam jakaś gimbaza (w każdym razie ludzie o takim poziomie wiedzy i mentalności), elita intelektualna przeszła do Rebelyi. I tam wciąż jeszcze trwały ciekawe dyskusje i naparzanki, ale zaczął się już okres schyłkowy. Rebelya, w przeciwieństwie do wcześniejszej Frondy, upozycjonowała się po stronie PiSu, co odebrało jej oddech. Tam właśnie dostałem dwa bany: jeden za krytykę Lecha Kaczyńskiego, drugi za obronę stanowiska Rosji w jakiejś – nie pamiętam już jakiej, ale na pewno słusznej – sprawie. Bany mi zdjęli, raz gdy z okazji zbliżającej się Wielkanocy zaproponowałem amnestię, a drugi raz, gdy wpłaciłem im stówę na konto. Rebelya skończyła się nagle pewnego dnia, gdy jej właściciel przeszedł do pisowskiej telewizji na ważne stanowisko. Po prostu wyłączył swój portal, nie mówiąc nawet: żegnajcie.
Rebelyę próbowano reaktywować na portalu Ex cathedra (on chyba nawet jeszcze istnieje; był pisowski i rusofobiczny aż do bólu dupy), ale to był już akt rozpaczy. Ja wtedy na dobre przeszedłem do Gajówki (przedtem tu tylko zaglądałem). Zaglądałem też na Frondę, która chyba po raz trzeci zmieniła właściciela, stała się całkiem pisowska i prożydowska, i nie dało się tam swobodnie wypowiadać. Owszem, próbowałem, więc zbanowali mnie na amen.
Niestety, czasy świetności zarówno pisma Fronda, jak i portalu Fronda – od 2014 roku są to dwa zupełnie różne podmioty, różni ludzie, różne orientacje polityczne – przeminęły.
[...] kwitnie, co daj Boże, amen!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz