wtorek, 16 kwietnia 2024

Przypowieść o trzech żydełkach i czwartym znienacka …

 

Przypowieść o trzech żydełkach i czwartym znienacka …


Przypowieść o trzech żydełkach i czwartym znienacka …
… na osnowie powieści Junoszy Szaniawskiego – część pierwsza.

— Aj! mój rebe, — rzekł do swego teścia Mendla Waszyngtońskiego Lejbuś Kijowski, — jeszcze się wszystko serce we mnie trzęsie od tych zbójów. To gałgany są… chamy, grubiany… całkiem paskudni ludzie! Ja wam się dziwię rebe Mendel, że wy ryzykowaliście swoje zdrowie i pozostali z tymi zbójami. Oni wam mogli, broń Boże, krzywdę zrobić.

Mendel Waszyngtoński westchnął.

— Mój kochany Lejbuś, — odrzekł, — ty jesteś z przeproszeniem twojego honoru głupi. Dopiero jak ci broda posiwieje, nabierzesz doświadczenia i dowiesz się że taki cham co krzyczy i co się do bicia porywa (oby go diabli żywcem porwali) nie jest jeszcze najgorszy gatunek chama.

— A gdzie wy widzicie gorszy? — zapytał Lejba Kijowski.

— Czekaj — ja tobie wytłumaczę. Ty jesteś mój zięć, ty powinieneś być mądry i moich wnuczków masz uczyć rozumu (niech się w zdrowiu chowają), więc ja potrzebuję otworzyć ci głowę i oczyścić twój mózg, ażebyś wiedział to co dziś żyd na wsi potrzebuje wiedzieć, jeżeli chce jeść kawałek chleba ze swoją żoną i dziećmi. Ty mnie słuchaj, Lejbuś.

— Ja was zawsze słucham, rebe Mendel, bo wy jesteście człowiek rozumny i bogacz i macie wielką praktykę w handlu, obyście go jeszcze sto dwadzieścia lat prowadzili.

— Więc słuchaj i uważaj. Dawniej było na wsi całkiem dobrze. Nie wielki trzeba było mieć rozum i nie wielkie pieniądze, żeby się majątku prędko dorobić. Chłop krzyczał jak cham, pił jak dwa chamy, a płacił jak pięć chamów — a żydek siedział sobie spokojnie, robił kredą na szafie rachunki i po trochu zbierał pieniądze. Aj, Lejba! Lejbusiu meine Kijowski, ty już nie będziesz widział takich pieniędzy, jakie dawniej wiejskie żydy po karczmach zbierali, to były pieniądze! to majątki były! Teraz czas się psuje, robi się brzydki, paskudny. Żeby nasze wrogi jeszcze gorszy mieli. Teraz chłopy zrobili się mądrzejsze, do karczmy mało przychodzą, sami chcą rachować i jeszcze grymaszą, a to im wódka za gorzka, a to za słaba! (żeby oni słabość dostali!) — sami nie wiedzą czego chcą. Lejbusiu! ja tobie powiadam, że świat się psuje…

— To jest prawda, rebe Waszyngtoński, to wielka prawda. Teraz chłopy takie mądre, że jak któremu potrzeba parę garncy wódki na chrzciny albo na wesele (żeby oni z diabłem wesele mieli), to sobie sprowadzą z Lidla, Biedronki, albo inszego AliExpress! Słyszeliście żeby chłop sprowadzał wódkę z gorzelni, a gdzie my jesteśmy? od czego my jesteśmy?

— Kijowski, meine liebe Lejba! ja tobie powiedziałem już, że się świat psuje, a teraz słuchaj dalej, jaki będzie gang moich myśli.

Całkiem prosty! nie będzie w nim żadnego zakrzywienia. Dawniej, kiedy jeszcze na świecie był nasz stary talmudyczny porządek, i wszystko jak się należy, żyd siedział sobie w karczmie spokojnie i sami chłopi szli do karczmy. Dziś, kiedy wszystko jest na wywrót i cały kot chodzi naprzód ogonem zamiast głową, chłopi siedzą, a żydek musi się kręcić (oby naszych wrogów kołtun pokręcił!), reklamy w telewizji wyświetlać, do chłopskich smartfonów włazić.
Chłop nie idzie do karczmy, a chociaż przychodzi to już nie z takim impetem jak dawniej. Wypije trochę i zaraz zabiera się w swoją stronę. Co to jest? Przy takiej głupiej procedurze, trzeba żeby karczma do chłopa chodziła. Ty się nie śmiej Lejbuś Kijowski meine liebe lover, ja ci prawdę powiadam, żebym tak szczęśliwy rok miał!

Jeżeli chcesz mieć pieniądze, a dlaczego nie miałbyś chcieć — to chodź po wsi i twoja żona niech chodzi i twoje dzieci, gdy podrosną, niech także po wsi chodzą. Jak masz duszę w sobie, tak powinieneś mieć ciągle flaszkę przy sobie. Ty ich częstuj, ty od nich nie bierz pieniędzy, nie żądaj — bierz towar. Wszystko bierz, jajko, kurę, len, konopie, nawet stare gałgany. Nie ma na świecie takiej szmaty, takiego wióra, śmiecia nawet coby nie miał wartości. Wszystko można sprzedać i wszystko przehandlować. Ty zajrzyj do chłopa do chałupy, do stodoły, do obory, ty wiedz o wszystkim co on ma, ty miarkuj czego on potrzebuje, ty wiedz za co chłop babę bije, albo baba chłopa, ty wymierz każde chłopskie gardło. Jeżeli chłop lubi wlać w swój gardziel (żeby jemu tam smoły naleli!) kwaterkę, to ty go przyzwyczaj żeby lubił wlać półkwarty, później kwartę. Jeżeli baba nie umie pić, to ją nauczyć, jeżeli który chłop jest wyprzysięgnięty od wódki, ty miej dla niego arak, albo wino… wiesz jakie wino?

— Za co ja nie mam wiedzieć? — zapytał chytrze Lejbuś Kijowski.

— Spodziewam się, że nie potrzebuję cię uczyć jak masz przyprawiać wódkę wapnem, tabaką, tureckim pieprzem. Twój dziadek (niech ma wieczny raj) i twój ojciec (niech długo żyje) oba byli godni szynkarze i nabożni ludzie. Przy nich ty powinieneś się był nauczyć.

— Ny — albo ja nie umiem? Umiem, mój tate Szlomo Kołomojski na taki interes to jest cały aptekarz!

— I ja tak myślę, ale powiadam ci, że jeżeli chcesz żyć, to nie siedź w karczmie, i nie czekaj na tych kilku pijaków, którzy codzień przychodzą. Taki zawsze trafi do karczmy — ty się o niego nie kłopocz, szukaj takiego co nie chodzi… ucz go, pokaż mu drogę, reklamę mu zrób. Trzymaj piwo bawarskie, to jest dobry interes, chłopi zaczynają teraz piwo pić. Nie żałuj poczęstować którego kawałkiem śledzia, żeby miał większą chęć do picia… i pamiętaj że taki chłop co przysięgał, że wódki pić nie będzie, nie wyprzysięgał się od piwa. Dolewaj do piwa okowity, to będzie jeszcze lepiej szło. Ty obrabiaj chłopów, a twoja żona niech prowadzi handle z babami… twoje bachury (oby się zdrowo chowały!) niech handlują z chłopskimi dziećmi, niech też mają swoją praktykę.

— Rebe Mendel… wy bardzo dobre słowo powiadacie; ja już sam o tem myślałem; ja waszej rady posłucham. Ja jutro raniutko puszczę moją żonę po Paryżu między baby. Wy dobrze powiadacie, rebe Mendel.

— Ja ci jeszcze wszystkiego nie powiedziałem… — zagaił tajemniczo Mendel Waszyngtoński.

— Jak to? co wy jeszcze możecie o tym interesie powiedzieć?

— Ha! ha! to coś słyszał, to jest dopiero początek.

— Ja wiem Mendlu, że wy macie złotą głowę (obyście mieli długie życie).

— Lejbuś! ja potrzebuję znaleźć tobie wspólnika.

— Na co mnie wspólnik? — czy ja sam nie robię dobrego geszeftu!

— Ze wspólnikiem będziesz robił lepsze.

— Ale gdzie ja go mam podziać? Tu na Dzikich Polach w karczmie ciasno jest, sami wiecie jak ciasno.

— Kto ci powiedział, że wspólnik potrzebuje z tobą karczmie „Kijów” siedzieć?

— A gdzie?

— Na drugim końcu wsi niech siedzi, u chłopa w chałupie i niech utrzymuje potajemny szynk. Ty niby nic nie wiesz…

— Jak to nie wiem? Rebe Mendel, z przeproszeniem waszego honoru, ja nie rozumiem, w co wy każecie mnie włazić? Ja mam karczmę, ta karczma wcale nietęgo idzie, ja jestem sam, wy chcecie wsadzić do wsi drugiego żyda, wy chcecie zrobić drugi szynk. Co z tego będzie? Za co ja mam się z kim dzielić?

— Spodziewałem się po tobie lepszego rozumu, ale skoro go nie masz, to bądź przynajmniej cierpliwy. Czekaj aż ci głowę otworzę. — rozsierdził się Mendel Waszyngtoński.

— Ja czekam.

(Cdn)

https://kmieciowe.wordpress.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...