Przejdź do głównej zawartości

Kto promuje „język śląski”?

 

Kto promuje „język śląski”?


Wspaniałe i mądre wystąpienie pochodzącego z Mikołowa posła Romana Fritza na temat „języka” śląskiego zmusiło mnie do pewnych refleksji.



Parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej złożyli w Sejmie projekt ustawy o nadaniu śląskiemu statusu języka regionalnego. Na konferencji prasowej posłanka kojarzona jako stronniczka proaborcyjnych marszów Monika Rosa powiedziała, że „w ostatnim spisie powszechnym niemal 600 tysięcy osób zadeklarowało narodowość śląską, a prawie 470 tysięcy mówi w języku śląskim”. Dodała, że „Ślązacy i Ślązaczki to jedna z największych nieuznawanych mniejszości w Polsce”.

Ślązak, czyli kto?

Jestem Ślązakiem tak samo jak nim był Korfanty, Ficek, Lompa, Szafranek, Stabik, Miarka, Damrot, Szewczyk, Ziętek czy Mitręga. Jestem Ślązakiem tak samo jak plebejscy wojownicy z 1919, 1920 i 1921 roku. Jestem Ślązakiem tak samo jak mój pradziad walczący w powstaniach na Górnym Śląsku o Polskę.

Ani ja, ani nikt z mojego otoczenia nie czuje się mniejszością narodową. Nie widzę powodu by, uznawać narodowość śląską za odrębną od polskiej. Każdy może czuć się kim chce. Każdy może określić swoją narodowość jako śląską, katowicką lub murckowską. Są ludzie, którzy uważają się że reptilian lub krasnoludów – wolno im. Ale nie powinno to oznaczać tego że, poważne państwo powinno uznać to w sensie prawnym, podobnie jest z językiem.

Moja śląska tożsamość wynika z zakorzenia i tradycji rodzinnych. Jestem z niej dumny. Moja śląskość to również chęć przynależności do naszej polskiej wspólnoty narodowej. To wypełnienie testamentu politycznego Wojciecha Korfantego i Jerzego Ziętka. Śląskość nie jest dla mnie tożsamością etniczną, ale regionalną. Moim zdaniem problem jest wykreowany sztucznie i służy niepolskim interesom. Tym samym nie służy śląskim interesom. Bo zupełnie czym innym jest dbanie o regionalizm, a czym innym kreowanie sztucznych narodowości i języków.

Już wiele lat temu p. Lidia Ostałowska alarmowała w „Gazecie Wyborczej” – „Śląski zagrożony. Aż 98,19 proc. obywateli mówi w domu wyłącznie po polsku”. Co to oznacza?

Wypunktował to wtedy lider Ruchu Obywatelskiego „Polski Śląsk” Piotr Spryra: „1. Większość Ślązaków czuje się, po prostu, Polakami., 2. Język polski jest dla większości Ślązaków językiem domowym., 3. Nasza piękna śląszczyzna nie jest traktowana przez większość Ślązaków za odrębnym język, ale za część języka polskiego”. Dodając: „Poza tym wszystkim świadczy to o całej sztuczności przedsięwzięcia naszych rodzimych Ojców Narodu i ich warszawskich wielbicieli.” Oczywiście Ślązak nie musi być Polakiem, może być Niemcem lub Czechem. Natomiast szkodliwym szaleństwem jest promowanie nowej narodowości poprzez język.

Co na to fachowcy?

Prof. Jan Miodek w wywiadzie dla „Dziennika Zachodniego” powiedział między innymi: „Cała ta dyskusja o śląskim języku w piśmie jest żenująca i dlatego starałem się zachować neutralność. Kiedy jednak słyszę, że na Śląsku atakuje się ludzi uważających inaczej, to trudno jest zachować spokój (…) Ślązak miał zawsze oficjalną odmianę swojej mowy regionalnej i tą oficjalną odmianą była polszczyzna ogólna. Tak było przez wieki i tak jest dziś (…) kapitałem dialektu śląskiego jest jego mozaikowość. Na ten dialekt śląski składa się kilkadziesiąt gwar. Próba kodyfikacji będzie zawsze z krzywdą dla którejś z tych gwar”.

Dzisiaj już sędziwy prof. Franciszek Marek zajmujący się historią literatury i języka był bardziej radykalny w czasie, gdy pomysły o języku kiełkowały: „Wszystkie artykuły i punkty proponowanych zmian ustawowych sprawiają wrażenie diabelnie chytrze sformułowanych i świadczą, że ich autorami są bystrzy, ale cyniczni – w moim odczuciu także zdemoralizowani – fachowcy. Gdyby te zmiany otrzymały moc prawną, to nasze władze wojewódzkie i rządowe musiałyby nieustanne wspierać wszelkie, nawet separatystyczne oraz antypolskie żądania i działania różnych graczy politycznych, zmierzające do rozwalania jedności państwa i narodu (…) łatwo byłoby na podstawie tych zmian tworzyć sztuczne narody: kaszubski, górnośląski, a może i góralski”.

Nie tylko polscy badacze problemu tak stawiają sprawę. Wybitny niemiecki językoznawca, pochodzący z Katowic Reinhold Olesch, napisał:

„Fonetyczna i morfologiczna struktura polskich dialektów Górnego Śląska jest bez wątpienia polska – z częściowo archaicznymi cechami. To było i zawsze jest rzeczowo uzasadnione ujęcie slawistycznych badań językoznawczych. System deklinacyjny i koniugacyjny jest bez zarzutu słowiański w polskiej odmianie. Aspekt czasownikowy, jedna z cech językowych różniących zasadniczo język słowiański od niemieckiego, pozostał do dzisiaj nienaruszony. (…)

Polskie dialekty Górnego Śląska wykazują zwykłą dla dialektów właściwą charakterystykę. Elementy archaiczne znajdują się obok dialektowych nowości. Poza tym polskie gwary Górnego Śląska odznaczają się licznymi zapożyczeniami ze słownictwa niemieckiego, zjawisko, które również w sensie dobrze pomyślanych uczuć patriotycznych stało się powodem, by mówić o rozwodnionym języku polskim. (…)

Są to więc dialekty polskie, które z powodu długiego, bo od lat trzydziestych XIV wieku, odosobnienia Śląska od Polski w następstwie historycznych rzeczywistości przejęły wiele ze słownictwa niemieckiego integrując to jednak w swój słowiańsko-polski system językowy. To słownictwo niemieckie, które podczas długiego odosobnienia Śląska od państwa polskiego w czasach czeskich, austriackich i pruskich zostało przejęte do dialektów górnośląskich, wzbogaciło się szczególnie w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku mnogością nowoczesnych pojęć technicznych i administracyjnych z języka niemieckiego. Fonetycznie i morfologicznie zostało jednak zintegrowane i nie zdołało ono polskiej struktury tych dialektów zasadniczo zmienić lub wręcz rozkruszyć (…).

Podobne zjawiska spotykamy w najrozmaitszych okolicach europejskiego obszaru językowego. Jednym z najbardziej zwracających na siebie uwagę przykładów ukazać można język rumuński, który mimo bogatych leksykalnych zapożyczeń słowiańskich zachował swój romański charakter językowy; bo jego struktura gramatyczna pozostała w swoich wschodnioromańskich właściwościach. Nie ma trudności dowieść polskiego charakteru dialektów górnośląskich, co zresztą w badaniach naukowych dialektologicznych nigdy nie było poddawane w wątpliwość.”

Dla kogo nauka śląszczyzny?

„Tych co deklarują narodowość śląską” jest coraz mniej liczne. W Spisie z 2011 roku narodowość śląską deklarowało 847 tysięcy osób (436 tysięcy osób deklarowało ją jako pierwszą), w 2021 roku było już tylko nieco ponad 585 tysięcy (232 tysięcy osób podało tę identyfikację, jako pierwszą). Obserwujemy wręcz drastyczny spadek (odpowiednio) o 30,9 procent i 47 procent! Pomimo wspierania tej opcji przez liczne media i znane osoby.

Środowiska te są podzielone organizacyjnie, i skłócone personalnie. Dawni liderzy „narodowości śląskiej” o dosyć konserwatywnym obliczu, jak Jerzy Gorzelik (RAŚ) czy Andrzej Roczniok (Związek Ludności Narodowości Śląskiej) są dzisiaj na bocznym torze. Nie pasowali do układanek tych, którzy postanowili z „narodowości śląskiej” zrobić jeszcze jeden taran do destrukcji resztek państwa polskiego.

Więc skąd dyskusja o języku śląskim i konieczności jego nauczania w szkole? Jak nie wiadomo o co chodzi, to najczęściej chodzi o pieniądze. Jak poinformował były poseł SLD, a dzisiaj senator Nowej Lewicy Marek Kopiec w budżecie na 2024 rok zapisano 2 miliony złotych na przygotowanie nauki naszego języka w szkołach. A przecież to dopiero początek. Ogromne fundusze muszą być przeznaczone na kolejne opracowania, dostosowania, poprawki, podręczniki, promocję itd.

Ale nie tylko o pieniądze tutaj idzie. Chodzi o rzecz znacznie istotniejszą – dewastację resztek wspólnotowości narodu polskiego. Akcja z narodowością i językiem śląskim, nie jest moim zdaniem ostatnią. Taką drogą pójdą inne „ciemiężone mniejszości”.

Akcja niemiecka?

Część z Kolegów widzi w tym działania niemieckie. Tak widziało to wielu seniorów naszego środowiska – Tadeusz Radwan, Tadeusz Kacuga czy Danuta Wierzbicka. Ale moim zdaniem to jest pieśń przeszłości. Niemcy wykorzystywali rozmiłowanie w swojej godce Ślązaków do dzielenia narodu polskiego. Udawało się to zresztą średnio.

Ale to dzieje dawne i nieaktualne. Dzisiaj Niemcy w znacznej mierze są podporządkowane temu samemu Przeciwnikowi co Polska. Prym w środowisku ślązakowskim wiodą siły liberałowie wywodzący się z obozu lewacko-liberalnego. Znajdujemy tam ludzi związanych z b. partią Janusza Palikota, Wiosną Roberta Biedronia, Nową Lewicą Włodzimierza Czarzastego czy dzisiejszą Platformy Obywatelskiej.

Twarzami autonomizmu są – Monika Rosa, Marek Kopiec, Łukasz Kohut czy pisarz Szczepan Twardoch. Nieustannie promowana w TVN-ie jako rzeczniczka śląskości jest właśnie posłanka Monika Rosa. Warto przypomnieć, że współtworzyła ona pismo „Liberté! Głos wolny, wolność ubezpieczający” (które było finansowane między innymi z grantów Konfederacji Lewiatan, Fundacji im. Friedricha Naumanna i sorosowskiej Fundacji im. Stefana Batorego).

Osoby te traktują moim zdaniem tożsamość śląską jak element destrukcyjny na podobnych zasadach promocja ideologii LGBT, aborcjonizm, radykalny antyklerykalizm, ekologizm itd. Oczywistością jest, że istnieje margines skrajnych nacjonalistów (w Internecie nawet liczny), który grzeje resentymenty proniemieckie i prohitlerowskie, ale jest on mało znaczącym elementem na salonach. „Sorosowcy” są wstanie zaakceptować nawet najskrajniejszych nacjonalistów, gdy służy to destabilizacji starego świata.

Uważam, że konieczna jest nowelizacja ustawy o języku polskim. Nie potrzeba nam nauki „języka” śląskiego w szkołach. Trzeba umożliwić nam Górnoślązakom pielęgnowanie swojej godki. Trzeba do tego używać państwowych i samorządowych narzędzi. Jednocześnie jak najdalej od tego trzymać różnorakie sorosowskie fundacje i kluby, gdyż zostanie to wykorzystane przeciwko naszej wspólnocie narodowej.

Łukasz Jastrzębski 
https://myslpolska.info

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Twój kot macha ogonem? Zobacz, co to oznacza.

  Merdanie ogonem u psa jest dla większości ludzi czytelne. Świadczy o ekscytacji i pozytywnym nastawieniu zwierzęcia. A jeśli kot macha ogonem, to jest zadowolony czy może wręcz przeciwnie? Czy koci ogon mówi to samo co psi? Istnieje sporo mitów wokół tego zjawiska, a ich konsekwencje bywają przykre. Poznaj tajniki mowy kociego ogona. Machanie ogonem przez kota może być jednym z sygnałów ostrzegawczych Różnice w psiej i kociej mowie ciała Traktowanie kota jak małego psa jest dużym błędem, szczególnie przy okazji interpretowania mowy ciała obu gatunków. Psi ogon merdając mówi coś zupełnie innego niż ogon koci. Pies manifestuje w ten sposób dobry nastrój i pozytywną ekscytację, kot – zdenerwowanie, złość i napięcie. A dlaczego w ogóle zwierzę macha ogonem? Ten rodzaj komunikowania sprawdza się na odległość, bez potrzeby zbliżania się osobników do siebie. Merdający czy machający ogon widać z daleka, co daje dużo czasu na podjęcie adekwatnego działania. Koty preferują ten rodzaj „zdystans

Polskie drewno opałowe ogrzeje Niemców. Co zostanie dla Polaków?

  Polskie drewno opałowe ogrzeje Niemców. Co zostanie dla Polaków? Ilość drewna byłaby w Polsce wystarczająca, gdyby nie było ono sprzedawane za granicę. Tymczasem przedsiębiorcy z Niemiec wykupują polskie drewno opałowe. Co sądzą o tym przedstawiciele przemysłu drzewnego? Jak  wynika  z nieoficjalnych ustaleń „Super Expressu”, niemieccy przedsiębiorcy masowo wykupują polskie drewno opałowe, które sprzedają Lasy Państwowe. W efekcie rosną ceny drewna, brakuje opału dla Polaków, którzy, jak wcześniej  pisały  media, rzucili się do zbierania chrustu na opał w lesie. Ciekawe jest, że jak informował Murator, ceny drewna opałowego wzrosły o 100 proc. względem 2021 roku i za m3 drewna opałowego trzeba teraz zapłacić średnio 400-500 zł. Ceny w Lasach Państwowych są niższe i zależne od regionu. W rozmowie z TOK FM Rafał Zubkowicz z Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych zauważył, że średnia cena gałęziówki wynosi 30 zł, nie wliczając w to transportu, pocięcia, rozładunku itd. Z kolei podczas  r

Ukrainiec odpowie za handel ludźmi i organizowanie nielegalnych zbiórek pod marketami „na chore dzieci z Ukrainy”

  Ukrainiec odpowie za handel ludźmi i organizowanie nielegalnych zbiórek pod marketami „na chore dzieci z Ukrainy” Ukraiński mężczyzna w wieku 38 lat został oskarżony o handel ludźmi. Jego przestępcze działania skupiały się również na rekrutowaniu osób do pracy, która miała polegać na zbieraniu datków do puszek, rzekomo przeznaczonych na pomoc dla chorych ukraińskich dzieci. Straż Graniczna poinformowała o sprawie w czwartkowym komunikacie. „Oskarżony obywatel Ukrainy werbował swoich rodaków do pracy, polegającej na zbieraniu do puszek datków przeznaczonych rzekomo na chore ukraińskie dzieci” – informuje SG. W toku dochodzenia ustalono, że w okresie od września 2020 roku do sierpnia 2022 roku, 38-letni Ukrainiec angażował ludzi do pracy, wprowadzając ich w błąd co do charakteru, warunków i legalności tej pracy. Dodatkowo, pomagał pokrzywdzonym uzyskać niezbędne dokumenty, takie jak zaświadczenia o pracy sezonowej przy zbiorach owoców w gospodarstwach lub firmach w okolicy Grójca. „Nas