niedziela, 6 kwietnia 2025

Fragment książki pod roboczym tytułem Opowieści dla Wnusi Rzecz się dzieje w Indiach, opowiada medyk Ardaban.

 Fragment książki pod roboczym tytułem Opowieści dla Wnusi Rzecz się dzieje w Indiach, opowiada medyk Ardaban.

……..W okolicach, przez które przejeżdżamy, żyją cztery rodzaje trujących węży. Zwane są Wielką Czwórką. Jednego z nich już widziałaś, jest to naja, która ukąsiła towarzysza waszego. Zauważyłem, iż z ciekawością oglądałaś cielsko ubitego gada. Pewnie dziwiłaś się rysunkowi na jego rozpostartym grzbiecie. Otóż są to ślady stóp hinduskiego boga Kriszny, który w czasach niezmiernie zamierzchłych tańczył na grzbiecie wielkiej kobry Kalii. Z pewnością chcesz usłyszeć tę historie? – uczony raczej stwierdził, niż zapytał i pociągnął z gurdy łyk wody.
Dziecko tylko skinęło główką.
– Kalia, wielki, czarny wąż, żył w krainie Ramanaka Dwipa. Jednak uciekł stamtąd z obawy przed Garudą, wrogiem wszystkich węży.
– Kto to ta Garuda? – przerwała Lupinka.
– Garuda jest to latająca istota podobna do ptaka, jednak rozumna, na której grzbiecie podróżuje czteroręki Wisznu, najwyższy bóg Hindusów.
– Czemu czteroręki? – dopytywała się dziewczynka.
– Nie znam, czemu. Skoro wasze Licho może być jednookie jak Cyklop, takoż i Wisznu może być czteroręki. Ale mieliśmy opowiadać o
Wężach. Mam mówić dalej?
– Prawcie, Ardabanie. Już przerywać nie będę.
– Otóż jakiś mocarny Yogi przeklął z jakichś powodów Garudę, by nie podchodził do krainy Vindivan, a to pod groźbą utraty życia. Przeto dowiedziawszy się o tym, Kalia tam zamieszkał i żył bezpieczny przed zakusami Garudy.
Pewnego razu Kriszna, będąc w Vindivanie, zabawiał się ze swymi przyjaciółmi grą w piłkę. Gdy wspiął się na drzewo Kadamby roznące nad rzeką Yamina, piłka wpadła do wody. Kriszna skoczył za piłką. Wnet z wody wypełzł Kalija i rozpostarłszy sto dziesięć kapturów, pluł jadem.
– Powiadaliście, że w Indiach kobry nie plują…
– Obiecałaś nie przerywać. Leśne kobry królewskie czasem plują. Otóż Kalia owinął się wokół Kriszny i począł go dusić.
Dziewczę chciało wtrącić, iż kobra przecież nie dusi, jeno kąsi, ale pomne reprymendy, ugryzło się w język.
– Kriszna, broniąc się przed ogromnym gadem, stał się tak wielki, że żmija wypuścić go musiała ze swych zwojów. W ten sposób Kriszna obronił się przed Kalią. Ale widząc, że okoliczny lud zwany Braj, albo inaczej Brij, żyje w strachu przed tyranią Kalii, skoczył na łeb jego, a przybrawszy na się wagę całego wszechświata, tańczył i skakał, zamierzając pięty swymi wybić z niego życie. Tak i potwór począł zdychać.
Wtedy wszystkie żony Kalii, a było ich sto i osiem, wychynęły z rzecznych głębin i złożywszy dłonie, cześć oddawały Krisznie, błagając go, co by życie darował ich mężowi. Kalia, uznawszy wielkość Kriszny, poddał mu się i przysiągł nigdy więcej krzywdy nie czynić ludziom Brij, ani nikomu innemu. W zamian za to Kriszna, w swoim miłosierdziu, uwolnił Kalię i obdarzywszy ochroną przed zakusami Garudy, zezwolił mu na powrót do krainy Ramanaka Dwipa, która znana jest również jako Fidżi.
Lupinka zrozumiała iż Ardaban opowiada legendy, a wszak nie to było przedmiotem jej ciekawości.
– Ardabanie drogi – rzekła – to, co powiadacie, zajmujące jest niezmiernie, ale dumałam, co prawić będziecie o życiu węży, o ich obyczajach, a przede wszystkim o tym, jak leczyć należy żmijowe ukąszenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...