Bardzo mi przykro takie rzeczy pisać, ale na durnia (inaczej: idiotę, imbecyla, głupka, wariata, tępaka, oszołoma, świra, etc.) potrzebny jest solidny argument siłowy w postaci np. piąchopirny lub przy pomocy takiej broni jak: ,
,
,
,
a najlepiej – strzelby dwulufowej.
Drugim sposobem i od tego bym zaczęła (zacząć od teorii zaczerpniętej w publikacjach naukowych aby dobrze poznać problem) jest zapoznanie się np. z esejem naukowym pt. „Co zrobić z idiotami i jak samemu nie wyjść na idiotę” autorstwa Maxime Rovere.
Recenzja:
„Oryginalna forma poradnika, ale jak mogło być inaczej, gdy za jego pisanie bierze się filozof. Maxime Rovere (I raz na liście) jest specjalistą od filozofii Spinozy. Prezentowana pozycja stanowi raczej odskocznię od naukowo-humanistycznej codzienności. Lekka konwencja zarówno na poziomie języka, jak i treści zaowocowała intrygującą poradniczą refleksją.
Każdy rozdział poprzedza myśl przewodnia, rozwijana następnie w toku wywodu. I tak na przykład w rozdział pt. „Dlaczego idioci wolą niszczyć” wprowadza taka mądrość: „Nie narzucaj swoich norm. Negocjuj normy innych ludzi”. I już wiemy, że autorowi nie chodzi wyłącznie o idiotów tych najbardziej pospolitych. Przekaz francuskiego uczonego co prawda daje remedium również i na nich, ale meritum książki znajduje się raczej w analizie idiotyzmów systemowych (np. biurokracji).
Rovere nie walczy z wiatrakami. W humorystyczny i niezwykle inteligentny sposób próbuje wskazać instrukcję obsługi idiotów. To nieprawda, że można przygotować się na koniec świata, ale na nadejście idiotów (a że nadejdą to pewnik) wprost przeciwnie. Wystarczy sięgnąć po tekst Maxime’a Rovere, który stworzył podwaliny nowego gatunku – poradnikowego eseju”.
„Masz wrażenie, że otaczają cię idioci, którzy sprzysięgli się, by zatruć ci życie?
Nie możesz ich zignorować ani przed nimi uciec. Spotykasz ich wszędzie: w sklepie, w pracy, na rodzinnym obiedzie, na imprezie, w urzędzie… Próbujesz nie czytać komentarzy internetowych oszołomów, szerzących w sieci swoje spiskowe teorie i rozpowszechniających fake newsy niczym zarazę. Nieopatrznie włączasz jednak telewizor, a tam… debata sejmowa.
Jeśli poraża cię wszechobecna głupota i wciąż zadajesz sobie pytanie, skąd wzięli się ci wszyscy ignoranci i dlaczego to właśnie oni zawsze wygrywają – przeczytaj tę książkę.
Filozof Maxime Rovère z humorem, łagodną ironią i mądrością analizuje sytuacje dnia codziennego. Pokazuje, jak nie dać się złapać w pułapki, które zastawiają na nas idioci, jak rozmawiać z tymi, którzy nie chcą słuchać, a przede wszystkim: jak nie dać się wyprowadzić z równowagi i zachować zimną krew, by samemu nie wyjść na idiotę.”
Analizując fenomen idiotów, (…) Maxime Rovère proponuje nam poradnik samoobrony przed nieznośnymi ignorantami oraz etyczną refleksję nad życiem w społeczeństwie.”
„Psychologiczna definicja idioty
Otóż przyjmijmy, że idiotą jest po prostu osoba, którą za idiotę uważamy. Nie ma najmniejszego znaczenia czy ta ocena jest w jakikolwiek sposób obiektywna. Chodzi o sam stosunek do rozmówcy, który może nie mieć nawet żadnych racjonalnych podstaw (na pozór). Czy tego chcemy czy nie, to nasz mózg ocenia wszystko i bez żadnych ogródek, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi. Widząc nową osobę, słysząc jej głos, jej mowę ciała w ciągu ułamków sekund dokonujemy wstępnego „pomiaru”. Czasem ktoś wydaje nam się głupi nie dlatego, że (naszym zdaniem) popełnia błędy logiczne albo dlatego, że jest niedoinformowany. Mało kto postępuje w tak ścisły sposób wobec innych. Niejednokrotnie wystarczy jedno zdanie, żeby uznać kogoś za durnia (mimo, że samemu tak naprawdę można nim być).
Idiota nigdzie Cię nie sprowadzi, ani nie pokona doświadczeniem, chyba, że sam nim jesteś.
Rozwiałem wątpliwości, co do możliwości zdefiniowania idioty. Przechodząc do meritum – dlaczego nie warto dyskutować z kimś kogo ma się za durnia? Wcale nie dlatego, że „idiota najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem”. Powiedzenie to wymyślił z pewnością jakiś kretyn. Po pierwsze jeśli faktycznie to Ty przeważasz intelektualnie nad swoim rozmówcą, to nie dopuścisz do sytuacji, żeby się zniżyć do jego poziomu. Jeśli zaś potrafi Cię do tego sprowokować, to najprawdopodobniej jesteście siebie warci. Po drugie ta internetowa mądrość zakłada, że idioci mają doświadczenie w dyskusjach – co najmniej jakby byli miłośnikami dysput – a gdy ktoś jest zwyczajnie głupi, to raczej niechętnie poświęca swój czas na przemyślenia i dyskusje. Wracając jednak do sprowadzania do swojego poziomu, to trochę nagiąłem rozumowanie. Przemilczałem wątek inteligencji emocjonalnej, która wcale nie musi iść w parze z inteligencją jako taką. Wiecie – nie każdy kto jest dobry w szkole, jest dobry w łóżku. To że ktoś daje się głupszemu sprowokować pokazuje jak słaby jest emocjonalnie. Mimo to w procesie oceniania drugiej osoby i wydawania werdyktu „idiota” wielokrotnie ludzie pomijają różnicę między inteligencjami. Stąd też jeśli ktoś zachowuje się nieodpowiedzialnie, a jest np. geniuszem matematycznym, to wiele osób w trakcie rozmowy z tą osobą uzna go za idiotę. Zmierzam po raz kolejny do tego, że pojęcie „idioty” jest w prozie życia codziennego względne i że ocen dokonujemy tak naprawdę na podstawie szczątkowych danych. I nie jest w tym nic dziwnego (podobnie buduje się stereotypy). Przyczyna takiego stanu rzeczy jest bardzo prozaiczna – komu by się chciało wnikać w życie każdego napotkanego człowieka? Dla spokoju potrzebujemy szybkich narzędzi, które wcale nie są ani obiektywne, ani sprawiedliwe, ani mądre. Są tylko i wyłącznie praktyczne.
Reasumując:
„Idiotów jest wielu, a zdrowie psychiczne masz tylko jedno
I teraz finał. Próbowałem was przekonać, że pojęcie idioty jest tak naprawdę bardzo względne i z psychologicznego punktu widzenia oznacza ono po prostu osobę, do której czujemy dużą niechęć. Etykietka „idiota” jest tylko usankcjonowaniem i ukoronowaniem naszego odczucia. Jego przyczyny mogą być bardzo różne i niekoniecznie związane z oceną inteligencji adwersarza. Stąd też dyskusja na samym wstępie nie ma sensu, bo już na początku założyliśmy sobie w podświadomości, że nic z tej dysputy nie będzie. Jedynym efektem mogą być zszargane nerwy, ewentualnie dzika satysfakcja z zgnojenia drugiej osoby. Nie ma najmniejszych szans na to, że dyskusja zakończy się jakimiś wnioskami, albo kompromisem. Z tego powodu jeśli faktycznie uważacie się za stroną mądrzejszą w dyskusji, a swojego przeciwnika uważacie za „idiotę”, to w ogóle nie powinniście się wdawać w rozmowę. Na drodze do tego może stanąć słabo wypracowana inteligencja emocjonalna. Cóż… często aż się prosi, żeby komuś na jego durny komentarz odpowiedzieć. I o ile sensowne jest zrobić to raz, to wdawanie się w niekończącą się wymianę zdań, gdy wiadomo, że nic z tego nie będzie, po prostu mija się z celem i jest psychicznie szkodliwe. Szkoda życia na dyskusje z matołami. Po prostu.”
PAMIĘTAJCIE:
NIGDY NIE WYGRACIE Z IDIOTĄ albo NIE DAJ BOŻE Z CAŁYM SZWADRONEM IDIOTÓW, jak to aktualnie ma miejsce w naszym nieszczęsnym kraju
Partyjna