wtorek, 9 września 2025

Istnienie kilku imperiów wcale nie będzie oznaczało bezwarunkowej miłości i wzajemnego spijaniu sobie z dzióbków.

 

A gdzie w tym wszystkim my? Co będzie z nami?


Te nagłe i niesрodziewane spotkania na najwyższych szczytach, te sekretne rozmowy w рrezydenckich limuzynach (prezydent Putin w swoim Aurusie rozmawiał aż godzinę z indyjskim premierem Modi), to towarzyszące nam wszystkim pełne nerwowego napięcia рodświadome oczekiwanie na coś ważnego, to znak czasu.

Nie ma już wątpliwości, że na gruzach globalizmu formuje się nowy рorządek świata, w wyniku którego dominować będą cztery, może рięć, imрeriów, a reszta albo się рrzystosuje albo zginie. Zdaję sobie sрrawę że słowo ‚zginie’ może budzić lęk, ale w tym kontekście nie chodzi o to, co odruchowo рrzychodzi na myśl.

Wрrawdzie nie da się wykluczyć tego, że żywiołki drobniejszego płazu wdadzą się w wojenną awanturę wskutek której zginą i to dosłownie, ale tym razem chodzi o inny rodzaj destrukcji. Albo ewolucji. Zależy, jak ocenia się dane zjawisko. Uważam, że ukształtowanie się z gruр klanowo рlemiennych narodu było рostęрem, dlatego dla mnie рroces odwrotny czyli rozpad narodu na czynniki рodstawowe jest destrukcją.

Znam, wszyscy uchodźcy z neonu24 znamy, takich ekspertów , którzy doskonale wiedzą, jaka powinna być polityka Rosji, zawsze celnie określają wszystkie błędy ichniejszego premiera i zabójcze decyzje prezydenta, ale co do sytuacji na własnym podwórku są mniej eksperccy.

Każdy z nas musi sobie zdawać sprawę, że poza mniejszością, która wiedziona jakimś zwierzęcym instynktem wie, w którą stronę iść, większość z nas jest zdezorientowana, bo myśli kategoriami XX wieku, kurczowo trzyma się pojęć i definicji, które mają już coraz mniejsze zastosowanie.

Jeśli piszę, że „będzie musiała się przystosować”, to oznacza, że będzie żyła w cieniu któregoś z imperiów, co nie oznacza, że zostanie ‚zawojowana’. To już po wielokroć było i nigdzie się nie sprawdziło.

Zachodnia Europa w okresie zimnowojennym ‚rozpieszczana’ przez USA wzięła nadzwyczajne ekonomiczne uprzywilejowania wymuszone sytuacją za absolutną normalność. Teraz gdy USA nie chcą, nie mogą, nie stać ich na kontynuowanie tej polityki, Europa Zachodnia już raczej woli wywołać wojnę światową niż stanąć na własnych nogach.

Zaś Europa Wschodnia (z małymi wyjątkami), której w przeszłości wszystko zbyt łatwo i bezwysiłkowo przychodziło, też nie chce stanąć na własnych nogach, dlatego gotowa przyłączyć się do wojennych zapędów zachodnich sojuszników. Nie chcę się zatrzymywać na tym aspekcie wolę skupić się na drugiej z wymienionych ewentualności czyli ‚albo zginąć’.

Istnienie kilku imperiów wcale nie będzie oznaczało bezwarunkowej miłości i wzajemnego spijaniu sobie z dzióbków. Oznacza to, że nie będzie już jednego podmiotu decydującego o wszystkim, wydającego świadectwa legalności, narzucającego własne prawa i bezceremonialne ingerującego w polityki innych podmiotów.

Przeciwnie, będzie oznaczało istnienie równouprawnionych podmiotów podlegających temu samemu międzynarodowemu prawu, tym samym regułom i zasadom. Wszystko pozostałe będzie jak było. Konkurencja, rywalizacja i walka, ale tylko ta ujęta w ramy prawa.

Tym samym podmioty, które z różnych powodów nie zdołały osiągnąć lub utrzymać statusu imperium, będą musiały się przystosować do nowej sytuacji. Z imperiami nie będą mogły konkurować z powodu różnicy potencjałów, a także z dlatego, że żadne z imperium nie zdecyduje się już na ręczne sterowanie tym czy innym stołownikiem (nie będzie chętnych na taszczenie na własnym karku mało użytecznego za to wymagającego balastu).

Istnieje szansa, że państwa ockną się i zaczną żyć własnym życiem, określą własne cele i skupią się na ich osiąganiu. Niestety szansa jest mała, bo żadne z europejskich państw nie jest tym samym państwem co 50 lat temu, czego najlepszym dowodem jest przepaść między elitami a narodami.

Prezydent Putin zapytany o konflikt Rosji z Zachodem odpowiedział, że konflikt jest wyłącznie na poziomie zachodnich elit, a na poziomie narodów nie ma żadnych dysonansów.

Trwają spory i nie wygasa nadzieja, że może w Niemcach przebudzi się duch teutoński, co byłoby dla nich zbawienne, a dla nas nie, ale mniejsza o to. W tej chwili interesuje mnie, co przy takim układzie będzie z nami, Polakami, gdyż naszą sytuację postrzegam jako absolutnie beznadziejną.

Na pierwszy scenariusz nie mamy co liczyć. Skoro w ciągu ostatnich czterystu lat nie dorobiliśmy się elit zdolnych do określenia jednego celu tak samo ważnego dla wszystkich, nie ma co liczyć na to, że uda nam się to zrobić w ciągu kilkunastu najbliższych lat. Zatem pozostaje drugi scenariusz – zginiemy jako naród.

Na szczęście stanie się to w drodze naturalnego procesu. Widząc, że państwo nie tylko nie spełnia naszych oczekiwań, ale wyraźnie działa na naszą szkodę, zaczniemy się od niego odwracać. Na pierwszych etapach wzmogą się odruchy separacyjne dążące do autonomii lub innych form oddzielenia się od słusznie znienawidzonego ‚centrum’.

Już teraz jesteśmy najmniej dwoma narodami; wyznawcami realizmu i wyznawcami wyklętyzmu , a jeśli nałożą się na to jeszcze inne podziały, na przykład anty- i probanderyzm, to będzie wielkim szczęściem (a wiadomo, że od tym względem jesteśmy pechowcami), jeśli unikniemy wewnętrznej wojny.

Trzydzieści, czterdzieści lat takiej szarpaniny i jako naród przystaniemy istnieć. Rozpadniemy się na kilka lub kilkanaście klanów /szczepów /plemion, z których każde będzie miało już własne ambicje, co doprowadzi do upadku jednego wspólnego państwa. A że w przyrodzie nie istnieje próżnia, każdy z tych mikro-podmiotów prędzej czy później wejdzie w orbitę któregoś z imperiów i ‚rozpłynie’ się w jego żywiole. To przecież w historii już było – gdzieś (daleko) był Rzym, gdzieś (jeszcze dalej) był Konstantynopol, a między nimi rywalizujące ze sobą i zwalczające się plemiona Europy.

Nie ma ucieczki od tego scenariusza, bo ku niemu popycha nas nie obca ingerencja, nie błędna ocena sytuacji, a nawet nie głupota. Popycha nas ku temu instynkt, odruch, przyzwyczajenie, które stały się naszą drugą naturą. Ucieczka zewsząd, przynajmniej teoretycznie, jest możliwa. Ale ucieczka od samego siebie jest niemożliwa (link 1).

W następnej notce bardziej szczegółowo zajmę się ideą wyklętyzmu jako diagnozą wpisaną w akt (narodowego) zgonu.

1. https://e-aforyzmy.pl/przypowiesci/przypowiesci-zen/przypowiesc-o-zolwiu-i-skorpionie/

Napisał: Ikulalibal
https://zygmuntbialas.wordpress.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...