poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Czyżby gorące lato?

Obóz zdrady i zaprzaństwa nie może pogodzić się z przegraną Rafała Trzaskowskiego i za poduszczeniem żydowskiej gazety dla Polaków, obsypuje niezawisły Sąd Najwyższy tysiącami protestów wyborczych w nadziei, że na ten widok niezawiśli sędziowie nie będą mieli innego wyjścia, jak stwierdzić nieważność wyborów.

Niektórzy idą nawet dalej twierdząc, że wybory prezydenckie były nieważne od samego początku. To jest jednak kij, który ma dwa końce, bo jeśli wybory były nieważne, to dlaczego Rafał Trzaskowski nie tylko sam wziął w nich udział, ale w dodatku podżegał i to skutecznie, miliony ludzi, żeby też wzięli udział w tej nielegalnej operacji?

Zatem, chociaż ta radykalna część sympatyków obozu zdrady i zaprzaństwa dobrze chce, to jednak najwyraźniej nie ogarnia potencjalnych skutków własnych działań. To zresztą nie jest jeszcze najgorsze, bo skrajni radykałowie niepostrzeżenie przeszli już w rejony psychiatryczne i ogłosili bojkot polskiej żywności, żeby w ten sposób ukarać rolników, zwłaszcza z Podkarpacia, za to, że głosowali na Andrzeja Dudę.

Okazuje się, że wariatów jest więcej, niż można by przypuszczać i dobrze byłoby, żeby przy następnych wyborach każdy suweren okazywał zaświadczenie od weterynarza, że jak na wariata, jest względnie normalny.

Ciekawe, że przewidział to sowiecki literat, opisując mową wiązaną wizytę myszy u szczura. Szczur pragnąc zaimponować myszy, pokazywał jej a to to, a to tamto, zaznaczając przy tym, że wszystko to pochodzi z zagranicy: „A etot nieżnyj puch dostali mnie wcziera. On afrikanskij, on ot Pelikana”. Zachwycona mysz, być może w nadziei, że dozna przyjemności nie tylko estetycznej, ale i gastronomicznej, zapytała szczura, co jada, na co on, trochę zażenowany, wyjaśnił, że jada chleb ze słoniną. Sowiecki autor sarkastycznie komentuje: da, znaju, jest jeszczo siemiejki, gdzie nasze chajat i braniat, gdzie z umilienijem gladiat na zagranicznyje nakliejki, no sało – russkoje jediat!”

Jestem pewien, że literata musiały wspierać proroctwa, skoro na tyle lat naprzód przewidział wytresowanych przez michnikowszczynę mikrocefali.

Ale mniejsza o to; wróćmy a nos moutons, to znaczy – do łagodniejszej formuły podważania wyborów prezydenckich, wiążącej nadzieje z tysiącami protestów. Mogą one jednak okazać się płonne, bo niezawiśli sędziowie zrobią tak, jak rozkażą im stare kiejkuty, które wcześniej wystrugały ich z banana na niezawisłych sędziów. Jak im rozkażą, by unieważnili wybory, to unieważnią, ale jak im rozkażą, by nie unieważniali, to żeby wilk był syty i owca cała orzekną, że owszem, protesty były uzasadnione, ale przywołane tam okoliczności nie miały wpływu na wynik wyborów.

Ponieważ na razie nie wiadomo, jaki rozkaz wyjdzie od starych kiejkutów, które przedtem muszą przecież wszystko uzgodnić z zagranicznymi centralami, obóz „dobrej zmiany” uznał, że obozowi zdrady i zaprzaństwa trzeba przekazać pierwsze poważne ostrzeżenie. Jak wy tak, to my tak! I zaraz niezależna prokuratura, działając wspólnie i w porozumieniu z prokuraturą ukraińską, zarządziła zatrzymanie byłego ministra transportu w rządzie Donalda Tuska, Sławomira Nowaka, przedstawiając mu m.in. zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą.

Taki sam zarzut został przedstawiony zatrzymanemu byłemu dowódcy „Gromu”, a trzeciemu zatrzymanemu, jakiemuś biznesmenowi, przedstawiono przyzwoite zarzuty korupcyjne.

Ten pan Sławomir Nowak budował w naszym nieszczęśliwym kraju autostrady, na czym polscy podwykonawcy wyszli, jak Zabłocki na mydle, to znaczy – nie dostali żadnych wynagrodzeń i wielu musiało iść bankrutować.

Organizacyjne talenty ministra Nowaka docenili Ukraińcy i zaprosili go, by w charakterze eksperta budował drogi również u nich. I pan Nowak przyjął ukraińskie obywatelstwo, a pewnie musiał przyjąć jeszcze wiele innych rzeczy, o czym przekonałem się podczas pobytu na Ukrainie. Tak potwornie zdewastowanych dróg jeszcze nie widziałem, więc nabrałem pewności, że fundusze na ich budowę i modernizację musiały zostać rozkradzione. Dodatkową poszlaką było to, że pan Sławomir Nowak, najwyraźniej doszedłszy do przekonania, że w ukraińskim kryminale może być mu jednak znacznie gorzej, niż w polskim, wrócił na ojczyzny łono – no a tutaj taka siurpryza!

Najwyraźniej Naczelnik Państwa daje obozowi zdrady i zaprzaństwa sygnał, że jeśli nie porzucą zamiaru podważenia demokratycznego werdyktu, to on odstąpi od niepisanej zasady, konstytuującej III Rzeczpospolitą: „my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych”!

Wprawdzie przyjaciele pana Nowaka buńczucznie bagatelizują te wszystkie zarzuty, kwitując je uniwersalnym komentarzem, że to „sprawa polityczna” – ale widać, że sami też w strachu, bo gdzie, jak gdzie, ale właśnie tam nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara. Nie jest tedy wykluczone, że stare kiejkuty już wkrótce dadzą niezawisłemu Sądowi Najwyższemu rozkaz, żeby uznał ważność wyborów i tylko wymyślił jakieś wykrętne oraz przesiąknięte fałszem i krętactwami uzasadnienie, a wtedy może się okazać, że żadnej zorganizowanej grupy przestępczej w ogóle nie było, to znaczy – była, ale to był tylko taki kulig, z okazji którego Umiłowani Przywódcy tylko poprzebierali się za gangsterów.

Ale może być odwrotnie, bo żydowska gazeta dla Polaków najwyraźniej próbuje podgrzewać pod kotłem i w tym celu uczepiła się syna Jacka Kurskiego, który akurat przeżywa miesiąc miodowy po hucznym ślubie w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, zarzucając mu, że przed laty molestował pannę, a właściwie dziewczynkę imieniem Magda i to co najmniej przez trzy lata, bo jak zaczął, gdy Magda miała lat dziewięć, to skończył dopiero jak ona skończyła lat 12.

Aż szkoda, że Zdzisław Kurski nie jest księdzem, bo i panowie bracia Sekielscy mieliby dodatkowy odcinek dla swojego serialu, no a Magda mogłaby liczyć na milionowe zadośćuczynienie i dożywotnią rentę z fundacji pod wezwaniem św. Józefa. Tymczasem niestety nie jest, więc kto wie, czy panna Magda nie pociachała się niepotrzebnie i nawet kurowała się psychiatrycznie, jak na ofiarę molestowania przystało.

Z drugiej strony i ona nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, bo z doniesień prasowych wynika, że co i rusz przypomina sobie coraz to nowe rzeczy, a skoro tak, to dlaczego nie może przypomnieć sobie, że Zdzisławowi Kurskiemu w jego lubieżnych czynach towarzyszył ksiądz, który po każdym molestowaniu udzielał mu rozgrzeszenia? Wszystko jest możliwe i pewnie usłyszymy jeszcze niejedno, bo w sprawę zaangażował się cały Judenrat „Gazety Wyborczej” z „samym głównym Srulem” na czele, a pikanterii całej sprawie dodaje okoliczność, że zastępcą „Srula” jest rodzony brat Jacka Kurskiego – Jarosław.

Wobec takich rewelacji na dalszy plan zszedł sukces rządu i pana premiera Morawieckiego w szczególności. Mianowicie po 90 godzinach przepychanek, kolejny „szczyt” Unii Europejskiej zawarł zgniły kompromis. Według pana premiera przewidziane w budżecie UE na lata 2021-2027 subwencje nie zostały powiązane z oceną stanu praworządności w poszczególnych bantustanach, ale po mieście krążą fałszywe pogłoski, że zostały, co prawda w formule dość enigmatycznej, niemniej jednak.

Czeka nas zatem seria procesów przed niezawisłym Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu, który na polecenie Naszej Złotej Pani może zacząć Polskę finansowo dyscyplinować. Wtedy posypią się piękne wyroki, a w tej sytuacji i stare kiejkuty mogą nakazać tubylczemu Sądowi Najwyższemu też robić różne figle.

Co tu ukrywać; możemy mieć gorące lato, chyba, że ktoś zarówno na Naszą Złotą Panią, jak i na tubylczy obóz zdrady i zaprzaństwa wyleje kubeł zimnej wody.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

„to myśmy tą wojnę wygrali czy przegrali,” –

  1. „to myśmy tą wojnę wygrali czy przegrali,” –

    Trwa wojna i są rozmowy pokojowe , delegacja polska rozmawia z delegacją sowiecką.
    Nie ma komórek, komputerów telewizorów i radia. Nie znają przebiegu walk. Propozycja sowiecka jest propozycją na dzień gdy usiedli do stołu.

    Oczywiście polska delegacja odpowiedziała, ale nadal przebieg walk nie jest znany.

    Może bardziej istotne jest, czy Polska zatrzymała tę „czerwoną zarazę” czy też oni nie planowali dalej iść.

    „1920 sierpień 23, Mińsk
    Oświadczenie delegacji polskiej
    złożone na plenarnym posiedzeniu konferencji w Mińsku w odpowiedzi na deklarację sowiecką zawierającą zasady rozejmu i preliminariów pokojowych

    Dnia 28 stycznia br. Rada Komisarzy Ludowych RSFRR w nocie swej do rządu polskiego wskazała jako podstawę pokojowego porozumienia obu narodów: 1) że polityka RSFRR, wypływając nie z przypadkowych przejściowych kombinacji wojennych lub dyplomatycznych, ale niewzruszonej zasady prawa każdego narodu do stanowienia o swym losie, uznawała i w dalszym ciągu uznaje niezmiennie bezwarunkowo i bez zastrzeżeń niepodległość i suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej, 2) że wojska czerwone nie przekroczą linii przechodzącej w pobliżu Dryssy, Dzisny, Połocka, Borysowa, Porzecza, Ptyczy, Białokorowicz, Cudnowa, Pilawy, Dereźni i Baru, 3) że nie ma ani jednej sprawy terytorialnej, ekonomicznej lub innej, która by nie mogła być rozstrzygnięta drogą rokowań, ustępstw i porozumień wzajemnych.

    W przeciwieństwie jednak do tego oświadczenia z dn. 29 stycznia, gdy wojska czerwone osiągnęły chwilowo powodzenie, rząd RSFRR zmienił zasadniczo swoje stanowisko. Próbuje on narzucić Polsce pokój, który by ograniczał jej niepodległość i suwerenność, pokój, który by oddał Polskę pod taki sam protektorat Rosji, pod jakim znajdowała się od czasów Piotra Wielkiego do Katarzyny II i który skończył się zupełnym rozbiorem Rzeczypospolitej Polskiej. Rząd RSFRR próbuje narzucić Polsce zmniejszenie jej siły zbrojnej tak, by nie mogła ona przed żadną napaścią się obronić, usiłuje uzyskać prawo mieszania się do wewnętrznego prawodawstwa Rzeczypospolitej Polskiej i wystąpić w roli niepowołanego opiekuna poszczególnych warstw ludności polskiej wobec ich własnego państwa, pragnie wreszcie uzyskać prawo wylącznego rozporządzania koleją Wołkowysk-Białystok-Grajewo. Że żądania te nie są podyktowane zamiarami pokojowymi, ale płyną z ducha imperializmu, świadczy to, że żądając ograniczenia siły zbrojnej polskiej do 50 000 ludzi, rząd RSFRR nie zamierza sam zgoła ograniczyć swojej armii.Żaden naród nie może się zgodzić na takie ograniczenie swej niepodległości i suwerenności, jakie rząd RSFRR chciałby narzucić Polsce. Jakąż wartość mieć może jego zapewnienie, że uznaje on bez zastrzeżeń niezależność i samodzielność Rzeczypospolitej Polskiej, gdy wszystkie praktyczne postulatyrządu RSFRR w sprawie preliminariów pokojowych są jaskrawym zaprzeczeniem tej zasady. Taki pokój może podyktować tylko zwycięzca narodowi powalonemu i zmuszonemu do bezwarunkowej kapitulacji.

    Zasadniczy błąd takiego postawienia sprawy występuje szczególnie jaskrawo w chwili obecnej, gdy wojska polskie zwycięsko odparły najazd na Polskę.Obstawanie przy takich zasadach prowadziłoby oczywiście do przeciągania wojny aż do zupełnego wyezerpania jednej ze stron wojujących.

    Ale gdyby nawet jeden z narodów uznał się wreszcie za zwyciężonego i dałsobie narzucić haniebny pokój, pokój taki byłby tylko zarodkiem nowej wojny w przyszłości.

    Delegacja polska oświadcza, iż zasady pokoju przedłożone jej przez delegację rosyjską są nie do przyjęcia. Podtrzymywanie ich przez delegację rosyjską musiałoby uczynić dalszą dyskusję zupełnie bezcelową.

    Naród polski pragnie takiego pokoju z Rosją, który by trwale i raz na zawsze położył kres tym walkom, które od stuleci przeszkadzały dobremu sąsiedzkiemu współżyciu Polski i Rosji.

    Delegacja polska spodziewa się, że argumenty przytoczone przekonają drugą stronę i że przyjmie ona zasadę, iż pokój oprzeć się, winien na podstawie sprawiedliwego porozumienia, w którym interesy obu narodów znalazłyby równomierne uwzględnienie.

    Na poszczególne tezy zasadnicze delegaeja polska oświadcza:
    Do punktu 1.

    W punkcie tym strona przeciwna uznaje niezależność i samodzielność Rzeczypospolitej Polskiej. Niezawisłość i suwerenność zjednoczonej Rzeczypospolitej Polskiej istnieje de facto i de jure. Polska, jako samoistny i pełnoprawny podmiot prawa międzynarodowego, występuje i działa od czasu jej wskrzeszenia bez żadnych z czyjejkolwiek strony zastrzeżeń. Możemy zatem oświadczenie strony przeciwnej. pojąć jedynie jako samo przez się zrozumiałe przyłączenie się Rosji do stwierdzenia tego faktu, a jako takie nie wymaga ono włączenia do tekstu preliminariów pokojowych.

    Delegacja polska uważa również jako samo przez się rozumiejącą się tezę strony przeciwnej, iż narodowi polskiemu służy bezwzględne prawo do swobodnego urządzenia formy i istoty swego życia publicznego i władzy państwowej.
    Do punktu 2.

    Delegacja proponuje następujący tekst tego punktu: Strony oświadczają, iż nie będą się wzajemnie domagały w żadnej formie zwrotu kosztów wojny polsko-rosyjskiej.
    Do punktu 3.

    Tak zwana linia Curzona proponowana przez rząd sowiecki jest niemal identyczną z linią 3-go rozbioru Polski. W ten sposób rząd sowiecki chce utrzymać przy Rosji wszystko, co zaborczość carska zabrała Polsce, wykreślając dowolną i na żadnych podstawach nie opartą linię. Delegacja polska podkreśla, że żywioł polski sięga daleko poza linię proponowaną przez delegację strony przeciwnej przy ustaleniu granic wschodnich Polski, siła tego żywiołu powinna być w pełni uwzględniona. Równocześnie uważamy za swój obowiązek stwierdzić, że Rzeczpospolita Polska przyznaje ludom zamieszkującym terytoria między nią a Rosją prawo demokratycznego stanowienia o swym losie.
    Do punktu 4.

    Zamiar nałożenia na Polskę jednostronnego zobowiązania redukcji sił zbrojnych odrzucamy kategorycznie, jako uwłaczający godności narodu polskiego. Z prawdziwym zdumieníem widzimy, iż rząd RSFRR świadomie lub nieświadomie idzie w ślady polityki Piotra Wielkiego i Katarzyny II, polityki, która stawiając podobne żądania i tak samo je uzasadniając doprowadziła do zbrodni rozbioru. Jest to tym bardziej zdumiewające, że strona przeciwna, która, jak całemu światu wiadamo i jak się tym chlubi prasa sowiecka, doprowadziła militaryzm do najwyższego stopnia rozwoju, nie okazuje żadnej chęci ograniczenia swoich zbrojeń, a w punkcie 10-tym zastrzega sobie prawo utrzymywania tylko na granicy polskiej armii 200 000 ludzi. Budzi to poważne wątpliwości o szczerości intencji pokojowych RSFRR.

    Dla Polski możliwym by było mówić o rozbrojeniu dopiero wtedy, gdy zasada ta zacznie być realizowana w całej Europie, co jest najgorętszym pragnieniem Polski, jako państwa prawdziwie demokratycznego.

    Propozycja częściowego zastąpienía sił zbrojnych przez milicję robotniczą dąży do oczywistego pogwałcenia zasady suwerenności i z niej płynącej nieingerencji w sprawy wewnętrzne i jako taka nie może być wogóle dyskutowana.
    Do punktu 5.

    Zgodnie z wywodami poprzednimi rząd polski nie może w żadnym razie traktować o jednostronne zobowiązanie do demabilizacji. Uważamy za jedynie wskazane, aby demobilizacja obustronna, likwidująca obecną wojnę, nastąpiła po zawarciu pokoju.
    Do punktu 6 i 7.

    Propozycje zawarte w tym punkcie są bezprzedmiotowe wobec stanowiska naszego w sprawie rozbrojenia i demobilizacji. Nie możemy jednak nie stwierdzić, że zrealizowanie tezy rosyjskiej, to jest wydanie broni w ręce strony przeciwnej, byłoby spotęgowaniem militarystycznej organizacji Rosji, a tym samym nową groźbą dla pokoju.
    Do punktu 8.

    Propozycja zrzeczenia się pomocy państw obcych dla organizowania siły zbrojnej jest niedopuszczalna ze względu na stanowisko zasadnicze, zajęte odnośnie do punktu 4.

    Co się tyczy niewpuszczania na terytorium Rzeczypospolitej Folskiej organizacji wrogich w stosunku do RSFRR, uważamy, że zasada ta może być sformułowana w traktacie pokojowym, oczywiście w formie obustronnej i wzajemnej, co znaczy, że i Rosja nie będzie tolerowała u siebie organizacji wrogich Rzeczypospolitej Polskiej w rodzaju Tymczasowego Rew. Kom. Pol. itp. działających jako ekspozytury władz sowieckich. W preliminariach pokojowych może być ustalone tylko i wyłącznie zobowiązanie co do wprowadzenia podobnej obustronnej klauzuli do ostatecznego traktatu pokojowego.
    Do punktu 9.

    Linia rozejmowa, która stwarza stan faktyczny przejściowy i krótkotrwały, nie może być z natury rzeczy określona bez stosownego uwzględnienia faktycznego położenia wojskowego i strategicznego obu stron w chwili bezpośrednio poprzedzającej zawarcie rozejmu. Również w tym dopiero okresie ustalić będzie można szczegóły odnoszące się do administracji ewentualnego pasa neutralnego. Rząd polski gotów jest mieszkańcom pasa neutralnego zapewnić zaopatrywanie w artykuły pierwszej potrzeby oraz zaspokojenie miejscowego ruchu kolejowego w pasie neutralnym własnym taborem i obsługą.
    Do punktu 10.

    Punkt ten jest całkowicie bezprzedmiotowy wobec odrzucenia punktu 4.
    Do punktu 11.

    Teza art. 11, jako pomijająca równorzędne tytuły polskie jest jednostronna, a przeto zawiera w sobie cechy ukrytej kontrybucji. Sprawy wzajemnego zwrotu majątku państwowego i odszkodowania, jak również nie poruszone przez propozycję rosyjską kwestie rozrachunku i likwidacji, winny być rozpatrzone i zdecydowane osobno.
    Do punktu 12.

    W punkcie tym usiłuje rząd sowiecki roztoczyć opiekę nad rodzinami obywateli polskich, którzy w tej wojnie walczyli przeciwko wojskom sowieckim w obronie swej ojczyzny. Sądzimy, że najprostsze wskazania lojalnego współżycia narodów winny były powstrzymać rząd sowiecki od tego kroku, którego ocena bgdzie w społeczeństwie polskim tym ostrzejsza, że Sejm polski dawno już uchwalił odnośne postanowienie w ustawie o reformie rolnej.
    Do punktu 13.

    Podniesiona przez propozycję rosyjską sprawa tranzytu jest drobnym fragmentem w kompleksie norm regulujących współżycie gospodarcze obu stron. Zgadzając się w zasadzie na tranzyt handlowy, definitywne rozstrzygnięciew tej sprawie łącznie z całym kompleksem spraw gospodarczych delegacja polska proponuje odłożyć do definitywnego traktatu pokojowego, albo do osobnej konwencji handlowej.

    Żądania oddania odcinka kolei żelaznej Wołkowysk-Białystok-Grajewo w zupełne władanie i rozporządzanie Rosji jest sprzeczne z zasadą suwerenności, a przeto całkowicie nie do przyjęcia.
    Do punktu 14.

    Delegacja polska uważa za możliwe sformułowanie zasady amnestii na podstawie wzajemności dla obywateli polskich w Rosji i rosyjskich w Polsce. Po zawarciu pokoju Polska rozważy w duchu życzliwym sprawę udzielenia amnestii własnym obywatelom i żąda przyjęcia tej samej zasady przez stronę przeciwną.
    Do punktu 15.

    Chęć zobowiązania rządu polskiego do ogłoszenia preliminariów pokojowych jest dla delegacji polskiej niezrozumiała, gdyż trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób nieopublikowana umowa mogłaby wejść w życie. Żądanie zobowiązania się do ogłoszenia materiałów i dokumentów odnoszących się do wojny, narusza zasadę suwerenności państwowej. Sprawa ta z natury rzeczy musi być pozostawiona rządom obu stron pod ich własną odpowiedzialność.
    Źródło:
    Dokumenty i materiały do historii stosunków polsko-radzieckich, Red. N. Gąsiorowska-Grabowska, I. A.Chrienow, t. 3, kwiecień 1920-marzec 1921, Warszawa 1964, s. 345-349.”

Zasady traktatu pokojowego z Polską

„1920 sierpień 19, Mińsk
Deklaracja delegacji sowieckiej złożona na 2. plenarnym posiedzeniu konferencji pokojowej w Mińsku
Zasady traktatu pokojowego z Polską

1) Ros[yjska] Soc[jalistyczna] Fed[eracja] Rep[ublik] Rad i Ukr[aińska Socjalistyczna] Re[publika] Rad uznają bez zastrzeżeń niezależność i samodzielność Rzeczypospolitej Polskiej i uroczyście potwierdzają bezwarunkowe prawo ludu polskiego do urządzenia swego życia i ustanowienia form władzy państwowej według własnego uznania.

2) RSFRR i USRR wyrzekają się jakichkolwiek kontrybucji.

3) Ostateczna granica Rzeczypospolitej Polskiej w głównym zarysie zgadza się z linią wytkniętą w nocie lorda Curzona z dnia 11 lipca z odchyleniem na korzyść Rzeczypospolitej Polskiej na wschód w rejonie Białegostoku i Chełma.

4) Rzeczpospolita Polska zobowiązuje się do ograniczenia wszystkich bez wyjątku sił zbrojnych swoich do liczby nie powyżej 50 000 ludzi, zatrzymując w szeregach wojskowych tylko jeden rocznik rekruta, korpusu oficerskiego i personelu urzędniczego wojskowego nie więcej ponad 10 000 ludzi. Ta liczba sił zbrojnych dopełnia się przez organizowaną spośród robotników milicję obywatelską, przeznaczoną do utrzymania porządku i ochrony bezpieczeństwa ludności. Warunki i sposób organizacji tej milicji będą w zarysie ustalone przy szczegółowym rozpatrywaniu projektu umowy.

5) Rząd Rzeczypospolitej Polskiej natychmiast po podpisaniu umowy o zawieszeniu broni i pokoju preliminarnym przystępuje do demobilizacji i kończy ją w terminie miesięcznym w porządku i datach ustalonych przez umowę.

6) Rzeczpospolita Polska zachowuje tylko tç broń i rynsztunek wojenny, które są dla niej niezbędne dla potrzeb, wskazanej w p. 4, liczby jej sił zbrojnych. Cała broń pozostała i rynsztunek wojenny, w tej liczbie znajdujący się na składach i arsenałach na całym terytorium Rzeczypospolitej Polskiej do czasu przekazania ich władzom RSFRR i USRR, przechodzi w terminie miesięcznym od podpisania umowy o pokoju preliminarnym do rozporządzenia zupełnego Komisji kontrolującej RSFRR i USRR. Terminy i porządek przekazywania wskazanej broni i rynsztunku, jak również i minimum ilości oddawanej broni i rynsztunku wojennego w datach oznaczonych będą ustalone przy szczegółowym rozpatrywaniu projektu umowy. Odpowiednią liczbę otrzymanej tym sposobem broni i rynsztunku RSFRR i USRR oddają wymienionej w paragrafie 4 milicji.

7) Rzeczpospolita Polska przerywa wytwarzanie przedmiotów uzbrojenia i rynsztunku wojennego i przystępuje do demobilizacji przemysłu wojennego, kończąc ją w terminach ustanowionych przez komisję mieszaną.

8) Rzeczpospolita Polska zobowiązuje się do nieprzepuszczania przez terytorium swoje żadnej pomocy w ludziach, koniach i materiale wojennym dla państw wrogich Rosji i Ukrainie. Również Polska nie będzie tolerowała na swoim terytorium żadnych organizacji i grup, które by pretendowały do roli rządów w RSFRR i USRR, lub ich częściach.

9) Działania wojenne przerywają się faktycznie w 72 godziny po podpisaniu zawieszenia broni, przy czym wojska RSFRR i USRR zatrzymują się na linii, osiągniętej przez nie do tej chwili, lecz nie bardziej na wschód od linii, wytkniętej w nocie lorda Curzona z dnia 11 lipca. Polska natomiast armia wycofuje się na 50 wiorst na zachód od armii RSFRR i USRR, przy czym pas pomiędzy nimi uważany jest za pas neutralny, na którym ustanawia się zarząd cywilny polski pod kontrolą komisji mieszanej i specjalnych komisji związków zawodowych. Również pod kontrolą komisji mieszanych dokonywa się wycofanie armii polskich.

10) W miarę demobilizacji armii Rzeczypospolitej Polskiej i przekazywania RSFRR i USRR przedmiotów rynsztunku wojennego – wojska RSFRR i USRR wycofują się w tył, przy czym do chwili faktycznego zakończenia demobilizacji armii polskiej i oddania rynsztunku w pasie, przylegającym do pasa neutralnego, pozostawia się armię, nie liczniejszą niż 200 000 ludzi.

11) Rzeczpospolita Polska zobowiązuje się do zwrócenia miejscowościom, okupowanym uprzednio, a obecnie opuszczonym przez jej armię, inwentarza, kolei żelaznych, majątku służby łączności, żywego i martwego inwentarza rolniczego, urządzeń, zakładów przemysłowych i pozostałego majątku, jak również do odbudowania zrujnowanych lub przyprowadzonych do stanu nieużywalności przez jej wojska mostów itp. Terminy i porządek zwrotu i odbudowania, jak również minimum zwracanego ratami i odbudowywanego majątku i urządzeń, będą oznaczone przy szczegółowym rozpatrywaniu projektu umowy.

12) Rzeczpospolita Polska zobowiązuje się do przeprowadzenia drogą prawną bezpłatnego przydzielenia ziemi w pierwszym rzędzie rodzinom obywateli Rzeczypospolitej Polskiej zabitych, rannych i tych, którzy utracili zdolność do pracy na wojnie, lub w związku z wojną.

13) Rzeczpospolita Polska udziela RSFRR i USRR prawa bezwarunkowego, swobodnego tranzytu ludzi i wszelkiego rodzaju towarów przez swe terytorium, a odcinek kolei żelaznej Wołkowysk-Białystok-Grajewo, przechodzący przez terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, pozostaje w zupełnym władaniu i rozporządzeniu RSFRR.

14) Rzeczpospolita Polska zobowiązuje się przeprowadzić zupełną amnestię polityczną i wojenną.

15) Rzeczpospolita Polska zobowiązuje się natychmiast po podpisaniu umowy o pokoju preliminarnym opublikować ją, jak również i wszelkie materiały i dokumenty, odnoszące się do wojny Rzeczypospolitej Polskiej z RSFRR i USRR.
Źródło:
J. Dąbski,, Pokój ryski (wspomnienia, pertraktacje, tajne układy z Joffem, listy), Warszawa 1931, s. 49-51.”

Piłsudski nie wierzył w zwycięstwo


Maciej Rataj jako Marszałek Sejmu w 1922 roku.

Jedną z tajemnic skrywanych w okresie międzywojennym, a i obecnie, przed opinia publiczną jest fakt kompletnego załamania Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego w kluczowym momencie wojny z bolszewikami (czerwiec-lipiec 1920).

Pisał o tym w listach do marszałka Ferdynanda Focha gen. Maxime Weygand, a w Polsce najpełniejszą relację zostawił Maciej Rataj, polityk PSL „Piast”, pamiętniki którego ujrzały jednak światło dzienne dopiero w 1965 roku.

Jego relacja jest wiarygodna m.in. dlatego, że był on szczerze zafascynowany Piłsudskim. W czasie o którym pisze, Rataj był ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego w Rządzie Obrony Narodowej Wincentego Witosa. Oto fragment jego „Pamiętnika” dotyczący oceny zachowania Piłsudskiego w przededniu Bitwy Warszawskiej.

„Jakkolwiek nigdy nie byłem tzw. piłsudczykiem czy belwederczykiem „zaprzysiężonym” z POW czy ZW (Związek Wolności), miałem ogromny szacunek i sentyment do Piłsudskiego, z którego to powodu nawet u najbliższych towarzyszy partyjnych uchodziłem za „wtajemniczonego” w POW, za belwederczyka.

Tak w sentymencie, jak i w szacunku swoim do Piłsudskiego zachwiałem się bardzo silnie właśnie w okresie krytycznym dla państwa. Piłsudski zmalał w moich oczach! I to nie z powodu klęsk, które ponosiło wojsko, nie z powodu niepowodzeń wojskowych — doświadczyli ich najwięksi wodzowie.

Piłsudski stracił pod wpływem klęsk głowę. Opanowała go depresja, bezradność; powtarzał ciągle, iż wszystkiemu winien jest upadek „morału” w wojsku (w czym miał zresztą dużo słuszności), ale nie umiał wskazać sposobów podniesienia go; wszystkich, nawet najbliższych mu, zadziwiała jego apatia; sugerowano mu, by udał się do jednego lub drugiego oddziału wojska, pokazał się, dodał otuchy żołnierzom – daremnie!

Kto wie, czy nie w tej apatii, graniczącej dla kogoś z zewnątrz z abstynencją niezrozumiałą, należy szukać źródła kursujących po mieście i kraju plotek, które niewątpliwie docierały i do żołnierzy, iż Piłsudski zawarł tajny pakt z bolszewikami i chce im oddać cały kraj; że Piłsudski pakuje kufry, zbiera złoto i pieniądze i gotuje się do wyjazdu do Szwajcarii itp.

Fakt, iż nie wyjeżdżał na front, nie da się wytłumaczyć obowiązkami naczelnego wodza, który chce mieć oko na całość i nie wydala się z Naczelnego Dowództwa, gdzie schodzą się wszystkie nici – wszak „front” był blisko i w ciągu pół dnia można było być tam i z powrotem!

Apatia płynęła, zdaje się, z niewiary w możliwość zwycięstwa. Trudno mu było tę niewiarę ukryć, ba, chwilami odnosiło się wrażenie, iż nie chce jej ukrywać, chce, żeby ją inni zrozumieli i wyciągnęli z tego konsekwencje, żeby postawili kropkę nad i: „za wszelką cenę trzeba iść na układy”.

Maciej Rataj, „Pamiętniki”, Warszawa 1965, ss. 95-96.

http://mysl-polska.pl

Ostatni poganie Europy. W tej krainie wyznawcy tradycyjnych kultów przetrwali tysiąclecia, aż do dzisiaj.

Rodzimowierstwo przeżywa bezprecedensowy renesans. Niewiele jest jednak miejsc, w których wiara przodków przetrwała. A nie tylko – została po czasie, w wątpliwy zresztą sposób, zrekonstruowana.

Zdaniem wielu specjalistów ta społeczność to ostatni taki przykład.

O mieszkańcach Mari El, małej autonomicznej republiki na wschodnim krańcu europejskiej części Federacji Rosyjskiej, mówi się, że są ostatnimi autentycznymi poganami w Europie.

O Maryjczykach mówi się, że są ostatnimi „autentycznymi” poganami w Europie. Co nie znaczy, że w Europie poganie są na wymarciu… Ilustracja przedstawia maryjski symbol religijny (źródło: domena publiczna).

Według ankiety przeprowadzonej w 2012 roku do wyznawania rodzimej religii przyznaje się 6% ludności krainy. Procent może niezbyt imponujący – ale imponuje na pewno to, że wierzenia Maryjczyków, zwanych dawniej także Czeremisami, pozostały od tysiącleci praktycznie nienaruszone.

Miejscowi wciąż modlą się w świętych gajach, wzywają na pomoc Kugu Jumo – Wielkiego Boga i składają jemu i innym bóstwom ofiary ze zwierząt, produktów zbożowych, a także miodu, piwa i wódki.

Rytuały niewielkiej ugrofińskiej społeczności opisała między innymi Katja Kettu w książce „Ćma”. Jedna z jej bohaterek, Elna, współczesna mieszkanka maryjskiej wsi Ławra, tak opowiada o swojej modlitwie:

Biorę do ręki miseczkę z rozgotowanym jęczmieniem. Wsuwam palcami do ust miękką, ciepłą od spodu maź i jem. W myślach wypowiadam źródlane słowa, słowa dziękczynne, ogólną modlitwę. Najpierw modlę się do Osz Kugu Jumo, potem do Ketše Avy, Matki Słońce, następnie do Tlze Avy, Matki Księżyc, Vyd Avy, Matki Wody, nosicieli słów i do wszystkich ziemskich białych bogów, których pamiętam.
Jednocześnie powoli rozgniatam bezzębnymi dziąsłami grudki rozgotowanego jęczmienia. Ważne, aby zjeść wszystko, co się przyniosło. Niczego nie wolno zostawić, aby nikt się nie dowiedział, kto przyniósł dary.

Wierzenia Maryjczyków oparły się wpływom tak chrześcijaństwa, jak i komunizmu. Na zdjęciu maryjscy kapłani około 1930 roku (źródło: domena publiczna).

Pięćset lat w ukryciu

Jakim cudem Maryjczycy oparli się chrystianizacji, która objęła przecież całą Europę? Częściowo, jak podkreśla badający ich historię profesor Ksenofont Sanukow, zawdzięczają to relatywnemu odosobnieniu Mari El. Ale dla tego niewielkiego narodu wiara stała się też jednym z głównych symboli własnej tożsamości. Opór przeciw chrześcijaństwu był jednocześnie oporem przeciw rosyjskiemu zwierzchnictwu, które Czeremisi, wcześniej praktycznie niezależni (choć płacili trybut Tatarom), musieli uznać już w połowie XVI wieku.

Trzeba zresztą przyznać, że akcja chrystianizacyjna, prowadzona przez Rosjan, nigdy nie była szczególnie intensywna. Rodzima wiara w Mari El nie była tępiona ogniem i mieczem, jak na ziemiach Prusów, gdzie krucjatom przeciwko poganom towarzyszyły jeszcze na dodatek akcje kolonizacyjne i przesiedleńcze. Rosjanie przekonywali do przyjęcia chrztu raczej za pomocą… ulg podatkowych.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Katji Kettu „Ćma”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Świat Książki.

Prawo chrześcijan do niepłacenia podatków powodowało konwersje „taktyczne”. I pozorne, nawet jeśli pod koniec XIX wieku do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego należało już prawie trzy czwarte Maryjczyków. Odbębniali oni po prostu cotygodniową mszę, a modlić się „naprawdę” chodzili nadal do lasów. Jeśli przestaniemy chodzić do lasów, cały lud zginie – mówili.

Ze swojej strony wysiłki, by nawrócić upartych mieszkańców nadwołżańskiej republiki, podejmowało także prawosławne duchowieństwo. Odmawiano modlitwy na sposób pogański. Próbowano też identyfikować chrześcijańskie postacie z maryjskimi bożkami i siłami nadprzyrodzonymi. Wszystko na nic.

Tak Czeremisi przechowali się do wieku XX. To on przyniósł małemu narodowi największe straty kulturalne. W latach 30. bolszewicy zlikwidowali praktycznie całe pokolenie maryjskiej inteligencji. Był to dla narodowej tożsamości i kultury ogromny cios.

Podtrzymywana przez lud religia także zresztą ucierpiała. Podczas wielkiej wojny ojczyźnianej Rosjanie wycięli na opał dęby i jarzębiny w nowym, należącym do wsi gaju ofiarnym – relacjonuje jedna z bohaterek „Ćmy” Katji Kettu, Elna.

Maryjscy rodzimowiercy modlą się głównie wśród drzew, w świętych gajach. Na zdjęciu las dębowy niedaleko stolicy republiki, Joszkar-Oły (zdj. Badanovalexandr, lic. CC BY-SA 4.0).

Wyznawcy Kugu Jumo postąpili więc, jak wszyscy pozostali wierzący, zwalczani na równi przez komunistów. Zeszli do podziemia i czekali na lepsze czasy. Powrócili, gdy tylko za rządów Gorbaczowa prześladowania ustały.

Starzy i nowi poganie

Co jednak najbardziej zaskakujące, lata 90. przyniosły nie tylko odrodzenie rodzimej religii Mari El, lecz także… rozkwit wierzeń pogańskich tak na Starym Kontynencie, jak i w Ameryce Północnej. Maryjczycy może są jedynymi, u których rodzima wiara zachowała ciągłość od stuleci. Ale na pewno nie są w Europie odosobnieni.

Badacz współczesnych pogan, Michael F. Strmiska, podaje, że w 2001 roku ilość wyznawców religii Wicca, druidów i pogan w samych Stanach Zjednoczonych szacowano na ponad 300 tysięcy. Pogaństwo jest tam uznawane za jedną z najszybciej rosnących w siłę religii. Dla Europy podobnych statystyk póki co brakuje, ale nie ma wątpliwości, że przedstawiciele poszczególnych grup są coraz bardziej widoczni.

W ostatnich dekadach odradza się zainteresowanie wierzeniami przedchrześcijańskimi. Odżyła też… religia starożytnej Grecji. Na zdjęciu jeden z helleńskich rytuałów, rok 2007 (zdj. YSEE, lic. CC BY 2.0).

Niektórzy neopoganie opierają się na nurtach uniwersalistycznych. Są to na przykład sięgający do najróżniejszych starożytnych inspiracji wiccanie, poganie wskrzeszający czarownictwo, druidzi czy szamani. Inni natomiast możliwie wiernie rekonstruują wierzenia przedchrześcijańskie z terenów, które zamieszkują.

Do nich należą także polscy rodzimowiercy, tu i ówdzie pojawiający się już od czasów romantyzmu, ale swój rozkwit przeżywający mniej więcej od lat 90. XX wieku. Niezależnie jednak od tego, czy są zorientowani lokalnie, czy globalnie, wszyscy podkreślają swoje zakorzenienie w tradycji i kulturowym dziedzictwie. Tak piszą o sobie na przykład członkowie Międzynarodowej Federacji Pogańskiej:

Pogaństwo to duchowość, która sięga korzeniami starożytnych religii natury z całego świata. Zasadniczo zakorzenione jest w starych religiach europejskich, chociaż niektórzy wyznawcy cenią też rdzenne wierzenia innych krajów. Podobną wiarę w świętość wszystkich rzeczy można znaleźć na całym świecie.

Poganie uważają ją za swoje dziedzictwo, zachowując wierzenia i wartości swoich przodków w formie dostosowanej do wymogów współczesnego życia. Celebrują świętość przyrody, czcząc boskość we wszystkim; wielkiego, niepoznawalnego ducha przenikającego wszechświat, ten widzialny i ten niewidzialny.

Maryjczycy w centrum uwagi

Nic dziwnego, że na tle tego pogańskiego odrodzenia o „autentycznych” poganach, czyli Maryjczykach, stało się szczególnie głośno. Dowodem wzmożonego zainteresowania zapomnianym dotąd narodem jest między innymi film „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków” w reżyserii Aleksieja Fiedorczenki. Komediodramat rosyjskiego twórcy został nawet w 2013 roku nagrodzony Grand Prix na wrocławskim festiwalu Nowe Horyzonty.

Galina Szkalina, badaczka mentalności i światopoglądu maryjskiego, zauważa, że pojawia się przy tym tendencja do idealizacji wierzeń Czeremisów. Religię, tak jak i ich sposób życia, przedstawia się nie tylko jako „prawdziwe” i „oryginalne”, ale także jako pokojowe, bezkonfliktowe i zgodne z naturą. Tymczasem prawda jest taka, że także rodzime wierzenia Mari El w ciągu setek lat ewoluowały. Obecne ożywienie oznacza zaś nie tylko kontynuację tego, co było. Mieszczą się w nim także maryjscy artyści, którzy rozwijają tak zwany „etnofuturyzm”.

Pewne elementy wierzeń maryjskich pozostają niezmienne od tysiącleci. Ilustracja przedstawia współczesne wyobrażenie najwyższego boga mitologii Czeremisów, Kugu Jumo, z maryjskim mężczyzną (rys. Нуриев Рустам, źródło: domena publiczna).

Skąd ten nacisk na autentyczność? Odrodzenie wierzeń pogańskich, a wraz z nim zainteresowanie nieco ponad półmilionową grupą Maryjczyków, to jedna z prób znalezienia przez Europejczyków własnej tożsamości w świecie, w którym dotychczasowe pewniki zaczynają się chwiać.

Neopoganie, niezależnie od tego, czy sięgają po tradycje kosmopolityczne, czy nacjonalistyczne, szukają swoich korzeni. Jest to dla nich, jak wyjaśnia antropolożka Kathryn Rountree, część projektu tożsamościowego i wyrażania wartości, część tworzenia dla siebie pozytywnej, dającej siłę tożsamości w świecie takim, jak go rozumieją i doświadczają.

Europejczyków, pochłoniętych wynajdywaniem dla siebie coraz to nowych tradycji, mieszkańcy Mari El najbardziej fascynują z jednego powodu. Maryjczycy niczego wynajdywać nie muszą.

Bibliografia:

    1. Katja Kettu, Ćma, Świat Książki 2017.
    2. Międzynarodowa Federacja Pogańska, Czym jest pogaństwo?, PaganFederation.org.]
    3. Wojciech Górecki, Dzieci Boga Kugu Jumo, „Tygiel Kultury” nr 7-9 (67-69) 2001.
    4. Thomas A. Sebeok, Frances J. Ingemann, Studies in Cheremis: The Supernatural, Wenner-Gren Foundation for Anthropological Research Inc. 1956.
    5. Ksenofont Sanukov, Stalinist Terror in the Mari Republic: The Attack on ‚Finno-Ugrian
    6. Bourgeois Nationalism’, „The Slavonic and East European Review”, t. 74, nr 4 (1996).
    7. Marceli Kosman, Zmierzch Perkuna, czyli ostatni poganie nad Bałtykiem, Książka i Wiedza 1981.
    8. Handbook of Contemporary Paganism, ed. Murphy Pizza, James R. Lewis, Brill 2009.
    9. Cosmopolitanism, Nationalism and Modern Paganism, ed. Kathryn Rountree, Palgrave Macmillan 2017.
    10. Modern Paganism in World Cultures. Comparative Perspectives, ed. Michael F. Strmiska, ABC Clio 2005.
    11. Johanna Laakso, Review: Mari und Mordwinen im heutigen Russland: Sprache, Kultur, Identität, „Anthropological Linguistics”, t. 49, nr 2 (2007).

O Autorze:

Anna Winkler
Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich. Publikowała między innymi w „Kulturze miasta”, „Glissandzie” i „Autoportrecie”. Jej teksty pojawiały się także na łamach Res Publiki Nowej. W latach 2016-2019 związana z Ciekawostkami Historycznymi i Twoją Historią, gdzie opublikowała ponad sto artykułów.

[„Filozofki”, „politolożki”, „socjolożki”, „antropolożki”… że też same kobiety nie zaprotestują przeciwko takiemu ośmieszaniu ich zawodów i kwalifikacji… – admin]

https://ciekawostkihistoryczne.pl

Przeciw chudości tematycznej

Zakończyły się wybory prezydenckie, przynajmniej na razie, bo stojący murem za Rafałem Trzaskowskim obóz zdrady i zaprzaństwa, zbombardował niezawisły Sąd Najwyższy tysiącami protestów wyborczych, z których dopiero trzy zostały wprawdzie uznane za zasadne, ale zarazem – że nie miały wpływu na wynik wyborów.

Najwyraźniej stare kiejkuty musiały surowo przykazać niezawisłym sędziom Sądu Najwyższego, żeby nie podważali wyniku wyborów prezydenckich.

Widać, że groźba odejścia od zasady konstytuującej III Rzeczpospolitą, że “my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych”, aluzyjnie objawiona w postaci aresztowania pana Sławomira Nowaka i innych członków “organizacji przestępczej”, musiała podziałać trzeźwiąco.

Nie ma co kruszyć kopii o tych wszystkich prezydentów, skoro lepiej spokojnie wypić i zakąsić za to, co tam się ukradło w ciągu 30 lat transformacji ustrojowej – jako że nikt przecież nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara.

W takiej sytuacji wszystko może zakończyć się wesołym oberkiem, to znaczy – niezawisły Sąd Najwyższy uzna wybór Andrzeja Dudy za ważny, a z kolei niezależna prokuratura dojdzie do wniosku, że te wszystkie dowody przeciwko panu Nowakowi i innym, mogą nie utrzymać się przed niezawisłym sądem, zwłaszcza gdyby składał się on nawet niekoniecznie z konfidentów starych kiejkutów, ale zwyczajnie – z tzw. “sędziów starych”, co to jeszcze samego znali Stalina, więc lepiej, żeby niezawisły sąd złożony z sędziego “młodego”, który Stalina już nie znał, najsampierw zwolnił pana Nowaka z aresztu, a potem w ogóle puścił wolno, nawet nie rozbierając go do skarpetek.

To jest prawdopodobne tym bardziej, że minister Kamiński zaprzeczył, jakoby pan Nowak był podsłuchiwany przy pomocy systemu “Pegasus”, w który ABW została wyposażona przez bezcenny Izrael. Pan Radosław Sikorski w zaprzeczenia ministra Kamińskiego nie wierzy, a przecież o systemie ”Pegasus” coś tam musi wiedzieć, podobnie jak o tym, kto jest inwigilowany, a kto nie.

Tymczasem mamy sezon ogórkowy, a w sezonie ogórkowym, wiadomo w niezależnych mediach głównego nurtu panuje chudość tematyczna, bo nawet powrót zbrodniczego koronawirusa nikogo już nie rajcuje i na mieście krążą nawet fałszywe pogłoski o odejściu pana ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, żeby usunął się z linii strzału, niekoniecznie w sposób nieodwołalny, jak to się stało ze słynnym politykiem francuskim Arystydesem Briandem. Na wieść o jego śmierci pewien warszawski fryzjer zareagował spontanicznym okrzykiem: “nakradł się, nakradł i umarł!”

Nie tylko zbrodniczy koronawirus przesatał rajcować opinię publiczną, ale nawet skrzydlate wieści o kolejnej inicjatywie politycznej jednorazowego użytku pod nazwą “Nowa Solidarność”, w którą zamierza podobno przepoczwarzyć się Platforma Obywatelska z satelitami. Solidarność może i nowa, ale z udziałem starych pierdzieli, co to już z niejednego komina wygartywały.

Nie wiadomo jeszcze, czy na czele nowej formacji stanie odkurzony Kukuniek, czy też stare kiejkuty pozostawią na fasadzie Wielce Czcigodnego posła Pupkę, czy może wysuną Szymona Hołownię, który do nowej formacji przyciągnie katolickich sodomitów i gomorytów. Jak śpiewała Krystyna Prońko – “będzie to, co ma być” (“Ludzie sobie poradzą i beze mnie będą żyć, no więc po co się wtrącać; będzie to, co ma być!”) – i co zostanie nam w stosownym momencie objawione.

Że “ludzie sobie poradzą”, to przewidział jeszcze w koszmarnych czasach Średniowiecza, którego tak nie lubi moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, poeta Franciszek Villon pisząc: “Ci mają winka i pieczyste, sosy i smaki zawiesiste, jajca kładzione, z octem, świeże. Nie są podobni do mularzy, którzy mur wznoszą w wielkim trudzie. Tu się pomocnik nie nadarzy; sami se zżują, dobrzy ludzie”.

Na tym przecież polega idea, by ponad podziałami “pięknie się różnić”, a ona z kolei stoi na nieubłaganym fundamencie zasady “my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych”.

Ale zasady swoją drogą, a chudość tematyczna – swoją. Opinia publiczna obojętnie przyjmuje nawet tak dramatyczne doniesienia, że dama i pisarka Manuela Gretkowska, która to napisała mrożącą krew w żyłach powieść o pani, co miała dwie łechtaczki, odgraża się, że opuści nasz nieszczęśliwy kraj, a wtórują jej sodomici wystraszeni “homofobicznymi” deklaracjami pana prezydenta Dudy.

Deklaracje te przyjmowane są z obojętnością, z jaką cesarz Napoleon III przyjmował suplikacje meksykańskiej cesarzowej Charlotty, która prosiła go o interwencję na rzecz swego męża, cesarza Maksymiliana, wtrąconego do turmy przez tamtejszych revolutioneros. Napoleon wykręcał się, jak mógł, a wtedy Charlotta użyła argumentu ostatecznego – że jak tak, to oni oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się Napoleonowi. Charlotta dostała spazmów, niczym pani red. Monika Olejnik, kiedy prezydent Kaczyński ujawnił, że to resortowa “Stokrotka”, zaczęła wyrzucać Napoleonowi jego podejrzane pochodzenie, wreszcie zwariowała. Żyła bardzo długo; kiedy w roku 1914 Niemcy wkraczali do Belgii, to w jednym z zamków zastali Charlottę w stanie całkowitego obłąkania.

Mam nadzieję, że losy pani Manueli i sodomitów potoczą się inaczej, ale nawet gdyby było odwrotnie, to i tak nie zlikwidowałoby to chudości tematycznej.

Toteż żydowska gazeta dla Polaków, przeżywająca podobno kłopoty, postanowiła wypełnić chudość tematyczną opowieściami o molestowaniu, jakiego dopuścić się miał syn Jacka Kurskiego na panience, którą miał molestować przez całe trzy lata, kiedy miała najpierw 9, a potem nawet 12 lat. Czy to była zabawa “w doktora”, czy coś innego – tego oczywiście nie wiem, bo z kobietami w ogóle nic nie wiadomo.

Właśnie media doniosły, że we Włoszech, gdzie pewnie też panuje chudość tematyczna, jakiś 77-letni starowina, założył “sektę” w której całymi latami nie tylko “więził” panienki z dobrych domów, ale w dodatku “zmuszał je” do “bolesnych praktyk seksualnych”. Ciekawe, co to było; prof. Jerzy Łojek w swojej książce “Wiek markiza de Sade” wspomina o algolagni – zboczeniu, to znaczy, pardon – oczywiście szlachetnej “orientacji”, kiedy zainteresowani czerpią erotyczną przyjemność z odczuwania bólu. Ten starowina podobno ścierał więzionym panienkom puszek niewinności, więc skoro praktyki były “bolesne”, to musiał starać się ze wszystkich sił.

Tak właśnie mówił mi starszy kolega, z którym dzieliłem pokój na pierwszym roku studiów. Uchodził on – i słusznie – za pożeracza serc niewieścich i powtarzał, że jeśli już komuś ściera się puszek niewinności, to trzeba mu dostarczyć przeżyć.

Czy młody Kurski dostarczał – o tym sza! – ale to nic nie szkodzi, bo warto zwrócić uwagę, że w Judenracie “Gazety Wyborczej” ważną pozycję zajmuje Jarosław Kurski, rodzony brat Jacka Kurskiego. Jeden kieruje propagandą obozu zdrady i zprzaństwa, a drugi – propagandą płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm. Wyobrażam sobie, jak podczas familijnych spotkań obydwaj muszą się zaśmiewać z adresatów jednej i drugiej propagandy, a poza tym ten sposób zaradzenia chudości tematycznej jest jak najbardziej zgodny z zasadą obowiązującą w środowisku dziennikarskim: dobrze, czy źle – byle z nazwiskiem.

Stanisław Michalkiewicz
https://www.magnapolonia.org/

Na świecie wciąż NIE MA żadnego WIARYGODNEGO TESTU covid!

Na świecie wciąż NIE MA żadnego WIARYGODNEGO TESTU covid! A skoro nie ma – to znaczy, że większość komunikatów i danych statystycznych o rzekomym zakażeniu i zmarłych jest z palca wyssana (tj. podciągana pod statystyki tych, którzy i tak by zmarli w najbliższym czasie).
Ewidentnie widać, że jest skoordynowana presja na sianie paniki, na pompowanie zagrożenia, na farbowane statystyk i wizji covida. Oni już od wielu, wielu lat slinią się na samą myśl o wyszczepieniu i depopulacji kuli ziemskiej.
Sam twórca testu PCR, noblista Kary Mullis – wielokrotnie ostrzegał – ”PCR nigdy NIE powinno być stosowane jako narzędzie diagnostyczne w chorobach zakaźnych”. Jeśli PCR wychodzi pozytywny to wcale NIE oznacza, że masz wirusa! Kropka. I zmarło mu się w sierpniu 2019 – a więc minuty przed wybuchem fake-pandemii… Zapewne przypadek…
W żadnym laboratorium wciąż nie wyizolowano wirusa covid. A więc do jakiego DNA porównują?? Proszę również poznać opinię kanadyjskiego naukowca Dawida Crowe.
Druga metoda fake-testów polega na szukaniu przeciwciał (szybki, serologiczny). To nawet nie jest loteria – to świadome koloryzowanie statystyk. Tak samo wiarygodne i uczciwe, jak te antywirusowe chińskie szmaty na pyskach – na pewno dodają dramaturgi teatralnej… i póżniej grzyba w płucach. Och, a skoro ten wirus jest tak niebezpieczny, zaraźliwy, to dlaczego zużyte maseczki są wyrzucane byle gdzie?
Prezydent Tanzanii nie zaufał WHO. W celu potwierdzenia rzetelności ich laboratoriów, wysłał fałszywe, „nieludzkie” próbki – oleju silnikowego, owiec, kóz, owoców papai i innych. Większość próbek potwierdziła zarażenie 🙂
To pokrótce tyle o tych fikcjo-testach, a mówiąc dokładniej – testowym procederze przestępczym?
Ciekawą przypadłością jest również fakt, iż korona „uśmierca” ludzi, którzy statystycznie w tym roku i tak by umarli, ponieważ…. osiągneli kres życia. *I ten cichy wytrych – dopisek „choroby współisniejące”. A to właśnie one i wiek dopełniły swego!* Ale w statystyki idzie wpis jako „covid”. Słupki rosną, czerwienieją paski w TV i prasie… Strrach!
A co, jeśli na gwałt potrzeba „zarazy” szczucia lub blokady, a grypka nie chce roznosić się? Z pomocą idzie „bezobjawowy” szu 🙂
Inne ciekawostki. Dlaczego wielu lekarzy dostaje „dotacje” za każde dopisanie w karcie zgonu słowa „covid”. Szpitale również mają dodatkowe profity, a stoją puste! Firmy pogrzebowe mówią o spadku „popytu” na usługi? Ciekawe dlaczego gejtsowy gang komunistów WHO zmienił definicje pandemii i osoby zakażonej? Dlaczego w marcu br. wydali dyrektywę, aby NIE przeprowadzać sekcji zwłok zmarłych na „covid19”?
Tak oto, fabrykuje się fikcje o liczbie chorych, zakażonych i zmarłych.
A teraz poważne pytanie – ile osób zmarło z powodu izolacji, nieuzyskania lub zbyt późnego udzielenia pomocy medycznej?? Bo cały system zawieszony jest „walką” z fikcją pandemii? Ile osób zmarło z powodu podłączenia do respiratorów wysokociśnieniowych – zamiast zwykłej tlenoterapii? To było jak leczenie cukrzycy cukrem. Oczywiście, dodane do rachunku curwida… i pokazywane w TV niczym walka z linii frontu. Realizmu nie brakuje, strach, straach! Lecz, czy oby czasem nie mamy tu do czynienia z ludobójstwem?
Na koniec przypomnę – wg danych GUS w 2018 z powodu grypy i powikłań (kod choroby J09-J18) w Polsce zmarło ponad 15 tys osób. To dawało wynik dzienny 41 osób (większość to 65+). I było tak spokojnie, bezpiecznie, normalnie, bez kagańców, szmat, czerwonych pasków, alertów? W 2017 podobnie…
A więc to wszystko to jeden WIELKI globalny szwindel komunistycznego deepstate NWO! Istny matrix rodem z hollyjude – fakt, ci to mają talent do tworzenia bajek wg scenariuszy CIA/mozzad. Miejmy na uwadze, iż blisko 95% światowych mediów należy do nich, 70% największych korporacji świata, wall-street, FED, 70-80% globalnego długu, a 80% „niezależnych demohratycznych” rządów państw to ich pacynki i pinokie – wmówią Ci wszystko i wycisną z ostatniego grosza wolności.

Co możesz zrobić? Wyrzuć TV, radio. I przede wszystkim uświadamiaj innych! To wbrew pozorom trudne zadanie – lecz tylko w jedności nasza siła. Tymczasem oni dalej dzielą nas, dzielą już podzielone…

I zobacz nt planowaych „wyszczepień”, co mówi dr. Carrie Madej.

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Menu O...