piątek, 5 marca 2021

Omenaa czyli jak żyć?

„W kraju, w którym tak bardzo nasilają się postawy nacjonalistyczne i ksenofobiczne, nie jest łatwo zebrać na szkołę dla afrykańskich dzieci, niestety w Polsce ksenofobia i nacjonalizm są na coraz wyższym poziomie”

Na zdjęciu: groźby karalne, wzywające do eksterminacji Murzynka Bambo.

Jak przeczytałem na portalu Pomponik.pl (obok Pudelka bardzo porządny serwis, podający wiadomości z halo-halo wielkiego szwiata, nie mniej istotne dla jego zrozumienia od tych w głównych, polskojęzycznych serwisach informacyjnych), że pan Rafał Brzoska (InPost) z przytupem powrócił na ścisłą listę najbogatszych rodaków (Partner Omeny Mensah 7. na liście).

Serdecznie gratuluję, a jego pieniędzy nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić (dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, bo je mają, a ja niestety do nich wzdycham zdychając na obczyźnie).

Prywatnie jest on mężem TVN-owskiej pogodynki (kto bogatemu zabroni) tworząc razem – cytuję – „power-couple” polskiego show-biznesu. (Media liberalne używają słowa „partner”, ale ja staram się w mowie odróżniać związek sakramentalny, a choćby i cywilny, od relacji wynikającej z pracy na tym samym policyjnym patrolu).

Znakomitego debiutu na amsterdamskiej giełdzie małżonka pogratulowała mu na Instagramie – szanuję, ale domyślam się, że nie jest to w takim razie wiadomość poufna, a wręcz przeciwnie, stąd pozwolę sobie przytoczyć jej fragment:

„Ukochany moj!
Chciałam w tym wyjątkowym dniu kiedy ze swoją spółka debiutujesz na Amsterdamskiej giełdzie z genialnym historycznie The best wynikiem złożyć Tobie i Twojemu Teamowi ogromne gratulacje i szacunek za wytrwałość w pracy”.

Przyłączam się do gratulacji, a tak swoją drogą, język polska nie tylko trudna, ale i uboga, ale na szczęście możemy sztukować jego braki angielszczyzną typu „the best” czy „team” – ja osobiście nauczyłem się angielskiego w wieku mocno dojrzałym i dziś nie mogę uwierzyć, że przez tyle dekad porozumiewałem się z innymi Polakami bez angielskich pożyczek z listy Swadesha.

TVN-owska pogodynka zwróciła moją uwagę wcześniej, a to za sprawą założonej przez siebie fundacji budującej szkołę w Ghanie. Bardzo szanuję, choć zdziwiła mnie jej wypowiedź:

– W kraju, w którym tak bardzo nasilają się postawy nacjonalistyczne i ksenofobiczne, nie jest łatwo zebrać na szkołę dla afrykańskich dzieci, niestety w Polsce ksenofobia i nacjonalizm są na coraz wyższym poziomie – mówi Omenaa Mensah agencji informacyjnej Newseria Lifestyle. (dziennik.pl, lipiec 2017).

Nieporozumienie wiąże się zapewne z pojęciem „fundacja” – np. wg mnie fundację zakładam, jeśli sam dysponuję pieniędzmi i chcę je przeznaczyć na jakiś zbożny cel. Czym innym jest natomiast żądanie na ten cel pieniędzy od innych, pod emocjonalnym szantażem, ze jak nie wpłacą, to są nacjonalistami i ksenofobami (a antysemityzm to niby pan Pikuś?).

Inne, zebrane ad hoc wypowiedzi tej pani:

„Chciałabym, żeby Polska była takim krajem, którego nie będę się wstydzić, żeby nie było w niej ksenofobii, rasizmu”. („Jestem arystokratką, choć nie przekłada się to na majątek” – Omenaa Mensah o swoich korzeniach, styczeń 2016).

Ktoś mógłby jej pozazdrościć urody, zdrowia i pieniędzy, ale co z tego, kiedy na co dzień żyje ona z palącym wstydem za Polskę i jej mieszkańców.

„Prosta zasada: zajęcia z religii powinny wrócić do Kościoła”, powiedziała Mensah i dodała kilka zdań o tym, jak inne przedmioty mogą uczyć tak ważnej dziś tolerancji. „W szkołach powinny być zajęcia z etyki i koniecznie edukacja seksualna, w której też się wyjaśnia, że czasami jest tak, że mężczyzna kocha mężczyznę albo kobieta kocha kobietę i to nie znaczy, że któraś z tych osób jest złym człowiekiem. Albo, że ktoś ma czarny albo żółty kolor skóry i to też nie znaczy, że jest złym człowiekiem”, argumentowała gwiazda.
(za „Religia powinna wrócić do Kościoła. W szkołach brakuje edukacji seksualnej” wrzesień 2020).

Serio, jak ktoś jest czarny lub żółty to niekoniecznie jest złym człowiekiem? W życiu bym nie pomyślał. A co do tzw. edukacji seksualnej (np. wg wytycznych WHO pod rządami etiopskiego komunisty) zalecana jest masturbacja dla czterolatków, rzecz jasna w szkołach dla hołoty, bo dzieci elity maja się uczyć matematyki, fizyki, chemii, języków i zarządzania, a nie nakładania kondona na banana.

Badania przeprowadzone w szkołach pokazują (zgodnie ze zdrowym rozsądkiem), że zbyt wczesne rozbudzanie popędu płciowego, m.in. przez tzw. edukacje seksualną, prowadzi do coraz częstszych nieplanowanych ciąż i chorób wśród nastolatek, więc zgodnie z demoliberalna logiką należy rozpoczynać tę pseudoedukację jeszcze wcześniej i w jeszcze większym wymiarze.

„Skandalem jest, że prokuratura umarza śledztwo wobec działaczki ONR, która w trakcie manifestacji nawoływała do nienawiści na tle rasowym. Nie stwierdzono znamion przestępstwa. Jak zatem nazwać coś takiego? – mówi Omenaa Mensah, córka Polki i Ghańczyka.(…)

I może jeszcze zamiast wrzucić księdzu na tacę dać tobie na szkołę w Afryce?

– Tak bym wolała. Dla porządku uściślijmy – jestem katoliczką i współpracuję z salezjanami.

Katoliczką tak zwaną niepraktykującą?

– Ja jestem właśnie tą praktykującą katoliczką. Uważam, że pokazuję to swoją postawą. I po prostu staram się być OK. (…)Czasa mi zamiast pójść na niedzielną mszę lepiej poświęcić ten czas na medytację, zastanowić się, jak komuś faktycznie pomóc, być po prostu dobrym”

(Przyzwolenie na rasizm jest większe. A polski rząd i Kościół nic z tym nie robią )

Wzruszające. Jak widać celebryci żyją dziś w swoich bańkach towarzyskich, jeden potakiewicz słucha drugiego i największe brednie wysłuchiwane są z powagą.
[Pomijam, że nasi neo-Słowianie też zamiast na mszę świętą woleliby skakać bez majtek przez ognisko pod rozłożystym dębem gromowładnego Perkunasa. Bo jak zaraz wyjaśnią udający Polaków dekonstruktorzy polskości, msza święta, a już szczególnie w rycie trydenckim, to jak sama nazwa wskazuje obyczaje bliskowschodnich nomadów].

„Omenaa Mensah jest zwolenniczką przyjęcia uchodźców z Syrii w Polsce. Boli ją negatywne podejście Polaków do tej kwestii. Prezenterka uważa jednak, że konieczne jest wypracowanie planu pomocowego, którego wdrożenie zapewni uchodźcom możliwość asymilacji z polskim społeczeństwe”
(Omenaa Mensah: trzeba przyjąć uchodźców)

Zaraz, zaraz, to ilu z mężem przyjęła tych uchodźców do siebie czy też ich nie stać? A może to „Polacy” mimo swego rasizmu i ksenofobii mają ich tu przyjmować, bo ona sama – jak się definiuje – jest Europejką i obywatelką świata?

Cytując zrujnowanego paprykarza – jak żyć? Rasizm, ksenofobia, polski kolonializm (pani Olga od Ksiąg Jakubowych) … i pomyśleć, że za komuny byłem ledwo warchołem.

https://macgregor.neon24.pl

Rasizm to też piękna idea…
Admin

Kosowo jest serbskie


Nowy patriarcha prawosławny Serbii Porfiriusz próbuje na samym początku sprawowania posługi zaznaczyć, że jego priorytetem będzie jednoznaczne stanowisko w sprawie Kosowa i Metochii.

Serbowie konsekwentnie określają swoją dawną południową prowincję dwuczłonową nazwą, w której greckie słowo „μετόχιον” oznacza własność cerkiewną/ monasterską. Stanowisko to jest podobnie jednoznaczne, co wszystkich poprzednich serbskich patriarchów oraz przywódców politycznych.

Tak można tłumaczyć zasadnicze przesłanie płynące z pierwszego, obszernego wywiadu hierarchy udzielonego we wtorek (2.03) państwowej telewizji RTS.

Porfiriusz oznajmił w jego trakcie, że nie istnieją żadne dylematy w kwestii przynależności tego terytorium do serbskiej tożsamości i kultury, a fizyczna nieobecność belgradzkiej administracji w Kosowie nie zmienia w jakikolwiek sposób świadomości, iż ziemia to pozostaje częścią Serbii. Zdaniem nowego, 46 patriarchy Serbskiego Kościoła Prawosławnego „nikt czujący się patriotą nie może sobie wyobrazić, że Kosowo nie jest częścią Serbii’.

„Jeżeli mogę tak powiedzieć, to referendum w sprawie Kosowa i Metochii zostało u nas przeprowadzone w 1389 roku na dzień Świętego Wita (serb. Vidovdan – data przegranej przez Serbów bitwy na Kosowym Polu, po której kraj popadał w blisko 500-letnią zależność od Imperium Osmańskiego – przyp.). I Kosowo jest po prostu dla nas, nie tylko jest kolebką naszego narodu, to skarbiec wypełniony relikwiami świętych. Kosowo nie jest dla nas zagadnieniem geopolitycznym, lecz jest to kwestia naszej tożsamości” – podkreślił Porfiriusz.

Hierarcha ocenił równocześnie, że realia polityki międzynarodowej od dawna nie były i nie są w żadnej mierze życzliwe dla serbskiego punktu widzenia w kwestii Kosowa. Oceniając strategię dyplomatyczną władz w Belgradzie dotyczącą tego problemu, polegającą na konsekwentnej odmowie uznania jednostronnie ogłoszonej w 2008 roku niepodległości Kosowa, ale równoczesnym prowadzeniem z władzami w Prisztinie dialogu pod auspicjami Unii Europejskiej i w ostatnich latach, USA, służy zachowaniu pokoju i stabilizacji w regionie.

Przypominając stanowisko jednego ze swoich poprzedników, patriarchy Pawła, piastującego godność najwyższego hierarchy Serbskiego Kościoła Prawosławnego w latach 1990-2009, Porfiriusz zwrócił uwagę, że „to, co zostało podarowane, nie może zostać zwrócone, ale to, co zostało odebrane, zawsze może zostać oddane”.

Łukasz Kobeszko
https://myslpolska.info

Widzi, że most i jedzie

Miliony ludzi zachowuje się jak stado baranów które pcha się do rzeźni

Ludzie rozumni (których jeszcze garstka zachowała się na planecie Ziemia) nie mogą zrozumieć jak to jest możliwe, że zdecydowana większość ich rodaków, dała się ogłupić medialnej propagandzie i decyduje się na działania w sposób ewidentny szkodzące ich zdrowiu i zagrażające ich życiu!

Jest to najbardziej zdumiewające w przypadku ludzi wykształconych, oczytanych, potrafiących poruszać się w świecie internetu, a więc (teoretycznie) zdolnych do weryfikacji wszelkich informacji do nich docierających!

Ludzie ci pierwsi padli ofiarą medialnej propagandy kowidowej i pierwsi stali się rasowymi kowidianami, czyli fanatycznymi wyznawcami religii opartej na wierze w telewizyjnego wirusa, który sieje śmierć, choć poza telewizją z reguły tej śmierci nie widzieli!

Kowidianie jako pierwsi okutali swoje twarze szmatami, choć bez trudu mogli znaleźć w internecie dziesiątki badań i opinii naukowców i lekarzy, że „święte” szmatki przed niczym nie chronią a stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia.

Kowidianie jako pierwsi ustawili się w kolejce do szczepień, choć bez trudu mogli znaleźć w internecie tysiące informacji z całego świata o ogromnej ilości powikłań po szczepieniach, w tym szokującej liczbie zgonów.

Mając takie możliwości poznawcze, miliony ludzi zachowuje się jak stado baranów które pcha się do rzeźni, choć nad wejściem wisi plakat:

Tutaj mordujemy barany płci obojga!

Obok napisu są zdjęcia zamordowanych już baranów,co jednak w niczym nie zniechęca kowidian by pchać się w otchłań śmierci i chorób!

JAK TO WYJAŚNIĆ??? Dlaczego większość ludzi utraciło instynkt samozachowawczy, właściwy wszystkim organizmom żywym?? W świecie przyrody odpowiedzią jednostek na sytuacje zagrażające ich zdrowiu i życie, jest albo ucieczka, albo walka. Każde zwierze walczy o przetrwanie i nigdy nie podda się agresorowi bez walki!

Dlaczego w przypadku ludzi jest inaczej? Dlaczego dobrowolnie godzą się oni na śmierć i cierpienia, nie wykazując wobec agresorów prawie żadnego oporu?

Otóż moim zdaniem większość ludzi na świecie została poddana hipnozie za pośrednictwem ekranów telewizyjnych.

Hipnoza jest zmianą sposobu postrzegania, odczuwania, myślenia. Działa w skutku czyjejś sugestii. Hipnotyzer wpływa na umysł osoby hipnotyzowanej w taki sposób, że przyjmuje ona za własny punkt widzenia pogląd „wtłoczony” mu do umysłu przez hipnotyzera.

Jak taką hipnozę zrealizować w praktyce? Odbywa się to za pomocą tak zwanej Percepcji Podprogowej (subliminalnej) – oddziaływanie na mózg osoby poddanej hipnozie, z czego taka osoba nie zdaje sobie sprawy!

Dotyczy bodźców wzrokowych lub słuchowych , które trwają zbyt krótko, by mogły zostać zarejestrowane przez naszą świadomość, ale dostatecznie długo aby zostały one zarejestrowane przez naszą podświadomość. (w przypadku percepcji wzrokowej oznacza to bodźce trwające krócej niż 0,04 sekundy) albo są ukryte wśród innych bodźców, bardziej wyraźnie odczuwalnych.

Wystarczy aby w każdym dzienniku telewizyjnym (czy w jakimkolwiek innym programie) umieścić trwający 0,04 sekundy obraz (na przykład konającego pacjenta podpiętego pod respirator) i co jakiś czas ten obraz powtarzać, zaś na ekranie pokazywać lektora straszącego kowidową apokalipsą!

Po to kilku takich seansach osoba podatna na hipnozę staje się kowidianem, nieświadomym tego jakiej operacji dokonano na jego podświadomości.

W reklamie zakazano stosowania przekazów podprogowych, jednak nie wiadomo czy zakaz ten jest respektowany.

Moją hipotezę bardzo łatwo zweryfikować dysponując sprzętem pozwalającym odtwarzać nagrania telewizyjne, kilkaset razy spowolnione. Na takim spowolnionym filmie możemy zobaczyć jakie elementy hipnozy podprogowej zastosowano i jak często.

Ponieważ takim sprzętem nie dysponuję, więc moja hipoteza pozostanie w kręgi teorii spiskowych.

Jeśli mam rację, to „biada nam”. Agresorzy kowidowi będą potęgować hipnozę podprogową we wszystkich telewizjach, co nie pozwoli kowidianom wrócić do rzeczywistości. Na szczęście w nieszczęściu kilkanaście procent ludzi jest niepodatnych na żadne formy hipnozy, co być może uratuje ich przed śmiercią lub chorobami.

PS. Widzi, że most i jedzie. Aforyzm ten pochodzi z czasów średniowiecza. Fatalny stan ówczesnych mostów powodował, że nie nadawały się one do użytku. Osoba która by na taki most wjechała była uważana za durnia!

Anthony Ivanowitz
4.03.2021 r.
Www.pospoliteruszenie.org

https://anthony.neon24.pl/post/

Jak Polacy, Niemcy i Żydzi Ukraińców mordowali…


Około tysiąca Polaków, mieszkańców tej miejscowości, położonej w województwie tarnopolskim, zostało wtedy bestialsko wymordowanych przez, złożony z Ukraińców, 4 Pułk Policji SS (Galizisches SS Freiwilligen Regiment 4), także przy udziale sotni UPA, jak i miejscowych nacjonalistów z OUN oraz ludności z okolicznych wsi.

Spośród pomordowanych, kilkaset osób żywcem spalono w miejscowym kościele. W Hucie Pieniackiej zginęli wtedy także Żydzi, których ukrywali tam polscy mieszkańcy. Fakty, co do tego strasznego, jednego z największych jednorazowych aktów ludobójstwa na Polakach, dawno są znane.

Jednak okazuje się, że nie wszyscy je akceptują. 10 dni temu, w Łucku odbyła się promocja książki „Загибель Гути Пеняцької”, napisanej przez niejakiego Dmytro Czobota, w której twierdzi on, że mordu w Hucie Pieniackiej dokonali wyłącznie Niemcy, bez żadnego udziału UPA i SS Galizien. Oficjalnego charakteru prezentacji tych przekłamań nadała obecność tam zastępcy przewodniczącego rady wołyńskiego rejonu, którym jest przedstawiciel partii Swoboda.

Wielu ukraińskich pseudohistoryków, dla uzasadniania swoich wysiłków wybielania działalności UPA, powołuje się na zapisy tzw. Latopisu UPA, wydanego przez Narodową Akademię Nauk Ukrainy. Jest to rodzaj obszernej kroniki zawierający zbiór wszelkiego rodzaju zapisów, najczęściej propagandowych, które powstawały w kręgach ukraińskich nacjonalistów. Nie znajdziemy tam oczywiście żadnych treści, które mogłyby wskazywać na popełniane zbrodnie, a tylko te sławiące ich „bohaterskie” czyny.

Niektóre z tych zapisów zawierają tak absurdalne treści, że aż dziw bierze, że za gromadzenie tego i udostępnianie wzięła się ichnia Akademia Nauk.

I tak, dla przykładu, w tomie 13 nowej serii Latopisu UPA, na stronie 485, można znaleźć taką notatkę: „29.6.44 wielka banda Polaków, folksdojczów, Żydów i Niemców z polskiej wsi Biłka napadła na sąsiednią ukraińską wieś Zucharowiczi. Samoobrona wsi Zucharowiczi okazała zdecydowany opór i dzielnie odpierała wrogie ataki przez cztery dni. …. Niemcy zostali poinformowani o tym, że w Biłce znajduje się duża uzbrojona polska banda, gdzie znaleźli schronienie polscy bandyci i Żydzi, że ta banda z Niemcami i folksdojczami napada i grabi ukraińskie wsie. Jednak niemieccy okupanci zakrywają na to oczy i dają bandom swobodę …”.

Gdyby przyjąć te rewelacje za dobrą monetę, to wynikałoby z nich, że Niemcy, razem z Żydami i Polakami, napadali na ukraińskie wsie. Obraz Niemców, którzy wraz z Żydami, napadają na ukraińskie wsie, to już jest ta skala absurdu, której chyba nie da się pobić. O czym rozmawiać i jak traktować ludzi, którzy wierzą w takie brednie.

Stanisław Lewicki
https://myslpolska.info/

Kaganiec załóż i pod ścianę twarzą raus

Na szczęście jeszcze nie ma w windzie ochroniarza, który pilnuje zasad, ale co będzie dalej?

Już na samym początku tej koronawirusowej szopki, gdy kolejnymi bezprawnymi rozporządzeniami zakagańcowano i prymitywną propagandą ogłupiono i zastraszono polskie społeczeństwo, że jeśli nie będzie nosić na twarzach tego gówna, to grozi mu niewyobrażalnie straszliwe niebezpieczeństwo, w postaci śmiertelnego zejścia z tego najpiękniejszego ze światów, które spowoduje przerażający wirus, którego o ironio do dziś nikt na oczy nie widział, nawet tzw. ,,naukowcy”, którzy nie wyizolowali go do dzisiejszego dnia, zresztą tak samo jak setek innych wirusów wcześniej, choć czeka na geniusza, który by tego dokonał nagroda w wysokości stu tysięcy dolarów, po którą jednak do chwili obecnej, nie zgłosił się żaden z nich, choć zapluwają się każdego dnia na ten temat, nie mając w rzeczywistości bladego pojęcia o czym mówią, sprowadzając cały swój bełkot do pieprzenia dętych głupot, którymi nie kompromitowałby się żaden poważny specjalista z dziedziny medycyny, poza oczywiście szamanami siedzącymi głęboko w kieszeniach karteli farmaceutycznych, których tanimi alfonsami są wszyscy bez wyjątku tzw. telewizyjni ,,eksperci” znad Wisły.

Kiedy ogłupiony motłoch zaczął masowo zakrywać swoje twarze brudnymi szmatami, do których kompletu brakowało jeszcze tylko knebli, powiedziałem, że nie zdziwię się, jeśli pewnego dnia szajka dobrej zmiany i wspierające ich w tym procederze pozostałe zorganizowane grupy przestępcze z Magdalenki, wpadną na pomysł, że tym co wszystkich uratuje przed wrażym korona wirusem będzie czołganie się po ziemi zamiast chodzenia na własnych nogach. I chyba wypowiedziałem te słowa w złą godzinę, bo nie trzeba było długo czekać, by mądrość etapu weszła na kolejny, wyższy poziom. I oto na jaki nowy pomysł wpadli nasi umiłowani okupanci, by jeszcze bardziej upokorzyć i przeczołgać, durne polińskie społeczeństwo:

,,Instrukcja korzystania z windy, którą opublikowała na Twitterze dr Anna Mandrela. – Na szczęście jeszcze nie ma w windzie ochroniarza, który pilnuje zasad, ale co będzie dalej? – napisała komentując załączone zdjęcie.”

,,Gdyby rok temu ktoś powiedział, że aby skorzystać z windy należy założyć maskę i stanąć twarzą do ściany, z pewnością wszyscy popukaliby się w głowę i poradziliby takiemu delikwentowi, żeby skonsultował się z lekarzem lub farmaceutą. Dziś większość bez szemrania wykona takie polecenie twierdząc, że robi to dla swojego dobra i bezpieczeństwa innych.

Strach to potężne narzędzie w zarządzaniu masami. Wystarczył rok, aby sterroryzować ludzi do takiego stopnia, że boją się wyjść z domu przeświadczeni, iż zabije ich morderczy wirus. A jeśli już z tego domu wyjdą, to będą bez szemrania wykonywać najgłupsze i najbardziej upokarzające zarządzenia. Gdyby władza ogłosiła, że dla ochrony przed wirusem trzeba smarować twarz odchodami, to też znalazłoby się wielu gotowych wykonać to polecenie.”

No cóż wszystko jeszcze przed nami. Być może na kolejnym etapie mądrości rewolucyjnej, trzeba będzie w ramach nieustępliwej walki z wrażym koronaświrusem wysmarować sobie gębę łajnem i czołgać się po ulicy zamiast chodzenia w postawie wyprostowanej. Są bowiem na świecie rzeczy, jak mawiał Ferdynand Kiepski, które się… fizjologom, o przepraszam, największym filozofom nie śniły.

A tak apropos, co Państwu przypomina ta fotografia poniżej, gdy porównacie ją ze zdjęciem najnowszej instrukcji jazdy windą? Czyż nie jest to nawiązanie do jakże ,,pięknych” tradycji z nie tak wcale dalekiej przeszłości, z których jak widać nasi umiłowani okupanci, czerpią pełnymi garściami, jak z prawdziwej krynicy ,,mądrości”. I to wcale nie jest jeszcze ich ostatnie słowo.

Jacek Boki – Elbląg
3 Marzec 2021 r.

Źródło:
>https://wprawo.pl/zaloz-maske-i-stoj-twarza-do-sciany-pandemiczna-tresura-podczas-korzystania-z-windy/
>http://kresywekrwi.blogspot.com/2021/03/kaganiec-zaoz-i-pod-sciane-twarza-raus.html

https://kresywekrwi.neon24.pl/

Marzec 68

Nigdy nie miałem dobrego zdania o filozofii. Uważałem, że to nauka czy dziedzina oderwana od rzeczywistości, ale myliłem się. Leon Leszek Szkutnik to autor samouczków do języka angielskiego i niemieckiego, ale również tomików poezji czy refleksji pisanych w tych językach. W jednym z nich wyłowiłem taką perełkę.

Es gibt keine Wirklichkeit an sich. Eine Wirkichkeit kann sich ereignen. Muss aber nicht. Ein unwirkliches Leben nennt man normal. – Nie ma rzeczywistości samej w sobie. Rzeczywistość może się wydarzyć. Może, ale nie musi. Nierzeczywiste życie nazywamy normalnym.

Jeszcze nie tak dawno temu powiedziałbym, że jest to filozofowanie, jakieś chore wymysły. Ale obecnie, w naszej „pandemicznej”, sztucznie wykreowanej rzeczywistości, to już nie jest filozofowanie, to nasza rzeczywistość. Szkutnik napisał, że rzeczywistość może się wydarzyć. Może nie chciał napisać dosłownie, że ktoś tę sztuczną rzeczywistość stwarza, może chciał, by czytelnik sam domyślił się, jaka jest rzeczywistość, czy może nierzeczywistość.

Prawie wszyscy chodzą w maskach, choć nie ma żadnego zagrożenia, bo śmiertelność jest na poziomie zwykłej grypy. A że ludzie chorują? Zawsze na coś chorują. W mediach jest tylko jeden temat, inne nie istnieją. Żyjemy w podstawionej rzeczywistości. No właśnie! – W podstawionej. I tę podstawioną zaczynamy uważać za normalną. Czy zatem, oprócz tej podstawionej, istnieje jakaś niepodstawiona? Czy istnieje rzeczywistość sama w sobie? Może więc ta filozofia nie jest taka zupełnie oderwana od rzeczywistości. Od rzeczywistości czy nierzeczywistości?

Ten wstęp był po to, by ułatwić zrozumienie tego, że Marzec 68 był również podstawioną rzeczywistością. To był sztucznie wykreowany konflikt. Przeczytałem wiele artykułów dotyczących tej problematyki, ale najpełniej opisuje to wydarzenie Wikipedia i z niej pochodzą poniższe informacje.

Przykręcanie śruby zaczęło się w parę miesięcy po Październiku 56. Na początku lat 60-tych pojawiła się w partii frakcja tzw. Partyzantów pod przewodnictwem Mieczysława Moczara. Reprezentowali oni nurt patriotyczno-narodowy i antysemicki. „List 34” z 1964 roku to był protest intelektualistów, dotyczący swobód w dziedzinie kultury. W listopadzie 1964 roku wykluczono z partii Modzelewskiego i Kuronia. W odpowiedzi skierowali oni list otwarty do członków partii krytycznie analizujący sytuację w kraju. Za jego rozpowszechnianie zostali w marcu 1965 roku skazani na 3 lata więzienia. W październiku tego roku zostaje usunięty z PZPR Leszek Kołakowski. Druga połowa lat 60-tych to też szereg procesów twórców takich jak m.in. M. Wańkowicz, który zostaje skazany na pozbawienie wolności, ale wyroku nie wykonano.

Tak naprawdę coś się zaczęło dziać od 5 czerwca 1967 roku, od wybuchu tzw. wojny sześciodniowej, wojny izraelsko-arabskiej. Związek Radziecki potępił Izrael i zerwał z nim stosunki dyplomatyczne. Podobnie postąpiły władze polskie. Zaczęły one organizować wiece w zakładach pracy, potępiające żydowskie „zapędy imperialistyczne”. Jednak większość obywateli sympatyzowała z Izraelem. Tak przynajmniej utrzymuje Wikipedia.

MSW i podległe służby zaczęły rejestrować proizraelskie wypowiedzi. Tego typu ludzi określano mianem syjonistów. Czy tak faktycznie było? Być może ludzie faktycznie cieszyli się, że sojusznicy Związku Radzieckiego ponieśli porażkę. Nie sądzę jednak, by ktoś na ulicy czy w innych publicznych miejscach wyrażał swoje zadowolenie. Zaczęto sztucznie kreować antysemityzm, a pretekstem do tego był fakt, że niektórzy cieszyli się ze zwycięstwa Izraela. Tylko czy to był fakt, czy tak ustalono, że ktoś się cieszy? A nawet jeśli ktoś się cieszył, to co z tego? Czy to stanowiło dla kogoś jakieś zagrożenie, a już szczególnie dla państwa?

Wojna sześciodniowa to była wojna pomiędzy Izraelem a Egiptem, Jordanią i Syrią. W tę wojnę zaangażowały się także Irak, Arabia Saudyjska, Kuwejt i Algieria. 13 maja 1967 przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR Nikołaj Podgorny przekazał egipskiemu wiceprezydentowi Anwarowi Sadatowi fałszywą informację o koncentracji 12 izraelskich brygad przy granicy z Syrią. Wprowadzeni w błąd Egipcjanie byli przekonani, że Izrael przygotowuje się do inwazji. Dlatego ich reakcja była natychmiastowa i zdecydowana. 14 maja prezydent Naser zarządził mobilizację armii i rozpoczęto przerzucanie wojsk na półwysep Synaj, na którym stacjonowały siły UNEF – Doraźne Siły Narodów Zjednoczonych.

Zawsze wydawało mi się, że od rozpoznania zagrożenia zewnętrznego danego państwa jest jego wywiad wojskowy. Niby na granicy z Syrią Izrael skoncentrował 12 brygad, a informacja jest przekazana wiceprezydentowi Egiptu, który oddziela od Izraela Półwysep Synaj, na którym stacjonują wojska ONZ. Skąd więc taka panika, skoro informacja jest niepotwierdzona, a Egipt nie jest bezpośrednio zagrożony?

16 maja 1967 szef sztabu egipskiej armii generał Mohammed Fawzy zażądał wycofania międzynarodowych sił pokojowych UNEF z Synaju. Fawzy napisał w liście do dowódcy sił UNEF: „Do twojej wiadomości, wydałem rozkaz wszystkim siłom zbrojnym Egiptu być gotowym do działań przeciwko Izraelowi, który może przeprowadzić agresywne działania przeciwko jakiemukolwiek państwu arabskiemu. Z powodu tego rozkazu nasze wojsko już jest skoncentrowane na Synaju na naszej wschodniej granicy. Przez wzgląd na bezpieczeństwo wojsk ONZ, które stacjonują wzdłuż naszych granic, proszę abyś wydał rozkaz natychmiastowego ich wycofania”. Dowódca sił UNEF, generał Indar Jit Rikhye, odpowiedział, że musi poczekać na decyzję sekretarza generalnego ONZ.

Sekretarz U Tant podjął próbę negocjacji z Egipcjanami, a następnie 18 maja zaproponował Izraelowi przegrupowanie międzynarodowych sił pokojowych UNEF na terytorium Izraela, by mogły one nadal wypełniać swoją misję rozjemczą na granicy. Wobec odmowy, 18 maja 1967 U Thant wyraził zgodę na ewakuację sił UNEF z półwyspu Synaj i ze Strefy Gazy.

Czyż to nie jest jakaś kpina? Wyraźne kreowanie konfliktu: fałszywa informacja Podgornego, wojska ONZ-tu, ze względu na bezpieczeństwo, wycofują się z terenu, na którym ma być prowadzona wojna, bo tak im zasugerował egipski generał, a sekretarz U Tant wyraża zgodę na wycofanie wojsk ONZ. To już nawet nie jest kpina, to cyrk na kółkach, tym większy, jeśli się porówna siły obu walczących stron.

Siły Izraela i krajów arabskich (Egipt, Syria, Jordania, Irak):

żołnierze 264 000 – 310 000
samoloty 197 – 780
czołgi 1 300 – 1 600
działa artylerii 960 – 1700

Straty Izraela i krajów arabskich odpowiednio:

zabitych 779 – 20 000
rannych 2 563 – 34 500
samolotów 46 – 463
czołgów 80 – 725
dział artylerii 0 – 750

10 czerwca 1967 roku o godzinie 18.30 ogłoszono zawieszenie broni na froncie izraelsko-syryjskim. W momencie wprowadzenia rozejmu wojskom izraelskim brakowało kilku godzin, by dotrzeć do przedmieść Damaszku. Dziwna wojna. Dla porównania stosunek niemieckich do polskich sił w kampanii wrześniowej:

działa 10 000 – 4 300
czołgi 2 700 – 880
samoloty 1 300 – 400
żołnierze 1,6 mln – 1 mln
zabici 16 843 – 66 000
ranni 36 473 – 133 700.

Kampania wrześniowa trwała ponad miesiąc, a tam tylko 6 dni. W kampanii wrześniowej silniejszy przeciwnik wygrał dopiero po miesiącu. W przypadku wojny sześciodniowej słabszy przeciwnik nie tylko nie przegrywa, ale ponosi minimalne straty. W wyniku tej wojny Izrael zajmuje Półwysep Synaj od strony Egiptu i Wzgórza Golan od strony Syrii. Strona arabska miała przewagę praktycznie we wszystkim. Do tego była to wojna na dwa fronty: Egipt od zachodu, pozostałe państwa od wschodniej strony Izraela. Czy wojska arabskie i ich dowództwo było rzeczywiście tak nieudolne, czy to wszystko zostało wyreżyserowane? A jeśli tak, to w jakim celu?

19 czerwca 1967 roku Gomułka wygłasza przemówienie, w którym oskarżył Żydów mieszkających w Polsce o działanie na szkodę państwa. Określił ich mianem piątej kolumny. Podobno taka reakcja była wynikiem rozmowy, podczas której Breżniew zwracał Gomułce uwagę, że towarzysze żydowscy otwarcie krytykują politykę Związku Radzieckiego wobec państwa Izrael.

Tak więc w sztuczny sposób podsycano w Polsce nastroje antysemickie. Przeprowadzano czystki w wojsku, milicji, organach bezpieczeństwa i innych instytucjach państwowych. Podobnie było na uczelniach. Usuwano profesorów pochodzenia żydowskiego.
[Bardzo słusznie! – admin]

W sumie można by sobie zadać pytanie: z jakiego powodu ich usuwano? Tylko dlatego, że byli Żydami? Przecież mieli obywatelstwo polskie, byli zatrudniani na podstawie jakichś umów o pracę i jeśli nie łamali regulaminu pracy i przestrzegali przepisów prawa, to nie było podstawy do ich zwolnienia. Nie było takiego paragrafu, który dawał podstawę do zwolnienia na podstawie narodowości i na podstawie tego, że ktoś otwarcie cieszył się z sukcesów armii izraelskiej. Poziom tej argumentacji każe przypuszczać, że to właśnie Żydzi byli inspiratorami tej nagonki. A dlaczego nie używali innych argumentów? Innych nie było. Skoro odstawiono taki cyrk jak wojna sześciodniowa, to znaczy, że wszystko można.

Krytyką zajmowali się towarzysze żydowscy. Czy tak było, czy tak powiedział Breżniew? Prawdy nie dowiemy się. Znamy tylko oficjalną wersję i to, że zwolnienia dotyczyły nie tylko towarzyszy żydowskich, ale i wielu innych osób. A czy były to faktycznie zwolnienia, czy te osoby same się zwalniały, podając jako przyczynę antysemityzm? Tego też się nie dowiemy. Jednak masowość zjawiska, z partii zwolniono ponad 8 tys. członków, wskazuje, że chyba nie o krytykę tu chodziło. Co miał do powiedzenia przeciętny członek partii, nawet jeśli był Żydem, i kto by się liczył z jego zdaniem?

W listopadzie 1967 roku przypadała 50 rocznica wybuchu rewolucji październikowej. Z tej okazji przygotowano w Polsce szereg imprez o charakterze propagandowym, kulturalnym i naukowym. Dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie Kazimierz Dejmek zdecydował się wystawić w nowoczesnej inscenizacji Dziady Adama Mickiewicza. Premiera odbyła się 25 listopada 1967 roku.

Spektakl nie spodobał się Wydziałowi Kultury KC PZPR w związku z czym zakazano drukowania pozytywnych recenzji. 21 grudnia Kazimierz Dejmek został wezwany na rozmowę z kierownictwem Wydziału Kultury KC. Spektakl skrytykowano za wydźwięk antyradziecki i „religianctwo”. Dejmek argumentował, że utwór nie jest antyradziecki tylko antycarski. Natomiast Gomułka stwierdził, że „Dziady” wbijają nóż w plecy przyjaźni polsko-radzieckiej. Jednak było inaczej. W dzienniku Prawda ukazała się pozytywna recenzja i rozważano wystawienie Dziadów w Moskwie.

Tak to opisuje Wikipedia, ale nie dodaje, że w PRL-u funkcjonowało coś takiego jak cenzura. Nic nie mogło trafić do publiczności, jeśli wcześniej nie zostało sprawdzone i zaakceptowane przez cenzora. I tak było z tym spektaklem. Tę inscenizację musiał wcześniej obejrzeć cenzor i ją zaakceptować. Gdyby Dejmek próbował zrobić coś inaczej, to w pięć minut przestałby być dyrektorem. A skoro tak zrobił, to znaczy, że miał na to zgodę władz. Czyli że władza sama szykowała prowokację.

Inna sprawa to to, że do obchodów rocznicy rewolucji wybrano utwór, który w żaden sposób nie nawiązywał do niej. Bo gdyby nawiązywał, to publiczność nie miałaby okazji do żywiołowych reakcji. Wszystko zostało dokładnie wyreżyserowane i prawdopodobnie publiczność również starannie dobrana i poinstruowana, jak ma reagować.

Po czterech pierwszych przedstawieniach poinformowano Dejmka, że spektakl może być grany tylko raz w tygodniu i ma on odnotowywać reakcję publiczności, która podobno wznosiła hasła antyradzieckie i antyrosyjskie. 16 stycznia zawiadomiono Dejmka, że 30 stycznia odbędzie się ostatnie przedstawienie. Po ostatnim, jedenastym przedstawieniu, doszło do manifestacji studentów, którzy złożyli pod pomnikiem Mickiewicza białe i czerwone kwiaty i transparent „Żądamy dalszych przedstawień”. Już praktycznie po manifestacji interweniowała milicja. Aresztowano 35 manifestantów, z których dziewięciu pociągnięto do odpowiedzialności i ukarano grzywnami od 500 do 3000 zł. Wśród ukaranych byli m.in. Andrzej Seweryn i Jan Lityński.

Studenci zaczęli zbierać podpisy pod petycjami do rządu, w których protestowano przeciwko ograniczeniom w kulturze i żądano przywrócenia przedstawień. Najbardziej aktywne było środowisko tzw. Komandosów, w którym prym wiedli Adam Michnik, Henryk Szlajfer, Seweryn Blumsztajn, Jan Lityński, Karol Modzelewski i inni. Nazywali się tak ze względu na fakt, że często znienacka pojawiali się na zebraniach organizacji młodzieżowych, podczas których zadawali kłopotliwe pytania i wygłaszali kontrowersyjne opinie. Pojawili się oni w połowie lat 60-tych.

22 lutego przywódcy ruchu studenckiego podjęli decyzję o zorganizowaniu wiecu w obronie studentów usuniętych z uczelni. Miało to nastąpić w tydzień od zebrania się Związku Literatów Polskich. Zebranie miało odbyć się 29 lutego, a więc data wiecu na UW wypadała na dzień 8 marca. 4 marca usunięto z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera za przedstawienie relacji z zajść reporterom prasy francuskiej. 7 marca władze Uniwersytetu Warszawskiego wydały zarządzenie, zgodnie z którym uznano zgromadzenie za nielegalne. 8 marca rano władze aresztowały przywódców studenckiego protestu Szlajfera, Seweryna, Blumsztajna, Lityńskiego, Modzelewskiego i Kuronia.

W południe 8 marca odbył się na dziedzińcu UW wcześniej zaplanowany wiec. Rozdawano ulotki i wzywano do obrony podstawowych praw obywatelskich. Uchwalono rezolucję, w której domagano się przywrócenia praw studenckich Michnikowi i Szlajferowi oraz zwolnienia od odpowiedzialności innych studentów.

Gdy studenci rozchodzili się, na dziedziniec wjechało kilka autokarów, z których wysiadły oddziały ZOMO i ormowców ubrane po cywilnemu i zaczęły wyłapywać pojedyncze osoby i wywozić je poza teren uniwersytetu. Około godziny 13-tej prorektor wezwał studentów do rozejścia się. Po kwadransie zgodził się na rozmowy, w wyniku których milicjanci opuścili teren uniwersytetu. Ale już o godzinie 14-tej wrócili ormowcy, a pół godziny później pojawili się umundurowani milicjanci z długimi pałkami. Na dziedzińcu rozpoczęła się akcja pacyfikacyjna. Milicjanci atakowali studentów i pracowników naukowych. Później walki przeniosły się na ulice miasta. Według informacji MSW 9 marca do walki ze studentami na ulicach Warszawy użyto 1335 umundurowanych funkcjonariuszy, 510 cywilnych i 400 ormowców.

Manifestacje i starcia z milicją miały miejsce nie tylko w Warszawie, ale również w Gdańsku, Gliwicach, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu, Szczecinie, Poznaniu, Radomiu. Spokojnie było w Białymstoku, Bydgoszczy, Olsztynie, Opolu i Toruniu. 15 marca w Gdańsku odbyła się największa w skali kraju manifestacja. Udział w niej wzięło 20 tys. osób. 1 maja 1968 roku miała miejsce manifestacja we Wrocławiu.

W kilka dni po wydarzeniach 8 marca odbyło się zebranie aktywu spoleczno-politycznego w Komitecie Wojewódzkim PZPR, na którym podjęto decyzję o zorganizowaniu „masówek” w zakładach pracy. Ich uczestnicy domagali się ujawnienia i ukarania wszystkich winowajców awantur, oczyszczenia PZPR z „syjonistów, rewizjonistów i kosmopolitów” oraz wyrażali poparcie dla Władysława Gomułki. Powszechnie używanymi hasłami podczas tych spotkań były: „Literaci do pióra, studenci do nauki”, „Syjoniści do Syjonu”, „Syjoniści do Dajana”, „Oczyścić partię z syjonistów”. Ale najbardziej znane, bo błędne, było: „Syjoniści do Syjamu”. Syjam to obecna Tajlandia. Wiece były transmitowane przez telewizję. Tak więc zadbano o to, by marginalne wydarzenia utrwaliły się w powszechnej świadomości.

19 marca odbył się więc w Sali Kongresowej. Główne wystąpienie należało do Gomułki. Przemawiał przez dwie godziny. Stwierdził, że prawdziwe podziały nie przebiegają na linii robotnicy-studenci, lecz pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami socjalizmu. Potępił liderów protestu, a pozostałych nazwał „nieświadomymi”. Skrytykował „Dziady” i zaatakował Związek Literatów Polskich. Skrytykował Stefana Kisielewskiego, Janusza Szpotańskiego i Pawła Jasienicę.

Odnosząc się do wiecu na Uniwersytecie Warszawskim stwierdził, że winnymi byli studenci pochodzenia żydowskiego. Podzielił też obywateli Polski pochodzenia żydowskiego na trzy grupy: nacjonalistów, kosmopolitów i tych, którzy uznali Polskę za jedyną ojczyznę. Nacjonalistom, jak stwierdził, jest gotów wydać paszporty emigracyjne. Jako przykład kosmopolity podał Antoniego Słonimskiego, który jeszcze w 1924 roku stwierdził, że nie czuje się ani Polakiem, ani Żydem. Co do trzeciej grupy, to stwierdził, że jedynym miernikiem oceny obywatela polskiego jest jego postawa wobec ustroju socjalistycznego oraz żywotność interesów Polski i Polaków.

A więc pojawił się już pierwszy sygnał, że coś się zaczyna w tej polityce zmieniać. Już nie wszyscy Żydzi są źli, tylko syjoniści. Co więcej, są nawet dobrzy Żydzi, którzy pracują dla dobra Polski.

21 marca Politechnika Warszawska ogłosiła 48-godzinny strajk okupacyjny, a na Uniwersytecie Warszawskim odbył się kolejny więc. Zwolniono kilku profesorów i docentów. 28 marca odbył się ostatni wiec. Po nim władze uczelni skreśliły z listy studentów 34 osoby i zawiesiły w prawach studenta kolejne 11. Pod koniec marca rozwiązano wydziały Ekonomii i Filozofii, cały trzeci rok na Wydziale Matematyczno-Fizycznym oraz psychologię na Wydziale Pedagogicznym.

Osoby pochodzenia żydowskiego usuwano nie tylko z uczelni. Z PZPR wyrzucono ponad 8 tysięcy członków, zwalniano z SB i MO, z urzędów centralnych i terenowych, administracji państwowej, wojska, mediów, oświaty, służby zdrowia i środowisk naukowych. Za tą akcją stała przede wszystkim frakcja „Partyzantów”, widząca w rozrzedzeniu dotychczasowych struktur rządzących szanse na awans.

5 maja dochodzi do spotkania Gomułki z egzekutywą Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Warszawie. Gomułka podczas przemówienia stwierdza, że wystąpiło szereg wypaczeń, że jedna sprawa to praca, a druga polowanie na Żydów. Co do działań aparatu partyjnego, w rozmowie z Józefem Kępą, stwierdza: „To jest niedopuszczalne w Partii. Jeśli Partia ma być antysemicka, to ja mam w dupie taką partię!” Podczas spotkania kierownictwa partii z Sekretariatem KC (29 maja) Władysław Gomułka poleca zakończyć akcję rozliczeniową. 24 czerwca na zlecenie władz cenzura wprowadziła zalecenie, by zaniechać kontynuowania kampanii.

W czerwcu egzekutywa Komitetu Wojewódzkiego partii w Warszawie kieruje do swoich członków list, w którym stwierdza:

„W słusznym dążeniu do poprawy sytuacji kadrowej wystąpiły jednak pewne nieprawidłowości oraz miały miejsce nietrafne i niesprawiedliwe decyzje. (…) Trzeba zwrócić uwagę, że wystąpiły próby wykorzystania sytuacji dla przeprowadzenia porachunków osobistych, dało sobie znać niepotrzebne zacietrzewienie, gromadzenie różnymi metodami i za wszelką cenę tzw. dowodów i argumentów, niekiedy z odległej przeszłości zamiast odpowiedzialnej i rzeczowej oceny (…) (…) Miały miejsce pożałowania godne wypadki przedstawiania świadectwa chrztu jako dowodu polskości. Podejrzenie, iż dany towarzysz jest pochodzenia żydowskiego, było dla niektórych ludzi faktycznym powodem szerzenia różnego rodzaju, częstokroć niesprawdzonych zarzutów. Te z gruntu obce naszej partii metody postępowania, wymagające zdecydowanego potępienia, były niejednokrotnie stosowane przez elementy skorumpowane, pragnące „odegrania się” (…). Partii naszej obce są wszelkie próby wartościowania ludzi według narodowości, obcy jest wszelki nacjonalizm, wszelki rasizm. (…) W procesie politycznego ożywienia wypłynęli tu i ówdzie różni „sezonowi aktywiści”, poszukujący dla siebie taniego poklasku chociażby za cenę krzywdzenia niewinnych ludzi, szerzenia nacjonalizmu i wypaczania sensu naszej polityki.”

W latach 1968-1969 wyemigrowało z Polski około 15 tys. Żydów bądź osób pochodzenia żydowskiego. Wśród nich było m.in. około 500 pracowników naukowych, około 1000 studentów, a także dziennikarze, filmowcy, pisarze i aktorzy. Wyjechało również około 200 byłych pracowników bezpieczeństwa i informacji wojskowej, odpowiedzialnych za zbrodnie stalinowskie. Tak podaje portal DZIEJE.PL.

Cała akcja trwała więc od czerwca 1967 roku do czerwca 1968 roku. Niewątpliwie kierowała tym partia, bo robotnicy, sami z siebie, nie zorganizowaliby wieców w zakładach pracy i w godzinach pracy. Ich udział miał utwierdzić w przekonaniu, że Polacy są antysemitami. Zdjęcie „Dziadów” również było wyreżyserowane, co wyżej uzasadniłem. Dało to pretekst do wywołania protestów i pojawili się niezawodnie Komandosi, którzy już od 1965 roku zdobywali doświadczenie. Do robienia w partii za antysemitów wykorzystano Partyzantów Moczara. Protesty studenckie stały się okazją do usuwania studentów i kadry profesorskiej.

I nagle 5 maja 1968 roku następuje odwrót od dotychczasowej polityki i Gomułka stwierdza, że jeśli Partia ma być antysemicka, to on ma w dupie taką partię. A rok wcześniej sam nazwał Żydów cieszących się ze zwycięstwa Izraela nad krajami arabskimi piątą kolumną.

Ktoś, faktycznie rządzący, uznał, że cel został osiągnięty. A poza tym trzeba było skoncentrować się na innych zadaniach. Trwała Praska Wiosna, zainicjowana przez słowackiego Żyda Aleksandra Dubczeka. Zapewne planowano już inwazję na Czechosłowację, a Polska, choć „antysemicka”, miała brać udział w tej bezsensownej operacji, bo tam nic szczególnego się nie działo. Tak jak w Polsce, preteksty wystrugane z kija.

Gomułka, podobnie jak w 1956 roku, dobrze służył Żydom. Początkowo udawał patriotę i mówił o piątej żydowskiej kolumnie, a rok później stał się ich obrońcą.

Najprawdopodobniej uznali oni, że swój cel osiągnęli i że trzeba zakończyć tę maskaradę. Kilkanaście tysięcy Żydów uzyskało status uchodźców politycznych na Zachodzie i mogli tam osiedlić się. Czy chodziło tylko o polepszenie losu poszczególnych jednostek? Po co im była potrzebna ta antysemicka kampania?

10 czerwca kończy się wojna sześciodniowa, a 19 czerwca Gomułka już wie, że Żydzi w Polsce działają na szkodę państwa. Związek przyczynowo-skutkowy obu wydarzeń jest wyraźny. Trudno jednak sobie wyobrazić, by wojna sześciodniowa została wywołana po to, by rozpocząć w Polsce akcję antysemicką.

Zapewne tym, co najmocniej spaja żydowską społeczność, jest antysemityzm. Po Marcu obraz Polski jako kraju antysemickiego utrwalił się w Europie i na świecie. Dla Żydów mieszkających w Polsce było to korzystne. Do dziś Marzec 68 to dla nich koronny dowód na polski antysemityzm. Sami to wszystko zrobili, wykorzystując swoją pozycję w państwie i w PZPR, a winą obarczyli Polaków.

A Polacy? Czy trudno dotrzeć do dokumentów, które wyjaśniłyby, w jaki sposób wszyscy ci ludzie byli zwalniani, a może nie zwalniani, tylko sami wyrażali zgodę na rozwiązywanie umów o pracę, zachęcani perspektywą lepszego życia na Zachodzie. Najwyraźniej trudno, bo pewnie Polacy nie mają dostępu do tych dokumentów. Przeszłość, jak powiedział Norwid, to dziś, tylko cokolwiek dalej. Ten rządzi teraźniejszością, kto ma dostęp do przeszłości.

Wiesław Liźniewicz
https://bb-i.blog/

Ceny prądu będą rosły przez dekadę

Ostatnie ceny prądu są wyższe od ubiegłorocznych o blisko 10 procent. To jednak nie koniec podwyżek. Pełnomocnik rządu do spraw energetyki Piotr Naimski twierdzi, że opłaty będą rosły do 2030 roku z powodu coraz wyższych opłat za emisję dwutlenku węgla, narzucanych krajom członkowskim przez Unię Europejską.

Cała „transformacja energetyczna” ma natomiast kosztować Polskę nawet bilion złotych.

[Ale za to jesteśmy w Jewropie i możemy współdecydować o sobie – admin]

– Prąd podrożeje i prąd drożeje, widzimy to. W tym roku w stosunku do roku ubiegłego prąd, niestety, dla naszych odbiorców musiał zdrożeć o około 10 procent. To jest około 8 złotych miesięcznie – mówił Naimski w rozmowie z radiem RMF FM. To nie koniec podwyżek. Ceny będą rosły cały czas do 2030 roku. Po tym czasie rządzący szacują natomiast, że zaczną one spadać.

Wszystko z powodu unijnego systemu opłat za emisję dwutlenku węgla. Bruksela realizując politykę „Europejskiego Zielonego Ładu” narzuciła państwom członkowskim konieczność płacenia coraz wyższych kwot za możliwość korzystania z energetyki węglowej. Naimski przyznaje jednocześnie, że rząd Mateusza Morawieckiego nie wie nawet, jakie owe ceny będą w najbliższej przyszłości.

[A po co jemu to wiedzieć? – admin]

Konieczne będzie więc inwestowanie w nowe źródła energii. W najbliższym czasie zamykane będą więc elektrownie węglowe powoli i tak wyczerpujące możliwości swojego funkcjonowania [?? – admin]. Sam proces wygaszania energetyki węglowej jest natomiast rozłożony na kilkadziesiąt lat. Alternatywą mają być wszelkiego rodzaju odnawialne źródła energii, a także budowa elektrowni atomowych.

[I bateryjki 1.5 Volt – admin]

Realny termin przysłowiowego wbicia pierwszej łopaty pod elektrownią atomową to 2026 rok. Pierwszy reaktor miałby zaś być ukończony w 2033 roku.

Tak zwana „transformacja energetyczna” będzie tym samym niezwykle kosztowna. Naimski w wywiadzie przyznał, że łącznie Polacy mogą zapłacić za nią „od 700-800 miliardów złotych do 1 biliona i więcej”.

Sama realizacja unijnych planów w elektroenergetyce to koszt 450 miliardów złotych do 2045 roku. Większość pieniędzy ma pochodzić z budżetu krajowego, a tylko część z funduszy z UE.

Na podstawie: tvp.info, tvn24.pl.
http://autonom.pl

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Szukaj...