wtorek, 13 lutego 2024

„agonia globalizmu”

 „agonia globalizmu”

Wydaje się nieuchronna. Ich system finansowy się wali, w końcu ile można manipulować stopami procentowymi ? W 2008 jeszcze jakoś udało się problem zaklajstrować, wyciszyć, głównie dzięki współdziałaniu publiczności. Plandemia też pozwoliła najbogatszym (którym nigdy nie dość) nieźle zarobić. Bo ludzie zawsze mają nadzieję, że jakoś to będzie. Teraz zaczyna do nich docierać, że może nie być. Wielu idiotów liczyło na elity, że une to takie mundre som, dobrze chcom i cuś wymyślą. Teraz elity wykonują nerwowe ruchy, a ich panika udziela się masom. W Holandii ponoć zaczęli straszyć ludzi wojną i ludzie się faktycznie wystraszyli. Myślę, że właśnie po to tak usilnie próbują sprowokować Putina, żeby użył atomicy. Wtedy byłoby im łatwiej podkręcić histerię (dzisiaj Lwów – jutro Haga, w każdej chwili ruskie rakiety mogą spaść na was), a jednocześnie wymigać się od odpowiedzialności (bo winne są czynniki zewnętrzne, nie my, broń Boże). Najpierw „wirus wymknął się z chińskiego laboratorium” albo z jakiegoś targu mięsnego i zaatakował świat (nie nasza wina – my robiliśmy co mogliśmy, żeby was ratować) i to ludziska kupili, potem Putin oszalał i zaatakował ni z tego, ni z owego pokojowy, szlachetny Banderland – na to też się publika nabrała. Teraz idą dwutorowo – wojna i nowa zaraza. Bo Putin się uparł i mimo tysiąca prowokacji prowadzi staroświecką wojnę pozycyjną na ograniczonym terenie. No może jeszcze da się ruszyć Persów, więc Hansy, Johny, Jean-Pierry, Larsy czy Timy będą się obawiać ataku irańskich rakiet czy dronów albo zamachów Hamasu, ale zaraza najlepsza. Tylko że najlepiej straszy się sytych i zadowolonych z życia, a takich jakby coraz mniej. Nędza globalnym psychopatom nie sprzyja, bo w takiej sytuacji człowiekowi już wszystko jedno – nie ma nic do stracenia. Może więc rację ma Vissim – „za długo to przeciągali”.


Poznanianka.

Davos: agonia globalizmu

 

Davos: agonia globalizmu


W dniach 15-19 stycznia w szwajcarskim Davos odbywa się doroczne spotkanie Światowego Forum Ekonomicznego. To forum globalistyczne od dawna zajmuje się głównie kwestiami globalnej polityki, a nie globalnej gospodarki. 

Jak zauważył w Davos Bill Gates, jeden z najbardziej znanych zwolenników „Nowego Porządku Świata”, globaliści borykają się z problemem niedoboru zasobów w głównych obszarach: na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie i w walce ze „zmianami klimatu”.

Ukraina: Wojna trwa

W przeddzień otwarcia forum organizatorzy, na czele z odrażającym transhumanistą Klausem Schwabem, dyskutowali o tzw. ukraińskiej formule pokoju. Oznacza to całkowitą kapitulację Rosji.

Moskwa zapowiedziała, że nie będzie żadnych ustępstw. Po spotkaniu przedstawicieli ukraińskiej delegacji z zachodnimi manipulatorami i Schwabem, Andrij Jermak, szef kancelarii Zełenskiego, odrzucił pomysł rozejmu z Rosją. „Wybór jest prosty: albo przegramy i znikniemy, albo wygramy i będziemy żyć dalej” – powiedział Jermak na swoim prywatnym kanale na Telegramie.

Globaliści i administracja Bidena, reprezentowana w Davos przez specjalnego wysłannika USA ds. odbudowy gospodarczej Ukrainy – Penny Pritzker i zastępcę sekretarza stanu USA ds. europejskich i euroazjatyckich – Jamesa O’Briena, podnoszą stawkę i demonstrują chęć walki do ostatniego Ukraińca.

O potrzebie utrzymania wsparcia wojskowego dla Ukrainy mówiła także przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Na tym tle wypowiedzi światowych mediów, że niektórzy przedstawiciele biznesu i rządów w Davos deklarują potrzebę rozejmu na Ukrainie, przedstawia się jako oczywistą dezinformację.

Choroby X

Znaczne poruszenie wywołała dyskusja na forum globalistycznym na temat nowej choroby hipotetycznie zagrażającej ludzkości. Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus powiedział, że świat jest zagrożony „chorobą X”.

„Choroba X cieszy się dużym zainteresowaniem. Ale to nic nowego. Po raz pierwszy użyliśmy tego terminu w 2018 roku. Istnieją nieznane choroby, które mogą wystąpić. Pytanie brzmi „kiedy”, a nie „czy””, powiedział podczas przemówienia na Globalist Forum w Davos.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) jest jedną z kluczowych instytucji, które kierują globalną agendą i służą interesom dużych firm farmaceutycznych. Oświadczenie Ghebreyesus sugeruje, że globaliści uważają doświadczenia z pandemią COVID-19 za pozytywne i przygotowują grunt dla nowej pandemii, odpowiednich ograniczeń i środków kontroli oraz globalnej regulacji.

Dyskusja na temat „choroby X” w Davos może być postrzegana jako groźba użycia broni biologicznej.

Procesy geopolityczne są jednak takie, że nawet uwolnienie nowych patogenów doprowadziłoby do dalszej fragmentacji świata, a nie do „globalnej solidarności”. Być może uda im się nałożyć na Zachód nowe restrykcje policyjne i sanitarne.

Ekologiczne szaleństwo oligarchów

Agenda ekologiczna i walka ze zmianami klimatycznymi pozostają jednym z najważniejszych tematów nowego Davos. Elity zachodnie postrzegają histerię klimatyczną jako jeden ze sposobów na oszukanie narodów i zjednoczenie ich wokół fałszywego celu, ponieważ zachodnia cywilizacja od dawna nie jest w stanie zaoferować prawdziwych pozytywnych celów rozwojowych.

Agendzie ekologicznej z Davos towarzyszyły różne propozycje. W szczególności współpracownik Grety Thunberg i dyrektor generalny międzynarodowej organizacji „Stop Ekocydii” – Jojo Mehta, podczas wtorkowej debaty na WEF w Davos pod tytułem „Gdzie natura spotyka się z konfliktem” wezwał do wprowadzenia nowej międzynarodowej kategorii karnej „ekocyd”. Jej zdaniem rolnicy i rybacy, którzy szkodzą środowisku naturalnemu, powinni być sądzeni przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze.

Z kolei specjalny przedstawiciel prezydenta USA ds. klimatu John Kerry oświadczył, że wyniki wyborów prezydenckich w 2024 roku nie wpłyną na politykę „transformacji energetycznej” w USA. „Ta rewolucja gospodarcza trwa i jest o wiele większa niż jakikolwiek polityk, jakakolwiek osoba” – podkreślił Kerry.

Tak zwane normy ekologiczne umożliwiają redystrybucję bogactwa i zasobów na korzyść elit biznesowych lojalnych wobec demokratów. Według Kerry’ego działania administracji Bidena, porozumienia z biznesmenami i stanowisko gubernatorów wielu stanów są takie, że nawet jeśli Amerykanie wybiorą nowego prezydenta, nie będzie on w stanie niczego zmienić. To tak, jakby USA były oligarchią.

Cenzura i kontrola

Na początku forum w Davos przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wezwała do zacieśnienia współpracy między rządami i prywatnymi przedsiębiorstwami w celu wprowadzenia cenzury technologicznej w obliczu „dezinformacji na skalę przemysłową”.

Von der Leyen powiedziała, że walka z dezinformacją jest „ważniejsza niż kiedykolwiek”, ponieważ rok 2024 będzie największym rokiem wyborczym w historii świata, w którym udział w wyborach weźmie 41% ludności świata, czyli około 3,2 miliarda ludzi, z czego ponad 450 milionów w UE.

„Dezinformacja” w krajach zachodnich oznacza alternatywny pogląd na wydarzenia w kraju i na świecie, który różni się od głównego nurtu. Ci, którzy się do niego przyznają, są określani jako agenci Rosji, Chin, Iranu, zwolennicy teorii spiskowych i niebezpieczni ekstremiści. Rozpowszechnianie alternatywnych poglądów jest karane. Jednak w związku z rosnącą nieufnością do mainstreamowych mediów zachodnie elity są zmuszone wymyślać nowe sposoby kontroli informacji.

UE rozszerzyła już swoje uprawnienia w zakresie kontroli informacji, przyjmując pod koniec 2022 r. ustawę o usługach cyfrowych (DSA). Od lutego firmy i serwisy społecznościowe mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 6 proc. globalnych przychodów, jeśli nie będą przestrzegać ograniczeń dotyczących „mowy nienawiści”.

Bliski Wschód

W Davos odbyła się również gorąca debata na temat sytuacji w Palestynie i w regionie Morza Czerwonego. USA próbowały rozszerzyć koalicję antyjemeńską, ujawniając, jak szkodliwa jest działalność dla światowego handlu.

Doradca prezydenta USA Jake Sullivan nie odniósł sukcesu. Katar ostrzegł, że napięcia i kryzys na Morzu Czerwonym nie zostaną rozwiązane bez rozwiązania trwającej izraelskiej wojny w Strefie Gazy. Podkreślił, że społeczność międzynarodowa musi uznać „prawdziwy problem” i jego główną przyczynę. Brytyjskie apele do Iranu o wywarcie presji na Huti są bezskuteczne.

Nowy porządek

W przededniu Forum w Davos Klaus Schwab powiedział: „Mamy do czynienia z podzielonym światem i rosnącymi sprzecznościami społecznymi, które prowadzą do powszechnej niepewności i pesymizmu. Musimy odbudować wiarę w naszą przyszłość, wychodząc poza ramy zarządzania kryzysowego, eliminując pierwotne przyczyny obecnych problemów i wspólnie budując bardziej obiecującą przyszłość”.

Za tą retoryką kryje się zamiar zachowania samych fundamentów rozpadającego się światowego porządku opartego na hegemonii Zachodu. Jak przyznał w Davos Jake Sullivan, globaliści uważają za główne zagrożenie płynnego przejścia do Nowego Porządku Świata „rosyjską agresję”. Dlatego umowy z globalistycznymi elitami są niemożliwe.

ДАВОС: АГОНИЯ ГЛОБАЛИЗМА 19.1.2024 katehon.com.

Marek-M
https://memron.neon24.net

RUCHOL pisze

 Ten „wasz” polski Bodnar czyli Rzecznik Praw Obywatelskich a obecnie Minister chyba Sprawiedliwosci to Banderowiec czystej wody jak i v-ce minister Spraw Zagranicznych Ukrainy niejaki Wasyl Bodnar na filmiku ponizej. Nawet хuje rezuny do siebie podobne sa jak dwie krople wody. Pewnie tego samego bandyte wolynskiego za ojca mieli albo co najmniej kuzynami sa wiec gardla polaczkom podcinac czy ich kaplanom to te sotniki na pewno i lubia i potrafia ?

Василь Боднар заступник міністра закордонних справ.

A tak dla przypomnienia wyglada „wasz” Bodnar czyli RPO Prezes i teraz Minister chyba Sprawiedliwosci.
Samo nazwisko „bodnar” ma bialorusko-ukrainskie pochodzenie – jak pisze profesjonalny rosyjskojezyczny portal zajmujacy sie etymologia nazwisk i oznacza stary wymarly juz zawod bednarza.
Artykul napisalem w 2018 w czerwcu ale sadze ze tam jest tylko sie „przyczail” ze znanych wzgledow…No i zostal Ministrem chyba Sprawiedliwosci…..

Powiedz NIE imigracji, czyli o interesach genetycznych miejscowej populacji

 Powiedz NIE imigracji, czyli o interesach genetycznych miejscowej populacji

Świadomi rasowo Biali są często sfrustrowani tym, że ludzie pochodzenia europejskiego nie rozumieją prostego faktu, który inni uważają za pewnik. Mianowicie że to normalne, iż grupa etniczna lub rasa dąży do przetrwania i unika wysiedlenia przez inne. W przeciwieństwie do ludzi innych ras, Biali wydają się wymagać jakiegoś obiektywnego, a nie subiektywnego powodu przetrwania.

Aktywiści od dawna mieli nadzieję, że szanowany i uznany naukowiec zaoferuje obiektywne, naukowe uzasadnienie dla obrony przez białych ich własnych interesów etniczno-rasowych.
Jednakże, jedna z takich publikacji naukowych została napisana prawie dwie dekady temu.

Dr Frank Salter z Towarzystwa im. Maxa Plancka opublikował w recenzowanym czasopiśmie Population and Environment, w tomie 24, numer z listopada 2002 r., artykuł zatytułowany Estimating Ethnic Genetic Interests – Is it Adaptive to Resist Replacement Migration? I jest to najważniejszy dostępny dzisiaj wkład intelektualny do badań etniczno-rasowych.

https://varapanyo.blogspot.com/2022/08/powiedz-nie-imigracji-czyli-o.html?m=1

O czym warto pamiętać:

Strategicznie tworzona imigracja jako broń wojenna

Wbrew obiegowej opinii faktem jest, że instrumentalna eksploatacja przepływu ludności nie jest ani nowym, ani szczególnie niezwykłym zjawiskiem. Wykorzystanie tego zjawiska ma raczej długą, wpływową i często pełną sukcesów historię, obejmującą zarówno czasy wojny, jak i pokoju, i jest stosowane przez podmioty państwowe, jak i niepaństwowe.Co więcej, pomimo powszechnego przekonania, że ​​większość migracji to po prostu niezamierzone konsekwencje spowodowane przez człowieka lub naturalne katastrofy humanitarne – na przykład wojny, powodzie, klęski głodu – w rzeczywistości większość z nich powstaje w bezpośrednim wyniku decyzji politycznych podejmowanych przez suwerenne państwa, często do konkretnych celów politycznych i/lub militarnych.

Z książki Strategic Engineered Migration as a Weapon of War – K. M. Greenhill

Obcy we własnym kraju

 

Obcy we własnym kraju


Alarmujące wieści ogłosiła niedawno służba prasowa partii Forum voor Democratie (Forum dla Demokracji – FVD).

Na skutek wieloletniej masowej imigracji rdzenni mieszkańcy Holandii stali się mniejszością w największych miastach swojego kraju.

Holendrzy muszą się integrować z… imigrantami

„W Amsterdamie, Rotterdamie i Hadze – przekonuje serwis informacyjny FvD – osób pochodzenia holenderskiego jest już mniej niż 46 procent. Ta nowa demograficzna rzeczywistość powoduje gigantyczne konsekwencje.

Prasa zastanawia się teraz głośno, dlaczego Holendrzy nie integrują się ze ‘społeczeństwem wielokulturowym’. Nie, to nie pomyłka. Stosunki demograficzne pogorszyły się do tego stopnia, że to od Holendrów oczekuje się, żeby to właśnie oni integrowali się z przytłaczającym chaosem obcych kultur, a nie odwrotnie”.

Nawoływanie Holendrów do integracji z nieustającym napływem cudzoziemców przedstawiciele FvD nazywają światem postawionym na głowie. I jednocześnie przestrzegają: „Nieuchronnie do tego dojdziemy, jeśli Holendrzy nie przestaną głosować na krótkowzroczne, nieodpowiedzialne partie jak VVD (neoliberalna formacja premiera Marka Rutte – przyp. K.D.). Kłamstwa i twarda retoryka stosowana przez VVD na potrzeby kampanii wyborczej, nie są już w stanie przesłaniać prawdy o ogromie szkód, jakie ta partia wyrządziła wpuszczając do naszego kraju miliony imigrantów. Liczby nie kłamią”.

Niderlandzka mniejszość

Liczby nie kłamią… To prawda. I właśnie w oparciu o nie FvD zarysowuje pesymistyczne prognozy: „Zostało niewiele czasu, aby odwrócić ten trend. Za chwilę dojdziemy do miejsca bez powrotu. A wtedy zamiana ludności będzie uskuteczniona. Zostaniemy mniejszością nie tylko w każdym mieście, ale również i na wsi i utracimy swój kraj. Będziemy mogli rozpocząć ‘integrację’ z obcym nam państwem położonym na naszej ziemi i jedynie zdać się na łaskę nowej demograficznej większości”.

Jedną z gazet do których w omawianej publikacji odnosi się FvD jest establishmentowy dziennik „Trouw”. W artykule Ludzie bez imigranckich korzeni są nową mniejszością i nie integrują się przytacza on statystyki, z których wynika, że zaledwie jeden na trzech nie ukończywszych piętnastego roku życia mieszkańców Amsterdamu jest dzieckiem rodziców urodzonych w Holandii.

Plan globalistów

W rzeczywistości struktura narodowościowa społeczeństwa holenderskiego – z punktu widzenia ludzi zatroskanych o losy ojczyzny – kształtuje się o wiele niekorzystniej. Uzasadnieniu powyższej tezy służą dane ujęte w cytowanej enuncjacji dziennika „Trouw”: „Osoby bez podłoża imigracyjnego niekoniecznie są białe, chociaż faktycznie stanowią one największą grupę. Urodziły się one w Holandii, podobnie jak ich rodzice. Są wśród nich osoby będące imigrantami w trzecim pokoleniu”.

Prowadzona na naszych oczach operacja „odholendrowywania” Holandii nie jest bynajmniej polityką wdrożoną wyłącznie dla najliczniejszego z państw Beneluxu.

Jawi się ona raczej komponentem sterowanego przez globalistów procesu „rozrzedzania” tradycyjnych narodów potężnymi injekcjami przybyszów z „ciepłych krajów”. Skutki tego procesu zaobserwować można we wszystkich metropoliach europejskiego Zachodu. Zaczynają być one widoczne również i u nas. Proces ten wymaga pogłębionej, rzetelnej analizy. A wnioski z niego płynące powinny stać się zarzewiem różnorakich refleksji.

PiSowskie multi-kulti

Przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego. W tej sytuacji szczególnej wymowy nabiera fakt, iż większość z przesiąkniętych patriotycznymi uczuciami wyborców nawet nie podejrzewa, że taką samą multikulturową „idyllę” – poczucie bycia obcym we własnym kraju – planowali zgotować nam niezłomni obrońcy polskości i narodowej tożsamości, żarliwi orędownicy katolickiej wiary przodków oraz rodzimych tradycji i obyczajów z PiS.

Owe pisowskie sorosięta (wykonawcy forsowanej przez George’a Sorosa koncepcji rozrywania więzi łączących narodowe wspólnoty) zamierzały „ubogacać kulturowo” Polskę porażającym swą liczbą kontyngentem imigrantów z krajów Trzeciego Świata. Kontyngentem – jak głosi oświadczenie jednego z funkcjonariuszy tej partii – „nie mniejszym niż 400 tysięcy osób rocznie”. Gwoli uzupełnienia dodajmy, że pokaźna ilość przyjezdnych miała zostać rekrutowana z obszarów objętych wpływami islamu.

P.S. Ponadto uważam, że „Imperium Dobra” powinno natychmiast uwolnić Juliana Assange’a!

Karol Dwornik
https://myslpolska.info/

Biali i puszyści

 

Biali i puszyści


W natłoku różnych spraw, które miały miejsce w miesiącu styczniu br. niepostrzeżenie umknął uwadze ważny wywiad z premierem, panem Donaldem Tuskiem z dnia 12 stycznia 2024 roku.

Zadałem sobie trochę trudu, aby spisać mozolną wypowiedź pana premiera Donalda Tuska, bezpośrednio z jego wywiadu, umieszczonego na jego oficjalnym kanale na YouTube, ponieważ jak mniemam zasługuje ona na uwiecznienie i uważną analizę.

Dokonałem transkrypcji jego wypowiedzi łącznie z dźwiękami, które raczył był z siebie wydawać pan premier, w trakcie odpowiedzi, co w mojej ocenie, niezwykle ubogaca jego błyskotliwą wypowiedź dla mediów.

Pod ramię z Dudą do Kijowa

Jest to niezwykle ważny wywiad, ponieważ pan premier z ogromną szczerością, ujawnił clou polityki zagranicznej jego rządu na chwilę obecną. Polityki mającej zasadniczy wpływ na nasze bezpieczeństwo. Na bezpieczeństwo Polski.

Ma to miejsce od 55 minuty do 59, przedmiotowego wywiadu. Od momentu, gdy premier Donald Tusk odpowiada na pytanie dziennikarza Piotra Witwickiego z Polsatu (i Interii): „Panie premierze, czy pan w relacjach z Ukrainą wyobraża sobie kontynuację tego, co robiło Prawo i Sprawiedliwość, czy potrzebny jest tutaj nowy początek i jak Pan zamierz pomagać Ukrainie dziś?”.

Tusk: „Tu są dwa wymiary naszych relacji z Ukrainą. Jeden mam nadzieję, że tutaj zzz, yyyy, mmm, konsensus czy taka wspólna przestrzeń yyyy, przynajmniej z prezydentem będzie możliwa, czy nawet dość oczywista. PiS co prawda, w ostatnich miesiącach kampanii, yyyy próbował zagrać antyukraińską nutą. Pamiętacie to państwo i… No bo ludzie w Polsce też są trochę zmęczeni ta, ta fatyga! Wojną ukraińską…. (P. Witwicki: Też nie możemy ukrywać, że też postawa Ukrainy się zmieniła). Tak ale, mmmyy, bbbyyy, tylko dokończę tą myśl, ja bym, ja w życiu nie pozwolę żeby ktokolwiek w moim rządzie chciał budować swoją pozycję na jakimś takim yyy, yyy, antyukraińskim yyy, sentymencie, bo w kwestii wojny i naszego zaangażowania i całego świata Zachodu na rzecz Ukrainy w konfrontacji z Rosją, tu nie może być żadnych wątpliwości i…”.

Nie możemy być poszkodowani?

„Nie dla… i, znaczy każdy polski patriota musi bezwzględnie uznawać te racje. Ukraina yyy, w wojnie z Rosją potrzebuje naszej i całego świata, wolnego świata, pomocy, bo to nie jest slogan, bo tak naprawdę póki Ukraina walczy z Rosją, póty my jesteśmy względnie bezpieczni. Jeśli – odpukać – miałoby się tak zdarzyć, że z powodu tej fatygi, właśnie tego zmęczenia, czy po zwycięstwie na przykład Trumpa (Donalda Trumpa), w Stanach Zjednoczonych. Czy po zwycięstwie niektórych sił politycznych typu Orban (premier Węgier – Viktor Orbán) w innych krajach europejskich, yyyy, myy… Żeby, jak by postawić kropkę nad ‘i’.

No my w każdej sytuacji, polskim zadaniem będzie przeciwstawiać się temu yyy, temu yyy, zniechęceniu się jeśli chodzi o pomoc Ukrainie. Na szczęście ja w tej chwili iyyy, intensywnie pracuję z partnerami w Europie, którzy to dobrze rozumieją. Pojawiła się yyy, ciekawa yyy, idea komisarza Brettona (komisarza Thierry Bretona), o funduszu europejskim 100 miliardów euro na wspólne zakupy uzbrojenia. Jest inicjatywa ministra Sikorskiego będziemy ją yyy, propagować w Sanach Zjednoczonych i w Unii Europejskiej, yyy. Yyy, mmm, yyy, dotycząca wspólnych zbrojeń a szczególnie dooo yyyy. Yyy, nie mam żadnej wątpliwości, że Europa musi tutaj stanąć no, no na wysokości zadania i zainwestować bez porównania więcej pieniędzy. Europa jak całość. Bo my sami finansowo nie podołamy. Yyy, na zakupy broni, na zwiększenie możliwości obronnych Europy, bo ta wojna może trwać długo i Rosja przestawiła swoją gospodarkę na gospodarkę wojenną i nie możemy udawać, że, że tutaj nic się nie dzieje.

Więc w tym wymiarze…. Zbrojeń i wsparcia dla Ukrainy w wojnie nie może być żadnego wahania. I mmm, i to jest dla mnie bezdyskusyjne. Istnieje drugi wymiar, to jest yyy, yyy interes polski w tym grup zawodowych choćby przewoźników czy rolników i nie zawsze sprawne działania, czasami yyy, yyy jakaś gra takich nie czystych interesów po obu stronach granicy, czasami po stronie ukraińskiej i tutaj będę oczekiwał… Ja będę bardziej asertywny, na pewno! I będę oczekiwał, i też będąc w Kijowie będę rozmawiał od strony ukraińskiej i żeby pomogła nam wszystkie te patologiczne sytuacje na granicy wyleczyć. Tak, żeby nasi nie musieli blokować, żeby nasi nie musieli strajkować. I po prostu Polacy chcą pomagać Ukrainie, ale nie mogą być z tego tytułu poszkodowani i to w dodatku przez Ukraińców. To jest absurd”.

Wojna ponad wszystko!

Parafrazując wypowiedź pana premiera, jednym zdaniem można rzec – wojna na Ukrainie, ponad wszystko!

Pan premier próbuje nam, Polakom wmówić, że w obecnej chwili polską racją stanu jest wojna na wschodzie, że ewentualnie wygrane wybory w USA przez Donalda Trumpa, który w swej obecnej kampanii wyborczej jako jedno z haseł głosi zakończenie wojny na Ukrainie i wycofanie się z niej przez USA, czy też wystąpienie pokojowych sił w Europie (takich jak na Węgrzech i dodam od siebie na Słowacji) zagraża jej. Zagraża bezpieczeństwu europejskiemu. Pan premier jest zdania, że najważniejsze są zbrojenia, zakupy broni itd..

Ergo: interesy kompleksów militarno-przemysłowych… W sumie nihil novi. Liberaści i atlantyści (zwolennicy integracji Europy realizowanej przez NATO) zawsze tak twierdzili i twierdzą.

Czym żyje Episkopat

Zadziwiające jest to, że skoro pan premier obawia się zagrożenia wojną rzekomo grożącą ze Wschodu to jakoś, nawet półgębkiem nie wspomniał o konieczności rzeczywistego zadbania o bezpieczeństwo Polaków. Chociażby w postaci dokładnej inwentaryzacji i oceny stanu technicznego oraz chociaż częściowego odtworzenia zaniedbanej obecnie infrastruktury, istniejących (w spadku po PRL-u) schronów przeciwlotniczych, które umożliwiłyby przetrwanie ludności cywilnej w razie wojny w dużych miastach, w dużych skupiskach ludności. Skoro on, premier, z uporem godnym lepszej sprawy mówi z mozołem o zagrożeniu wojną ze Wschodu. Skoro de facto na samym wstępie swoich rządów uparcie wmawia nam to zagrożenie…

Uwadze opinii publicznej umknęła też kolejna sprawa sądowa opozycjonisty, działacza pokojowego Wojciecha Olszańskiego, w której to sprawie ma być ogłoszony w dniu 25 stycznia br. wyrok w sądzie w Sosnowcu. Uwadze opinii publicznej umknęło też działanie służb polegające na zastraszaniu działaczki antywojennej z Bielska-Białej, mecenas Katarzyny Tarnawy-Gwóźdź, której dom stał się celem akcji ABW.

Nie jest dla mnie zaskoczeniem. Nie jest dla mnie też dziwne, że dla Episkopatu obecnie bardziej niż bezpieczeństwo Polski i Polaków, ważne jest dobre samopoczucie pewnych pań i ich mężów…

Zawsze biali i puszyści…

Eugeniusz Zinkiewicz
https://myslpolska.info

Grzechy ciągle te same

 

Grzechy ciągle te same


Kiedy zaczęła się degrengolada polskiego sądownictwa, którą obecnie obserwujemy w całej straszliwej postaci, a która – jeśli nikt nie położy kresu temu burdelowi – doprowadzi do obezwładnienia całego państwa – jak to było w wieku XVIII?

W wieku XVIII degrengolada polskiego sądownictwa była może nawet jeszcze większa, niż dzisiaj – czemu znakomite świadectwo wystawia ksiądz Jędrzej Kitowicz w „Opisie obyczajów za panowania Augusta III”.

Czytamy tam m.in.: „W wigilią św. Tomasza już nie było żadnych perorów na ceremonii przystępowali deputaci do przysięgi, którą od nich ziemstwo odbierało, jako sądził według Boga, sumienia i prawa i jako nie brał korrupcyi. Każdy deputat taką rotą przysięgał, ale nie każdy sumieniem spokojnym i głosem wyraźnym wymawiał te słowa. Byli tacy, których kaszel dusił, choć go przed przysięgą i po przysiędze nie cierpieli, usta im bladły i ręka położona na krucyfiksie trzęsła się, jak w paroksyzmie febry. Ile kiedy na niektórych pacjenci przytomni wołali z boku: Bój się Boga, nie przysiegaj, otoś brał korrupcyją, oto te rumaki zaprzężone do karety, oto te bryki załadowane sprzętami, którycheś ze sobą nie przywiózł, wydają cię, żeś przedawał sprawiedliwość! – deputat jednak, choć struchlały na poły, kończył co prędzej przysięgę; a te skończywszy, co tchu siadał do powozu i uciekał z Lublina.”

Dzisiaj, z racji rozdziału Kościoła od państwa i w ogóle – zamierającej wiary w życie wieczne – nikt od sędziów żadnych przysiąg nie wymaga, a gdyby nawet komuś przyszedł taki pomysł do głowy, to na nikim nie robiłoby to żadnego wrażenia.

Jedna z przyczyn lekceważenia solennych przysiąg wywodzi się z komunizmu. Wtedy na przykład każdy żołnierz z poboru składał przysięgę między innymi na „sojusz z bratnią Armią Radziecką i innymi sojuszniczymi armiami” – ale nie sądzę, żeby ktokolwiek traktował to poważnie. Toteż kiedy 13 grudnia ub. roku vaginet Donalda Tuska składał na ręce prezydenta Dudy przysięgę, że „dobro ojczyzny” będzie dla każdego „najwyższym nakazem”, to wszyscy wiedzieli, że to tylko taki pic na wodę, bo prawdziwym programem vaginetu jest „jebać PiS”, zaś „najwyższe nakazy” płyną z niemieckiej BND.

Nawiasem mówiąc, pod pewnym względem za komuny było lepiej, bo jeśli taki jeden z drugim sędzia nie dostał z partii czy bezpieki rozkazu, by w delikwenta zrobił z majestacie prawa marmoladę, to na wszelki wypadek zachowywał się przyzwoicie, bo nigdy nie wiedział, czy stojący przed nim jegomość nie ma przypadkiem mocnych pleców w partii, czy bezpiece.

Owszem, zdarzały się wyjątki, jak na przykład sędzia Andrzej Mogielnicki z Puław, który w stanie wojennym uniewinnił tamtejszych solidarnościowców, postawionych przed sądem za sporządzenie karykatur Leonida Breżniewa. Ale to były wyjątki, podczas gdy regułą było nadawanie formy wyroków życzeniom partii, bezpieki, czy przełożonych wojskowych.

Na przykład sąd Marynarki Wojennej skazał na 10 lat więzienia panią Ewę Kubasiewicz za jedną ulotkę, z którą została złapana na terenie Szkoły Morskiej w Gdyni. Po latach niezawiśli sędziowie przyznali się, że tak im kazał admirał Janczyszyn – ale nie przypominam sobie, by za takową psotę spotkała ich jakaś kara.

Tymczasem na dobry porządek powinni dostać wilczy bilet, podobnie jak ten prezes Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, z którym totumfacki sezonowego marszałka Sejmu, pana Szymona Hołowni, namawiał się na przyjęcie sprawy panów Kamińskiego i Wąsika i na wydanie pięknych wyroków.

Oczywiście nic z tego nie będzie, bo podobno ów pan jest jakimści działaczem sędziowskiej partii politycznej „Iniuria”, czy może „Iustitia”, co w praktyce na jedno wychodzi. Toteż sympatyzujące z tą partią towarzycho, zdalnie kierowane przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, usłużnie roztacza nad członkami tej organizacji nimb płomiennych szermierzy praworządności. Ostatnio zauważyłem, że gardłuje za nimi również pan prof. Andrzej Zoll.

A tak się akurat złożyło, że 30 grudnia zmarł prof. Wojciech Łączkowski, który w latach 1989 – 1997 był sędzią Trybunału Konstytucyjnego, podobnie jak pan prof. Zoll.

W lipcu 1992 roku Trybunał rozpoznawał skargę, jaką obrońcy konfidentów zlożyli na uchwałę lustracyjną Sejmu – że niby jest sprzeczna z konstytucją. Jak wiadomo, Trybunał uznał, że uchwała jest z konstytucją sprzeczna i ją uchylił.

Votum separatum od tego orzeczenia złożył jedynie prof. Wojciech Łączkowski. Chodziło o to, że ustawa o Trybunale Konstytucyjnym pozwalała mu na badanie zgodności z konstytucją ustaw i innych aktów prawnych. Akt prawny ma to do siebie, że jest skierowany do bliżej nieokreślonej liczby adresatów, na ogół – wszystkich obywateli. Tymczasem uchwała lustracyjna Sejmu była poleceniem skierowanym do jednego człowieka – Ministra Spraw Wewnętrznych – żeby dostarczył Sejmowi pewnych informacji. Nie była zatem „aktem prawnym” w rozumieniu ustawy, w związku z czym Trybunał w ogóle nie powinien się nią zajmować. Takie właśnie stanowisko zajął pan prof. Wojciech Łączkowski – ale okazał się jedynym sprawiedliwym w Sodomie.

Ale na tym nie koniec, bo z jakichś powodów, których dzisiaj już nie pamiętam, Trybunał musiał dostać polecenie, żeby sprawę nielegalności uchwały lustracyjnej załatwił na poczekaniu. Najwyraźniej agenci chyba już przestępowali z nogi na nogę z niecierpliwości.

Tak się złożyło, że uczestniczyłem w tej rozprawie w charakterze publiczności. O godzinie 14.30 rozprawa się zakończyła, a pan prof. Zoll poinformował, że ogłoszenie wyroku nastąpi o godzinie 16. I rzeczywiście – o godzinie 16 Trybunał wmaszerował na salę, zasiadł za stołem, a następnie pan prof. Zoll odczytał wyrok oraz … 30 stron maszynopisu uzasadnienia! Kiedy już po wszystkim wychodziłem stamtąd z panem mecenasem Bednarkiewiczem, który stawał na tej rozprawie w imieniu Sejmu, powiedział z goryczą, że gdyby ogłoszenie wyroku Trybunał odroczył chociaż o jeden dzień, to te 30 stron uzasadnienia wyglądałoby trochę przyzwoiciej. Ano, nie da się ukryć, ale widocznie bezpieczniacy nacinęli.

Wspominam o tamtym incydencie nie tylko dlatego, żeby pan prof. Zoll trochę się zreflektował – bo szczerze mówiąc, nie mam na to specjalnej nadziei – ale przede wszystkim dlatego, że wtedy właśnie nasi Umiłowani Przywódcy, a także spora część opinii publicznej – częściowo chyba osobiście tym zainteresowanej – usankcjonowali obecność agentury w strukturach państwa.

A to właśnie agentura, rozpanoszona i bezkarna, doprowadziła w XVIII wieku do obezwładnienia państwa i w konsekwencji – do jego likwidacji, podobnie jak obecnie, uplasowana m.in. w środowisku sędziowskim, pogrąża państwo w anarchii, żeby Niemcy miały łatwiej przerobić Rzeczpospolitą Polską w Generalne Gubernatorstwo.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Szukaj...