środa, 14 lutego 2024

Jeśli już i Diogenes uważał, że „De mortuis nil nisi bene” [„Mów tylko dobro zmarłym”]– to może pomińmy Mussoliniego, Hitlera czy Stalina i zajmijmy sie współczesnymi:

 3 Vipinvestment /Inwestycja 3vip/


Jeśli już i Diogenes uważał, że „De mortuis nil nisi bene” [„Mów tylko dobro zmarłym”]– to może pomińmy Mussoliniego, Hitlera czy Stalina i zajmijmy sie współczesnymi:


Ameryka była w stanie wojny 93% czasu – 222 z 239 lat – od 1776 r


* Żaden prezydent USA nie kwalifikuje się naprawdę jako prezydent czasu pokoju. Zamiast tego wszyscy prezydenci USA mogą być technicznie uważani za „prezydentów wojennych”.


* Stany Zjednoczone nigdy nie przeżyły dekady bez wojny.


* Jedyny okres, w którym Stany Zjednoczone przeżyły pięć lat bez wojny (1935-40) miał miejsce podczas izolacjonistycznego okresu Wielkiego Kryzysu.


https://www.globalresearch.ca/america-has-been-at-war-93-of-the-time-222-out-of-239-years-since-1776/5565946?utm_campaign=magnet&utm_source=article_page&utm_medium=related_articles


U.S. Interventions – 1945 to the Present William Blum

https://www.thirdworldtraveler.com/Blum/US_Interventions_WBlumZ.html


USA zrzucilo 23tysiace bomb w 2015 roku



US Military interventions


Click to access InterventionsList2019.pdf


Laos: Legacy of 80 million unexploded US bombs – CNN

https://edition.cnn.com/2016/09/05/asia/united-states-laos-secret-war/index.html


A teraz o Chinach

Kiedy na kolejnym Zjeździe K. Partii Chin, prez. Xi obiecał zwalczyć biedę w Chinach – to prawie miliard obywateli system chiński wyciągnął z biedy.

Obecne Chiny prowadzą zasady polityki Konfucjusza: harmonii społecznej i usług dla ludności/ community..

W Chinach nie ma bezdomnych ani bezrobotnych.

A teraz proszę sobie wyobrazic Stany Zjednoczone , ze…maja półtora miliarda ludności. Juz teraz mają miliony bezdomnych i bezrobotnych.


Pragnę przypomniec, ze kraje takie jak Chiny, Indie, Iran, Syria a i Egipt -najstarsze kraje świata – znają tajemnice przetrwania – i nie napadają na inne kraje.

Chiny podbijają świat nauką , intelektem i współpracą gospodarczą . Podbijają Afrykę i Azję ..


(Pieniądz nie jest podstawą ekonomii. Tak nas uczyli w PRL na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ważne sa tzw assets i przemysł wytwórczy – majątek materialny)


Wiec proszę nie obrażać Chińczyków – bo nie sa żadnymi żydami Wschodu. Palestyny nie mordują. Syrii nie atakują, ani Libanu


Chinska szkola SunLao

I bardzo polecam starą taktykę wojenną Chin – niejakiego Sun Lao (jest pełno w sieci) – taktykę, którą stosują współczesne Chiny


Natomiast prawdą jest to, ze Chiny ‚małpują Zachód”. Wiem to z wlasnego doświadczenia…ponad 20 lat pracy z chińskimi prawnikami!

Chiny mają bardzo rozwinięty system pracy zespołowej:

Kiedy po raz pierwszy, chyba w latach 70-tych USA zorganizowało Konferencje w Ameryce Pld na temat utworzenia globalizacji- Chiny zwołały wszystkich swoich speców i naukowców, żeby sie zostanowić , jakie korzyści Chinom może przynieść globalizacja.

I tak robią z każdym pomysłem Zachodu:

Dla gospodarki chińskiej i przetrwania narodu – żadna wojna nie tworzy dobrobytu państwa.

Wydumali Chińczycy podbój świata polityką gospodarczą i trafili w slaby punkt USA.

Czasami źle mi sie pracowało z Chińczykami. Mają nieprawdopodobną dyscyplinę społeczną i prace zespołową .

Ale dla dobra narodu.

Banita 

6. Banita

Przepraszam za błąd w kopiowaniu linku :

Miało być:

USA zrzucilo 23tysiace bomb w 2015 roku

I jeszcze to:

Mapka Pentagonu: bazy militarne USA na swiecie



Banita 


7. Banita

Jeszcze raz bardzo, bardzo przepraszam. Okazuje sie, ze podany link ‚USA bombs in 2015’ – już nie działa.

Ale działa inny:


Map shows where President Barack Obama dropped his 20,000 bombs | The Independent | The Independent

https://www.independent.co.uk/news/world/americas/us-president-barack-obama-bomb-map-drone-wars-strikes-20000-pakistan-middle-east-afghanistan-a7534851.html.

Jeszcze raz przepraszam

Banita.

STWORZYLIŚMY FRANKENSTEINA…. (Nixon)

 STWORZYLIŚMY FRANKENSTEINA….

(Nixon)

De mortuis aut bene aut nihil – o zmarłych dobrze, lub wcale, powiada starożytna sentencja łacińska.
Kiedy przed trzema dniami opublikowałem post p.t. KIEDY CWANIACTWO URASTA DO RANGI „PRZYMIERZA Z BOGIEM”…., casus Kissingera rozmyślnie pominąłem.
Jednakże dziś, kiedy zbliża się faza rozstrzygnięć na Ukrainie, gdy wrze w Palestynie istnieje ryzyko, że znów – w imię tumanienia „ciemnego ludu” na tzw „kolektywnym zachodzie” uruchomiona zostanie procedura pokojowego Nobla, i już wyobraźni mi nie starcza komu i za co zostałby wręczony,
Wszak Mussolini, Hitler i Stalin – też byli sugerowani do tej prestiżowej nagrody.
Wszak paniczna i bezładna ucieczka jankesów z pola walki, nieuchronnie nasuwa skojarzenie analogii : „Sajgon 1975, Kabul 2021″ ilustrowana fotografiami amerykańskich śmigłowców. I odpadających od nich ludzi….

A właśnie te momenty klęski Amerykanów dają asumpt do przedśmiertnej uwagi Nixona zawartej w tytule.
Bo to 50 lat temu przywódca świata antykomunistycznego (Nixon) zaoferował największemu żyjącemu zbrodniarzowi komunistycznemu (Mao Zedong) uznanie dyplomatyczne, bazy z bronią atomową, technologie wojskowe oraz sekrety wywiadowcze, które uzupełnione o CHCIWOŚĆ kapitału, wyniosły w kilka dekad Chiny do rangi drugiego mocarstwa świata, na wojnę z którym, w imię obrony porządku zwanego „pax americana” dziś Ameryka prowadzi kolektywny zachód do III wojny światowej.

A przecież już Napoleon, uwięziony na św. Helenie wypowiedział przestrogę : „Nie budźcie Chin, bo gdy się ocknął – świat zadrży”.

Wówczas, w latach 70-tych, po klęsce w wojnie wietnamskiej, gdy Ameryka była w wyraźnej defensywie, gdy zniosła standard złota dla dolara, gdy sprowokowała bliskowschodnią wojnę Jom Kippur dla wykreowania petrodolara, to Kissinger był autorem idei „WYŁUSKANIA” Chin ze światowego systemu komunistycznego, aby tylko i za wszelką cenę – osłabić Związek Sowiecki.

Teraz, po klęsce w wojnie afgańskiej, silnej tendencji do dedolaryzacji świata, oczywistym przesunięciu hegemonii w stronę Azji i nieudanych próbach tzw „odwróconego Kissingera” czyli wyłuskania Rosji z sojuszu z Chinami, w 50 rocznicę Jom Kippur – prowadzone są dwie wojny, o słabych rokowaniach na powodzenie.

Więc rośnie presja na jakiś „honorowy pokój” który się przypisze jakiemuś zbrodniarzowi, i znów pójdzie w świat legenda, że świat od wojny uratował ktoś z kręgu „narodu wybranego przez Boga”.

A o Chińczykach powszechnie się mówi : „Żydzi Dalekiego Wschodu”…..

„Wykiwani” przez Ukraińców

 

„Wykiwani” przez Ukraińców 


Polityczno-prawna dintojra na politycznych przeciwnikach nie jest najlepszym programem politycznym i z zasady jej rachunki płacą obywatele danego państwa.

Tak przynajmniej diagnozują pesymiści, którzy wierzą że dobrze rządzone państwo jest potrzebne obywatelom. Optymiści widzą to inaczej: gdy klasa polityczna zajmuje się sobą i jej głównym (jedynym?) programem politycznym jest wzajemne wyniszczenie, „lud pracujący miast i wsi” korzysta z wakacji od polityków, którzy ponoć szkodzą obywatelom.

Ci sami optymiści również twierdzą, że najgorszym wariantem ewolucji systemu politycznego jest właśnie brak „wojny na górze” i zgodnych rządów całości klasy politycznej (POPiS), bo wtedy obywatele będą żyć w złych czasach. W mediach dominować będzie wówczas ton ze wszech miar optymistyczny („zgoda narodowa”, „stabilne czasy”, itp.), bo przecież obiektywnie nie istnieją wówczas media opozycyjne.

Ma być jednak zachowany jeden wyjątek od wojny na górze, w którym panować ma zgoda między zwaśnionymi stronami naszej sceny politycznej i właśnie dotyczyć ma polityki wschodniej. Nowa większość deklaruje kontynuację pełnego poparcia dla „walczącej (coraz słabiej) Ukrainy” oraz nieprzejednaną wrogość do Rosji.

Część obywateli przyjęła deklarację w sprawie naszego „przywództwa” z nieukrywanym zdziwieniem. Nie dlatego, że przed ponad ośmiu laty „przywództwo” nie eksponowało fobii antyrosyjskich. Wręcz odwrotnie: nie bało się – jak ich prawicowi następcy – „rozmów z Putinem”.

Ale nie to jest najważniejsze. Przecież w tym roku prawdopodobnie nastąpi pełny zwrot w polityce tym razem „światowego przywództwa” w stosunku do Rosji niezależnie od tego, kto wygra wybory za oceanem. Ani Stany Zjednoczone, a już na pewno Stara Europa nie przestawi swojej gospodarki na tzw. wojenne tory niezależnie od tego, jaka będzie dalsza ewolucja konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Najbliższe miesiące wypełnią gorączkowe poszukiwania oficjalnego wytłumaczenia fiasko aktualnego wariantu polityki wschodniej, bo cel w postaci „pokonania Rosji” nie zostanie już osiągnięty. Porażką skończył się również poprzedni cel polityki Zachodu w postaci tzw. odstraszania. Rosja miała przestraszyć się groźnych min nie tylko Sojuszu Atlantyckiego, ale również „światowego przywództwa” i nie zaczynać „pełnoskalowej wojny”. Stało się inaczej i lepiej nie wspominać tej porażki.

Rosji nie „rzuciły na kolana” miażdżące sankcje, nie rozpadła się ze strachu przed „zjednoczonym Zachodem”, a prezydent Putin, mimo wielokrotnych przepowiedni, nie został usunięty przez prozachodnich oligarchów rosyjskich.

Gdy już Ukraińcy wystrzelają cale zapasy zachodniej amunicji i pójdą z dymem dostarczone przez ówże Zachód czołgi, trzeba wymyślić nową doktrynę, która tę porażkę nazwie sukcesem. Oczywiście nikt nie będzie pytał nas o zdanie na ten temat. My i tak poznamy jako ostatni „prawdę nowego etapu”.

Po co więc gorliwie angażować się w poparcie przegranej sprawy? Przecież obywatele naszego kraju dobrze wiedzą, że nasze interesy nie są do pogodzenia z interesami państwa ukraińskiego nie tylko w handlu zbożem i innymi produktami rolnymi oraz transporcie drogowym towarów, lecz również w innych dziedzinach gospodarki. Dziś już wiemy, że wyrzeczenia, do których zmuszano naszych obywateli, nie miały żadnego sensu z perspektywy wyniku konfliktu za naszą wschodnią granicą. Mówię to i piszę od prawie dwóch lat, co przecież wydaje się czymś zupełnie oczywistym.

Czy rządząca większość elastycznie dostosuje się do zmian w polityce „światowego przywództwa”? Zapewne tak, co tylko w pełni potwierdzi jej „demokratyczny charakter” i „przynależność do Zachodu”.

W sumie nie ma jednak większego znaczenia, bo jesteśmy dość egzotycznym peryferium, któremu tylko wydaje się, że o czymkolwiek współdecyduje. Polityczna dintojra w oczach zachodnich mediów jest czymś zupełnie niezrozumiałym i obcym, bo przypomina ekscesy w bananowych republikach. „Pisowskie rządy” zostały zdradzone przez władze w Kijowie („wykiwali nas”). Również nowa władza chce mieć tu swoją szansę na sukces.

Witold Modzelewski
https://myslpolska.info

Burdel przed pożarem

 

Burdel przed pożarem


Najwyraźniej minister sprawiedliwości, pan Adam Bodnar musiał dojść do wniosku, że jak jeszcze trochę potarza pana prezydenta Dudę w smole i pierzu, to może przytrafić mu się brzydka sprawa. 

To znaczy – nie tyle może jemu, co Mariuszowi Kamińskiemu, który akurat trafił na oddział ratunkowy szpitala w Radomiu z powodu problemów kardiologicznych, a w dodatku niezawisły sąd nakazał karmić go pod przymusem, żeby nie umarł z głodu. To wszystko jednak stwarza ryzyko, że Mariusz Kamiński tak czy owak umrze, a wtedy nad panem Bodnarem zaczęłyby gromadzić się czarne chmury.

Można bowiem bezkarnie „j…ć PiS” i niezawisłe sądy – ale do czasu, kiedy pojawi się pierwszy trup. Wtedy premier Donald Tusk zaraz by sobie przypomniał, że przecież wcale nie kazał panu ministrowi Bodnarowi tarzać pana prezydenta w smole i pierzu i rzuciłby go na pożarcie, niczym biali podróżnicy murzyńskiego chłopca, którego wyrzucali do rzeki, gwoli odwrócenia uwagi krokodyli od pirogi, którą płynęli.

Toteż pan minister Bodnar, czując pismo nosem, przekazał panu prezydentowi akta obydwu więzionych dygnitarzy, żeby teraz on się tym gorącym kartoflem poparzył. W ogóle ciekawe, jak długo vaginet Donalda Tuska będzie mógł postępować w myśl formuły Ottona Bismarcka: „siła przed prawem”?

Chodzi o to, że dotychczasowe ostentacyjne lekceważenie niezawisłych sądów np. przez ministra-pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza, mogło wywołać zaniepokojenie nie tylko wśród tzw. „neo-sędziów”, czy „sędziów-dublerów”, ale nawet wśród działaczy Iustitii – że w ślady ministra-pułkownika może pójść prosty lud i trzeba będzie przy każdym niezawisłym sędzi postawić policjanta, a jak coś pójdzie nie tak – to jeszcze drugiego.

A kto upilnuje tych strażników, kiedy nawet pan prezydent przekonał się, że nie może liczyć na lojalność własnej ochrony z SOP, która pamiętnego dnia wystawiła go panu ministrowi Kierwińskiemu, ośmieszając go przed całą Polską? Podobno nawet kazał tym ochroniarzom się „wynosić”, ale oni wtedy stanęli na nieubłaganym gruncie porządku prawnego oświadczając, że „ustawa” nakazuje im chronić pana prezydenta nawet jeśli on sobie tego nie życzy.

Najgorsze są nieproszone rady, ale gdyby tak pan prezydent na własny koszt wynajął sobie ochronę z Grupy Wagnera, to może ona ochroniłaby go przed jego własną ochroną? Wiadomo, że sektor prywatny działa skuteczniej od publicznego.

Na razie jednak pan prezydent sprawia wrażenie bezradnego, zwłaszcza po deklaracji pani Reichsleiterin Very Jurovej, która na jego lamentacje w Davos oświadczyła mu, że Komisja Europejska i w ogóle – IV Rzesza – nie zamierza wtrącać się w „wewnętrzne sprawy” naszego bantustanu. Znaczy – na razie żyrują wszystko, co zrobi premier Donald Tusk, któremu przecież zadanie obezwładnienia naszego mniej wartościowego i zbędnego państwa zleciła sama Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen.

Nie tylko zresztą takie, bo i inne też. Właśnie 22 stycznia premier Tusk odbył pielgrzymkę do Kijowa. Tym razem prezydent Zełeński, który dotychczas każdemu gościowi puszczał syrenę alarmową, żeby mógł on sobie do wieńca sławy przyprawić również epizod heroiczny, premieru Tusku chyba tej syreny pożałował. W zamian za to premier Tusk nie tylko oświadczył mu się z nieograniczonym poparciem, ale nawet zadeklarował wspólne zakupy uzbrojenia.

Ponieważ – o ile mi wiadomo – parafowana przez złowrogiego Antoniego Macierewicza umowa między rządem polskim i ukraińskim z 2 grudnia 2016 roku nie została dotychczas wypowiedziana, to „wspólne” zakupy mogą wyglądać tak, że Ukraina broń zamówi i sobie weźmie, a Polska zapłaci. Art. 12 tej umowy bowiem stanowi, że Polska ma udostępniać Ukrainie zasoby całego państwa, w dodatku – „nieodpłatnie”.

Tymczasem amerykański prezydent Józio Biden kombinuje, jakby się tu z ukraińskiej awantury wyplątać, ale tak, żeby odium spadło na Republikanów. Toteż rękami i nogami zapiera się przed zwiększeniem wydatków na ochronę granicy amerykańsko-meksykańskiej, a Republikanie w odwecie blokują uchwalenie budżetu.

Toteż przed kilkoma dniami trzeba było uchwalić już trzeci „tymczasowy” budżet, który będzie obowiązywał do marca, a w którym – podobnie jak w dwóch poprzednich – nie ma żadnych środków na pomoc dla Ukrainy. W tej sytuacji Ukraina może liczyć tylko na Niemcy, ale one z kolei, akurat przeżywają wielkie zgryzoty, bo burzy się im proletariat. Od czego jednak mają premiera Tuska i nasz nieszczęśliwy kraj? Niech Polska finansuje zaopatrzenie Ukrainy w broń – aż do ostatecznego zwycięstwa!

Oczywiście premier Tusk wprost pęka z dumy, że Rzesza powierzyła mu takie odpowiedzialne zadanie i sztorcuje rząd węgierski, że „zdradził Europę”. Ale węgierski minister spraw zagranicznych poradził mu życzliwie, by pilnował własnego nosa, bo Węgry są państwem suwerennym, które – i tak dalej.

No proszę! Jak tylko węgierskich bezpieczniaków zachodni cwaniacy wyślizgali ze wszystkiego, co tam sobie wcześniej nakradli, to jednym susem przeskoczyli oni na stronę umęczonego narodu węgierskiego, dzięki czemu premier Wiktor Orban może sobie politykować, w odróżnieniu od naszych mężyków stanu, którym bezpieczniackie watahy, wysługujące się Naszym Sojusznikom, na żadne politykowanie nie pozwalają. Naszym mężykom pozwalają tylko na obezwładnianie państwa, żeby w ten sposób przerobić je na Generalne Gubernatorstwo, stanowiące nierozerwalne ogniwo IV Rzeszy.

Oczywiście – jak to zawsze u nas – nie brakuje przy tym niezamierzonych elementów komicznych. Oto premier Tusk przy okazji pielgrzymki do Kijowa mianował Wielce Czcigodnego Pawła Kowala pełnomocnikiem swego vaginetu dla „odbudowy Ukrainy”. Wielce Czcigodny Paweł Kowal to ciekawa postać w ruchu robotniczym. Z niejednego komina wygartywał. Najpierw wygartywał z PiS, ale potem wykombinował sobie nową partię pod tytułem Forsa Jest Najważniejsza. To znaczy – pardon – nie żadna tam „forsa”, tylko Polska – Polska Jest Najważniejsza! Ale partia wzięła i się rozleciała, toteż pan Kowal wylądował na łaskawym chlebie w Volksdeutsche Partei Donalda Tuska.

Ja oczywiście wiem, że nie jest on żadnym ukraińskim agentem, ale gdyby był, to nie musiałby robić nic innego, niż robi. Co on będzie odbudowywał – tego jeszcze nie wiemy, bo wprawdzie Polska wylosowała do odbudowy obwód doniecki, ale na razie nie tylko jest on w rękach rosyjskich, ale w dodatku – razem z obwodem ługańskim, zaporoskim i chersońskim – został wcielony do Federacji Rosyjskiej.

Żeby zatem Wielce Czcigodny Paweł Kowal mógł się przed prezydentem Zełeńskim wykazać, to najpierw musi nastąpić ostateczne zwycięstwo. Tymczasem okazało się, że z Ukrainy uciekło ponad 6 milionów mężczyzn i rekrutów trzeba już brać z łapanki. Toteż pan generał Skrzypczak nawołuje, żeby między innymi polski rząd zaczął ich wyłapywać i ciupasem dostarczać prezydentowi Zełeńskiemu.

Wprawdzie pan generał szczęśliwie już niczym nie dowodzi, ale to się zawsze może zmienić, jeśli Reichsfuhrerin Urszula go zauważy i z jakichś powodów uzna, że właśnie takich ludzi Rzesza w naszym bantustanie potrzebuje, by przenieść działania wojenne również na nasze terytorium, a przynajmniej sprowokować tu rozruchy, co umożliwiłoby uruchomienie procedur przewidzianych w ustawie numer 1066, która cały czas obowiązuje.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

List Otwarty do Konfederacji Episkopatu Polski (KEP )

 

List Otwarty do Konfederacji Episkopatu Polski (KEP )

Prymas Polski – ks. abp. Polak Wieslaw
Naczelny Rabin Polski – dr Moshe Schaudrich
Grekokatolicki Biskup – mgr Bogdan Szczynukowicz

Dot: Kanonizacji Jerzego Owsiaka ps. „Jurek”

Zwracam sie z uprzejma prosba do szanownej Konfederacji o wszczecie procedury beatyfikacyjnej dla Jurka Owsiaka jeszcze za zycia kandydata. Ten wierny syn Kosciola i Sluga Bozy dobra uczynil dla bliznich swoich tyle, ze wielu jego Wyznawcow stawia go w jednym rzedzie z Matka Teresa z Kalkuty, Bratem Albertem Chmielowskim z Krakowa czy Sw. Franciszkiem z Asyzu !

Ta sama bezinteresownosc, bezgraniczne oddanie biednym i chorym i ta sama charyzma. Sadze, ze to skromne okreslenie „biedaczyna z Warszawy”, bedzie adekwatnym do tego Dziela Bozego, ktore w/w w swojej judeochrzescijanskiej posludze blizniemu swemu i czyni.

„Coscie uczynili jednemu z tych najmniejszych mniescie uczynili” – powiedzial Pan Jezus i Jurek ta sciezka biblijna i cale zycie podaza. Swietosci Jego zacnych poprzednikow tez za zycia wspolczesni nie zauwazali. Pierwszy kontakt mistyczny z Panem Jezusem mial Jurek juz po pierwszej publicznej zbiorce pieniedzy, kiedy to dumajac nad tym co zrobic z tymi milionami uslyszal bardzo wyrazny glos z Nieba : ” A robta, kurшa, co chceta Owsiak !”

Wychowany w ubogiej katolickiej rodzinie o glebokich tradycjach patriotycznych wyrastal maly Jureczek na ta swietlana postac ktora dzis wszyscy tak dobrze z mediow znamy. Swiadkow jego swietosci a i z pewnoscia cudow udokumentowanych tez nie zabraknie.

Sam na Przystanku Woodstock w Kostrzyniu n/ Odra w 2008 roku bylem swiadkiem jak stado pijanych i napalonych dziwek w religijnej ekstazie дupcylo się w błocie i zadna nie zaciążyła – zgłaszam wiec oficjalnie szanownej Konfederacji ten cud za wstawiennictwem naszego slugi bozego Jurka.

Wielu Jego wyznawcow potwierdza pod przysiega, ze Święty Mąż ten ma rozmaite nadprzyrodzone dary takie jak dar bilokacji, jasnowidzenia i mówienia wieloma językami jednoczesnie. Istnieje więc szansa, że użyje on tej niebianskiej mocy i rozmnoży składy pociągów jeśli Przewozy Regionalne w tym roku odmówią transportu Pielgrzymow do Kostrzynskiego Sanktuarium Blotnego ze wzgledu na Komunowirusa.

Rowniez relikwii nie powinno zabraknac – pociete na kawalki czerwone portki czy rozowe okulary alternatywnie wlosy lonowe Swietego znajda z pewnoscia godne miejsca w naszych swiatyniach i kapliczkach przydroznych.
Osobiscie widze przyszlego bl. Jerzego Patronem Mlodziezy Europejskiej a Dniem Jego w kalendarzu katolickim 1 maja wzglednie 17 pazdziernika alternatywnie w dzien urodzin Lenina albo sw. Franciszka z Asyzu.

Prosze szanowna Konfederacje o pozytywne rozpatrzenie mojej prosby w terminie zwrotnym.

Polak Katolik z powiatu Lancuckiego
inz. mgr Jacek Silbermann

2017 rok…

Viktor Orban: „Nie ma takich pieniędzy, za które Węgry zgodziłyby się wpuścić do kraju migrantów oraz oddać edukację w ręce osób LGBTQ!”

 

Viktor Orban: „Nie ma takich pieniędzy, za które Węgry zgodziłyby się wpuścić do kraju migrantów oraz oddać edukację w ręce osób LGBTQ!”


W wywiadzie dla Radia Kossuth, który odbył się w piątek, węgierski premier Viktor Orban podkreślił, iż dla jego kraju kwestie związane ze sprzeciwem wobec imigracji oraz praw LGBTQ mają wyższe znaczenie niż dostęp do funduszy Unii Europejskiej.


– Nie możemy być szantażowani finansowo w tych kwestiach, ponieważ są one ważniejsze niż pieniądze – powiedział Orban.

Premier Węgier dodał, że te właśnie sprawy – sprzeciw wobec imigracji i kwestie praw LGBTQ – stanowią główny powód dla którego doszło do zamrożenia środków unijnych. Podkreślił przy tym, że węgierski system sądowniczy oraz system zamówień publicznych funkcjonują bez zarzutów.

W wystąpieniu przed Parlamentem Europejskim w środę, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła, że około 20 miliardów euro funduszy przeznaczonych dla Węgier jest nadal zablokowanych, między innymi z uwagi na zaniepokojenie sytuacją praw LGBTQ, ograniczeniami wolności akademickiej oraz prawem do ubiegania się o azyl w państwie.

Natomiast wcześniej, w grudniu, Komisja Europejska uwolniła dla Węgier środki w wysokości 10,2 miliarda euro z zasobów polityki spójności, uznając, że Budapeszt zrealizował wymogi dotyczące zapewnienia niezależności systemu sądowniczego.

– Nie ma takich pieniędzy, za które Węgry zgodziłyby się wpuścić do kraju migrantów oraz oddać edukację w ręce osób LGBTQ – zapowiedział Viktor Orban.

Orban zaznaczył, że Węgry poradziły sobie z dwoma poważnymi kryzysami gospodarczymi – pandemią Covid-19 oraz rekordową inflacją w Unii Europejskiej – bez wsparcia z Brukseli.

– Naród węgierski udowodnił w 2023 roku, że nasza gospodarka jest odporna na kryzys nawet bez funduszy unijnych i że może przetrwać najtrudniejsze okresy – zauważył szef rządu Węgier.

Według danych przedstawionych przez węgierski Główny Urząd Statystyczny, na początku ubiegłego roku inflacja w Węgrzech wzrosła do ponad 25 procent, utrzymując się przez kilka miesięcy na najwyższym poziomie w Unii Europejskiej. Do grudnia wskaźnik ten spadł do 5,5 procent, a średnioroczna inflacja osiągnęła wartość 17,6 procent.

W ramach funduszy spójności przeznaczonych dla Węgier na lata 2021-2027 zarezerwowano kwotę 22 miliardów euro. Dodatkowo, ogólna wartość Krajowego Planu Odbudowy Węgier wynosi 10,4 miliarda euro, z czego 6,5 miliarda euro stanowią dotacje, a 3,9 miliarda euro pożyczki.

Źródło: pap.pl
https://wolnosc.info/

Badanie próbek asteroid. Po co skoro piasku mamy na Ziemi pod dostatkiem?

 

Badanie próbek asteroid. Po co skoro piasku mamy na Ziemi pod dostatkiem?


Asteroidy w przyszłości staną się źródłem cennych surowców i to dlatego będziemy ich fragmenty przywozić na Ziemię. Dziś próbki materii z asteroid, takich jak Bennu, które już przywieźliśmy na Ziemię, wykorzystujemy w innym celu. By poznać naszą przeszłość.


Ludzkość poznaje obecnie kosmos na cztery podstawowe sposoby. Po pierwsze badamy to, co jest pod naszymi nogami, bo Ziemia to także element kosmosu. Drugi sposób to obserwacje z daleka obiektów kosmicznych, przynosząca bardzo dużo informacji, ale też obarczona sporym ryzykiem błędu i niepewnością metoda. Trzecia technika to rozwinięcie drugiej, polega na wysłaniu sond, łazików w okolice interesującego obiektu.

Najciekawsza i najbardziej wyrafinowana jest jednak technika czwarta, która polega na zastosowaniu techniki pierwszej w przypadku innych niż Ziemia ciał niebieskich. Oznacza to, że musimy wysłać pojazd, który pobierze próbki danego obiektu i dostarczy je na Ziemię. Tych próbek nie musi być wiele, wystarczy nawet kilka gramów, by dokonać przełomowych odkryć. A z asteroidy Bennu będzie ich prawdopodobnie kilkadziesiąt razy więcej.

Asteroida Bennu

Czy meteoryty na Ziemi nie wystarczą do badań?

W ciągu roku na Ziemię z kosmosu spada 5200 ton materii. To głównie drobiny, ale też większe odłamki asteroid, które znajdują poszukiwacze kosmicznych skarbów. Wśród meteorytów są nawet te, które pochodzą z Marsa.

Jednakże mają one jedną, ogromną wadę. Trafiając w ziemską atmosferę, a potem lądując na Ziemi, stają się próbkami zanieczyszczonymi, które nie odzwierciedlają faktycznego stanu natury w miejscu, skąd pochodzą.

Owszem, również badania meteorytów są wartościowe, dlatego po znalezieniu meteorytu, jeśli ma on być przydatny, należy go od razu umieścić w suchej torbie za pomocą czystych rękawiczek lub owijając w aluminiową folię. Lecz dla geologów, astrobiologów i astrofizyków nic nie zastąpi próbki dostarczonej wprost z kosmosu w sterylnym zamknięciu. Poza tym taka próbka będzie dokładnie powiązana z konkretnym obiektem.

Próbki materii z kosmosu przywoziliśmy wiele razy

Najsłynniejsze próbki innych niż Ziemia ciał niebieskich to oczywiście te, które pochodzą z misji Apollo. Stanowią największą, bo ważący ponad 382 kilogramy kolekcję materii pozaziemskiej. Rosjanie w czasie pierwszego kosmicznego wyścigu zdołali przywieźć z Księżyca niespełna kilogram skał. W XXI wieku jedynym krajem, który dostarczył próbki na Ziemię z Księżyca są Chiny, które ochoczo dzielą się nimi nawet z USA. Jednak nie tylko Księżyc jest obiektem, którego fragmenty trafiły do ziemskich laboratoriów.

Najbardziej spektakularne są próbki wiatru słonecznego, czyli zawieszone w aerożelu cząstki, które zebrała sonda NASA Genesis. W 2004 roku, nie bez komplikacji, trafiły na Ziemię jako pierwszy w historii inny niż księżycowy materiał z kosmosu. Dwa lata później powróciła na Ziemię kapsuła innej misji NASA. Celem Stardust było pobranie próbek warkocza komety Wild 2 w trakcie przelotu w pobliżu Ziemi. Zastosowano podobną jak w misji Genesis technologię aerożelu.

Wizualizacja sondy Hayabusa 2, z wystającą tubą, przez którą zasysana jest materia z asteroidy. Niska grawitacja tych obiektów ułatwia lądowanie i oderwanie się od ich powierzchni. Podobnie zbudowana jest sonda misji OSIRIS. (fot: DLR)

Potem naukowcy zwrócili swoją uwagę w stronę innych ciał niebieskich. Asteroid, których w Układzie Słonecznym są dziesiątki tysięcy. Dla biznesmenów to potencjalne kopalnie pieniędzy, dla badaczy świadkowie najwcześniejszych etapów istnienia Układu Słonecznego. Zawarta w nich materia pełni rolę podobną jak bloki lodowe wydobywane głęboko spod powierzchni Antarktydy, które to z kolei są świadkami przeszłości Ziemi.

Tym razem jednak zdecydowano się na bezpośrednie pobranie próbki z powierzchni, umieszczając ją w pojemniku. Po raz pierwszy dokonali tego Japończycy. Misja Hayabusa odwiedziła składającą się głównie z krzemu asteroidę Itokawa. Pomimo problemów z urządzeniem do pobierania pyłu z powierzchni asteroidy udało się w 2010 roku uzyskać po raz pierwszy kilka mikrogramów asteroidy prosto z kosmosu. Większym sukcesem była misja Hayabusa 2 do asteroidy Ryugu, tym razem zawierającej oprócz skał bogate zasoby węgla. Próbki z jej powierzchni wylądowały na Ziemi w grudniu 2020 roku.

Kapsuła misji OSIRIS-Rex z próbkami asteroidy Bennu na Ziemi.

Ostatnią taką realizowaną misją do asteroid jest OSIRIS-REx, która badała przez ponad dwa lata obiekt o nazwie Bennu. To arcyciekawa asteroida, przypominająca zbitą gruzową bryłę. OSIRIS-REx w październiku 2020 roku dosłownie przysiadł na Bennu i wykorzystał impet chwilowego uderzenia w powierzchnię, by zassać próbki gruntu. Te szczęśliwie wylądowały w specjalnej kapsule na Ziemi we wrześniu 2023 roku. Sonda OSIRIS-REx wciąż pozostaje w kosmosie i pod nową nazwą OSIRIS-APEX jako cel obrała sobie asteroidę Apophis, którą dogoni w 2029 roku. Ten obiekt zapisał się w naszej pamięci za sprawą początkowo wysokiej szansy zderzenia z Ziemią właśnie w 2029 roku, a potem w 2036. Obecnie wiemy, że Apophis nie stworzy zagrożenia przez co najmniej 100 lat.

Asteroida Bennu to nie tylko góra martwych kamieni i pyłu

Kolekcja skał i pyłu zebranego z powierzchni Bennu to największa w historii próbka przywieziona z asteroidy. Początkowo przypuszczano, że uda się zebrać co najwyżej 60 gramów, a okazało się, że sam materiał znajdujący się wokół zapieczętowanej głównej próbki w tak zwanym mechanizmie TAGSAM, to już ponad 70 gramów. To konsekwencja silniejszego uderzenia głowicy kolektora w powierzchnię asteroidy i dłuższy czas kontaktu niż planowany.

Pojemnik z próbkami z sondy po otwarciu.

Już pobieżne analizy wskazały na obecność węgla i wody, czyli składników niezbędnych do powstania życia w takiej formie, jaka występuje na Ziemi. W grudniu 2023 roku ogłoszono, że są tam ślady uwodnionych i bogatych w związki organiczne pozostałości z początków Układu Słonecznego. To właśnie w ich poszukiwaniu wyruszyła misja OSIRIS-REx. Są jednak też pytania. Skąd w zewnętrznym materiale dziwna kombinacja magnezu, sodu i fosforu? A także, jak wyjaśnić znacznie większą obfitość wody niż przewidywano?

Jednak największe odkrycia, które powiększą nasza wiedzę na temat, jaki był skład materii we wczesnym Układzie Słonecznym i pomogą odpowiedzieć na pytanie, czy to ona odpowiada za powstanie sprzyjających życiu warunków na Ziemi, jeszcze przed nami. Najważniejsza jest bowiem próbka zawarta wewnątrz kolektora TAGSAM. Jego otwarcie okazało się sporym problemem, Trzeba to zrobić tak, by nie naruszyć sterylności zawartego wewnątrz materiału. A dwie z 35 blokad kolektora nie chciały się otworzyć. Dopiero na początku stycznia inżynierom udało się skutecznie zastosować technikę bezpiecznego ich zwolnienia.

Przywiezione na Ziemię fragmenty asteroidy Bennu zawierają pył i skały, których rozmiary sięgają 1 cm. Wizualnie przypomina ona drobiny grafitu, a w zbliżeniu wygląda jak węgiel, jest ciemnoszara i ma połysk. To materia, w której posiadanie nie można wejść inaczej niż przywożąc ją na Ziemię. Aż 75 proc. zawartości próbki zostanie zachowane na przyszłość, gdy techniki analizy będą jeszcze doskonalsze niż obecnie. Badaniem reszty zajmie się ponad 200 naukowców na świecie.

Zbliżenie na materię asteroidy Bennu

Choć badania asteroid przedstawiane są jako istotne z perspektywy poznania genezy życia na Ziemi, to przyniosą one korzyści także dla jego przyszłości. Im więcej wiemy o tym jak dokładnie zbudowane są różne asteroidy (nie chodzi tu tylko o skład, ale i strukturę), tym lepiej możemy planować ewentualną ochronę przed takimi obiektami o sporym rozmiarze, które kiedyś mogą obrać sobie nasz świat za cel.

Karol Żebruń, dziennikarz benchmark.pl
https://www.benchmark.pl/

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Szukaj...