piątek, 29 listopada 2019

Arystoteles na Mont Saint-Michel: Greckie korzenie chrześcijańskiej Europy


Kiedy Stanisław Michalkiewicz mówi, że Gazeta Wyborcza to gazeta robiona przez półinteligentów dla ćwierćinteligentów, to opinia ta nie tylko satysfakcjonuje i rozwesela, ale zarazem wprowadza w stan głębokiej refleksji nad wiecznością, w której od samego początku obowiązuje reguła, że byle brednia, jeśli tylko spada zgodnie z medialną grawitacją, znajduje posłuszne uszy w liczbie budzącej zdumienie i zgrozę.
Pierwsze media miały zasięg skromny, bo ile mózgów można zarazić, rycząc z gałęzi!
Później było już tylko gorzej: od Homera z lirą… do redaktora M. z internetem.
A wynalazek druku?
Współczesne media elektroniczne znakomicie wypełniają swoje zadania w dziedzinie terroru intelektualnego – prawie wszystkie szkodliwe idee powstały jednak w epoce druku. W tym sensie, osiągnięcia internetu i jego pochodnych (czatów, blogów, for, etc.) są w porównaniu z bękartami po Gutenbergu prawie żadne i poza zaganianiem kur do kurników, służą wyłącznie do wymiany jednych bla-bla na inne.
Rozgarnijmy więc trochę sierść bestii tam, gdzie jest najpaskudniejsza, w rejonach drukowanych. Czyż nie stamtąd wzięły się opowiastki o Inkwizycji, Średniowieczu, katolikach z zapałkami przy tysiącach stosów, dziewictwie etycznym hugenotów przed Nocą Św. Bartłomieja i inne, równie niewinne, obowiązujące w „historii stosowanej” i w prawie każdej edukacji narodowej, pilnie strzeżonej zarówno przez Dzieci Wdowy, jak i dzieci Hirama?
Jedną z takich opowiastek jest Baśń o Transmisji Grecji do Europy przez Islam. Zapytajcie o nią byle półinteligenta pracującego dla ćwierćinteligentów.
W tej samej kwestii, Anatol France, popisał się niegdyś następująco:
„Monsieur Dubois, profesor gramatyki, zadał Pani Nozière pytanie, który dzień w historii Francji był najbardziej szkodliwy.
Madame Nozière nie wiedziała.
Tym dniem był, powiedział Pan Dubois, dzień bitwy pod Poitiers, kiedy to, w roku 732, wiedza, sztuka i cywilizacja arabska musiała się wycofać przed francuskim barbarzyństwem”.
Ekshumacja Anatola F. z zamiarem obwożenia jego truchła po jarmarkach dla historyków, byłaby niedopuszczalna ze wszystkich możliwych powodów, ale świadomość, że autor namaszczonego głupstwa pozostaje głupcem bez względu na komisję ds. namaszczeń, przynosi ulgę.
A dodatkowo, sprawia przyjemność, kiedy się czyta rozważania Joëla Prieura, mojego ulubionego krytyka, pisującego w często cytowanym przeze mnie francuskim tygodniku prawicowym Minute, na temat książki Sylvaina Gouguenheima „Aristote au mont Saint-Michel : Les racines grecques de l’Europe chrétienne” („Arystoteles na Mont Saint-Michel: Greckie korzenie chrześcijańskiej Europy”).
Samej książki jeszcze nie przeczytałem, ale podzielenie się uwagami Prieura stanowi dla mnie pokusę nie do odparcia.
Praca Gouguenheima (można wymawiać jego nazwisko „Gugenem”, z akcentem na ostatniej sylabie), profesora Ecole normale supérieure, jest bestsellerem, a nienawiść uniwersyteckich kacyków tylko jej wagę podnosi. Filozof Alain De Libera nazwał ją „islamofobią naukową”. A poniósł postępowego filozofa fakt, że Gouguenheim, posługując się nowymi argumentami, wykazał, że Zachód (a więc i my, Polacy – przyp. R.) nie potrzebował pośrednictwa islamu w przyswojeniu sobie intelektualnego dorobku cywilizacji greckiej.
[Powiem po swojemu: nieistnienie cywilizacji muzułmańskiej nie uczyniłoby żadnej mierzalnej szkody cywilizacji łacińskiej. Byłoby niezauważalne dla kultury i nauki. – admin]
Sukces ksiązki wśród tzw. szerokiej publiczności jest tak wielki, że ogół historyków, nieprzyzwyczajony do powodzenia na zewnątrz własnego zamkniętego środowiska, jak rzadką minę zrobił, tak ją – jak rictus – trzyma.
A tymczasem, zarówno specjalista, jak i byle anonimowa ofiara politycznej poprawności, może się dowiedzieć, że wpływ islamu na rozwój kultury Zachodu był „czysto andegdotyczny” i że ta konstatacja nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek islamofobią, a jest wyłącznie wyrazem prawdy, nieskłonnej wiecznie zginać grzbiet przed ideologią dominującą (czyż trzeba powtarzać, że „historia, to polityka skierowana wstecz”?).
Można się z tej książki przy okazji dowiedzieć, że na przykład Templariusze mieli niewiele wspólnego z duchem świeckiego rycerstwa, obowiązującym w XII wieku, a stanowili pierwszą w Średniowieczu armię zawodową, samą wojnę pojmując jako rzecz „poważną”, wymagającą nie rycerskich gestów, tylko skuteczności. Wygląda na to, że gdyby Templariuszy przenieść w nasze czasy, to nad Konwencję Genewską przedkładaliby zasadę „cel uświęca środki”.
Joël Prieur podkreśla, że „Aristote au mont Saint-Michel : Les racines grecques de l’Europe chrétienne” nie stanowi magazynu z historycznymi ciekawostkami; przeciwnie – właściwe Gouguenheimowi wyczucie syntezy pozwoliło mu rzucić na Średniowiecze światło tak silne, że przeciętny czytelnik, bez wymaganego w innych okolicznościach wysiłku, może ujrzeć pozostawione przez historię pejzaże wprost zdumiewające.
Tym większe jest moje marzenie – żeby znalazło się w Polsce wydawnictwo z wyobraźnią, zdolne do akcji.
Natychmiastowej.
Wszak wieprzów nie brakuje, ale perły są rzadkie.
Ciekawe, czy od tamtej pory (rok 2008) książka doczekała się polskiego tłumaczenia. 
Admin

Bad boy pożądany i kochany, nice guy nieszanowany i wykorzystywany

Dwa różne typy mężczyzn, przeciwność zachowań, przeciwność cech, zupełnie inne podejście do życia, kobiet, uczuć ale i moralności.

Pierwszy z typów, bad boy to szaleńczo toksyczny (a jednocześnie tajemniczy) mężczyzna, ale który „ma to coś”, co budzi zwierzęce instynkty u kobiet. Który budzi u kobiet chęć bycia podporządkowaną mu, chęć zrobienia wszystkiego, aby właśnie jemu było dobrze. Kobieta dowartościowuje się dogadzaniem zamkniętemu emocjonalnie bad boyowi. Tacy mężczyźni są rzadkością i dlatego są pożądani, dlatego kobiety im wiele wybaczają, a nawet chcą wpłacać kaucje za nich, by wyciągać ich z więzień.
Drugi „nice guy”, to produkt ginocentrycznie nastawionego systemu. Mężczyzna wychowywany przez kobiety dla kobiet. Świetny przyjaciel, świetny człowiek, trochę emocjonalny, czasem chwiejny, a przede wszystkim unikający agresji i unikający problemów. Ktoś kto wskoczy za kobietą w ogień, ale ona jedynie wzrusza ramionami na myśl, że mogłaby z nim pójść do łóżka. Ona gardzi nim, czuje do niego niechęć i nie ma żadnej motywacji, by jemu dogadzać.
Kobieta nie wie czemu tak się dzieje, bo przecież miły facet jest facetem wychowywanym w duchu marzeń matki o idealnym synu, ponieważ spełnia jej wszystkie wymagania, które wypisywała sobie od wieku nastoletniego na kartkach i jednak okazuje się, że woli mężczyznę o innych cechach! Tyle właśnie znaczą wymagania społeczne, narzucone kobietom kulturowo, a które są sprzeczne z ich naturą pożądającą jedynie zachowań i wyglądu świadczącego o wysokim statusie i dominacji.
* Oczywiście nie twierdzę, że istnieją tylko dwa typy mężczyzn, ale tylko jedna z tych skrajności gwarantuje większy sukces, a druga zawsze porażkę. To musi COŚ znaczyć, prawda? Pamiętajmy, że termin „miły facet” nie oznacza wyłącznie bycia miłym i sugerowania, że należy być wyłącznie niemiłym! To określenie to zbiór przeróżnych, nieatrakcyjnych dla kobiet cech. Zapraszam do czytania, by móc zrozumieć o czym mowa.
Zostawić przyjaciela, który nigdy nie zranił, czy gonić za złym chłopcem dostarczającym emocje?
Czytelniczka na wstępie pisze do mnie, że seks był dla niej bardzo ważny aż do wczoraj, a młodość poświęciła na próby znalezienia swojego księcia z bajki. Wspomina, że drugi jej problem jest taki, że od siedmiu lat ma przyjaciela, do którego nic nie czuje, który kompletnie się jej nie podoba, ale jest bardzo miły, czy zawsze wysyła jej sms na dzień dobry i dobranoc, co szalenie ją rozczula, ale nie chce iść z nim do łóżka.
Przyjaciel jest zakochany w niej od tylu lat i nawet nie chciał uprawiać seksu z żadną inną przez ten czas. Przyjaciel pomaga jej w czym tylko może. Czasem przywozi czekoladki i nigdy nie zapomina o ważnych dla niej datach. Dosłownie niczego od niej nie wymaga. Czeka na nią, nie mogąc nawet jej dotknąć za rękę. Czeka, wysłuchując historii jak ta dziewczyna zostaje raniona przez innych mężczyzn, jak nie doceniają jej, jak ona robi dla nich wszystko, a oni jedynie traktują ją seksualnie (przyznaje, że miała 9 partnerów seksualnych, choć znając nasze teorie te liczby zwykle są zaniżane).
Moja czytelniczka opisywała jak budowała tych swoich złych mężczyzn, jak widziała w nich dobro, którego nawet w nich nie było. Czytelniczka dziwi się, że przyjaciel nie odszedł, pomimo tego, że opowiadała mu o wszelkich akcjach łóżkowych, o tym jak była podniecona, o tym ile orgazmów miała, także w miejscach publicznych, łazienkach restauracji, jak jeździła z facetami motorem, jak jeździła na gapę, a potem jak taki jeden, czy drugi mężczyzna znikał plując jej w twarz.
Czytelniczka mówi, że ostatnio zrozumiała swój błąd, że ona nie chce już takiego życia. Że seks nie jest najważniejszy, że źle rozumiała miłość. Że tak naprawdę jej przyjaciel był najlepszym co ją spotkało w życiu. Przyjaciel, który cały czas czekał i znosił jej złe wybory mężczyzn. Jej inni przyjaciele i przyjaciółki mówią, żeby dała mu szansę. Ona cały czas się waha, bo przecież on jest tak miły, a ona nawet nie ma żadnej chęci się z nim przytulać, ani trochę kontaktu fizycznego, ani trochę bliskości. Na dodatek boi się, że go skrzywdzi – zdecydowanie lepiej się czuje, gdy to ona jest krzywdzona, gdy występuje w roli ofiary złych mężczyzn. Co ona może zrobić – pyta?
Tym bardziej, że to jest taki człowiek, że już w październiku planuje z nią święta, walentynki, dzień kobiet. Tamci nigdy o tym nie pamiętali, a seks chciała z nimi uprawiać kilka razy w przeciągu dnia. Gotowała im i była szczęśliwa, wydawała na nich swoje pieniądze, a w tej sytuacji on musi gotować jej, kupować kwiaty, to on musi wydawać na nią pieniądze, by w ogóle chciała z nim wyskoczyć na spacer.
Czytelniczka chce w końcu się ustatkować. Czy ma wejść w związek z przyjacielem, z którym mówi fajnie się spędza czas i chce związku, czy nadal czekać na miłość, pomimo tego, że ma już 28 lat i cały czas odczuwa pociąg do męskich drani?
Moją odpowiedź już zna, pomimo tego, że zasugerowała, że błędnie piszemy na stronie, bo mili faceci też są pożądani, tylko muszą poczekać i trafić w odpowiedni moment. Oczywiście to nieprawda, co wyjaśnię w całym tekście.
Ten „miły facet” już dawno powinien przestać być miłym, postawić granice i nie nagradzać jej za złe zachowania wobec niego. A przede wszystkim od początku szanować się i jeśli chciał się zbliżyć, to się z nią zbliżyć, a nie czekać tyle lat. On nigdy nie był jej pierwszym wyborem. Ba, nie był nawet w pierwszej dziesiątce. Każdy w każdym momencie może go wyprzedzić, wyeliminować i zastąpić. Dosłownie każdy. Ale kobieta walczy ze sobą, chce się przemóc i dać mu się dotknąć, pozwolić mu spać z nią! Czytelniczka zmusza się do tego, by okazać mu choć ułamek dobroci, ułamek zainteresowania i ułamek uczuć.
Co najgorsze ta sama czytelniczka pytała już na kobiecych forach o zdanie i tam kobiety cieszyły się, że w końcu dała mu szansę, że w końcu miłość wygrała…
Bad boy kochany nice guy poniżany
Mówię kolego po płci, wyjdź z tego matrixu! Zachowujesz się jak dobry człowiek, ale jednocześnie jak ktoś kogo można kopać i znajdujesz kobiety, które Cię kopią, pod przykrywką „przyjaźni”, a potem udawanej „miłości”! Kobiety nie mogą się czuć silniejsze, lepsze i mądrzejsze, niż Ty, aby Cię szanowały.
W naszym poprawnie politycznym światku jest równość płci, która obniża status mężczyznom i tworzy takich jak Ty, którzy sądzą, że będąc równymi, czyli de facto UNIŻONYMI przed kobietami, zyskają miłość. Ale to brednia, to nierealne. Kobiety wiekami były przyzwyczajone do tego, że nie górowały nad mężczyznami i to jest dla nich nowa sytuacja. Nowa sytuacja, w której ich emocje będą nastawione negatywnie do takiego mężczyzny, ponieważ nie jest to dla nich nic naturalnego. Tak samo jak nie jest dla heteroseksualnych kobiet naturalnym, by mężczyzna był uległy w łóżku i leżał jak kłoda.
Piszę takim językiem po to, by zobrazować, że wszystko co nas przyciąga i odpycha jest zaprogramowane, a potem następuje jedynie logiczna racjonalizacja tego, że kogoś chcemy, czy nie chcemy. To jest skomplikowane, ale w wielu tekstach to tłumaczę.
Kto w dłuższej perspektywie wygra walkę o kobiece pożądanie, szacunek i miłość?
      • Drań (52%, 267 głosów)
      • Wibrator (44%, 229 głosów)
      • Miły facet (4%, 22 głosów)
Liczba głosujących: 518
Zrozum to co jest najważniejsze. Jeśli podobasz się kobiecie, to spodobasz się już w 30 sekundach po zapoznaniu. Gdyby nie społeczne opory kobieta mogłaby iść z Tobą do łóżka w ciągu 30 sekund. Gdyby nie „dojrzałość”, gdyby nie przeróżne lęki (jak przed gwałtem, ciążą, czy łatką „łatwej”).
Ale tak, byłaby taka możliwość, bo kobiety lubią seks i czerpią z niego więcej frajdy, niż mężczyźni, a muszą „wysilać” się w nim zdecydowanie mniej. Bo kobiety mają przeróżne fantazje i boją się je wyjawiać, ponieważ latami kobiecą seksualność poddawało się reperkusjom, aby zmniejszyć rywalizację mężczyzn, ale i uniknąć kobiecych zdrad (teraz programuje się tak męską seksualność twierdząc, że mężczyźni to zboczeńcy, płytka płeć, myślimy tylko o jednym i tak dalej, tak naprawdę jedynie w celu poniżenia męskich potrzeb z zemsty).
Jeśli kobieta przeczekuje z seksem, to oznacza, że nie jesteś dla niej wyborem pierwszego rzędu i musisz „płacić” jej innymi zasobami, aby Cię zechciała. Takie związki nie mają prawa być szczęśliwe, a opierają się na fałszywej miłości.
Trzeba zrozumieć, że kobiety nie są takie, jakie społeczeństwo nam podaje, a przede wszystkim nie są tak cnotliwe. I tak samo my mężczyźni nie jesteśmy tak źli jakimi nas opisują. To wszystko programowanie społeczne. I ludzie tkwiący w matrixie tego nie chcą dostrzec, służą systemowi, wierzą w cechy, które są im narzucone i realizują to co zostało zaprogramowane „z góry”. Każdy myślący realnie człowiek musi sobie powiedzieć STOP, pomyśleć, że coś w tym społeczeństwie jednak NIE GRA.
I właśnie, czy czytelnicy mają coś jej do powiedzenia i jemu?
Społeczna schizofrenia. Mówią, że lubią uczuciowych romantyków, uganiają się za bezuczuciowymi drapieżcami
I wiele kobiet rzeczywiście ma takie dylematy. Wiele kobiet jest na tyle atrakcyjnymi, co daje im ogromny wybór mężczyzn. I z tego grona wyłamują się dwie skrajności. Kobieta nie wie, który typ mężczyzny wybrać. Czy ten, który powoduje przyspieszone bicie serca, chęć na seks (prawie jak w 50 Twarzy Greya uwielbianego przez miliony kobiet), ale jednak jest królikiem za którym trzeba gonić, czy może ten, który zawsze wysłucha, powie coś miłego i nigdy nie zdradzi, ale który za to jest przewidywalny, nudny i w sumie nijaki, a w seksie ma tyle fantazji ile skrzypiąca szafka.
Jeśli mężczyzna jest „zły” z natury, to będzie niebezpieczny, ale i pewny siebie, stanowczy. On się nie wystraszy kobiety, nie będzie bał się podejść, by poderwać, bo mu wszystko jedno. Będzie ryzykował, zdobywał, porzucał. Upadał i się podnosił. Będzie źle traktował kobietę, na zmianę z przynoszeniem kwiatków w zębach. Da jej rollercoaster emocji. Kobieta będzie odczuwała chęć na seks, na zmianę z chęcią płaczu przez niego.
W dalszej perspektywie nie zrozumie jej, ponieważ ich mózgi różnią się drastycznie, mają zupełnie inne potrzeby i sposoby wyrażania czy to siebie, czy emocji (a prędzej ich braku po jego stronie) i jedyne co stworzą, to albo toksyczny związek, albo w najlepszym wypadku będą żyli jak lokatorzy. Bez więzi emocjonalnej. Bez większego „flow” w porozumieniu. Niby razem, ale jednak osobno.
I taka kobieta, nawet jak odejdzie od niego (choć częściej on od niej, bo to ona podąża za nim i ulega jemu) powie: za mało się starałam. Na co on odpowie? Tak, za mało się starałaś, jesteś do niczego! Więcej o pociągu kobiet do patologicznych mężczyzn napiszę w osobnym tekście i dodam wartościowe badanie naukowe.
Przestępcy mają więcej fanek, niż spokojni, mili ułożeni nauczyciele.
I tu wkracza on. Drugi biegun męskości. Mężczyzna miły, unikający ryzyka, dogadzający innym, lojalny, słowny, czuły, nierzadko nawet bojący się skrytykować kobietę i mieć własne zdanie – słowem będzie BEZPIECZNY.
To prędzej kobieta do niego podejdzie, niż on do niej. Taka relacja wywiąże się jedynie poprzez znajomych, w pracy, ale to nie on wyjdzie z bezpośrednią inicjatywą, ponieważ ten mężczyzna boi się kobiety, boi się odrzucenia, boi się krytyki. Ale jak dojdzie do związku, to z takim mężczyzną kobieta może się rozumieć, może być fajnie, może nawet cała ich relacja być przesłodzona, bo on będzie ją komplementował, będzie zgodny, nigdy nie przekroczy dobrej granicy smaku (także jeśli będzie pragnął seksu).
Miły mężczyzna zawsze uszanuje kobiece „nie” i nigdy nie zrobi niczego szalonego, nigdy nie zobaczy kobiecej, seksualnej pasji. Nigdy nie zobaczy tej drapieżnej tygrysicy, która w niej tkwi, gdy pożąda.
Mężczyzna tego typu zostanie nawet feministą i założy różową sukienkę na znak pojednania z kobietami, na znak pokazania, że one są dla niego najważniejsze, będzie pozwalał się bić i zdradzać, w akcie sadystycznej dominacji kobiety… dobra, to może przerysowałem, ale rozumiecie o co chodzi.
Mężczyzna ten będzie robił wszystko, aby zaskarbić sobie kobiecą przychylność, co czasem będzie wyglądało na sztuczne, ale pokaże realnie, że uważa się za kogoś gorszego, niż kobieta. Bo on realnie uznaje, że o kobiety trzeba zabiegać, a zabiega się zawsze o kogoś lepszego (tak jak pracownik zabiega o pracę u pracodawcy, a nie na odwrót).
Tak samo sztuczna miłość jest kobiety do samca beta, której wmówiono, że samiec beta jest jej kluczem do szczęścia, że jest społecznie dobry, ale przecież jej natura go nie chce, nie chce się dla niego starać, nie chce być dla niego wyrozumiałą, nie podnieca jej. Ona się przy nim zapuszcza, demotywuje, wini jego o to wszystko i dalej żąda więcej, bo sądzi, że to zrekompensuje jej tak naprawdę brak samca przy jej boku o cechach alfa.
Mężczyzna wrażliwy może potrzebować od kobiety empatii, której nie dostanie. W takim związku też dojdzie do eskalacji toksyczności, lub w najlepszym przypadku do rozstania z inicjatywy kobiety. Taki mężczyzna dalej będzie mówił: za mało się starałem, za mało dawałem od siebie, to mnie zdradziła, odeszła. Dla następnej wypruje flaki! I znowu mu nie wychodzi, a cały splendor zbiera mężczyzna numer jeden, alfa. Splendor seksualny, miłosny, ale nie społeczny. Bo społecznie taki mężczyzna nazywany jest draniem, kimś toksycznym, kimś kogo powinno się zamykać w więzieniach.
Ale zachowania kobiet przeczą temu, aby drań był rzeczywiście kimś kim gardzą i na kogo plują. Raczej jeśli plują to w kontekście atrakcyjności, tego, że nie mogą go mieć na wyłączność. I taki mężczyzna wzbudza przeróżne emocje, od nienawiści po miłość, głównie dlatego, że dominuje społecznie, że nie ulega, że prze do przodu, niezależnie od metod. Jemu empatii nie trzeba.
Mili faceci tkwią na dole drabiny atrakcyjności, bo i nie przypominają stereotypowej męskości
Co innego mężczyzna numer dwa, miły facet. Ten społecznie jest uznawany jako najlepszego mężczyznę pod słońcem. Romantyczny wzór z filmów, ideał dla babć, cioć i mam. Przykładny ojciec i wierny przyjaciel.
Ale w zachowaniach kobiet jest zupełnie inaczej, gdy z takim w końcu się spotkają, a nie tylko oglądają na ekranie kina. Taki mężczyzna jest na dole drabiny atrakcyjności i szacunku, ponieważ swoją postawą wyraża uległość. Cechę, która pasuje tylko kobietom. Taki mężczyzna dostanie jedynie brak wyrozumiałości, krytykę lub obojętność.
Taki facet będzie skończony, jeśli nie odwiedzi strony podobnej do mojej, bo nie będzie rozumiał o co chodzi w tej matrymonialnej grze. Nie będzie nigdy rozumiał dlaczego kobieta odchodzi, dlaczego odmawia mu seksu, dlaczego podczas rozwodu został zbity jak pies, pomimo, że wcześniej słyszał, że jest miłością życia tej kobiety.
To jego szansa, by zrozumiał, że żył w kłamstwie narzuconym przez społeczeństwo. On będzie wiedział, że musi się zmienić zanim będzie za późno. Musi zmienić swoje myślenie i musi pamiętać, by nie być złym, ani na społeczeństwo, ani na kobiety, ponieważ wszyscy są ofiarami oszustwa – kobiety również. Płcie są manipulowane na innych polach, żyją w maskach, które odbiją się na nich, tak jak odbijają się na wszystkich ludziach z depresją, alkoholików, z innymi uzależnieniami, tymi, którzy nie umieją już wyrażać emocji, tymi, którzy wyładowują się na innych. Wszyscy ci będą musieli znaleźć odpowiedzi między innymi tutaj.
I ta schizofrenia społeczna godzi w wielu mężczyzn, którzy widzą, że jedno przekazuje się społecznie, a drugie widzimy w czynach kobiet. Wszystkie ataki i zaprzeczenia wobec takich tematów są znaną reakcją: uderz w stół, a nożyce się odezwą! Tak jakby te kobiety chciały uwierzyć, że umieją kochać miłych, wrażliwych romantyków, nie umiejąc porzucić tego co społecznie zaprogramowane.
Ale czy mili faceci mają szansę na zaistnienie w tym świecie pozostając takimi? Nie! Bo tak naprawdę niczym się nie wyróżniają, a kobietom zawsze chodzi o to, by im zaimponować, by się wyróżnić na tle innych mężczyzn. Byciem miłym nie zaimponuje się kobiecie, a pokaże się jedynie, że nie dąży się do konfliktu, tylko do zgody. Czyli do czegoś, do czego dążyły naturalnie kobiety (miłość, tolerancja, bezpieczeństwo i tak dalej). To są te same kobiety, które często boją się swojego cienia.
Podobni mężczyźni bardzo często koniec końców zostają alkoholikami, bezdomnymi, jedni odreagowują przemocą (i np. jedyne co mają do zaoferowania to konflikt, ponieważ też chcą uwierzyć, że jako udający „złych” będą ciekawi). Inni dozgonnie są hipisami, pacyfistami, którzy brzydzą się przemocą, a sami siebie określają jako wewnętrznych „misiów-słodziaków”.
Tak, poznałem wielu bezdomnych, więc doskonale wiem, że bardzo często są to ludzie kompletnie zniszczeni przez innych, niezdolni do krzywdy, bardzo mili i odtrąceni przez swoją wrażliwość. Inni kończą na sznurze.
Tacy mężczyźni są cały czas naiwni. Wierzą, że nawet to, że są wzrokowcami i że jest to złe. Cały czas przypisują sobie złe cechy i poczucie winy. Ale wszelkie badania pokazują, że to kobietom nie podoba się praktycznie żaden mężczyzna fizycznie i muszą naprawdę grymasić, by któryś im „podszedł”. To jednak mężczyźni nie wymagają za wiele od kobiet oprócz wyglądu, przez co kobiety nie muszą wiele wnosić, a i tak dostaną profit. To są plusy dla kobiet, wygoda, ale jest określane jako wady mężczyzn. Jako wiecznie zła, pusta, płytka, prymitywna samcza natura.
Mężczyźni są coraz milsi, kobiety coraz mniej, aby następował konflikt i wzajemna niechęć
Przez takie podejście do płci kobiety stają się coraz bardziej wyniosłe, mają coraz bardziej wysokie mniemanie o sobie, są roszczeniowe, posiadają coraz mniej empatii, nie widzą problemu w wykorzystywaniu, zwodzeniu mężczyzn i stosowania przemocy (głównie psychicznej).
Kobiety chcą być dzisiaj najważniejsze, jedynymi wyjątkowymi i jednocześnie jedynymi ofiarami. Ich lista „chcic” jest ogromna: chcą wsparcia, czułości, wyrozumiałości, zdobywania, tolerancji, adoracji, prawdziwości, traktowania jak księżniczek, emocji, same nie dając pełnej wzajemności, co pokazują statystyki – opuszczają mężczyzn, gdy ci okażą słabości, gdy się nie spiszą, gdy materialnie podupadają, gdy mają jakiekolwiek potrzeby większe, niż kobieta.
Statystyczna kobieta doskonale rachuje ile kto wnosi, dlatego praktycznie nigdy nie pozwoli sobie na dawanie więcej, niż bierze, ale mężczyźni tak właśnie postępują i nie wyliczają, bo są coraz bardziej romantyczni. Mężczyźni nie oceniają kobiet po czynach wobec nich, co jest właśnie największym błędem w relacjach płci i największą nierównością.
Kobiety wiedzą, że nawet gdy popełnią błąd samcy beta je uratują, wybronią, usprawiedliwią, a nawet skomplementują. Jak zniszczą, czy wykorzystają mężczyznę, to społeczeństwo pogardzi według nich słabym, zniszczonym mężczyzną, a nie sprawcą przemocy w postaci kobiety. Kobiety, która np. praktycznie nigdy nie jest bezdomna, a mężczyźni owszem.
I społeczeństwo cały czas mówi, że to kobiety mają gorzej, bo po prostu społeczeństwo jest ślepe na cierpienia mężczyzn, nie chce o nich słyszeć. Społeczeństwo jest ślepe na coraz częściej spotykany toksyczny charakter kobiet zbudowany na bazie uprzywilejowania i na bazie uciszania mężczyzn, którzy sprzeciwiają się niesprawiedliwemu systemowi.
Uprzywilejowanie kobiet miało być krokiem w przód w kierunku ewolucji kobiet (bo w końcu wmówiono, że patriarchat je ograniczał w tym), ale i podziękowaniu mężczyznom za możliwości, które nadali kobietom, za to, że zostaną docenieni, a dostają rykoszetem jako mężowie, kochankowie (a raczej „niekochankowie”, bo ludzie coraz mniej seksu uprawiają), partnerzy i ojcowie. Do nich niedługo wystosuję osobny apel.
Chcemy psuć kobiety, to pozwalajmy nim być takimi jak tutaj opisuję. To będzie nasza wina. Mężczyźni spisując punkt po punkcie co kto wnosi do związku dla płci przeciwnej, o co się troszczy, dopiero zaczynają dostrzegać czy społeczne mity o złu mężczyzn, a niesamowitej dobroci kobiet są prawdziwe. Po prostu mniej się od kobiet wymaga, więc nawet jeśli niewiele robią, to jest to traktowane bezproblemowo. Jeśli kobieta zrobi coś więcej dla mężczyzny, to jest to podnoszone do rangi czegoś niesamowitego, a u mężczyzn to ma być norma.
Po środku są inne kobiety i inni mężczyźni, którzy wprowadzają balans pomiędzy byciem nadmiernie miłym, a byciem draniem, a którzy tworzą dobre związki. Takich związków oczywiście wiele nie jest, bo jak znajdziemy w statystykach, tak naprawdę tylko około 20% związków jest trwała (w tym bez zdrad, bez chęci odejścia, bez związku wyłącznie z przyjaźni, bez uzależnienia finansowego kobiety od mężczyzny, a z miłością i pożądaniem).
Samiec beta jest jedynie narzędziem dla kobiety, samiec alfa obiektem kochania za to kim jest
Miły facet dąży do związków? Kobiety chcą związków. Miły facet chce miłości? Kobiety też chcą miłości. Dlatego szanse miłego faceta na związek są całkiem spore, tylko dlatego, że jest chętny, ma potrzebne do tego cechy beta (choć ich nadmiar, co w następstwie i tak wpędzi w pułapkę). Adoruje on kobietę, czasem nie widząc świata poza nią i dając jej to, czego potrzebuje w sensie pozamiłosnym (choć może słyszeć o miłości).
Miły facet w skrajnych przypadkach akceptuje zdrady i przemoc wobec siebie. Miły facet zaopiekuje się genami samca alfa, uwielbiając samicę, która już ma dzieci z innego związku. Ba, on będzie z radością opłacał jej wszystkie zachcianki. Ideał, prawda? A, że będzie wybrany z braku laku, czy z powodów finansowych, a nie miłości, pożądania i szacunku to nieistotne.
Co innego drań, częściej narcyz i egoista. Zapatrzony w siebie, a nie w kobietę. Zawsze wiele wymaga, zawsze dąży do konfliktu, w którym wygrać musi. Bo on to lubi, lubi się wspinać wyżej i zwiększać swoją wartość. Związki dla niego to tylko dopompowanie ego. Niechcący się angażować, nienawidzący poczucia bezpieczeństwa, uwielbiający ryzyko, zmiany, nowość. Impulsywny, którego nie dogonisz, bo on jest już krok w przód przed Tobą. On się angażować nie chce, dlatego kobiety próbują go uwodzić (także niesamowitą chęcią na różnorodny seks), aby w końcu pokazał trochę tych cech samca beta. Usiadł na przysłowiowej dupie i w końcu zaczął dążyć do stabilizacji, do tego by postawić kobiecie ołtarzyk i wyrazić w końcu emocje. Tak się dzieje, gdy w życiu nie ma się ważniejszych celów, niż próba wymuszenia na kimś posłuszeństwa i wychowania go sobie.
I to jest krótki apel do kobiet. Na pewno fajnie jest mieć niewolnika, który się „stara”, a który w zamian dostaje nic, lub ochłapy, bo nie trzeba wysiłku i poświęcenia. Całkiem jest fajnie mieć władzę nad mężczyznami, ich uczuciami, zachowaniami, męskością, seksem, rozrodem (zapłodnieniem, aborcją), dziećmi (szczególnie po rozwodzie), pieniędzmi mężczyzn, a potem odwracać kota ogonem, że to mężczyźni chcą władzy.
Całkiem jest fajnie obrażać mężczyzn, którzy przestali kobiety „zdobywać”, czyli być rycerskimi. Całkiem jest fajnie nie rozumieć, że to nie ma już sensu, nie wtedy, gdy płcie są równe (a raczej pseudorówne). To nie ma sensu, gdy profitu brak. Bo wygra zawsze ten mężczyzna, który uczuciowy nie jest, którego nie obchodzi, czy kobieta jest, czy nie ma. To on wygra, pomimo, że narzekania w swoim kierunku będzie słyszał. Tylko jego nie będzie to obchodzić. Obchodzi to tego, który się stara, bo mu powierzono misję bycia uległym wobec kobiety, a kobietom wiarę, że taki uległy jest ich ideałem, mimo, że jest na odwrót. To takie kobiety są ideałami, a mężczyźni najmniej atrakcyjnymi.
Taki uległy mężczyzna dostanie zawsze mniej niż, ten który się nie stara. I dostanie to jeszcze z łaską, tak jak w tej historii. Bo wygrywa ten, który nie potrzebuje. Ci wszyscy, którzy kobiet potrzebują ich nie mają. Ci wszyscy, którzy marzą o miłości mieć jej nie będą, tak jak Werter i spółka. Dziwne? Nie, to biologia, to wybredna selekcja seksualna i związkowa kobiet, która bierze tylko wartość dodaną, by samej jej nie musieć wnosić. Tylko jedna płeć musi udowadniać wartość, tylko jedna ma prawo wymagać, tylko jedna ma prawo do słabości.
Kobieta woli umrzeć samotnie, niż być z genetycznie słabym, nieatrakcyjnym mężczyzną. Kobieta woli być upokorzona przez drania i narzekać całe życie na swój los, niżeli związać się z mężczyzną pozbawionym cech stereotypowo samczych, mimo, że tak naprawdę antyspołecznych.
W historii bardzo mało mężczyzn dostąpiło zaszczytu reprodukcji. Praktycznie 2 razy mniej mężczyzn się rozmnożyło, niż kobiet. Genome Research dowodzi, że kilka tysięcy lat po rewolucji agrokulturowej, tylko jeden na 17 mężczyzn miało przywilej reprodukcji. W dziejach albo wspieraliśmy poligamię, gdzie samiec alfa miał kilka kobiet, a reszta mężczyzn była poniżana, lub samotna, albo czcimy (jak teraz) hipergamię, gdzie kobiety mają wolność seksualną i… tylko samcy alfa w pełni pożądani, szanowani i kochani. Reszta żyje w kłamstwie, bo nie widzi, że oznak szacunku do mężczyzn praktycznie nie ma na świecie, a co dopiero w rodzinie.
Samiec alfa tego tekstu nie przeczyta, bo właśnie spędza czas z trzema kobietami, które w monogamii spotykałyby się sam na sam z pozostałymi dwoma mężczyznami. Głupia, narcystyczna kobieta też tekstu nie przeczyta, bo uzna za obwinianie świata, za coś na co jednak wpływu nie mamy, bo trzeba znać historię ludzkości, kultur i różnych cywilizacji. Taka osoba nie chce dojrzeć prawdy.
Także samcu inny niż alfa. Nie licz na miłość, której oczekuje się od Ciebie. Ty dajesz, ktoś bierze. Nie wchodź w związki seksu za zasoby. Nie uznawaj seksu za nagrodę dla Ciebie. Nie toleruj kobiet, które zwlekają z seksem, bo zwlekają, dlatego, że się im nie podobasz.
Innych opcji nie ma, choć będą krzyczeć, że powinieneś być romantyczny i poczekać, bo tak robią ci mądrzy ludzie. I w tym czasie płacić, pamiętać, kupować, dawać zaangażowanie za darmo, w oczekiwaniu na decyzję niezdecydowanej kobiety, która cały czas chce więcej, aż w końcu pobiegnie do tego, od którego nie wymaga, a sama mu ulepszy życie z własnej woli. W mig. Ona nagle znajdzie dla niego czas i chęci.
To wszystko co będziesz słyszeć o dawaniu i niewymaganiu w zamian to manipulacje, aby kobieta nie musiała dać od siebie za wiele. Rób swoje, Ty wyznaczaj drogę, Ty wyznaczaj cele, Ty kieruj, Ty inicjuj, Ty dominuj, Ty nie potrzebuj, Ty bądź wolny, Ty dąż do konfliktu i sprzeciwu tam gdzie wmawiane jest Ci kłamstwo. W innym wypadku zawsze będziesz miły i tylko miły, a na pewno nie kochany i pożądany.
I w końcu zmieniając siebie usłyszysz, to co słyszałem ja od kobiet wyglądających jak anioły i lepiej, niż topowe modelki – „tak bardzo cię pragnę tej nocy, właśnie teraz”, „przy tobie nie umiem o niczym innym myśleć”.
Ale oni będą atakować, bo oni chcą uciszyć to co prawdziwe. Nie daj się, bo to Ty w tym momencie kontrolujesz sytuację, jesteś jej panem. I kobieta tego pragnie, jednocześnie zaprzeczając. I Ty rozumiesz, że ona zaprzecza, bo taka jest jej natura, która prawdy nie chce usłyszeć wprost, ale jej czyny pokazują co jest dla niej najważniejsze i kto jest dla niej najważniejszy.

Samorządy wobec państwa-lewiatana

Słychać coraz więcej głosów o tym, że samorządy mają coraz trudniejszą sytuację finansową. To źle i jeszcze gorzej, ponieważ samorządy na szczeblu gminnym, są ostatnią zaporą przed postępującą degradacją polskiej prowincji.

Pewnym symbolem tego stanu rzeczy jest wypowiedź Wadima Tyszkiewicza, byłego prezydenta Nowej Soli, który został senatorem. Tyszkiewicz był wybitnym samorządowcem i już fakt, że zrezygnował ze stanowiska prezydenta miasta, miał swoją symboliczną wymowę.
Były prezydent Nowej Soli poskarżył się, że nie może odnaleźć się w realiach parlamentu. Ponoć zraziły go od razu różne podchody, gierki i intrygi głównie o charakterze personalnym, którymi ma się zajmować parlament. Nic dziwnego. Zabiegi PiS-u o odzyskanie większości w Senacie mogą rzeczywiście przyprawić o głęboki niesmak.
Te wszystkie zjawiska są przejawem postępującego w Polsce partyjniactwa, czyli degeneracji systemu politycznego, polegającej przede wszystkim na sprowadzeniu polityki do walki o partyjne interesy, w której możliwość obsadzania stanowisk “swoimi ludźmi” jest koroną tego procederu.
Niestety samorządy zostały zarażone tym partyjniactwem, które rozpleniło się głównie w powiatach i sejmikach wojewódzkich. Zresztą partyjniactwo zostało poniekąd wpisane przez ustawodawcę w te dwa szczeble samorządu.
Samorządy nie były kochane przez żaden rząd, ale obecny rząd PiS-u jest im szczególnie wrogi. Gdy samorządy nie były jeszcze przeżarte partyjniactwem i dysponowały odpowiednimi, własnymi środkami finansowymi, to polska prowincja dokonała skoku cywilizacyjnego. Te czasy jednak się skończyły i nic nie zapowiada, że szybko wrócą. Dzieją się rzeczy wręcz przeciwne, przyspieszające okradanie samorządów z pieniędzy.
Co najmniej od kilkunastu lat wygląda to tak; samorządom ustawowo zleca się coraz więcej zdań bez zabezpieczenia odpowiednich środków finansowych na ich realizację. Ostatni spektakularny przykład, to “reforma” edukacji wprowadzona przez rząd PiS-u. Odbieranie samorządom dochodów odbywa zazwyczaj po cichu albo przy nagłaśnianiu jakie to poszczególne rządy nie są dobre dla różnych grup społecznych, bo wprowadzają ulgi albo zmniejszenie podatków. Cierpią na tym głównie samorządy.
Żadnego rządu do tej pory nie obchodziło, jak zrekompensować samorządom te straty. Przy głosach sprzeciwu samorządów z kierownictw różnych partii i ze strony rządu zarzucano samorządom nieumiejętne gospodarowanie (znowu przykład pisowskiej “reformy” edukacji) albo udzielano genialnych w swojej prostocie rad, jak ostatnio premier Mateusz Morawiecki, który powiedział samorządom, żeby oszczędzały.
Z drugiej strony z samorządów robi się pokornych petentów centralnej władzy. Samorządy pozbawione pieniędzy nie mogą inwestować w duże przedsięwzięcia do czego przecież zostały powołane. I wtedy pojawia się wspaniałomyślna władza z Warszawy, która łaskawie daje pieniądze, a to na most, a to na drogę, a to na szpital. Efekt jest taki; samorządy, to ta biedna, niesprawna władza, a ten hojny i gospodarny, to partyjny rząd z Warszawy.
Trzeba dodać, że to rozdawanie w ogromnej części odbywa się po partyjnym uważaniu. W województwie podkarpackim można znaleźć na to bardzo wiele przykładów. Z tej metody PiS zrobił główną zasadę polityki regionalnej, o ile można to taką polityką nazwać.
Trudno powiedzieć co dalej będzie z samorządami. Budowa autentycznej samorządności była trudnym procesem i jeszcze się nie zakończyła. Czy zakończy się przez proces zniszczenia samorządów? Śmiem twierdzić, że PiS zmierza do zrobienia z samorządów wydmuszki.
Sytuację pogarsza fakt, że żadna partia w parlamencie nie ma wśród głównych celów działania obrony interesów samorządów, o ich rozwoju nawet nie wspominając.
A Państwo macie świadomość co grozi samorządom?
[A czy jest w ogóle coś, czego te rządy nie spieprzyły, prócz włażenia w odbyt żydom ? – admin]
Andrzej Szlęzak
za: FB
https://konserwatyzm.pl

Nowy rząd i co nowego? (1)

Konsekwencją wygranych wyborów jest tworzenie rządu przez zwycięską partię, a przede wszystkim określenie kierunków polityki państwa w każdej dziedzinie. Tak czyni nowo powołany premier, wygłaszając expose i wnioskując o votum zaufania. To zwyczaj bez mała w każdym kraju.

Rząd ekologiczny, bo z recyclingu.
Tak się stało ostatnio w Polsce, z tym że ponownie PiS uzyskało większość sejmową i powierzyło urząd premiera ponownie Mateuszowi Morawieckiemu. Warto więc przyjrzeć się jego wystąpieniu.
Morawiecki wygłosił inteligentne, dobrze skonstruowane expose, dobrą polszczyzną, cytując a to klasyków, a to opinie międzynarodowych, bądź unijnych instytucji o Polsce i jej gospodarce, nawiązując również do dawnej i współczesnej historii naszego kraju.
Jeśli uważnie przeczytać tekst jego expose, okazuje się, że mówił o wiele więcej o osiągnięciach ubiegłego czterolecia niż o zamierzonych działaniach kierowanego przez niego gabinetu. Oba te wątki były zresztą dość ściśle ze sobą związane. W jakimś sensie – jeśli chodzi o dotychczasowe rządy Zjednoczonej Prawicy – chwalił siebie samego, gdyż po obaleniu Beaty Szydło on właśnie objął urząd Prezesa Rady Ministrów.
Co więcej, rysując gdzieniegdzie przyszłe zamiary z reguły używał ogólników, a z drugiej strony zupełnie niepotrzebnie wdawał się niekiedy w niepotrzebne szczegóły, np. zapowiadając zmniejszenie zużycia plastiku.
Jako cel naczelny nowego rządu wymienił budowę polskiego państwa dobrobytu, obiecując osiągnięcie standardu życia porównywalnego z państwami Zachodu: „Nasz cel to polskie państwo dobrobytu. Dlatego Polska nie może być wypadkową naszych wewnętrznych interesów – tylko sumą naszych wspólnych celów i ambicji. (…) Naszym głównym celem, celem celów, jest zbudowanie Polski jako najlepszego miejsca do życia w Europie”.
[Ludzie to lubią, ludzie to kupią, Byle na chama byle głośno byle głupio – W. Mlynarski]
Podkreślił też: „Od naszych decyzji zależy, czy Polska znajdzie się wśród państw, które będą kształtować nowy porządek (międzynarodowy – ZL), czy ktoś ustali go za nas”.
[Ten ktoś już ustalił porządek, nie zwracając najmniejszej uwagi na gówniane państwo Polska i jego agenturalne rządy – admin]
Premier ubolewał na stratami, które Polska poniosła na skuwek masowej emigracji na Zachód: „Według MFW w latach 1990–2016 prawie 20 mln osób przeprowadziło się z Europy Środkowej do bogatych, europejskich, zachodnich krajów. Trend ten przyspieszył po wejściu naszych krajów do Unii. Zdaniem funduszu ta zmiana sprawiła, że kraje Europy Środkowej, w tym Polska, straciły dochody. Nasze dochody na głowę są niższe o co najmniej 5% na skutek tej migracji. To wielka danina, którą Polska zapłaciła bogatym krajom Zachodu. Taka danina od biednych dla bogatych nie jest normalna. Państwo wysokich standardów musi z tym skończyć. Ale rok 2018 był pierwszym rokiem, w którym nastąpiło znaczące zmniejszenie liczby rodaków na emigracji. Do Polski wróciło ok. 100 tys. osób”.
Niestety zabrakło tu w jaki sposób państwo ma z tym skończyć.
„Chciałbym, aby nadchodzącej kadencji powstała i zaczęła działać wielka strategia demograficzna”. Brawo! Nareszcie Morawiecki zauważył problem palący, a niepodjęty przez żadne z pięciu stronnictw parlamentarnych w czasie kampanii wyborczej. I ponownie zawód. Pan premier nie pofatygował się choćby w zarysach przedstawić tej strategii.
Wiele miejsca mówca poświęcił rodzinie i zamachom na nią. Nawiązując, ale nie expressis verbis, do prób seksualizacji dzieci przez środowiska LGBT premier powiedział: „Nie ma naszej zgody na eksperymenty społeczne i rewolucje ideologiczne. Stawką jest przyszłość naszych dzieci i przyszłość ta powinna spoczywać w rękach rodziców, bo to jest normalność. I powiem więcej: dzieci są nietykalne. Kto podniesie na nie rękę, tę ideologiczną rękę, ten podnosi rękę na całą wspólnotę. Kto chce dzieci zatruć ideologią, odgrodzić od rodziców, kto chce rozbić więzi rodzinne, kto chce bez zaproszenia wejść do szkół i pisać ideologiczne podręczniki, ten podkłada pod Polskę ładunek wybuchowy, ten chce wywołać w Polsce wojnę kulturową. Nie będzie tej wojny. Nie dopuszczę do niej. A jeśli znajdą się tacy, którzy ją wywołają, to my ją wygramy. Wygra ją rodzina, bo rodzina to wartość arcypolska”.
Bardzo ładnie i bardzo groźnie. Co jednak zrobił poprzedni gabinet Morawieckiego, aby zapobiec tęczowym piątkom w szkołach? Literalnie nic. A jak nowy rząd zapobiegnie tej ofensywie? Ani słowa na ten temat.
[Czyli, jak zwykle, puste obietnice – ale to polactwu wystarcza – admin]
Za to jasno wypowiedział się na temat obecności państwa w gospodarce: „Bez państwa nie ma i nie będzie mowy o równym dostępie do wszystkich nowoczesnych usług. Państwo musi być w grze tam, gdzie rynek tego nie zrobi. To jest normalne, choć niełatwe. Jeszcze dodatkowo neoliberalizm spowodował mętlik pojęciowy i bałagan w systemie wartości. Wielu ludzi uwierzyło fałszywym opowieściom, że państwo jest kulą u nogi. Ta choroba na szczęście powoli odchodzi. Żadna skrajność nie jest dobra”.
Jeszcze raz, podobnie, jak inni politycy PiS, obiecał kontynuację reformy wymiaru sprawiedliwości. Nic nowego w tej sprawie nie powiedział, toteż nie ma sensu cytować.
Morawiecki odniósł się też do nieszczęsnego problemu służby zdrowia: „Wprowadzimy także zapowiedziany pakiet badań dla każdego Polaka po 40. roku życia i przeznaczymy niemal miliard złotych na supernowoczesne centrum onkologii. Dzięki naszym działaniom już w tej kadencji kierunki medyczne skończy nawet o 50% więcej studentów niż jeszcze 4 czy 5 lat temu (…). By podnosić standardy w dużych miastach, w małych powiatach, utworzymy Fundusz Modernizacji Szpitali. To poprawa komfortu dla chorych, których komfort psychiczny i fizyczny powinien być dla nas podwójnie ważny. Odnowione, zmodernizowane szpitale to będzie symboliczne pożegnanie z PRL-owską szarzyzną i obdrapaniem w tak ważnej dziedzinie jak zdrowie. Dlatego zainwestujemy w zdrowie, ale zainwestujemy również w kulturę aktywności fizycznej, a także po prostu w dobrze spędzony czas”.
Sporo czasu Morawiecki poświęcił problematyce małych i średnich firm. Pomijając przypominanie co w tym zakresie zrobiono, zacytujmy nowe obietnice: „Pierwsza kadencja była ukierunkowana na uszczelnienie podatkowe. Tych wysiłków nie zaprzestaniemy, ale jednocześnie zdecydowanie, punktowo i systemowo uprościmy prawo podatkowe i wprowadzimy następne rozwiązania wspierające polskie firmy, małe i średnie przedsiębiorstwa. Dziś już jest o połowę mniej kontroli skarbowych niż w czasach naszych poprzedników. W tej kadencji zaproponujemy dalszą przebudowę systemu podatków tak, aby kolejne korzyści odniosły jak najszersze rzesze Polaków. Wprowadzimy kolejne ulgi inwestycyjne dla najmniejszych przedsiębiorców, np. możliwość natychmiastowego rozliczenia kosztów inwestycji w środki trwałe, bez konieczności długotrwałej i wiążącej się z formalnościami amortyzacji. (…) Wprowadzimy tzw. estoński CIT dla mikro- i małych firm, czyli przesunięcie poboru podatku na moment wypłaty zysku przez spółkę. To wsparcie reinwestycji zysków i ułatwienie finansowania własnego dla małych firm, które bardzo potrzebują zastrzyku kapitału”.
W expose możemy wyczytać zamiary rządu wobec Unii Europejskiej. Przede wszystkim premier obiecał dalszą walkę o nasze interesy narodowe, co – jak słusznie zauważył – jest rzeczą normalną i każdy kraj tak czyni. Po drugie – chodzi o sprawiedliwe podatki, gdyż wielkie korporacje, jak mogą, tak unikają ich płacenia. Z tym wiąże się potrzeba likwidacji rajów podatkowych. Po trzecie – wprowadzenie w UE zdrowej konkurencji, co oznacza brak zgody na dyskryminację polskich przedsiębiorstw. Po czwarte – traktatowe zapewnienie swobody świadczenia usług. Po piąte – ambitny budżet UE z nowymi dochodami własnymi. Po szóste – obrona sojuszu UE ze Stanami Zjednoczonymi. Morawiecki sprzeciwił się zarówno tendencjom izolacjonistycznym, jak i federalizacji Unii.
.. i sporo w nim braków
Premier, ani politycy PiS zabierający głos w debacie, nie wspomnieli o największym zagrożeniu dla Polski, jakim są roszczenia żydowskie wspierane przez USA poprzez ustawę 447. A na temat realizacji ich wypowie się niedługo sekretarz stanu Mike Pompeo w raporcie, jaki ma obowiązek złożyć Kongresowi. To w dalszym ciągu temat tabu. Oto szef rządu, który nie mówi nic o zaawansowanej próbie obrabowania Polski. Zdumiewające!
W expose czytamy o inwestycjach, ale tylko o tych realizowanych i kontynuowanych. Obejmują one głównie inwestycje komunikacyjne, oczywiście bardzo potrzebne Nie dowiedzieliśmy się jednak czy rząd zamierza zainwestować w zrujnowany przez poprzedników przemysł ciężki, w tym stoczniowy. O ile na początku rządów PiS-u głośno było o zajęciu się odbudową stoczni, o tyle obecnie głucho.
Jak zauważył Władysław Kosiniak-Kamysz, rolnictwu Morawiecki poświęcił 30 sekund (sic!). A przecież rolnicy masowo głosowali na Zjednoczoną Prawicę. Chociaż poseł Arkadiusz Mularczyk wygłosił przemówienie – w imieniu premiera – na temat polityki zagranicznej, nic nowego czy ciekawego nie można się w nim doszukać. Widocznie instrukcje Donalda Trumpa w tym przedmiocie nie nadeszły., albo były: „Trzymać tak dalej”.
Kwestia masowego napływu (liczącego 600 tys. ludzi) imigrantów z Azji, Bliskiego Wschodu, byłych sowieckich republik azjatyckich oraz z Ukrainy (największy napływ), została również przemilczana. Żadna partia, żaden rząd nie podjął problemu bezdomnych, co stanowi hańbę III Rzeczypospolitej. A warto by było!
CDN
Zbigniew Lipiński
23 listopada 2019 r.
Myśl Polska, nr 49-50 (1-8.12.2019)
http://mysl-polska.pl

Jak Niemcy stworzyli Ukrainę i w jakim celu.

  1. Jak Niemcy stworzyli Ukrainę i w jakim celu.
    Roman Dmowski – “Kwestia ukraińska”
    [obszerne fragmenty]
    III. Ukraina w polityce niemieckiej
    Łatwość, z jaką sfery polityczne wiedeńskie z miejscowego, wąskiego pojęcia Rusinów (Ruthenen) przeskoczyły na szerokie pojęcie Ukraińców i wewnętrzną austriacką kwestię ruską zamieniły na międzynarodową ukraińską, była zadziwiająca. Byłaby ona wprost niezrozumiałą, gdyby nie głęboka zmiana, która zaszła współ-cześnie, pod koniec ubiegłego stulecia w położeniu monarchii habsburskiej.
    (ta łatwość, z jaką słowo „Ukrainiec” i uznanie „Ukrainy”, jako byt państwowy przez szeroką publikę – zawsze był dla mnie intrygujący –Ukrainy nigdy nie było, nie ma takiej narodowości jak Ukrainiec – propaganda niemiecka ma wielką siłę ogłupiania – MP)
    Związane od kilkunastu lat z Niemcami przymierzem Austro-Węgry zamieniły pod koniec stulecia to przymierze na związek głębszy, ściślejszy, prowadzący z jednej strony do tego, żeby Niemcom i Węgrom monarchii, zagrożonym w swym panowaniu przez inne na¬rodowości, dać silne oparcie w Niemcach Rzeszy, z dru¬giej zaś do podporządkowania dyplomacji austro-węgierskiej polityce zewnętrznej cesarstwa niemieckiego. Już wtedy dla poruszeń polityki austriackiej, których nie można było zrozumieć w Wiedniu, znajdowało się wy-jaśnienie w Berlinie.
    Otóż w owym czasie literatura polityczna wszechniemiecka zaczęła się żywo zajmować wypracowywaniem koncepcji nowego państwa — Wielkiej Ukrainy. Jednocześnie utworzono konsulat niemiecki we Lwowie, nie dla obywateli niemieckich, których we wschodniej Galicji właściwie nie było, ale do współpracy politycznej z Ukraińcami, co zresztą publicznie zostało ujawnione.
    Ujawniono też żywą akcję na terenie spraw ruskich Związku Obrony Kresów Wschodnich (Ostmarkenverein), założonego w Niemczech do walki z polskością.
    Okazało się, że z chwilą zamiany kwestii na ukraińską środek ciężkości polityki w tej kwestii przeniósł się z Wiednia do Berlina.
    Pytanie teraz, dlaczego Niemcy, nieposiadające ludności ruskiej w swym państwie, tak żywo się tą kwestią zajęły. Nie mogła to być idealistyczna, bezinteresowna chęć popierania odradzającej się narodowości, ile że zainteresowanie kwestią wychodziło od rządu i od sfer reprezentujących zaborczą politykę niemiecką. Było to wygrywanie kwestii w interesach niemieckich.
    Przeciw komu?

  2. Przeciw komu?

    W okresie poprzedzającym wojnę światową Niemcy patrzyły na Rosję, jako na pole swej eksploatacji eko-nomicznej i sferę swych wpływów politycznych. Nawet poza granicami Niemiec czasami traktowano Rosję, jako część szerszego imperium niemieckiego. Z tego stanowiska dążyli oni do osłabienia jej zarówno politycznego, jak gospodarczego: chodziło im o to, żeby nie była ona zdolna do przeciwstawienia się im na żadnym polu.
    Pod koniec właśnie ubiegłego stulecia Rosja, która głównie bogactwo ziem małoruskich widziała w ich nie-słychanie urodzajnym czarnoziemie, zaczęła energicznie eksploatować znajdujące się tam obficie pokłady żelaza i węgla kamiennego i na nich budować swój własny przemysł, obliczony nie tylko na zapotrzebowanie krajo¬we, ale i na obce rynki wschodnie. Dla Niemiec ozna¬czało to nie tylko zmniejszenie w przyszłości rynku ro¬syjskiego dla ich wwozu, ale także nowe współzawod¬nictwo na rynkach azjatyckich.
    Z drugiej strony, Niemcy pod koniec ubiegłego stu¬lecia umocniły się w Turcji i zaczęły prowadzić dzieło całkowitego jej opanowania. Tu wielką przeszkodą dla nich była pozycja Rosji na Morzu Czarnym i dostęp jej do Bałkanów.
    Wszystkie te niebezpieczeństwa i te trudności usuwał śmiały pomysł utworzenia niepodległej, wielkiej Ukrainy.
    Nadto, uważawszy słabość kulturalno-narodową żywiołu ukraińskiego, jego niejednolitość, obecność na pobrzeżu morskim różnorodnych żywiołów etnicz¬nych, nic wspólnego nie mających z ukrainizmem, obfi¬tość w kraju ludności żydowskiej, wreszcie dość znaczną ilość osadników niemieckich (w Chersońszczyźnie i na Krymie) — można było mieć pewność, że nowe państwo uda się wziąć pod silny wpływ niemiecki, ująć w ręce niemieckie jego eksploatację i całkowicie pokierować jego polityką.
    Niepodległa Ukraina zapowiadała się, jako gospodarcza i polityczna filia Niemiec.
    Natomiast Rosja bez Ukrainy, pozbawiona jej zboża, jej węgla i żelaza pozostałaby państwem wielkim terytorialnie, ale niesłychanie słabym gospodarczo, nie mającym żadnych widoków na gospodarczą samodziel-ność, skazanym na wieczną zależność od Niemiec. Od¬cięta zaś od Morza Czarnego i od Bałkanów, przesta¬łaby wchodzić w rachubę w sprawach Turcji i państw bałkańskich. Teren ten pozostałby całkowicie domeną Niemiec i ich pomocnicy, monarchii habsburskiej.
    Z punktu widzenia celów polityki niemieckiej względem Rosji największym niewątpliwie dziełem tej polityki byłaby wielka Ukraina.
    Był wszakże jeszcze ktoś, przeciw komu Niemcy uważały plan ukraiński za zbawienny.
    Gdy kwestia polska w drugiej połowie XIX w. zeszła z porządku dziennego spraw międzynarodowych i zamieniła się w wewnętrzną kwestię trzech mocarstw rozbiorczych, polityka niemiecka była jedyną, która mia¬ła otwarte oczy na całość tej kwestii. Nie podzielała ona optymizmu Rosji i Austrii i nie przestała się obawiać powrotu tej kwestii na grunt międzynarodowy. Nie ukrywał tego Bismarck, a i Bülow otwarcie mówił, że Niemcy walczą nie tylko ze swymi Polakami, lecz z całym narodem polskim.
    Niemcy rozumieli, iż odbywający się szybko postęp ich polityki na terenie światowym prowadzi do wielkiego konfliktu. Chwile zaś wielkich starć między mocar¬stwami mają to do siebie, że wtedy tłumione w czasie pokoju kwestie wdzierają się na teren międzynarodowy. Kwestia polska nie była tak zduszona, żeby już nigdy wypłynąć nie mogła; przeciwnie pod koniec XIX stule¬cia rozpoczął się w Polsce ruch odrodzenia politycznego, tworzył się we wszystkich trzech zaborach jeden wielki obóz narodowy, świadczący, że nowe pokolenia pol¬skie czegoś się nauczyły, przemawiający językiem na¬prawdę politycznym, którego od dawna już w Polsce nie słyszano.
    Wystąpienie Polski na widownię międzynarodową, jako wielkiego narodu, byłoby dla polityki niemieckiej wielką klęską. Jeżeli nie można było tego narodu zni¬szczyć, trzeba go było zrobić małym. Na to zaś naj-prostszym sposobem było stworzenie państwa ukraiń¬skiego i posunięcie jego granic w głąb ziem polskich tak daleko, jak daleko sięgają dźwięki mowy ruskiej.
    Plan ukraiński tedy był sposobem zadania potężnego ciosu jednocześnie Rosji i Polsce.

Portal pod egidą Senatu szkaluje Dmowskiego i daje alibi banderowcom!

Jestem zwolennikiem wolności słowa, dlatego przyjmuję i akceptuję w przestrzeni publicznej funkcjonowanie poglądów nawet skrajnie przeciwstawnych moim. Cieszy mnie też rosnąca w sieci ilość stron, forów czy blogów.

Zupełnie jednak nie znajduję zrozumienia dla sytuacji, w której w przestrzeni internetowej funkcjonuje strona finansowana z budżetu państwa, czyli z moich podatków, a propagująca treści skandaliczne, kłamliwe, godzące nie tylko w moje przekonania, ale szkalujące człowieka który jest częścią polskiego panteonu niepodległościowego.
Dodatkowo pikanterii sprawie dodaje fakt, że rzeczny portal wspierany jest przez Senat Rzeczypospolitej. Jeszcze ciekawsze jest to, że portal prowadzi Ukrainiec Włodzimierz Iszczuk, udający Polaka. Tym wyróżnionym przez Senat portalem jest portal Jagiellonia.org. Portal Społeczno-Polityczny.
Na dole strony głównej portalu czytamy, że strona jest formą projektu współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą, za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja. Problematyka dotycząca sytuacji i problemów Polaków mieszkających za granicą zajmuje śladową część tego co publikuje portal.
Wszystkiemu winni Sowieci!
Znaczna część publikowanych artykułów poświęcona jest relacjom polsko-ukraińskim. Wśród nich są artykuły dotyczące funkcjonowania OUN-UPA. Praktycznie trudno w nich znaleźć treści potępiające działalność zbrodniczych ukraińskich formacji, mamy za to próbę tłumaczenia ich twierdzeniami o wpływach radzieckich służb specjalnych, które chciały skompromitować Banderowców.
Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że takie działania ze strony służb radzieckich nie mogły mieć miejsca. Niemniej próba tłumaczenia bestialskiego ludobójstwa jakiego dopuścili się Ukraińcy podżeganiem ze strony radzieckiej agentury są po prostu żałosne. Jest to nie zgodne ze stanem badań historycznych.
Ponadto to oburzające, że teorie usprawiedliwiające banderowców promuje portal, który powstał rzekomo w trosce o los Polaków, w tym również tych Polaków, którzy doświadczyli ukraińskiego bestialstwa.
Wszystkiemu winien Dmowski
Na tym jednak nie koniec. Kolejnym obszarem propagandowego działania jest bezpardonowe atakowanie przez portal Romana Dmowskiego oraz endecji, zarówno tej historycznej jak i współczesnej. O skali ataku świadczą najlepiej tytuły zamieszczanych artykułów: „Pakt Ribbentrop-Mołotow. Kulminacja prorosyjskiej dyplomacji Dmowskiego”; „Prorosyjska geopolityka Dmowskiego jest „bombą zegarową” położoną pod polską niepodległość”; „Wizja Dmowskiego to prorosyjska koncepcja, która niesie poważne zagrożenie polskiej Niepodległości”.
Oto kilka pierwszych zdań z artykułu, którego tytuł wymieniłem jako ostatni: „Nie od dziś endecja okazuje się piątą kolumną Rosji w Polsce, jej ideologiczną forpocztą, głównym rozsadnikiem ładu społecznego i agenturą wpływu. Ta współpraca rozpoczęła się już w międzywojennej Rzeczpospolitej. Jak pisał prof. Wołos: „nie waham się nazwać endecji głównym partnerem politycznym Rosji. Dyplomaci uzyskiwali od endeków masę interesujących ich informacji o nastrojach w kręgach politycznych, o kierunkach polskiej polityki zagranicznej. Ale udało mi się odkryć w rosyjskich archiwach jeszcze jeden machiawelistyczny zabieg dyplomacji sowieckiej. Otóż Rosjanie planowali za pomocą Narodowej Demokracji jeżeli nie obalić, to przynajmniej osłabić sojusz polsko-rumuński, wymierzony – jak sądzili – w nich.(…) To właśnie prorosyjska polityka Dmowskiego i powstałej z jego inicjatywy endecji pozostawiła na pastwę bolszewickiej Rosji Polaków ze Wschodu, przeszkodziła Piłsudskiemu w stworzeniu silnego geopolitycznego sojuszu państw bałtycko-czarnomorsko-adriatyckiego międzymorza oraz stworzyła przesłanki dla polsko-ukraińskiego konfliktu na Kresach południowo-wschodnich”.
Autorem tych wypocin jest wspomniany wyżej redaktor naczelny w osobie Iszczuka, jeden z artykułów przedstawiających Dmowskiego jako odpowiedzialnego za śmierć miliona Polaków na Kresach przyozdabia zdjęciem obrazu przedstawiającego piramidę ludzkich czaszek. Taki zabieg ma jeszcze bardziej zohydzić czytelnikowi osobę Dmowskiego oraz ruch narodowy jako taki.
Co ciekawe motyw z piramidą czaszek pochodzi z obrazu rosyjskiego malarza Wasilija Wiereszczagina, jak widać na potrzeby propagandowe rusofob gotowy jest podeprzeć się rosyjskim artystą.
Motyw ze wspomnianego dzieła rosyjskiego artysty jest wykorzystywany na portalu wielokrotnie, albo do ilustrowania artykułów poświęconych ruchowi narodowemu, albo przy artykułach poświęconych zbrodniom radzieckim (Dmowskiego umieszczonego na pierwszym planie w towarzystwie apokaliptycznych czaszek wymienia się tylko Stalinem).
Artykuł został umieszczony w zakładce: „Ludobójstwo”, w której około 95% tekstów dotyczy zbrodni popełnionych przez NKWD na Polakach i Ukraińcach, rzadkością są natomiast teksty nawiązujące do zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu, a jeśli już się pojawiają, to przedstawiane są w kontekście radzieckiej inspiracji i odpowiedzialności.
Co o Dmowskim myśli Prezes
Swoją drogą to zastanawiające, że wywodzący się z PiS-u prezydent Duda wręcza pośmiertnie Order Orła Białego Romanow Dmowskiemu, a w tym samym czasie Senat, w którym większość miał PiS dotuje portal, który szkaluje Dmowskiego i ruch narodowy.
Jaki jest w takim razie naprawę stosunek PiS-u do Romana Dmowskiego i ruchu narodowego? Ja odpowiedź znam. Otóż oficjalnie na potrzeby opinii publicznej Dmowski jest niemal tak samo istotny jak Piłsudski, ale w rzeczywistości będzie zwalczany, ponieważ bracia Kaczyńscy wychowywani byli w domu, w którym uznaniem ciszyli się ludzie, którzy poświęcili sporą cześć swojego życia na zwalczanie idei narodowej. Sami zresztą nie czuli potrzeby przewartościowania rodzinnych poglądów w temacie Dmowskiego i ruchu któremu przewodził. Pragmatyzm kazał Jarosławowi zacisnąć zęby i oficjalnie przeprosić się z Dmowskim, bo irracjonalizm, romantyzm i sekciarstwo, jest w kierowanej przez niego formacji oferowany masom, natomiast on sam jest natomiast bardzo racjonalny.
Ukraińcy udają endeków
Ciekawym przypadkiem jest na portalu jest osoba Pawła Przeciszewskiego, który „wysmażył” na portalu paszkwil „Endeckość jest chorobą”. Przeciszewski pisze w nim tak: „Pochodzę z rodziny endeckiej, za młodu wierzyłem w ich idee, potem, stopniowo, przez całe życie doszedłem, że był to najbardziej szkodliwy, moralnie najpodlejszy, a intelektualnie najgłupszy kierunek w całych dziejach myśli politycznej Polski. Dziś każdy młody człowiek, który skłania się w tę stronę doprowadza mnie do reakcji alergicznej”.
Kiedy jednak wejdziemy na profil facebookowy Przeciszewskiego, to odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z prawosławnym Ukraińcem, a nie Polakiem o endeckich korzeniach. Przeciszewski publikuje anynarodowy artykuł na portalu dotowanym przez PiS, co nie przeszkadza mu na swoim profilu o prezesie Kaczyńskim pisać tak: „paskuda, obrzydliwa kreatura”. To bardzo częsta postawa wśród Ukraińców w Polsce, obficie dotowani przez PiS, jednocześnie szydzą i plują na tę polską partię która ich tuczy.
Dmowski miał rację
Ukrainiec Iszczuk wytyka Dmowskiemu, że Polska nie poszła jeszcze dalej na Wschód, tym samym czasie kiedy środowiska ukraińskie usprawiedliwiają zbrodnie popełnione na Polakach tym, że Polska panowała na Wschodzie na ziemiach, które powinny należeć do Ukrainy i Białorusi. Gdzie więc logika w tych zarzutach? Niechęć Dmowskiego do przyłączania zbyt dużych obszarów na Wschodzie, brała się właśnie z obawy co do możliwości realnej kontroli ziem na Wschodzie, a na których żywioł polski jest w zdecydowanej mniejszości. Czas pokazał, że jego obawy były uzasadnione.
Rosjanin twój wróg
Zdjęcia będące uzupełnieniem tekstów dopełniają obrazu kłamliwej propagandy, którą zajmuje się portal. Najczęściej na specjalnie sporządzanych grafikach pojawia się Putin albo jakiś motyw rosyjsko-radziecki. Putin z diabolicznym grymasem twarzy, a w tle Stalin albo Hitler, to chleb powszedni tego portalu.
Z treści artykułów na portalu możemy się dowiedzieć, że promocja LGBT świecie to sprawka Rosji, eksodus emigrantów do Europy to sprawka Rosji, ataki chemiczne w Syrii to Rosja. Putin chce wskrzesić Związek Radziecki, Rosja to następczyni Złotej Ordy, Rosja kultywuje tradycji faszystowskie, Rosja prześladuje chrześcijan, Putin dla utrzymania władzy jest gotowy zrzucić bombę atomową na Moskwę.
Żeby pogłębić przekonanie, że Rosja to kraj faszystowski jedna z zakładek na portalu nosi nazwę: „Raszyzm”, co jednoznacznie ma się kojarzyć ze słowem faszyzm. Pewnie nie zaskoczę cię drogi czytelniku jeśli powiem, że kolejna zakładka o nazwie: Terroryzm poświęcona jest właściwie w całości Rosji i Putinowi.
Są też obok siebie artykuły przeczące sobie na wzajem, z których raz dowiadujemy się, że Rosja jest silna jak nigdy i gotowa żeby zaatakować lada dzień, żeby po chwili przejść do artykułu, z którego dowiedziemy się, że Rosja to kolos na glinianych nogach, który już ledwo zipie i za moment upadnie.
Uważam, że każdy ma prawo do wyrażania swoich krytycznych i skrajnych opinii, tak o Rosji jak i o Putinie. Co innego jednak jeśli robi się to prywatnie, a co innego jeśli robi to pod szyldem polskiego parlamentu.
Artykuły docenianego przez ukraińską bezpiekę Sakiewicza, prymitywne ataki Targalskiego na Konfederację z sugestią agenturalności tej formacji w tle, czy Żurawskiego vel Grajewskiego, ze swoją absurdalną wizją Międzymorza, to wyznaczniki profilujące portal. Jagiellonia promuje skrajną wizję koncepcji Międzymorza, w której jest miejsce nawet dla islamskiego Azerbejdżanu, natomiast nie ma go dla chrześcijańskiej Armenii, tylko dlatego, że ta chce mieć poprawne relacje z Rosją.
Wojna informacyjna
Portal prowadzi bezpardonową wojnę informacyjną, z wykorzystaniem kluczowych elementów składowych wojny informacyjnych, a więc dezinformacji i manipulacji. Zamiast zgodnie z przeznaczeniem wspierać Polaków na Wschodzie, zajmuje się zmiękczaniem polskiej opinii publicznej na odcinku zrozumienia i usprawiedliwienia zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Agresywnie wmawia czytelnikom, że nie będzie niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy, w celu pogłębienia w Polakach potrzeby niesienia wszelkiej pomocy Ukrainie.
To tłumaczy również wściekłe ataki na ruch narodowy, ponieważ endecja zarówno ta historyczna, jak i ta współczesna kierowała i kieruje się względem Ukrainy pragmatyzmem i realizmem, podobnie zresztą, jak i wobec Rosji.
Pozostając przy Rosji, to celem portalu jest doprowadzenie do powszechnego znienawidzenia Rosji przez Polaków, skrajnego zantagonizowania Polski z Rosją, na rzecz wciągnięcia jej w rzekomo zbawienny dla niej sojusz z Ukrainą.
Portal funkcjonujący za pieniądze polskich podatników, szkodzi Polsce, pluje w twarz rodzinom ofiar rzezi wołyńskiej i szarga dobre imię Romana Dmowskiego, podważając ogrom zasług zarówno jego jak i prądu politycznemu któremu przewodził.
Na działalność takiego portalu, w tej formule i za moje pieniądze jako podatnika nie ma zgody!
Arkadiusz Miksa
Myśl Polska, nr 49-50 (1-8.12.2019)
http://mysl-polska.pl

Jedność ponad podziałami


9 listopada w polskich mediach głównego nurtu rozpętała się burza. Od „Gazety Wyborczej” po „Gazetę Polską” i od TVN po TV Republika tutejsze główne media zgodnie poinformowały, że polska Straż Graniczna zatrzymała na przejściu granicznym w Dorohusku, na podstawie listu gończego wydanego przez Interpol na wniosek Rosji – „ukraińskiego aktywistę obywatelskiego i weterana wojny z Rosją”.
Media red. T. Sakiewicza poinformowały nawet, że zatrzymany ma „propolskie poglądy”.
Skoro to „aktywista obywatelski”, czyli taki jakby liberalny demokrata, to dlaczego w zorganizowanym w jego obronie proteście przed ambasadą polską w Kijowie uczestniczyli ludzie z symboliką banderowską i neonazistowską?
Dlatego, że Ihor Mazur był i jest wiceszefem UNA-UNSO – najtwardszego jądra epigonów ideologii banderowskiej, faktycznie organizacji neonazistowskiej. Tego jednak nie podały polskie media, dla których Mazur stał się „aktywistą obywatelskim” i to jeszcze o poglądach „propolskich”.
Poza niszowymi portalami nie poinformowano też, że Mazur jest podejrzewany o związek z morderstwem białoruskiego dziennikarza Pawła Szeremeta.
Do Polski jechał na zaproszenie posłanki PiS Beaty Mazurek jako pracownik sekretariatu Werchownej Rady ds. praw człowieka. Wydelegowano go do Warszawy na konferencję „poświęconą sprawom bezpieczeństwa i współdziałaniu Polski i Ukrainy wobec agresji Rosji” [1].
Ihor Mazur został bardzo szybko zwolniony z polskiego aresztu. Wystarczyło stanowcze oświadczenia ambasadora Ukrainy Andrija Deszczyci i w obronie zatrzymanego stanęła cala polska „klasa polityczna” – od Adama Bodnara po Tomasza Sakiewicza. Śmiertelnie skłócona, będąca od co najmniej dekady w stanie wojny domowej, wykazała imponującą i unikalną w polskich warunkach jedność ponad podziałami w obronie epigona Stepana Bandery i Romana Szuchewycza.
Od działań Straży Granicznej publicznie odciął się minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz [sic! – admin]. Zewsząd sypnęły się głosy oburzenia: co za skandal, weteran pierwszej wojny czeczeńskiej i wojny w Donbasie, co to gromił Moskala nawet na Kaukazie, zatrzymany na wniosek Rosji przez polską Straż Graniczną. Toż to zdrada i profanacja!
W tej sytuacji Ihor Mazur został natychmiast zwolniony z aresztu i w Święto Niepodległości 11 listopada paradował z biało-czerwonym kotylionem u boku konsula generalnego Ukrainy w Lublinie Wasyla Pawluka – notabene wieloletniego działacza neobanderowskiej partii Swoboda, który wielokrotnie wyrażał się publicznie z uznaniem o UPA.
No cóż. Paryż wart jest mszy – powiedział przed wiekami francuski król Henryk IV. Najwidoczniej Zakerzonie też jest warte mszy, tzn. przypięcia sobie przed kamerami biało-czerwonego kotylionu.
Radości nie było końca. Samuel Pereira z TVP Info (wcześniej piszący w „Gazecie Polskiej”) zacytował następującą refleksję Ihora Mazura: „Jestem patriotą. U steru władzy w Polsce też znajdują się patrioci. Co nas różni? Historia naszych narodów oraz rosyjska propaganda, której twórcy pragną nas skłócić. A kiedy Ukraińcy występują przeciw Polakom albo Polacy przeciw Ukraińcom, to wygrywa na tym Moskwa, która znowu chce stać się wielkim imperium. Niestety, władze Niemiec, Włoch, Francji, Holandii czasem Putinowi w tym pomagają. Tym, czego Rosja obawia się najbardziej, jest ukraińsko-polska przyjaźń!”. Wielokrotnie o tym czytałem na gazetopolskim portalu Niezależna (niezalezna.pl).
Dalej Mazur powiedział: „Jeśli Polsce i Ukrainie uda się w pierwszej kolejności stać się jednym geopolitycznym, ekonomicznym i wojskowym sojuszem państw, to we Wschodniej Europie będziemy mogli wspólnie dominować. Litwa, Estonia i Gruzja przyłączą się do nas z uwagi na rosyjskie zagrożenie. Oczywiście do tego dochodzi Rumunia, Chorwacja, Węgry, Czarnogóra… ale Międzymorze jest niemożliwe bez polsko-ukraińskiej przyjaźni” [2].
Bingo! Międzymorze. Ukochany temat Tomasza Sakiewicza i Jerzego Targalskiego. Ta wypowiedź ukraińskiego watażki stanowi jeszcze jeden dowód na to, że tzw. Międzymorze – lansowane od lat 90-tych przez obóz Kaczyńskiego i równocześnie obóz liberalny, a w latach 80-tych przez KPN Moczulskiego – nie jest wymysłem Jerzego Giedroycia ani przedwojennych piłsudczyków (nimi, niczym listkiem figowym, tylko się zasłaniają współcześni polscy propagatorzy idei Międzymorza), ale neobanderowców. To temat podsunięty postsolidarnościowej „klasie politycznej” przez nacjonalistów ukraińskich. To ich celom politycznym ma służyć i służy Polska w tej koncepcji. A tym celem politycznym jest Wielka Ukraina.
Tak oto ukraiński watażka stał się w jednym momencie nowym „autorytetem moralnym” polskiej „klasy politycznej”. Międzymorze! Nierozerwalna przyjaźń polsko-ukraińska i wspólna defilada z Kozakami w Moskwie – jak swego czasu marzył Jerzy Targalski.
Nie można przy tym nie zauważyć, że gdyby w Polsce ktoś wykazywał takie afiliacje ideologiczne jak Ihor Mazur, to zostałby przez tzw. salon III RP zgodnie okrzyknięty nazistą (albo co najmniej faszystą), a pan Adam Bodnar żądałby natychmiast od prokuratury podjęcia działań represyjnych. Ale ukraiński neonazista i prawdopodobnie zbrodniarz wojenny Ihor Mazur jest dla salonu III RP i rządzącej prawicy „działaczem obywatelskim” i bojownikiem o „prawa człowieka”.
Jedni i drudzy są gotowi rzucić się za niego w ogień – bo to jest dla nich kolejna okazja zamanifestowania swojej atawistycznej wrogości do Rosji i niezgody na linię polityczną Wołodymyra Zełenskiego. Niech żyje Ukraina banderowska – taki transparent mogłaby sobie powiesić cała polska „klasa polityczna” od Michnika po Sakiewicza.
Wniosek Interpolu i Komitetu Śledczego Rosji w sprawie Ihora Mazura powinien zostać w świetle prawa rozpatrzony przez niezawisły sąd polski. Wystarczyło jednak, że został rozpatrzony przez „Gazetę Wyborczą” i „Gazetę Polską”. Niezwisła prokuratura wycofała wniosek o rozpatrzenie sprawy Mauzra przed Sądem Okręgowym w Lublinie i tuż po polskim Święcie Niepodległości nowy „autorytet moralny” tutejszej „klasy politycznej” mógł powrócić na Ukrainę, owacyjnie żegnany przez chór zaprzysięgłych wrogów znienawidzonej Rosji.
„Jest to niewielkie, ale jednak zwycięstwo w wojnie hybrydowej, którą prowadzi przeciwko nam Federacja Rosyjska” – podsumował całą sprawę wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy Anton Heraszczenko. Zwycięstwo odniesione – o czym już nie wspomniał – dzięki postsolidarnościowej „klasie politycznej”, która zdobyła się na heroiczną, histeryczną i historyczną jedność ponad podziałami [3].
Mylne jest jednak przekonanie, że ta sprawa jest kolejną odsłoną dość specyficznej polskiej polityki wschodniej. Wręcz przeciwnie – jest kolejnym dowodem na to, że Polska nie prowadzi żadnej polityki na Wschodzie. Prowadzi ją tam zupełnie kto inny. Jeszcze Ihor Mazur nie zdążył w glorii chwały wyjechać z Polski na Ukrainę, a tu nagle odezwał się oligarcha Ihor Kołomojski – główny sponsor tzw. „rewolucji godności”, czyli puczu na kijowskim Majdanie w 2014 roku, a także główny sponsor neobanderowskich formacji paramilitarnych walczących w Donbasie i główny sponsor kampanii prezydenckiej Wołodymyra Zełenskiego. Udzielił on mianowicie wywiadu dla „The New York Times”, którego polskie media głównego nurtu dyskretnie nie zauważyły.
Ihor Kołomojski jest nie tylko najbogatszym człowiekiem na Ukrainie, stale zresztą rezydującym w Szwajcarii, nie tylko pełni zaszczytną funkcję prezesa Zjednoczonej Wspólnoty Żydowskiej na Ukrainie, nie tylko posiada obywatelstwo ukraińskie, izraelskie i cypryjskie, ale i ma ogromne ambicje polityczne oraz szerokie horyzonty, o czym świadczy wspomniany wywiad dla „The New York Times”. W wywiadzie tym powiedział, że „już czas, żeby Ukraina dała sobie spokój z Zachodem i zwróciła się w stronę Rosji”.
Dalej stwierdził: „Oni [Rosjanie] i tak są silniejsi. Musimy poprawić nasze relacje. Ludzie chcą pokoju, dobrego życia. A wy [Amerykanie] zmuszacie nas, byśmy byli w stanie wojny, nie dając nam nawet za to żadnych pieniędzy”.
Kołomojski nie ma też wątpliwości, że Unia Europejska i NATO nigdy nie przyjmą Ukrainy do swojego grona. „Nie ma sensu tracić czasu na puste rozmowy. Podczas gdy Rosja bardzo chciałaby wciągnąć nas do nowego Paktu Warszawskiego” – powiedział otwarcie człowiek stojący za plecami prezydenta W. Zełenskiego.
Odbudowanie więzi z Rosją – jego zdaniem – jest konieczne, żeby ukraińska gospodarka mogła przetrwać. „Weźmiemy od Rosjan 100 mld dolarów. Myślę, że z radością by je nam dziś dali. Jaka jest najszybsza droga do rozwiązania problemów i odbudowy relacji? Tylko pieniądze” – powiedział Kołomojski. Na koniec stwierdził: „Jeśli USA będą cwaniakować, to pójdziemy do Rosji. Rosyjskie czołgi będą stacjonować pod Krakowem i Warszawą, a NATO będzie robić w spodnie i kupować pampersy” [4].
Krótko mówiąc – to czy Międzymorze powstanie czy rozpłynie się we mgle zależy nie od geniuszu Jarosława Kaczyńskiego i Jerzego Targalskiego, ale od widzimisię i humoru Ihora Kołomojskiego. I dalsza zabawa w Banderę i UPA na Ukrainie, zwłaszcza zachodniej, też. Taka jest prawda o polskiej polityce wschodniej i Wielkiej Ukrainie epigonów Bandery.
Ale to jeszcze nie koniec tej prawdy. „Podczas przesłuchania w Izbie Reprezentantów w dochodzeniu ws. impeachmentu Donalda Trumpa podpułkownik Alexander Vindman zeznał, że władze Ukrainy trzy razy oferowały mu stanowisko ministra obrony. Ołeksandr Danyluk, ukraiński sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony, który miał składać te propozycje, twierdzi, że żartował. (…) Ukraińskie propozycje Vindman ocenił jako »dość komiczne«. Jego zdaniem byłoby »zabawne«, gdyby podpułkownik armii USA otrzymał taką posadę” – poinformował portal kresy.pl [5].
Czy wśród czynników politycznych w Warszawie nie jest dla nikogo jasne, że strategicznym partnerem Polski na Wschodzie jest państwo komiczne, że cala koncepcja polskiej polityki wschodniej o to komiczne państwo się opiera i od niego zależy? Chyba, że Polska też jest państwem komicznym. Ale takie państwo polityki nie prowadzi. Jakiejkolwiek.
Bohdan Piętka
[1] Polska zatrzymała wiceszefa skrajnie nacjonalistycznej UNA-UNSO na wniosek Rosji, http://www.kresy.pl, 9.11.2019.
[2] „Polacy i Ukraińcy razem stanowią siłę!”. Kim jest Ihor Mazur, ścigany przez Rosję?, http://www.tvp.info, 10.11.2019.
[3] Ihor Mazur powrócił na Ukrainę. „To zwycięstwo w wojnie hybrydowej z Rosją”, http://www.tvp.info, 14.11.2019.
[4] Cyt. za: Kołomojski dla NYT: Jak USA będą cwaniakować, to Ukraina pójdzie do Rosji; rosyjskie czołgi będą pod Krakowem i Warszawą, http://www.kresy.pl, 13.11.2019.
[5] Ukraińcy oferowali podpułkownikowi armii USA posadę ministra obrony? Danyluk: to były żarty, http://www.kresy.pl, 19.11.2019.
Myśl Polska, nr 49-50 (1-9.12.2019)
http://mysl-polska.pl

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Menu O...