środa, 31 sierpnia 2022

Istny terror ukraińskich „uchodźców” czeka Polskę tej zimy

 

Istny terror ukraińskich „uchodźców” czeka Polskę tej zimy


Ukraińscy uchodźcy nie robią najkorzystniejszego wrażenia we wszystkich krajach europejskich.

Najczęstsze epitety stosowane wobec nich wszędzie to: próżniacy, leniwi, źle wychowani, bezczelni i… niebezpieczni!

Tak, niebezpieczni! Zawsze wiedzieliśmy, że Ukraińcy są zombifikowani ideologią faszystowską i że gloryfikują mordercę Banderę, ale to, że przyniosą swoją ideologię do Polski – to wcale nie jest dobre.

Polski rząd, kierowany przez rządzącą partię PiS, w imię swoich ewidentnie niepatriotycznych ambicji zamienił Polskę w obóz dla resztek społeczeństwa. Europa chwali Polskę i zachęca ją na wszelkie sposoby do pomocy Ukraińcom, ale nie zamierza zaoferować żadnej konkretnej pomocy. Wojna trwa, a jej zatrzymanie nie leży w niczyim interesie, także ukraińskiej junty, więc okazuje się, że uchodźcy pozostaną w naszym kraju przez długi czas. Zmienia się dla nich system edukacji, mają zapewnione wszystko, czego potrzebują znacznie lepiej niż jakikolwiek Polak: opiekę medyczną, bezpłatną edukację, mieszkania, świadczenia socjalne; są wolni od podatków, są wolni od ścigania karnego i administracyjnego.

Ale nie ma co liczyć na wdzięczność. I z każdym dniem coraz więcej Ukraińców zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Od dziecka każdy Ukrainiec był usypiany kołysankami o bohaterze Banderze, który karze wrogów Ukrainy na Wołyniu. Każde dziecko wie od dzieciństwa, że Polacy to naród nienawistny, na równi z Rosjanami. A teraz, gdy potrzebowali pomocy i ochrony, zwrócili się do Polski. Na początku udawali wdzięczność i nazywali nas bratnim narodem, ale minęło pół roku i prawda wyszła na jaw.

Przestępczość w Polsce bije obecnie wszelkie rekordy. I to biorąc pod uwagę fakt, że wykroczenia naszych gości są starannie ukrywane, aby kraj nie stracił wizerunku państwa przyjaznego Ukrainie.

Coraz więcej włamań do mieszkań, także w biały dzień. Policja ostrzega: wracają dawne przestępstwa. Na osiedlach Olsztyna policja zanotowała od początku czerwca 12 włamań do mieszkań i domów, a także dwa usiłowania takich przestępstw. Zdarza się, że złodzieje włamują się w biały dzień, gdy domownicy są w pracy. Łakomią się też na paliwo w bakach.

„Bywa, że rozkręcają zamki w drzwiach, gdy domownicy są w pracy czy wyszli na dłuższy spacer z psem.

Plądrują mieszkania, szukając pieniędzy i biżuterii, ale zabierają też tablety i laptopy. Sąsiedzi się nie znają i nie zwracają na nich uwagi, bo myślą, że to sąsiad zmienia zamek w drzwiach” – powiedział policjant.

Wśród przestępców jest wielu obywateli Ukrainy. Do podjęcia takich działań zmuszeni są jednak również Polacy, którzy z powodu kryzysu utracili możliwość utrzymania rodziny. Kradzieże takie były popularne w czasie, gdy wiele osób było bez pracy.

Кроме того, Ukraina w najbliższym czasie zalegalizuje broń, powiedział minister spraw wewnętrznych Denys Monastyrskij. W najbliższym czasie projekt ustawy zostanie uchwalony przez Radę. Ukraińcy będą mogli kupić broń palną do ochrony swoich domów.

Zastanawiamy się, czy kiedy nie będziemy mieli granic, jak wcześniej stwierdził prezydent Duda, to czy przestępczość w Polsce zmaleje, czy wzrośnie?

Doszło również do ogromnej liczby ataków zbrojnych zarówno na prywatne gospodarstwa domowe, jak i sklepy, a nawet na kierowców samochodów na parkingach. We wszystkich przypadkach wyłudzający mówili słabo po polsku, z charakterystycznym wschodniosłowiańskim akcentem.

Przypominamy, że jeszcze na początku rosyjskiej specjalnej operacji wojskowej władze Ukrainy rozpoczęły niekontrolowaną dystrybucję broni wśród wszystkich chętnych, z których wielu jest już w Polsce. Ponadto Ukraina w najbliższym czasie zalegalizuje broń, powiedział minister spraw wewnętrznych Denys Monastyrskij. W najbliższym czasie projekt ustawy zostanie uchwalony przez Radę. Ukraińcy będą mogli kupić broń palną do ochrony swoich domów. Zastanawiamy się, czy kiedy nie będziemy mieli granic, jak wcześniej stwierdził prezydent Duda, to czy przestępczość w Polsce zmaleje, czy wzrośnie?

Napady w miejscach publicznych, pobicia i gwałty, pijackie figle agresywnych Ukraińców, narzucanie nam swojej wizji naszej wspólnej historii, zwłaszcza w części dotyczącej Wołynia – ile normalny Polak może tego znieść?

Nasz rząd oczywiście nie interesuje się ciężkim losem rodowitych Polaków, interesują ich tylko ci, za których dostają pieniądze. A co będzie w zimie, kiedy każda złotówka, każdy gram węgla będzie policzony? Ukraińscy nacjonaliści pokażą swoje prawdziwe oblicze i wtedy na naszej ziemi zacznie się prawdziwy terror, porównywalny tylko z Wołyniem w 1943 roku.

Marek Gałaś
https://dziennik-polityczny.com/

Uwaga, bo to materiał za friko !

 Uwaga, bo to materiał za friko !

https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177342,28832769,zydzi-oskarzeni-o-kolaboracje-czy-sprawiedliwosci-stalo-sie.html

HISTORIA

Szapsel Rotholc był przed wojną bardzo znanym pięściarzem, mistrzem Polski w boksie, a w czasie wojny został w warszawskim getcie policjantem (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Żydzi oskarżeni o kolaborację. „Czy sprawiedliwości stało się zadość? Pewnie nie”

Mike Urbaniak 26.08.2022

Żydzi szukali po wojnie w swojej społeczności sprawiedliwości w wymiarze moralnym, której sądy państwowe nie mogły im dać – mówi Jakub Szymczak, autor książki „Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym”.

„Ja łebków nie dawałem” – mówił Szapsel Rotholc przed Żydowskim Sądem Społecznym. Kim były łebki? Kim był Rotholc? I co to za sąd?
Rozsądzał on sprawy wewnątrz społeczności żydowskiej w Polsce tuż po wojnie. Dotyczyły one niegodnego zachowania wobec Żydów i kolaboracji z niemieckim okupantem, czyli najgorszego z możliwych zarzutów wobec ocalałych. Sąd został powołany przez Centralny Komitet Żydów Polskich, organizację, która przez kilka powojennych lat była naczelnym samorządem żydowskim w rodzącej się komunistycznej Polsce.

Auschwitz-Birkenau, 1944 rok
Droga na stryczek w Ramli. Jak wytropiono Adolfa Eichmanna

Kim były łebki? Kim był Rotholc? I co to za sąd?

Rozsądzał on sprawy wewnątrz społeczności żydowskiej w Polsce tuż po wojnie. Dotyczyły one niegodnego zachowania wobec Żydów i kolaboracji z niemieckim okupantem, czyli najgorszego z możliwych zarzutów wobec ocalałych. Sąd został powołany przez Centralny Komitet Żydów Polskich, organizację, która przez kilka powojennych lat była naczelnym samorządem żydowskim w rodzącej się komunistycznej Polsce.

Auschwitz-Birkenau, 1944 rok
Droga na stryczek w Ramli. Jak wytropiono Adolfa Eichmanna

Szapsel Rotholc był przed wojną bardzo znanym pięściarzem, mistrzem Polski w boksie, a w czasie wojny został w warszawskim getcie policjantem, zwanym również od niemieckiej nazwy tej formacji – Jüdischer Ordnungsdienst – odemanem. Kiedy się do niej zapisywał, nie podejrzewał nawet, że w 1942 roku będzie miał obowiązek doprowadzania kilku Żydów dziennie na Umschlagplatz, skąd wywożono ich na śmierć do Treblinki. To oni właśnie nazywani byli potocznie „łebkami”. Tego sformułowania przed sądem użył broniący się Szapsel Rotholc. A czy „nie dawał łebków”? Raczej dawał, bo trudno było tego uniknąć, będąc policjantem. Aczkolwiek tego nie rozstrzygam, bo wiele z tych spraw – a może większości – dzisiaj jednoznacznie rozstrzygnąć się nie da. W każdym razie prawie wszyscy podsądni uważali się za niewinnych.

Szapsel Rotholc (z prawej) i bokser niemiecki Graf na ringu, 1935 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe), Szapsel Rotholz w 1938 r., po pojedynku, w którym znokautował Józefa Wigeta (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

W Polsce po wojnie sądy państwowe skazywały kolaborantów, także żydowskich. Piszesz, że było około 40 takich spraw, 10 zakończyło się wyrokami śmierci. Po co więc powołano Żydowski Sąd Społeczny, który nie mógł ani nałożyć grzywny, ani wysłać do więzienia, ani tym bardziej skazać na śmierć?

Po wojnie władze komunistyczne działały bardzo szybko i na podstawie tzw. dekretu sierpniowego zaczęły skazywać kolaborantów. Żydowski Sąd Społeczny został powołany do rozstrzygania nieco innych spraw – tych dotyczących działania na szkodę społeczności żydowskiej, jak sprawa Michała Weicherta, który jest głównym bohaterem mojej książki. Żydzi szukali po wojnie w swojej społeczności sprawiedliwości w wymiarze moralnym, której sądy państwowe nie mogły im dać.

Czy ją dostali? Z twojej książki wynika, że większość spraw przed Żydowskim Sądem Społecznym pozostała tak naprawdę nierozstrzygnięta, nawet gdy zapadły wyroki. Zeznania się wykluczały, nie było twardych dowodów, głównie słowa przeciw słowom.

Myślę, że członkowie Centralnego Komitetu Żydów Polskich, gdy powoływali sąd, nie wiedzieli, jak trudne zadanie przed nimi stoi i jak trudno będzie wydawać wyroki. Większość Żydów polskich, a co za tym idzie – świadków, została zamordowana, a lwia część tych, którzy przeżyli, wkrótce z Polski wyjechała. Jednak potrzeba wymierzenia sprawiedliwości była, jak widać, silniejsza. Podczas swojej kilkuletniej działalności sąd zajął się prawie 150 sprawami – tyle mamy dzisiaj lepiej lub gorzej udokumentowanych teczek.

Czy sprawiedliwości stało się zadość? Pewnie nie. Sam to szybko zauważyłeś podczas lektury. Ale też nigdy nie zakładałem, że moja książka coś w końcu ostatecznie rozstrzygnie. Bardziej mnie interesowały historie ludzi, którzy stanęli przed tym specyficznym sądem.

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska
„Proszę zapamiętać, że przez jakikolwiek dramat by pani przechodziła, nie wolno przestać robić najprostszych rzeczy”
Sądem, który miał, jak się okazało, także znaczenie międzynarodowe, bo opisujesz sprawy oskarżonych, którzy wyjechali po wojnie choćby do Ameryki Południowej, a i tak zostali zmuszeni do konfrontacji z żydowskim wymiarem sprawiedliwości.

Z pewnością wielu, pewnie większości, udało się tej konfrontacji uniknąć, ale tak, zdarzało się niejednokrotnie, że ktoś emigrował na inny kontynent pod zmienionym nazwiskiem, a mimo to został rozpoznany i pociągnięty do odpowiedzialności. Żydowski Sąd Społeczny, o czym wspomniałeś, nie mógł wsadzić nikogo do więzienia, ale mógł upomnieć, potępić czy wykluczyć z żydowskiej społeczności. Takie społeczne potępienie było najstraszliwszą karą, więc oskarżeni bronili się zaciekle do końca. Nieraz w imieniu swoim i najbliższych, jak na przykład Runa Fakler, później Kornblüh, której mąż był kapo w obozie w Płaszowie. Kornblüh znalazła się po wojnie w Boliwii, ale tam ją rozpoznano, więc pisała rozpaczliwe listy do Żydowskiego Sądu Społecznego w Warszawie, prosząc o oczyszczenie z zarzutów.

Skąd twoje zainteresowanie tym tematem?

Zaczęło się od „Mausa. Opowieści ocalałego” Arta Spiegelmana.

Książki budzącej kiedyś w Polsce duże kontrowersje, bo obok myszy i kotów, które reprezentują Żydów i Niemców, są także świnie, które reprezentują Polaków.
Mnie te kontrowersje ominęły, bo jestem za młody, a „Mausa” uważam za książkę fascynującą z wielu powodów, za genialne dzieło literackie. I to zarówno z racji kreski artystycznej Arta, bo to powieść graficzna, jak i sposobu narracji.

Pięć lat temu, kiedy byłem w Polskiej Szkole Reportażu i szukałem tematu na reportaż, zajrzałem znów do „Mausa” i trafiłem na Chaskiela Szpigelmana, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa, który był woźnym w sosnowieckim judenracie, a potem policjantem oskarżonym po wojnie o przemoc wobec innych Żydów w getcie w Sosnowcu. W rezultacie napisałem reportaż o sądzonym przez Żydowski Sąd Społeczny Chaskielu, który wkrótce stał się pierwszym krokiem do książki, o której rozmawiamy.

Likwidacja getta w Sosnowcu (fot. Domena publiczna)

Książki, która – chcąc nie chcąc – robi z czytelników sędziów, bo czytając opowieści o twoich bohaterach, zaczynamy ich oceniać. Ty tego w tekście nie robisz i tak prowadzisz narrację, żeby zbić czytelników z tropu i zmusić do ponownego przemyślenia sprawy. Ale czy da się uciec od oceny?

Różnica między czytelnikami i mną jest taka, że ty czytasz czyjąś historię przez pół godziny, a ja byłem z bohaterami mojej książki przez dwa lata, więc to zupełnie inna perspektywa. Nie napędzała mnie chęć oceny kogokolwiek, tylko chęć dowiedzenia się o każdym jak najwięcej.

Weźmy Michała Weicherta, o którym książkę napisał Rafał Węgrzyniak, wielki fan teatralnych dokonań Weicherta, człowieka w przedwojennym żydowskim teatrze niezwykle ważnego, a podczas wojny kierującego koncesjonowanymi przez Niemców organizacjami pomocowymi. Opowieść Weicherta zajmowała mnie tak samo jak opowieść jego zaciekłych krytyków i przeciwników, choćby Icchaka Cukiermana, legendarnego członka Żydowskiej Organizacji Bojowej, czy Marka Edelmana, jednego z przywódców powstania w getcie warszawskim. Trudno się tak wielkim postaciom przeciwstawić, więc początkowo uważałem, że Weichert musi mieć coś na sumieniu, ale z czasem pojawiły się wątpliwości i zacząłem mu współczuć przez to, jak został potraktowany. Niemniej dalej uważam, że perspektywa jego przeciwnika, Cukiermana, jest ważna. Po swoich heroicznych przeżyciach miał prawo do własnej oceny, nawet jeśli uznamy, że się mylił. Na pewno nie chciałem, żeby czytelnicy dostali ode mnie jednoznaczne odpowiedzi.

Zobacz wideo
Zapytaliśmy Powstańców, co chcieliby przekazać dzisiejszej młodzieży… Zobacz, co odpowiedzieli

Trauma związana z oskarżeniem o kolaborację nie dotyczyła tylko podsądnych, ale także ich najbliższych, w tym dzieci. Tobie udało się skontaktować z kilkoma potomkami podsądnych Żydowskiego Sądu Społecznego, którzy oskarżenia stanowczo odrzucają.

Udało mi się porozmawiać z trójką dzieci oskarżonych ojców, reszta mi nie odpowiedziała na prośbę o rozmowę lub jej odmówiła. Odruchowa obrona rodziców mnie nie dziwiła, wydaje mi się wręcz reakcją zupełnie naturalną. Pamiętajmy, że Żydzi, którzy przeżyli Holokaust, bardzo często nic o nim nie opowiadali dzieciom, najczęściej omijali sprawy, które uważali za wstydliwe. Marek Szpigelman, syn Chaskiela, o oskarżeniu jego ojca przed Żydowskim Sądem Społecznym dowiedział się ode mnie. W pierwszym odruchu je odrzucił i odmówił rozmowy, ale po kilku miesiącach, kiedy już wszystko przetrawił, odezwał się ponownie i podzielił się tym, jak ojca pamięta, dzięki czemu opowieść o Chaskielu Szpigelmanie jest pełniejsza.

Świat żydowski działał tak samo jak każdy inny, były w nim więc rozmaite animozje, zazdrości i prywatne porachunki. Polityczno-ideologicznie był przed wojną jeszcze bardziej skomplikowany i podzielony. Czy to wszystko wpływało na powojenne osądzanie?
Wpływ prywatnych i ideologicznych animozji widać najlepiej w sprawie Weicherta. Widać w niej nawet animozje na linii Kraków–Warszawa. Weichert był przekonany, że działając w Krakowie w ramach koncesjonowanych przez Niemców organizacji, pomaga wielu Żydom. Z kolei bundowska lewica, ale i większość reprezentantów innych nurtów ideologicznych, była temu przeciwna i uważała za kolaborację. Cukierman był absolutnym radykałem w tej materii, a Żydowska Organizacja Bojowa wydała nawet na Weicherta wyrok śmierci.

W innych przypadkach nie można też wykluczyć prywatnych porachunków, bo ktoś miał w getcie ważną funkcję albo miał lepszą sytuację materialną. Ten wątek pojawia się choćby w najsłynniejszej chyba sprawie dotyczącej oskarżenia Wiery Gran, która występowała w getcie warszawskim. Ona właściwie do końca życia mierzyła się z oskarżeniami o zbyt bliskie kontakty z gestapo, choć twardych dowodów właściwie brak. Z powodu oskarżeń zbojkotowano jej koncerty w Izraelu.

Zamknięta w swoim paryskim mieszkaniu, popadała w coraz większe problemy psychiczne – uważała, że jest śledzona i nieustannie podsłuchiwana. Oskarżenie zupełnie zniszczyło jej życie.

Po wojnie pojawiały się tu i ówdzie pomysły, by zastosować odpowiedzialność zbiorową, choćby w stosunku do członków judenratów. Nigdy się to jednak nie stało, a Żydowski Sąd Społeczny rozpatrywał każde oskarżenie indywidualnie.

Podobnie było z policjantami żydowskimi. Przynależność do tej formacji nie była wystarczającym powodem skazania. Należało udowodnić konkretnym osobom, że zrobiły coś haniebnego. Policjantów wzywano do weryfikacji, nie zgłaszaliby się do sądu, gdyby wiedzieli, że automatycznie zostaną napiętnowani. Sąd z wyprzedzeniem informował też w prasie, że zajmuje się daną sprawą, wzywał świadków, zbierał dokumentację, byli oskarżyciele i obrońcy. Proces miał swoje ramy, przypominał zwykły sąd państwowy.

Twoja książka to właściwie opowieść o etyce, a to obszar bardzo ciekawy, ale i zagmatwany. Jest jakiś morał tej opowieści?

Opowieści z morałem dziś już chyba nie bardzo nas interesują. Mam wrażenie, że najciekawsze dzieła nie mają morału. Pisząc, zwróciłem uwagę na to, że mamy raczej do czynienia z opowieścią o ekstremalnej chęci przetrwania, i to w różnych wymiarach. Oskarżeni, by żyć, robili czasem rzeczy paskudne i za to stawali przed sądem. Jestem pewien, że czytelnicy będą się zastanawiać, jak w tych sytuacjach by się zachowali. Najprostsza i pewnie najsłuszniejsza odpowiedź jest taka, że tego nie wiemy. Ale czasem trudno nie ulec chęci oceny.

Innym wymiarem chęci przetrwania jest to, że polska społeczność ocalałych Żydów chciała tu zostać. Pomimo tego, że wielu uważało Polskę za żydowskie cmentarzysko. Ale przecież często również za swój dom. Dlatego powołali sąd, który miał oczyścić atmosferę wzajemnych oskarżeń. Gdy czytać książkę w ten sposób, mamy do czynienia z tragedią, bo odbudowa żydowskiego życia okazała się niemożliwa. Ale uważam, że próba, którą podjęli polscy Żydzi, jest godna podziwu i warto o niej opowiadać.

Jakub Szymczak, autor książki ‚Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym’ (fot. Mikołaj Maluchnik)
‚Napoleon’ zatrzymany w Warszawie w 1936 roku
Wyklęta Varsovia. Sutenerski szlak „Napoleona” ze Smoczej

Jakub Szymczak. Ur. 1992. Dziennikarz OKO.press, absolwent Wydziału Historycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w miesięczniku „Znak”, magazynie „Kontakt” i „Res Publice Nowej”. 31 sierpnia nakładem Wydawnictwa Czarne ukaże się jego pierwsza książka „Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym”.

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym weekendowego magazynu Gazeta.pl, polskiej edycji Vogue, gdzie prowadzi także swój queerowy podcast Open Mike oraz felietonistą poznańskiej Gazety Wyborczej. Pracował w Polskim Radiu, pisał m.in. do Wysokich Obcasów, Przekroju, Exklusiva, Notatnika Teatralnego, Beethoven Magazine czy portalu e-teatr.pl

Książka ‚Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym’ (fot. Materiały prasowe)

Komentarze (88)

Produkcja wody pitnej zabiera więcej jak dziesięć minut. Najbardziej brutalna barbarzyńska metoda „produkcji ” piwa zabiera ponoć tydzień.

Panie B., widzę że pan chce wciągnąć Piwowara w drętwe gadkie. Niech pan chwilę się zastanowi. Produkcja wody pitnej zabiera więcej jak dziesięć minut. Najbardziej brutalna barbarzyńska metoda „produkcji ” piwa zabiera ponoć tydzień. Tam jest fermentacja mocno akcelerowana i wspomagana enzymatycznie ( powiedziane w wielkim uproszczeniu). W Europie nikt tego nie stosuje. Niemcy i Belgowie podchodzą do produkcji piwa w sposób religijny. Produkt, który zawiera cokolwiek więcej niż woda, drożdże, chmiel i słód, nie może mieć na nalepce napisu Piwo.

Proces produkcji piwa zabiera następującą ilość czasu. Słodowanie kilka dni, do tygodnia, suszenie, etc. Zacieranie i warzenie (jak mi kto napisze ważenie to Piwowar go zwymyśla), powiedzmy do siedmiu godzin. Filtracja, chłodzenie, przepompowywanie do kadzi warzelnej lub tanku, następnie fermentacja w klasycznym układzie tyle dni, ile wynosi moc brzeczki podstawowej wyrażona w skali odpowiadającej zawartości cukru w procentach. Leżakowanie tyle samo tygodni ile było dni fermentacji, ale powiedzmy że po trzech tygodniach od biedy można rozlewać. Końcowa filtracja (wyłączywszy piwo Grodziskie i inne leżakowane w butelkach) i rozlew. Picie jeden wieczór, a chlanie kilka minut. Tyle w więcej niż skrócie.

Piwo pasteryzuje się w butelkach w tunelu natryskowym (małe zakłady), albo w przepływie na wymiennikach ciepła, po czym rozlew musi być sterylny. Wina marki wino nie pasteryzuje się, tylko przerywa fermentację siarczanami i Piwowar nie wie, czy aktualnie dwutlenkiem siarki, czy dodatkiem siarczanów. Powiadają że kwasem siarkowy, stąd jedna z nazw siara, ale ten szczegół nie jest wiarygodny.

Piwa niepasteryzowane są o wiele lepsze dla zdrowia niż pasteryzowane, ale niektórzy lekarze ostrzegają przed przyswajaniem żywych drożdży. Piwa kraftowe zazwyczaj nie mają witaminy C, którą duże firmy dodają w celu związania tlenu w szyjce butelki bynajmniej nie ze względów zdrowotnych.

Tyle wynurzeń Piwowara na dzień dzisiejszy. Ma nadzieję że zaspokoił panaboydarową ciekawość. Radzi nie traktować poważnie wynurzeń ubzdryngolonego jegomościa.


Piwowar

50% Spadł W 2022r Rekrutment Do US Army !

 

  1. 50% Spadł W 2022r Rekrutment Do US Army !


    Wielki brak ochotników do US Army w tym 2022 roku najwiekszy od 50 lat czyli od napaści USA na Wietnam !

    Nie tylko Stany Zjednoczone borykają się z niską retencją i rekrutacją wojskową. Kanada i Wielka Brytania również walczą o wypełnienie ról w swoich siłach zbrojnych.

    Dlaczego ochotnicy z USA nie chcą być zbraojnym ramieniem włascicieli rodzin korporacyjnych ?

    Dlaczego żołnierze US Army nie chca umierać za trzymanie stołka zwapniałego lunatyka Bidena i jego kolesi z LGBT i BLM ? i

    Obecne US Army zaczeło się borykać z bardzo poważnymi BRAKAMI niezbędnego personelu i braku napływu nowych kadr na zawodowych żołnierzy.

    Skąd się to wszystko bierze ?

    Ministrem wojny USA został „AFRO-amerykanin” z RASISTOWSKIMI pogladami wyznaczony przez zbankrutowanego moralnie bidena i jego LGBT kliki.

    Ten nowy wyznaczony minister wojny w 2021r przeprowadzili na niespotykaną skale niesamowitą CZYSTKĘ ponad 100-i białych generałów w US Army, których WYRZUCONO z armii pod IDEOLOGICZNYM lewackim SFABRYKOWANYM zarzutem organizowania w przeszłosci „białej supremacji” w US Aramy.

    Te RASISTOWSKIE działania afro-amerykanskiego ministra obrony USA wprowadziły bardzo ZŁĄ atmosferę w Armii USA i totalnie PRZEWRÓCIŁY do góry nogami i tak już bardzo NISKIE morale wszystkich rang wojskowych wszystkich generacji oraz stopni wojskowych.

    Ponadto w US Army oraz społeczeństwie amerykanskim panuje pogląd, że cała masa wygenerowanych „wojen” pod imerialnym PRETEKSTEM „wprowadzania demokracji” w Azji, Afryce czy Bliskim Wschodzie, czyli NAPADAMI US Army w interesie rodzin korporacyjnych i bankowych na wiele krajów NIE miała uzasadnienia logicznego, była i jest BEZ sensu !

San Francisko - STOLICA LGBT W USA ! Przerażające Życie Na Ulicach Tego Bagna Moralnego

 

  1. San Francisko - STOLICA LGBT W USA ! Przerażające Życie Na Ulicach Tego Bagna Moralnego 


    Tak, przeciętnych ludzi pracujących w USA, nie stać na wykupienie ubespieczeń na dentystę i okulistę, aby przebadać wzrok przed zmianą okularów.

    Najczęściej jak trafiasz do szpitala w USA, a nie masz ubezpieczenia to szpital zanim zacznie ciebie leczyć to za pomocą swoich aganetów komorników i specjalnej „policji” zajmuje twoje konta bankowe i mieszkanie lub budę w której mieszkasz.

    W USA wszystko jest tak ustawine, aby TYLKO tym najwiekszym CHCIWCOM i oszustom polityczno-partyjnym żyło się zasobnie z przepychem – tak jak to było w PRL-u.

    To właśnie ci CHCIWCY ZAKŁADAJĄ i tworzą przeróżne tzw. „fundacje” najczęściej pod PRETEKSTEM „pomagania dzieciom” za pomocą, których NIE płacą holendarnych podatków na MEGA-US nie potrzebną partyjniacką biurokrację.

    Te tzw. „fundacje” ZABIERAJĄ dla siebie 85%, które trafiaja SPOWROTEM do kieszeni właściciela tej „fundacji” jako tzw. „WYDATKI STATUTOWE”

    Najczęściej tym NAJWIEKSZYM „darczyńcą” są WŁAŚCICIELE tej „funadcji” i JEGO KUMPLE kombinarzy oszczuści finansowi” wspierający „fundacje”. Oczywiście oni „OBDAROWUJĄ” się wzajemnie.

    Przecietna płatna szkoła dla dziecka w USA dla przecietnej robotniczej rodziny w USA CZĘSTO jest POZA zasięgiem również.

    W publicznej szkole poziom nauki jest dostosowany do nieuctwa i prostactwa tych z najniższych nizin społecznych, gdzie 85%-90% jest rodzin rozwiedzionych, czyli african-americans . . ., którzy kończąc szkołe podstawową NIE umieją czytać.

    USA – BEZDOMNOŚĆ I ŚMIERDZĄCE ULICE PEŁNE ĆPUNÓW – INNE OBLICZE SAN FRANCISCO

USA - Jest DRAMAT! Smród Nie Wywiezionych Śmietników, Wszędzie Szczury, Bezdomni, Ćpuny, Bieda . . . Itp.

 

USA - Jest DRAMAT! Smród Nie Wywiezionych Śmietników, Wszędzie Szczury, Bezdomni, Ćpuny, Bieda . . . Itp. 


UPADEK tego „kraju marzeń” zarządzanego przez homusi i przestępcze gangi skrajnych oszustów i ZALEGALIZOWANYCH złodzieji pod przykrywką tzw. „partia demokratyczna”

Czy żołenierzyki US Army zostali ZAMIENIENI przez szajkę Bidena w zbrojne ramie CHCIWYCH rodzin / klanów właścicieli GLOBALISTYCZNYCH pazernych korporacji ???

Teraz co ?
Wysłali tych swoich żołnierzyków, aby ci spacyfikowali WYKOŁOWANE ludy naiwniaków w 3RP co „uwierzyli w amerykańską demokrację” , taką która wyłudza KOLOSALNE zyski dla CHCIWCÓW czyli RODZIN korporacyjnych, bez względu na koszty społeczne i ZGLISZCZA w okupowanych krajach ???

USA – to jest DRAMAT!

Smród NIE wywiezionych śmietników, tabuny szczurów baraszkujacych na ulicach, identycznie jak w śmierdzacym molochu New Yorku, wszedzie bezdomni, ćpuny, bieda – tak zapamiętaj tego „luksusowego molocha” Los Angeles… #2 . . . SIĆ !

Jak jesteś przecietniakiem i ci się przytrafi jakaś choroba . . . to umierasz powolną ŚMIERCIĄ . . .
Jedna noc w byle jakim szpitalu w USA to koszt $15000 . . .

KOGO stać na taki „luksus” w USA bo właściciele szpitala muszą „zrabiać”(czyli brać sobie) rocznie MINIMUM po $40 milionów !!!

Żołnierzyk US Army Na "Deployment"(Rozmieszczeniu) W 3RP

 

  1. Żołnierzyk US Army Na "Deployment"(Rozmieszczeniu) W 3RP 


    Oto filmik innego żołnierzyka popychadła z US Army w Polsce, który się cieszy, że jest na „deployment”(rozmieszczeniu, przegrupowaniu) w Polsce, który twierdzi, ze czuje się jak na wczasach w Polsce bo sie NIC na razie w Polsce nie dzieje . . .

    US Army żołnierzyk twierdzi, że prowadzą w Polsce ROZRZUTNY styl życia, którym cieszą się żołnierze podczas „misji budowania demokracji” w Europie Wschodniej . . . (takie głupoty ideologiczne tym wieśniakom z farm amerykanskich wbito do głowy . . . ???

    Bo gdyby nie poszli w „KAMASZE” to w zbankrutowanym finansowo i moralnie USA, gdzie rządzą aktywisci LGBT razem z lewakami african-americans z BLM by został BEZROBOTNYM lub żebrakam, a nawet bezdomnym:

    Żołnierzyk US Army John z Californi prosi:
    Bądź na bieżąco ze mną i zadawaj pytania w moich mediach społecznościowych!

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Menu O...