wtorek, 31 października 2023

Likwidacja czy ludobójstwo?

 

Likwidacja czy ludobójstwo?


Jakie są prawdziwe straty Ukraińców podczas obecnej fazy wojny za naszą południowo-wschodnią granicą? Tego nie wie nikt, być może nawet samo dowództwo Sił Zbrojnych Ukrainy.

Wiemy na pewno, że są to setki tysięcy zabitych i zapewne wiele więcej rannych. O przypadłościach psychicznych nie warto wspominać: pewnie ktoś przeprowadzi na ten temat badania dopiero za jakiś czas.

Mogilizacja dla wszystkich

Możliwości mobilizacyjne właściwie już się wyczerpały. Kolejne doniesienia wskazują, że na front trafiają teraz ludzie schorowani, powyżej 50 roku życia, oczywiście bez żadnego przeszkolenia wojskowego. Uszczupleniu uległa lista chorób zwalniających do tej pory cierpiących na nie mężczyzn z poboru. Bilet do armii dostać mogą teraz nawet cierpiący na gruźlicę i nosiciele wirusa HIV.

Kijów zastanawia się intensywnie nad tym, jak ściągnąć przymusowo tych szczęśliwców, którzy przed „mogilizacją” (tak nazywa się na Ukrainie mobilizację) zdołali w porę zbiec zagranicę.

„Mobilizacja na Ukrainie będzie się w najbliższym czasie nasilać” – mówi tymczasem popularny komentator, a do niedawna doradca Biura Prezydenta Ukrainy, Aleksiej Arestowicz. Według niego, niebawem wejdą w życie przepisy, zgodnie z którymi osoby o nieuregulowanym stosunku do służby wojskowej nie będą mogły podjąć żadnej legalnej pracy.

Jeżeli wojna potrwa jeszcze trzy lata, do armii trafią „wszyscy ukraińscy mężczyźni poza bardzo nielicznymi wyjątkami”. Oznacza to, że kolejne setki tysięcy z nich nie przeżyją, a w najlepszym wypadku zostaną inwalidami lub osobami zaburzonymi psychicznie. Tym samym trudno przypuszczać, by mogli oni zakładać rodziny i płodzić dzieci.

Demograficzna czarna dziura

W demograficzną przepaść Ukraina osuwa się konsekwentnie od dawna, właściwie od chwili rozpadu Związku Radzieckiego i uzyskania przez nią państwowości. Potwierdzają to dane statystyczne z kolejnych lat.

Według autorów artykułu w „The Wall Street Journal” pierwsze sześć miesięcy obecnego roku przyniosło spadek liczby urodzeń o 28% w porównaniu z czasami sprzed obecnej fazy konfliktu. Już wcześniej zaobserwować można było w tej dziedzinie ewidentny regres. Najpierw był on spowodowany emigracją kolejnych milionów Ukraińców wskutek gospodarczej i społecznej dewastacji tego kraju, podążającego drogą oligarchiczno-neoliberalnych „reform”. Pierwsze tąpnięcie nastąpiło w 2014 roku, wraz z utratą w wyniku przewrotu Krymu i części Donbasu – spadek wyniósł wówczas 12%.

Efekt? Przerażające prognozy demograficznej dziury. Ukraiński demograf Aleksandr Gładun uważa, że w ciągu najbliższych dwóch dekad liczba obywateli Ukrainy spadnie do 30 mln, podczas gdy przed lutym 2022 roku wynosiła ona około 43 mln.

Podkreślmy: w tej prognozie rzecz o obywatelach, a nie mieszkańcach. Tych ostatnich, według licznych szacunków, jest obecnie około 20 mln. Zapewne po zakończeniu działań wojennych ci, którym uda się przeżyć, z konieczności wybiorą emigrację, a wcześniejsi emigranci nie bardzo będą mieli do czego wracać.

Ludobójstwo Ukraińców

Jeżeli jakieś działania wobec narodu ukraińskiego (zakładamy jego istnienie w rozumieniu państwowo-obywatelskim) mogły nosić znamiona ludobójstwa, to są nimi właśnie decyzje prowadzące do przedłużania obecnego konfliktu zbrojnego.

Nie ma przy tym znaczenia tłumaczenie, że Kijowowi z negocjacji pokojowych w marcu 2022 roku nakazał się wycofać ówczesny brytyjski premier Boris Johnson. On ponosić może co najwyżej odpowiedzialność etyczną. Dużo sroższą odpowiedzialność polityczną, a nawet prawną, ponieść powinna obecna ukraińska klasa polityczna. Ukraińcy zresztą nie mieli do niej szczęścia od zarania dziejów swej młodej państwowości.

Czy Wołodymyr Zełeński i jego ekipa staną kiedyś przed jakimś trybunałem za swoje decyzje prowadzące do likwidacji narodu ukraińskiego? Najpewniej nie. Jeśli nie odsuną ich od władzy ich anglosascy protektorzy, mogą nawet przetrwać w formie jakiegoś kabaretowego, marionetkowego reżimu w Kijowie przez lata. Na organizację kolejnego Majdanu nie wystarczy już ludzi.

Mateusz Piskorski
https://myslpolska.info





Czy Andrzej Duda jest agentem Putina?

 

Czy Andrzej Duda jest agentem Putina?


„Kryzys w relacjach polsko ukraińskich spowodował dwie rzeczy: po pierwsze uaktywniła się wszelka rosyjska agentura wpływu. Ma złote chwile. Po drugie część Polaków (jak to w narodzie mocno w takich sprawach emocjonalnym) poczuła się osobiście głęboko rozczarowana, wręcz urażona”.

Tak 20 września 2023 roku Agnieszka Romaszewska grzmiała w mediach społecznościowych.

Ta rosyjska agentura to według Romaszewskiej chyba prezydent Andrzej Duda, który porównał Ukrainę do tonącego, a Polskę do ratującego, który powinien uważać, by tonący go nie utopił.

Koniec przytulanek

Wystarczy, że polski polityk czy zwykły obywatel na przekór Ukrainie zatroszczy się trochę o swój kraj, a już w oczach fanatyków jest postrzegany jako agent Władimira Putina.

Tomasz Lis w swoich seryjnych i histerycznych wypowiedziach jest jeszcze bardziej dosadny. Zarzuca on obozowi rządzącemu zdradę narodową, bo zniszczyli „więź między naszymi narodami”. Mimo, że tych dwoje jest po przeciwnych stronach politycznej barykady, to w sprawie ukraińskiej od zawsze mówią jednym głosem. Czyżby byli pod tym samym wpływem?

Oczywiście nie należy przeceniać gestów „nawróconych” polityków bo to głównie gra wyborcza. Andrzej Duda w dalszej części wypowiedzi podkreślił, że Polska nie może dać się „utopić”, bo nadal musi pomagać Ukrainie, czyli przekazywać im kolejne dziesiątki miliardów dolarów. Wykazał większą troskę o finanse Ukrainy niż o los Polaków.

Po wyborach wejdziemy w nowy etap relacji polsko-ukraińskich. Będziemy płacić tak jak do tej pory, tylko bardziej dyskretnie, mniej oficjalnie czy zgoła w sposób tajny. Politycy zorientowali się, że coraz więcej Polaków ma dość bycia sługami narodu ukraińskiego, choć do pewnego momentu byli z tego dumni, dlatego dotychczasowa ostentacja dalej nie przejdzie. Nie będzie przytulanek, ale drenowanie „polskiego skarbca” pozostanie.

Obrona „wolnego świata” najważniejsza

Jest też wielce prawdopodobne, że na ostatniej prostej kampanii wyborczej drużyna Donalda Tuska będzie biadoliła z powodu faktycznego czy rzekomego pogorszenia stosunków polsko-ukraińskich i straci na tym część poparcia.

Nie mam złudzeń, że po wyborach niewiele się zmieni, nałożą „maski szorstkiej przyjaźni” i to wszystko. Dla naszych polityków interes Polaków nie jest priorytetem, oni zajmują się głównie „obroną wolnego świata”. Są na to tak zafiksowani, że nie odpuszczą. Wołodymyr Zełenski będzie nimi poniewierał, a oni nadal będą zabiegali o względy „Świętego Wołodymyra”.

Ten cyrk, raz z większą, raz z mniejszą intensywnością, będzie trwał przez kolejną kadencję. Jedynym niebezpieczeństwem, które zostało oddalone (ale czy zaniechane?) jest koncepcja tworzenia wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. Przypomnę o czym niedawno pisałem.

„Podczas VII Europejskiego Kongresu Samorządów w czasie jednego z paneli dyskusyjnych ‘Europa w poszukiwaniu przywództwa’ padła deklaracja powtarzana przez wszystkich uczestników – To moment na utworzenie Unii Polsko – Ukraińskiej. Zgodnie za postawioną deklaracją przez Prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza pozostali uczestnicy zwracali uwagę na znaczenie utworzenia ewentualnej unii.

Marszałek Województwa Dolnośląskiego Cezary Przybylski, Poseł Maciej Gdula z Nowej Lewicy, Prezes Porozumienia Jarosław Gowin oraz Czesław Bielecki z aprobatą wypowiadali się o takim pomyśle. Politycy zgodnie zwracali uwagę na możliwości i wagę utworzenia Unii Polsko – Ukraińskiej. Podczas debaty wskazywano, że to już realnie, nieformalnie ma miejsce poprzez otwarte domy Polaków dla wszystkich uchodźców z Ukrainy.

Trudna historia obu narodów straciła znaczenie w obliczu konieczności zjednoczenia. Przytoczono także słowa Wołodymyra Zełeńskiego o potrzebie powstania unii polsko-ukraińskiej, o tym, że Polaków i Ukraińców jest łącznie aż 80 milionów, tylu ilu Niemców, co zostało wkomponowane w kontekst możliwości m.in. gospodarczych, jakie mogłaby ze sobą nieść unia obu krajów”.

To informacja z dnia 13 kwietnia 2022 roku, z oficjalnej strony VII Europejskiego Kongresu Samorządów.

Ustawka?

Jak widać z tego oficjalnego dokumentu i innych publikacji, w ten szkodliwy dla Polski pomysł zaangażowało się wielu polityków różnych opcji. Bez wątpienia są też tacy ludzie, których nazwiska nie są nigdzie publikowane, bo prowadzili zakulisowe rozmowy. Oni wszyscy są już tak zdegenerowani, ogłupieni i skupieni na interesie osobistym, który mogą osiągnąć dzięki poparciu zewnętrznemu, że tak łatwo się nie przestawią.

Dlatego nie łudźmy się, że metafora o tonącym, nieodbyte spotkanie prezydentów, czy konflikt zbożowy jest problemem zasadniczym, strategicznym – który zmieni wszystko. To problem techniczny, który zmieni tylko scenografię w stosunkach polsko-ukraińskich.

Prędzej czy później, skażone zboże z Ukrainy i inne produkty spożywcze, znajdą się na polskim rynku, a zachodnie korporacje, które w większości to produkują, będą pomnażały swoje zyski. Dlatego poszukiwanie prawdy powinno być jednym z podstawowych obywatelskich obowiązków.

Czy tą sytuację można nazwać ustawką? Prawie. To chyba częściowo przypadkowy zbieg okoliczności, który nasi politycy wykorzystają do uwiarygodnienia swojego „patriotyzmu”.

Cezary Michał Biernacki
https://myslpolska.info

„Pełzająca” ukraińska ofensywa

 

„Pełzająca” ukraińska ofensywa


Dziś, 24 września 2023 roku, 112. dzień „pełzającej” wielkiej ukraińskiej ofensywy wiosenno-letniej. Dziś na koniec tygodnia postanowiłem się podzielić się z Wami informacjami z przebiegu walk na frontach nieszczęsnej wojny rosyjsko ukraińskiej. Co wiadomo na dziś (niedziela 24.09.2023).

Kupjańsk-Swiatowe-Kremienna, czyli odcinek północy na którym działają zgrupowanie rosyjskie „Zachód” generała Jewgienija Nikiforowa i „Centrum” generała Andrieja Mordwiczewa. Działania ofensywne Rosjan, tj. jednostek 6 Armii Ogólnowojskowej wspartej przez 2 Tamańską Dywizję Strzelców Zmechanizowanych z 1 Armii Pancernej Gwardii wyhamowały.

Ukraińcy ustabilizowali sytuację w rejonie Kupiańska, korzystając z przekazanych przez Sztab Generalny Ukraińskich Sił Zbrojnych rezerw (aż 4 brygady zmechanizowane). Rosjanie kontynuują walkę w rejonie Dwurecznej, Masyutówki, Sinkowki i Pietropawłowki.

Na zachód od Swatowa Rosyjskie Siły Zbrojne nadal wywierały presję na linie obrony Ukraińców, zajmując kilka pozycji obronnych. Działania ofensywne prowadzą tu również jednostki 1 Armii Pancernej, a Ukraińcy z rezerw skierowali tu dodatkowe dwie brygady. Na terenach leśnych (lasy sieriebriańskie) na zachód od Kremiennej prowadzone są walki pozycyjne ze zmiennym szczęściem dla obu stron. Pod Ternami i Torskie również nie żadnych zmian.

Nieprawdziwa okazała się „pieriemoga” szerzona przez prokijowskich propagandzistów, że oddziały ukraińskiej 103 Brygady Terytorialnej wyparły Rosjan z wsi Nowoselwiskie. Rosyjski 7 Pułk Strzelców Zmechanizowanych cofnął z pewnych pozycji w polu, jednak utrzymał wieś, a dominujące opodal wzgórze to tzw. szara strefa.

Bachmut-Awdijewka, czyli Doniecki kierunek operacyjny, obszar działania zgrupowanie „Południe” generała Siergieja Kuzowlewa. Wybitny taktyk, profesjonalista o wielkim autorytecie wśród podwładnych ratuje tu niezwykle trudną sytuację dla Rosjan. Równocześnie na pewnych odcinkach frontu naciera, a na pewnych broni się przed przeważającymi siłami ukraińskimi. Dowództwo ukraińskie pochwaliło się ustami polityków reprezentujących Ministerstwo Obrony ostatecznym opanowaniem wsi Kliszcziwka i Andrijewka pod Bachmut, Oczywiście nasi i niemieccy bezrefleksyjni dyżurni „analitycy” to bezkrytycznie powtórzyli. Nic nowego.

Tymczasem obie te wsie w toku ciężkich walk stały się de facto w większości „ziemią niczyją”. Andrijewka została starta z powierzchni ziemi, Ukraińcy nie są wstanie tam się utrzymać, po wycofaniu się Rosjan. Co do Kliszcziwki, krwawe straty ukraińskiej 5 Brygady Szturmowej sprawiły, że za „mięso armatnie” robią tu białoruscy kolaboranci-najemnicy z tzw. pułku Kalinowskiego. Zasadniczo siły rosyjskie wycofały się za linię torów kolejowych, jednak ze wsparciem coraz aktywniejszego lotnictwa wykonują kontrataki na Białorusinów, którzy obsadzają południe wsi i cześć centrum.

Źródłem sukcesów Sił Zbrojnych Ukrainy, na południowej flance Bachmutu, jest duża przewaga ukraińskiej artylerii pochodzenia krajów NATO, a więc dysponująca przewagą zasięgu ognia. Ukraińcy wystrzeliwują całe wagony amunicji, w tym kasetowej równając rosyjskie pozycje obronne z ziemią. Z informacji z rosyjskiej strefy Internetu wynika, że nad polem walki działają „całe stada” ukraińskich dronów, które poruszanie rosyjskich żołnierzy nawet za potrzebą fizjologiczną czyni śmiertelnym ryzykiem.

Dowodzący na tym odcinku ukraiński generał Ołeksandr Syrski, noszący ksywkę „rzeźnik”, nie bacząc na ciężkie straty, rzuca ukraińskie jednostki do ataku. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Syrski obiecał ekipie na Bankowej, zdobycie Bachmutu, pod warunkiem dostaw amunicji, sprzętu i uzupełnień w ludziach.

Na północnej flance aktywni są Rosjanie, kontratakami i uderzeniami artylerii oraz lotnictwa łamią koncentrujące się do ataku przeważające siły ukraińskie. W okolicach Bierchowskiego Zbiornika Wodnego, na północnej flance pod miastem Bachmut pojawiły się elementy, poszukiwanej przez analityków, elitarnej ukraińskiej 17 Samodzielnej Krzyworoskiej Brygady Pancernej im Konstantina Pestuszka. Uderzenia rosyjskiej artylerii zadały straty tej jednostce niszcząc między innymi przekazanej jej szwedzkie bojowe wozy piechoty CV90.

W rejonie przemysłowego miasta Awdijewka, wbrew propagandowym konfabulacjom 72 Centrum Walki Informacyjnej i Psychologicznej Sił Specjalnych Ukrainy, nie było żadnego odbicia/zdobycia miejscowości Opytne, bronionej między innymi przez elitarny jeszcze rebeliancki batalion „Somali” . Wojska ukraińskie wykorzystując rotację Rosjan, odbiły kilka pozycji na północny wschód od miasteczka i na tym koniec.

Rosjanie atakowali na północ od Awdijewki w rejonie Wesełego z sukcesem zdobywając szereg nowych pozycji. Samą Awdijewkę silnie obsadzoną przez wojska ukraińskie i zamienioną od 2014 roku w fortecę, bombarduje rosyjskie lotnictwo, próbując unicestwić składy amunicji i paliw aby w ten sposób zmniejszyć możliwości ofensywne ukraińskiego zgrupowania na tym kierunku.

Zaporoże. Tzw. wriemiewski występ.

Ukraińcy na tym kierunku wyraźnie wyczerpali swoje możliwości ofensywne. Dowództwo ukraińskie rotuje i wycofuje wykrwawione jednostki, aby wznowić intensywne działania ofensywne. Zadania są wciąż takie same: spróbować przedostać się do Staromłynowki albo przez Zawitne Bazhannja, albo z Prijutnoje. Tutaj, po poprzednich niepowodzeniach, dowództwo ukraińskie teraz stawia sobie skromniejsze cele.

Również pod Nowodonieckoje i Nowomajorskie atakujące tu ukraińskie brygady piechoty morskiej (37 i 38) zostały zatrzymane i wykrwawione przez „morpiechów” z 40 Gwardyjskiej Brygady Piechoty Morskiej i 131 Pułk Strzelców Zmechanizowanych oraz rezerwistów z 1466 Pułku Piechoty Zmechanizowanej.

Oriechowski kierunek operacyjny, dla Ukraińców Tokamcki kierunek operacyjny – dziś jedno z dwóch głównych pól bitewnych oprócz południa Bachmutu.

Ukraiński generał dowodzący Zgrupowaniem Tawrija jest bezlitosny. Generał Ołeksandr Tarnawski, bo o nim mowa, stale zwiększa presję nacierając w rejonie wsi Werbowoja i Nowopropowki. Wobec fiaska prób natarcia na południe od zdobytego Oriechowa, próbuje on za wszelką cenę, nie bacząc na straty, przebić się przez linię rosyjskiej obrony w osi na południowy wschód od wsi Rabotino.

Wg niezależnych ekspertów Stany Zjednoczone postawiły przed ekipą rządzącą w Kijowie zadanie zdobycia miasta Tokmak za wszelką cenę i to w nadchodzących dwóch miesiącach, jako efektu minimum, wielkiej wiosenno-letniej ofensywy. Jest to niezbędne aby w Kongresie uzyskać zgodę na kolejne wielkie środki wsparcia finansowego Ukrainy przez administrację Bidena.

To w tym celu skoncentrowano na tym kierunku operacyjnym kilkanaście ukraińskich brygad. Ostatnio także skierowano tu z innych odcinków frontu brygady, które zastąpiły ukraińskie jednostki walczące tu na od początku ukraińskiego natarcia, a które poniosły dotkliwe straty w walkach (czerwiec-wrzesień 2023 r).

Ukraińcy się spieszą, aby osiągnąć rezultaty przed nastaniem jesiennej razputicy, czyli nieprzejezdnego jesiennego błota. Dzisiaj miasto Tokmak będące w rękach Rosjan było intensywnie ostrzeliwane, w tym rakietami HIMARS de facto przez cały dzień.

Ukraińska 46 Brygada Aeromobilna, mimo ciężkich strat przebija się w kierunku wzgórz na wschód od Nowoprokopiwki, powstrzymywana jest na kolejnych rubieżach obrony przez: 1152 Pułk Strzelców Zmechanizowanych (mobilizowani), 210 Pułk Piechoty Zmechanizowanej wspieranych przez spadochroniarzy z 108 Gwardyjskiego Kozackiego Pułku Desantowo-Szturmowego.

Generał Aleksander Romanczuk dowodzący rosyjskim zgrupowaniem „Wschód” skierował tu rezerwy w sile co najmniej 3 pułków piechoty zmechanizowanej, co wyhamowało Ukraińców.

Pod Wierbowe atakuje elitarna ukraińska 82 Samodzielna Brygada Powietrzno-Desantowa wyposażona w brytyjskie czołgi Challanger-2, amerykańskie transportery opancerzone Stryker i niemieckie wozy piechoty Marder. „Radziecka piechota” z batalionów ochotniczych BARS-1, BARS-11 i BARS-14 „Sarmat” w ogniu ukraińskiej artylerii, która zrównała z ziemią ich pozycje, wycofały się o kilkaset metrów, do kilometra. Wsparł je jednak podesłany z rezerwy 387 Pułk Piechoty Zmechanizowanej i 56 Gwardyjski Pułk Desantowo Szturmowy z 7 Gwardyjskiej Dywizji Powietrzno Szturmowej (Górskiej) i 237 Gwardyjski Toruński Pułk Desantowo Szturmowy z 76 Gwardyjskiej Dywizji Desantowo-Szturmowej z Pskowa.

Kluczowe jednak dla rosyjskiej obrony są wręcz heroiczne wysiłki 292 Pułku Artylerii z 19 Dywizji Strzelców Zmechanizowanych wspierających rosyjską obronę na tym odcinku. Na jej działony wręcz polują: ukraińskie drony, artyleria produkcji krajów NATO i amerykańskie rakiety GLMRS z wyrzutni Himars rodem z USA i Niemiec – MARS. Ogień artylerii jest kluczowy w celu powstrzymania atakujących sił ukraińskich.

W celu powstrzymywania naporu przeważających sił ukraińskich, dowództwo rosyjskie wykonało na punkty koncentracji jednostek ukraińskich kilka ataków rakietami balistycznymi systemu Iskander-M siłami 12 Brygady Rakietowej oraz uderzenia bombowe samolotów Su-34 zrzucających bomby szybujące z modułem satelitarnego naprowadzania FAB-500M62. Relacje ukraińskich żołnierzy przypominają wręcz histerię. Wobec narastającego oddziaływania rosyjskiego lotnictwa bombowego, działającego bombami szybującymi poza zasięgiem ukraińskiej OPL są bezsilni, a ilość rosyjskich nalotów z każdym dniem wzrasta.

Na linie frontu do Nowoprokopiwki i okolic wróciły też po uzupełnieniach dwa pułki rosyjskiej 42 Dywizji Strzelców Zmechanizowanych (70, 71).

Natarcie nowo wprowadzonej przez ukraiński sztab 71 Brygady Strzelców na pozycje weteranów z 22 Brygady Specnazu oraz 100 Samodzielnej Brygady Rozpoznawczej, w celu poszerzenia lewej flanki wyłomu, skończyło się dla Ukraińców „krwawą jatką”. Debiut w walkach na oriechowskim kierunku operacyjnym do udanych dla tej jednostki nie należał. Natarcie prowadzono schematycznie, z wąskiej podstawy co naraziło atakujące grupy szturmowe jegrów na oddziaływanie ogniowe Rosjan już na wstępie natarcia.

W ostatnich dniach również w celu poszerzenia wyłomu atakowały brygady Gwardii Narodowej oraz 33 i 116 brygady zmechanizowane, jednak osiągnięte ograniczone sukcesy terenowe opłaciły dużymi stratami w ludziach.

Generalnie ukraińska taktyka opiera się na huraganowym ogniu artylerii pochodzenia NATO-wskiego, a więc o zasięgu zapewniającego brak oddziaływania kontrbateryjnego dział rosyjskich. Masowo stosowana jest amunicja kasetowa, w ocenie ukraińskich analityków bardzo skuteczna tak wobec rosyjskich żołnierzy, jak i rozległych pól minowych.

Bitwa na tym odcinku to nadal bitwa materiałowa, a dzienne zyski terenowe atakujących wojsk ukraińskich liczone są w setkach, a czasem dziesiątkach metrów. Nie zmienia to jednak ogólnej tendencji, że wojska ukraińskie nacierają, a wojska rosyjskie się cofają, oddając kolejne tereny. Cena jaką jednak przychodzi płacić żołnierzom ukraińskich za osiągnięty sukces jest jednak bardzo wysoka. To dziennie dziesiątki zabitych i setki rannych żołnierzy.

Krzysztof Podgórski
https://myslpolska.info

Siła

 

Siła


Siła w epoce panowania światopoglądowego liberalizmu ma wyjątkowo złą passę. Jest napiętnowana i nawet owym pojęciem lepiej się nie posługiwać. To nie znaczy jednak, że zeszła do podziemia, tułając się po różnych zakamarkach, by bytować w głębokim ukryciu.

SA – oddziały szturmowe NSDAP

Zawsze była realnym składnikiem ludzkiego życia, w jego wymiarze indywidualnym oraz zbiorowym. I tak wciąż te sprawy widzimy. Nie może bowiem być inaczej, gdyż oznaczałoby to, iż w życiu jednostek oraz grup rzeczywiście coś można zmienić oraz, że istnieje ewolucja, gdyż dobra przybywa, zaś zła ubywa.

Proporcje między jednym składnikiem, a drugim są, na ogół, zawsze stałe i tylko, od czasu do czasu, coś się zmienia – najczęściej na gorsze – by w końcu powrócić w stare koleiny.

Teatr ustaje, wraca realność. I można rzec litewskim powiedzeniem „ja pan, ty pan, a kto będzie świnie pasał?” Jeśli tak jest to znaczy, że tak być musi, bo w razie zakwestionowania tej powszechnej prawidłowości zwycięstwo święci utopia. Co na końcu oznacza coraz więcej krwi i przemocy, czyli działanie rozpasanej siły: anarchicznej, trywialnej i w apokaliptycznym znaczeniu definitywnie niszczącej.

Przymus jednak odpowiednio dozowany spełnia pozytywną rolę. Umacnia wspólnotę, zapobiegając jej upadkowi. Nawet niekiedy powiada się, że państwowe struktury są centralami siły. W tym przypadku uosabiają ją głównie policja oraz armia. Mamy więc wtedy do czynienia z umundurowanym państwem. I innego właściwie nie ma.

Czytając powyższe uwagi, można by rzec, iż jest to typowa analiza marksistowska, gdyż ci definiowali państwo jako czynnik przymusu. Tak to prawda, lecz jest i zasadnicza różnica. Marksiści bowiem państwowe struktury zdecydowanie potępiali, a gdy już tu i ówdzie sami zaczęli rządzić zmuszeni byli twierdzić, że zorganizowany aparat przemocy jest czymś przejściowym i ostatecznie kiedyś zniknie.

Skoro tak, to być może powyższa pochwała państwowej przemocy zbliżona jest do tez głoszonych przez faszystów, iberyjskich korporacjonistów, czy niemieckich narodowych socjalistów? Tylko do pewnego stopnia i w oznaczonym zakresie. Jeśli bowiem władza polityczna rozporządza czynnikami siły – to powstaje ważny problem: granic dopuszczalnego jej stosowania.

Czy są więc jakieś ograniczenia? A jeżeli tak, to kto tę linię zaznacza i pilnuje, by nie była naruszana? Wydaje się, że jest złota zasada, nawet można ją opisać i nazwać. Tyle przemocy – ile jest konieczne dla przywrócenia utraconego porządku lub dla zapobieżenia takiej możliwości. I to zarówno w stosunkach wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Ani szczypty więcej, gdyż akt przemocy jest lekarstwem, które źle dozowane zamienia się w truciznę; jeszcze jedno kryterium: skuteczność. Siła niewłaściwie nakierowana, w nieodpowiednim czasie użyta nieumiejętnie dozowana obraca się przeciwko temu kto nią się posługuje.

Nie jest to jakiś cynizm, czy moralny relatywizm, lecz polityczna wskazówka, gdyż wszystkie inne po prostu są zawodne. Patrząc tak na te sprawy widzimy, że dyktatura hitlerowska zbyt polegała na wierze w absolutną moc siły, co jest tezą fałszywą. Jest to bowiem narzędzie, którego skuteczność uzależniona jest od kunsztu tego, który nim włada. Narodowym socjalistom należy zatem zarzucić trywialność i brak politycznej wyobraźni. Ponadto przegrali…

Antoni Koniuszewski
https://myslpolska.info

Akcja Żywiec. Morderczy plan Niemcy uznali za w pełni udany eksperyment.

 

Akcja Żywiec. Morderczy plan Niemcy uznali za w pełni udany eksperyment.


Aktion Saybusch, czyli Akcja Żywiec była jedną z akcji wysiedleńczych przeprowadzonych przez Niemców w ramach Generalnego Planu Wschodniego, którego celem było wypędzenie Polaków z większej części wschodniej Polski.

Kobiety z dziećmi czekające na transport podczas Aktion Saybusch, 24 września 1940 Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Aktion Saybusch (Żywiec) trwała od 20 września do 12 listopada 1940 roku. W jej wyniku Niemcy wyrzucili z domów do 30 tysięcy Polaków mieszkających w powiecie żywieckim. Przewieziono ich głównie na teren Generalnego Gubernatorstwa, zaś ich domy i gospodarstwa wiejskie przekazano niemieckim osadnikom.

Niemcy potrzebują przestrzeni

Plany zasiedlenia terenów leżących na wschód od Niemiec powstały na długo przed rozpoczęciem przez Niemców II wojny światowej. Zaczęto je realizować krótko po tym, jak wojska niemieckie zajęły obszar Rzeczpospolitej i podzieliły się wpływami ze Związkiem Sowieckim, który zaatakował Polskę od wschodu 17 września 1939 roku.

Rozszerzenie „niemieckiej przestrzeni życiowej” wiązało się oczywiście z cierpieniem, wypędzaniem i mordowaniem Polaków i Żydów mieszkających na terenach, które Niemcy uważali za wartościowe dla siebie. Niemieckie plany zakładały zupełną eliminację Żydów oraz eksterminację polskich elit i wszystkich wykształconych czy cieszących się poważaniem osób. Na zajętych terenach pozostać mieli jedynie – w rozumieniu Niemców – „ciemni” i niewykształceni Polacy, których chciano zepchnąć do roli niewolników pracujących przymusowo dla niemieckich panów.

O wszystkim tym mówił Generalplan ost, czyli Generalny Plan Wschodni. Najbardziej znanym elementem w ramach tej szeroko zakrojonej operacji była Akcja Zamość (Aktion Zamość), w czasie której z terenów Zamojszczyzny Niemcy wypędzili (i wymordowali) ponad 100 tysięcy osób oraz porwali i wywieźli do Niemiec tysiące polskich dzieci.

Polacy wysiedlani ze wsi Dolna Sól w 1940 w czasie Aktion Saybusch / Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Inną, mniej znaną akcją, była rozpoczęta 20 września 1940 roku Akcja Żywiec, która objęła mieszkańców Żywiecczyzny. Podobnie jak w przypadku Zamojszczyzny, przesiedlenie Polaków z okolic Żywca nadzorowało SS, w tym Główny Urząd ds. Rasy i Osadnictwa oraz Gestapo. Osobą odpowiedzialną za całość działań był Heinrich Himmler jako tzw. Komisarz ds. Umacniania Niemieckości na Ziemiach Wschodnich.

Tragedia rodzin

Przygotowania rozpoczęły się już na początku 1940 roku. Wówczas na Żywiecczyźnie pojawili się niemieccy geodeci i urzędnicy, którzy oglądali polskie gospodarstwa i dokonywali pomiarów. Celem niemieckiej polityki była nie tylko „przebudowa” społeczna, ale też zmiana struktury rolnej, a w konsekwencji przebudowa gospodarki na tych terenach. Z małych, kilkuhektarowych polskich gospodarstw planowano stworzyć duże, liczące po około 30 hektarów gospodarstwa rolne należące do Niemców (średnio z pięciu polskich gospodarstw tworzono jedno niemieckie).

„Administracja niemiecka w sposób wykalkulowany odczekała do zakończenia żniw, tak by osadnicy zastali w opróżnionych z Polaków gospodarstwach pełne spichlerze i zapasy na zimę. Już na przełomie sierpnia i września 1940 r. do Żywca i okolicznych miejscowości zjeżdżać zaczęli funkcjonariusze grupy operacyjnej Gestapo i policji ochronnej, w tym jednostki 82. i 83. batalionu policji, odpowiedzialne za opróżnienie domostw i wprowadzenie do nich nowych lokatorów”. – pisze Mirosław Sikora w tekście „»Aktion Saybusch«. Wysiedlenia Polaków na Żywiecczyźnie w 1940 r”..

Akcja Żywiec rozpoczęła się 22 września 1940 roku o godzinie 5 rano. Niemiecka policja pod dowództwem majora Eugena Seima oraz Gestapo otoczyły przeznaczone do przesiedlenia wsie, po czym funkcjonariusze wtargnęli do domów mieszkających tam ludzi. Polacy dowiedzieli się jedynie, że mają 20 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Zakazano zabierać im cennych przedmiotów. Niemcy kradli przy tym kosztowności, pieniądze oraz żywy inwentarz.

Wyrzuconych z domów ludzi pędzono do punktów zbornych m.in. w Żywcu, Suchej czy Rajczy. Tam niejednokrotnie okradano ich z resztek rzeczy, które zdążyli zabrać z domów. Dzieci poddawano wówczas selekcji rasowej – te uznane za wartościowe oddzielano od innych i wysyłano w celach germanizacji w głąb Rzeszy.

Duża akcja wypędzania kolejnych polskich rodzin miała miejsce jeszcze raz jesienią 1940 roku, a później (na mniejszą skalę) na przełomie stycznia i lutego 1941 roku.

Część wypędzonych mieszkańców Żywiecczyzny Niemcy ulokowali w dużych majątkach ziemskich, gdzie mieli oni niewolniczo pracować na rzecz nowych niemieckich panów. Część przewieziono do innych miejscowości w tym samym powiecie, a część do wsi w Generalnym Gubernatorstwie. W dwóch ostatnich przypadkach mieszkańcy okolic Żywca zostali dokwaterowani do domów innych Polaków, którzy sami znajdowali się już w trudnej sytuacji materialnej.

Domy „oczyszczone” z Polaków były przygotowywane na przybycie niemieckich osadników, którzy jednak niezbyt ochoczo osiedlali się na Żywiecczyźnie, zawiedzeni dość prostymi, mało zamożnymi chałupami, w których mieszkali Polacy. Na tereny te sprowadzano głównie Niemców mieszkających na wschodzie, np. w Rumunii i w krajach bałtyckich. Był to wynik umów dwustronnych podpisanych jeszcze przed rozpoczęciem II wojny światowej, które zakładały powrót Niemców mieszkających poza granicami kraju na teren Rzeszy. Na przełomie 1939 i 1940 roku na okupowane przez wojska niemieckie tereny sprowadzono w ten sposób około 150 tysięcy Niemców, którzy mieli zająć ukradzione Polakom gospodarstwa.

Aktion Saybusch została uznana przez Gestapo i SS za modelową. Był to w pełni udany eksperyment, który pozwolił Niemcom sprawdzić, jak w praktyce realizowane są ich plany w ramach Generalplan Ost, a także czy istniejąca infrastruktura i możliwości logistyczne pozwalają na przenoszenie tysięcy ludzi pomiędzy różnymi regionami w krótkim czasie. Te doświadczenia bardzo przydały się Niemcom, kiedy w celu eksterminacji Żydów i Polaków realizowali masowe wywózki do Auschwitz i innych obozów koncentracyjnych i zagłady.

https://historia.dorzeczy.pl/

Jak Niger francuską rzyć skopał

 

Jak Niger francuską rzyć skopał


Zapowiedź Macrone’a o zupełnym wycofaniu się Francuzów z okupowanego przez nich Nigru.

Dzisiejsze doniesienia zdominował temat gloryfikowania banderowców w Kanadzie i oczywiście pojawiły się słuszne głosy sprzeciwu i nawet Żydzi swój raban podnieśli, ale jaki będzie efekt sprzeciwu?

Nijaki, żaden.

Od ilu lat pielęgnuje się nazizm na Ukrainie?
Od ilu lat stawiane są pomniki Banderze i Szuchewyczowi?

I co z tego, że Żydzi pogrożą palcem komuś w Kanadzie, bo Zełeńskiemu przecież nie pogrożą.
Tak, czy owak takie zachowania Zełeńskiego nie dostarczają Polakowi pozytywnych emocji, tym bardziej że ten Polak pozbył się całego uzbrojenia na rzecz Zełeńskiego właśnie i może się okazać, że nie będziemy mieli się czym bronić jeżeli ktoś nam zechce zafundować Wołyń 2.

My jednak bierzemy jedynie udział w ściśle zaplanowanym spektaklu i odgrywamy rolę zaledwie statystów pozbawionych jakiegokolwiek wpływu na wydarzenia na scenie.

Piszę o tym jednak po to, żeby wskazać, że rzeczywistość potrafi przynieść i obiecujące niusy i to z Afryki.

Otóż Macron w trybie natychmiastowym wycofuje swojego ambasadora z Nigru, ale wraz z ambasadorem wycofane zostaną wszystkie wojska francuskie z tego afrykańskiego kraju.
Choć we France 2 TV Macron oznajmił, że Francja kończy tym samym współpracę wojskową z Nigrem, to jednak wiadomo, że Nigeryjczykom udało się wygonić ze swojego kraju okupanta, który eksploatował i kradł nie tylko zasoby naturalne Nigru, ale również ten okupant uprawiał niewolnictwo w Nigrze, ale nie tylko w Nigrze, bo w Mali również.

Wojskowy rząd Nigru z wielkim entuzjazmem przyjął zapowiedź Macrone’a, przekazując Nigeryjczykom wiadomość, że Niger dokonał wielkiego kroku ku suwerenności i dodał, że francuscy siepacze opuszczą Niger do końca tego roku.

Tutaj z nostalgią wspominam fakt, że Polska niegdyś posiadała armię. Zastanawiam się, czy w Polsce znajdzie się jakaś siła w armii, która zechce przywrócić Polsce suwerenność?

Trudno jest rokować w tej kwestii, ale patrząc na takie eksperckie tuzy jak Skrzypczak, czy Polko, to raczej gasną wszelkie nadzieje, a przy okazji łatwiej jest zrozumieć dlaczego gen. Petelicki popełnił samobójstwo.

Już wspominałem o tym, że w obliczu tego, co zachodzi dzisiaj w Afryce, to rosyjska SOW to nic nieznaczący konflikt lokalny w zacofanej części świata. To w Afryce dzieją się rzeczy, które będą stanowić o tym, kto będzie rządzić światem.

Wiem jedno, to nie będzie Polska.

Jan Twardowski
https://jantwardowski.neon24.org/

Drogi czytelniku!
Jeżeli zechcesz postawić kawę Twardowskiemu na księżycu, której tu deficyt, to i Twardowski i kur jego bedą wdzięczni bardzo.
Może być z cukrem, a i trochę prądu można dodać :)))

Możesz to zrobić przez PayPal na konto:
tradeseler19@gmail.com

Dopisek „na kawę”
Z góry serdecznie dziękuję!

Odwet Rosjan. Zdemontowano pomnik upamiętniający polskich zesłańców i badaczy Syberii.

 

Odwet Rosjan. Zdemontowano pomnik upamiętniający polskich zesłańców i badaczy Syberii.


Pomnik upamiętniający ofiary represji politycznych, polskich zesłańców i badaczy Syberii w Jakucku został usunięty – poinformowały lokalne media.

W czerwcu z pomnika zniknęła tablica z nazwiskami zesłańców.

O usunięciu pomnika, składającego się z kilku dużych głazów, informuje portal Sakhaday.ru. Portal powołuje się na informacje przekazane przez Rusłana Wasiliewa z jakuckiego oddziału stowarzyszenia ochrony zabytków we wpisie w rosyjskiej sieci społecznościowej.

W czerwcu Radio Swoboda, również powołując się na Wasiliewa, podało, że z pomnika zniknęły tablice pamiątkowe. Wcześniej cały obiekt miał zostać otoczony ogrodzeniem.

Utworzony w 2002 r. pomnik poświęcony zesłańcom i represjonowanym składał się z pięciu głazów, na których umieszczone były tablice z nazwiskami polskich naukowców, którzy po zesłaniu do Jakucji zajmowali się badaniem tamtejszej kultury. Byli to Wacław Sieroszewski, Edward Piekarski, Jan Czerski, Aleksander Czekanowski. Jedna z tablic była poświęcona ofiarom zesłań XVII-XIX ww. i ofiarom represji politycznych XX w.

(PAP)
https://nczas.com

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...