20 grudnia 2019 roku prezydent Władimir Putin interweniował bardzo publicznie, aby poprawić fałszywą historię Zachodu o początkach i prowadzeniu II wojny światowej.

Cztery dni później, najwyraźniej zirytowany, wycelował w Polskę, opisując polskiego ambasadora w Berlinie pod koniec lat 30. Józefa Lipskiego jako „swołocz i antysemicką świnię”. Polska elita rządząca była notorycznie antysemicka i w 1938 roku Lipski powiedział Adolfowi Hitlerowi, że Polacy „wzniosą mu piękny pomnik w Warszawie, jeśli zrealizuje plan wysłania europejskich Żydów do Afryki”.
W reakcji polski parlament, dwupartyjną większością głosów, wskazał swój zamiar „uchwalenia ustawy kryminalizującej kłamstwa dotyczące przyczyn II wojny światowej”.
Język Putina o Lipskim nie był zbyt prezydencki, ale rosyjski prezydent był wyraźnie oburzony. Miał powody, by być.
W sierpniu ubiegłego roku premier Kanady Justin Trudeau wydał oświadczenie, w którym wyraził ubolewanie z powodu „niesławnego” nazistowsko-radzieckiego paktu o nieagresji, zawartego 23 sierpnia 1939 roku. Trudeau zrównał Związek Radziecki z nazistowskimi Niemcami w przyniesieniu „nieopisanego cierpienia ludziom w całej Europie”. Oczywiście Trudeau nic nie wie o początkach i rozpętaniu II wojny światowej, ale nie jest w tej kwestii sam.
Kilka tygodni później Parlament Europejski w Strasburgu (PACE) przyjął rezolucję podobną do deklaracji Trudeau:
Nazistowsko-radziecki pakt o nieagresji „utorował drogę do wybuchu II wojny światowej”.
Wydaje się, że rezolucja ta pochodzi od grupy polskich posłów do PE reprezentujących prawicową tzw. grupę ECR. Dla PACE i Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) takie rezolucje są niemodne.
W latach 2008-2009 PACE ustanowiła 23 sierpnia fałszywe święto upamiętniające ofiary faszystowskiego i komunistycznego „totalitaryzmu” oraz podpisania nazistowsko-radzieckiego paktu o nieagresji.
Wschodni Europejczycy i Zgromadzenie Parlamentarne NATO (czytaj Stany Zjednoczone) również stały za ustanowieniem nowego „święta”. Polacy postąpiliby dobrze, gdyby nie poruszali kwestii o początku II wojny światowej. Przypomina to rozgrzebywanie kijem obornika. Ruszysz tylko i zaczyna śmierdzieć.
Zacznijmy od początku. Państwo polskie zostało przywrócone pod koniec I wojny światowej. Kierowali nim konserwatywni polscy nacjonaliści, którzy starali się odtworzyć Polskę jako wielką potęgę w jej granicach z 1772 roku. Generał (później marszałek) Józef Piłsudski natychmiast przystąpił do ściągania wschodnich terenów na Ukrainie i Białorusi, prowadząc do wojny z radziecką Rosją.
Piłsudski miał duże ambicje i w grudniu 1919 roku wysłał do Paryża nieoficjalnych agentów, by uzyskać zgodę Francji na wielką wschodnią ofensywę wiosną 1920 roku.
Pozycja Paryża była ważna, ponieważ Francja była kluczowym sojusznikiem i głównym dostawcą broni dla polskiego rządu. Francuzi starali się nie zatwierdzać otwarcie ofensywy: mówili, że to Polska musi podjąć tę decyzję, cały czas dostarczając broń do Warszawy.
Francuski rząd był głęboko wrogi wobec radzieckiej Rosji i jeśli Polska mogłaby zostać wykorzystana do jej osłabienia, cóż, tym lepiej. Polacy mieli własne ambicje, aby odzyskać dawno utracone terytoria, w tym Kijów, na spornych pograniczach, o które Polacy, Litwini, Moskale i Rosjanie walczyli przez sześć stuleci.
Polacy rozpoczęli ofensywę pod koniec kwietnia 1920 roku i dotarli do Kijowa 7 maja. Armia Czerwona wycofała się z miasta, aby rozpocząć kontrofensywę, która zmusiła Polaków do odwrotu. Odwrót ten stał się klęską i był kontynuowany na obrzeżach Warszawy na początku sierpnia. Tam Polacy rozpoczęli własną skuteczną kontrofensywę, odpędzając Armię Czerwoną.
Zawieszenie broni zawarto w październiku, a Traktat ryski podpisano w lutym 1921 roku. Polacy powinni byli lepiej przewidzieć swoją ofensywę i podpisać wcześniejszy pokój oferowany przez Moskwę. Skończyli z mniejszym terytorium niż to, które mieli w kwietniu, ale nadal zajmowali obszary, na których ludność w większości była białoruska lub ukraińska. Żadna ze stron nie była zadowolona z ryskiego pokoju. Polska nie uzyskała granic z 1772 roku, a radziecka Rosja musiała przyznać terytoria, które uważała za rosyjskie. Nie była to dobra podstawa do poprawy relacji w przyszłości.
W latach 20. radziecki rząd próbował poprawić stosunki z Francją, a ponieważ Polska była francuskim sojusznikiem, również próbował poprawić stosunki z Polską. Niestety ani Francja, ani Polska nie były zainteresowane radzieckimi uwerturami. W maju 1926 roku Piłsudski kierował zamachem stanu i objął zasadniczo dyktatorskie lub quasi-dyktatorskie uprawnienia, które utrzymywał do swojej śmierci w maju 1935 roku. Nie był skłonny dążyć do lepszych stosunków z ZSRR. Wszędzie w Europie kwitła, jak to ujął jeden radziecki dyplomata, „sowietofobia i rusofobia”.
Stało się to poważnym problemem w 1933 roku, kiedy Adolf Hitler przejął władzę w Niemczech. Zanim Hitler przejął władzę, radziecki rząd utrzymywał akceptowalne stosunki polityczne i gospodarcze z weimarskimi Niemcami, co umożliwił Układ w Rapallo w 1922 roku.
Nowy nazistowski rząd porzucił tę politykę i rozpoczął kampanię propagandową przeciwko ZSRR.
W Moskwie rozległ się alarm. Początkowo radzieccy urzędnicy mieli nadzieję na utrzymanie polityki Rapallo, pomimo przejęcia władzy przez Hitlera, ale to wczesne stanowisko wkrótce zostało porzucone. W grudniu 1933 roku radziecki gabinet, czyli Biuro Polityczne, wprowadził nową politykę opartą na bezpieczeństwie zbiorowym i wzajemnej pomocy wobec nazistowskich Niemiec.
W Moskwie rozległ się alarm. Początkowo radzieccy urzędnicy mieli nadzieję na utrzymanie polityki Rapallo, pomimo przejęcia władzy przez Hitlera, ale to wczesne stanowisko wkrótce zostało porzucone. W grudniu 1933 roku radziecki gabinet, czyli Biuro Polityczne, wprowadził nową politykę opartą na bezpieczeństwie zbiorowym i wzajemnej pomocy wobec nazistowskich Niemiec.
Radziecki pomysł polegał na przywróceniu antyniemieckiego przymierza z I wojny światowej, składającego się z Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, a nawet faszystowskich Włoch. Chociaż nie podano tego publicznie, była to polityka powstrzymywania i przygotowywania się do wojny, gdyby powstrzymanie zakończyło się niepowodzeniem. Liga Narodów stała się również ważnym elementem radzieckiej strategii, która miała zostać wzmocniona i przygotowana do użycia przeciwko nazistowskim Niemcom. ZSRR zostanie członkiem Ligi w 1934 roku.
Francja miała być „osią” radzieckiej polityki, a zatem, podobnie jak w latach 20., ZSRR próbował poprawić stosunki z Polską. W 1933 roku wydawało się, że nastąpił pewien ruch w tym kierunku. Radzieccy i polscy dyplomaci rozmawiali, ale Polacy prowadzili również rozmowy z Niemcami. Radzieccy dyplomaci robili wszystko, co w ich mocy, aby przeciągnąć Polskę na swoją stronę, ale mieli oznaki, że polski rząd udał się do Berlina na zaloty. Martwili się nawet Francuzi. Kilka miesięcy później, 26 stycznia 1934 roku, Polacy podpisali deklarację o nieagresji z nazistowskimi Niemcami.
Od tego momentu polsko-radzieckie stosunki uległy pogorszeniu. Radziecki komisarz spraw zagranicznych Maksim M. Litwinow nie postawił krzyżyka na Polsce i zaprosił swojego odpowiednika Józefa Becka na rozmowy do Moskwy w lutym 1934 roku. Toczyła się długa dyskusja na temat nazistowsko-polskiego paktu o nieagresji. Litwinow bił na alarm, ale Beck go odtrącił.
Beck powiedział, że Hitler podpisał pakt o nieagresji, ponieważ zdał sobie sprawę, że Polska nie jest jakimś „małym, sprzyjającym rządem”, który łatwo można zlekceważyć.
Strasznie się Pan przeliczy – odpowiedział Litwinow. – Proszę nie mylić krótkoterminowej taktyki z długoterminową strategią. Hitler na razie ukrywa swoje terytorialne ambicje, ale uderzy, gdy nadejdzie właściwy czas. Pozostaje tylko pytanie, kiedy i gdzie uderzy po raz pierwszy.
Beck zignorował obawy Litwinowa.
Obecnie nie widzę niebezpieczeństwa ze strony Niemiec ani ogólnie niebezpieczeństwa wojny w Europie – powiedział polski minister.
Zapis Litwinowa o jego spotkaniach z Beckiem był tak uderzający i proroczy, że radzieckie władze odtajniły go w 1965 roku i opublikowały w późniejszych latach. Można się zastanawiać, czy Beck pamiętał swoje rozmowy z Litwinowem nieco ponad pięć lat później, gdy uciekł z Warszawy 4 września 1939 roku, kiedy Wehrmacht zbliżał się do stolicy. Był tak pewien, że ma rację, a Litwinow się myli.
Beck nigdy nie mógł przyznać, że radziecki komisarz, Żyd urodzony w carskiej Polsce, jak na ironię, może mieć rację.
Litwinow wywnioskował, że polsko-radziecka współpraca przeciwko nazistowskim Niemcom jest bez szans. W rzeczywistości było gorzej. Polska stanęła po stronie nazistowskich Niemiec, by zablokować radzieckie starania o zbudowanie systemu bezpieczeństwa zbiorowego w Europie. Nawet Francuzi byli zirytowani. „Będziemy liczyć na Rosję” – powiedział francuski minister spraw zagranicznych Louis Barthou, „i nie będziemy się już martwić o Polskę”.
Ta idea nie trwała długo, bo Barthou został zabity w Marsylii w październiku 1934 roku. Radziecka polityka utrzymywała otwarte drzwi dla Warszawy na wypadek, gdyby polski rząd „opamiętał się” i zmienił kierunek. W międzyczasie radziecki wywiad zachowywał „maksymalną czujność” na polsko-niemieckie stosunki.
Już wiosną 1934 roku radzieccy dyplomaci zauważyli, że Polacy starają się wywołać zamęt z Czechosłowacją w związku z kwestią powiatu Czeski Cieszyn, w którym mieszkało dużo Polaków. „Kwestia austriacka”, niemiecka aneksja Austrii, była również w polskich głowach w 1934 roku. Polski ambasador w Moskwie stwierdził, że aneksja była nieunikniona.
Polska nie była tak zainteresowana kwestią austriacką – powiedział – i na tyle silna, aby mogła zapobiec Anschlussowi.
Polska nie była również zainteresowana współpracą z radzieckim rządem w celu zagwarantowania bezpieczeństwa państw bałtyckich i powstrzymania Niemców. Jak zauważył w prasie jeden z wybitnych polskich konserwatywnych polityków, „zbliżenie z ZSRR zaszło już za daleko i nie należy go dalej rozwijać, lecz raczej spowolnić”.
Taki był pogląd na szczycie, tak zwana „Linia Piłsudskiego”, i miała trwać po śmierci marszałka w 1935 roku aż do wybuchu wojny. Okazało się, że był to sposób na ruinę.
Polska elita nigdy nie ukrywała, że woli zbliżenie z Niemcami, niż lepsze relacje z ZSRR. W 1933 roku polscy dyplomaci „flirtowali” ze swoimi radzieckimi odpowiednikami w charakterze przynęty, by przyciągnąć Berlin. Polacy stali się niszczycielami kolektywnego bezpieczeństwa, sabotując radzieckie próby zorganizowania antyniemieckiego przymierza.
Radzieccy dyplomaci wielokrotnie ostrzegali swoich polskich odpowiedników, że Polska zmierza w kierunku zguby, jeśli nie zmieni polityki. Niemcy zwrócą się przeciwko nim i zmiażdżą ich, gdy nadejdzie właściwy czas. Czy radzieccy dyplomaci mogliby pokonać polską powściągliwość? Lub inaczej, bardziej cynicznie, czy Polacy mogliby przestać być Polakami, aby wzmocnić bezpieczeństwo swojego kraju?
Niestety nie, polscy urzędnicy śmiali się z takich ostrzeżeń, z miejsca je odrzucali. Od 1934 roku Polacy działali przeciwko radzieckiej dyplomacji w Londynie, Paryżu, Bukareszcie, Berlinie, a nawet Tokio, wszędzie tam, gdzie mogliby popsuć ZSRR szyki.
„Kurczaki” zaczęły wracać do domu na grzędę w 1938 roku. W marcu Austria zniknęła. Wehrmacht wkroczył do Wiednia bez ani jednego wystrzału, powitany przez entuzjastyczne tłumy. Kolejnym celem były Czechosłowacja i zaludnione przez Niemców tereny Sudetów.
W kwietniu radziecki komisariat spraw zagranicznych wysłał instrukcje do swojego ambasadora w Paryżu, aby rozpoczął kampanię prasową mającą na celu ostrzeżenie Polaków przed „czwartym rozbiorem”, który będzie ich zniszczeniem, jeśli będą kontynuować proniemiecką linię.
Francuzi, nadal sprzymierzeni z Polską, w maju zapytali polskiego ambasadora w Paryżu, co zrobiłby polski rząd, gdyby nazistowskie Niemcy zagroziły Czechosłowacji. „Nic” – nadeszła odpowiedź. „Nie ruszymy się”. A jaki jest stosunek polskiego rządu do Związku Radzieckiego, o którym Francuzi chcieli wiedzieć? Polska „uważała Rosjan za wrogów”. Jeśli spróbują pomóc Czechosłowakom, przekraczając terytorium Polski, „przeciwstawimy się im siłą”.
Francuzi, nadal sprzymierzeni z Polską, w maju zapytali polskiego ambasadora w Paryżu, co zrobiłby polski rząd, gdyby nazistowskie Niemcy zagroziły Czechosłowacji. „Nic” – nadeszła odpowiedź. „Nie ruszymy się”. A jaki jest stosunek polskiego rządu do Związku Radzieckiego, o którym Francuzi chcieli wiedzieć? Polska „uważała Rosjan za wrogów”. Jeśli spróbują pomóc Czechosłowakom, przekraczając terytorium Polski, „przeciwstawimy się im siłą”.
Polacy uważali Rosję, bez względu na to, kto nią rządził, za „wroga nr 1”.
Według Edwarda Rydza-Śmigłego, polskiego wodza naczelnego: „Jeśli Niemiec pozostaje przeciwnikiem, nie jest w mniejszym stopniu Europejczykiem i homme d’ordre… Rosjanin jest barbarzyńcą, Azjatą, skorumpowanym i trującym elementem, z którym każdy kontakt jest niebezpieczny, a jakikolwiek kompromis śmiertelny.”
Wybór między nimi był łatwy. W przypadku wojny o Czechosłowację francuski premier Édouard Daladier pomyślał, że Polacy mogą obrócić się przeciwko Francji i „uderzyć (nas – red.) w plecy”.
Ambasador Francji w Berlinie powiedział swojemu radzieckiemu odpowiednikowi, że Polska „wyraźnie pomaga Niemcom”. Polski rząd miał oczy zwrócone na czechosłowacki powiat Cieszyn. Pod koniec września, gdy kryzys czechosłowacki osiągał punkt kulminacyjny, minister spraw zagranicznych Beck powiedział brytyjskiemu ambasadorowi w Warszawie, że Polska „nie może zgodzić się z tym, aby niemieckie żądania (dotyczące terytorium Sudetów) zostały spełnione, Polska nie powinna niczego otrzymać”.
Polska rola w anglo-francuskiej zdradzie Czechosłowacji była nieuchronnym ślepym zaułkiem „linii Piłsudskiego”. W 1938 roku Polska była nazistowskim sojusznikiem i wspólnikiem, zanim stała się nazistowską ofiarą w 1939 roku. „Sępy… pogrążone w nikczemności” – pisał o Polakach Winston Churchill. Jeden zniesmaczony francuski dyplomata (Roland de Margerie) porównał Polaków do „upiorów, które w poprzednich stuleciach czołgały się po polach bitew, aby zabić i obrabować rannych…”.
Polska miała ostatnią szansę na uratowanie się w 1939 roku.
Odbyły się negocjacje między Wielką Brytanią, Francją i Związkiem Radzieckim w celu zorganizowania oporu przeciwko dalszej agresji hitlerowskiej. Radzieckie drzwi były nadal otwarte, jeśli Polska chciała przez nie przejść. Niestety polski rząd odmówił udziału w jakiejkolwiek organizacji wzajemnej pomocy, która obejmowałaby Związek Radziecki.
Na początku maja Wiaczesław M. Mołotow, który zastąpił Litwinowa na stanowisku komisarza spraw zagranicznych, zaoferował radziecką pomoc przeciwko nazistowskim Niemcom.
„Nie, dziękuję” – nadeszła polska odpowiedź. Rosnący kryzys na wiosnę 1939 roku wydawał się tak mało istotny, że Beck upoważnił swojego ambasadora w Moskwie do wzięcia urlopu. Ambasador Francji w stolicy ZSRR był zaskoczony brakiem troski Becka. Kiedy radziecki strażnik graniczny został zastrzelony i zabity przez polskie wojska, to polski chargeé d’affaires musiał poradzić sobie z gniewną radziecką reakcją.
Kiedy Francja i Wielka Brytania poprosiły Polskę o współpracę z ZSRR w związku z nasilającym się latem kryzysem, Polacy ponownie odmówili, chociaż prawdą jest, że Brytyjczycy i Francuzi niezbyt się starali, aby polski rząd zrozumiał powód. Francja i Wielka Brytania same nie traktowały zbyt poważnie kwestii zawarcia sojuszu wojennego ze Związkiem Radzieckim, ale to kolejna historia, którą opowiedziałem gdzie indziej.
Takie były okoliczności, które doprowadziły do zawarcia nazistowsko-radzieckiego paktu o nieagresji 23 sierpnia 1939 roku. Początkową reakcją Warszawy na wieści z Moskwy, według ambasadora Wielkiej Brytanii, była speszona obojętność. Czy Wasilij nie jest świnią! – słyszano, jak mówią.
Radziecka zmiana frontu nie nastąpiła w próżni. Było to bezpośrednim wynikiem prawie sześciu lat nieudanej polityki organizowania zbiorowego bezpieczeństwa i wzajemnej pomocy przeciwko hitlerowskim Niemcom. Żaden rząd w Europie nie chciał sprzymierzyć się ze Związkiem Radzieckim przeciwko nazistowskiej groźbie. Wszyscy dążyli do porozumienia w Berlinie, aby napuścić wilka na inną ofiarę. Jeśli chodzi o Polaków, byli oni sabotażystami bezpieczeństwa zbiorowego.
Nazistowsko-radziecki pakt o nieagresji był bezpośrednim wynikiem brytyjskiej, francuskiej i polskiej polityki, a zwłaszcza porozumień monachijskich wyprzedających Czechosłowację. Jak zauważył francuski dyplomata, sos do gęsi był sosem do gąsiora. Była to polityka „miłej niespodzianki” – zwrot, którego użył kiedyś Litwinow – to znaczy polityka ostateczności po niepowodzeniu zbiorowego bezpieczeństwa. To były drzwi dla Polaków, które w końcu się zamknęły.
Ostatnie komentarze prezydenta Putina w Moskwie na temat początków wojny są poparte dowodami archiwalnymi. Oburzenie polskiego rządu, poparte komentarzami ambasadora USA w Warszawie, który nic nie wie, i z Berlina, to czysta propaganda oparta na fałszywej, politycznie motywowanej historii.
ZSRR, pozostawiony w izolacji, musiał zaakceptować rzeczywistość stworzoną przez zachodnie państwa własnymi rękami – podsumował Putin.
Wydaje mi się, że to stwierdzenie podsumowuje, jak i dlaczego we wrześniu 1939 roku wybuchła wojna.
Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.
Michael Jabara Carley
https://pl.sputniknews.com
https://pl.sputniknews.com