Może to niekoniecznie na temat francuskiego spojrzenia na Polskę ale niedaleko odbiegam od tematu:
Mieszkam od 40 lat jako Polak w Niemczech. Moje środowisko to głównie Polki ożenione z Niemcami, czyli zdecydowana większość dzisiejszych polsko-niemieckich relacji. Uderzające jest, że ci niemieccy współmałżonkowie nie znają języka polskiego i nawet nie starają się go poznać. Chociażby na tyle aby porozumieć się z polską rodziną swojej żony, której kulturową odrębność traktują jako zło konieczne (poprzez wspólne potomstwo) albo pewnego rodzaju egzotykę. Ci Niemcy zostali w gruncie rzeczy „podbici“ przed te przedsiębiorcze, starające się poprawić swój materialny byt Polki : uroda, czar i egzotyka Polek zawsze robiła na Niemcach duże wrażenie. Zwłaszcza kiedy kulturowa emancypacja pozbawiła Niemki naturalnego sexapealu i atrakcyjności…
Znajomość polskiej kultury i historii jest u tychże niemieckich współmałżonków znikoma. Posługują się znanym stereotypem Polaka jako przedstawiciela kultury zacofanej. Ten stereotyp podtrzymywany jest paradoksalnie przez ich polskie żony, chętnie przyjmujące antypolski (w kulturowym znaczeniu) stereotyp niemieckiego męża.
Natomiast bezpośrednia konfrontacja powyżej wspomnianych Niemców z dzisiejszą Polską daje podobne efekty jak te wspomniane w artykule Francuza o warszawskim metrze. Niemcy zaczynają się dziwić, że nowoczesność i normalność jest w Polsce możliwa i że obraz polskiej ulicy jest spójny, bez irytujących etniczno-kulturowych rozgraniczeń tak widocznych w Niemczech. Może nie zaczynają od razu rewidować swojego obrazu Polski ale już na pewno nie bez refleksji przyjmują opinie swoich polskich małżonek i medialnego mainstreamu na temat „zacofanego“ kraju jakim jest Polska. Bismarcksowki stereotyp Polski zaczyna się chwiać w konfrontacji z rzeczywistością. Do tego dochodzi pewnego rodzaju zazdrość wobec coraz bardziej silącego się na niezależność wobec UE sąsiada…
Mieszkam od 40 lat jako Polak w Niemczech. Moje środowisko to głównie Polki ożenione z Niemcami, czyli zdecydowana większość dzisiejszych polsko-niemieckich relacji. Uderzające jest, że ci niemieccy współmałżonkowie nie znają języka polskiego i nawet nie starają się go poznać. Chociażby na tyle aby porozumieć się z polską rodziną swojej żony, której kulturową odrębność traktują jako zło konieczne (poprzez wspólne potomstwo) albo pewnego rodzaju egzotykę. Ci Niemcy zostali w gruncie rzeczy „podbici“ przed te przedsiębiorcze, starające się poprawić swój materialny byt Polki : uroda, czar i egzotyka Polek zawsze robiła na Niemcach duże wrażenie. Zwłaszcza kiedy kulturowa emancypacja pozbawiła Niemki naturalnego sexapealu i atrakcyjności…
Znajomość polskiej kultury i historii jest u tychże niemieckich współmałżonków znikoma. Posługują się znanym stereotypem Polaka jako przedstawiciela kultury zacofanej. Ten stereotyp podtrzymywany jest paradoksalnie przez ich polskie żony, chętnie przyjmujące antypolski (w kulturowym znaczeniu) stereotyp niemieckiego męża.
Natomiast bezpośrednia konfrontacja powyżej wspomnianych Niemców z dzisiejszą Polską daje podobne efekty jak te wspomniane w artykule Francuza o warszawskim metrze. Niemcy zaczynają się dziwić, że nowoczesność i normalność jest w Polsce możliwa i że obraz polskiej ulicy jest spójny, bez irytujących etniczno-kulturowych rozgraniczeń tak widocznych w Niemczech. Może nie zaczynają od razu rewidować swojego obrazu Polski ale już na pewno nie bez refleksji przyjmują opinie swoich polskich małżonek i medialnego mainstreamu na temat „zacofanego“ kraju jakim jest Polska. Bismarcksowki stereotyp Polski zaczyna się chwiać w konfrontacji z rzeczywistością. Do tego dochodzi pewnego rodzaju zazdrość wobec coraz bardziej silącego się na niezależność wobec UE sąsiada…
Artnemo