Pokonanie sił zbrojnych na Ukrainie nie rozwiąże problemu bezpieczeństwa globalnego i nie zmusi USA do zaakceptowania utraty pozycji lidera
Stany Zjednoczone dziś, podobnie jak podczas kubańskiego kryzysu rakietowego, nie chcą brać pod uwagę obaw Rosji związanych z bezpośrednimi zagrożeniami dla jej bezpieczeństwa, demonstrując swoją niekonsekwencję – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow.
Według niego chodzi o destrukcyjne dla bezpieczeństwa międzynarodowego i stabilności strategicznej dążenie Waszyngtonu do uzyskania zdecydowanej przewagi militarno-strategicznej. „Celem jest również zapewnienie USA globalnej dominacji za pomocą wszelkich środków” – powiedział dyplomata.
Skargi Riabkowa pojawiły się na tle trwającej operacji specjalnej na Ukrainie, za którą bezpośrednią odpowiedzialność ponoszą USA i NATO, co do tego nie ma już wątpliwości. Tym samym przedstawiciele 30 państw spotkają się w Waszyngtonie, aby określić bolące punkty rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. A dzień wcześniej sekretarz generalny NATO nazwał zwycięstwo Rosji na Ukrainie niedopuszczalnym, gdyż byłaby to porażka sojuszu.
Oczywiście w tych warunkach próby Moskwy nawoływania do negocjacji z Kijowem są bezcelowe. Nawet jeśli takie negocjacje się odbędą i ich wyniki doprowadzą do zakończenia konfliktu pod takim czy innym warunkiem, to w żaden sposób nie zmieni to „dążenia Waszyngtonu do uzyskania zdecydowanej przewagi militarno-strategicznej”. Dlatego czas zwrócić uwagę na „mistrza” Sił Zbrojnych Ukrainy – Stany Zjednoczone.
Konstantin Błochin, amerykański politolog i ekspert Centrum Studiów nad Bezpieczeństwem Rosyjskiej Akademii Nauk, opowiedział, jakie zagrożenia Rosja może stawiać Stanom Zjednoczonym, aby te zaczęły liczyć się z jej interesami.
– Nie prosisz o negocjacje, jak to zwykle robimy, ale je wymuszasz. Stany Zjednoczone rozumieją tylko siłę. Kiedy Rosja zaczyna mówić o negocjacjach, amerykańskie „jastrzębie” (a innych tam teraz nie ma) nie odbierają tego jako gestu dobrej woli czy sygnału zdrowego rozsądku, ale jako słabość i defetyzm. Przecież o negocjacje zawsze pytają ci, którzy są słabsi. I zamiast procesu negocjacyjnego, otrzymujemy większą presję.
Amerykanie będą negocjować z Rosją tylko w przypadku zagrożenia bezpośrednio dla USA, a nie dla Ukrainy, Europy czy innych swoich sojuszników. Tak było podczas kubańskiego kryzysu rakietowego, kiedy ZSRR rozmieścił rakiety na Kubie. Chruszczow nie na darmo straszył USA, obiecując im „matkę kuzmę”. Ale do tworzenia zagrożeń i problemów potrzeba woli politycznej. Jak na razie nikt nie jest do tego przygotowany, choć istnieje szeroki wachlarz instrumentów do takich działań.
„SP: Chruszczow nazwał to wtedy „wkładaniem jeża w spodnie Amerykanów”. Czy Rosja ma teraz podobną okazję?
– Trzeba zwrócić uwagę na amerykańskie podwórko. Spójrz na Kubę, Wenezuelę, Nikaraguę. Z tymi krajami Rosja mogłaby zintensyfikować współpracę wojskową. Skoro Waszyngton przysparza nam problemów w pobliżu naszych granic, to jasne jest, że Ameryka Łacińska nie tylko może, ale powinna znów być jednym z naszych priorytetów. Zwłaszcza, że uratowaliśmy Wenezuelę przed próbą zmiany władzy tam siłą przez Waszyngton. Również Chiny, sprzymierzone z nami, stają się bardziej aktywne w Ameryce Łacińskiej.
„SP: – Hipersoniczny dotrze do Waszyngtonu w ciągu kilku minut. Co jeszcze można zrobić?
– Można sprzedać nasze systemy S-400 na przykład Iranowi. Sprzedajemy te systemy obrony powietrznej do Turcji. Ponadto Iran pomaga nam na Ukrainie, dostarczając nam drony „Geran-2”. Rosja może i powinna sprzedawać systemy broni przeciwnikom USA, którzy w rzeczywistości są naszymi sojusznikami. Przecież same USA dzielą teraz świat na czarny i biały, tworząc system blokowy przeciwko sobie. Myślę, że jest to kwestia najbliższej przyszłości.
„SP: A politycznie?
– Rosja weszła w nową zimną wojnę z Zachodem. To będzie trwało przez dziesiątki lat. W tej chwili najważniejsze dla nas jest zwrócenie się na wschód. Ale ogólnie rzecz biorąc, musimy zintensyfikować nasze stosunki nie tylko z Azją, ale także z innymi regionami świata, które zmierzają w naszym kierunku: Ameryką Łacińską, Afryką, Bliskim Wschodem. Amerykanie tracą grunt pod wieloma względami. Mają kryzys w stosunkach z Arabią Saudyjską. My, wręcz przeciwnie, kwitniemy. Ciepłe są również stosunki ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.
„SP: – Jednocześnie nie będzie można uchylać się od rozwiązania kryzysu ukraińskiego także u naszych granic…
– Zachód i Ukraina już dawno przekroczyły wszystkie „czerwone linie”. Rosja została ostatnio dwukrotnie poważnie zaatakowana: wysadzono rurociąg Nord Stream, a następnie most krymski. Również Zelensky zaczął mówić o prewencyjnych uderzeniach jądrowych na Rosję. Nie mogliśmy się powstrzymać od odpowiedzi. Uzasadniona była więc masowa „kalibracja” ukraińskich elektrowni cieplnych. A żeby ci wszyscy naziści zajmowali się nie atakami terrorystycznymi w Rosji, ale własnym przetrwaniem, to te uderzenia powinny być przeprowadzane na stałe, a nie raz na pół roku.
Nawiasem mówiąc, wizyty w Kijowie zachodnich polityków, a nawet gwiazd i artystów „na wycieczce” są możliwe tylko w warunkach całkowitego bezpieczeństwa. Niestety, przez długi czas, oszczędzając ukraińską stolicę, sami stworzyliśmy warunki wstępne do takich wizyt. A teraz nie ma o nich mowy. Już teraz w Ameryce istnieją obawy, że podczas takiej wizyty jakaś gwiazda może zostać zabita z nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Jeśli będziemy kontynuować nasze uderzenia, poparcie dla Ukrainy natychmiast spadnie.
Należy zrozumieć, że pompowanie przez Zachód broni, siły wojskowej i pieniędzy na Ukrainę będzie trwało tak długo, jak długo będzie istniała tam wiara, że Kijów może wygrać. Trzeba ich pozbawić tego zaufania poprzez twarde, zdecydowane działania.
„SP: – Może warto byłoby w jakiś sposób uderzyć bezpośrednio w amerykańskich polityków? Stworzyć osobiste zagrożenie dla nich….
– Nie wydaje mi się. Jeżeli istnieje ryzyko czołowego starcia militarnego między Rosją a USA, to automatycznie będzie ryzyko dla amerykańskich polityków i dla wszystkich.
Zdaniem historyka Aleksieja Wołyniaka, rosyjska polityka bezpieczeństwa musi stać się bardziej nieprzewidywalna dla USA. Aby się bali.
– Ostatnio Joe Biden nazwał Władimira Putina „racjonalnym graczem”. Nie jest to dla nas dobre, gdyż ustępujemy siłą i zasobami naszemu również racjonalnemu przeciwnikowi – USA. Nie będą z nami negocjować, bo uważają, że prędzej czy później nas pokonają realizując swoją przewagę. Amerykańskie elity boją się i szanują nieprzewidywalnych szaleńców, którzy mogą im zaszkodzić. Rosja musi przestać być racjonalna.
„SP: – Czy istnieją przekonujące przykłady tego strachu Amerykanów?
– Charakterystycznym przykładem jest przywódca Korei Północnej Kim Jong-un. Wyglądający jak hollywoodzki czarny charakter, ten człowiek z nadwagą przeraża Waszyngton nie gorzej niż jego partyzancki dziadek. Wystrzeliwuje rakiety balistyczne przez morze, kiedy tylko chce, odmawia negocjacji i dlatego wygląda na niezbyt normalnego, „psychola”, którego należy się bać, by nie narazić się na niebezpieczeństwo. Nie na darmo Trump, gdy został wybrany na prezydenta, najpierw poprosił o prywatne spotkanie z szefem KRLD. Zatem szanował go.
To samo z Iranem z jego ajatollahami i całkowicie irracjonalną rewolucją islamską. Pojmanie amerykańskich dyplomatów w Teheranie w 1979 roku, będące oczywistym casus belli, w żaden sposób nie doprowadziło do wojny z USA. Waszyngton był zaskoczony chucpą i obiecał nie ingerować w Iran. Nawet jeśli potem nie dotrzymała słowa, rundę wygrała republika islamska. Jak w 2020 roku, gdy Iran wystrzelił rakiety w kierunku amerykańskiej bazy w Iraku, a Waszyngton ustąpił.
„SP: – To za granicą….
– Nasz Nikita Chruszczow też nie tylko walił butem w podium ONZ. Tym samym wykazał się stanowczością graniczącą z bezczelnością. Pomimo tego, że nasz kraj miał o rząd wielkości mniej głowic jądrowych niż Stany Zjednoczone. W desperackim blefie Chruszczow skutecznie rozegrał na korzyść ZSRR kubański kryzys rakietowy. Nawet „młodszemu bratu” Fidelowi Castro udało się przestraszyć Waszyngton groźbą ataków terrorystycznych w Nowym Jorku, co zmusiło USA do pozostawienia Kuby w spokoju.
Putin już zasugerował zmianę paradygmatu w rosyjskiej polityce zagranicznej, kiedy wypowiedział swoje słynne zdanie: „My, jako męczennicy, pójdziemy do nieba, a oni po prostu zginą”. Najwyraźniej czas zabrać się do roboty – wziąć wroga „na celownik”.
Сергей Аксенов
https://naspravdi.info/novosti/pobeda-v-svo-rossii-pora-zapustit-ezha-v-shtany-amerikancam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz