środa, 19 października 2022

Rękas: „Biedna pani z domu starców…”

 

Rękas: „Biedna pani z domu starców…”


„Biedna pani z domu starców / W wigilijny zmierzch spokojny / Wypatrzyła pierwszą gwiazdkę / Był to start do gwiezdnej wojny” – śpiewała niegdyś Kobranocka.

Najwyższy czas przypomnieć sobie standardy polskiego rocka z czasów Zimnej Wojny, w racjonalnej obawie przed objawieniem wojny gorącej. A właściwie najgorętszej, bo nuklearnej.

Przede wszystkim trzeba bardzo wyraźnie rozdzielić dwie kwestie. Po pierwsze – tylko posiadanie broni jądrowej i możliwość jej użycia jest gwarancją prawdziwej suwerenności danego państwa. Historycznie doskonale to zrozumiały np. Izrael, Korea Północna czy Iran, a wcześniej choćby Francja i UK.

Po drugie jednak musi to być broń jądrowa, którą się samodzielnie dysponuje, nawet w ramach zobowiązań sojuszniczych. Zgoda na dyslokację na własnym terytorium CUDZEJ broni jądrowej jest zatem symptomem zupełnego BRAKU SUWERENNOŚCI. I tak właśnie należy rozumieć upór polityków takich jak Kaczyński, Duda czy Krzysztof Bosak by ów upadek niepodległości Polski demonstrować.

Dodatek do atomowego guzika

Jest to skądinąd działanie wbrew dominującej tendencji europejskiej. Niedawno wróciłem po raz kolejny z Faslane, na zachodnim wybrzeżu Szkocji. Od 40 lat szkockie środowiska antywojenne utrzymują tam, u wrót brytyjskiej bazy marynarki wojennej, rotacyjną pikietę z jednym tylko żądaniem: usunięcia broni jądrowej z terytorium Szkocji. Jest to także oczywisty postulat szkockiego ruchu niepodległościowego (np. Alba Party), znakomicie rozumiejącego, że dopóki w ich kraju istnieć będą instalacje systemu pocisków Trident, dopóki stacjonować tam będzie więcej żołnierzy USA niż w Anglii i Walii razem wziętych i dopóki wreszcie Szkocja będzie w NATO – dopóty nie będzie mowy o prawdziwej niepodległości.

Niestety, Polska (podobnie zresztą jak i np. państwa bałtyckie oraz od niedawna Szwecja i Finlandia) podąża drogą w przeciwnym kierunku, redukując swoją samodzielność na własne (?) życzenie. Gdyby atomowe marzenia polityków miały się spełnić – Polska stałaby się tylko dodatkiem do atomowego guzika. A docelowo – największą na świecie kopalnią szkła z mazowieckiego piachu poddanego reakcji termojądrowej…

Eskalacja dla klimatu

Ponadto broń jądrowa to nie zabawka dla (politycznych) dzieci. Rozlokowanie broni jądrowej w Polsce byłoby kolejnym złamaniem zobowiązań USA i NATO wobec Rosji (a poniekąd także Chin), a zatem powinno wywołać adekwatną reakcję eurazjatyckich mocarstw. Mogłoby nią być np. wsparcie irańskiego programu jądrowego czy pomoc dla emancypujących się spod dominacji Waszyngtonu państw latynoamerykańskich. To ryzyko, które musi być brane pod uwagę przez zachodnich strategów.

Z drugiej też strony musimy mieć jasność, że nikt by się nie pozwolił Polsce wyrwać z taką inicjatywą, gdyby nie była ona uzgodniona co najmniej z którąś z czołowych anglosaskich frakcji geopolitycznych. To prawda, że Prawo i Sprawiedliwość ma tendencję do wygadywania populistycznych głodnych kawałków na użytek czysto wewnętrzny, bez oglądania się na konsekwencje międzynarodowe, jednak w tej sprawie, jak wspomniano, naprawdę decydują interesy globalne.

Ktoś, kto podpowiedział Warszawie, by właśnie teraz zgłosić postulat zamiany Polski w poligon jądrowy, musi być doskonale świadomy eskalacyjnego charakteru takiego pomysłu. O ile bowiem jeszcze w warunkach zimnowojennych atomowy lęk był najlepszą gwarancją równowagi sił, a więc i pokoju – o tyle współcześnie groźba wojny jądrowej nie tylko nie jest niewyobrażalna, ale nawet wydaje się możliwa do zaakceptowania przez globalne elity.

Publiczne dywagowanie na temat wpływu „małej ograniczonej wojenki atomowej” na rzekomy trend globalnego ocieplenia nie tylko oswaja problem, ale także pokazuje realną skalę zagrożenia. Zagrożenia rzecz jasna nie dla elit czy światowego systemu, ale właśnie dla krajów peryferyjnych, takich jak Ukraina i Polska, wytypowanych do roli strat możliwych do zaakceptowania.

Atomowe gwarancje brytyjskie?

Dodatkowym zaś elementem, który powinien wywołać nasz niepokój – jest obecna pozycja UK i fakt, że Zjednoczone Królestwo również jest przecież mocarstwem jądrowym, a zatem bez oglądania się na zdezaktualizowane zobowiązania może relokować własną broń atomową do Polski czy na początek choćby na Bałtyk.

Nikt już chyba nie uważa Londynu (a dokładniej City) za gracza drugiej kategorii. Elity brytyjskie reprezentują jedną z najważniejszych frakcji globalnego układu sił i mimo łączności wielu interesów z imperializmem amerykańskim – zachowują też znaczącą samodzielność i swobodę, zwłaszcza na odcinku (anty)europejskim i właśnie polsko-ukraińskim. Obecność militarna i finansowa UK na Ukrainie wyraźnie zresztą wskazuje, że to właśnie Brytyjczycy odpowiadają za ten odcinek globalnego frontu, kończąc swoje stare porachunki z Rosją jeszcze z okresu XIX-wiecznej Wielkiej Gry.

Polska z kolei, pomimo najfatalniejszych doświadczeń z wpływami angielskimi – po raz kolejny ewidentnie im ulega, chociaż to w ten właśnie sposób, przyjmując fałszywe i prowokacyjne „gwarancje brytyjskie” w 1939 r. dopuściliśmy, by II wojna światowa zaczęła się od naszego kraju, zaś przez cały XIX wiek trwoniliśmy nasze narodowe siły na wywoływanie beznadziejnych powstań przeciw Rosji, również przecież z poduszczenia i w interesie wyłącznie Londynu. Także i teraz jesteśmy zatem tylko lontem, który Anglicy są gotowi odpalić, kiedy będzie im to wygodne.

…a jeśli Rosja się odwinie?

Rosja, póki co, zachowuje i tak znaczną wstrzemięźliwość wobec eskalacyjnych działań anglosaskich, podejmowanych przede wszystkim ukraińskimi, ale także polskimi rękoma. Musimy jednak pamiętać, że nawet tak ostrożny i defensywny polityk, jak Władymir Putin musi rozumieć, że w rzeczywistości ograniczona wojna nie istnieje, a przyjęcie koncepcji samoograniczającej się operacji denazyfikacyjnej od początku w praktyce wyklucza możliwość rosyjskiego zwycięstwa.

Nawet Bismarck wojując z Austrią w 1866 r. tylko po to, by zaoferować jej sojusz i przyjaźń – najpierw wygrał pod Sadową, a nie kazał pruskim żołnierzom strzelać w powietrze, byle tylko nie urazić biednych Austriaków.

Sojusz brytyjsko-francuski wyrósł ze stuleci wojen i najazdów, sojusz amerykańsko-brytyjski z krwi rewolucji i morderczej geopolitycznej rywalizacji. Nie zbuduje się nowego ładu międzynarodowego będąc miłym i wojując na pół gwizdka. Jeśli nie ma się woli do walki – należy zawrzeć pokój. Jeśli się jednak chce zwyciężyć – walczyć trzeba na poważnie. Stalin nie odgonił Hitlera tylko do przedwojennych granic ZSSR. Nie powiedział Rokossowskiemu na Bugu: „No, Kastuś, chwatit, tyle naszego, przerywamy denazyfikację! Zrób jakieś referendum i do domu. I nie waż się tam kogoś bombardować pod drugiej stronie, bo będziemy mieli na Zachodzie złą prasę i w moskiewskich kawiarniach się obrażą!”.

Problem w tym, że kiedy Putin i Rosja to skonstatują – dla Polski będzie już za późno.

Konrad Rękas
https://konserwatyzm.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...