Śmierć Miasta czyli zemsta Synagogi Szatana
(…)
Warto również zauważyć, że podczas gdy posłowie do parlamentu wszystkich opcji politycznych – w tym ministrowie rządu, wychwalali cnoty brytyjskiej klasy robotniczej, profesor Frederick Lindemann, [Jeżeli czytelnik się nie domyśla, wyjaśniam: był żydem] najbliższy doradca Churchilla, stawiał na swoim, domagając się, aby dywanowe naloty bombowe Dowództwa Bombowego skoncentrować na robotniczych obszarach Niemiec, ponieważ przyniosłoby to znacznie wyższy wskaźnik zabójstw na tonę materiałów wybuchowych. Domy robotnicze budowano w znacznej wzajemnej bliskości.
(…)
Podczas holokaustu w Hamburgu miał miejsce jeden incydent, który jest odnotowany i który stanowi świadectwo użycia fosforu, który, nawiasem mówiąc, jest nadal używany w konflikcie żydowsko-arabskim. [Tylko jedna strona go używa, zgadnij która] To zdarzenie miało miejsce w kulminacyjnym momencie bombardowania. Było to w tym najstraszliwszym okresie opisanym wcześniej, kiedy całe miasto było ogarnięte płomieniami, dziesiątki tysięcy już nie żyło, a wielu innych było na skraju śmierci. Wśród tych tysięcy uwięzionych w piekle było kilkaset osób uwięzionych w gęstym deszczu bomb fosforowych. Okaleczenia wyrządzone tym biednym ludziom były natychmiastowe.
Eksplodujące bomby fosforowe rozpryskiwały swoją zawartość bez rozróżnienia, a ubranie zapalało się i musiało zostać szybko zdarte z ciała, w przeciwnym razie użytkownik doznawał strasznych koszmarnych oparzeń. Kiedy płyn spryskał ludzkie włosy, los ofiary był przesądzony. Nie było szans na obcięcie włosów. Chemiczne kuleczki, jak płonąca galareta, paliły się gwałtownie, podpalając całą głowę i rzeczywiście, sama głowa płonęła.
Widziano, jak ci przerażeni i nękani bólem ludzie skaczą w szale, uderzając głowami o ziemię w ślepej panice – wszystko po to, by ugasić płomienie. Zwyczajny pożar można ugasić, tłumiąc go ubraniem, ale takie metody były bezużyteczne w przypadku fosforu. Nadal palił i podpalał każdy materiał, który został na niego rzucony. Takich ludzi w tych okolicznościach można było tylko pozostawić swemu smutnemu losowi w przerażającej poświacie tła płonących ulic.
Wili się na zasypanych gruzem drogach, a ich ciała częściowo płonęły. Inni znajdowali się bliżej rzeki Alster i dziesiątki tych wrzeszczących, obłąkanych ofiar, ciągnąc za sobą języki płonącego dymu i ognia, rzucały się szaleńczo do wody, by zanurzyć się w ratującą życie ciecz. Mężczyźni, kobiety i dzieci również biegli histerycznie, upadając i potykając się, wstając, potykając się i upadając ponownie, przewracając się, i tak w kółko. Większość z nich zdołała stanąć na nogi i przedostać się do wody. Ale wielu z nich to się nie udało i zostali w tyle, ich stopy bębniły z oślepiającego bólu na przegrzanych chodnikach pośród gruzów, aż nastąpił ostatni konwulsyjny dreszcz dymiącego „czegoś” na ziemi, a potem bezruch.
Ci, którzy dotarli do wody, odnaleźli bezpieczeństwo, którego tak desperacko szukali – ale co niewiarygodne, niektórzy stanęli przed wyborem, który oszałamia swą grozą. Woda zapobiega spalaniu galaretki fosforowej, ponieważ pozbawia substancję chemiczną jedynej rzeczy, której potrzebuje do spalania: tlenu. Osoby z płonącą substancją chemiczną na rękach, nogach lub ciałach były w stanie ugasić płomienie, pozostając pod wodą. Ale wielu miało galaretę fosforu na twarzach lub głowach. Z pewnością pryskające ogniste chemikalia gasły, gdy ofiary zanurzyły głowy pod wodę, ale w momencie, gdy ponownie podniosły głowy nad powierzchnię aby zaczerpnąć powietrza, fosfor natychmiast ponownie stawał w płomieniach. I tak, tacy ludzie stanęli przed wyborem. Śmierć przez utonięcie lub śmierć przez spalenie.
https://varapanyo.blogspot.com/2022/12/smierc-miasta-czyli-zemsta-synagogi.html?m=1
Poniżej, bez wątpienia bardzo kontrowersyjne dla Polaków artykuły, Piotra Zychowicza i Johna Wear’a, amerykańskiego niezależnego historyka autora książki Germany’s War, która z pewnością jest warta przeczytania. John Craig umieścił ją w odcinkach na swej stronie. Wear opiera swój artykuł na znanej pracy Hoggana The Forced War: When Peaceful Revision Failed.
Piotr Zychowicz
Józef Beck sprzeniewierzył się przestrogom swojego mistrza Piłsudskiego. Wprowadził Polskę do wojny jako pierwszą i przeciwko obu sąsiadom. (…)
artykuł John Wear kończy niezbyt przenikliwą konkluzją:
Hitlerowska inwazja na Polskę została wymuszona niedającym się tolerować traktowaniem ludności niemieckiej przez Polski rząd. Żaden inny przywódca narodowy nie pozwoliłby swoim rodakom cierpieć i umierać w podobny sposób tuż za granicą w sąsiednim kraju. [28] Niemcy nie napadły na Polskę ze względu na Lebensraum ani z innego powodu spowodowanego złą wolą.
Otóż trudno ustalić na ile część z tych prześladowań była nieuzasadnionymi aktami wrogości wobec mniejszości niemieckiej, a na ile, skoro szykowała się wojna uzasadnionymi działaniami prewencyjnymi. Prof. dr hab. Stanisław Żerko:
Wzmagające się nastroje wrogości wobec mieszkających w Polsce Niemców oraz oznaki szpiegomanii wynikały z uzasadnionych podejrzeń, że większość mniejszości niemieckiej z niecierpliwością czeka na przyłączenie do Rzeszy przynajmniej części terytorium byłego zaboru pruskiego, zwłaszcza zaś „korytarza pomorskiego”. Postawa niektórych polskich Niemców była jawnie prowokacyjna.
(…) Niezależnie od tego w Polsce rzeczywiście dochodziło do gwałtownych zajść antyniemieckich, zwłaszcza w Tomaszowie Mazowieckim (13-14 maja) i Konstantynowie pod Łodzią (17-21 maja). Zaczęła nasilać się psychoza, w warunkach której wyolbrzymiano zagrożenie ze strony współobywateli narodowości niemieckiej. Z drugiej strony także władze polskie sięgały po surowe represje wobec mniejszości niemieckiej, widząc nielojalną postawę Niemców ‒ obywateli RP: obraźliwe wypowiedzi o Polsce i Polakach, czy zwłaszcza wikłanie się w działalność agenturalną. Fala aresztowań wśród mniejszości niemieckiej w sierpniu 1939 r. wywołana była w dużym stopniu informacjami o przygotowaniach Volksdeutschów do aktów dywersji. Policja znajdowała składy broni, amunicji, materiałów wybuchowych. W związku z tym interweniowała w Berlinie nawet Ambasada Niemiecka w Warszawie, zwracając uwagę 18 sierpnia centrali na Wilhelmstrasse, że na Górnym Śląsku, w Wielkopolsce, na Pomorzu Gdańskim i w Polsce Centralnej istnieją „grupy dywersyjne”, organizowane przez „rozmaite instytucje w Rzeszy”. Ambasada prosiła zatem „w interesie (…) [niemieckiej] grupy narodowościowej”, aby działania tego rodzaju zostały wstrzymane, gdyż prowadzą one do uzasadnionych aresztowań. Nie przyniosło to żadnych rezultatów. Z meldunków Abwehry, przechowywanych w Federalnym Archiwum Wojskowym we Fryburgu Bryzgowijskim wynika, że do 31 sierpnia 1939 r. dla prawie 9 tys. dywersantów przerzucono przez granicę, nie licząc amunicji, 9262 pistoletów, 430 pistoletów maszynowych, 9650 karabinów, 700 karabinków, 198 lekkich karabinów maszynowych, 7560 granatów ręcznych oraz 1032 kg materiałów wybuchowych. W świetle ustaleń historyków (w tym kontekście należy odnotować źródłową monografię Tomasza Chincińskiego Forpoczta Hitlera. Niemiecka dywersja w Polsce w 1939 roku, Gdańsk – Warszawa 2010) nie ulega wątpliwości, że w ostatnich tygodniach pokoju mniejszość niemiecka w Polsce była silnie zaangażowana w działalność agenturalno-dywersyjną, a po wybuchu wojny miały miejsce liczne przypadki niemieckiej dywersji na tyłach polskiej armii. Zamach bombowy w Tarnowie 28 sierpnia 1939 r. był tego przykładem najbardziej spektakularnym, choć niejedynym. Miały miejsce przypadki rozkręcania torów, detonacji materiałów wybuchowych na strategicznie ważnych liniach kolejowych, podpaleń zabudowań należących do niemieckich rolników (winę za to chciano zrzucić na ich polskich sąsiadów). Dywersanci wzięli też udział w próbie opanowania przez oddziały Wehrmachtu Przełęczy Jabłonkowskiej 26 sierpnia.
[ Z artykułu 28 sierpnia 1939: zamach bombowy na dworcu w Tarnowie. Najtragiczniejszy akt terroru ze strony mniejszości niemieckiej w Polsce]
Zatem trudno tu o pewność i jasność, co natomiast faktycznie można powiedzieć z dużą dozą przekonania, strona polska nie była zainteresowana pokojowymi pertraktacjami, czy to był blef? Wydaje się że przekonanie pana Zychowicza, iż Beck nie był idiotą, jest dość trudne do obrony.
https://varapanyo.blogspot.com/2022/12/to-czysta-szczodrosc-nazywac-polityczne.html?m=0
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz