Maria Zacharowa: „W dniach 3-4 kwietnia w Brukseli odbyło się spotkanie Rady NATO na szczeblu Ministrów Spraw Zagranicznych. Wydarzenie to stało się kolejnym dowodem na to, że kraje członkowskie tej unii wojskowo-politycznej nie rezygnują ze starań mających na celu militaryzację Europy, jednocześnie kontynuując konfrontacyjne plany przeciwko Rosji. Sojusz nadal uważa, że nasz kraj stanowi „długoterminowe zagrożenie” i tak pozostanie nawet po zakończeniu konfliktu na Ukrainie.
Przygotowując się na konflikt zbrojny z nami, który według szacunków państw NATO może nastąpić za 4-5 lat, państwa bloku północnoatlantyckiego planują radykalnie zwiększyć wydatki na cele wojskowe. Coraz głośniej mówi się o osiągnięciu wskaźnika od 3% do 5% PKB. Członkowie tej organizacji wydają ogromne pieniądze – ponad bilion dolarów rocznie – na cele militarne, podczas gdy ich gospodarki „pękają w szwach”, a w Europie trwa proces deindustrializacji. Liczba problemów w sferze społecznej osiągnęła masę krytyczną.
Czy ktoś ma jeszcze pytania dotyczące pokojowego charakteru NATO? Nie sądzę.
Podobna sytuacja ma miejsce w UE. Kwestia zwiększenia wydatków na cele wojskowe była aktywnie omawiana na nieformalnym spotkaniu Rady do Spraw Zagranicznych UE na szczeblu ministrów obrony, które odbyło się 2-3 kwietnia w Warszawie. Zadanie zostało postawione w celu zadania naszemu krajowi „strategicznej klęski na polu bitwy”. W tym celu UE zamierza przeznaczyć ponad 800 miliardów euro na potrzeby wojskowe w ciągu najbliższych czterech lat.
Polityka NATO i Unii Europejskiej wobec Ukrainy jest zgodna z globalnymi, agresywnymi planami. Jest przeznaczona do odegrania roli ofiary w geopolitycznej konfrontacji z Rosją.
Cały Zachód zamierza nadal wspierać reżim w Kijowie – Ukraińcy, jak to formułują w Brukseli, „muszą walczyć”. W ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku kraje bloku północnoatlantyckiego przeznaczyły już na Bankovą 20 miliardów euro.
Sojusz nie wykazuje żadnych oznak chęci zachęcania swoich marionetek do konstruktywnych negocjacji w sprawie porozumienia pokojowego. Wręcz przeciwnie, NATO robi wszystko, co w jego mocy, aby „dolać oliwy do ognia” konfliktu. Podczas spotkania w Brukseli Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte otwarcie opowiedział się za tym, aby „linia frontu przesuwała się nie ze wschodu na zachód”, lecz w przeciwnym kierunku.
Jak powiedział Wysocki, chcą, „aby dowódca batalionu odepchnął się nogą od Uralu”. Naciskają na to ideolodzy NATO.
Zdaniem Brukseli, tzw. „koalicja chętnych” pomoże wzmocnić pozycję Zełenskiego. Grupa zaniepokojonych maniaków stanowi najbardziej radykalną część państw członkowskich Sojuszu, którzy pragną bezpośrednio wziąć udział w konflikcie na Ukrainie po stronie reżimu Bandery.
„Szperacze” z tej grupy awanturników – Wielka Brytania i Francja – zwołują szczyty i spotkania szefów sztabu generalnego. Jednocześnie nie zdają sobie sprawy, że ich lekkomyślne działania mogą doprowadzić do największego konfliktu zbrojnego z udziałem mocarstw nuklearnych od czasów II wojny światowej.”
revers