sobota, 1 lutego 2020

Trójpodział władz i „reforma” sądownictwa


Sąd Najwyżsiejszy
Konserwatywny zgred ma to do siebie, że oprócz powierzchni pewnych zjawisk, dostrzega w swej upierdliwości również podłoże bieżących politycznych konfliktów.
W przypadku obecnego ping – ponga między Rządem, Sejmem, Senatem a Prezydentem (z udziałem instytucji Unii Europejskiej i Rady Europy) w grze o kształt polskiego sądownictwa w tle pojawia się bowiem zasadnicze pytanie o kształt ustrojowy państwa.
Z jednej strony mamy dzierżących dziś władzę zwolenników demokratycznego jedynowładztwa, wywodzących się mentalnie oraz intelektualnie w prostej linii z „kultury” przedcywilizacyjnego barbarzyństwa (PiS + Solidarna Polska), z drugiej zaś – obrońców zdobyczy cywilizacyjnych, jak np. trójpodziału władzy. Ci ostatni jednak są podzieleni i często niekonsekwentni – poseł Berkowicz (Konfederacja) np. słusznie zwrócił uwagę na fakt, iż w III RP trójpodział władzy praktycznie nigdy nie istniał, gdyż prawo tworzy de facto rząd (Sejm pełni często rolę maszynki do głosowania rządowych ustaw) a ministrowie są na ogół jednocześnie posłami.
Czymże zatem jest klasyczny trójpodział władz? Najczęściej powołują się nań tradycyjni liberałowie, cytując głównie Jana Locke’a i Karola Ludwika de Secondat barona La Brede de Montesquieu (znanego u nas jako Monteskiusz). Ten pierwszy, wychodząc od – moim zdaniem nieco odrealnionych – koncepcji „praw naturalnych” i „umowy społecznej” akcentował potrzebę podziału władz na ustawodawczą (parlament, w realiach Locke’a – Izbę Gmin i Izbę Lordów) i wykonawczą (król i Jego ministrowie). Dość lakonicznie Locke wzmiankował jeszcze władzę „federatywną”, której przypisywał politykę zagraniczną. Z kolei Monteskiusz mniej zajmował się filozofia „praw naturalnych” czy genezą władzy, koncentrując się bardziej na analizie ustrojów działających.
Przyjmując za jedno z głównych kryteriów oceny władzy jej zdolność do zapewnienia poddanym/ obywatelom cywilizowanej wolności Monteskiusz rekomendował dystrybucję (co od pewnego czasu zaczęto u nas tłumaczyć jako „podział”) władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. I w zasadzie koncepcja ta zdobyła sobie powszechne uznanie w późniejszych generacjach pisarzy politycznych i konstytucjonalistów.
Konserwatywny liberał Beniamin Constant wyodrębniał jeszcze – obok trzech władz zdefiniowanych przez Monteskiusza – władzę królewską, jako głowę państwa, w pewnym sensie nadrzędną wobec władz pozostałych i mniej uwikłaną w działania bieżące [Jarkacz? – admin].
Z kolei niektórzy konserwatyści wywodzili od Arystotelesa koncepcję „rządu mieszanego”, na który składają się pierwiastki: monarchiczny (król), arystokratyczny (izba wyższa parlamentu lub/i sądy) oraz demokratyczny (sejm). Paradoksalnie – lewica zaczęła z kolei coraz częściej nawiązywać do koncepcji przedcywilizacyjnych, oznaczających de facto nową odmianę despocji.
I właśnie w ten ostatni z wymienionych nurtów wpisują się działania rządzącego dziś w Polsce obozu paradoksalnie zwącego siebie „Zjednoczoną Prawicą”. Paradoks polega na tym, że za fasadą „prawicowości” kryję się w tym przypadku demokratyczny i antykonserwatywny jakobinizm polityków PiS i Solidarnej Polski, która opanowała dzisiejsze Ministerstwo Sprawiedliwości.
Jako główną motywację dokonywanej przez ten obóz „reform” sądownictwa widzę bowiem chęć zgromadzenia pełni władzy w demokratycznie wyłonionej „sile kierowniczej narodu”, która skumulowawszy pełnię władzy ustawodawczej i wykonawczej sięga obecnie po sądowniczą. Do tego dochodzi jeszcze demokratyczno-jakobińska chęć odegrania się na „elitach”.
Nie mam osobistych powodów, by brać w obronę dzisiejszy wymiar sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie – czuję się jego ofiarą, ale nie wyroku (ten był w pełni uniewinniający), lecz biurokratyzmu, opieszałości i braku profesjonalizmu.
Chodziło o dość skomplikowaną sprawę gospodarczą, w której, m.in. mojej skromnej osobie prokurator (obecnie jeden z wiceministrów w ekipie p. Ziobry) zarzucił działanie na szkodę współzarządzanej przeze mnie spółki. Sprawa dla urzędników sądowych była początkowo oczywista – wyniki finansowe Spółki, w okresie, w którym byłem za nią odpowiedzialny uległy znaczącej poprawie a żadnej szkody prokuratura wykazać nie była w stanie.
Prokurator jednak nie odpuszczał, twierdząc (w ponawianym akcie oskarżenia), że szkoda nie musi wcale wystąpić, zaś dla oskarżenia wystarczy sam zamiar jej wyrządzenia. I – zdaniem prokuratora – jest to „tzw. „SZKODA W UJĘCIU ABSTRAKCYJNYM”.
Sąd chyba po takim dictum zwątpił i rozpoczął sprawę, która w sumie pochłonęła niemal dekadę mojego życia, komplikując mi sytuację na rynku pracy (w wielu firmach wymaga się oświadczenia, że nie toczy się żadne postępowanie). Na tą przewlekłość złożyły się: zmiana w składzie sędziowskim, śmierć jednego z ławników), tryb procedowania (rozprawy raz w miesiącu przy dużej ilości świadków) i konieczność mozolnego uczenia się materii obrotu gospodarczego i prawa spółek handlowych przez skład sędziowski.
Nic zatem dziwnego, ze nawet całkowite uniewinnienie było dla mnie satysfakcją wysoce wątpliwą. W tle rozpoczęcia całej sprawy stała oczywiście polityka. Byłem wówczas członkiem władz Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, które sprzeciwiało się zmianom w kierownictwie śląskiej Kasy Chorych (kierowanej z sukcesami przez p. Andrzeja Sośnierza), których chciała niemal wszechwładna wówczas regionalna „Solidarność”.
Zanudzam Państwa tym osobistym wątkiem, bo obawiam się, że po dokonanej przez PiS „reformie” sądownictwo może w jeszcze większym, niż dotąd stopniu stać się orężem w walce politycznej z opozycją lub choćby osobami wobec władzy niezależnymi. A już nieobiektywne niemal z zasady będzie w konflikcie: władza – obywatel.
„Reforma” w żaden sposób nie będzie dotyczyć rzeczywistych mankamentów dzisiejszego systemu sądownictwa – nadmiernej formalizacji i biurokratyzacji. Nie ma w „reformie” mowy o tak potrzebnych zmianach jak odciążenie sądów od spraw drobnych poprzez wprowadzenie instytucji „sędziów pokoju” (co proponuje PSL – Koalicja Polska i Konfederacja) czy wymuszenie krótszych terminów rozpatrywania spraw i elektronicznego obiegu dokumentów No i przydałaby się dodatkowa edukacja i większa specjalizacja sędziów. Być może wymaga to dodatkowych nakładów, ale sprawiedliwość jest jednym z filarów funkcjonowania i sensowności istnienia państwa. Tu nie warto przesadnie oszczędzać.
Jak dotąd – „reforma” PiS ma charakter wyłącznie personalny – zmiany w sądach powszechnych, Sądzie Najwyższym, Trybunale Konstytucyjnym i w Krajowej Radzie Sądownictwa. W TK i KRS – zmiany moim (i nie tylko moim) zdaniem niekonstytucyjne i nielegalne.
W przypadku KRS ustawą przerwano konstytucyjnie określoną kadencję jej wcześniejszych członków i pogwałcono wskazany w Konstytucji sposób ich wyboru (art. 186 ust 1 oraz art. 187 ust. 1 i 3). Dlatego Sąd Najwyższy ma rację podważając legalność obecnej KRS.
Wszystko to jest „sprzedawane” w mediach w propagandowej narracji walki z „reliktami komunizmu” (gdy średnia wieku sędziów wynosi niewiele więcej niż 40 lat), „skorumpowaną” i „zdeprawowaną” „kastą” (tu z lubością i natrętnie przywołuje się przykład sędziego kradnącego wiertarkę lub pobłażliwość jednego z sądów wobec łamiącego prawo drogowe celebryty).
Ta propaganda tudzież mankamenty sądów przywołane wyżej przeze mnie a odczuwane zapewne przez wiele Polek i wielu Polaków powodują, że spora ich część traktuje „reformę” Ziobry ze zrozumieniem lub przynajmniej z pobłażaniem.
Mało kto zauważa zaś, że ceną jaką przyjdzie zapłacić za tą „reformę” będzie likwidacja niezależności sądów, zwłaszcza po podpisaniu przez Prezydenta ustawy tzw. „kagańcowej”.
Trudno też oprzeć się wrażeniu, że p. Ziobro i jego współpracownicy motywowani są również (oprócz chęci poszerzenia władzy) kompleksami wobec środowisk prawniczych i akademickich, w których nigdy nie cieszyli się poważaniem. Bo też nie mieli na polu zawodowym stosownych zasług ani osiągnięć.
Jacek Matusiewicz
Myśl Polska, nr 5-6 (2-9.02.2020)
http://mysl-polska.pl

Czego Turski nie powiedział

Pochłaniają mnie lokalne problemy i o tym głównie chcę pisać, ale poruszyła mnie sprawa obchodów rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz, a zwłaszcza wystąpienia Mariana Turskiego.

Przeczytałem kilka komentarzy znajomych, którzy byli tym wystąpieniem zachwyceni. Wysłuchałem więc tego wystąpienia uważnie.
Rzeczywiście było ono poruszające, a do tego efektowne intelektualnie. Nazwisko pana Turskiego coś mi mówiło, ale za mało, żeby zrozumieć dlaczego właśnie jego dopuszczono do głosu na takiej wielkiej uroczystości. Zapoznałem się jako tako z życiorysem Turskiego.
Zrozumiałem dlaczego to on przemawiał, ale jednocześnie nasunęło mi się kilka wątpliwości co do kontekstu tego przemówienia.
Jak widzę rozpoczął się spór na ile przemówienie Turskiego odnosiło się do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce. Zwolennicy poglądu, że w Polsce rodzi się albo już w pełni istnieje faszyzm, są zapewne tym wystąpieniem w pełni usatysfakcjonowani. Świadczą o tym liczne komentarze typu „mina Dudy bezcenna”. Chodzi oczywiście o prezydenta Andrzeja Dudę. Ci, którzy woleliby nadać wystąpieniu Turskiego wymiar ponadczasowy, będą taką interpretację uważać za spłycenie i zawężenie problemu.
Ten uniwersalny albo nawet eschatologiczny wymiar wystąpienia Mariana Turskiego, a i całej uroczystości, to Auschwitz jako symbol zagłady Żydów i w zasadzie wyłącznie Żydów. Momentami wspomina się o Cyganach, a coraz częściej o homoseksualistach. W tym przekazie – co było widać w czasie wspomnianej uroczystości – Polacy jako ofiary obozu w Auschwitz schodzą na plan dalszy, stają się ofiarami „mniej wartościowymi”, a może nawet w ogóle nie wartymi pamięci.
Rolą Polaków jest coraz częściej bycie przede wszystkim katami. Gdyby wziąć pod uwagę opinię pewnego prominentnego rosyjskiego Żyda, zaprezentowaną w państwowej rosyjskiej telewizji, że mord w Katyniu był słusznym rozwiązaniem, to być może blisko jesteśmy poglądu, że Polakom zamordowanym w Auschwitz, to się po prostu należało.
Jak zahaczyłem o Rosję, to w kontekście wystąpienia Turskiego warto wspomnieć o sowieckich obozach koncentracyjnych znanych jako gułagi. Co prawda nie były one miejscem mordów na przemysłową skalę jak Auschwitz, ale męczeńską śmierć poniosło w nich na pewno setki tysięcy osób.
W tym kontekście zaś problem z Marianem Turskim jest taki, że on był przez szereg lat funkcjonariuszem systemu politycznego, którego szczytową konsekwencją funkcjonowania były gułagi. Nie jest mi znana jakakolwiek okoliczność, żeby pan Turski apelował o to, by „nie być obojętnym” wobec tego, długimi okresami, ludobójczego systemu. Zastrzegam, że nie znam szczegółowo życiorysu pana Turskiego, więc mogę się mylić. Chyba jednak się nie mylę.
Niestety, dostrzegłem w tych obchodach więcej takich fałszywych nut. Paradoksalnie najuczciwiej zachowują się Niemcy, którzy przyznają, że to oni byli sprawcami Auschwitz i tego, co w Auschwitz. Inni główni zainteresowani, czyli Żydzi i Rosjanie, rozgrywają sprawę wybitnie politycznie, kosztem przede wszystkim Polski i Polaków.
Polski rząd i prezydent dali się sprowadzić do roli bezradnych obserwatorów (w tej sytuacji mina Dudy rzeczywiście bezcenna). I to jest ten właściwy kontekst wystąpienia Mariana Turskiego. Z polskiego punktu widzenia to wszystko jest bardzo smutne.
Andrzej Szlęzak
28.01.2020
http://mysl-polska.pl

Dlaczego Duda może przegrać? Wielu wyborców zagłosuje na wiadro z wodą, byle tylko odsunąć PiS od władzy.


Zgodnie z wynikami sondażu Estymatora wśród zdecydowanych wyborców na Andrzeja Dudę w pierwszej turze wyborów chce zagłosować 47 proc. respondentów. Czy to oznacza, że kandydat PiS wygra także drugą turę?
Tutaj należy zachować daleko idącą ostrożności i zacytować opinię prof. Stanisława Żerki, który twierdzi, że majowe wybory nie będą zwykłymi wyborami prezydenckimi. Majowe wybory będą przede wszystkim plebiscytem w/s PiS, podczas którego wielu wyborców będzie w stanie zagłosować nawet na wiadro z wodą, byle tylko odsunąć partię Kaczyńskiego od władzy.
Nie ulega wątpliwości, że w ciągu ostatnich kilku tygodni prezydent Andrzej Duda wyraźnie zaostrzył przekaz medialny. Narracja zgodnie z którą obecna głowa państwa popiera dalsze działania resortu Zbigniewa Ziobry w/s wymiaru sprawiedliwości (nazywane przez niektórych „reformą”), z pewnością umacnia jego pozycję wśród twardego elektoratu PiS, ale czy jest w stanie zapewnić mu nowych, umiarkowanych wyborców z tzw. centrum?
Pisałem o tym już nie raz, ale nie zaszkodzi powtórzyć: w 2015 roku Andrzej Duda pokonał Bronisława Komorowskiego, bo przekonał do siebie nie tylko sympatyków PiS, ale przede wszystkim wyborców umiarkowanych. To ich głosy zdecydowały o ostatecznym sukcesie kandydata PiS.
Jeśli dziś wystąpienia publiczne Dudy są ukierunkowane na zadowolenie twardego elektoratu partii Kaczyńskiego, a nie wyborców umiarkowanych, to zasadnym zaczyna być pytanie: czy obecnemu prezydentowi wystarczy głosów, aby podczas majowych wyborów osiągnąć reelekcję?
Pamiętajmy wszak o jednej, bardzo ważnej kwestii. Otóż w trakcie ostatnich wyborów parlamentarnych na wszystkie startujące komitety wyborcze oddano łącznie 18.470.710 głosów, z czego Komitet Wyborczy Prawa i Sprawiedliwości zebrał 8.051.935 głosów (43,59 proc.). Łatwo zatem policzyć, że komitety inne niż PiS otrzymały łącznie 10.418.775 głosów (56,41 proc.). Jaki wniosek wypływa z powyższych statystyk? Ano taki, że Andrzej Duda, aby wygrać przyszłoroczne wybory prezydenckie, potrzebuje nie tylko wsparcia elektoratu głosującego na PiS, ale również ludzi, którzy w trakcie wyborów parlamentarnych oddali swoje głosy na PO, PSL, Lewicę czy Konfederację.
Obecny prezydent jest oczywiście murowanym kandydatem do zwycięstwa w pierwszej turze majowych wyborów. Czy jednak będzie w stanie wygrać tę ważniejszą, drugą turę? Odpowiedź jest prosta: – Tak, o ile otrzyma poparcie części umiarkowanych sympatyków partii opozycyjnych. Bez nich – w warunkach plebiscytowych, kiedy spora część wyborców będzie gotowa zagłosować dosłownie na wiadro z wodą, aby tylko ograniczyć polityczne wpływy PiS – reelekcja Andrzeja Dudy na lata 2020 – 2025 będzie niemożliwa.

Skuteczne w walce z koronawirusem okazują się… mydło i środki do dezynfekcji na bazie alkoholu


Koronawirus 2019-nCoV jest wirusem osłonkowym, poddającym się działaniu mydła i środków do dezynfekcji na bazie alkoholu. Główny Inspektor Sanitarny podał instrukcje, jak efektywnie myć ręce.
Informację o specyfice korona wirusa na swojej stronie podał GIS, który na bieżąco monitoruje sytuację i instruuje, jak postępować w związku z wirusem rozprzestrzeniającym się w Azji.
Okazuje się, że koronawirus 2019-nCoV jest podatny na działanie wszystkich rozpuszczalników lipidów. Dlatego zaleca częste mycie rąk wodą i mydłem lub ich dezynfekcję środkiem na bazie alkoholu.
GIS zamieścił również instrukcję, jak myć ręce, by były naprawdę czyste. Czynność ta powinna trwać przynajmniej 30 sekund. A środek myjący powinien dotrzeć do wszystkich zakamarków dłoni, także między palcami.
GIS przypomina, że podróżny, który do Polski przyleci z terenów wysokiego ryzyka występowania wirusa (Azji Południowo-Wschodniej), proszony będzie o wypełnienie Karty Lokalizacyjnej Pasażera, w której wpisze kontakt i miejsce swojego pobytu.
Pierwsza kontrola stanu jego zdrowia powinna nastąpić jeszcze w samolocie. W razie jakiegokolwiek podejrzenia zakażenia nastąpi kontakt z lotniskową służbą zdrowia.
GIS przypomina, że okres wylęgania wirusa może trwać do 14 dni, najczęściej 5-6 dni, podróżni proszeni są również o to, by po przylocie obserwowali swój stan zdrowia.
W razie pojawienia się gorączki powyżej 38 st. C, kaszlu i duszności, podróżny powinien skontaktować się z lekarzem, który poinstruuje go, jak dalej postępować.
GIS zapewnia jednocześnie, że według aktualnej wiedzy nie ma ryzyka zakażenia się wirusem poprzez towary zamawiane z Chin.

Służby poza zewnętrzną kontrolą


Nie powinno to być szczególnym zaskoczeniem, ale Najwyższa Izba Kontroli oficjalnie potwierdziła tezę o niekontrolowanej działalności służb specjalnych w naszym kraju.
Izba odmówiła wszczęcia czynności sprawdzających dotyczących ich ingerencji w sferę konstytucyjnych praw obywateli. Służby specjalne zasłaniając się informacjami niejawnymi nie chcą bowiem udostępniać żadnych informacji.
Kontrolę służb specjalnych w zakresie konstytucyjnych praw i wolności obywateli chciał zlecić Adam Bodnar, kontrowersyjny Rzecznik Praw Obywatelski. Prezes NIK Marian Banaś odmówił jednak wszczęcia takiego postępowania, stąd Bodnar zapowiedział, że zwróci się „do Sejmu o zlecenie Najwyższej Izbie Kontroli przeprowadzenia kontroli dla zbadania określonej sprawy lub jej części”.
NIK był w tej sprawie zaskakująco szczery. Banaś przyznał bowiem, że kontrole nie są możliwe, bo są one znacząco utrudniane, a wręcz uniemożliwiane. Najczęściej służby specjalne uzasadniają wszelkie odmowy zakazem informowania o prowadzonych przez nie czynnościach operacyjno-rozpoznawczych. Według szefa NIK działania służb w praktyce nie podlegają zewnętrznej kontroli, co jego zdaniem jest też wynikiem niedoskonałości działań sądów i prokuratury.
Ponadto szef NIK wskazał na całą gamę instytucji, których kontrola jest praktycznie niemożliwa. Chodzi nie tylko o same służby specjalne, ale także o policję, sądy i prokuraturę. Ograniczenie kompetencji kontrolnych przez wyżej wymienione organy spowodowało, że Banaś odmówił Bodnarowi przeprowadzenia odpowiednich czynności w tej sprawie. NIK nie powinien jednak według RPO całkowicie zaniechać swoich działań w tym zakresie.
Na podstawie: dziennik.pl
http://autonom.pl
Powiedzcie mi, drodzy czytelnicy – co w Polsce jeszcze dobrze działa?
Admin

Gowin znowu bredzi o Izraelu


Ani zorganizowane w ubiegłym tygodniu obchody w Jerozolimie, ani przypisywanie Polsce współudziału w Holokauście przez izraelskiego prezydenta, nie zmieniły w żaden sposób poglądów wicepremiera Jarosława Gowina.
Wciąż zachwyca się on syjonistycznym państwem, nazywając dodatkowo nasz kraj „najbardziej pro-izraelskim krajem w Unii Europejskiej”.
Warto przypomnieć, że w ubiegłym tygodniu lider Porozumienia wzywał do „szczególnej ochrony Izraela”, ponieważ martwi się o możliwość przeprowadzenia „kolejnego Holokaustu”. Zaledwie dwa dni później do Jerozolimy przyjechał rosyjski prezydent Władimir Putin, który stał się główną gwiazdą tamtejszego Światowego Forum o Holokauście. W poniedziałek rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau stała się okazją do przypisywania Polakom współudziału w Holokauście, co uczynił izraelski prezydent Re’uwen Riwlin.
Oba te wydarzenia nie przeszkadzają jednak Gowinowi, który wydaje się być zwłaszcza zachwycony przyjazdem głowy państwa syjonistycznego do Polski. Zdaniem wicepremiera oraz ministra nauki i szkolnictwa wyższego, po blisko dwuletnim okresie ochłodzenia stosunki polsko-izraelskie powracają do wcześniejszej normy. Samo pogorszenie się relacji Warszawy i Tel Awiwu było według niego „niepotrzebne” i spowodowane głównie polityką wewnętrzną Izraela oraz „niefortunnym sformułowaniem nowelizacji ustawy o IPN”.
Gowin wyraził jednocześnie nadzieję, że wspomniane stosunki polsko-izraelskie ulegną dalszej poprawie. Szansą ma być przede wszystkim fakt, że wedle słów samego wicepremiera, „my – mówię nie tylko o obecnym rządzie, ale o polskim państwie – jesteśmy krajem jednoznacznie pro-izraelskim, chyba najbardziej pro-izraelskim w Unii Europejskiej”.
[Premier Gowin, którego nazwisko chyba nieprzypadkowo przypomina „g****”, niepotrzebnie się kryguje. Polska nie jest „pro-izraelska”. Polska jest państwem żydowskim – admin]
Na podstawie: polskieradio24,.pl.
Zobacz również:

Czasopismo satyryczne „Krokodyl ABW”


Okładka satyrycznego czasopisma Krokodyl, sierpień 1975 roku
„Czytając wykwity myśli publicystycznej ABW, mam kilka uwag i podpowiedzi dla kolegów. Wydaje mi się, że powinni zastanowić się nad kolportażem swego czasopisma na terenie Federacji Rosyjskiej – to byłaby najbardziej poczytna, jak myślę, gazeta satyryczna” – uważa Konrad Rękas.
Kreml może ingerować w wybory prezydenckie w Polsce. Tekst zatytułowany „Wybory prezydenckie jako narzędzie destabilizacji państw w teorii i praktyce rosyjskich operacji informacyjno-psychologicznych w XX i XXI w.” otwiera najnowszy numer „Przeglądu Bezpieczeństwa Wewnętrznego”.
Autorem jest dr Michał Wojnowski, historyk bizantynista, zajmujący się też naukowo rosyjską myślą geopolityczną i teorią wojen informacyjnych.
„Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego” to oficjalny periodyk Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która artykuły z czasopisma zamieszcza na swojej stronie internetowej.
Znany polski analityk polityczny i dziennikarz Konrad Rękas odpowiada na pytania komentatora agencji Sputnik Leonida Swiridowa.
Dziś dotarła wiadomość o tym, że w ostatnim wydaniu „Przeglądu bezpieczeństwa wewnętrznego”, zamieszczono artykuł o tym, że Kreml może ingerować w wybory prezydenckie w Polsce. Wobec tego, takie absolutnie filozoficzne pytanie: po co to Moskwie?
— Powiem tak: oczywiście, jako dziennikarz, mogę być trochę zazdrosny, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wchodzi mnie nieco w kompetencję i zajmuje się, jak widzę, dziennikarstwem i publicystyką. W tej sytuacji rozumiem, że ja, jako dziennikarz, powinienem zajmować się kontrwywiadem w Polsce. Byłaby w tym elementarna sprawiedliwość.
Nie mniej jednak, czytając takie wykwity myśli publicystycznej ABW, mam kilka uwag i podpowiedzi dla kolegów. Wydaje mi się, że powinni zastanowić się nad kolportażem swego czasopisma na terenie Federacji Rosyjskiej – to byłaby najbardziej poczytna, jak myślę, gazeta satyryczna.
Jak się czyta gazetę ABW, okazuje się, że zawsze za wszystkim stoi Rosja, i Rosja wygrywa wszystkie wybory prezydenckie. A dlaczego i po co? To, oczywiście, analityków gazety ABW nie interesuje. Dlatego podpowiadam: jeśli chcą mieć poczytną gazetę, niech kolportują ją jako tygodnik satyryczny Rosji.
Mam nawet propozycję dla szefów i kierownictwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W Rosji to może być gazeta pod tytułem „Krokodyl ABW”. Było kiedyś czasopismo satyryczne w Związku Radzieckim pod nazwą „Krokodyl”. Jeżeli taka gazeta pojawiłaby się w Rosji i w języku rosyjskim, czy ludzie naprawdę by to czytali?
Luty 1991— Domyślam się, że ten „Krokodyl” byłby nawet uznawany wręcz za element niezwykle budującej propaństwowej i prokremlowskiej propagandy ze strony polskich sojuszników i polskich satyryków, którzy udają polski kontrwywiad. Sukces murowany.
Rzeczywiście, dużo komentarzy dzisiaj w tym temacie, i czytelnicy i internauci zwrócili uwagę, że wszędzie jest pisane, iż trzeba zabezpieczać się przed Rosją. Mam pytanie: w jaki sposób można zabezpieczać się przed Rosją?
— Ja myślę, że to jest szerszy pomysł biznesowy dla ABW.
Bo po wydaniu gazety satyrycznej należałoby w ogóle opracować jakąś nową linię towarów, takich antyrusów, które można by sprzedawać w jakichś specjalnych kioskach: kasków antyrosyjskich, hełmów antyrosyjskich, kamizelek ochronnych, prezerwatyw antyrosyjskich.
Bo Rosja nie wiadomo skąd może wyskoczyć: spod łóżka, z lodówki na pewno też; jakieś spray’e antyrosyjskie ze znakiem ABW można by sprzedawać… Bo aberracja narasta. Albowiem Rosjanie niczym innym się nie zajmują, tylko czyhaniem na Polskę.
Biedna ABW jest zapracowana, należałoby przerzucić część obowiązków na obywateli, żeby można było takie hasła kolportować, gazetki z wielkimi (jak w Chinach) napisami typu: „Sprawdź, czy twój sąsiad nie stał się od wczoraj Rosjaninem czy rosyjskim szpiegiem”.
To wszystko jest bardzo śmieszne, jak się to tak na zimno i spokojnie analizuje. Ale umówmy się: to jest polska rzeczywistość. Okazuje się, że ktoś za takie analizy płaci z polskich podatków, ktoś te rzeczy zamawia, ktoś to potem zleca tym biednym agentom do czytania i do wdrażania.
Powiem, że to nie byłoby wcale takie śmieszne, gdyby się zastanowić, że ci ludzie, rzeczywiście, mogą to traktować śmiertelnie poważnie. I gdyby nie fakt, że ABW w zasadzie niczego nie robi w Polsce porządnie i niczego nie potrafi doprowadzić do końca, to można się bać. Bo, czytając to literalnie, mamy przed sobą dokument, który mówi, że policja polityczna w Polsce zamierza wpłynąć na wybory prezydenckie! Tak to dosłownie brzmi.
Żarty żartami, ale pan na służbie mojego skądinąd znajomego, szefa ABW prof. Pogonowskiego, mojego znajomego jeszcze z KUL-u – opracowuje sobie plan, jak panowie policjanci z panami doradcami historyczno-polityczno-ideologicznymi, wygrają w Polsce wybory prezydenckie.
To już nie jest śmieszne, bo co oznacza? Że policja polityczna chce zastąpić w Polsce procedurę demokratyczną. Tak to literalnie wygląda. I satyra satyrą, żarty żartami, głupoty głupotami, ale komuś tu chodzi po głowie jakieś małe państewko policyjne.
Jeżeli zakładamy, że Rosja ingeruje w wybory prezydenckie w Polsce, to znaczy, że jest kilku potencjalnych kandydatów prorosyjskich. Czy mógłby mnie Pan wymienić chociażby jednego kandydata w tej chwili, który byłby prorosyjski? Może, Duda, może pani Kidawa-Błońska, może Kosiniak-Kamysz, może, Bosak, Hołownia? A może Biedroń?
— Mam dla ABW pomysł 100-procentowo skuteczny: na pewno agentem rosyjskim okaże się ten, kto wybory wygra.
Skoro Rosja wszędzie jest tak skuteczna, że zrobiła prezydentem nawet prezydenta Stanów Zjednoczonych, już nie mówiąc o innych politykach, których rozsiewa po świecie, jak tylko zechce, to z całą pewnością, ten, kto wygra w Polsce, też będzie agentem rosyjskim. Trzeba go od razu, zaraz po ślubowaniu wsadzić do tiurmy i przesłuchać na okoliczność, jak blisko żyje z prezydentem Putinem.
Ja, patrząc z Moskwy, od razu Panu powiem, że wybory prezydenckie wygra Andrzej Duda. To jest oczywista oczywistość, jak mówił jeden polski klasyk. Nie widzę żadnego innego kandydata, który może wygrać. I co to oznacza dla pana Dudy?
— Już to wszystko wiemy, tak, że niech on tam czeka, aż mu o szóstej rano w drzwi prof. Pogonowski z panem Wojnowskim załomocą i za ewidentne konszachty z Rosją i z Putinem zasadzą go na co najmniej trzy lata.
Skoro wiemy z przykładu amerykańskiego, że tam prezydent Trump został wybrany wyłącznie decyzją prezydenta Putina, i jednocześnie w tej chwili impeachment prezydenta Trumpa też jest decyzją prezydenta Putina, czyli prezydent Putin powołuje prezydentów i odwołuje ich, jak chce.
Musimy powiedzieć to wreszcie wprost: Andrzej Duda został wybrany przez prezydenta Putina. Jak prezydent Putin zechce, to go wybierzemy jeszcze raz. A dalej będziemy ścigać prezydenta-agenta?
Innej przyszłości dla Polski po prostu, jak się okazuje, nie ma.
Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Leonid Swirydow
Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.
https://pl.sputniknews.com

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...