poniedziałek, 1 lutego 2021

Putin kontra „Wielki Reset”

Pierwsza od 2009 roku obecność Putina na konferencji organizowanej w Davos była zaskoczeniem. Istotą Davos 2021 jest odpowiedź przywódców państw na wezwanie do „Wielkiego Resetu” zaproponowanego przez Klausa Schwaba.

Przesłanie jest jasne: korporacje transnarodowe mają otrzymać status suwerennych aktorów; nie tyle równych, co silniejszych od większości państw.

I wojna światowa obaliła mit wolnego handlu jako podstawy „wiecznego pokoju” i zniszczyła ówczesny kapitał – i podobnie może stać się obecnie. Dlatego zapowiadając wystąpienie Putina Schwab podkreślił, że mamy „wyjątkowe i krótkie okno na przejście z epoki konfrontacji do epoki współpracy”.

Aby zachęcić do udzielenia oczekiwanej odpowiedzi przed Davos posłużono się metodą kija i marchewki: pierwszą jest sprawa Nawalnego, który na filmie z Nowego Jorku atakuje rzekome bogactwo Putina i zamieszki w Rosji; drugą zgoda na porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi o przedłużeniu układu Nowy START (o ograniczeniu broni strategicznej) po rozmowie telefonicznej Putin – Biden.

Znając priorytet „Davos 21” za najważniejszy moment przemowy Putina, należy uznać jednoznaczne odrzucenie możliwości budowy świata „z mrocznych antyutopii”.

Stanął więc w obronie podstawowych wolności, takich jak prawo wyboru i prawo do prywatności. A więc stanął przeciwko orwellizacji społeczeństwa i dominacji prywatnych, amerykańskich korporacji skupionych w GAFA (Google, Apple, Facebook, Amazon), a w istocie przeciwko kontrolującym je największym korporacjom inwestycyjnym na czele z Black Rock (posiadającym 7 bilionów dolarów majątku).

Przywołując niedawną cenzurę prezydenta Trumpa wskazał, że prywatne monopole zagrażają dobru wspólnemu i demokracji. Nader wymowne przeciwstawienie się prokorporacyjnej agendzie Schwaba!

Zauważył także, że sztuczna inteligencja i robotyzacja charakteryzującej IV ewolucję przemysłowa oznaczają nie tylko rozwój, ale także zwiększają liczbę „ludzi zbędnych” wśród pracowników oraz degradują klasę średnią. I to trzeba uwzględnić w zmianie modelu społeczno – gospodarczego. Nader wymowne przeciwstawienie się posthumanistycznej agendzie Schwaba!

Rosyjski przywódca wydaję się więc aktualizować Aleksandra Prochanowa, który w projekcie rosyjskiego piątego imperium wskazywał, że jest ona „strategiczną rezerwą człowieczeństwa”.

Podobnie do chińskiego przywódcy, także Putin podkreślił dobrą stronę globalizacji: ogromny wzrost gospodarczy i redukcję ubóstwa (w Chinach o 700 mln przez 30 lat, a w Rosji prawie 60 mln przez 20 lat). Odkrył równocześnie jej rzeczywistych beneficjentów: zachodnie korporacje służące 1% populacji globu, nazywając po imieniu ideologię legitymizującą ten proces, czyli neoliberalny „Konsensus Waszyngtoński”.

Dokonując krytyki finansjeryzacji stanął wyraźnie po stronie kapitału przemysłowego, który – jak się wydaje – widzi w geopolityce Rosji szansę na ucieczkę spod topora, którym jest ten pierwszy.

Tymczasem efektem „KoronaKryzysu” jest prawie 250 milionów miejsc pracy utraconych w 2020. W pierwszych dziewięciu miesiącach ubiegłego roku straty w zarobkach wyniosły 3,5 bln USD. Koniecznością nazwał stworzenie nowego paradygmatu gospodarczego. Świat nie może dalej tworzyć gospodarki, która przyniesie korzyści tylko milionowi ludzi, a nawet złotemu miliardowi – celowi amerykanocentrycznej globalizacji, która wykluczała z niego także wszystkich Słowian.

Zdając sobie sprawę, że antyglobalistyczna postawa Rosji wzbudzi wrogość podkreślił, że niechęć do konsensusu może prowadzić do kolejnej wojny światowej; stąd analogie do lat 30. XX wieku. Dwa razy użył słowa „nadzieja” , że wojna nie wybuchnie obecnie, gdyż doprowadzi do końca cywilizacji ludzkiej w ogóle. Musimy być więc świadomi ogromnego napięcia strategicznego pomimo drwiącej konstatacji Putina, że „era związana z próbami budowania scentralizowanego i jednobiegunowego porządku światowego dobiegła końca. Szczerze mówiąc, ta era nawet się nie zaczęła”.

Pewnym zaskoczeniem przemowy było przywołanie wzorca jednej europejskiej cywilizacji, której Rosja jest częścią. Odwołał się zarówno do wizji gen. de Gaulle’a oraz słów kanclerza Kohla podzielając jego tezę, o tym, że „jeśli chcemy, aby kultura europejska przetrwała i pozostała centrum światowej cywilizacji w przyszłości, (…) zachodnia Europa i Rosja muszą być razem”.

Nie odniósł się za to do obwiązującej od 2015 narracji „wielkiego partnerstwa eurazjatyckiego” będącego spoiwem zbliżenia Moskwy i Pekinu. Czyżby przemowa była propozycją tworzenia trzeciego bieguna w obliczu rywalizacji o prymat ośrodka amerykańskiego i chińskiego?

Wydaje się jednak, że narracja europejskiej cywilizacji była użyta instrumentalnie. Obecna zachodnia Europa to przecież przejaw cywilizacji postprotestanckiej; wszak poprawność polityczna, promocja LGBT, legalizacja eutanazji i kult hedonistycznego indywidualizmu to logiczne etapy w nominalistycznym zwrocie, który w istocie czyni zachodnią bytem skrajnie różnym od wschodniej Europy osadzonej w uniwersaliach, w których wartości są esencjonalne i nie są przedmiotem narracyjno – negocjacyjnej konwencji (tak jak przywołana wartość rodziny).

Myślę, że o tej istotnej różnicy rosyjski prezydent nie zapominał podkreślając, że „miłość jest niemożliwa, jeśli deklaruje ją tylko jedna strona. To musi być wzajemne”. Wiedząc dobrze, że Zachód to jednak wymierne interesy gospodarcze Putin zaproponował po prostu Europie wyzwolenie się od zależności od USA i podporządkowanie Rosji.

Na koniec warto także przywołać filozofię stosunków międzynarodowych Rosji, którą prezydent przejrzyście wyłożył pod koniec wystąpienia: „wszyscy wiemy, że konkurencja i rywalizacja między krajami w historii świata nigdy się nie skończyła, nie ustaje i nigdy się nie skończy. Różnice i zderzenie interesów są również naturalne dla tak skomplikowanego organizmu, jakim jest cywilizacja ludzka. Jednak w krytycznych czasach nie przeszkodziło to jej połączyć wysiłków – przeciwnie, zjednoczyło się w sprawach najważniejszych dla losów ludzkości”.

Przemowa Putina ma wymiar geopolityczny i oznacza, że Rosja aspiruje do bycia jednym z trzech głównych ośrodków potęgi w świecie, ale także antyglobalistyczny, gdyż odrzuca egoizm bogatych, dominację prywatnych korporacji transnarodowych i ich najnowszych technologicznych recept do panowania nad ludźmi.

Gracjan Cimek
Za: https://myslpolska.info
https://konserwatyzm.pl

Spotkania z Polską (Ludową) – Czara Polszczyzny.

„Każde niemieckie słowo padające z ust Opolan było wyzwaniem. Nieświadomym wyzwaniem, rzucanym władzy, ojczyźnie, w twarz. Bo władza ma twarz. Wtedy miała twarz człowieka, który przeżył hitleryzm i znienawidził nawet sam język niemiecki.”

Dziś w cyklu „Spotkania z Polską” kolejne opowiadanie. Jeszcze jedno, i już ostatnie, zmagające się z problemem „niemieckości” Ziem Odzyskanych.

Tym razem razem z autorem Januszem Roszko gościć będziemy w Opolu – starym piastowskim grodzie.

Proszę zwrócić uwagę jak pięknym językiem polskim i z jaką delikatnością autor opisuje trudne powojenne chwile w tym regionie.

P.S. Odcinek ten dedykuję Panu Piotrowi Badurze, Opolaninowi, wspaniałemu człowiekowi, i redaktorowi pisma „Beczka”, oraz niezrównanemu publicyście nieistniejącego już portalu Prawica.net.

*                        *                         *

„Spotkania z Polską – zbiór opowiadań i reportaży”

Opracowali: Stanisław Aleksandrzak i Marian Brandys.
Warszawa 1968 – Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych.

Książka aprobowana przez Ministerstwo Oświaty i Szkolnictwa Wyższego jako książka pomocnicza dla uczniów klas VII i VIII szkoły podstawowej.

Janusz Roszko – CZARA POLSZCZYZNY

Od rana poety Niedworoka nie można odnaleźć. Wsiąkł gdzieś w te ulice wypełnione radosnym, odświętnym tłumem, udekorowane flagami, wypełnione piosenką i śmiechem. Chodzę więc i oglądam domki nad odrzańskim kanałem, który nazywa się „opolską Wenecją”, zawędrowałem na wyspę Pasieka, aby przyjrzeć się od lat prowadzonym wykopaliskom na grodzisku. Archeolodzy wykopali buty sprzed tysiąca lat. Tłum trwał w podziwie nad kawałkiem skóry, symbolizującej milenium. I polskość Opola; bowiem buty były charakterystyczne dla kształtu, jaki w nauce określa się – „polskim”.

Gdzie może być Niedworok?

Lubię to miasto, które podobne do Krakowa – jest jednak spokojniejsze i schludniejsze. Ciasne uliczki, stare portale, podcienia, wyniosłe wieże kościołów i piastowskie sarkofagi w podziemiach. Odra i jej kanały kręcąc się pośród domów i tonąc w zieleni dodają miastu specyficznego uroku. Wśród gwarnych „Dni Opola” ciągną mnie pod gimnazjum, do którego uczęszczał Jan Kasprowicz, i pokazują polski bank, będący ostoją Polaków pod trwającym tu o 25 lat dłużej niemieckim zaborem. Ale mnie pozwólcie odnaleźć Niedworoka, prawdziwego opolskiego poetę, którego strofa, dźwięczna i bajecznie polska, nie daje mi od rana spokoju:

O serce, stokroć rwiesz się Ojczyźnie
Pod dach samotnej matki mojej,
O słowo, które z czary mej polszczyzny
Ukłoń się domom wdzięcznym znojem.

W tej strofie pachnie macierzanka łąk opolskich, stoją stare domy i Kochanowski siedzi pod lipą.
„Słowo z czary mej polszczyzny…” Jakże pięknie powiedział to Niedworok!

Mikrobus „Nysa” ma zaraz odjechać na Górę Świętej Anny. Pędzę przez Opolszczyznę, zapominając o Niedworoku i jego strofach. Na górze schnie skoszone siano i pyszni się potęgą monument dłuta Dunikowskiego, niedaleko na kościelnej wieży straszy upiór telewizyjnego przekaźnika, masa autokarów na parkingach i wrzawa młodzieży. Pomnik Czynu Powstańczego dłuta Ksawerego Dunikowskiego w Opolu.

Profesor, który mi towarzyszy, mówi o Wersalu, o brudnej historii plebiscytu i sprawie kontrybucji, której Niemcy nie chciały płacić aliantom z powodu „pozbawienia Śląska”. Mówi o powstaniach, o tym, jak ludność tutejsza – od katowickich i bytomskich kopalń po zielone tereny Opolszczyzny – porwała za broń, jak rozbrzmiewały strzały w dolinie, którą doskonale widać z pomnika.

Bitwę wygrali – ale musieli ustąpić wobec dyplomacji niemieckiej. Musieli ustąpić i trwać, a jedyne polskie żywe słowo mogli usłyszeć w kościele, przy kościele mogli kupić polską gazetę. Pomocy w przetrwaniu, wobec niemieckich szykan ekonomicznych, udzielał ich własny Spółdzielczy Bank Polski, na głównej ulicy Opola; bojówki hitlerowskie nie musiały tam szukać drogi…

Znowu Opole. Wtaczamy się na Rynek w południe. Wita nas charakterystyczna wieża kościoła Franciszkanów, gdzie w podziemiach spoczywają Piastowie Opolscy, potomkowie Mieszka Plątonogiego, który był wnukiem Krzywoustego, a synem Władysława Wygnańca.

Jeszcze w XIII wieku Opole i ziemia opolska były terenem zaludnionym wyłącznie przez ludność polską pochodzenia rodzimego. Z początkiem XX wieku Opolskie było jeszcze etnicznie polskie. Przychodząc tu nie musieliśmy powoływać się na Piastów w podziemiach kościelnych. Witaliśmy żywych ludzi, pragnących powrotu do ojczyzny.

Zastaliśmy też Polaków zgermanizowanych zupełnie, którzy do nowej Polski odnosili się z rezerwą. Ludzie, co przyszli zza Buga, nie chcieli tych mówiących po niemiecku Opolan uznać za Polaków. „Jego syn był w Wehrmachcie. On pracował w Baudienście, tamten na Reichsbahn”. Każde niemieckie słowo padające z ust Opolan było wyzwaniem. Nieświadomym wyzwaniem, rzucanym władzy, ojczyźnie, w twarz. Bo władza ma twarz. Wtedy miała twarz człowieka, który przeżył hitleryzm i znienawidził nawet sam język niemiecki.

Na wyspie Pasiece odkryto właśnie szczątki wczesnośredniowiecznego grodziska. „Tu byli nasi praojcowie. Słowiański szczep Opolan!” – mówili jedni i drudzy. Polacy zgermanizowani patrzyli wilkiem na ludzi zza Buga, którzy zabrali im dorobek, jako Niemcom.

Opolanie – starzy działacze Związku Polaków, władający pięknie polszczyzną – trzymali się trochę z rezerwą. Raziły ich krzywdy zadawane ziomkom, raziło ich zdziwienie przybyszów, którzy o istnieniu w Opolu Polaków wskutek fatalnej przedwojennej propagandy polskiej nic nie wiedzieli. [wytłuszczenie: Kmieć].
Nieraz pod ich adresem padały krzywdzące słowa: „Teraz kiedy wygraliśmy wojnę – wszyscy chcecie być Polakami!”.

Dzień dzisiejszy Opolszczyzny rodził się bardziej tragicznie, niż ktokolwiek z zewnątrz to może sobie wyobrazić.

Trwało dalej święto, nie ścigałem się z potokiem ludzi, wyłowić spośród tych tysięcy jednego Niedworoka byłoby niemożliwością. Przysłuchiwałem się chórom w regionalnych strojach, które pod ratuszem na estradzie grzmiały swojską melodię, chodziłem po kancelariach, w których sekretarki wydzwaniały istną symfonię telefoniczną. Załatwiały sprawy dziesiątków gości, przybyłych na imieniny miasta. Otwierano wystawy, przecinano wstęgi, odbywano sesje.

Postanowiłem nie chodzić na te wszystkie gale. Wydał mi się, że łatwiej wydobędę prawdziwy obraz miasta szukając jego twarzy pod warstwą odświętnej szminki, kolorów, girland. Szukałem klucza, który otworzyłby duszę tego miasta. Myślałem, że da mi go Niedworok, myślałem, że Smolka.

Z panem Alojzym Smolką spotkałem się w kawiarni „Pod Pajakiek”. Legenda o owym pajączku nieciekawa: Tak długo pono rajcy tu siadywali, że pająk zdążył zasnuć całe drzwi pajęczyną…

Alojzy Smolka jest szczupłym starszym dżentelmenem o ogromnej skłonności do milczenia. Woli, gdy mówi jego żona, pani Smolkowa, pełna energii pani sekretarz opolskiego oddziału TRZZ [skrót nazwy Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich]. Sam pan Alojzy najchętniej przemawiał i przemawia ze sceny, a raczej zza sceny. Jest bowiem aktorem i dyrektorem Teatru Lalek. Ale gdybym ograniczył się tylko do takiego określenia, popełniłbym zasadniczy błąd. W jego teatrze jeszcze w latach trzydziestych lalki mówiły po polsku; w mieście, które oficjalnie nazywało się „Oppeln”, Smolka wymawiał wyraźnie: „Opole”.

Opowieść o Smolce trzeba zacząć od tego, że był kiedyś w Raciborzu taki dom, gdzie mieszkało trzynaścioro rodzeństwa z rodzicami. To właśnie był dom Smolków. Ojciec był sztukatorem, ale ponieważ to rzemiosło upadało, pracował jako betoniarz.

Młody Alojz został snycerzem – chciał rzeźbić. W snycerskim fachu jednak też nie było wiele roboty. Ten fach bowiem najbardziej przydawał się kościołom, a kościoły upadały na Opolszczyźnie. Zamiast więc w lipowym drzewie rzeźbić aniołki, młody Alojz zagrał aniołka w pastorałce, wystawionej przez miejscową Polonię. Potem kilka ról dalszych. Władze wysłały go na kurs do ojczyzny, nauczono go mówić referaty, robić przedstawienia amatorskie i prowadzić teatrzyk lalek. Dla dzieci w niemieckiej szkole, które najbardziej ulegają wpływom germanizacyjnym.

Po powrocie z Polski Smolka został instruktorem kulturalno-oświatowym w Związku Polaków w Opolu. Zrywano mu lalkowe przedstawienia, za organizowanie bojkotu we wsiach wobec jego teatrzyku awansowali żandarmi i wójtowie. Ale Smolka nie rezygnował – jego lalki przemawiały po polsku i o Polsce. Krakowskie legendy o Kraku, smoku i szewczyku, o Kasi, co gąski zgubiła…

1 września 1939 roku Smolka zostaje aresztowany i osadzony w obozie Buchenwald wraz z innymi działaczami Związku Polaków w Niemczech. Organizują mu proces: o zdradę stanu. Posiadając narodowość polską miał bowiem obywatelstwo niemieckie. Zarzucano mu posiadanie broni. Wyrok: dożywocie. Więzienie w Neubranderburg. Pięć lat.

W 1945 roku wraca do Opola i odnajduje rodzinę, która już zdążyła ściągnąć do domu z wielu hitlerowskich katowni, szczęśliwie przetrwawszy wojnę. Mieszkanie było zbombardowane, zostało kilka ubrań, które żona zabrała z domu.

Ba, wiele ci ludzie przeszli – nie opisano tego jeszcze nigdzie. Gdyby ktoś usiłował napisać sagę rodu Smolków, gdzie bracia w różne rozeszli się strony – jeden zginął w hitlerowskim obozie koncentracyjnym, drugi na froncie wschodnim, trzeci w Afryce za III Rzeszę.

Gdyby opisać bohaterskie zmagania z naciskiem germanizacyjnym opolskiej rodziny Poliwodów z Wójtowej Wsi, z której pochodzi żona Smolki – byłaby to wstrząsająca księga. Pod warunkiem, że nie wolno by tam żadnego szczegółu ukryć, niczego nie wygładzić. Opolskie konflikty mogłyby wyjaśnić nam wiele z genealogii teraźniejszości tego miasta.

*                        *                         *

Uwierzcie mi: Opole nie jest tylko pięknym miastem, które ma stare, pieczołowicie odnowione kamieniczki, dwie wyspy o pięknie brzmiących nazwach Bolko i Pasieka, wykopaliska, ogrody i kanały odrzańskie, gdzie pływają gondole, a gondolierzy przy wtórze gitar śpiewają kancony. Opole ma więc nie tylko serenady na wodzie, jedne z najlepszych w Polsce zakłady gastronomiczne, ma nie tylko Wyższą Szkołę Pedagogiczną i Państwową Orkiestrę Symfoniczną – bo to mają i inne miasta.

Opole ma miłych i sympatycznych mieszkańców, którzy – mimo że z różnych stron Polski – dziś już rozumieją się wzajemnie.

Symbioza miejscowej ludności i elementów napływowych dała społeczeństwo dziwne, ale zdrowe i reprezentujące pozytywne walory: śląska dokładność i gospodarność, połączona z lwowskim rozmachem i dowcipem, dała Opolu oblicze pogodne, ale nie beztroskie.

I dlatego chwalę Opole, które zgodnie znosi miód do swojej polskiej pasieki.

Wypełniła się na nowo opolska „czara polszczyzny”.

https://kmiec.neon24.pl/

Wall Street z pewnością wyciągnie odpowiednie wnioski

Niektórzy komentatorzy zbyt szybko dopatrywali się powrotu Robin Hooda. Ale po kolei. GameStop to amerykańska firma zajmująca się sprzedażą gier wideo (ma dużą sieć sklepów). Koniec 2020 i początek 2021 roku sprawił, że jej nazwa pojawiła się na ustach wielu osób. Dlaczego? Grupa inwestorów indywidualnych inwestorzy skrzyknęłą się na Reddicie (amerykańskie forum dyskusyjne) i masowo wykupowała akcje spółki. Efekt? Gigantyczny skok kursu dzięki temu, że jednocześnie tysiące drobnych ciułaczy zrobiły to jednocześnie. Wszystko po to, żeby zagrać na nosie funduszom hedgingowym, które zarabiały na spadkach cen akcji Gamestopu. Dawid przeciwko Goliatowi.

Po tych wydarzeniach dyrektor generalna parkietu Nasdaq Adena Friedman stwierdziła, że giełdy i regulatorzy powinni zwrócić uwagę na praktyki podbijania i obniżania kursu akcji spółek wskutek czatów prowadzonych w mediach społecznościowych. Jen Psaki, rzeczniczka prezydenta Bidena, stwierdziła, że Biały Dom „monitoruje sytuację” związaną z akcjami GameStop. Nie jest wykluczone, że były naciski na domy maklerskie i firmy takie jak Robinhood (twórca popularnej aplikacji do inwestowania na giełdzie), aby zablokowały handel akcjami GameStop.

Zorganizowana akcja jednostek spowodowała, że miliardowe straty ponieśli wielcy spekulanci m.in. fundusze Melvin Asset Management i Point72. Ich właścicielami są przedstawiciele „szlachty jerozolimskiej” – Gabe Plotkin i Steve Cohen (żeby nie było, bazujemy na „Times of Israel). Jak wiadomo równowaga musi zostać zachowana, więc gdy ktoś traci, ktoś inny zyskuje. Na pewno setkom, a może tysiącom indywidualnych inwestorów, po prostu zwykłym Amerykanom, udało się zarobić i rzucić na kolana przedstawicieli finansowej oligarchii. Jednak największymi wygranymi mogą być wielcy gracze, którzy posiadali udziały w GameStop od lat. Największym z nich jest Ryan Cohen (szalom!). Drugim w kolejności jest Donald Foss. No i nie można zapomnieć o gigancie inwestycyjnym BlackRock, którego twórcą jest Laurence Douglas Fink (szalom!).

Wall Street z pewnością wyciągnie odpowiednie wnioski, a posłuszni banksterom rządzący politycy zrobią swoje. Przecież nie może być tak, że przeciętny John „bawi się” tak, jak wielka finansjera od kilkudziesięciu lat……

Na podstawie: nacjonalista.pl/money.pl

Rejterada spod Ostrołęki

W ubiegłym roku zakończyła się wojna o polski węgiel i energetykę. O jedyny surowiec, którego mamy pod dostatkiem, w odróżnieniu od ropy czy gazu. Wojna zakończyła się sromotną klęską, wręcz rejteradą spod Ostrołęki.

Historia zmagań nie jest zbyt długa.

PiS na zakończenie rządów w 2007 r. obiecał budowę nowej elektrowni węglowej w Ostrołęce. Blok C (o mocy 1000 MW, ponad 3% polskich mocy dyspozycyjnych) miał być wybudowany do 2015 r. Wydano na ten pomysł wiele milionów, ale następcy, rząd PO, inwestycję wstrzymał w 2012 r.

Przed poprzednimi wyborami PiS zaczął z wysokiego C, uroczyście przyjmując 11 czerwca 2014 r. dokument pod podniosłą nazwą „Deklaracja ostrołęcka”. Zjechali się politycy hurmem do Ostrołęki, ogłaszając miastu i światu, że „polskie zasoby surowców energetycznych muszą stanowić podstawę dla produkcji energii w naszym kraju”, i rutynowo „potępiając rząd PO-PSL” zadeklarowano uroczyście „uzdrowienie polskiego górnictwa węgla kamiennego, dokończenie budowy realizowanych bloków węglowych w Polsce i powrót do budowy nowej elektrowni na węgiel kamienny w Ostrołęce”.

Nie dotrzymali jednak przyrzeczenia, zrobili to samo, co Platforma. Gorzej, bo wykończyli własny projekt, a nie konkurentów politycznych.

Po wygraniu wyborów w 2015 r. rząd PiS rzeczywiście jednak wziął się za budowę, a jej promotorem był minister energii Krzysztof Tchórzewski. Projekt bloku na węgiel kamienny „Ostrołęka C” przeszedł cały proces decyzyjny, miał zaplanowany budżet (6,76 miliarda zł), jego udziałowcy (Energa i Enea) zobowiązali się do finansowania, wstępne prace ruszyły po zawarciu w lipcu 2018 r. kontraktu z generalnym wykonawcą (5,05 mld zł netto). W sierpniu 2023 r. miał już pracować.

Jednak po kolejnych wyborach Ministerstwo Energii przestało istnieć, sprawami zajął się minister od klimatu (nasuwają się tu słowa Herberta: „zabili pana od przyrody łobuzy od historii”). Wokół Ostrołęki C zaczęły się naciski lobby klimatycznego, a w końcu maja 2020 r. wyrok śmierci na węglowym bloku wykonał PKN Orlen – nowy właściciel Enei.

Nie powstanie „ostatnia polska elektrownia na węgiel kamienny”, zadecydował prezes Obajtek, który ma pełne usta pięknych haseł, takich jak „patriotyzm gospodarczy”. Jego stosowanie jednak ogranicza do półeczki polskich soczków na stacjach paliw. Na więcej patriotyzmu miejsca nie ma.

Do upadku polskiego węgla nie doprowadziła jedna decyzja, ale cały ich szereg, narzucający na węgiel koszty (emisje CO2) i dający szereg przywilejów i hojnych dotacji dla zielonej energetyki. Generacja węglowa nie ma szans, jest skazana na ponoszenie strat.

PiS już w przy ostatnich wyborach przechodził na lewą stronę, jednak jeszcze dyskretnie, a później po prostu się poddał niekorzystnej dla nas polityce unijnej (ale wiadomo, stamtąd płyną fundusze, z których żyje klasa polityczna). Do tego dochodzi brak własnych kapitałów i banków, bezkarne buszowanie w Polsce rozmaitych zielonych lobbystów (zagranicznych koncernów, banków, aktywistów NGOs, think-tanków, portali), którzy przenikają do władzy państwowej (długi marsz przez instytucje). To wszystko doprowadziło do porzucenia inwestycji, na którą wydano ponad miliard złotych, przy zaledwie 5-procentowej realizacji prac.

Ta porażka jest znacząca – to rezygnacja z potężnego atutu Polski – własnych zasobów energetycznych, dających rentę ekonomiczną, czyli pracę setkom tysięcy ludzi i zyski, które pozostają w kraju, a nie płyną szerokim strumieniem za granicę (101 miliardów zł w 2019 r.).

Upada potężna polska branża, a w jej miejsce wchodzi międzynarodowy kapitał. A co najgorsze, oferuje produkt dużo gorszy, nie mogący zaspokoić podstawowych wymogów – stałych i nieprzerwanych dostaw energii.

Jednak władza może spać spokojnie, huraganowy ogień krytyki mediów go nie zmiecie. Cała elita polityczna (łącznie z narodowcami) jest już po tej właściwej, zielonej stronie mocy. Media też są właściwej stronie mocy. A narodowi chciałoby się powiedzieć: „nie śpij, bo cię okradną”.

Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 5-6 (31.01-7.02.2021)
https://myslpolska.info/

W USA jest kryzys, a nie spisek

Duże rozczarowanie budzi reakcja polskiej prawicy na wybory prezydenckie w USA.

Nawet wśród jak by się wydawało poważnych komentatorów pokroju Pawła Lisickiego, pojawiają się interpretacje spiskologiczne i paranoiczne, doszukujące się w takim a nie innym rozstrzygnięciu tego procesu „zwycięstwa bolszewizmu” lub spisku i zaplanowanego fałszerstwa wyborczego ze strony „skomunizowanej” Partii Demokratycznej.

Popularność takich wniosków świadczy o mentalnym skolonizowaniu przez USA polskiej prawicy, która nie potrafi już formułować z pozycji własnego kraju autorskich interpretacji i wniosków, a jedynie bezkrytycznie powtarza choćby najmniej ugruntowane w rzeczywistości i najgłupsze tezy wysuwane przez jej politycznych faworytów w zaoceanicznej metropolii.

Prawda jest tymczasem taka, że w Stanach Zjednoczonych AP nie doszło do żadnego „spisku” ani zaplanowanego „fałszerstwa” ze strony Demokratów. Donald Trump przegrał po prostu walkę o władzę, okazawszy się politykiem tyleż impulsywnym i energicznym, co chimerycznym, niekonsekwentnym i o słabej woli.

Prezydent, próbujący uprawiać politykę i dyplomację poprzez pisane częstokroć capslockiem wypowiedzi na Twitterze, w których nawet nie próbował ukrywać targającej nim frustracji i wysyłał komunikaty wzajemnie sprzeczne, nieukładające się w metodycznie spójną linię polityczną, musiał przegrać z solidnie okopanym na swoich instytucjonalnych pozycjach establishmentem USA.

Obserwowane niejednokrotnie w procesie wyborczym tego kraju nieprawidłowości w rodzaju notowania frekwencji przekraczającej liczbę zarejestrowanych wyborców lub odnajdywania zaginionych pakietów głosów – niezależnie czy źródłem tych faktów były intencjonalne nadużycia czy przypadkowe błędy – świadczą o instytucjonalnej niewydolności jankeskiego państwa i jego ustroju. W jego ramach poszczególne stany same ustalają zasady oddawania głosów, zliczania ich i przeliczania na głosy elektorskie. Same rozpatrują również skargi na ewentualne nieprawidłowości. Terminy określające maksymalny czas wyłaniania elektorów i certyfikacji wyborów są rozciągnięte a procedury odwoławcze skomplikowane i niejednoznaczne,

Nierozstrzygniętym do dziś problemem konstytucyjnym pozostaje na przykład, czy wiceprezydent naprawdę może „decertyfikować” wyniki wyborcze i tym samym unieważnić wybory, jak oczekiwał tego od „Mike`a” Pence’a Donald Trump.

Tak nieprecyzyjny, niejednolity, nieciągły i słabo wewnętrznie skoordynowany system wyborczy musi prowadzić do błędów oraz stwarza ryzyko nadużyć, mogących zafałszować wynik. Z taką sytuacją mieliśmy najprawdopodobniej do czynienia podczas wyborów prezydenckich w 2000 r., o których wyniku zadecydował będący bratem ówczesnego przyszłego prezydenta gubernator stanu Floryda oraz będący jego partyjnymi kolegami sędziowie Sądu Najwyższego, decydując o utrzymaniu prawomocności wykreślenia przez władze stanu z list wyborczych kilkudziesięciu tysięcy zarejestrowanych członków konkurencyjnej partii, a następnie wstrzymując ponowne przeliczanie głosów które mogło zagrozić zdobyciu głosów elektorskich z tego stanu przez ich faworyta.

Dodajmy do powyższych spostrzeżeń szczupłość i słabość centralnych i stanowych instytucji oraz ich permanentne niedofinansowanie, co wynika z ideału „małego i taniego państwa” zawartego w liberalnej ideologii fundującej USA i w związku z tym w znacznym stopniu określającej charakter ich polityki. Nie da się sprawnie przeprowadzić ogólnokrajowego procesu określanego przez heterogeniczne, niespójne i niejednokrotnie wzajemnie sprzeczne przepisy, gdy brakuje instytucji, środków finansowych i kompetentnych kadr.

Cechą charakterystyczną Stanów Zjednoczonych AP jest też bowiem faktyczny brak służby cywilnej, rozumianej jako wyłaniany na zasadach merytokratycznych korpus urzędniczy, trwający na swoich stanowiskach niezależnie od zmieniających się u władzy partii politycznych. Instytucje stanowe i federalne są w USA łupem wyborczym zwycięskiej partii a czystki polityczne po każdych wyborach sięgają przysłowiowego „poziomu sprzątaczki”.

Niedorzeczne jest oczekiwanie uczciwych i bezstronnych wyborów, gdy nie tylko aparat urzędniczy, ale nawet sądy wszystkich szczebli traktowane są po prostu jako zasoby i instrumenty w walce pomiędzy konkurującymi partiami. W debacie publicznej USA nikt nawet nie próbuje powoływać się na nominalną „bezstronność” sądów, powszechnie i otwarcie się zaś przyznaje, że ich orzecznictwo jest prostą funkcją tego, przez nominatów, której partii zostały obsadzone.

Warto w tym miejscu wyprzedzić nieco porządek naszego wywodu i poczynić dygresję odnoszącą się do polskiego pola politycznego: w ostatnim dziesięcioleciu w intelektualnym zapleczu PiS pojawiały się bowiem głosy o rzekomej zasadności upodobnienia perspektywy oglądu służby publicznej w Polsce do tej przyjętej w USA. Bodaj jako pierwszy koncepcje tego rodzaju nagłaśniał, na szczęście skompromitowany już dziś doszczętnie Przemysław Wipler i funkcjonujące niegdyś wokół niego grono garniturowych karierowiczów tytułujące się „ruchem republikańskim”. Sekundowali im w tym libertarianie uformowani pod wpływem poglądów Janusza Korwin-Mikkego, którzy jednak, wobec skompromitowania samego libertarianizmu, maskowali się pod nazwą „wolnościowców”.

Wipler posługiwał się przy tym figurą retoryczną „suwerenności wewnętrznej państwa” na oznaczenie likwidacji niezależnej od zwycięskiej partii służby cywilnej i dania takiej partii prawa do nieograniczonej kolonizacji państwa i jego instytucji własnymi aparatczykami.

Koncepcja ta, choć, jak widzimy, genetycznie libertariańska i wyrastająca tak naprawdę z libertariańskiej nienawiści do państwa i do władzy, znalazła żywy odzew w ostrzącej sobie zęby na stanowiska państwowe partii Jarosława Kaczyńskiego, dostarczając jej teoretycznego uzasadnienia dla swoistej „prywatyzacji”, to znaczy totalnego upartyjnienia dobra publicznego w postaci państwowych zasobów instytucjonalnych.

Jak żałosne przyniosło to efekty możemy obserwować na przykładzie polskiej służby zagranicznej, gdzie doświadczonych dyplomatów z profesjonalnym przygotowaniem i wieloletnim stażem, zastąpili nieudolni PiS-owscy karierowicze.

Obywatele USA nie dostrzegają opisanych tu instytucjonalnych dysfunkcji i anachronizmów swojego państwa, gdyż brakuje im umiejętności niezależnego myślenia i stosownej kultury intelektualnej. Współczesny system oświaty w Stanach Zjednoczonych AP, podobnie jak tamtejszy system opieki zdrowotnej, tworzony był w ramach filantropijnej aktywności wielkich przemysłowych kapitalistów, w czasach gdy popularność zyskiwała koncepcja produkcji taśmowej autorstwa jednego z nich – Henry’ego Forda. Szkoła w USA miała w założeniu przygotowywać kadry pracownicze dla wielkiego przemysłu, czyli kształcić wyspecjalizowanych profesjonalistów, perfekcyjnie i bezbłędnie spełniających konkretne, technicznie zaawansowane czynności, czyli będących trybikami w fabrycznej machinie nowoczesnego kapitalizmu.

Samodzielność intelektualna, myślenie heurystyczne i hermeneutyczne, ogólna kultura humanistyczna, były w takim modelu niepotrzebne i ich nie kształcono.

Profilem jankeskiego szkolnictwa do dziś jest profesjonalna specjalizacja i kształcenie wąskich umiejętności praktycznych. Druga tradycja, z której ono wyrasta, mianowicie impregnowane wyznaniowo szkolnictwo rozwijane jeszcze w XIX w. przez poszczególne wspólnoty chrześcijańskie, również nie zawiera imperatywu rozwijania krytycznego i niezależnego myślenia, gdyż imperatyw taki nie byłby kompatybilny z nadrzędnością dogmatyki religijnej budowanej przez jankeskie wspólnoty protestanckie częstokroć na dosłownym i najbardziej prymitywnym (bo dokonywanym przy nieznajomości kontekstu) odczytaniu Biblii.

Czasy się zmieniły, na miejsce nowoczesności nadeszła ponowoczesność, zmieniły się model i organizacja kapitalistycznej produkcji, poszerzyła się nasza wiedza o świecie i weryfikacji uległo wiele światopoglądów i przekonań religijnych, system oświaty w USA oparty jest jednak wciąż na tych samych założeniach co w czasach kwakrów i purytanów z XVII w. z jednej strony, taśmy produkcyjnej i mas robotniczych tłumnie zmierzających na swoją zmianę w fabryce zaś z drugiej strony.

Z własnych, kilkukrotnych wizyt w USA przed laty, układających się w sumie w kilkumiesięczny pobyt w tym kraju, pamiętam, że uczniowie tamtejszego odpowiednika szkół średnich trudzą się nad tabliczką mnożenia i słupkami na dodawanie, a ktoś nawet umiarkowanie znający język i umiarkowanie elokwentny, robi towarzyską furorę rzekomą erudycją i „obyciem”, które w rzeczywistości są zestawem podstawowych umiejętności kulturowych, w Polsce wynoszonych ze szkoły przez każdego ucznia liceum.

W USA przekazywane są one jedynie w elitarnych szkołach prywatnych, zaś kultura humanistyczna rozwijana jest na najbardziej prestiżowych uniwersytetach, na kształcenie w których większości obywateli nie stać. Nie mając na co dzień do czynienia z elitą, w obrębie której w USA przekazywane jest kulturowe dziedzictwo Zachodu, obywatele tego państwa nie mają szansy się z nim zetknąć ani z niego czerpać. Dostępna jest dla nich jedynie popkultura, której tworzenie i dystrybucja rządzą się w warunkach liberalnego kapitalizmu zasadami komercyjnymi.

Na dodatek, w kraju pozbawionym tradycji, którego społeczeństwo jest dość przypadkową zbieraniną ludzi ze wszystkich stron świata, wykorzenionych z własnej kultury i często świadomie odrzucających dziedzictwo swych krajów pochodzenia, ludzi, których w gruncie rzeczy nic ze sobą wzajemnie nie łączy, popkultura, by zasługiwać na swoją nazwę, tak więc by trafiać do wszystkich, odwoływać musi się do najbardziej podstawowych, tak więc do najbardziej prymitywnych, bodźców oddziałujących na człowieka jako takiego – niezależnie od czynników ludzi różnicujących i nadających im tym samym tożsamość – tak więc do bodźców takich jak nagość, seks, przemoc, śmierć, plotki na temat życia prywatnego i sensacje.

W tak słabym społeczeństwie dużo trudniejsze jest zrozumienie słabości państwa, w którym się żyje. Ogłupione popkulturą społeczeństwo nie jest w stanie przeprowadzić debaty ani nawet zdobyć się na refleksję nad dysfunkcjami systemu politycznego swojego państwa, a jego porażki wyjaśnia sobie tak jak potrafi – złowieszczymi spiskami mrocznych sił, knujących przeciwko Konstytucji, wolności, demokracji i amerykańskiemu stylowi życia.

Byli wśród nich już papiści chcący podporządkować północnoamerykańską republikę Rzymowi, byli oplatający jakoby sowieckimi mackami kraj komunistyczni szpiedzy których nawet w lodówce widział Joseph McCarthy, byli spiskujący z „federalsami” kosmici, była światowa konspiracja satanistów, byli japońscy biznesmeni, a nawet były humanoidalne jaszczury ukrywające się jakoby w przebraniu czołowych światowych przywódców.

Obecnie jest to rzekomy spisek „lewaków” z Partii Demokratycznej, którzy chcą ukraść zwycięstwo wyborcze „prawdziwie amerykańskiemu” prezydentowi, znieść „amerykański styl życia” i zaprowadzić w USA ze stuletnim opóźnieniem rewolucję bolszewicką.

Taki jest właśnie poziom refleksji politycznej przeciętnych obywateli USA i na kanwie tego rodzaju świadomości politycznej, ponad którą bynajmniej nie wyrasta Donald Trump, zrodzić się mogły spiskowe pseudowyjaśnienia niefunkcjonalności demoliberalnego ustroju i liberalno-kapitalistycznego systemu politycznego Stanów Zjednoczonych AP.

Jak wspomnieliśmy wyżej, jedynie dotknięciem polskiej prawicy kolonialnym syndromem „askarysa” lub jej skrajnym koniunkturalizmem wyjaśnić da się, że ludzie niewątpliwie przecież oczytani i inteligentni, zamiast samodzielnie i z polskiej perspektywy analizować kryzys w USA, przepisują po prostu tamtejszą brukową propagandę, tworzoną wszak w społeczeństwie i z myślą o odbiorcach znacznie słabiej intelektualnie uformowanych niż Polacy.

Znów poczynić musimy tu jednak dygresję odnoszącą się do rodzimych realiów, które już wkrótce mogą przestać się tak bardzo różnić od tych znanych z USA.

Zmiany w oświacie wdrażane tak naprawdę już od końca lat 1990., uzupełnione destrukcją szkolnictwa wyższego przez rząd PiS, dokonaną rękoma wicepremiera Jarosława Gowina, sprowadzają się do powielenia w naszym kraju wzorca jankeskiego z epoki kapitalizmu przemysłowego. Podstawowym narzędziem weryfikacji wiedzy mają być zestandaryzowane i skrajnie uproszczone testy, programy nauczania dostosowane do oczekiwań zagranicznego korporacyjnego kapitału, a umiejętność niezależnego myślenia wyrastająca wprost z kompetencji kulturowych i wykształcenia humanistycznego ma być eliminowana jako rynkowo niepraktyczna.

Do tego dochodzi, prawda że dość marginalna na razie tendencja, do dogmatyzacji i antynaukowej ideologizacji szkolnictwa. W marginalnych na razie ale dość ruchliwych niektórych kręgach prawicy katolickiej oraz w ekstremistycznych środowiskach protestanckich dają się niekiedy słyszeć głosy za wycofaniem z programów nauczania darwinizmu i innych teorii naukowych uznawanych w tych kręgach za sprzeczne z wiarą chrześcijańską, jak również ideologizacji nauczania w duchu chrześcijańskiego fundamentalizmu – zazwyczaj skądinąd różniącego się od narracji Kościoła rzymskokatolickiego.

Na tęsknotach takich żerować częstokroć próbuje korwinistyczny libertarianizm, prowadząc swoją antypaństwową kampanię o zniesienie powszechnej i finansowanej z budżetu oświaty państwowej oraz państwowych uczelni wyższych. Nie jest to nic innego, niż kolejny ideologiczny przeszczep z USA, nastawiony na destrukcję zbudowanej przez wieki w Polsce cywilizacji.

Między innymi jankeski uczony i popularyzator nauki Carl Sagan (1934-1996) w swojej wydanej na rok przed śmiercią i przetłumaczonej także na język polski książce „Świat nawiedzany przez demony” zwrócił uwagę na związek przyczynowy pomiędzy niedorozwojem systemu oświaty w USA a podatnością tamtejszego społeczeństwa na wszelkiego rodzaju zabobony i pseudowyjaśnienia w postaci teorii spiskowych, a przez to również dysfunkcjonalnością systemu politycznego tego państwa i niezdolnością mieszkańców Stanów Zjednoczonych AP do jego naprawy.

Reprezentujący interesy zachodniej finansjery Mateusz Morawiecki oraz reprezentujący jej światopogląd Jarosław Gowin szykują Polsce tego rodzaju przyszłość, bo przecież wiadomo że „takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.

Donald Trump niewątpliwie reprezentuje „prawdziwą Amerykę”. Przegrał walkę o władzę, gdyż okazał się zbyt słaby intelektualnie i psychicznie, co wynika ze słabej formacji kulturowej, kształcenie do kultury jest bowiem równoznaczne z wychowaniem, tak więc z formowaniem dojrzałej osobowości i mocnego charakteru.

Donald Trump jest słaby, tak jak słaba jest Ameryka, którą reprezentuje i której jest obrazem. Socjologiczną osnowę systemu politycznego USA tworzy elita ludzi obracających się w tych samych kręgach towarzyskich (gromadzących się dorocznie choćby na balu debiutantek w hotelu Waldorf Astoria) a często powiązanych też ze sobą rodzinnie (choćby rody du Pontów, Vanderbiltów, Rockefellerów, Kennedych, Astorów, Rothschildów itp.).

Istnieją w tej warstwie oczywiście różnorakie napięcia; te najbardziej widoczne pojawiają się na linii pomiędzy „Old Money” ze Wschodniego Wybrzeża i kalifornijską „klasą kreatywną” z Doliny Krzemowej i okolic, pokrywając się częściowo z rywalizacją kapitału reprezentującego tradycyjne media papierowe (np. „Wall Street Journal”, „New York Times”) i elektroniczne (np. CNN, CNBC) z kapitałem reprezentującym wielkie platformy elektroniczne (np. Facebook, Twitter) – symbolem tych napięć stało się słynne przesłuchanie Marka Zuckerberga (uosabiającego przeniesienie centrum światowej gospodarki nad Pacyfik) przed Kongresem USA (symbolizującym tradycyjne centra władzy USA, związane ze Wschodnim Wybrzeżem).

Niezależnie jednak od struktury i wewnętrznej dynamiki (dużo bardziej zresztą skomplikowanych, niż tu zarysowaliśmy) tej socjologicznej osnowy systemu politycznego USA, należy mieć świadomość, że w państwie kapitalistycznym i demokracji liberalnej, a takim właśnie państwem są USA, władza na tym poziomie jest pierwotna w stosunku do władzy demonstrowanej na poziomie formalnych struktur partyjnych.

Partie polityczne i politycy w USA zależne są od kapitału, również bezpośrednio podsuwającego im, poprzez działających oficjalnie lobbystów, gotowe rozstrzygnięcia polityczne. Jak unaoczniły nam ubiegłoroczne wybory prezydenckie, kapitał kontroluje też w USA kanały informacyjne i komunikacyjne, ogłaszając wyniki wyborów jeszcze zanim zakończy się proces wyborczy i o rezultatach poinformują uprawnione do tego organy państwowe, oraz będąc w stanie de facto wykluczyć ze wspólnoty politycznej urzędującą głowę państwa.

Stany Zjednoczone AP okazały się być zatem państwem słabym, gdzie sfera polityczna została całkowicie zawłaszczona przez sferę ekonomiczną i – jak diagnozował w odniesieniu do państw kapitalistycznych Karol Marks – jest jedynie instytucjonalną nadbudową nad wielkim kapitałem i narzędziem w jego rękach, przy pomocy których zabiega on o swoje zyski wewnątrz i na zewnątrz granic państwowych.

W tradycyjnej europejskiej filozofii politycznej – tak jak opisywał ją choćby jej wybitny przedstawiciel Julius Evola – sfera twórczości materialnej, tak więc sfera gospodarcza, winna być podporządkowana sferze politycznej, reprezentującej zobiektywizowane dobro całej wspólnoty politycznej. Silne państwo to takie państwo, w którym polityka formatuje ekonomię, nie zaś ekonomia formatuje politykę, jak możemy to obserwować w USA. Jak zobrazowano to na jednym z popularnych ostatnio „memów”: Twitter banuje pseudo-prezydentów (Donalda Trumpa), podczas gdy prawdziwi prezydenci (Xi Jinping) banują Twittera.

Obecny kryzys w USA jest rezultatem wielowymiarowej dysfunkcjonalności tego państwa, zaprojektowanego jako oświeceniowa utopia, która jak dotychczas mogła trwać przez niemal dwieście pięćdziesiąt lat i rozrosnąć się do monstrualnych rozmiarów dzięki izolacji na odległym kontynencie, gdzie nie miała równych sobie rywali. Dzisiejszy świat jest jednak mniejszy i ciaśniejszy od tego z końca XVIII w. i rosnący w siłę chiński smok okazał się nagle omiatać swoim oddechem również Amerykę i izolowane w niej dotychczas jankeskie „miasto na wzgórzu”.

Do niedawna, polityka zagraniczna, która dla innych państw była kwestią egzystencjalną, dla USA pozostawała prowadzoną daleko od domu niezobowiązującą grą. Dziś wygląda to już odmiennie, a piłka trafia coraz częściej na amerykańską połowę boiska. Jak wiadomo zaś, umiejętności w zakresie gry w piłkę stoją w USA na żenującym poziomie.

System polityczny USA zachował wiele instytucji i mechanizmów odziedziczonych po luźnej konfederacji państw, jaką były one na przełomie XVIII i XIX w. Państwo oparte na fałszywych ideach oświeceniowych takich jak demokracja, ekonomiczny liberalizm, wolność, równość, społeczeństwo obywatelskie, „tanie państwo”, „prawa człowieka”, uzupełnionych sekciarskim obskurantyzmem protestanckiego fundamentalizmu i ponurym ideologicznym zabobonem „poprawności politycznej”, feminizmu, praw „LGBT” i podobnych wspakulturowych bzdur, prosperować i rozwijać się mogło jedynie dzięki szczęśliwej dla siebie izolacji geopolitycznej.

W świecie, który staje się coraz bardziej „gorący, płaski i zatłoczony”(Thomas L. Friedman), nie będzie już dużej wyłączone spod działania doboru naturalnego i zmierzyć się będzie musiało z lepiej urządzonymi i dojrzalszymi cywilizacyjnie krajami

Wobec tych przewartościowań w globalnym układzie cywilizacyjnym, polski komentariat polityczny powinien dokonać realistycznej diagnozy sytuacji w USA i wyciągnąć z niej wnioski konstruktywne dla własnej wspólnoty politycznej.

Jak dotychczas, nic nie wskazuje jednak by był do tego zdolny. Polska prawica gorączkowo podchwytuje najgłupsze teorie spiskowe z USA tylko dlatego, że pochodzą z USA i trzyma się ich kurczowo, nawet gdy ich jankescy rzecznicy dawno już je porzucili. To charakterystyczne dla podmiotów niesamodzielnych i zależnych.

Polska prawica dąży, by Polska świeciła światłem odbitym USA. Tyle tylko, że blask „światowej latarni wolności i demokracji” blaknie już i przygasa. Obecny kryzys to unaocznia. Tylko na polskiej prawicy nie chcą tego dostrzec i wciąż deklarują „wiarę w siłę amerykańskiej demokracji”. Uczepiwszy się swojego jankeskiego pana, Polacy mogą niestety pójść za nim na dno.

Ronald Lasecki
Myśl Polska, nr 5-6 (31.01-7.02.2021)
https://myslpolska.info/

List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów

„Zdrowie to stan pełnego fizycznego, psychicznego

i społecznego dobrostanu, a nie tylko brak choroby
lub innego fizycznego upośledzenia”
WHO 1948r.

Kodeks Etyki Lekarskiej (artykuł 2):
„Największym nakazem etycznym dla lekarza jest dobro chorego. Mechanizmy rynkowe, naciski społeczne, wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej zasady”.

List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów

5.10.2020 r

We wrześniu bieżącego roku belgijscy lekarze i personel medyczny wystosowali list otwarty do władz i mediów swojego kraju przedstawiając rzeczywistą sytuację związaną z zakażeniami koronawirusem, wprowadzonymi obostrzeniami i konsekwencjami z tego wynikającymi dla całego społeczeństwa. List podpisało 394 lekarzy, 1340 pracowników służby zdrowia i 8897 obywateli.

My, polscy lekarze medycyny i pracownicy służby zdrowia w pełni zgadzamy się z tezami zawartymi w liście kolegów z Belgii /1/, cytując ich doniesienia, i wyrażamy nasze głębokie zaniepokojenie dotyczące ewolucji sytuacji zdrowotnej w Polsce w ostatnich kilku miesiącach, związanej z ogłoszoną pandemią Covid 19. Wzywamy polityków, aby w sposób niezależny i krytyczny podejmowali i wdrażali decyzje dotyczące prewencji zachorowań. Oczekujemy otwartej debaty, w której wezmą udział eksperci, bez jakiejkolwiek formy cenzury. Po początkowej panice dotyczącej Covid-19, fakty obiektywne pokazują teraz zupełnie inny obraz – nie ma już medycznego i naukowego uzasadnienia dla kontynuacji stosowanych obostrzeń.

Obecne zarządzanie kryzysowe stało się całkowicie nieproporcjonalne do zagrożenia i powoduje więcej szkody niż dobra.

Wzywamy do zakończenia nieuzasadnionych epidemiologicznie działań i natychmiastowego przywrócenia normalnych, demokratycznych zasad funkcjonowania Państwa, struktur prawnych, wszystkich naszych swobód obywatelskich oraz przestrzegania praw człowieka.

„Lekarstwo nie może być gorsze niż problem” to teza, która obecnie jest bardziej istotna niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Szkody dodatkowe wyrządzone obecnie ludności będą miały większy wpływ w bliskiej i dalekiej przyszłości na całą populację niż liczba osób aktualnie ochronionych przed SARS-CoV-2.

Uważamy, że wprowadzono obowiązkowe środki, które nie mają podstawy naukowej oraz że w mediach wykreowana została „koronapanika” bez możliwości przeprowadzenia otwartej debaty (poza jednym programem/2/), w której można by usłyszeć różne poglądy i opinie.

Co więcej, surowa, represyjna polityka dotycząca li tylko zakażeń koronawirusem silnie kontrastuje z aktualnie minimalną polityką rządu w kwestii zapobiegania i leczenia innych chorób, wzmacniania własnego układu odpornościowego poprzez zdrowy styl życia, optymalną opiekę z dbałością o jednostkę oraz inwestowaniem w personel służby zdrowia.

Przewidywana pandemia z milionami ofiar

Na początku pandemii podjęte środki były zrozumiałe i szeroko popierane, nawet jeśli istniały różnice w zastosowaniu ich w poszczególnych krajach. W marcu 2020 WHO przedstawiła raport przewidujący pandemię, która pochłonie 3,4% ofiar śmiertelnych wśród stwierdzonych przypadków Covid-19, innymi słowy – miliony zmarłych i wysoce zaraźliwy wirus, na który nie będzie dostępnego leczenia ani szczepionki. Spowodowałoby to bezprecedensową presję na oddziały intensywnej terapii (OIOM) w naszych szpitalach.

Powyższe prognozy doprowadziły do światowej sytuacji alarmowej, nigdy wcześniej nie spotkanej w historii ludzkości: „spłaszczenie krzywej” miało być osiągnięte przez lockdown, który zamknął całe społeczeństwa i gospodarkę, a zdrowych ludzi przeniósł na kwarantannę. Izolacja społeczna stała się nową normalnością w oczekiwaniu na szczepionkę-ratunek.

Epidemia/pandemia?

Przed 12 laty WHO zmieniło definicję „pandemii”. Wcześniej pandemią nazywano zaraźliwą chorobę z wysoką liczbą zgonów, obecnie wystarczy fakt, że wirus rozprzestrzenia się po całym świecie. Umożliwiło to np. ogłoszenie epidemii „świńskiej grypy” w 2009 r, która okazała się typowym schorzeniem infekcyjnym dróg oddechowych. A pamiętamy ówczesny lęk i szczepionki, które spowodowały powikłania neurologiczne (narkolepsję).

Covid-19 – FAKTY

Początkowo szacowana śmiertelność (stosunek liczby zgonów do liczby wszystkich zakażonych) z powodu zakażenia SARS-Cov 2 w najmniejszym stopniu nie znalazła potwierdzenia w żadnym kraju. Z badań naukowych wynika, że śmiertelność ta sytuuje się na poziomie 0,02-0,4% czyli na poziomie normalnej fali grypy sezonowej /3/). W Polsce do dn. 7.09.2020 zmarło 300 osób z dodatnim testem PCR bez chorób współistniejących, czyli 0,01%.

Istnieje różnica pomiędzy śmiercią z powodu koronawirusa i z koronawirusem. Ludzie często są nosicielami wielu wirusów i potencjalnie patogennych bakterii jednocześnie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość ludzi z poważnymi objawami miało dodatkową chorobę, nie można wysnuć wniosku, że właśnie koronawirus był przyczyną śmierci. Statystyki ten fakt pominęły.

Najbardziej podatną grupą byli pacjenci w starszym wieku – 80 lub więcej lat. Większość (70%) zmarłych, młodszych niż 70 lat, cierpiała na inną chorobę np. sercowo-naczyniową, cukrzycę, chroniczną chorobę płuc lub otyłość.

[A niektórzy utonęli… – admin]

Ogromna większość osób zarażonych (>98%) nie miała żadnych objawów lub
przechodziła chorobę łagodnie.

W międzyczasie opracowano dostępną, bezpieczną i skuteczną terapię dla tych, którzy mają ciężki przebieg choroby – zastosowanie HCQ (hydroksychlorochinę), cynku i azytromycyny. Szybkie zastosowanie tej terapii prowadzi do wyzdrowienia i często zapobiega hospitalizacji. Dowodem skuteczności tej terapii są dane epidemiologiczne ze Szwajcarii, w których przedstawiono porównanie wskaźnika umieralności pacjentów, u których zastosowano lub nie zastosowano tej terapii /4/. O skuteczności leczenia HCQ pisali także inni lekarze /4.1; 4.2/.

W USA grupa lekarzy pracujących codziennie z pacjentami zakażonymi koronawirusem, zjednoczyła się w grupę „America’s Frontline Doctors”. Ich konferencję prasową obejrzało miliony ludzi /5, 6/ .

Dlatego też nie jest to wirus-zabójca a choroba łatwa do wyleczenia.

Jak stwierdził dr med. Wolfgang Wodarg cytując badania szkockie, najczęstszymi czynnikami chorobotwórczymi ostrych chorób układu oddechowego są rinowirusy, wirusy grypy typu A i B, wirusy RS (nabłonka oddechowego) i koronawirusy, przy czym te ostatnie odpowiadają za 7-10% infekcji /7/.

Skąd więc panika?

Podstawą ogłoszenia epidemii/pandemii jest stwierdzana liczba dodatnich wyników niespecyficznego testu RT-PCR dającego wiele fałszywie dodatnich wyników, który sam jego twórca – Kary Mullis (otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie chemii w 1993r. za wynalezienie łańcuchowej reakcji polimerazy, PCR) uznał ten test za nieprzydatny do wykrycia i zdiagnozowania infekcji wirusowej i przeznaczony jest jedynie do procedur badawczych /38/.

Test jest niezwykle czuły ale niespecyficzny i daje dodatnie wyniki również w przypadku zakażenia innymi czynnikami chorobotwórczymi takimi jak: wirusy grypy A i B, wirus para grypy typ2, wirus RSV B, adenowirusy, Mycoplazma pneumonie, Chlamudia Pneumonie. Test ten ponadto nigdy nie był walidowany czyli naukowo zweryfikowany ani nie spełnia koniecznych dla tego typu badania tzw. Postulatów Kocha, np. „Drobnoustrój, wyosobniony od chorej osoby, po wprowadzeniu do osoby zdrowej musi wywołać tę samą chorobę” *.

Test PCR opiera się o cykle powielenia materiału genetycznego – część genomu (wspólna dla wielu patogenów) jest powielana za każdym razem. Wszelkie skażenia (np. inne wirusy, resztki starych genomów wirusowych) może prowadzić do uzyskania wyników fałszywie dodatnich /8,9/. Test nie mierzy, ile wirusów jest obecnych w próbce. Prawdziwa infekcja wirusowa oznacza masową obecność wirusów, tzw. ładunek wirusów. Jeśli ktoś otrzymał dodatni wynik testu, to nie oznacza, że ta osoba jest faktycznie klinicznie zarażona, jest chora lub będzie chora. Tak zwani „bezobjawowi nosiciele” nie zarażają innych.

Ponieważ pozytywny wynik testu PCR nie wskazuje automatycznie aktywnej infekcji (zakażenia) lub zaraźliwości, a jednocześnie objawy kliniczne mogą być związane z zakażeniem innymi wirusami, nie usprawiedliwia to podjętych drastycznych środków społecznych, opartych wyłącznie na tych testach.

Naturalna obrona organizmu

Przez tysiące lat ciało ludzkie było codziennie narażone na kontakt z zaraźliwymi mikroorganizmami (wirusy, bakterie i grzyby). Jak wiadomo, prawidłowo funkcjonujący układ odpornościowy zapobiega rozwojowi choroby. Chronić należy osoby ze słabą bądź uszkodzoną odpornością poprzez zastosowanie środków higieny bądź dystans społeczny.

Okazuje się, że większość ludzi ma już wrodzoną lub nabytą odporność wobec np. grypy, koronawirusa czy innych wirusów /10/. Potwierdzają to odkrycia na statku wycieczkowym Diamond Princess, który objęto kwarantanną z powodu kilku pasażerów zmarłych na Covid-19. Większość pasażerów była w podeszłym wieku i narażona w idealnych warunkach na transmisję wirusa. Jednakże 75% okazało się nie być zarażonymi. Tak więc nawet w grupie wysokiego ryzyka większość osób jest odporna na wirusa.

W sytuacji zagrożenia infekcją należy wzmacniać naturalną odporność poprzez zdrowe, pełnowartościowe odżywianie, oddychanie świeżym powietrzem, bez maseczki, zredukowanie stresu i zaspokajanie kontaktów społecznych i emocjonalnych.

Konsekwencje zastosowania lockdown, izolacji społecznej i przymusu noszenia masek na zdrowie fizyczne i psychiczne

Porównując fale zakażeń/zachorowań/wskaźnika śmiertelności w krajach z polityką ścisłego lockdownu do krajów, w których nie narzucono tego obostrzenia (Holandia, Szwecja, Czechy, Białoruś), widzimy podobne krzywe przebiegu infekcji. Lockdown nie doprowadził do niższej śmiertelności.

Izolacja społeczna i szkody ekonomiczne w tym utrata pracy, upadek małych i większych firm w wielu branżach życia gospodarczego, doprowadziły do wzrostu przypadków depresji, stanów lękowych, samobójstw, przemocy rodzinnej i molestowania dzieci /11/.

Zastosowanie izolacji doprowadziło również do bezczynności fizycznej osób w każdym wieku – zarówno dzieci, młodzieży, osób starszych, ponieważ zostali zmuszeni do pozostania w domu. Aktywność fizyczna wywiera pozytywny efekt nie tylko na funkcjonowanie poszczególnych układów i narządów organizmu ale także odgrywa rolę w funkcjonowaniu poznawczym, zmniejsza depresję i stany lękowe oraz poprawia poziom energii, samopoczucie jak i ogólną jakość życia.

Setki badań naukowych z dziedziny psychoneuroimmunologii udowadniają ścisłą wzajemną zależność układu nerwowego, immunologicznego, endokrynnego i krążenia /12/ stąd trudno nawet oszacować przyszłe konsekwencje wprowadzonych bezpodstawnie regulacji na zdrowie Polaków.

Ponadto służba zdrowia w Polsce została sparaliżowana – zamknięte poradnie POZ, urągające medycznemu wykształceniu teleporady, zmniejszona liczba przyjęć na oddziały szpitalne, niediagnozowane choroby wymagające pilnego leczenia np. onkologicznego, nieleczone choroby przewlekłe, odkładane operacje …. Cytujemy tu słowa dr Pawła Basiukiewicza – kardiologa, specjalisty chorób wewnętrznych:

„W średniej wielkości oddziale kardiologicznym, hospitalizującym 1400 pacjentów rocznie, efekty dla pacjentów są takie, że w okresie COVID-19 pandemic (luty – lipiec) w stosunku do identycznego okresu z 2019 r. zanotowano istotny spadek chorych (i chorób) leczonych z powodu: zaburzeń rytmu (ablacje) – spadek o 50%, zatorowości płucnej – spadek o 30%, ostrej niewydolności serca – spadek o 30%. Od lutego do maja ilość ambulatoryjnych porad kardiologicznych w naszym ośrodku spadła o 85% w stosunku do 2019 r. Tymczasem w chwili gdy piszę te słowa (połowa sierpnia) na kwarantannie i izolacji w Polsce przebywa 108 tysięcy osób – miasto wielkości Koszalina.” /13/

Maski?

Rozprzestrzenianie się wirusa zachodzi poprzez zarażenie drogą kropelkową (tylko u pacjentów, którzy kaszlą lub kichają) i aerozolową w zamkniętych, niewentylowanych pomieszczeniach. Dlatego też zakażenie jest niemożliwe na otwartym powietrzu. Śledzenie kontaktu i badania epidemiologiczne pokazują, że zdrowi ludzie (lub nosiciele bezobjawowi z pozytywnym wynikiem testu) są niemalże niezdolni do przeniesienia wirusa, stąd nie są dla siebie nawzajem zagrożeniem /14, 15/.

Również przenoszenie wirusa przez przedmioty (np. pieniądze, zakupy czy wózki sklepowe) nie zostało udowodnione naukowo /16, 17, 18/.

Maski są wskazane w przypadku kontaktu z grupą ryzyka lub osobami z niewydolnością oddechową i zmniejszają ryzyko infekcji drogą kropelkową. Jak przedstawiono w badaniach splot włókien w polecanych do powszechnego noszenia maseczkach bawełnianych ma wielkość rzędu mikrometrów, podczas gdy wielkość wirusów mieści się w granicach nanometrów czyli jest 1000-krotnie mniejsza. Nie ma więc podstaw fizycznych do twierdzenia, że maski chronią przed wirusem przenoszonym drogą powietrzną i zmniejszają jego ewakuację w przypadku drogi kropelkowej od chorego z objawami infekcji /19/

Noszenie masek daje efekty uboczne /20, 21/. Niedobór tlenu (ból głowy, nudności, znużenie, utrata koncentracji) pojawia się dość szybko i ma efekt podobny do choroby wysokościowej. Pacjenci skarżą się na bóle głowy, problemy z zatokami i oddychaniem. Zakumulowane CO2 prowadzi dodatkowo do toksycznego zakwaszenia organizmu, co niekorzystnie wpływa na odporność. Niektórzy eksperci ostrzegają nawet, że wirus rozprzestrzenia się lepiej przy nieodpowiednim noszeniu maski /22/.

Belgijski Kodeks Pracy (Kodeks 6) opisuje zawartość CO2 (wentylację w miejscu pracy) rzędu 900 ppm, maksymalnie 1200 ppm w szczególnych okolicznościach. Po noszeniu maski przez 1 minutę ten toksyczny limit jest znacznie podwyższony, trzykrotnie lub czterokrotnie przekraczając dopuszczalne maksymalne wartości. Jest to sytuacja oddychania w bardzo słabo wentylowanym pomieszczeniu /23/. Standardy amerykańskie i unijne określają dopuszczalną koncentrację CO2 800-1500ppm /24/.

Sterylne środowisko na szpitalnych salach operacyjnych, z precyzyjną regulacją wilgotności i temperatury, dostosowanym przepływ tlenu sprawia, że szpitale spełniają surowe standardy bezpieczeństwa /25/.

Marco Pacori – włoski psycholog i psychoterapeuta zwrócił uwagę na konsekwencje obowiązkowego noszenia masek w wieku rozwojowym. Maska obejmuje dużą część twarzy, uniemożliwiając rozpoznanie, interpretację i imitację wyrazu twarzy. Według najwybitniejszych badaczy z dziedziny psychologii znanej jako „język ciała”, mimika twarzy jest jednym z najważniejszych aspektów komunikacji międzyludzkiej /26-29/.

Obszar mózgu nazywany FFA (obszar fuzji twarzy) dojrzewa w wieku rozwojowym. Jeśli podczas tej fazy rozwoju twarz przez większość czasu jest przykryta maską (godziny spędzone w szkole z kolegami z klasy i nauczycielami), istnieje ryzyko, że obszar ten zaniknie, co spowoduje, że dziecko nie będzie już w stanie odróżnić jednej twarzy od drugiej, lub stworzyć obrazu siebie samego, aby móc rozpoznać cechy wyróżniające płeć; w praktyce młody człowiek będzie dorastał bezpłciowy, bez tożsamości i bez zdolności do zrozumienia, z kim ma do czynienia /30/.

Oświadczamy, że będziemy zdecydowanie chronić nasze dzieci.

Wszystko to stawia wielki znak zapytania wobec całościowej strategii izolacji społecznej i obowiązkowych masek dla zdrowych ludzi – nie ma naukowych dowodów, które by to wspierały.

Przysięga Hipokratesa

Jako lekarze, składaliśmy Przysięgę Hipokratesa:

„Przede wszystkim będę troszczyć się o moich pacjentów, dbać o ich zdrowie i zmniejszać ich cierpienie”.
„Będę informować prawidłowo moich pacjentów”.
„Nawet pod presją nie użyję mojej wiedzy medycznej dla praktyki przeciwko ludzkości”.

Obecne środki zmuszają nas do działań wbrew tej przysiędze.

Maksyma „Po pierwsze nie szkodzić” jest właśnie podważana przez obecne środki i wizję możliwego wprowadzenia ogólnej szczepionki, która nie będzie poddana wcześniej szczegółowemu testowaniu.

SZCZEPIONKI

Badania nad szczepionkami przeciwko grypie pokazują, że w ciągu 10 lat tylko trzykrotnie stworzono szczepionkę o skuteczności na poziomie wyższym niż 50%. Szczepienie osób w podeszłym wieku wydaje się być nieskuteczne. Po 75 roku życia skuteczność prawie nie występuje /31/.

Z powodu stałej naturalnej mutacji wirusów, co można zaobserwować każdego roku w przypadku wirusa grypy, szczepionka jest co najwyżej tymczasowym rozwiązaniem, które wymaga nowych szczepionek za każdym następnym razem. Nieprzetestowana szczepionka, prowadzona w trybie awaryjnym i taka, której twórcy już uzyskali zwolnienie z odpowiedzialności prawnej od niepożądanych skutków, budzi poważne wątpliwości /32, 33/. Wątpliwości budzi także sposób produkcji szczepionki, brak przeprowadzenia standardowych, kilkuetapowych badań klinicznych, które zajmują zwykle kilka lat obserwacji skuteczności i bezpieczeństwa /34/. Nie życzymy sobie traktowania naszych pacjentów jako królików doświadczalnych.

Artykuł 39 Konstytucji RP mówi: „Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym bez dobrowolnie wyrażonej zgody”. Czy Polacy będą informowani, że biorą udział w eksperymencie medycznym?

Oczekuje się, że w skali globalnej nastąpi 700 000 przypadków powikłań i zgonów po szczepieniu /35/.

Jeśli 95% ludzi doświadcza Covid-19 praktycznie bezobjawowo, wystawienie ich na działanie nieprzetestowanej szczepionki jest karygodne.

Przyjęta w 2005 roku przez Unię Europejską tzw. Zasada Ostrożności mówi, że: „Jeśli istnieje prawdopodobne, chociaż mało znane, ryzyko negatywnych skutków nowej technologii, jest lepiej jej nie wprowadzać w życie niż ryzykować niepewne, ale potencjalnie bardzo szkodliwe, konsekwencje.”

Rola mediów

Przez ostatnie miesiące twórcy gazet, radia i telewizji wydawali się stać niemal bezkrytycznie po stronie władz w momencie, gdy szczególnie prasa powinna być krytyczna i zapobiegać jednostronnemu przekazowi rządowemu. To doprowadziło do przekazu medialnego, który stał się propagandą a nie obiektywnym przekazem informacji, z wyjątkiem mediów niezależnych, które jednak mają ograniczony zasięg.

Naszym zdaniem misją dziennikarstwa jest przekazywać informacje tak obiektywnie i neutralnie jak to możliwe, starając się znaleźć prawdę i istotnie kontrolując władzę, pozwalając również ekspertom o odmiennym zdaniu na otwartą wypowiedź i dyskusję na forum. Ten pogląd wspiera dziennikarski kodeks etyczny /36/.

Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją przeciwną. Naukowcy, specjaliści są ignorowani lub ośmieszani. Jesteśmy również zaskoczeni faktem, że wiele materiałów video oraz artykułów licznych, niezależnych autorytetów i ekspertów naukowych są usuwane z mediów społecznościowych. Taka sytuacja jest niedopuszczalna w wolnym, demokratycznym kraju. Taka polityka powoduje również efekt paraliżujący, wywołuje panikę i karmi społeczeństwo strachem i zmartwieniami. Efekt ten jest wzmacniany stosowanymi wyrażeniami i nazewnictwem wojennym. Często wspominano „wojnę” i „niewidzialnego wroga”, którego należy „pokonać”. Używanie w mediach określeń takich jak „bohaterowie służby zdrowia na linii walki” i „ofiary korony” dolewały jeszcze oliwy do ognia, tworząc wizję światowej walki z „wirusem mordercą”.

Bez ustanku bombardowani diagramami wypuszczanymi w stronę społeczeństwa dzień w dzień, godzinę po godzinie, bez omówienia tych diagramów, bez porównania ich ze śmiertelnością na grypę w ubiegłych latach, bez porównania ich do śmiertelności z innych przyczyn, spowodowało prawdziwą psychozę strachu w całej populacji. To nie jest informacja, to manipulacja!

Ubolewamy nad rolą, jaką odegrała w tym WHO wzywająca, aby osoby infodemiczne (tj. posiadające zdanie odbiegające od oficjalnie przyjętego, w tym od zdania ekspertów) zostały uciszone przez bezprecedensową cenzurę medialną.

W tym kontekście odrzucamy zamiar cenzurowania dysydentów w Unii Europejskiej! /37/

Pilnie wzywamy media, aby wzięły odpowiedzialność za te wydarzenia!

Żądamy otwartej debaty, w której usłyszymy wszystkich ekspertów, polskich i zagranicznych.

Prawa sytuacji wyjątkowej a Prawa Człowieka

Ogólnie przyjęta zasada dobrych rządów wzywa, aby decyzje władz były proporcjonalne do Wyższych Standardów Prawnych: każda ingerencja władz musi zgadzać się z fundamentalnymi prawami, chronionymi przez Konstytucję RP i Europejską Konwencję Praw Człowieka (EKPC). Ingerowanie władz publicznych jest dozwolone wyłącznie w kryzysowej sytuacji i w absolutnej konieczności.

Środki podjęte obecnie dotyczą między innymi ingerencji w prawo do życia prywatnego i rodzinnego, wolności myśli, świadomości i religii, wolności słowa, zgromadzeń i zrzeszania się, prawo do edukacji itd. Na przykład zgodnie z Artykułem 8(2) EKPC ingerencja w prawo do życia prywatnego i rodzinnego jest dozwolona tylko, jeśli jej środki mają wpłynąć na bezpieczeństwo narodowe, ochronę ładu publicznego i zapobieganie przestępstwom karnym, ochronę zdrowia lub praw i wolności innych, a tekst nadzorujący tę ingerencję musi być wystarczająco jasny, do przewidzenia i proporcjonalny do zamierzonych celów.

Przewidywana pandemia z milionami zgonów wydawała się odpowiadać tym kryzysowym warunkom, prowadząc do stworzenia rządów w sytuacji awaryjnej. Obecnie, gdy fakty obiektywne pokazują coś zupełnie przeciwnego, wydane zarządzeniami obostrzenia nie ma więcej racji bytu. Covid-19 nie jest wirusem-mordercą, ale łatwo uleczalną dolegliwością ze śmiertelnością porównywalną do grypy sezonowej.

Nie ma już stanu nadzwyczajnego i potrzeby łamania Praw Człowieka.

Kryzys Państwa Polskiego

Zastosowane metody już spowodowały i nadal powodują ogromne szkody w strefie psychospołecznej (wzrost przypadków depresji, stanów lękowych, samobójstw, przemocy rodzinnej i molestowania nieletnich), szkody zdrowotne oraz gospodarcze. Obecna polityka jest zupełnie nieproporcjonalna do zagrożenia. Jesteśmy zszokowani, że władze odwołują się do zdrowia, aby usprawiedliwić wprowadzane restrykcje.

Jako lekarze i specjaliści ds. zdrowia w obliczu wirusa, którego pod względem szkodliwości, śmiertelności i zaraźliwości można porównać z grypą sezonową, możemy jedynie odrzucić zastosowane ogromnie nieadekwatne procedury.

Dlatego też żądamy natychmiastowego zaprzestania tych procedur – przeprowadzania masowych a niediagnostycznych testów, izolacji społecznej, zmuszania społeczeństwa do noszenia masek.

Kwestionujemy legalność obecnych doradców ds. zdrowia, którzy spotykają się za zamkniętymi drzwiami i nie dopuszczają niezależnych ekspertów i naukowców do otwartej dyskusji.

Wzywamy również do analizy roli WHO i możliwego wpływu konfliktu interesów w tej organizacji. WHO w centrum walki z osobami „infodemicznymi”, co polegało na systematycznym cenzurowaniu wszystkich odmiennych opinii w mediach. Jest to niedopuszczalne w demokratycznym ustroju rządzonym według prawa.

Rozpowszechnianie tego listu

Kierujemy publiczny apel do osób w naszym zawodzie i innych świadczących opiekę medyczną, aby wyraziły swoją opinię na temat obecnie podejmowanych środków i stosowanych procedur.

Z troską, nadzieją i determinacją.

Współautor listu dr Dorota Sienkiewicz

Poprzyj ten list swoim podpisem!

Do dnia 14.11.2020 list podpisały 18533 osoby, w tym 430 lekarzy.

Sygnatariuszami listu są m.in.:

Prof. Kornelia Polok
Prof. Ryszard Rutkowski
Prof. Roman Zieliński
Prof. Marek Krzystanek
Dr n. med. Anna Prześlicka-Martynowska,
Dr n.med. Zbigniew Martyka
Dr n. med. Dorota Sienkiewicz,
Dr med. Katarzyna Bross-Wanderdorf
Dr n. med. Iwona Jadwiga Chlebowska
Dr Dorota Staszewska,
Dr Izabela Matyszczyk,
Dr Iwona Madej-Karetko,
Dr Elżbieta Malinowska,
Dr Jolanta Biel-Gruszczyńska,
Dr Andrzej Woźniak,
Dr Urszula Taraska,
Dr Marcin Parzynski,
Dr Stefan Norkowski,
Dr Radosław Cetner,
Dr Grażyna Król,
Dr Tomasz Łopaciuk,
Dr Paulina Sawczuk,
Dr Anna Sobala,
Dr Alicja Alda,
Dr Krzysztof Białodzia,
Dr Jeremi Gawinek,
Dr Stanisław Nitek,
Dr Beata Dziekan,
Dr Beata Cyprowska,
Dr Beata Tarnacka,
Dr Anita Dahlxe-Orska,
Dr Katarzyna Landa,
Dr Tomasz Dmochowski,
Dr Katarzyna Anuszkiewicz,
Dr Piotr Kamzol,
Dr Paweł Hubar,
Dr Grzegorz Klasa,
Dr Eliza Wielgosz-Bartoszek,
Dr Robert Ujma,
Dr Anna Grandys,
Dr Józefa Jurzec,
Dr Magdalena Klunder,
Dr Ewelina Gierszewska
Dr Anna Tracz
Dr Joanna Zimończyk-Hajduk
Dr Michał Hajduk

* Postulaty Kocha – to podstawowe reguły diagnostyczne przedstawione przez Roberta Kocha w 1892 roku. Spełnienie tych postulatów jest dowodem na to, że konkretny mikroorganizm może powodować określoną chorobę. Treść postulatów:

Postulat 1 – Drobnoustrój musi być obecny u wszystkich osób mających daną chorobę i powinien mieć związek ze zmianami chorobowymi.
Postulat 2 – Drobnoustrój musi być wyizolowany w czystej kulturze od osoby chorej.
Postulat 3 – Drobnoustrój, wyizolowany od chorej osoby, po wprowadzeniu do ludzi lub zwierząt musi wywołać tę samą chorobę.
Postulat 4 – Drobnoustrój należy ponownie wyizolować w czystej kulturze od eksperymentalnie zakażonego człowieka lub zwierzęcia w celu spełnienia trzeciego postulatu.
Wprowadzenie do chorób zakaźnych. W: Abigail A. Salyers, Dixie D. Whitt: Mikrobiologia. Różnorodność, chorobotwórczość i środowisko. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2005, s. 309. ISBN 83-01-14057-7. (pol.)

Odnośniki:

  1. https://WWW.aler.org/article/open-letter-from-medical-doctors-and-health-professionals-to-all-belgian-authorities-and-all-belgian-media//, https://www.bibula.com/?p=118820
  1. https://youtu.be/KMaOo-dXaNc
  1. John Ioannidis, The infection fatality rate of COVID-19 inferred from seroprevalence data,
    http://www.merdxiv.org/kontent/10.1101/2020.05.13.20101253v2,18.06.2020
  1. https://zelfzorgcovid19.nl/statistiken-zwitserland-met-hcq-zonder-hcq-met-hcq-leveren-het-bewijs/
    4.1  https://docs4opendebate.be/wp-content/uploads/2020/09/white-paper-on-hcq-from-AFD.pdf

    4.2. https://www.youtube.com/watch?v=NIAosseY4fg&feature=youtu.be&ab_channel=IHUM%C3%A9diterran%C3%A9e-Infection

  2. https://www.xandernieuws.net/algemeen/groep-artsen-vs-komt-in-verzet-facebook-bant-hun-17-miljoen-keer-bekeken-video/
  3. https://docs4opendebate.be/
  4. Wolfgang Wodarg, Lösung des Corona-Problems: panik macher isolieren, kenfm.de/loesung-des-corona-problems-panikmacher-isolieren/,18.06.2020. w: Błochowiak Mariusz, Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy Fundacja Osuchowa 2020
  5. https://www.creative-diagnostics.com/sars-cov-2-coronavirus-multiplex-rt-qpcr-kit-277854-457.htm
  6. President John Magufuli of Tanzania: „Even Paoaya and Goats are Corona positive” https://www.youtube.com/watch?v=207HuOxltvI
  7. https://www.hpdetijd.nl/2020-08-11/9-manieren-om-corona-te-voorkomen/
  8. Feys, F., Brokken,S., & De Peuter, S. (2020, May 22). Risk-benefit and cost-utility analysis for COVID-19 locdown In Belgium: the impast on mental health andwellbeing. https://psyarxiv.com/xczb3/
  9. Neuroimmunologia kliniczna red. Jacek Loseg, wyd II, Wydawnictwo Czelej 2015
  10. https://swiatlekarza.pl/dr-pawel-basiukiewicz-nowe-szaty-cesarza-w-czasie-pandemii-covid-19/
  11. https://www.cnbc.com/2020/06/08asymptomatic-coronavirus-patients-arent-spreading-new-infections-who-says.html
  12. http://www.emro.who.int/health-topics/corona-virus/transmission-of-covid-19-by-asymptomatic-cases.html
  13. WHO https://www.marketwatch.com/story/who-we-did-not-say-that-cash-was-transmitting-coronavirus-2020-03-06
  14. https://www.nordkurier.de/ratgeber/es-gibt-keine-gefahr-jemanden-beim-einkaufen-zu-infizieren-0238940804.html
  15. https://www.reuters.com/article/us-health-coronavirus-germany-banknotes/banknotes-carry-no-particular-coronavirus-risk-german-disease-expert-idUSKBN20Y2ZT
  16. Verma S et al. Visualizing the effectiveness of face masks in obstructing respiratory jets. Phys Fluids 2020; 32(6):061708, DOI: 10.1063/5.0016018
  17. https://theplantstrongclub.org/2020/07/04/healthy-people-should-not-wear-face-masks-by-jim-meehan-md/
  18. https://www.technocracy.news/blaylock-face-masks-pose-serious-risks-to-the-healthy/
  19. https://www.news-medical.net/news/.20200315/Reusing-masks-may-increase-your-risk-of-coronavirus-infection-expert-says.aspx
  20. https://werk.belgie.be/nl/nieuws/nieuwe-regels-voor-de-kwaliteit-van-de-binnenlucht-werklokalen
  21. label.pl/po/pomiar_co2.html
  22. https://kavlaanderen.blogspot.com/2020/07/als-maskers-niet-werken-waarom-dragen.html
  23. Ekman, P. (1972). Universals and Cultural Differences in Facial Expressions of Emotions. In Cole, J. (Ed.), Nebraska Symposium on Motivation (pp. 207-282). Lincoln, NB: University of Nebraska Press.
  24. Grill-Spector K, ,Knouf N, Kanwisher N: The fusiform face area subserves face perception, not generic within-category identification; Fac Comparative Study-Nat Neurosci 2004 May;7(5):555-62.
  25. Harms MB, Martin A, Wallace GL. Facial emotion recognition in autism spectrum disorders: a review of behavioral and neuroimaging studies. Neuropsychol Rev. 2010;20:290-322.
  26. HerbaC, Phillips M: Annotation: Development of facial expression recognition from childhood to adolescence: behavioural and neurological perspectives; The Journ of Child Psychol and Psychiatry, Volume 45, Issue7, Oct 2004; 1185-1198
  27. Kanwisher N, Yovel G: The fusiform face area: a cortical region specialized for the perception of faces. Philos Trans R Soc Lond B Biol Sci. 2006 Dec 29;361(1476):2109-28.
  1. Haralambieva, I.H. et al., 2015. The impast of immunosenescence on humor al immune response variation after influenza A/H1N1 vaccination In older subjects. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26044074/
  2. Global vaccine safety summit WHO 2019 https://www.youtube.com/watch? V=0JXXDLGKmPg
  3. No liability manufacturers vaccines https://m.nieuwsblad.be/cnt/dmf20200804_95956456?fbclid=IwARoIgiA-6sNVQvE8rMC605Gq5xhOulbcN1BhdI7Rw-7eq_pRtJDCxde6SQI
  1. https://www.bitchute.com/video/jhueOZpy97Gv/
  2. https://www.newsbreak.com/news/1572921830018/bill-gates-admits-700000-people-will-be-harmed-or-killed-by-his-covid-19-solution
  3. Journalistic code https://www.rvdj.be/node/63
  4. Disinformation related to COVID-19 approaches European Commission EurLex, juni 2020
  5. https://www.bitchute.com/video/wOSeTz57xrCF/

http://listlekarzy.pl

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Menu O...