środa, 1 grudnia 2021

Rośnie liczba sportowców zmarłych nagle z nieznanego powodu

 


Niepokojąco rośnie liczba zgonów z powodu problemów z sercem u piłkarzy grających w FIFA. Trend ten utrzymuje się od początku roku i nic nie wskazuje na jego zatrzymanie.

Wzrost liczby zgonów wśród sportowców

Według izraelskich mediów „Real-Time News” w bieżącym roku nastąpił aż 500%-towy wzrost ilości zgonów wśród graczy FIFA. Nie jest to 24, 30, czy nawet 75 sportowców. Od grudnia ubiegłego roku odnotowano aż 183 przypadków nagłych upadków i utraty przytomności z powodów sercowo – naczyniowych wśród piłkarzy oraz ich trenerów. Aż 108 osób spośród nich niestety zmarło.

Jest to niepokojące, a wręcz alarmujące zjawisko, bowiem śmierć sportowca z przyczyn nie mających związku z kontuzją dotąd zdarzała się niezwykle rzadko. Teraz nagle pojawił się istny wysyp takich przypadków i istnieją uzasadnione obawy, że ich wspólnym mianownikiem jest niedawne przyjęcie preparatu przeciwko covid.

Dziennikarze „Real-Time News” przeprowadzili śledztwo, którego efektem jest lista sportowców, którzy zmarli lub odnieśli obrażenia w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Według zebranych danych większość z tego grona to mężczyźni, na liście znajduje się zaledwie 15 kobiet. Zdecydowanie dominują osoby w przedziale wiekowym od 17 do 40 lat. Starszych sportowców jest tam tylko 21, z czego 5-iu między 42-45 rokiem życia, kolejnych 6-iu w przedziale 46-49 lat, 7-iu powyżej 50 roku życia ale przed 60-tką i 3 ostatnich najstarszych w przedziale wiekowym od 60 do 64 lat. Z 23 nastolatków na tejże liście w wieku 12-17 lat zmarło aż 16-tu.

Przyczyny zgonów

Z zebranych danych wynika, że aż w 80-iu przypadkach zawodnicy nagle zasłabli i upadli w trakcie gry, wyścigu lub treningu, albo też bezpośrednio po zakończeniu aktywności. W zdecydowanej większości przypadków stwierdzono zgon z powodów zapaści układu sercowo – naczyniowego z zapaleniem mięśnia sercowego, osierdzia, zawałem bądź zatrzymaniem akcji serca. Druga najczęściej zgłaszana przyczyna to powstałe zakrzepy we krwi.

Jak zaznaczają dziennikarze, którzy sporządzili to zestawienie, z ostatecznej wersji listy usunięto dodatkowe kilkadziesiąt przypadków z uwagi na niepełne dane. Usunięte zostały także z niej osoby, u których już wcześniej istniały dowody na czynniki ryzyka w postaci chorób serca bądź cukrzycy.

Porównanie względem lat ubiegłych

Aby uzyskać bardziej rzetelne i wiarygodne zestawienie dokonano porównania liczb względem analogicznych przypadków lat ubiegłych. Dla SCD, czyli nagłego zgonu sercowego ilość ta wzrosła kolosalnie, podobnie dla SUD tj nagłego niewyjaśnionego zgonu. Według danych z lat ubiegłych ryzyko SCD wynosiło średnio 1:50000, przy czym wahało się w przedziale od 1:30000 do 1:80000.

Ponieważ w stowarzyszeniu FIFA zarejestrowanych było w 2000 roku 242 tysiące sportowców, 6 lat później 265 tysięcy i nie zmieniało się to znacząco w kolejnych latach, uzyskany wynik powinien oscylować wokół 5-iu zgonów w ciągu roku. Jak pokazują dane bieżące za 2021 rok liczba zgonów SCD/SUD jest kilkukrotnie wyższa. Odnotowano bowiem ich aż 21 na każde 50 tysięcy osób.

Wzrostu ilości zdarzeń w postaci nagłych zgonów sportowców nie można nie kojarzyć z rozpoczętą blisko rok temu akcją masowego wyszczepiania populacji preparatami genowymi zwanymi szczepionkami. Związek ten potwierdza, lub przynajmniej zdaje się go sugerować, lawinowy wzrost ilości analogicznych przypadków w grupach pozasportowych u osób, które przyjęły wspomniane preparaty na covid.

Paweł Jankowski 
https://foliarz.pl

Kombinacja operacyjna „Kalisz”

 



Pierwszy napadł Jair Lapid: „Przerażający antysemicki incydent w Polsce przypomina każdemu Żydowi siłę nienawiści, jaka istnieje na świecie”. Tego samego dnia wydał wyrok: „Jednoznaczne potępienie przez polskie władze jest ważne i konieczne. Oczekuję, że polski rząd podejmie bezkompromisowe działania przeciwko tym, którzy wzięli udział w tym szokującym akcie nienawiści”.

Do Lapida przyłączył się Andrzej Duda: „Barbarzyństwo, którego dopuściła się grupa chuliganów w Kaliszu, stoi w sprzeczności z wartościami, na których oparta jest Rzeczpospolita. A wobec sytuacji na granicy i akcji propagandowych przeciwko Polsce jest wręcz aktem zdrady.”

Podobnie sądził inny myśliciel, były prezydent, nie bez podstaw zwany Bredzisławem Komorowskim. I jeszcze jedno – właśnie przed warszawskim Sądem Okręgowym toczy się proces o nazwanie Dudy debilem. Rafał Pankowski, z „Nigdy Więcej” biadolił: „Monitoruję antysemityzm od przeszło 25 lat, ale nigdy nie widziałem czegoś podobnego”. W podobnym tonie incydent komentowały media, rządowe i antyrządowe, lewackie i konserwatywne, gazeta „Polska” i „Warszawska” tak, jakby wszystkie miały wspólną redakcję. Wszystkich przebiła „Rzeczpospolita”.

Łachudrzyński, czy jakiś tak, pisał:

To nie czas na deklaracje oburzenia w mediach, a na stanowcze działanie organów państwa. Żaden przyzwoity człowiek nie może pozostać obojętnym po tym, co zdarzyło się na kaliskim Rynku. Skrajni nacjonaliści urządzili tam seans nienawiści wobec Żydów. Na polskiej ziemi, która spłynęła krwią milionów Żydów, bestialsko zamordowanych przez nazistowskich Niemców, wznoszenie haseł „Śmierć Żydom!” wyklucza nie tylko ze wspólnoty ludzi przyzwoitych, ale to działanie szkodliwe, historycznie przerażające.

Tenże Łachudrzyński zatrwożył się:

Gdy Polska zmaga się z najpoważniejszym kryzysem granicznym od lat, gdy od wizerunku naszego kraju może zależeć nasze bezpieczeństwo, dochodzi do wydarzenia, które sprawia, że niektórzy nasi sojusznicy mogą uznać, że nie warto Polakom pomagać. Relacje polsko-żydowskie są ważne nie tylko dla naszych sojuszników w Izraelu, ale to czerwona linia w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Ostre stanowisko USA po nowelizacji ustawy o IPN, którą świat ochrzcił „Holocaust Law”, to dowód, jak krytyczny to temat.

W niemniej trwożny ton uderzył były minister bezpieki, dziś poseł PO Bartłomiej Sienkiewicz:

„Jeśli mamy taki kryzys na wschodniej granicy, jeśli nie jesteśmy pewni, co do intencji Putina, to dopuszczanie do wybryków antysemickich jest tak naprawdę działaniem na pograniczu zdrady stanu. Obrzydliwy pysk polskiego antysemityzmu powinien być wypalony gorącym żelazem. Brak reakcji prokuratury, policji, wzajemne przerzucanie się winą jest strasznym wstydem i upadkiem państwowości polskie. Właśnie w takich momentach powinniśmy tego rodzaju incydenty szczególnie pacyfikować, ponieważ one uderzają w dobre imię Polski”.

„Haniebne i skandaliczne” były wydarzenia w Kaliszu dla Mariusza Kamińskiego. Wyraził nadzieję, że „ci, którzy zorganizowali to zawstydzające i skandaliczne wydarzenie poniosą prawne konsekwencje”. Jednemu i drugiemu nie przeszkadzało, że w tym samym czasie do więzienia „za poglądy” wsadzał także Łukaszenko.

Od incydentu w Kaliszu odciął się prezes Ruchu Narodowego. Przypadek wariata, który wrzeszczał wczoraj w Kaliszu to nie jest sprawa polityczna tylko psychiatryczna – napisał na Twitterze. Szef Straży Niepodległości nazwał incydent „antysemicką prowokacją”.

Kilka dni wcześniej, za pomocą zeznań i donosów byłych współpracowników Olszańskiego, redaktorzy telewizji Media Narodowe zmontowali serię programów na temat „skandalicznej działalności prokremlowskiego aktora” i szkodliwości jego „patostreamów”. Jeden z nich mówił: „to, co się tam odbywa, to tragikomedia”. Drugi, podpierając się kryteriami norymberskimi, mówił o koneksjach Olszańskiego z rabinem Awramem Olszańskim z Bracławic i o stronie Jewish Gen wskazującej, że osób o nazwisku Olszański jest ponad tysiąc. Trzeci obwiniał Olszańskiego za używanie słowa „kamraci”, należącego jakoby do repertuaru Sowietów. Czwarty utrzymywał, że nic mu nie zagraża, bo w swej książce atakuje Żydów w sposób udokumentowany (a ponieważ palnął największe głupstwo, przytoczmy jego nazwisko – Jarosław Patlewicz). Jeszcze inny lansował tezę, że to „ustawka” władz, a nawet Żydów, i że włos Olszańskiemu z głowy mu nigdy nie spadnie. Zaskakiwało szczególne wzmożenie środowisk narodowych, czyli tych, na których antypolska szczujnia najczęściej się wyżywa.

Politycy, i to zarówno ci polscy jak i ci z Polski, mają wyrobiony odruch warunkowy, zwany odruchem psa Pawłowa – na dźwięk słowa „antysemityzm” rzucają się do przepraszania, zanim ustalą, o co naprawdę chodzi.

Podczas XI Zjazdu Gnieźnieńskiego, Andrzej Duda połowę swego wystąpienia, mającego w założeniu odnosić się do Gniezna, źródła z którego wypływa historia Polski, poświęcił… „antysemityzmowi i barbarzyństwu pleniącym się w Polsce”. – Z ogromnym bólem przyjąłem akt barbarzyństwa, do którego doszło w Gdańsku, kiedy ktoś rzucił kamieniem w okno synagogi. Tak ogromnie boleję, że stało się to u nas, w kraju, w którym przez stulecia była tolerancja religijna. Z pewnością nazwą to aktem antysemityzmu, ale dla mnie to barbarzyństwo, który musimy potępić – powiedział łamiącym się głosem.

Politycy i media o incydencie mówili jak o pogromie Żydów, dopóki nie okazało się, że u sprawcy zdiagnozowano chorobę psychiczną, i że kilka miesięcy wcześniej podobnego czynu dopuścił się względem kościoła. Było to tym bardziej absurdalne, gdy porówna się wybitą szybę do namazania na ogrodzeniu ambasady RP w Tel Awiwie swastyki i napisów „mordercy spieprzajcie”, „polskie gówno”. Polskiej policji złapanie winnego zajęło jeden dzień. Izraelska milicja nawet nie udawała, że kogoś szuka. No i głosu nie zabrał prezydent Izraela.

W styczniu 2018 r., w ciągu kilku dni, w polskich mediach widzieliśmy więcej swastyk, niż w Niemczech od zakończenia wojny. Nawet w telewizji niemieckiej odbyła się debata o „narastającej w Polsce fali nazizmu”. „Warszawa europejską stolicą rasizmu”, „Neonaziści świętują Hitlera”, „Polska coraz bardziej brunatna” – wyżywali się na Polakach dziennikarze zza Odry. Gdy kilka tygodni wcześniej Merkel przyznała: „wstyd, że żadna żydowska instytucja w Niemczech nie może istnieć bez policyjnej ochrony”, Bundestag się tym nie zajmował. W Sejmie natomiast, z inicjatywy PiS, po emisji reportażu TVN o polskich neonazistach wnoszących toast za Hitlera, odbyła się debata o neonazizmie w Polsce. Koordynacją całej akcji zajął się minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. Zapowiedział „szybkie i stanowcze zlikwidowanie faszyzmu w Polsce”.

Gdy lektor „Faktów” ogłosiła, że w Polsce odradza się faszyzm, jak nakręcane małpki z pudełka wyskoczyli prezydent, premier, marszałek Sejmu i kilku ministrów, prześcigając się w buńczucznych zapowiedziach, jak to polskich neonazistów będą dusić własnymi rękami. Marginalny incydent stał się sprawą wagi państwowej, wydarzeniem politycznym roku, którym żyła cała Polska, ku rozbawieniu pomysłodawców kombinacji. Biorąc udział w przedstawieniu, odgrywając rozpisane z góry role, dając amunicję zagranicy do atakowania Polski, politycy okazali się idiotami. Zatańczyli tak, jak im zagrała antypolska orkiestra. Przynętę złapali wszyscy, jeden za drugim. Nawet Michnik przecierał oczy ze zdumienia, jak łatwo dali się podpuścić. A zastosował najprostszy chwyt.

[Jakimi „idiotami”? Oni doskonale wiedzą, czego się od nich wymaga i starannie to realizują – admin]

I jeszcze jedno – nawet w sennych koszmarach nie przypuszczaliśmy, że dożyjemy czasów, kiedy najważniejsze osoby w państwie, na jednym wydechu wymówią słowa „naziści” i „polscy”. Nawiasem mówiąc, antykomunistycznemu ministrowi przypomnieć trzeba, że w latach 1956-1989 (a więc w latach, do których Olszański nawiązuje) w żadnej szkole nie słyszało się i w żadnej gazecie nie czytało o czymś takimi jak „polscy naziści”. Niewspółmiernie groźniejsza jest ideologia żydokomuny (o której mówił Olszański). Bo to żydowscy komuniści i ich potomkowie oskarżają o nazizm naród, który poniósł największe ofiary z rąk okupanta.

Mariuszowi Kamińskiemu przypomnijmy: w styczniu 2018 r. odgrażał się „delegalizowaniem nazistowskich organizacji”, i co znamienne listy kandydatów do delegalizacji nie ograniczył do nazistów z krzaków pod Wodzisławiem Śląskim, ale sięgnął do „tych nazioli z Marszu Niepodległości”. Przypomnijmy też jego napaść na organizatorów Marszu Niepodległości w 2013 roku, wykonaną w iście kominternowskim stylu. Bo w tradycji i nawykach komunistów przybyłych w taborach armii sowieckiej było donoszenie w ambasadzie ZSRR na polskich „nacjonalistów” i oskarżanie oponentów politycznych o faszyzm. Rozczulając się nad spaloną budką i solidaryzując z ambasadorem Rosji, marsz określił, jako „manifestację elementów skrajnych i faszystowskich”. Kamiński nie pamiętał przy tym, jak „Wyborcza” oskarżyła Ligę Republikańską o podpalenie synagogi w Warszawie. Nie pamiętał też, że Kiszczak mówił o antykomunistycznych happeningach Ligi, że miały znamiona faszystowskich wybryków.

I jeszcze jedno – w podsłuchanej knajpianej rozmowie innego łowcy nazistów i, co ważne, serdecznego kolegi Kamińskiego, ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza pojawia się na temat spalonej budki dziwne zdanie: Czy jest to moment na uruchomienie tego rodzaju rozwiązania, czy nie. Bo ja mam poczucie, że jest to wariant OK, World Trade scenario. Czyli montował coś na kształt podpalenia Reichstagu, jako pretekst do spacyfikowania „ekstremistycznej i antysemickiej” opozycji.

Gdy sobie to wszystko przypomnimy, nasuwa się pytanie, co tak naprawdę Kamiński „koordynuje” i z czyjej poręki?

Kilka pytań, retorycznych (tj. takich, na które nie dostaje się odpowiedzi):

– Czy to przypadek, że w Polsce tropią tylko takich, jak Olszański i że „mędrców Syjonu” w Olszańskim interesuje głównie stosunek do jakiegoś XIV-wiecznego tekstu?

– Co robić, żeby rząd był oceniany, a minister bezpieki zadaniowany przez Polaków, a nie przez izraelskiego ministra?

– Czy nie mszczą się zaniechania z bardzo Polsce potrzebną dekomunizacją? Ale nie podpowiadaną przez Komintern, nie z pytaniem, gdzie kto był (bo z każdej pozycji można było walczyć o Polskę) tylko, co robił. Dekomunizacją obejmującą tych, którzy mieli ojca w KPP i dziadka w Wehrmachcie, którzy sądzili w sądach kapturowych, którzy strzelali w potylicę, którzy wynaradawiali i niszczyli polski etos.

– Czy pogromcy happeningu w Kaliszu nie są obrabiani przy pomocy modus operandi, w którym chodzi o nieustanne mielenie tematu antysemityzmu i sprawdzanie, jak daleko można się posunąć w terroryzowaniu i dyscyplinowaniu Polaków?

– Czy przymilanie się Żydom coś daje? Przecież oni nie potrzebują filosemitów (bo tych, i to wyjątkowo namolnych, mają w nadmiarze), ale potrzebuje antysemitów i… 65 miliardów dolarów, które ci antysemici im wypłacą. Przykład „na czasie” – zawiadomienie do prokuratury w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa złożył prezydent Kalisza, a zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków przez prezydenta Kalisza złożył Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich.

– Dlaczego w procederze udział wzięli ludzie oskarżani o antysemityzm? Przecież, prędzej czy później, też się za nich wezmą, i też pokażą w telewizjach prowadzonych na posterunek prokuratury w więziennych klapkach, na oczach żydowskiej (i polskiej) gawiedzi. Czy nie wykonali posługi szabesgoja (tj. ubogiego chrześcijanina służącego za niewielkie wynagrodzenie do wykonywania czynności, które są zakazane Żydom podczas szabatu)?

– Gdy na kaliskim rynku palono kartkę, Olszański mówił ze sceny: „My to unieważniamy, likwidujemy prawa żydowskie na tej ziemi! Nie będzie już nigdy Polak Żydowi niewolnikiem!”, tłum skandował: „Tu jest Polska, a nie Polin” i śpiewał Rotę. Za co zatem winić Olszańskiego? Za spalenie symbolu Polin? Za sprzeciwianie się, aby był konstytucją Polski? I drugie pytanie: Czy takiego hasła nie powinno było być na Marszu Niepodległości?

– Czy nie widzą, że Olszański, mówiąc o Rosji, atakuje sowiecką żydokomunę i jej przedłużenie na gruncie polskim, czyli ujawnia rodowody tych, którzy Polską faktycznie rządzą? Nawiasem mówiąc nigdy nie słyszeliśmy słowa „żydokomuna” w ustach tych, którzy razem z żydokomuną atakowali i poniewierali Olszańskiego. A swoją drogą trzeba być nie lada mistrzem, aby perorując nieprzerwanie o polskim interesie narodowym nie wymówić ani razu słowa „żyd”.

– Dlaczego milczeli, gdy rząd przyjął „definicję antysemityzmu”, która w sposób oczywisty ma na celu dorżnięcie watahy i zaciśnięcie pętli nie tylko na szyi Olszańskiego, ale wszystkich, którym nie podobają się przywileje dla jednej mniejszości? Dlaczego milczeli na temat represji prokuratorskich wobec ludzi myślących po polsku? Dlaczego nie protestowali, gdy zasoby archiwalne IPN były wykorzystywane głównie przeciw ludziom o poglądach narodowo-katolickich, gdy służyły akcjom antypolskim i gdy IPN, powołany po to, aby badać zbrodnie na narodzie polskim, zajmuje się w pierwszym rzędzie „zbrodnią Polaków na narodzie żydowskim”, oraz teczkami antysemitów prześladujących żydowskich generałów w marcu ’68?

I na koniec kilka uwag:

1. Sprawa jest tak groteskowa, że nie trudno odgadnąć, co się za nią kryje, że ciągle obowiązuje rozkaz – „wytropić w Polsce nazistów!”. Bo nie wyszedł zamysł z rozwiązaniem Marszu Niepodległości. Bo to dalszy ciąg operacji propagandowej, której częścią stał się reportaż o polskich nazistach świętujących urodziny Hitlera. Bo wyczerpało się medialne paliwo z wybiciem szyby w synagodze. Bo chodzi o pokaz siły, że suwerenem nie są Polacy. I to się udało.

2. W debatach „Czy Polsce zagraża faszyzm” jest i druga strona medalu – przepraszają za wszystko, za rasistów, za antysemitów, za neonazistów. Przy czym każdą z tych przypadłości traktują, jako sprawę wagi państwowej. A ci, którzy sprawy podgrzewają, kalkulują sobie: przepraszajcie, kajajcie się, a my będziemy podrzucać kolejne śmierdzące sprawy, jak nie o rasiście na przystanku we Wrocławiu, to ciemiężycielu sprzątaczki ukraińskiej. A gdyby i oni zawiodą, zawsze „faszystowską” można będzie nazwać procesję Bożego Ciała.

3. W takim „dialogu” obowiązują bezlitosne zasady, które nie przewidują żadnego kompromisu, żadnej linii granicznej, po osiągnięciu której Polacy będą czuli się bezpiecznie. Machinacja operacyjna „Kalisz” i bezradne dreptanie wokół tego tematu były antypolskie, były uderzeniem w polskie interesy i wizerunkowi Polski wyrządziła szkody trudne do oszacowania.

4. Wojciech Olszański zajmował się przywracaniem prawdy o żydokomunie. Rybak został skazany na 10 miesięcy więzienia nie za spalenie kukły pejsatego Sorosa, ale za to, że obnażył w jakim stanie jest polski barak w Auschwitz, że jest symbolem tego, co się stanie z Polską. Wg „Wyborczej”, na rynku w Kaliszu oberwało się intelektualistom, Żydom, komunistom, Unii Europejskiej, partiom politycznym, a nawet podały wezwania do unikania szczepień, bo „to eksperyment medyczny”. Los Olszańskiego jest zatem ostrzeżeniem, czym Polacy mogą się zajmować, a czym nie.

5. W całej machinacji, oprócz sponiewierania Polski, chodzi o wymuszenie na PiS pokornego przyjmowania największych bzdur wygadywanych przez Żydów (tych z Warszawy, tych z Tel Awiwu i tych z N. Jorku) i wykonywania wydawanych przez nich poleceń. Bo jeśli nie, to Mosad postara się, żeby nie wygrali kolejnych wyborów.

[A to na PIS trzeba coś WYMUSZAĆ? – admin]

6. Jakaż była wina Olszańskiego? Jakąż popełnił zbrodnię? Przecież nie darł publicznie Biblii. Nie profanował krzyża w teatrze. Nie podpalił kościoła. Nie miał ojca oficera UB, który torturował Polaków. Nie jest synem NKWD-zisty, który mordował żołnierzy niezłomnych. Nie ukradł miliardów. Nie zadłużył Polski i przyszłych pokoleń Polaków na biliony złotych. Nie brał milionowych grantów na badanie polskiego antysemityzmu. Nie nakręcił za polskie pieniądze antypolskiego filmu.

7. Tempo robi wrażenie. Sądownicza machina działa sprawnie. Trzy miesiące za spalenie kartki ze średniowiecznym prawem, a uniewinnienie za spalenie Pisma Świętego. Czy profanowanie katolickich świątyń i nazywanie „mordercami” żołnierzy strzegących granic nie jest większym przestępstwem? Gdzie areszt dla żydowskich złoczyńców szkalujących Polskę? Gdzie cela dla wściekłej żydowskiej baby napadającej na polskich policjantów? Gdzie lochy dla łachudrów zdradzających Polskę jawnie i bez wstydu?

8. Kwestia odszkodowań dla Żydów pozostaje otwarta. Kombinacja operacyjna „Kalisz” będzie spełniać rolę taką samą, jak książka Grossa i alert „Wyborczej” o „60 tysiącach nazistów maszerujących w Warszawie zaledwie 300 kilometrów od Auschwitz”.

9. Sprofanowano kartkę z tekstem Statutu Kaliskiego, a co w nim takiego świętego? Pierwsze zdania to: Kiedy jest sprawa przeciwko żydowi, nie może przeciw niemu świadczyć chrześcijanin sam, lecz razem z innym żydem. Kiedy chrześcijanin pozywa na żyda o zastaw, żyd zaś utrzymuje, że żadnego nie wziął, wtedy żyd przysięgą się uwolni. Jest w nim o lichwie, o odsetkach od odsetek, o prawie zatrzymywania przedmiotów zastawu, jeżeli pozostają u żyda dłużej niż rok. Jest zakaz oskarżeń o mord rytualny. Jest, jak Żydzi przy pomocy władzy państwowej mogą przejąć zastawioną nieruchomość w przypadku śmierci dłużnika i pozostawienia w majątku nieletnich dzieci.

10. Nawet nie ukrywają, że Statut obowiązuje nadal, że chodzi o obowiązującą ustawę, że mają go na myśli, gdy wykrzykują na wiecach „Konstytucja”. Wszystkich pobił polityk PO Dariusz Grodziński: „U nas w domu #StatutKaliski zajmuje poczesne miejsce. To nasze dziedzictwo, tożsamość, duma. Zdobi nasze ściany. Paląc go, wypala się nasze jestestwo”.

I wreszcie – Czy w machinacji operacyjnej „Kalisz” nie chodzi o wkupywanie się w łaski establishmentu i wpuszczenie na salony III RP? A może rację mają ci, którzy podejrzewają, że prezes PiS sypnął groszem na Marsz Niepodległości, żeby jego organizatorzy milczeli na temat finansowania marszu Żydów ku pełnej władzy w Polsce? Przy czym chodzi o finansowanie w proporcji jeden do miliona.

Michnik triumfuje. Zza winkla rechocze Gross. Ale to tylko początek. Oni się dopiero rozkręcają. Wczoraj rozwalili Greniucha, dziś Olszańskiego, jutro zrobią to samo ze Strażą Marszu Niepodległości. I wreszcie – gdy na kaliskim Rynku palono tekst Statutu Kaliskiego, gdy Olszański przekonywał, że nadano Żydom specjalne prawa, które obowiązują do dziś, tłum skandował „Hańba”. I czy to ostatnie słowo nie odnosi się także do tych, którzy Olszańskiego aresztowali, i do tych, którzy temu przyklaskiwali?

Krzysztof Baliński
http://dakowski.pl

Depresja cywilizacyjna, czyli osamotnienie we współczesnym społeczeństwie

 



Rozwój cywilizacji jest na wysokim poziomie. Możemy korzystać z wielu udogodnień m.in. techniki, medycyny, motoryzacji itd. Jednak pośród tych wszystkich wygód człowiek nie czuje się szczęśliwy. Jest często przepełniony smutkiem, ma dość drugiego człowieka…

Marzy wtedy o wcześniejszych formach cywilizacji, kiedy potrafiliśmy się cieszyć, bawić i być z drugą osobą bliżej.

Z sentymentem wspominamy lata 90., w których nie znaliśmy Facebooka. Dzieci zamiast przed komputerem, spędzały czas na osiedlowym trzepaku, by na chwilę wpaść do domu po kanapkę.

Dziś tego nie ma i coraz częściej mówi się o tzw. depresji cywilizacyjnej.

Przyczyny depresji cywilizacyjnej

Na ryzyko jej wystąpienia wpływ ma kilka czynników.

Pierwszym jest przyrost ludności, a tym samym zmniejszenie przestrzeni życiowej. Planeta okazuje się być za mała.

Mowa nie tylko o przestrzeni jako takiej, wyrażanej w metrach kwadratowych na danego człowieka, ale także o poczuciu swobody.

Antoni Kępiński w książce „Melancholia” dokładnie opisuje ten stan. Pod pojęciem swobody rozumie tutaj relacje uczuciowe z innymi osobami. Czujemy się swobodnie w towarzystwie, które lubimy oraz realizujemy swą dynamikę życiową. Przebywanie zaś w niemiłym towarzystwie, sprawia, że jesteśmy znudzeni i chcemy uciec, izolując się.

Jednak faktyczna przestrzeń życiowa nie musi mieć wpływu na poczucie swobody. Człowiek mający niewiele miejsca dla siebie, może czuć się swobodnie. Znaczenie ma jego otoczenie, czyli ludzie i świat zewnętrzny.

Kolejny czynnik to rozwój komunikacji, powodujący, że bombardowani jesteśmy wieloma wydarzeniami z najodleglejszych zakątków świata. Czynniki te sprawiają, że człowiek potyka się o drugiego człowieka, czując się jak w zatłoczonym autobusie. Potęguje to wzajemną wrogość i zobojętnienie, co dziś nazywamy powszechnie znieczulicą.

Człowiek współczesnej cywilizacji, choć w tłumie, czuje się osamotniony. Druga osoba staje się przeszkodą, z którą zaczynamy walczyć, by jakoś przetrwać w tym pędzącym tłumie. Nie powinniśmy jednak bać się drugiej osoby obok, tylko uczuć, jakich wtedy doznajemy: lęku, strachu, nienawiści oraz wstrętu.

Psychika ludzka potrzebuje dobrej zmiany

Jeśli świat zewnętrzny okazuje się zły i wrogi, to ograniczamy aktywność. Rezygnujemy z twórczych zajęć, które są przecież tak ważne dla dobrego samopoczucia i zadowolenia.

Współczesny człowiek odczuwa samotność bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Konsumpcjonizm, chaos, pęd życia i osamotnienie powodują wewnętrzne napięcia. Dodatkowo rozluźnienie więzi rodzinnych oraz brak umiejętności rozmowy, to częste czynniki sprzyjające zachorowaniu na depresję. Nieustanna rywalizacja, pogoń za lepszymi wynikami i lepszą pracą zbierają swoje żniwo.

O ile jakość życia jako takiego jest zadowalająca, to duchowego zdaje się być w potrzasku.

Dlatego niezwykle ważne jest odcięcie się od całego medialnego blichtru, w którym nie ma za grosz prawdy. Gdzie promują tylko złe informacje, wykorzystują techniki sugestii hipnotycznej i manipulacji umysłami, by pogrążyć Cię w jeszcze większej depresji.

Czas poświęć dla siebie, dla bliskich, dla bycia TU I TERAZ. Pozwól sobie na relaks, na medytację, na jogę, na wypicie naparu z dziurawca, na przeczytanie wspierającej samorozwój książki…

Daj sobie przyjemność, którą próbuje Ci zabrać system…

[Wyrzuć telewizor! – admin]

https://www.odkrywamyzakryte.com

Adam Małysz ujawnia niepokojące fakty dotyczące szczepionek na COVID-19

 



Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że rządy i „eksperci” oszukali nas mówiąc, że przyjęcie szczepionek na COVID-19, załatwi sprawę i wprowadzi nas do krainy błogiego spokoju. Teraz przekonali się o tym polscy skoczkowie narciarscy.

Nasz wielki mistrz skoków – Adam Małysz – obecnie pełni funkcję dyrektora koordynatora ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim. Podczas ostatniego konkursu ujawnił niepokojące informacje na temat szczepionek i ich skuteczności.

Na antenie TVN padły następujące słowa:

Widzimy, że ten cały system, który jest z koronawirusem, nie do końca funkcjonuje, bo byliśmy zapewniani przed sezonem zimowym, że jeśli się zaszczepimy, to nie będzie testów i musimy normalnie funkcjonować. Wszystko wróciło z powrotem. Jesteśmy zaszczepieni i dalej są testy i dalej wychodzą, mimo zaszczepienia, pozytywne.

Trudno o bardziej klarowny przejaw tego, że covidowe szpryce nic nie zmieniły, skoro nadal każe się ludziom robić to samo, co przed ich pojawieniem się. Przyjęcie tych preparatów nie dość, że nie ułatwiło funkcjonowania sportowcom, to jeszcze naraziło wszystkich zaszczepionych na ryzyko długofalowych powikłań, co do których wygadał się ostatnio doradca prezydenta Dudy – prof. Zybertowicz.

Jednym z dowodów tego kuriozum jest to, że czołowy zaszczepiony japoński skoczek najpierw ogłosił, że przeszedł testy na koronawirusa z wynikiem negatywnym, by chwilę potem okazało się, że jednak jest zakażony.

Tak więc szczepionki nie działają, testy pokazują wyniki „w cały świat”, a ludziom dalej wmawia się, że tak być musi.

Małysz nie krył swojego oburzenia, ale TVN postanowił przerwać rozmowę, która zmierzała w kierunku tyrady, podobnej do wystąpienia Bożeny Dykiel, która w porannym programie śniadaniowym tej stacji, stwierdziła, że obecna pandemia jest spiskiem przeciwko ludzkości.

Twarz kampanii #OstatniaProsta Adam Małysz wyraża zdziwienie. pic.twitter.com/7JgNF85aZo
— Konfederacja (@KONFEDERACJA_) November 29, 2021

Trochę późno, ale jednak się połapał…

https://zmianynaziemi.pl

Najstarsza osada w tej części Europy jest w Polsce. Wioska powstała 1750 p.n.e.

 



Czy wiesz, że najstarsza osada w środkowej części Europy znajduje się w Polsce – a konkretnie w Maszkowicach na Górze Zyndrama nieopodal Krakowa? Bardzo możliwe, że wciąż byłaby zapomnianym miejscem, gdyby nie pewna praca doktorska.

Kultura mekyńska z epoki brązu

Starodawna osada z Maszkowic powstała w epoce brązu – około 1750 lat przed naszą erą, a jej mieszkańcy tworzyli tzw. kulturę mekyńską. W ciągu dekady od rozpoczęcia prac archeologicznych (rozpoczęły się w 2010 r.) badaczom udało się znaleźć cenne przedmioty np. figurki świnek, które liczą prawdopodobnie nawet 3,5 tys. lat. Do tej pory podobne miejsca odkryto tylko we Francji, Włoszech i Chorwacji – w Polsce jest to pierwsze tego typu miejsce.

Za znalezisko odpowiada dr hab. Marcin Przybyła z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kilka lat temu przygotowując pracę doktorską natknął się na zalegające w magazynach Uniwersytetu Jagiellońskiego zabytki z Maszkowic. Odkrycie zafascynowało go na tyle, że po kilku latach zebrał grupę studentów i rozpoczął zakrojone na szeroką skalę badania.

– Legendy mówią, że stał tu zamek. My już wiemy, że było w tym ziarenko prawdy, tyle że budowla była stworzona z kamieni i nie przypominała tych, znanych ze średniowiecza. Udało nam się wykonać nowy wykop i odkryć dwa masywne mury, które prawdopodobnie stanowiły podstawę rampy prowadzącej pod górę, w kierunku wejścia na teren grodziska – wyjaśnił dr hab. Marcin Przybyła.

Plany na zagospodarowanie

Dziś te ważne historycznie miejsce oficjalnie należy do gminy Łącko, która kupiła działkę. Zakup udało się sfinalizować dzięki środkom z Tarczy Górskiej i środków na projekt zagospodarowania z otwartą ścieżką dokumentacji technicznej.

W najbliższym czasie ogłosimy konkurs na pewną wizję, na spojrzenie okiem znawcy, co tam dałoby się zrobić – wyznał, wójt gminy Łącko Jan Dziedzina w rozmowie z „Gazetą Krakowską”.

Góra Zyndrama

Zdaniem wójta gminie zależy, aby miejsce zachowało swój historyczny urok. Choć osada posiada wielki potencjał turystyczny, najważniejsze jest, aby zachować ją w możliwie dobrym stanie bez wspierania masowej kultury odwiedzin. Z pewnością cel będzie wymagał pewnych udogodnień – bardzo możliwe, że wkrótce rozpocznie się remont drogi dojazdowej. Wójt gminy prowadzi aktualnie rozmowy z właścicielami gruntów, na których miałby powstać parking. Na ten cel chce pozyskać pieniądze z funduszy zewnętrznych.

– Nie chcemy absolutnie, żeby samochody wjeżdżały na samą górę. Tuż u stóp chcemy przygotować parking wraz z mini strefą gastronomiczną, a w odpowiedni sposób przygotujemy wejście na Górę Zyndram, dostosujemy ją także do osób z niepełnosprawnością – dodał dr hab. Marcin Przybyła.

Badacze sądzą, że osada mogła zostać zbudowana na szlaku bursztynowym. Świadczy o tym kilka ze znalezisk – w tym fragment dużego paciorka z bursztynu bałtyckiego. Zdaniem archeologów możliwe, że 500 lat po tym, jak przebiegał tędy ważny szlak handlowy na Górę Zyndrama przybyła kolejna grupa ludzi, która założyła osadę.

Opracowanie: Kamila Gulbicka
Źródło: Gazeta Krakowska
https://dobrewiadomosci.net.pl

Bęcwalstwo polskiej nauki

 



„Odkryty” w RPA nowy wirus kowidowy, „Omikron” sieje spustoszenie na razie tylko w gazetach i telewizorach, ale w przyszłości… kto to wie… Lekarze i naukowcy w RPA bardzo się zdziwili, gdy dowiedzieli się z mediów światowych, że w ich państwie pojawił się ten straszliwy wirus, bo nikt tego wirusa tam wcześniej nie dostrzegł.

Angelique Coetzee, przewodnicząca Południowoafrykańskiego Stowarzyszenia Medycznego, oświadczyła, że nic nie wie o żadnym nowym wirusie. Co prawda ludzie chorują jak co roku na infekcje dróg oddechowych, ale po dwóch dniach zmęczenia i bólu mięśni, bez leków zdrowieją.

– Bzdurą jest przyrównanie tego wirusa do EBOLA wirusa, co uczynił szef światowego związku lekarzy Montgomeny. – oświadczyła.

Konie kują, żaba łapę nadstawia, mówi polskie ludowe przysłowie!

– Omikron wydaje się bardziej zakaźny – nawet 500 razy – niż poprzednie mutacje I wymykający się odpowiedzi układu odpornościowego –  powiedziała prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie. Dodała, że „ilość mutacji spowodowała, że nazywany jest superwariantem”. – Teraz cały świat naukowy będzie mu się uważnie przyglądał – stwierdziła.

Czytaj więcej na
>://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/polska/news-wirusolog-o-omikronie-to-zmutowany-superwariant-jest-500-raz,nId,5673924#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Na jakiej podstawie pani profesor ustaliła, że Omikron jest 500 razy bardziej zakaźny niż poprzednie warianty wirusów kowidowych?

Otóż w Katedrze Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu w Lublinie skonstruowano rewelacyjny w skali światowej tak zwany Intermodulator soczewkowo- laserowy Ps-50. Urządzenie zostało zaprojektowane przez panią profesor Szuster- Ciesielską i umożliwia ocenę zjadliwości i zakażalności wirusów.

Jak ten zaawansowany technologicznie aparat działa?

Urządzenie przypomina wyglądem bęben do losowania wyników totolotka . Aby ustalić zjadliwość jakiegoś wirusa, zespół badawczy pani profesor (składający się z 10 innych profesorów) najpierw wycina nożyczkami 1000 małych karteczek. Następnie na każdej karteczce naukowcy wpisują kolejne numeru od 1 do 1000. Każda karteczka jest zwijana w rulonik i umieszczana wewnątrz małych kulek pustych w środku. Kulki są umieszczane w środku bębna, po czym za pomocą korby pani profesor wprawia bęben w ruch obrotowy. Kręci tą korbą aż się zmęczy. Następnie przekazuje korbę następnemu profesorowi, ten jak się zmęczy czyni podobnie…i tak każdy profesor kręci korbą aż opadnie z sił. Wówczas pani profesor wyciąga z bębna kulkę, otwiera ją i wyjmuje karteczkę. Odczytuje zapisany na karteczce numer i właśnie ten numer określa zjadliwość wirusa! W przypadku Omiokrona, Intermodulator określił zjadliwość wirusa na 500 razy większą od normalnej!

Obecnie pani profesor pracuje naukowo nad zastąpieniem korby napędem na silnik elektryczny. Zakończenie prac przewidywane jest za 10 lat, więc póki co cały zespół badaczy może się pochwalić silną muskulaturą, zarówno ręki prawej jak i lewej.

Pani profesor Szuster stanowi wzorzec „naukowego” bęcwała wręcz doskonałego. Całe pozostałe środowisko naukowe w Polsce, liczące około 100 tysięcy profesorów, doktorów, docentów i magistrów patrzy z podziwem na osiągnięcia naukowe tej pani, próbując jej dorównać, co większości się udaje.

W ubiegłym roku Europejski Urząd Patentowy przyznał polskim instytutom badawczym i przedsiębiorstwom 180 patentów, na ogólną liczbę 160 tysięcy przyznanych patentów. Stanowiło to 0,11% z ogólnej liczby przyznanych patentów.

Polskie uczelnie i instytuty badawcze bęcwalstwem stoją, co pokazuje inna statystyka. Najlepsze polskie uczelnie w porównaniach z uczelniami całego świata, plasują się na miejscach od 500 do 600 w różnych rankingach, wyprzedzając tylko uczelnie z Burkina Faso.

Pocieszające jest to, że w rankingach naukowego bęcwalstwa zajmujemy czołowe pozycje zarówno w kategorii zespołowej jak i indywidualnej.

Uniwersytet lubelski wystąpił ostatnio z inicjatywą, aby ustalić międzynarodową jednostkę głupoty. Byłby to szuster. W tej klasyfikacji małpy bonobo byłyby głupie na 0,5 szustera.

Anthony Ivanowitz (29.11.2021r).
http://www.pospoliteruszenie.org

Już ponad 31 tysięcy osób zmarło po szczepieniach kowid tylko w unii europejskiej oficjalnie wg rządowych statystyk

Już ponad 31 tysięcy osób zmarło po szczepieniach kowid tylko w unii europejskiej oficjalnie wg rządowych statystyk

https://healthimpactnews.com
Online access to suspected side-effect reports
EudraVigilance
baza zgonów szczepein kowid ue
http://www.adrreports.eu/en/index.html

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...