Chazaro-ukraińskie geny znów wypływają na wierzch
W Stalowej Woli konkubencka para Ukraińców (Oksana P. lat 22 i Witalij P. lat 25) przez długi czas poddawała niewyobrażalnym torturom swe 2.5-letnie dziecko, małego Danyłka.
Dziecko było katowane, wielokrotnie gwałcone, przypalane papierosami. Miało również obrażenia głowy.
Stan dziecka okazał się tak ciężki, że odtransportowano go na leczenie do Rzeszowa, do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2, gdzie pozostaje w śpiączce, w bardzo ciężkim stanie, na Oddziale Intensywnej Terapii. 2,5 latek przeszedł operację neurochirurgiczną. Ma obrażenia głowy i wiele obrażeń w innych częściach ciała. Lekarze nie wykluczają kolejnych zabiegów ratujących życie malca.
Oksana jest matką 2,5-letniego Danylo P. Podejrzany Vitali S. nie jest ojcem dziecka – mówi nam prok. Adam Cierpiatka, szef Prokuratury Rejonowej w Stalowej Woli.
– Przeciwko obywatelom Ukrainy prowadzone jest śledztwo. Pozostają oni pod zarzutami usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem w kumulacji z zarzutem gwałtu nad małoletnim ze szczególnym okrucieństwem oraz znęcania się nad małoletnim ze szczególnym okrucieństwem. Czyn ten jest zagrożonykarą dożywotniego pozbawienia wolności – mówi prokurator.
Parze banderowskich zwyrodnialców grozi dożywocie. Tylko dożywocie. Czyli co najwyżej jakieś 8-10 lat odsiadki. Kto kiedy w Polsce odsiedział dożywocie???
Co mówią sąsiedzi? (https://www.stalowka.net/wiadomosci.php?dx=26652)
Para mieszkała w jednym z bloków na ulicy Wojska Polskiego na osiedlu Młodynie. Sąsiedzi i osoby mieszkający w pobliżu są wstrząśnięci, mówią, że nic nie wiedzieli, nic nie było słychać, w przeciwnym razie powiadomili by policję. – Gdy się o tym dowiedziałam, nie mogłam zjeść obiadu, tak było mi niedobrze – mówi jedna z kobiet.
– Mój wnuczek, który mieszkał w nimi ściana przez ścianę zarzekał się, że nic nie słyszał. Może dziecku usta zaklejali albo czymś odurzali – dodaje nasza rozmówczyni.
Osoby, z którymi udało nam się porozmawiać, twierdzą, że częściej było widać 25-latka niż kobietę z dzieckiem. Pracował, przed blokiem zapinał rower, był uprzejmy. Jej zdarzało się wychodzić z dziecięcym wózkiem, malca z niego nie wypuszczała do innych dzieci, była skryta.
– Przecież gdybyśmy wiedzieli, to byśmy zareagowali. Nikt na takie bestialstwo by nie pozwolił. To nie jest tak, że nas to nie obchodziło. Za takie coś, zwłaszcza w stosunku do dzieci powinna być kara śmierci, ale że jej nie ma to chociaż dożywocie. Boże co ono, ten maluszek musiało przeżywać, jak cierpieć – płacze jedna z sąsiadek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz