sobota, 6 marca 2021

Za mgłą tajemnicy

Wprawdzie niezawisłe sądy wydają swoje orzeczenia “w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” – ale znaczy to tylko tyle, że Rzeczpospolita Polska, to znaczy – rzesze podatników – składają się na wynagrodzenia niezawisłych sędziów, na utrzymanie budynków sądowych, koszty procedur i utrzymanie infrastruktury, podczas gdy tak naprawdę, to przypuszczam, że niezawisłe sądy ferują swoje orzeczenia albo na zamówienie zagranicznych central wywiadowczych, które z Rzecząpospolitą Polską mają tyle wspólnego, że penetrują to państwo wywiadowczo i dywersyjnie, albo w imieniu zleceniodawców korupcyjnych, albo – w najlepszym razie – w imieniu własnym, pod wpływem partyjniackiego zacietrzewienia, albo jakiegoś kapryśnego impulsu.

Jeśli chodzi o zagraniczne centrale, to mogą komunikować się z niezawisłymi sędziami pośrednio, to znaczy – poprzez tubylcze bezpieczniackie watahy, które w swoim czasie przeszły na służbę zagraniczną i tak już zostało.

Podejrzewam bowiem, że około 10 procent niezawisłych sędziów ma swoich oficerów prowadzących, którzy wyznaczają im zadania i za ich pośrednictwem realizują polityki, które – ma się rozumieć – nie mają nic wspólnego z polityką państwa, ani z polską racją stanu. Zlecenia korupcyjne też mogą od tych oficerów pochodzić, jeśli akurat kręcą oni sobie jakieś lody, które wymagają ochrony sądowej, ale znacznie częściej – od obrotnych mecenasów.

Któregoś razu, w sytuacji towarzyskiej, pewna pani mecenas w niepojętym przypływie szczerości powiedziała, że rolą adwokata jest dzisiaj wynegocjowanie z niezawisłym sędzią stosownej łapówki i w zależności od tych negocjacyjnych umiejętności, adwokat jest dobry, albo niedobry. Nie ma żadnego powodu, by jej nie wierzyć tym bardziej, że wiele orzeczeń niezawisłych sądów ma taki osobliwy charakter, że niczym innym, jak zleceniem wytłumaczyć tego fenomenu nie można.

Wprawdzie niezawisłe sądy powinny kierować się prawem i nawet to robią – ale tylko w tym znaczeniu, by znaleźć w systemie prawnym jakiś pozór legalności dla krętactwa, na którym osobliwe orzeczenie się opiera.

Wreszcie – partyjniackie zacietrzewienie. Od kiedy Nasza Złota Pani w lutym 2017 roku proklamowała walkę o praworządność w naszym bantustanie, niezawiśli sędziowie z ochotą stanęli na pierwszej linii frontu w charakterze mięsa armatniego, tworząc nawet organizacje partyjne w rodzaju stowarzyszenia “Iniuria”, czy jakoś tak, wskutek czego środowisko podzieliło się politycznie na partię niezawisłych sędziów rządowych i partię niezawisłych sędziów nierządnych. Ten podział wygląda na trwały, bo o tym, do której partii taki niezawisły sędzia należy, zależy od przetasowań na politycznej scenie. Jeśli scena obrotowa się obróci, to obecni niezawiśli sędziowie rządowi staną się niezawisłymi sędziami nierządnymi i odwrotnie – dzisiejsi niezawiśli sędziowie nierządni, staną się rządowymi – ale niezawisłość zostanie zachowana.

Ten nieco przydługi wstęp pozwoli nam lepiej zrozumieć przyczyny zapadłych niedawno wyroków w niezawisłych sądach. Oto niezawisła pani sędzia Agnieszka Warchoł z niezawisłego sądu rejonowego w Płocku zawyrokowała, że pani Elżbieta Podleśna, która, wraz z innymi damami, ponalepiała wokół jednego z tamtejszych kościołów obrazki z wizerunkiem Matki Bożej Pedalskiej, jest niewinna.

Ludzie, jeden przez drugiego, przyglądają się pani Podleśnej, żeby na własne oczy zobaczyć, jak wygląda człowiek, a zwłaszcza – kobieta niewinna, co w dzisiejszych czasach stanowi rzadkość wielką i obrosłą mitem. Wizerunek na rozklejanych obrazkach wzorowany jest na obrazie Matki Bożej Częstochowskiej, z tym, że aureole wokół głowy Madonny i Dziecięcia są w kolorach tęczy, która dzisiaj symbolizuje wszystkie możliwe zboczenia płciowe.

Wprawdzie ojczykowie z tak zwanego “kościoła otwartego”, zwerbowani na odcinek teologiczny twierdzą, że chodzi o to, jakoby Matka Boża szczególnie umiłowała zboczeńców, ponieważ są oni “stygmatyzowani” i w ogóle – ale bardziej prawdopodobna jest przecież aluzja, że Matka Boża, a nawet Dzieciątko, oddają się jakimś zboczeniom i to w dodatku – z uwagi na prawdopodobny wiek Dziecięcia – przestępczym.

Pewne światło na przyczyny wyroku uniewinniającego rzuca uwaga Janusza Korwin-Mikke, że kobieta z reguły przyjmuje poglądy mężczyzny, z którym sypia. W jaki sposób poglądy przechodzą wtedy z organizmu na organizm – tajemnica to wielka. Fenomen ten oczywiście godzien jest rozbiorów, ale nie o to w tej chwili chodzi, tylko o okoliczność, że niezawisła pani sędzia Agnieszka Warchoł prywatnie “związała się” z panem Mariuszem Pogonowskim, który ze środowiskiem zboczeńców ponoć sympatyzuje. W rezultacie pani Elżbieta Podleśna została uniewinniona wraz z koleżankami, co się nazywa, że “sprawiedliwość zatriumfowała” nad “katotalibanem”.

Ciekawe, jaki wyrok wydałaby niezawisła pani sędzia Agnieszka Warchoł, gdyby pani Podleśna porozlepiała na ulicach obrazki z wizerunkiem Waginy Uskrzydlonej Gwiazdą Dawida? Bardzo możliwe, że wtedy wyrok byłby przykładnie surowy, chociaż możliwość, że pani Elżbieta dopuściłaby się takiego świętokradztwa jest czysto teoretyczna. Już tam ona dobrze wie, z czego wolno sobie dworować, a z czego nie.

Tak czy owak, wygląda na to, że wiekopomne orzeczenie niezawisłej pani sędzi Agnieszki Warchoł, dzięki któremu powiększy ona grono autorytetów moralnych, może być motywowane partyjniackim zacietrzewieniem. Co to ma wspólnego z Rzecząpospolitą Polską? Chyba tylko tyle, że to się właśnie tutaj dzieje, podobnie, jak działo się w wieku XVIII.

Inne z kolei podejrzenia wzbudza orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który “uchylił postanowienie” o wydaleniu z Polski rosyjskiej, albo też ukraińskiej obywatelki – bo to nie jest do końca jasne – Ludmiły Kozłowskiej.

Pani Kozłowska wraz z mężem, obywatelem polskim Bartoszem Kramkiem, prowadzi fundację “Otwarty Dialog”, która nawet z pewną ostentacją angażuje się politycznie po stronie tubylczych folksdojczów. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jakby niepomna na surowe przykazania Naszego Najważniejszego Sojusznika, by Ukraińcom w niczym się nie sprzeciwiać, spowodowała nie tylko wydalenie jej z Polski, ale też wydanie zakazu wjazdu do “strefy Schengen”.

Ale od kiedy to decyzje naszego bantustanu robią wrażenie na państwach poważnych, które w dodatku, na polecenie Naszej Złotej Pani, prowadzą tu nieubłaganą walkę o praworządność? Te decyzje nie robią wrażenia na nikim, toteż pani Ludmile Kozłowskiej Niemcy i w ogóle – europejsy – urządziły prawdziwy festiwal, któremu z czeluści naszego bantustanu basują tubylczy folksdojcze, na rzecz których fundacja “Otwarty Dialog” z takim poświęceniem się angażuje.

Ciekawe, czy niezawisły Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł z własnej, ochotniczej inicjatywy, czy też dostał w tej sprawie jakieś rozkazy, a jeśli tak, to czy bezpośrednio, czy pośrednio? Tego oczywiście nieprędko się dowiemy, albo w ogóle nigdy, bo niezawisłość sędziowska osłonięta jest mgła tajemnicy i to mgłą w jak najlepszym gatunku.

Stanisław Michalkiewicz
https://prawy.pl/

Groteskowe pomysły Strajku Kobiet: „Ceremonia rozkwitu” zamiast pierwszej komunii św.


Pomysły aktywistów Strajku Kobiet zdają się przybierać formę coraz bardziej groteskową. Tak więc zamiast chrztu świętego proponują organizować „huczne pierwsze urodziny”.

Zamiast sakramentu przyjęcia pierwszej komunii świętej zalecono z kolei uroczystość zmiany wystroju pokoju lub „ceremonię rozkwitu”, na której dziecko dostawałoby prezenty. To jednak nie koniec propozycji, jakie Ogólnopolski Strajk Kobiet ma dla Polek i Polaków.

Niewątpliwie aktywistki i aktywiści Strajku Kobiet to osoby mocno zagubione, które nie mogą znieść faktu, że ludzie są szczęśliwi w związkach małżeńskich i że szczęście daje im ojcostwo i macierzyństwo. Zaproponowali więc w swoim czasie powołanie moderatorek, które miałyby ingerować w relacje dzieci z rodzicami [sic! – admin].

Ale wściekłość ich budzi też przywiązanie sporej części Polaków do religii katolickiej. Najwyraźniej zazdroszczą oni katolikom i temu należy przypisać najnowsze ich postulaty. Zwolennicy aborcji zasugerowali, że sakramenty święte organizowane wśród katolików powinny mieć swoje odpowiedniki w postaci wydarzeń świeckich.

Zobacz także: „Nie do przyjęcia”. Senator opozycji twardo o współpracy WOŚP i Strajku Kobiet

– Skoro dla wielu osób istnieje naturalna potrzebna celebracji i zaznaczenia jakimś rytuałem, że w rodzinie i społeczności pojawił się ktoś nowy, warto zdawać sobie sprawę, że istnieją inne niż katolicki chrzest możliwości, żeby to urzeczywistnić – powiedział podczas jednego z wystąpień jeden z działaczy.

W tym miejscu zaproponował m.in., aby chrzest, czyli obrzęd nawrócenia i oczyszczenia z grzechów, zastąpić choćby „hucznymi pierwszymi urodzinami”.

– Można także, i jest to w Polsce coraz bardziej popularna opcja, zorganizować humanistyczną ceremonię przywitania dziecka na świecie. To tzw. ceremonia nadania imienia z udziałem celebranta lub celebrantki ceremonii humanistycznej – wskazano.

Podkreślono, że podczas takiej uroczystości nadaje się dziecku imię, a „rodzice zobowiązują się wobec siebie i bliskich do wychowywania dziecka w duchu prawdy, szczerości wobec siebie i innych, do rozwijania krytycznego myślenia, wzmacniania szacunku do siebie i innych, rozwijania w dziecku odwagi do pokonywania zła, wychowania w duchu pokoju i miłości, do rozwijania optymistycznego poglądu na świat, wychowywania w duchu troski, współczucia i hojności”.

Dodano, że rodzice mogą podczas takiej ceremonii zdecydować się również na wybór opiekunów dla dziecka – odpowiednika rodziców chrzestnych, nazywanych „rodzicami honorowymi”.

Podczas wystąpienia pojawiła się też propozycja zastąpienia komunii świętej. Zabierający głos przekonywał, że dla dzieci liczą się głównie prezenty, więc jako alternatywę dla tego świętego sakramentu można zorganizować „niezapomnianą wycieczkę, wspólnie stworzyć nowy wystrój pokoju lub przygotować przyjęcie świętujące wkroczenie w nowy etap”.

/TVP Info/
https://www.magnapolonia.org/

Ależ proszę bardzo, jeśli pojebańcy chcą, niechaj urządzają sobie dowolne „uroczystości” – dopóki nie zaczną do nich zmuszać ludzi normalnych.
Znając życie do tego jednak może dojść.
Admin

piątek, 5 marca 2021

Fałsze, manipulacje i dezinterpretacje

Fałsze, manipulacje i dezinterpretacje

W trakcie wojny propagandę uprawiały rządy, organizacje powiązane z rządem, organizacje prywatne i prywatne gazety. Krążyły kłamstwa oficjalne, fałszywe doniesienia, zmyślone relacje, pogłoski, plotki, sfałszowane dokumenty, informacje nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. I wojna światowa przynosi pierwszą w XX wieku falę „totalitarnej” propagandy.

W kwietniu 1923 roku amerykańskie pismo „The Nation” napisało: „Każdy widzi, że szpalty większości naszych dzienników były w czasie wojny aż po krawędź pełne kłamstw i trującej propagandy”. Brytyjski parlamentarzysta i publicysta Arthur Ponsonby pisał w 1928 roku: „Ilość bredni i kłamstw, które w czasach w wojny we wszystkich krajach podawane były pod płaszczykiem patriotyzmu, jest wystarczająca, aby każdy przyzwoity człowiek zarumienił się ze wstydu”.

Zaczęła się „era postprawdy”, pojawiły się „fake information” na niewyobrażalną dotąd skalę. Pewne realne zdarzenia czy zjawiska były błędnie odczytywane, zniekształcane, dezintepretowane. Wyolbrzymiane przez wojenną histerię urastały do monstrualnych rozmiarów. Zawsze wybierano interpretację niekorzystną dla Niemców.

Jak funkcjonował ten mechanizm dobrze pokazuje przykład brytyjskiej fotografii przedstawiającej trofea wojenne, wśród których znajdował się m.in. „bicz”, coś w rodzaju kańczuga. Sugerowano więc, że ten „bicz” musiał służyć Niemcom do wielce niecnych celów, w rzeczywistości była to zwyczajna niemiecka trzepaczka do dywanów. Ze zwykłej trzepaczki zrobiono nieomal narzędzie tortur. Tak działa propaganda wojenna.

Inny przykład: kiedy po kilkudniowym oblężeniu oddziały niemieckie 9 października 1914 roku zajęły Antwerpię, niemiecka gazeta „Kölnische Zeitung” napisała: „Kiedy powiadomiono o zajęciu Antwerpii, odezwały się kościelne dzwony”. Francuska „Le Matin” zrobiła z tego informację: „Według «Kölnische Zeitung» po zajęciu twierdzy duchowieństwo Antwerpii zostało zmuszone do bicia w dzwony”. Następnego dnia londyński „Times” napisał: „Według tego, czego dowiedział się «Le Matin» z Kolonii, belgijscy duchowni, którzy po zajęciu Antwerpii odmówili bicia w dzwony zostali usunięci ze swoich funkcji”.

Włoska „Corriere della Sera” doniosła, że „według tego, co «Times» dowiedział się z Kolonii za pośrednictwem Paryża, belgijscy kapłani, którzy odmówili bicia w dzwony przy zajęciu Antwerpii, zostali skazani na pracę przymusową”. Następnie paryska „Le Matin” ponownie podjęła temat: „Według informacji, które dotarły do «Corriere della Sera» z Kolonii przez Londyn, potwierdza się, że barbarzyńscy zdobywcy Antwerpii ukarali księży za ich bohaterską odmowę bicia w dzwony, wieszając ich na dzwonach głową w dół jako ich żywe serca”.

Inny przykład to pogłoska, że w Niemczech deifikowano marszałka Hindenburga, czego dowodem miało być śpiewanie pieśni „Hindenburg ist unser Gott”. W rzeczywistości chodziło o znany hymn luterański „Ein feste Burg ist unser Gott” (Warownym grodem jest nasz Bóg). Całkowitej dezinterpretacji poddano patriotyczną pieśń autorstwa „postępowego demokraty” represjonowanego przez rząd pruski, Hoffmanna von Fallerslebena „Niemcy, Niemcy ponad wszystko w świecie” (Deutschland, Deutschland über alles, über alles in der Welt).

Niezliczoną ilość razy cytowano ją w prasie zmieniając jej rzeczywisty sens, który brzmiał: Niemcy – zjednoczone – są dla nas wartością wyższą niż wszystkie inne rzeczy w całym świecie. Dokładnie tak samo jak w zdaniu „kocham cię ponad wszystko w świecie”. Słowa te skierowane były nie przeciwko reszcie świata, lecz przeciwko rozdrobnieniu Niemiec, przeciwko księstwom i królestwom niemieckim. Dezinterpretowano je nadając im inny sens: niechaj Niemcy panują nad wszystkim w świecie, niechaj będą ponad wszystkimi innymi narodami.

Miały służyć jako oczywisty dowód woli ekspansji i dominowania nad światem i innymi narodami. Frazeologiczny zwrot z trzeciego wersu pierwszej strofy „zu Schutz und Trutze” (sojusz dla ochrony i obrony, czyli służący wzajemnej ochronie i wspólnemu odparciu ataków), już w 1903 r. francuski filozof i socjolog Alfred Fouillée, w książce Esquisse psychologique des peuples européens błędnie, a być może celowo, przełożył jako „pour se défendre et attaquer” („aby się bronić i atakować”).

Jedną z najbardziej skutecznych legend propagandowych było wymyślenie posiedzenia Rady Koronnej (Kronrat) w Poczdamie 5 lipca 1914 r. Miała to być „tajna konferencja”, w której uczestniczyli, oprócz cesarza, najwyżsi dowódcy wojskowi, politycy, dyplomaci i przemysłowcy. Cesarz miał na niej ujawnić, że zaplanował i zdecydował o rozpętaniu wojny w Europie. Ta sfabrykowana historia była ważnym wątkiem propagandy służącym jako dowód niemieckiej „winy” za wywołanie wojny.

Pozwalała dostarczyć jak najszerszym kręgom społecznym łatwo zrozumiałej, ba, niezwykle prostej odpowiedzi na pytanie o odpowiedzialność za wyrzeczenia i cierpienia, które je dotknęły: w tym oto a tym miejscu, w tym oto a tym dniu, te a nie inne osoby, znane z imienia i nazwiska, podjęły decyzję o puszczeniu w ruch straszliwej wojennej machiny. Już 7.9.1914 r. napisała o tym holenderska gazeta “Nieuwe Rotterdamsche Courant”.

Londyński „Times” z 28 lipca 1917 r. zainicjował odpowiednią kampanię prasową. Do owego „tajnego posiedzenia” nawiązał w przemówieniu wygłoszonym w londyńskiej Queenshall 4 sierpnia 1917 r. premier Lloyd George oznajmiając światu, że 5 lipca 1914 roku zawiązano, opracowany w najdrobniejszych szczegółach, przygotowany z bezlitosną cyniczną determinacją, podstępny, perfidny, spisek w celu rozpętania wojny.

A jak sprawy miały się w rzeczywistości?

W jaki sposób propagandzie udało się skonstruować „spisek przeciwko pokojowi”?

W połowie czerwca 1914 r. minister spraw zagranicznych Austro-Węgier hrabia Leopold von Berchtold przygotował memorandum na temat sytuacji międzynarodowej państwa po zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, oraz środków, jakie zamierza ono podjąć. Do memorandum dołączono pismo cesarza Franciszka Józefa. Szef gabinetu ministra hrabia Alexander von Hoyos przekazał te pisma austriackiemu ambasadorowi w Berlinie hrabiemu Ladislausowi (László) von Szögyény-Marich von Magyar-Szögyen und Szolgaegyháza. 5 lipca 1914 r. ambasador został zaproszony na rozmowę do cesarza Wilhelma.

Wczesnym popołudniem spożyli razem śniadanie, a następnie odbyli rozmowę w małym ogrodzie Nowego Pałacu – rezydencji cesarskiej w Poczdamie. O godz. 17 cesarz przyjął ministra wojny generała Ericha Georga Antona von Falkenhayna w obecności generała-pułkownika Hansa von Plessena i szefa gabinetu ministra generała piechoty barona Moriza von Lynckera – omawiano pisma otrzymane z Wiednia. O godz. 18 cesarz przyjął kanclerza Theobalda Bethmanna-Hollwega, który przybył razem podsekretarzem stanu w MSZ Arthurem Zimmermannem.

Następnego dnia cesarz miał płynąć na urlop do Norwegii; kanclerz namawiał go, żeby nie odwoływał podróży. Wieczorem cesarz przyjął jeszcze kapitana marynarki Hansa Zenkera, który przybył w zastępstwie nieobecnego wiceadmirała Paula Behnckego. 6 lipca, bezpośrednio przed wyjazdem do Kilonii cesarz, gotowy już do podróży, przyjął najpierw zastępcę sekretarza stanu w Urzędzie Marynarki Wojennej admirała Eduarda von Capellego (sekretarz stanu admirał Alfred von Tirpitz przebywał na urlopie) oraz generała Hermanna von Bertraba, reprezentującego, również przebywającego na urlopie, szefa sztabu generalnego Helmutha von Moltkego, i omawiał z nimi bieżącą sytuację.

W Kilonii, na jachcie „Hohenzollern” cesarz spotkał się na kolacji z przemysłowcem Gustavem Georgem Kruppem von Bohlen und Halbach. Tę serię, rozłożonych na dwa dni, spotkań i audiencji cesarza, w trakcie których monarcha nie wydał żadnych dyspozycji i nie podjął żadnych decyzji, propaganda aliancka skleiła w jedną „Radę Koronną”, która zagościła na łamach prasy światowej.

Po drodze, niczym podczas zabawy w głuchy telefon, rosła liczba i ranga uczestników fikcyjnego „spisku przeciwko pokojowi” – w Poczdamie (tzn. w gazetach krajów Ententy) pojawili się, nie wiadomo skąd, minister spraw zagranicznych Austro-Węgier Leopold von Berchtold, premier Węgier hrabia István Tisza, szef sztabu armii austro-węgierskiej generał Franz Conrad von Hötzendorf, arcyksiążę Fryderyk Karol Habsburg, admirał Alfred von Tirpitz. Było to co najistotniejsze dla skutecznej propagandy: nazwiska, miejsce, data, tajna narada, spisek. Tego a tego dnia określeni ludzie podjęli decyzję o wywołaniu wojny; to przemawiało do wyobraźni mas, potrzebujących jasno wskazanych winowajców i momentu, w którym „to wszystko” się zaczęło. I tak to posiedzenie „tajnej Rady Koronnej”, które nigdy się nie odbyło, stało ważnym „dowodem” winy za wywołanie wojny.

Inny przykład to oskarżenie Niemiec przez Brytyjczyków i ich ormiańskich sojuszników o zorganizowanie (lub pomoc w zorganizowaniu) masakr Ormian w Turcji.

Ponieważ propaganda niemiecka utrzymywała, że podjudzeni przez Rosjan Ormianie zabili 150 000 tureckich muzułmanów, Brytyjczycy przebili tę liczbę ponad pięciokrotnie, lansując opowieść o tym, że z rak Turków zginęło 800 000 Ormian. We wstępie do drugiego raportu Jamesa Bryce`a „The Treatment of Armenians in the Ottoman Empire,1915-1916” (London 1916), którego głównym autorem był Arnold Toynbee, napisano, że to co zostało zaprezentowane w raporcie to „one long catalog of horrors for which hardly any parallel can be found either in ancient or modern history” (wygląda to wczesną wersję tezy o “nieporównywalności” i “unikalności” późniejszej zbrodni). Ambasador amerykański w Konstantynopolu Henry Morgenthau włączył się do gry o liczby i podbił stawkę ogłaszając, że cesarz i sułtan wspólnymi siłami zamordowali milion Ormian. Sami Ormianie uznali potem, że 800 000 czy milion to za mało i przebili dziesięciokrotnie liczbę rzekomo zabitych przez siebie muzułmanów, ustalając, że ich samych zginęło 1,5 miliona. Być może gdyby wojnę wygrały Niemcy i Turcja, to kto wie, czy nie dodano by jednego zera do liczby 150 000 zamordowanych rzekomo przez Ormian muzułmanów i do podręczników historii wszedłby fakt, że Ormianie zamordowali 1 500 000 muzułmanów.

Zamiast ludobójstwa Ormian mielibyśmy ludobójstwo tureckich muzułmanów, które pochłonęło 1,5 mln ofiar (w różnych krajach kwestionowanie ludobójstwa popełnionego na Turkach byłoby zapewne prawnie zakazane).

Propaganda angielska nagłaśniająca sprawę „ludobójstwa Ormian” miała, oprócz normalnego wywołania nienawiści do „tureckich ludobójców”, cel bardzo praktyczny: przygotowywała mianowicie moralne usprawiedliwienia rozbioru Imperium Otomańskiego. Podobnie postąpili Brytyjczycy z koloniami niemieckimi – przypisując Niemcom masakry, niesłychane okrucieństwa popełniane na tubylcach w Niemieckiej Afryce Południowo-Wschodniej przygotowywali moralne uzasadnienie dla aneksji kolonii niemieckich.

Piętnując wroga jako przestępcę, sankcjonuje się moralnie zastosowane wobec niego surowe środki. Ponadto, podnosząc zbrodnie innych do rangi tego, co jest z niczym nieporównywalne, relatywizuje się i minimalizuje zbrodnie oraz inne nieprawości własne oraz popełniane przez sojuszników.
Cesarz Wilhelm II Hohenzollern jako wcielenie Zła

Cesarz Niemiec Friedrich Wilhelm Albert Viktor von Hohenzollern (1859-1941) był dla wrogiej propagandy nie tylko głównym „spiskowcem przeciwko pokojowi”, winowajcą wywołania wojny w Europie, czyli podstępnej napaści na „miłujące pokój narody”, wilkiem otoczonym przez owieczki, lecz także personifikacją Zła. Stworzona w 1914 roku litografia Maurice`a Neumonta zatytułowana „1914! Les Assassins!” („1914! Mordercy!”) przedstawia cesarza Wilhelma (oraz cesarza Franciszka Józefa I) jako mordercę, w czarnym płaszczu, noszącego maskę, dzierżącego w ręce zakrwawiony nóż, depczącego traktaty; w tle widnieje cesarski orzeł ze szponami, z których kapie krew.

Chodziło o spersonalizowanie abstrakcyjnego wroga, zdemonizowanie go i obarczenie wyłączną winą za wywołanie wojny, aby tym łatwiej uczynić zeń przedmiot nienawiści mas (masowa propaganda musi być spersonalizowana, inaczej jest nieskuteczna). Jak wiadomo Napoleon Bonaparte był w Anglii przedstawiany jako kanibal pożerający dzieci na śniadanie. Podobnie potraktowany został cesarz Wilhelm II, który w rzeczywistości był anglofilem, a na Wyspach Brytyjskich wcześniej postacią dość popularną i lubianą. Jego matką była wszak córka królowej Wiktorii Victoria Adelaide Marie Luisa Princess Royal of Great Britain and Ireland. W dzieciństwie, które spędził w Windsorze, lepiej mówił po angielsku niż po niemiecku.

Kiedy w 1907 r. jako cesarz przyjmował delegację dziennikarzy z Wysp bawiącą w Berlinie rozmawiał z nimi po angielsku. Podziwiał angielski, oczywiście arystokratyczny, styl życia.

Był ukochanym wnukiem królowej Wiktorii. Kiedy 18 stycznia 1901 r. cesarz dowiedział się, że jego babka umiera, natychmiast udał się do Londynu. Czuwał przy jej łożu, zmarła niemal na jego rękach. Po śmierci królowej czekał na pogrzeb dwa tygodnie, troszcząc się o wszystkie sprawy związane z uroczystościami pogrzebowymi. Podczas pobytu w Anglii cesarz udekorował lorda Robertsa, głównodowodzącego armii brytyjskiej najwyższym pruskim odznaczeniem Orderem Orła Czarnego. W publicznych wystąpieniach apelował o przyjaźń niemiecko-brytyjską, o alians polityczny obu państw, w którym Anglia strzeże mórz, a Niemcy lądu, oraz o ograniczenie zbrojeń w przyszłości. W dzień odjazdu, kiedy jechał ulicami Londynu, tłum londyńczyków pozdrawiał go burzliwymi owacjami.

W 1907 r. Wilhelm II jako znak przyjaźni niemiecko-angielskiej ufundował przed pałacem Kensigton w Londynie posąg brytyjskiego króla Wilhelma III Orańskiego. Jeszcze w 1913 roku w prasie brytyjskiej spotkać można było opinie o cesarzu Niemiec jako o wytwornym dżentelmenie, na którego słowie można polegać, jako o gościu zawsze serdecznie witanym, przyjacielu, człowieku honoru itp.

W kontekście stosunków rodzinno-politycznych cesarza Wilhelma wspomina się często wywiad, jakiego udzielił dziennikowi „Daily Telegraph” w 1907 r. Wyciąga się z niego poszczególne zdania dowodząc na przykład, że cesarz obraził w nim Anglików nazywając ich „szaleńcami” – tymczasem cesarz użył po prostu idiomatycznego zwrotu „mad as March hares”: „You English are mad, mad, mad as March hares”. Przypomnijmy tło i okoliczności tej „afery”.

Jesienią 1907 roku cesarz odbył kilkudniową oficjalną wizytę w Wielkiej Brytanii, a po jej zakończeniu udał się na trzytygodniowy urlop, który spędził na zamku Highcliff Castle (Dorset) należącym do angielskiego arystokraty Edwarda Jamesa Stuart-Wortley`a. Prowadzili tam – w języku angielskim oczywiście – długie prywatne, luźne rozmowy o możliwościach poprawy stosunków niemiecko-brytyjskich. Obecny przy rozmowach dziennikarz Harold Spencer wybrał pewne opinie i oceny cesarza a następnie ułożył je w fikcyjny wywiad. W rok później, w październiku 1908 r. „wywiad”, ukazał się w „Daily Telegraph”, a następnie został przedrukowany po niemiecku w „Norddeutsche Allgemeine Zeitung”.

Kanclerz Bülow, któremu cesarz przedłożył „wywiad” do wglądu, aby, przed udzieleniem zgody na publikację w londyńskiej gazecie, przejrzał go i naniósł poprawki lub dokonał skreśleń, nie naniósł żadnych poprawek a nawet, jak potem twierdził, w ogóle „wywiadu” nie czytał, lecz przekazał go podwładnym w MSZ; tam rzekomo dokonano minimalnych poprawek a kanclerz przesłał go z powrotem cesarzowi. Według innych historyków kanclerz jak najbardziej czytał „wywiad”, lecz – z niewiadomych powodów – nie dokonał żadnych poprawek, a potem kłamał, aby oddalić od siebie odpowiedzialność.

Wywiad, który nie był naprawdę wywiadem, ponieważ cesarz nie odpowiadał na konkretne, postawione przez dziennikarza, pytania wywołał swego rodzaju kryzys polityczny w Niemczech. Kryzys doprowadził do poważnego osłabienia pozycji politycznej monarchy, ale przyczyną „afery” nie były niektóre, rzeczywiście mało dyplomatyczne fragmenty „wywiadu”, pewne niedyskrecje impulsywnego i spontanicznie rozwijającego swoje myśli monarchy.

Pamiętać należy, że sześć lat wcześniej zakończyła się II wojna burska, i większość tzw. „światowej opinii publicznej” była po stronie „małego narodu Burów”, walczącego heroicznie z potężnym imperium brytyjskim. Podobnie było w Niemczech, gdzie od tego czasu w warstwach niższych i średnich przeważały nastroje nieżyczliwe wobec Brytyjczyków. Cesarz dostał się w Niemczech pod ogień prasowej krytyki, ponieważ w „wywiadzie” zdystansował od się swoich rodaków. Uznano, że monarcha nastawiony jest do Brytyjczyków nazbyt przyjacielsko.

Albowiem nie tylko wyznał, że jego najgorętsze pragnienie to żyć w jak najlepszej zgodzie z Anglią , i powtarzał, że jest jej przyjacielem, ale na dodatek jako dowody swojej przyjaźni podał, iż podczas wojny burskiej nie przyjął delegacji Burów w Berlinie, gdyż byłby to akt wrogi wobec Wielkiej Brytanii, przeciwstawił się wszelkim antybrytyjskim akcjom politycznym, a nawet wraz ze swoimi sztabowcami opracował plan operacji wojskowej przeciwko Burom, który przesłał swojej „czcigodnej babce Wiktorii”. Te właśnie antyburskie i probrytyjskie wynurzenia cesarza wywołały w Niemczech oburzenie wielu dziennikarzy i tzw. opinii publicznej.

Dodajmy, że według cesarza, Niemcy powinny unikać polityki, mogącej uwikłać je w konflikt z taką potęgą morską jak Wielka Brytania. Rozbudowę niemieckiej floty uzasadniał tym, że udział Niemiec w światowym handlu rośnie i Rzesza musi być w stanie bronić swoich interesów gospodarczych w innych częściach świata, na Dalekim Wschodzie i na Oceanie Spokojnym, gdzie rośnie potęga Japonii. Cesarz proponował Brytyjczykom, żeby wspólnie z Niemcami zapewniali spokój w tamtym rejonie świata.

Po wybuchu wojny anglofila, probrytyjsko nastawionego cesarza Niemiec, który w 1913 roku 25 rocznicę wstąpienia na tron obchodził jako polityk, który nie prowadził żadnej wojny, potraktowano jak „potwora z Korsyki” sto lat wcześniej. Jak na komendę, wszystko zostało „zapomniane” i cesarz stał się Wilhelmem–obłąkańcem („crazy dictator”), który chce “podbić i zgermanizować świat”. Jak funkcjonowała czarna propaganda, doskonale widać na przykładzie tzw. huńskiej mowy cesarza wygłoszonej w 1900 roku.

Zanim do niej przejdziemy, pokażmy charakterystyczny przypadek zniekształcania i przekręcania słów cesarza. Jako dowód jego „militarystycznych zapędów” i zamiłowania do „pobrzękiwania szabelką” przytacza się często, użyte przezeń określenie „schimmernde Wehr” – „schimmern” (lśnić, błyszczeć), „Wehr” (obrona, armia, siły zbrojne, broń). Ową „lśniącą broń” identyfikowano zwykle z niemiecką flotą wojenną. Cesarz użył tego sformułowania w mowie wygłoszonej na ratuszu w Wiedniu 20 sierpnia 1909 roku, kiedy mówił o „nierozerwalnym sojuszu i przyjaźni z Austro-Węgrami”.

Jednakże w oficjalnym zbiorze mów cesarza mamy nie „schimmernde Wehr”, lecz „schirmende Wehr”, od „schirmen”, czyli „chronić, bronić”, co przeciwko cesarzowi nie daje się wykorzystać. Ponieważ „Schirm” to także parasol, to, używając dzisiejszego języka, powiedzielibyśmy, że cesarz po prostu obiecał, iż Rzesza zapewni Austro-Węgrom „wojskowy parasol ochronny”. Tę wersję potwierdził też jeden ze świadków obecnych w wiedeńskim ratuszu, ówczesny kadet a później generał dywizji dowodzący potem obroną Berlina w 1945 r. Hellmuth Reymann. Prawdziwym źródłem „schimmernde Wehr” jest najprawdopodobniej któraś z niechętnych cesarzowi gazet. I to jej wersję wykorzystuje się do dziś, by ośmieszyć albo oczernić cesarza.

Błogosławieni czystego serca


Kilka dni temu obchodzono w Polsce Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Było wiele wydarzeń na szczeblu państwowym, mnóstwo przemówień, padały słowa o bohaterach, a facebook zasypały niezliczone fotografie „niezłomnych z lasu”.

Dzisiaj, kiedy emocje świętowania nieco już opadły, chcę (w wielkim skrócie) opowiedzieć historię największego dla mnie Bohatera, mojego śp. Dziadka – Józefa Karola Nowaka. Myślę, że wielu współczesnych polskich patriotów zawstydzę tą opowieścią. Ale intencje mam nieco inne.

[Psychopatów nie da się zawstydzić, bo pojęcie wstydu jest im nieznane – admin]

Urodził się 3 marca 1920 roku w góralskiej rodzinie na Żywiecczyźnie (jutro skończyłby 101 lat). W dwudziestoleciu międzywojennym zaangażował się w działalność społeczną i narodową. Jego mentorami zostali ks. Stanisław Słonka i niezwykle zasłużony narodowiec Edward Zajączek. Swojemu podopiecznemu na trwałe zaszczepili Miłość do Ojczyzny.

Studia na Politechnice Lwowskiej przerwała wojna. Od 7 września 1939 r. brał udział w ochotniczej obronie Lwowa w ramach Legii Akademickiej. Wstąpił do Armii Krajowej. W czasie wojny trafił na lata do niewoli niemieckiej.

Po wojnie kontynuował działalność podziemia niepodległościowego. Ktoś na niego doniósł i 1946 roku został aresztowany przez komunistów. Prokurator żądał kary śmierci. Dostał 8 lat więzienia. Wyszedł po pięciu na fali amnestii. I co wtedy zrobił? Nie, nie poszedł do lasu. Doskonale rozumiał, że na tamtym etapie walka zbrojna z komunistami nie przyniesie wyzwolenia. Wiedział też o tym kardynał Stefan Wyszyński, który w powojennej Polsce nie pochwalał zbrojnego oporu i walk przeciwko sowieckiej dominacji.

Prymas Tysiąclecia miał wówczas świadomość, że w tej walce na śmierć i życie poniesiemy klęskę i mając w pamięci tragedię, jaka dotknęła naród polski w czasie II wojny światowej, na sercu leżało mu powstrzymanie dalszego zabijania. W takich okolicznościach najważniejsze było biologiczne przetrwanie narodu. Warto przypomnieć, że gen. August Fieldorf, ps. „Nil”, również prezentował podobne stanowisko, co zresztą zostało odnotowane w filmie jemu poświęconym.

Dlatego mój Dziadek założył rodzinę, ożenił się z moją Babcią Stefanią – którą zresztą poznał w więzieniu (również należała do AK) oraz wrócił na studia, które kontynuował na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. W latach 60. Zjednoczone Zespoły Gospodarcze INCO przejęły produkcję aparatury do miernictwa elektrycznego od Zakładu prof. E. Romera. Zakłady INCO podporządkowane były stowarzyszeniu PAX, na czele którego stał Bolesław Piasecki. Mojemu Dziadkowi powierzono zorganizowanie pod patronatem INCO Zakładu Aparatury Pomiarowej i Automatyki Przemysłowej w Pyskowicach.

Zakład pracy – którego mój Dziadek był wieloletnim dyrektorem – przynosił państwu polskiemu konkretne dochody i dawał stabilne zatrudnienie wielu okolicznym mieszkańcom. I jak widać, można było to wszystko osiągnąć nie wstępując do PZPR.

W roku 1989 został powołany do współorganizowania Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę. Z inspiracji społecznej potrzeby zadośćuczynienia ofiarom wojny był wieloletnim dyrektorem biura tego stowarzyszenia i sekretarzem zarządu głównego, wiceprzewodniczącym ds. weryfikacji i gromadzenia dokumentacji historycznej.

Dziadek z Babcią mieli pięcioro dzieci i doczekali się siedemnaścioro wnuków. Teraz wiele z tych wnuków pozakładało już swoje rodziny, z czego rodzi się bardzo dużo kolejnych dzieci. W ten oto sposób potomkowie Górala z Żywiecczyzny napędzają narodową gospodarkę i tworzą kolejne pokolenia Polaków. Tak właśnie wygląda prawdziwe poświęcenie dla Ojczyzny.

Na zasłużonej emeryturze Dziadek aktywnie działał w Towarzystwie Miłośników Ziemi Żywieckiej. Realizował się w pielęgnowaniu w pielęgnowaniu swojej wielkiej pasji – kultywowaniu tradycji i zwyczajów ziemi żywieckiej, z której się wywodził. Pisał o tym książki i artykuły, a pod koniec życia wydał Słownik Gwary Górali Żywieckich.

Za swą pracę zawodową, działalność w ruchu oporu i pracę społeczną odznaczony został wieloma dyplomami i odznaczeniami. Za zasługi dla obronności kraju, dla województwa katowickiego, dla miasta Żywca, medalami: za zasługi dla SPP, TMZŻ, a także Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Oświęcimskim, Krzyżem AK i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymał też Dyplom Kombatanta RP i stopień podporucznika rezerwy. Ponadto wpisany został do Księgi Zasłużonych dla Miasta Żywca.

Bohater mojego życia zmarł 1 listopada 2013 roku, w uroczystość Wszystkich Świętych. W dniu Jego śmierci moja Mama opowiedziała mi pewne zdarzenie sprzed lat. Kiedy była nastolatką zapytała swojego Tatę – a mojego Dziadka – jaki jest najważniejszy fragment Pisma Świętego, tzn. na co szczególnie powinna zwrócić uwagę. W odpowiedzi usłyszała: osiem błogosławieństw czyli pierwsze słowa słynnego Kazania na górze wygłoszonego przez Jezusa Chrystusa. Dokładnie ten fragment jest czytany w kościołach w Święto przypadające 1 listopada. Teraz w każdą rocznicę śmierci mojego Dziadka również i ja przypominam sobie, na co powinnam w życiu zwracać szczególną uwagę.

Mama opowiedziała mi kiedyś jeszcze inną ciekawą historię. W 1989 roku bliski kuzyn mojego Dziadka – Michał Caputa – został posłem na Sejm z ramienia Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Były to czasy, kiedy zaczęły otwierać się archiwa. Świeżo upieczony parlamentarzysta przyszedł do mojego Dziadka z propozycją, że może dostać się do teczki zawierającej informację kto na niego doniósł wtedy przed aresztowaniem. Mój Dziadek odmówił. Wielu współczesnych taka postawa pewnie szokuje, ale ja powoli zaczynam to rozumieć. Chciałabym za kilkadziesiąt lat mieć na tyle życiowej mądrości i pokory, by zachować się tak samo.

Agnieszka Piwar

PS. Dziadek kilka pokoleń wstecz miał włoskich przodków, w połączeniu z góralską krwią wyszły geny z bardzo mocnym temperamentem. Strasznie mi brakuje tych głośnych kłótni o polityce przy stole i mojego przy tym pyskowania. Warszawiacy osiadli na płaskim terenie nigdy tego nie zrozumieją…

https://konserwatyzm.pl/

Co dzieje się na Ukrainie? Janukowycz zwrócił się z apelem.


Obalony były prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, skierował do Ukraińców apel w 2021 r.

Janukowycz skrytykował decyzję Rady Najwyższej w sprawie tzw. Rewolucji Godności.

„Drodzy Rodacy ! Rada Najwyższa podjęła uchwałę w sprawie tzw. rewolucji godności, a w rzeczywistości – zbrojnego krwawego zamachu stanu w 2014 roku.

Ta skandaliczna uchwała po raz kolejny dzieli ukraińskie społeczeństwo na zwycięzców i przegranych. Majdan nazywany jest „kluczowym momentem w budowie państwa ukraińskiego i rzecznikiem narodowej idei wolności”.

Biorąc pod uwagę ciągłe represje i wydarzenia ostatnich 7 lat w historii Ukrainy, sformułowanie „wolności ” brzmi wyjątkowo cynicznie i szyderczo!.

Co więc po krwawym przewrocie zostało zbudowane w tym kraju w tym czasie? Jaką wolność mają obywatele?

Są prześladowania! Są więzieni za poglądy polityczne! Media TV które podają fakty zgodne z prawdą są zamykane na rozkaz prezydenta ,który bezprawnie uprawia rolę sędziego zamiast stać a straży konstytucji Ukrainy.

Jaka jest obecnie Ukraina? Jest niezależna Ukraina?

Państwo w którym ponad połowa ludności żyje poniżej progu ubóstwa, z którego ponad 10 milionów obywateli wyjechało w poszukiwaniu lepszego życia, w którym ludzie nie czują się bezpieczni, w którym panuje bezprawie, w którym istnieją prześladowania i zabijanie, oraz przestępcy mogą swobodnie chodzić.

Na Ukrainie przestępcy stanowią prawo bo mają władzę.

O jakiej narodowej idei „wolności” możemy mówić, skoro cudzoziemcy dyktują „władzom ukraińskim” swoje warunki: jakie mają być sądy, kto powinien być ministrem lub prokuratorem generalnym, kogo zwolnić, a kogo mianować ?

Obcy dyktują nam ile szpitali i szkół powinno zostać zamkniętych, o wyprzedaży obcym ziemi i czy należy podnieść taryfy opłat, podatków, czy nie.

Po 7 latach Majdan nadal dzieli nasz kraj kryminalna zbrodnicza władza.

Działania od 2014 r. poprzednich i obecnych władz wywołują i pogłębiają podział naszego państwa.

Ukraińcy, którzy nie zgodzili się z zamachem stanu z 2014 r., nadal są obcy we własnym kraju. Są prześladowani i mordowani.

Tak jak poprzednio, radykałowie mają monopol na prawdę i narzucają całemu społeczeństwu swoją wersję najnowszej historii Ukrainy. Wychwalając morderców i przestępców, organizują pokazowe procesy dysydentów – i stało się to normą.

W tym samym czasie ukraińska gospodarka została zniszczona, ludność pogrążyła się w biedzie i przygnębieniu. Ludzie stracili wiarę w sprawiedliwość, rządy prawa, wolność słowa – te podstawowe zasady demokracji, które były hasłami „rewolucji”.

[Ale za to Ukraina zbliżyła się do Europy… – admin]

Mówiąc o „aneksji” Krymu i wojnie w Donbasie, większość Ukraińców od dawna wie, kto jest winny tych tragedii i tej kryminalnej agresji na Donbasie i popełnianych tam przez ukraińskie wojsko strasznych zbrodni. Winni tych zbrodni znajdują się w Kijowie!!!.

To właśnie Majdan, a raczej jego przywódcy – Turczynow, Jaceniuk, Poroszenko i inni zrobili wszystko, aby ludność Krymu poczuła się zagrożona i odrzucona po zbrojnym krwawym zamachu na „nowej” Ukrainie.

A zamachowcy którzy przejęli rządy w Kijowie spotkali się ze sprzeciwem ludności Donbasu, która jest przeciwko krwawej ideologii banderowskiej na Ukrainie i w Donbasie.

Ta krwawa junta w Kijowie skierowała przeciwko ludności, mieszkańcom Donbasu przemoc, czołgi i samoloty – wybrali bombardowania miast i ludności, wybrali wojnę.

Turczinow podpisał kryminalny dekret o rozpoczęciu działań wojennych w regionie.

To ta szumowina, która doszła do władzy krwią Majdanu, która już tam poczuła smak krwi i bezkarność, wysłała przeciwko broniącym się mieszkańcom ciężką artylerię, wielokrotne wyrzutnie rakiet, czołgi i samoloty wojskowe.

Tragicznym tego skutkiem są dziesiątki tysięcy śmiertelnych ofiar i miliony poszkodowanych. Dopóki wyrządzone zło i prawda o zbrodniczych wydarzeniach ze strony przemocą przejętej władzy w 2014 roku nie zostanie uznana na Ukrainie i na Zachodzie, to ta tragedia zawsze będzie przeszkodą na drodze do pełnego pojednania narodowego.

[Zachód NIGDY nie uzna żadnych ukraińskich zbrodni. Braterstwo krwi  między Chazarami i tzw. Rzydami odgrywa tu decydującą rolę. – admin]

Za te zbrodnie to prawdziwi sprawcy tragedii z lat 2013–2014 i w dalszym ciągu popełnianych zbrodni przez 7 lat po dzień dzisiejszy przez obecnie rządzących, muszą ponieść najcięższą karę.

” W środę 17 lutego posłowie rozpatrzyli skandaliczną uchwałę w sprawie Majdanu, jeszcze za którą nie zdecydowali się za głosować w 2020 roku ze względu na kontrowersyjne momenty historyczne Minął rok, a po tamtej dyskusji i krytycznych uwagach na ten temat nie pozostał ani ślad.

Obecnie za uchwałą głosowało 295 deputowanych (w tym 200 ze „Sługi Ludu” ). W samym dokumencie stwierdza się, że za to, co działo się na Majdanie i później, winni są były prezydent Wiktor Janukowycz i stróże prawa z Berkutu, ale przywódcy krwawego protestu i krwawego zamachu stanu, zamachowcy, mordercy w tym Petro Poroszenko, sądząc po dokumencie, nie mają z tym nic wspólnego.

To uwidacznia całkowitą pogardę dla sprawiedliwości i jacy ludzie stanowią obecnie na Ukrainie prawo oraz prawdę o zbrodniarzach i kryminalistach, którzy reprezentują obecną Ukrainę i ich postępowaniu na przyszłość.

Czy gdziekolwiek na świecie ludzie chcieliby mieć taką wolność i taki wolny swój kraj? Z krwawą kryminalną juntą sterowaną z Zachodu i mordującą ludność w Donbasie, która nie życzy sobie władzy  zdobytej w krwawym zamachu o ideologii niegodnej cywilizowanych ludzi – banderowskiej.

Monaco
https://fakty-kontra-news.neon24.pl

Międzynarodowy alert organizacji pracowników służby zdrowia

W lutym tego roku międzynarodowa organizacja United Health Professionals, wystosowała przesłanie do władz kilkudziesięciu państw świata z apelem o natychmiastowe zaprzestanie „restrykcji sanitarnych” .

Sytuacja wokół pandemii covida zaczyna również niepokoić szersze kręgi uczciwych pracowników służby zdrowia.

W lutym tego roku międzynarodowa organizacja United Health Professionals, wystosowała przesłanie do władz kilkudziesięciu państw świata z apelem o natychmiastowe zaprzestanie „restrykcji sanitarnych” związanych z mityczną pandemią koranawirusa. Pełną treść dokumentu można znaleźć w tym linku:

>https://drive.google.com/file/d/1oztJ-gAVd1fvSrmAfObb1tBdIbNGh5v7/view.

Najistotniejsze punkty dokumentu, w polskim tłumaczeniu zamieszczam poniżej:

„Tak zwany ‘lockdown’ mieni się być globalnym naukowym oszustwem o bezprecedensowych proporcjach. Należy usunąć następujące bezprawne i nie mające podstaw naukowych posunięcia: lockdown, obowiązek noszenia masek, oraz ‘socjalny dystans’.

Zwłaszcza lockdown, nie tylko uśmiercił wiele osób, ale również zniszczył fizyczne i umysłowe zdrowie masy innych, gospodarkę, edukacje i wiele pozostałych aspektów życia. Socjalne restrykcje nie mają wpływu na zachowanie i rozprzestrzeniane się wirusa.

Należy usunąć doradców mających powiązania z przemysłem farmaceutycznym i niezwłocznie wstrzymać kampanię szczepień, oraz oszustwo pseudo-‘zdrowotnych paszportów’, będących w istocie narzędziem czysto politycznym.

Kiedy władze znają prawdę a mimo to naruszają prawa człowieka, kurs na który wprowadzają społeczeństwa jest bardzo niebezpieczny.”

Należy jedynie mieć nadzieję, że tego rodzaju apele, w końcu podziałają na „władców”, w przeciwnym bowiem przypadku ich koniec nie będzie lepszy od tego jaki szykują swym „poddanym”.

Ignacy Nowopolski
http://drnowopolskiblog.neon24.pl

Gimbus na historycznych manowcach

… czyli Germanie istnieli naprawdę (mapa z roku 900AD)

No niestety, jak czytamy w drugim liście św. Piotra Apostoła „Pies, który się wrócił do zwrócenia swego, i świnia umyta, do kałuże błota” lubo w tłumaczeniu protestanckim Biblii warszawskiej „Sprawdza się na nich treść owego przysłowia: Wraca pies do wymiocin swoich, oraz: Umyta świnia znów się tarza w błocie” – tak i ja długom nie wytrzymał i znów objawia się moja jezuicka natura (jezuicki od przerażającej konstatacji „O Jezu – Icki!” – niejeden z nas wyda z siebie taki okrzyk jak przyjdzie spłacać koszty obecnej ekipy rządowej).

Nie wiem, jak zacząć, bo wszyscy są czegoś przewrażliwieni, ale przejdźmy do „ad-remu” (jak mawiał znajomy hydraulik).

W moim poprzednim tekściku o możliwym pochodzeniu Germańców od Słowian (co bardzo być może, zależnie od przyjętych definicji, bez których możemy przerzucać się argumentami tam i sam jak w pingpongu aż do brzydkosłownej śmierci vel ad mortem usrandam – końcówka biernika liczby pojedynczej –am, bowiem Śmierć zwana też Kostuchą z definicji jest przyrodzenia niewieściego – por. przygodę magistra Polikarpa, który „uźrzał człowieka nagiego, przyrodzenia niewieściego”)

Kolega Kmieć zalinkował mi:
>https://wspanialarzeczpospolita.wordpress.com/2014/07/28/niemcy-jacy-niemcy-historia-europy-600-1000-a-d/

za com wdzięczen jest Koledze, ale też poczuwam się w chrześcijańskim obowiązku, by ów tekst na drobniejsze krytycznie rozebrać. A celem moim nie jest bynajmniej obśmianie, ale zaoszczędzenie czasu błądzącego po manowcach gimbusa, za jakiego uważam autora rzeczonego tekstu (nie zacnego Komentatora, ale autora tekstu na portalu „Wspaniała Rzeczpospolita”).

Gimbastyczność autora widać choćby po entuzjazmie, z jakim odkrywa banalne za mojej szkolnej młodości fakty, że dzieci tak naprawdę nie przynosi bocian tudzież, że podbici przez Krzyżaków Prusowie nie byli Niemcami, ba, że zaborcy ukradli im nie tylko ziemię i wolność, ale i samą ich nazwę sobie przywłaszczyli.

Argumentem są … mapy z jakiegoś anglojęzycznego atlasu historycznego, na których w roku milenijnym 1000 A.D. mała Polska wciśnięta jest między potężne Niemcy i Ruś Kijowską, a jeszcze wiek wcześniej na tych samych mapach żadnych Niemców nie ma i tak wstecz aż do 600 A.D.

Np. na mapie z roku 800 na mapie dominuje „Francia”, a żadnych hitlerowców ani na lekarstwo („jak gonili hitlerowca, to mu opadały spodnie”).

Jak widać po komentarzach, wzbudza to entuzjazm czytelników, że niby kolejny historyczny spisek niemiecko-jezuicki zdemaskowany.

A tymczasem wystarczy zauważyć, że angielska „Francia” to nie jest żadna „Francja” (długość ogonka ma znaczenie nie tylko w relacjach z kobietami), jeno rządzone początkowo przez Germanów państwo Frankijskie (Regnum Francorum) ze stolicą w Akwizgranie, powstałe po podboju rzymskiej Galii w V wieku przez Franków salickich (oficjalna likwidacja Cesarstwa Zachodniorzymskiego to rok 476 czyli usuniecie Romulusa Augustulusa przez germańskiego wodza Odoakra na wczesną emeryturę; w 480 Odoaker odesłał cesarski insygnia do Bizancjum).

Frankowie posługiwali się językiem nie romańskim-francuskim, a germańskim frankijskim. Rok 800 to renovatio Romanorum imperii (odnowienie imperium rzymskiego) przez Karola Wielkiego i wtedy o żadnych Niemcach rzeczywiście nikt nie słyszał, co zgodne z prawdą oddają dzisiejsze mapy historyczne.

Dopiero traktat zawarty w 843 roku w Verdun między synami Karola na trwałe dzieli imperium Karolingów, stąd na mapie z roku 900 mamy zaznaczone „West Francia” & „East Francia” czyli państwa zachodnio- i wschodnio-frankijskie, na których wyrosły później zromanizowana Francja (romański język przeważał na zachodzie przez cały czas mimo podboju przez Franków) oraz Rzesza Niemiecka.

No i to byłoby na tyle i na przedzie. I jeślibym miał kogokolwiek winić, to nie tyle joannitów, jezuitów czy jadowitych jehowitów, ile prof. Handkego (skądinąd wybitnego naukowca na AGH) za jego reformę systemu oszwiate 1999 za rządów charyzmatycznego profesora Buzka (kto pamięta tę historię, jak to w sejmowej tualecie napisano moczem „Buzek łobuzek”. Śledztwo wykazało potem, że mocz należał do Leszka Millera, ale charakter pisma do Izabelli Sierakowskiej). Od tamtej pory „to są ciężkie czasy, moja pani, dla oszwiate”).

PS
Na przyszłość radziłbym korzystać chociaż z polskojęczycznych map. Próbowałem wkleić mapy, ale otzrymywałem kiepską jakosć,wiec zachęcam do ich obejrzenia tutaj:

>https://wspanialarzeczpospolita.wordpress.com/2014/07/28/niemcy-jacy-niemcy-historia-europy-600-1000-a-d/

MacGregor
https://macgregor.neon24.pl

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Szukaj...