wtorek, 13 lutego 2024
Kogo będzie stać na samochód elektryczny?
Kogo będzie stać na samochód elektryczny?
[Kto powiedział, że kogoś ma być stać?? – admin]
Po 31 grudnia 2034 roku motoryzacyjny krajobraz Unii Europejskiej czekają wielkie zmiany.
Jak pamiętamy, Rada Unii Europejskiej podjęła kontrowersyjną decyzję o zakazie rejestracji nowych samochodów spalinowych, kierując się ideą walki ze zmianami klimatu i poprawy jakości powietrza. Jednak czy jesteśmy gotowi na taką rewolucję?
Opisywana regulacja z 28 marca 2023 roku została poparta przez zdecydowaną większość państw członkowskich Unii Europejskiej, przy 3 głosach wstrzymujących się (Bułgaria, Rumunia i Włochy) oraz 1 przeciwko (Polska).
Zmiana przepisów oczywiście ma związek z unijną polityką Europejskiego Zielonego Ładu, zgodnie z którą do 2030 roku Europa ma ograniczyć emisję gazów cieplarnianych netto o co najmniej 55% w porównaniu z poziomami z 1990 r., natomiast już w 2050 roku – stać się pierwszym kontynentem neutralnym dla klimatu.
Trudno zaprzeczyć, że brukselska agenda będzie miała decydujący wpływ na gospodarki poszczególnych krajów, ich sektory energetyczne czy transportowe, jak również życie codzienne zwykłych obywateli. Jednak warto przy tym zauważyć, że „ekologizacja” tych obszarów – rozumiana w szerszym kontekście jako „zielona polityka”, niekoniecznie związana bezpośrednio z zakazem rejestracji samochodów spalinowych – może jedynie poprawić wizerunek Wspólnoty, ale niekoniecznie przyczynić się do globalnego zmniejszenia emisji CO2. Otóż jeśli europejski przemysł systematycznie jest przenoszony do krajów Trzeciego Świata, to mamy do czynienia z tzw. ucieczką węgla – problem ten po prostu wędruje do innych regionów, ale z pewnością nie znika.
Zakaz rejestracji aut spalinowych od 2035 roku poskutkuje tym, że zainteresowani zakupem nowego samochodu będą musieli zadowolić się elektrykami, które zgodnie z interpretacją wprowadzonych przepisów nie wpływają negatywnie na efekt cieplarniany. Jak wynika z uzasadnienia przedstawionego w propozycji wprowadzenia omawianych regulacji, sektor transportu drogowego jest jedynym obszarem w Unii Europejskiej, w którym zanotowano wzrost emisji CO2.
W logice twórców „nowego ładu” zaniechanie rejestracji spalinówek ma umożliwić realizację celów wyznaczonych przez Unię Europejską na 2050 rok (pełna neutralność klimatyczna). Nieśmiało zauważmy, że według Global Carbon Atlas w globalnej emisji CO2 przodują Chiny (11 tys. jednostek MtCO2, czyli ton metrycznych), Stany Zjednoczone, Indie, Rosja, Japonia i Iran, natomiast Niemcy są dopiero na 7. pozycji z… 675 jednostkami MtCO2. Dalej na 17. miejscu mamy Wielką Brytanię, potem Włochy i wreszcie Polskę.
To jednak tylko złośliwa uwaga, która oczywiście nie powinna zakłócać wysiłków tych, którzy aktywnie dążą do ocalenia całego świata.
Szereg problemów do rozwiązania
Pierwszym aspektem, który wymaga szczególnej uwagi, jest kwestia infrastruktury. Zmiana na elektromobilność oznacza konieczność rozwinięcia i dostosowania sieci ładowarek. Obecnie infrastruktura do ładowania pojazdów elektrycznych jest niewystarczająca, a jej rozbudowa wymaga znacznych nakładów finansowych. W przypadku braku odpowiednich środków zakaz rejestracji aut spalinowych może skutkować utrudnieniami w korzystaniu z nowego rodzaju pojazdów.
Zgodnie z „Licznikiem Elektromobilności” 31 maja 2023 roku w Polsce działało 2 836 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych, które udostępniały w sumie 5 597 punktów ładowania. Szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC) stanowiły 31% z nich, zaś stacje ładowania prądem zmiennym, o mocy mniejszej lub równej 22kW (AC) – 69%. Tylko w maju 2023 roku w Polsce uruchomiono 68 tego typu stacji, na których dostępne było 157 nowych punktów ładowania.
Przy chęci całkowitego zastąpienia samochodów spalinowych samochodami w pełni elektrycznymi do 31 grudnia 2034 roku należałoby zagwarantować każdemu pojazdowi możliwość jednoczesnego ładowania na ogólnodostępnych stacjach na terenie naszego kraju (chodziłoby o 19 663 403 punktów ładowania, bo właśnie tyle mamy wszystkich zarejestrowanych w Polsce samochodów pozostających w użytku na koniec 2022 roku).
Zakładając, że punkty takie powstawałyby zgodnie ze statystyką z maja 2023 roku (157 miesięcznie), do ww. daty w Polsce mielibyśmy ich zaledwie 21 823 (ponad 900 razy mniej, niż potrzeba). Chociaż to koncept czysto teoretyczny, który nie uwzględnia m.in. domowych punktów ładowania, to jednak pokazuje on, że transformacja transportu zdominowanego przez samochody spalinowe w transport oparty o samochody elektryczne okazuje się naprawdę karkołomnym przedsięwzięciem.
Drugim kluczowym problemem jest cena samochodów elektrycznych. Choć technologia ta rozwija się dynamicznie, pojazdy zasilane prądem wciąż są znacznie droższe od tradycyjnych aut spalinowych. Wprowadzenie zakazu rejestracji może wywołać skokowy wzrost cen samochodów, co sprawi, że dla wielu konsumentów dostęp do nowoczesnych pojazdów będzie ograniczony. Kierowcy postawieni przed koniecznością zakupu samochodów elektrycznych będą niemile zaskoczeni już na etapie wizyty w salonie.
Jak informuje dział ekonomiczny portalu rp.pl, auto z napędem w pełni elektrycznym w styczniu 2023 roku kosztował średnio 260 000 złotych (w stosunku rocznym – o 13.5% więcej). Z kolei w tym samym okresie średnia ważona cena nowego samochodu spalinowego wynosiła 162 400 złotych, przy zachowaniu identycznego 13,5%-krotnego wzrostu rok do roku.
Wyliczenia potwierdza portal money.pl, na którym możemy przeczytać, że ceny samochodów spalinowych o podobnych parametrach do samochodów elektrycznych wciąż pozostają o wiele niższe. To nie koniec – jak wynika bowiem z sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, w opinii aż 51% respondentów z branży motoryzacyjnej ta dysproporcja cenowa nigdy nie zniknie.
Podsumowując, już obecna średnia cena elektryka w Polsce jest zaporowa dla większości kierowców, a co dopiero powiedzieć, gdy nadejdzie gwałtowna podwyżka…
Potrzebujemy Alternatywy dla Polski!
Potrzebujemy Alternatywy dla Polski!
Nieukrywana niechęć do Rosji w Polsce idzie dwutorowo. Z jednej strony widzimy czyny i deklaracje rządzących. Z drugiej można zauważyć naśladownictwo wyznawców politycznej poprawności. Elity i media ją rozniosły.
Znaczna część uodpornionych nie ma odwagi się do tego przyznać. Nieliczni publicznie mówią o tym, że jest szkodliwa dla narodu i państwa polskiego.
Podczas pobytu w Kijowie premier Polski Donald Tusk powiedział między innymi „Nie ma rzeczy ważniejszej niż wsparcie dla Ukrainy w obliczu rosyjskiej napaści. To jest sprawa absolutnie numer jeden”.
Z kolei prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podkreślił, że „jest nowy polski pakiet obronny. Jesteśmy wdzięczni za Twoją stałą pomoc. Pojawiła się nowa forma naszej współpracy na rzecz większej skali zakupów broni na potrzeby Ukrainy. To polski kredyt dla Ukrainy. Dzisiaj rozmawialiśmy z premierem o możliwościach wspólnej przyszłej produkcji broni”.
Do takich deklaracji jestem przyzwyczajony po latach rządów PiS. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Morawieckiego zastąpił Tusk, Kaczyńskiego zastąpił Bodnar, zamiast Jasiny, mamy Kowala.
Ktoś powie, to nie jest żadna rusofobia. Powodem jest fakt trwania wojny na terenie Ukrainy. Nic bardziej mylnego …
W Warszawskiej Filharmonii Narodowej odbył się koncert Mikołaja Chozjanowa, nazywanego „tytanem fortepianu”.
Wywołało to oburzenie w mediach społecznościowych. „W czasie tej strasznej wojny, którą prowadzi Rosja z Ukrainą, Filharmonia Narodowa w Warszawie zaprasza do Polski rosyjskiego muzyka, który to nigdy tej wojny nie potępił i jeszcze narzekał, że czuje się dyskryminowany, kiedy na świecie odwołują jego koncerty, bo on przecież Putina osobiście nie zna. Wstyd i hańba!” – napisała na Facebooku liderka diaspory ukraińskiej w Polsce Natalia Panchenko. Za nią podobne wpisy ukazywały się na różnorakich profilach. Znaczna ich część nie nadaje się do publikacji.
W dniu rocznicy wyzwolenia Krakowa przez Armię Czerwoną od hitleryzmu i niemczyzny jak informują działacze autentycznej lewicy uniemożliwiono złożenie kwiatów na grobach żołnierzy radzieckich znajdujących się na cmentarzu Rakowickim przybyłym Polakom. Przedstawiciele konsulatu rosyjskiego składali kwiaty na drugi dzień w otoczeniu barierek.
Nikogo nie interesowało, że wspomniany wybitny pianista nie ma nic wspólnego z bieżącą polityką, że nigdy nie mówił o wsparciu dla wojny. Bez znaczenia dla hunwejbinów demokratury był fakt odznaczenia 32-letniego muzyka Medalem Pokoju Organizacji Narodów Zjednoczonych i mianowaniem go Ambasadorem Pokoju przez Universal Peace Federation przy ONZ. Do nagonki wystarczył fakt, że jest on Rosjaninem.
Nikogo nie interesowało, że znaczącą część żołnierzy Armii Czerwonej stanowili Ukraińcy [Gówno prawda – admin]. Bez znaczenia dla hunwejbinów demokratury był fakt, że w tej armii służyli Polacy, którzy dzielnie walczyli z hitlerowcami i uwalniali więźniów z obozów śmierci. Do nagonki wystarczył fakt kojarzenia Armii Czerwonej z Rosją.
W tym czasie szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow wystąpił na sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Sesja zwołana na wniosek Rosji była poświęcona zachodnim dostawom broni do Ukrainy.
Cytowany przez Wirtualną Polskę Siergiej Ławrow powiedział między innymi: „Handlarze śmierci wcale nie wstydzą się, że ich broń, w tym amunicja kasetowa i pociski ze zubożonym uranem, metodycznie, bezlitośnie i celowo uderzała w cele czysto cywilne, jak to miało miejsce podczas ataku na dzielnice mieszkalne Biełgorodu 30 grudnia i wczoraj na rynku i w sklepach w Doniecku (…) To smutne, że ONZ ryzykuje swoją reputację, uczestnicząc w absolutnie surrealistycznym, tzw. formacie kopenhaskim. Wszystkie te formuły to droga donikąd i im szybciej Waszyngton, Londyn, Paryż i Bruksela zdadzą sobie z tego sprawę, tym lepiej będzie zarówno dla Ukrainy, jak i dla Zachodu”.
Szef rosyjskiej dyplomacji wezwał do wysłuchania stanowiska Rosji w sprawie Ukrainy – „póki jest jeszcze na to czas”.
Wiem, że rządzący Polską to polityczni hazardziści gotowi zaryzykować biologiczne przetrwanie naszego narodu w imię wiary w współczesne zachodnie wartości. Ale nie jest to dla mnie zaskoczenie. Smuci mnie to, że część z moich Kolegów (bo Koleżanki są rozsądniejsze) podziela ich gotowość, kpiąc z zagrożenia. Wszystkim im dedykuje słowa przywódcy Endecji Romana Dmowskiego: „Bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno ani jednostce, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu, ani nawet pokolenia”.
Polska potrzebuje dyskusji o pokoju i normalizacji stosunków z sąsiadami. Polska potrzebuje zmiany myślenia o bezpieczeństwie. Czytajmy i wsłuchujmy się w głosy tych co mają odwagę o tym mówić. Potrzebujemy odważnej kadry edukacyjnej. Polsce zbędna jest zarówno rusofobia, jak i rusofilia. Naszemu krajowi potrzebna jest Alternatywa dla Polski!
Łukasz Jastrzębski
https://myslpolska.info
Jeden Wielki Teatr
Jak za małe jest koryto, za mało w korycie (a apetyt rośnie w miarę jedzenia) to nawet najbardziej zgodne bydło zacznie się walczyć między sobą a ci głodni koryta będą wyć jakby ich zarzynali choć tak naprawdę pokłady tłuszczu pozwolą im spokojnie w komforcie przeżyć do momentu kiedy do koryta dotrą.
Cała bogoojczyźniana und demokratyczna narracja to jedynie strawa dla pomniejszej trzody która ograniczona płotem z „prawa” chodzi wzdłuż niego i beczy z głodu.
Tak… z głodu. I nie, nie z głodu koryta.
Z takiego prawdziwego głody. No ale statystycznie wszystko się zgadza i biedy nie ma. Wystarczyło nie uwzględnić inflacji na progach biedy.
I głodu.
I żadna tajemnica że KOlaborancie (czy tam POpaprańcy) będą robić to samo co PiSlamiści (co dowodzi przynajmniej mentalnej wspólnoty). Opłacą kadrę zarządzającą bo w Niedorzeczu nie ma tzw korupcji (dzielnie zwalczonej przez „bohaterów”). Ta została wszak zalegalizowana i nazywa się obecnie „wynagradzaniem wykwalifikowanej kadry” (do trzymania „bata” wykwalifikowanej oczywiście).
Do tego będzie znowu kreowanie statystyk jacy to jesteśmy super i wielcy. Tylko jak się pytasz o proste rzeczy to nagle okazuje się że ich… nie ma.
Za to będzie czekoladowy orzeł w d… pie i pomachają „narodowi” flagą od czasu do czasu (plus „tak pięknie jest umierać za łojczyznę” i „cześć chwała bohaterom” – martwym).
Będą go/ją (Naród/Gawiedź) karmić debilną wersją romantyzmu i mitami o wielkości zbudowanymi wokół elektrowni atomowych („do wybudowania”) czy równych centralnych portów (chyba USB) do których, o ile w ogólnej powstaną, będzie trzeba dopłacać miliardy jak do wszystkiego (bo wszystkie ekipy po ’79/’84 cokolwiek zbudowały generowało głównie koszty – z „nową” TVP i „mierzeją” włącznie). Tak się robi „inflację”. Będą „plusy” i „minusy”. Będzie „równość” und „demo-k..-racja” zusammen z „prawo-rządność”. Dumi chociaż głodni. Z honorem chociaż umierający.
PiSlam, KOlaboranci, Trzecia Trwoga czy zLew(ica), a nawet „konewki” – „jeden pies”. Codzienny show dla gawiedzi i zapełnianie internetów „beczeniem”. Czasem żeby się trzoda nie zorientowała trochę więcej trudny semantycznie wyrazów, trudniejsze składnią zdania. A jednak nadal…
Jeden Wielki Teatr
Szary.
Państwo chaosu
Państwo chaosu
Postsolidarnościowa Polska pod cyklicznie zmieniającymi się rządami Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości staje się w coraz większym stopniu państwem chaosu i anarchii.
Choć symptomy tego zjawiska widoczne były już wcześniej, to apogeum nastąpiło po ostatnich wyborach parlamentarnych. Świadczyć o tym mogą ostatnie wydarzenia, związane z odwołaniem władz telewizji publicznej, sprawą ułaskawienia Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego, czy wreszcie obsadą stanowiska Prokuratora Krajowego.
Choć zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że spory obu partii odwołujących się do dziedzictwa „Solidarności” są pozorowane, aby zagospodarować elektoraty i podzielić między sobą scenę polityczną, to jednak ostatnie wydarzenia wskazują na to, że nie jest to wyłącznie cyniczna ustawka.
Nawet jeżeli był kiedyś taki zamysł, to z biegiem czasu antagonizmy między PO, a PiS nasiliły się w stopniu uniemożliwiającym jakąkolwiek cywilizowaną debatę w sprawach publicznych między tymi ugrupowaniami. Nawet w sprawach polityki zagranicznej, w ramach której oba ugrupowania przyjmują podobny bezalternatywny kurs proatlantycki – padają obustronne oskarżenia o prorosyjskość i proputinizm. Tak naprawdę pełna zgoda występuje chyba tylko podczas wspólnych uroczystości chanukowych w Sejmie.
Niekończące się starcia i batalie obu partii nie są jedynie teatrem dla mas i politycznym show, lecz powodują określone skutki społeczne i prawne. W pierwszej kolejności cierpi na tym autorytet samego państwa oraz najwyższych jego organów. Obywatel nie może traktować poważnie prezydenta, który zaprasza przestępców do swojego gabinetu, tak jak nie może ufać najwyższym urzędnikom państwowym rozmyślnie i z pełną premedytacją łamiącym prawo.
Po drugie – coraz wyraźniej widać chaos prawny uniemożliwiający normalne funkcjonowanie państwa. W chwili obecnej prawo stosowane jest dwutorowo, a podejmowane decyzje i akty prawne są kwestionowane wzajemnie przez obie strony politycznego sporu.
Nie jest rzeczą normalną aby prezydent podważał prawomocne wyroki niezawisłych sądów. Nie jest też normalną praktyką w cywilizowanym państwie, aby najwyższe organy państwowe odmiennie interpretowały obowiązujące przepisy prawa w tych samych sprawach. Przykładem tego były chociażby sprzeczne ze sobą orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, a ostatnio orzeczenia Izby Pracy oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego w sprawie ułaskawienia Wąsika i Kamińskiego.
Zarówno władza jak i opozycja w sposób instrumentalny traktują przepisy prawa i interpretują je pod kątem własnych celów politycznych. Istniejący woluntaryzm prawny podważa zaufanie obywateli do najwyższych organów władzy oraz zagraża stabilności prawnej państwa. Skoro kwestionowane są nominacje sędziowskie dokonane w minionym okresie (sprawa neo-KRS i neo-sędziów), to siłą rzeczy stawia to pod znakiem zapytania legalność orzeczeń sądowych wydanych przez wadliwie powołanych sędziów. Za chwilę może się okazać, że strony niezadowolone z wyroków sądowych będą podważały ich legalność z przyczyn czysto formalnych.
Scenariusz taki prowadzi do chaosu prawnego w państwie i anarchizacji życia publicznego. Obecna sytuacja nie ma precedensu. Co prawda w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem nazwanym później „falandyzacją prawa”, jednak skala tego rodzaju patologii była znacznie mniejsza niż obecnie.
Czy jest wyjście z tego ślepego zaułka? Obawiam się, że dopóki nie nastąpią radykalne przeobrażenia na polskiej scenie politycznej (a na to raczej się nie zanosi), sytuacja nie ulegnie zmianie.
Michał Radzikowski
https://myslpolska.info/
Przetłumaczmy Biblię na hebrajski
Przetłumaczmy Biblię na hebrajski
Izrael Adam Szamir – Wystąpienie na konferencji „Dialog Cywilizacji” na wyspie Rodos, 8-12 kwietnia 2009r.
Pewnego razu prezydent George Bush młodszy odwiedził Izrael. Przed odlotem, zwrócił się do niego izraelski dziennikarz i zapytał, co wywarło na nim największe wrażenie. Po krótkim namyśle Bush odpowiedział: „To, że, pomimo trudności i wojny, zdążyliście w ciągu krótkiego czasu trwania waszego państwa przetłumaczyć Biblię na hebrajski!”
Jest to, oczywiście, dowcip. Każdy prostak – nawet George Bush – wie, że oryginał Starego Testamentu napisany był po hebrajsku, i że Izraelczycy nie musieli go tłumaczyć.
Lecz każdy dowcip oparty jest częściowo na prawdzie. Twórcy tej żydowsko-teksaskiej anegdoty wierzą, że Żydzi mają w swych rękach autentyczny tekst świętej księgi świata chrześcijańskiego, że Żydzi są twórcami i strażnikami tej świętości. Wiarę tę – świadomie lub podświadomie – podziela z nimi także większość chrześcijan Zachodu.
Takie stanowisko umieszcza Żydów na specjalnym miejscu w hierarchii Zachodu – przypomnijmy, że podstawowa funkcja hinduskich braminów polega na przechowywaniu i przekazywaniu tekstów wedyjskich, i dlatego mają oni wysoki status w społeczeństwie indyjskim, dający im i ministerialne teki, i dyrektorskie stanowiska. Za pomocą sakralnej funkcji Żydów, jako strażników świętego tekstu, także można wyjaśnić pozycję zajmowaną przez Żydów w społeczeństwie zachodnim, która wyraża się nieproporcjonalnym do liczby Żydów w społeczeństwie ich wpływem na zachodnią myśl chrześcijańską, filozofię i styl życia.
Prawdą jest, że chociaż sam fakt wpływu nie podlega dyskusji, wielu tego nie rozumie. Ponieważ trudno to wyjaśnić, więc powstały takie mity, jak Spisek Mędrców Syjonu i tym podobne fantazje. Pragmatycy tłumaczą to pieniędzmi, wzajemnym popieraniem się, „grą zespołową”. Lecz to także nie wyjaśnia wszystkiego – Żydzi w Grecji, Iranie, Indii też biedni nie są i pomagają sobie wzajemnie, jednak nie mają wielkiego wpływu. (Ciekawe, że w tych krajach nie lubią Ameryki i Izraela i nie od razu zrozumieją dowcip o prezydencie Bushu).
Wyjaśniamy to w ten sposób, że wśród chrześcijan prawosławnych, muzułmanów, a tym bardziej wśród hinduistów i Chińczyków Żydzi nie pełnią funkcji sakralnej, nie są strażnikami świętego tekstu. Dla chrześcijan prawosławnych świętym tekstem (oczywiście, oprócz Nowego Testamentu) jest Septuaginta, grecki Stary Testament, przetłumaczony w trzecim wieku przed Chrystusem, tysiąc lat przed zakończeniem znanej nam dzisiaj starożydowskiej wersji Starego Testamentu.
Gdy mówimy o różnicach między kościołami zachodnimi i wschodnimi, które doprowadziły do zerwania i schizmy, zwykle wspominamy o filioque, lecz za podstawową rozbieżność, z której wynikają wszystkie pozostałe, można uznać wybór tekstu podstawowego. Jest to właśnie to decydujące rozdroże, gdzie rozchodzą się Kościoły – Zachodni i Wschodni. Kościół zachodni czci Stary Testament, przetłumaczony z Biblii Żydowskiej, a Kościoły Wschodnie uważają za oryginał tekst grecki i z niego tłumaczą.
Trudno przecenić znaczenie tej różnicy. Gdy św. Apostoł Paweł powiedział o jedności wszystkich w Chrystusie, „Nie ma już Żyda ani poganina; nie ma już mężczyzny ani kobiety” (Do Galatów 3:28), to wymienił on diametralne przeciwieństwa, różnice biegunowe: mężczyzna i kobieta, Żyd i poganin [Grek]. Rzeczywiście, idealny Żyd i poganin [Grek] są diametralnie przeciwstawni, tak samo jak idealny mężczyzna i kobieta. Wiara chrześcijańska idzie po wąskiej ścieżce biegnącej pomiędzy tendencją judaistyczną i grecką, które są sobie przeciwstawne, jak Ying i Yang. Kościoły wschodnie skłaniają się ku tendencji greckiej, a zachodnie ku judaistycznej. Duch grecki wyraził się w greckim tekście Septuaginty (LXX), a judaistyczny w starożydowskim masoreckim tekście (MT). Tłumaczenia tych tekstów nieuchronnie tchną duchem oryginału.
Muszę się przyznać, że moja znajomość z tym problemem zaczęła się stosunkowo niedawno. Przedtem myślałem, jak wszyscy, że Stary Testament w dowolnym języku jest dokładnym tłumaczeniem oryginału starożydowskiego, tego oryginału, który jest przechowywany w synagodze. Lecz kilka miesięcy temu przyjechałem do Moskwy. Zaczęły się nieustające spotkania, przyjacielskie biesiady, rozmowy do białego rana – wszystko to – z czego sławna jest stara stolica Rosji.
Pewnego razu mój przyjaciel Michał, uniwersytecki wykładowca, powiedział, że mnie chce przyjąć słynny starzec, spowiednik i mentor z podmoskiewskiego klasztoru. Dla wierzącego prawosławnego jest to bardziej intrygujące niż zaproszenie od Putina. Było to dla mnie bardzo pochlebne i wzruszyłem się. Chociaż miałem okazje spotykać się z biskupami i metropolitami, z duchownymi i mnichami z Afonu i Jerozolimy, lecz starcy – to żywe serce prawosławia.
Wyjechaliśmy z Moskwy o czwartej rano, dobrze przed świtem, i pognaliśmy po pustej szosie. O tak wczesnej godzinie droga był pusta. Pusto było także przed klasztorem, jeszcze nie zjechały się turystyczne autobusy, i jedynie przy świątyni tłoczyli się pierwsi pątnicy. Nie ma tu miejsca na opisywanie wszystkiego, co zdarzyło się na tym spotkaniu. Powiem tylko o głównym. Starzec opowiedział mi o swym marzeniu wydać w języku starożydowskim Stary Testament, poprawiony zgodnie z Biblią Słowiańską. Z początku miałem wiele wątpliwości. Biblia Słowiańska, lub Elżbietańska (1751) jest sama tłumaczeniem, i do tego tłumaczeniem z tłumaczenia greckiego. Czyż to nie dziwny pomysł – poprawiać oryginał według tłumaczenia wtórnego, nawet nie według tłumaczenia greckiego, a według tłumaczenia z greckiego na cerkiewno-słowiański? W porównaniu z zuchwalstwem tego planu blednie każdy projekt postmodernistyczny. Lecz to właśnie mi się spodobało.
Przyszedł czas, abym przyznał się do jeszcze czegoś. Tłumaczenie nie jest kopiowaniem automatycznym, na tłumaczenie wpływa zarówno kultura oryginału jak i tłumaczenia, a więc i ono poddaje się tłumaczeniu. Tłumaczenie nie jest gorsze od oryginału, jest ono inne. Zdawałem sobie z tego całkowicie sprawę od czasu, gdy tłumaczyłem na rosyjski „Odyseję” – nie z oryginału greckiego, lecz z angielskich tłumaczeń Lawrence (1932) i Rieu (1946), specjalnie pozostawiając anglicyzmy. To postmodernistyczne tłumaczenie wydało w roku 2000 petersburskie wydawnictwo „Aleteja”, specjalizujące się w wydawaniu greckich klasyków. Wybrałem ten skomplikowany sposób aby uświadomić czytelnikowi ideę Luisa Jorge Borges’a: dla współczesnego czytelnika „Ulisses” Joyce’a poprzedza „Odyseję” Homera. W angielskich tłumaczeniach dokonanych po wydaniu przez Joyce „Ulissesa” idea ta zakodowana była na poziomie podświadomym, i starałem się ją zachować w tłumaczeniu rosyjskim. (Dokładniej o tym piszę w artykule „Odyseja po Ulissesie” http://www.israelshamir.net/ru/odysseia0.htm ). Tak więc, idea tłumaczenia z tłumaczenia, lub nawet rekonstrukcja oryginału nie była mi obca.
Czym więcej myślałem o słowach starca, tym wydawały mi się one bardziej zrozumiałe. W istocie rzeczy proponował on zrekonstruować utracony oryginał greckiej Septuaginty, rozwiązując spory między wersjami za pomocą Biblii Elżbietańskiej. Jak wkrótce się wyjaśni, realizacja pomysłu starca może okazać się punktem zwrotnym w duchowej historii ludzkości, może doprowadzić do zbliżenia kościołów Wschodu i Zachodu, powstrzymać degradację, jaką przeżywa duchowe życie Wschodu i Zachodu, i pomóc judaistom zwyciężyć ich pychę i przyjść do Chrystusa.
W ciągu wieków Żydzi tłumaczyli Biblię na języki różnych narodów świata w tym celu, aby wpłynąć na ich rozwój duchowy; przyszedł czas aby zapłacić im tą samą monetą, dając im oryginalny starożydowski tekst Starego Testamentu, tekst nie zredagowany przez synagogę i nie ocenzurowany przez żydowskich mędrców i masoretów, czyli ten sam tekst, który czytano w czasach Drugiej Świątyni.
Dlaczego ten literacki projekt może wpłynąć na losy świata? Dzieła sakralne wpływają na nasz świat o wiele bardziej, niż gotowi jesteśmy się do tego przyznać. W dobrym towarzystwie przyjęte jest, że wszystko robi się z wyrachowania, lecz jest to oszustwo cwaniaków. W rzeczywistości władza duchowna zawsze zatriumfuje nad świecką. Świat, oparty na Biblii Żydowskiej, nie jest równoważny światu, opartemu na Biblii Greckiej. Są w nim inne priorytety. Nawet teksty są inne.
Obecny starożydowski tekst Starego Testamentu, wykorzystywany przez judaistów i niewielkie społeczności chrześcijan mówiących po hebrajsku (nazywamy go tutaj MT, czyli Masoreckim Tekstem), nie jest tekstem natchnionym przez Boga, który znał Zbawiciel i Apostołowie. Można się o tym łatwo przekonać, wertując Nowy Testament – są tam odwołania do Starego Testamentu, których w naszym tekście starotestamentowym nie ma. Na przykład, Mateusz (12:21) cytuje proroka Izajasza: „W jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”. Jednak, gdy pójdziemy za odwołaniem, to zobaczymy, że Izajasz (42:4) mówi coś innego: „a Jego pouczenia wyczekują wyspy”. Lub w Dziejach Apostolskich (7:14), Szczepan mówi, że z Jakubem przyszło do Egiptu siedemdziesięciu pięciu ludzi. Gdy prześledzimy odwołanie (Rodzaju 46:27), to zobaczymy, że było siedemdziesięciu ludzi.
Nie jest to błąd tłumaczy, nie jest to błąd tłumaczenia polskiego – te same różnice zauważymy i w angielskiej, i we francuskiej Biblii. Tłumaczenie jest dokładne, lecz z nieprawidłowej wersji – tłumacze tłumaczyli z Biblii Żydowskiej, z MT, a Chrystus i Apostołowie znali, czytali i powoływali się na utracony, starohebrajski oryginał Septuaginty który nie dotrwał do naszych czasów, nazywany H70.
Właśnie z tego MT, a nie ze (zniszczonego) H70, zrobiono prawie wszystkie tłumaczenia Starego Testamentu – w tym i na angielski. I synodalne tłumaczenie rosyjskie także zrobiono z MT. Żydowscy mędrcy zdołali uczynić MT świętym tekstem świata chrześcijańskiego, i stał się on rękojmią i ukrytą przyczyną żydowskich wpływów na Zachodzie, chociaż MT zakończono stosunkowo niedawno. Najstarszym żydowskim rękopisem MT jest Kodeks Leningradzki, napisany zaledwie tysiąc lat temu, w roku 1008, czyli tysiąc lat po Narodzeniu Chrystusa. A Septuaginta, czyli tłumaczenie 70 interpretatorów, jest o wiele starsza – przetłumaczono ją nie tylko przed Chrystusem, ale nawet przed powstaniem Machabeuszy. Wtedy, w trzecim wieku przed Chrystusem, Palestyna, Egipt, Syria i ich sąsiedzi stanowili część świata hellenistycznego. Żydzi w nim się dobrze zintegrowali, a walka pomiędzy dwiema tendencjami starożytnego Izraela dopiero się zaczynała.
Jedna tendencja, nacjonalistyczne wybraństwo, prywatyzowała Pana Boga: „Prawo Pana nieba i ziemi, Stwórcę wszystkich i wszystkiego, najwyższe światło całego świata i ludzkości ogłoszono i zrobiono wyłącznym przywilejem wybranego Izraela”. Obcy, czytający Biblię, podlegał karze, jak złodziej lub cudzołożnik. Tłumaczenie Biblii na grecki przyrównywano do grzechu stworzenia złotego cielca (Wyjścia 32:4).
Druga tendencja prowadziła do chrześcijaństwa z jego uniwersalizmem i wszechczłowieczeństwem. Prawo, a także Łaska były dane wszystkim.
W terminach współczesnych, były to tendencje prywatyzacji i nacjonalizacji. Walka toczyła się we wszystkich trzech centrach starożytnej mądrości – w Aleksandrii, Babilonie i Jerozolimie. Aleksandria była najbardziej wszechludzka, Babilon obstawał najbardziej za wybraństwem, a Jerozolima była ich polem bitwy. W Aleksandrii wspaniała synteza idei żydowskich i hellenistycznych ucieleśniła się w przekładzie 70 interpretatorów, wyznaczonych przez najwyższego kapłana. W ten sposób Objawienie Izraela poszło w świat, przygotowując drogę Chrystusowi.
„Cerkiew [Kościół] wyjątkowo czci tłumaczenie 70-ciu – Septuagintę. Św. Ireneusz uważa, że święci interpretatorzy byli tak samo natchnieni przez Ducha Świętego, jak prorocy i apostołowie (Ir. 3, XXI, 4). Św. Justyn Filozof w „Mowie do Greków”, Tertullian, Św. Cyprian, Św. Augustyn, Św. Klemens Aleksandryjski nazywają tłumaczenie 70-ciu natchnionym przez Boga. Św. Bazyli Wielki nazywa go najdoskonalszym w Kościele. Cerkiew oddaje tłumaczeniu 70-ciu pierwszeństwo nie tylko przed innymi tłumaczeniami, lecz także przed MT.
Cerkiew nie dowierza MT dlatego, że w ciągu dwóch tysięcy lat historii chrześcijaństwa oryginał żydowski przechowywany był w środowisku niechrześcijańskim, wrogim chrześcijaństwu, nie był przepisywany rękami chrześcijan. Tymczasem, tekst przekładu 70-ciu przechowywany był w środowisku chrześcijańskim, i przepisywali go chrześcijanie przy nieustannej kontroli Cerkwi” – pisze prawosławny komentator.
W tłumaczeniu Siedemdziesięciu było wiele cudownego. Zgodnie z tradycją, wybrano sześciu tłumaczy z każdego z dwunastu plemion, razem siedemdziesięciu dwóch. Lecz tłumaczenie nazywane jest tłumaczeniem Siedemdziesięciu dlatego, że Siedemdziesiąt – to według gematrii „Sod”, co oznacza tajemnicę. Siedemdziesięciu wyjawiło tajemnicę, którą nie chcieli dzielić się Żydzi-nacjonaliści. „Niech będzie przeklęty ten, kto wyjawi naszą tajemnicę Gojom” – napisano na podłodze synagogi En-Gedi. Pieśń nad Pieśniami trzykrotnie zaklina Córy Jerozolimskie „nie budźcie miłości przedwcześnie”, a oznacza to: „nie ujawniajcie naszej tajemnicy Gojom”, objaśnia Talmud. Rozwścieczeni, że ich tajemnica została wyjawiona, Żydzi-nacjonaliści zniszczyli żydowskie zwoje, z których Siedemdziesięciu tłumaczyło Septuagintę. W ten sposób zaginęły wszystkie zwoje H70. A w czasie powstania Machabeuszy, Żydzi-nacjonaliści pozabijali w Jerozolimie hellenistycznych judaistów – poprzedników chrześcijan.
Z nadejściem Chrystusa, wolny duch judeogrecki wyraził się całkowicie w Kościele. Nacjonaliści żydowscy byli przerażeni. Przeklinali i zabijali pierwszych chrześcijan. Lecz idei nie da się zabić. I, aby wziąć pod swoją kontrolę święty tekst, rozpoczęli oni długotrwały program pojmania ptaka, który wyleciał na swobodę. W ciągu setek lat niszczyli wcześniejsze pisma i pracowali nad tekstem, wykorzystując dwuznaczności czytania konsonantycznego, aż w końcu, otrzymali tekst z którego byli zadowoleni. Za pomocą niewielkich zmian żydowscy mędrcy zamienili ucieleśnioną w Chrystusie ideę osobowego Boskiego Zbawiciela na nacjonalistyczną ideę o Mesjaszu Izraela i dla Izraela. Narody świata zaczęto uważać za grzeszne półzwierzęta, które nie są w stanie dojść do Boga. Nazwę „judaiści” [Żydzi] pozostawiono tylko dla tej niewielkiej grupy fanatyków, a judaistów hellenistycznych zaczęto nazywać chrześcijanami, i nie uważano już ich za Żydów. Bitwa pomiędzy dwoma kierunkami ideowymi w ramach judaizmu przekształciła się w walkę pomiędzy judaizmem i chrześcijaństwem.
Żydzi-ekskluzywiści nie mogli zniszczyć Septuaginty – zbyt dużo pism rozeszło się wśród ludów świata, i LXX rozpowszechniała się coraz bardziej, doprowadzając narody do Chrystusa. Ażeby z powrotem zamknąć dżina w butelce, Żydzi dokonali po kolei trzech tłumaczeń Starego Testamentu na grecki jako przeciwwagę dla Septuaginty. Te tendencyjne tłumaczenia robiono z tekstów przedmasoreckich. W ten sposób, „Dziewica [która] porodzi syna” z proroctw stała się „młodą kobietą”, chociaż cóż w tym dziwnego? Od tego czasu judaiści dokonali lub wpłynęli na setki przekładów na języki świata, a jednocześnie pilnie strzegli MT, swojej żydowskiej wersji, jako jedynego legalnego źródła pierwotnego.
Młody Kościół nie martwił się z tego powodu, ponieważ język starożydowski stał się udziałem niewielkiej grupy mędrców żydowskich. Głównym językiem kultury był grecki, językiem władzy była łacina, a językiem prostego ludu aramejski. Żydowski oryginał Biblii odrzucono, jak pusty kokon gąsienicy, z której wylągł się już motyl. Kościół miał w rękach natchniony przez Boga tekst LXX. Tłumacze Septuaginty, półlegendarnych siedemdziesięciu interpretatorów, byli czołowymi mędrcami Izraela ówczesnych czasów, przedstawicielami wszystkich pokoleń i szkół. Na podstawie tego przekładu rozkwitł Nowy Testament, i tworzyli Ojcowie Kościoła. Wydawało się, że to wystarczy.
Gdy uczeni chrześcijańscy zainteresowali się źródłami i interpretacją Starego Testamentu, i zaczęli porównywać przekład Siedemdziesięciu z późniejszymi żydowskimi tłumaczeniami na grecki, nieuchronnie zwrócili się do żydowskiego tekstu Biblii, a do tego czasu tylko Żydzi mieli pisma i umieli je interpretować. Jak pamiętamy, żydowski oryginał Septuaginty został zniszczony. Znakomity uczony teolog Orygenes zwrócił się do Żydów o radę, i rada ich była oparta na ich tekście, i ich interpretacji tekstu. Orygenes postanowił ulepszyć Septuagintę i zredagował ją z uwzględnieniem przekładów żydowskich ze współczesnych jemu pism. Te poprawki, i poprawki innych redaktorów pozostały w wielu manuskryptach LXX. Lecz mimo to, pomimo takiego przeredagowania, Septuaginta pozostawała tekstem podstawowym, i wykorzystywał ją cały mówiący po grecku Wschód od Konstantynopola do Aleksandrii.
Lecz na Zachodzie greckiego nie znano. Początkowo Kościół Zachodni wykorzystywał tłumaczenia części Septuaginty na łacinę, i jedność Kościoła pozostawała niewzruszona. Ale potem Święty Hieronim, mąż wielce uczony, który przeżył 34 lata w Palestynie, postanowił stworzyć wzorcowy przekład na łacinę, z uwzględnieniem całej współczesnej mu wiedzy. Początkowo zamierzał przetłumaczyć Septuagintę na łacinę z uwzględnieniem starych tłumaczeń łacińskich, a następnie sprawdzić otrzymany tekst z żydowską wersją przedmasorecką.
W Jerozolimie spotkał się z żydowskimi uczonymi mężami, i poprosił ich o radę. Poradzili mu nie tracić czasu na niedobry przekład grecki, a zwrócić się bezpośrednio do źródła pierwotnego, czyli do Biblii Żydowskiej. I tak zrobił: od nowa przetłumaczył Stary Testament na łacinę ze współczesnych mu rękopisów żydowskich. W ten sposób posiano ziarna żydowskich wpływów w Kościele Zachodnim. Żydzi zaakceptowali przekład Hieronima, lecz Święty Augustyn był oburzony, i pisał w swej książce „Państwo Boże”:
„Chociaż Żydzi chwalą mądry trud Hieronima, gdy tymczasem według nich Siedemdziesięciu Interpretatorów wielokrotnie się myliło, to Kościoły Chrystusowe uczą, że nic nie ma większego autorytetu, niż przekład Siedemdziesięciu, i powinniśmy wierzyć, że Siedemdziesięciu otrzymało dar prorocki.”
Współcześni oburzali się na Hieronima, widząc, jak on z latami coraz bardziej skłania się na stronę Żydów. Przyjaciel jego młodości, Rufinus, rozpoczął otwartą krytykę Hieronima. Hieronim uznał fakty lecz nie zamierzenia. „Nie można winić mnie za to, że korzystam z pomocy Żydów przy tłumaczeniu z hebrajskiego. Nie rozumiem, jak wykorzystanie żydowskich interpretacji może podkopać wiarę chrześcijańską”, pisał Hieronim w swej Apologii. Lecz dzięki temu Żydzi zasiali ziarno, które z czasem rozkwitło w postaci zatwierdzenia MT i praktycznego zapomnienia Septuaginty.
Błędy Orygenesa i Hieronima, a także późniejszych uczonych mężów, spowodowane były brakiem wyczucia perspektywy historycznej. Już perspektywa malarska nie zawsze była znana przez malarzy, a perspektywa w historii pojawiła się dopiero po Renesansie, nie wcześniej niż w XVII wieku. Do tego czasu ludzkość nie wyczuwała upływu czasu. Don Kichot wyobrażał sobie Achillesa i Hektora jako rycerzy. Krzyżowcy wzięli islamski meczet Jerozolimy za Świątynię Salomona. Podobnie Orygenes i Hieronim nie rozumieli, że tekst Biblii Żydowskiej zmienił się od czasów Ptolomeusza II Filadelfa, na którego rozkaz stworzono Septuagintę.
Niektóre zmiany wprowadzono specjalnie, niektóre spowodowane były błędami przepisywaczy, inne powodowało niezrozumienie słów. Teolog prawosławny zauważa: „Interpretacja grecka odtwarza niezależny od masoreckiego żydowski typ tekstualny, który w mniejszym stopniu został poddany rewizyjnej kontroli judaistycznych cenzorów i nie doświadczył tak bardzo głębokiej korekcji pod nadzorem prawowiernych rabinów. Niestety jego żydowski pratekst został zniszczony rękami żydowskich mędrców. Dlatego LXX i MT bardzo się od siebie różnią, a jeśli chodzi o sprawy mesjanistyczno-chrześcijańskie, to przeważnie są sobie całkowicie przeciwstawne”. (N.N. Głubokowskij).
Lecz Orygenes i Hieronim uwierzyli w żydowski mit o ich maksymalnie ostrożnym obchodzeniu się z rękopisami Starego Testamentu. Nie wiedzieli, że Żydzi spalali wariacyjne rękopisy, nie odpowiadające ich koncepcji. Chodzi o to, że w Kościele nie było takiego zwyczaju, i dlatego do czasów Hieronima istniało wiele wersji Nowego Testamentu i Septuaginty, „Tot paene versiones, qout codides” – ile wariantów, tyle i kodeksów. Dla porównania, Islam poszedł drogą żydowską, i wszystkie warianty Koranu spalono – w ten sposób pojawił się jeden tekst Koranu bez żadnych innych wariantów.
Prace Hieronima, który przetłumaczył Biblię Żydowską na łacinę, oznaczały podłożenie miny pod mury obronne chrześcijańskiego Państwa Bożego. Mina ta wybuchła po długich pięciuset latach, w wieku dziewiątym, kiedy Wulgatę Hieronima uznano za oficjalny tekst Kościoła Zachodniego. Tendencja judaistyczna zaczęła podbijać świat chrześcijański. Lecz mimo to przed Reformacją proces ten postępował powoli – niewielu ludzi umiało czytać Stary Testament po łacinie. Dopiero w czasach Reformacji proces ten gwałtownie przyśpieszył. Protestanci zaczęli tłumaczyć Stary Testament z Biblii Żydowskiej, wynik był podobny do ożywienia dawno uśpionej bakterii. W Niemczech i Anglii wybuchł, zaindukowany utajonym w MT duchem żydowskiego szowinizmu i wybraństwa, jadowity nacjonalizm, którego do tej pory nie było w Europie. Naczytawszy się przekładów z MT angielscy koloniści w Ameryce Północnej wymordowali pokojowych miejscowych mieszkańców zgodnie z receptami Księgi Jozuego, a Niemcy rozpoczęli swój marsz do narodowego-socjalizmu. Tym samym wybuchł drugi stopień miny, podłożonej pod chrześcijańską jedność jeszcze w drugim wieku.
Żydzi stali się strażnikami świętego tekstu Zachodu, zbiorowym Merlinem przy europejskim Królu Arturze. Ludzie niezadowoleni z ich wpływów, porzucali wiarę chrześcijańską i stawali się zwolennikami i ofiarami różnych kultów antychrześcijańskich. Nastąpiło przyśpieszenie procesu judaizacji i duchowej degradacji Zachodu.
Bitwa na tłumaczenia trwa do dzisiejszego dnia. Żydzi produkują setki przekładów na mnóstwo języków, każdy następny jest jeszcze bardziej judaistyczny od swego poprzednika, jeszcze bardziej związany z duchem żydowskiego wybraństwa. Niektóre przekłady są otwarcie żydowskie, jak trzytomowe tłumaczenie Biblii na rosyjski, które niedawno wyszło w Jerozolimie. Inne są krypto żydowskie, jak angielska Scofield Reference Bible, która sprowadza wiarę chrześcijańską do „miłości do Żydów i żydowskiego państwa”. Ta właśnie praca nad tłumaczeniami jest prawdziwym, a nie mitycznym, „Spiskiem Mędrców Syjonu”.
Przyszedł czas, abym przyznał się po raz trzeci. Będąc byłym Żydem, przyjętym do Prawosławnego Autokefalicznego Kościoła Jerozolimskiego, szczególnie odczuwam stałą walkę dwóch duchów, dwóch tendencji w naszym świecie. Czy świat chrześcijański ulegnie Żydom-judaistom, czy też judaiści przyjmą Chrystusa? W ostatnich dniach, w cerkwi na Ziemi Świętej widziałem dwujęzyczną Biblię po rosyjsku i po hebrajsku, wydaną przez chrześcijańskie towarzystwo biblijne po to, aby przybliżyć judaistów do Chrystusa. Lecz Stary Testament był zgodny z żydowskim MT! Jaki Żyd przyjmie interpretację chrześcijańską, jeśli widzi, że chrześcijanie opierają się na Biblii Żydowskiej, przygotowanej przez antychrześcijańskich rabinów? I rzeczywiście, wydawane są książki, napisane przez Rosjan, wychowanych w duchu chrześcijańskim, którzy, pod wpływem Żydowskiej Biblii, opuścili Cerkiew i stali się rzecznikami Żydów. Nie, spotkanie chrześcijan i Żydów powinno doprowadzać Żydów do Chrystusa, a nie uprowadzać chrześcijan z Kościoła do progów synagogi.
Historia tłumaczeń Biblii w Rosji potwierdza naszą tezę. W ciągu wieków Cerkiew Rosyjska i rosyjski naród wykorzystywali Biblię Słowiańską przetłumaczoną z Septuaginty. Tłumaczenie na język rosyjski wydane było dopiero w drugiej połowie wieku XIX, a dokonało tego Rosyjskie Towarzystwo Biblijne, które składało się z brytyjskich agentów wpływu, masonów i protestantów. Oczywiście, tłumaczenie to było z MT. Rosyjska Biblia, przetłumaczona z MT według wzorca protestanckiego, odegrała zgubną rolę. Wpływy judaistyczne bardzo wzrosły. Lecz Cerkiew w dalszym ciągu wykorzystywała Biblię carowej Elżbiety. Doprowadziło to do rozejścia się czytającej publiczności, która otrzymała tłumaczenie z MT, i Cerkwi, która trzymała się tłumaczenia z greckiego. Rozejście to okazało się decydujące w latach rewolucji.
MT – to mina, podłożona pod mury obronne chrześcijańskiego Państwa Bożego. Nastał czas, aby podłożyć kontrminę i odeprzeć oblężenie. W tym celu należy w języku starożydowskim zrekonstruować Biblię Chrześcijańską, to jest odtworzyć na nowo utracone hebrajskie źródło Septuaginty. Jeśli wcześniej trud ten uważano za niemożliwy do podjęcia, dzisiaj możemy go wypełnić. Możemy teraz zrekonstruować oryginał H70 – dzięki odnalezionym na pustyni zwojom z Qumran, dzięki wielkiej pracy tekstologów w ostatnich dwudziestu latach.
Rekonstrukcja prawdziwego starożytnego tekstu Starego Testamentu, oczyszczonego z antychrześcijańskiej polemiki, przeniesie wielowiekową wojnę ideologiczną na terytorium przeciwnika – po raz pierwszy od roku 128, kiedy uczeń rabina Akiby, Akila, dokonał wyjątkowo judaistycznego tłumaczenia Starego Testamentu na grecki. Gdyby zadania tego dokonał młody Kościół w drugim wieku – wpływy żydowskie na świat chrześcijański byłyby takie same, jak wpływy Samarytanów. Lecz i teraz można powiedzieć – lepiej późno niż wcale.
Wydanie oczyszczonego i zrekonstruowanego Starego Testamentu w języku hebrajskim może stać się punktem zwrotnym w długiej walce. Wpłynie on pozytywnie na umysły Żydów – teraz uważają się za najwyższych arbitrów i strażników świętego tekstu, a nasz zrekonstruowany tekst przywróci stanowi rzeczy właściwe proporcje. Pozostaną oni właścicielami własnej wersji tekstu, równoważnej aramejskiej Peshitte, Biblii Etiopskiej, samariańskiej Torze. Podkopie ono także antychrześcijańską tendencję w Izraelu, i z Bożą Pomocą doprowadzi Izraelczyków do Chrystusa. Kościoły Wschodu i Zachodu zbliżą się na podstawie wspólnego tekstu i jego jednakowego rozumienia.
Wątpiący w możliwość zrekonstruowania oryginału Septuaginty zwykle mówią o wielości wersji, i o trudności wyboru spomiędzy różnych wersji. Współczesne wydania protestanckie wybierają wersje na podstawie zgodności większości rękopisów, lub na podstawie największej starożytności rękopisów. Lecz dla odtworzenia Biblii Chrześcijańskiej w języku hebrajskim należy kierować się nauką Cerkwii [Kościoła]. I tutaj wielką rolę może odegrać Biblia carowej Elżbiety.
Dlaczego właśnie Biblia Elżbietańska? Wydanie to wyszło w najmniej zjudaizowanym i podlegającym najmniejszym wpływom Zachodu kraju chrześcijańskim, w Rosji wieku XVIII, pod kuratelą najmniej zjudaizowanej carowej. Gdy Elżbietę Piotrowną poproszono o wpuszczenie kupców żydowskich do Rosji, ona raczyła napisać: „Od wrogów Chrystusa nie chcę ponętnego zysku”. Takie podejście może się nam podobać lub nie, lecz jest ono niewątpliwie gwarancją sterylnego eksperymentu. Resztki mamutów zachowały się w wiecznej zmarzlinie. Wiecznej zmarzliny można nie lubić, możemy woleć klimat subtropikalny, lecz dla przechowania mamuta lepsza okazała się zmarzlina i tundra. Jeśli chcemy odnaleźć zachowaną tradycję bizantyjską, to nie ma lepszych czasów niż panowanie carowej Elżbiety Piotrownej i jej Biblii.
Przy rekonstrukcji możemy wykorzystywać czytane w Cerkwi teksty Biblii Elzbietańskiej, dlatego, że teksty te są jednoznaczne, a tekst grecki pozwala na różną interpretację.
Część Księgi Wyjścia już odtworzyłem wraz z moimi kolegami, i jeśli uda się nam otrzymać wsparcie, to ważny ten projekt zostanie zakończony w dającej się przewidzieć przyszłości. Kilka pierwszych rozdziałów można już chętnym wysłać. W tym celu należy zwrócić się na adres info@IsraelShamir.net podając jako temat H70. Rozdział 3 zamieszczono poniżej.
Izrael Szamir (Israel Shamir)
Tłumacz biblijno-talmudycznego dzieła Abrahama Zacuto na angielski, http://www.zacuto.org
Przetłumaczył „Odyseję” Homera, „Ulissesa” Joyce i znanego hebrajskiego pisarza Agnona na rosyjski.
Izrael Szamir ma stronę http://www.israelshamir.net gdzie zamieszcza wszystkie swoje artykuły w tłumaczeniach na angielski, rosyjski, francuski, hiszpański, niemiecki itd. Są tam także tłumaczenia jego prac na język polski.
Nauczyciel pisze:
parafrazując amełykanskiego generała o Iraq: Ludzie mają nie wiedzieć, co dzieje się na Ziemi – ludzie mają wiedzieć, co mają myśleć o tym, co im śmendia globalistów opowiadają…
trzeba pogardzać Szłabem, brzydzić się Ursulą vonder Kłamczucha, 5Gates’em czy Zero+Zele
ale czy trzeba przejmować się tymi, kt wymienionyx trzymają na smyczy do kamer ?
Jeśli ci Możni Globaliści tak upierają się narzucać człowiekom-elektoratom gównośmendialne, to
paradox’alnie
wystarczy wyrzucić se z głowy te śmendia, by znikli Możni… ?
czemu im zależy na miliardach bydła śmendialnego ?
czemu oni mają: nie chcem – ale muszem tolerować toto bydłoludzkie na Ziemi ? (wprawdzie dwóch bodaj jizraelskix ministrów orzekło, że Palestyny w Gaza to są zwierzęta – ważna szczerość Xazarów)
krótko:
po co robią te coroczne FORUM DEPOPULACIORUM ? co im każe zlatywać się na turbo miotłach na tę
ZauberBerg/Davos ?
albo kto ?
oraz
czy to śmendialnie głośne goownoDavos jest może zasłoną t. Łapaj złodzieja!… bo co roku wtedy…
zupełnie kdzie indziej…
co może być na anty-podach Davos ? jakaś głębina morska/oceanna ?Tak na logikę chłopa:
jeśli te wszystkie Szłaby, Ursule i drugie Srydule – oraz Damon Imani? – wszystkie te NIE!WAŻNE pionki ściągają uwagę na Davos: kdzie dużo i głośno się gada, ale o niczym nie decyduje BO TO NIE TE OSOBY !
to po co to usilne zwracanie uwagi śmendiów a więc i elktoratów-nic-rozumatów ?
to
Ci Możni Globalni kdzie są w tym czasie ?
czemu to jest dla nich czas krytyczny: jakby czas słabości ? przepoczwarzenia ? wylinki ? zmiany w Staf’ecie Władzy ? początek stycznia – na styku roku i roku: wyroku i wyroku…
przy najmniej widocznej Łunie: kdy cieniutki rogalik… właśnie: rog’i ! ostro kłują: AJ !ERGO
nic nie mogą, a gęby przed kamery pchają – ? uwagę zw-/od-wracają – od czego ?
roz-glądnij’MY się przytomnie…
Oznaki upadku państwa
Przejdź do treści Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f Twitter Google-plus-g Instagram Youtube Szukaj...
-
Koniec z pobłażaniem za brak maseczki – deklaruje minister zdrowia Łukasz Szumowski. Jak dodaje w rozmowie z money.pl, rozmawiał na ten tema...
-
Mija 76. rocznica Powstania Warszawskiego. To jeden z najbardziej tragicznych rozdziałów naszej polskiej historii. Na bezsensowną śmierć i k...
-
Zmiana obyczaju katolickiego bazuje na argumentacji, że dojrzałość katolika dzisiejszych czasów jest tak duża, iż pozwala na pominięcie infa...
Te wszystkie wyliczanki ile jaki kraj czy kontynent wytwarza CO2, próby rozkładania tego na tzw. „chłopski rozum” i dowodzenie że to przecież „nijak się nie spina”, zamartwianie się że w kraju nie ma i raczej nie będzie przy każdym miejscu parkingowym „gniazdka” do ładowania samochodu, czy wreszcie że mało ludzi będzie sobie mogło pozwolić na zakup samochodu w cenie 2- pokojowego mieszkania w powiatowym mieście, można sobie schować w buty.
To wcale nie jest tak, że w tej Brukseli siedzą jacyś kliniczni fanatycy ekologii, którzy ubzdurali sobie, że praktycznie likwidując możliwość posiadania prywatnego samochodu w UE uratują planetę. Europa to tylko plamka na mapie świata i nawet gdyby tu zredukować ilość CO2 do zera, to w sytuacji świata zmieni to też okrągłe zero.
Nie o żaden klimat i i powrót mamutów czy innych dinozaurów tu chodzi.
Prywatny samochód, możliwość swobodnego przemieszczania, względnie sprawny i w dwie minuty zatankowany po korek, to jednak jakaś tam wolność. Wiele w ostatnich latach robi się, w najróżniejszych dziedzinach życia i praktycznie na rympal, żeby kandydatów na niewolników od tych jakichś resztek „wolności” odzwyczajać. Nie wszystko da się wprowadzić z dziś na jutro, bo wtedy gnuśne, kompletnie zdezorientowane i zachowujące się jak śnięte ryby „masy” mogłyby jednak pod wpływem nagłego impulsu doznać nagłego przebudzenia i zrobić coś, czego specjaliści od psychologii tłumu, od wojny psychologicznej, od dezinformacji, od sterowania społeczeństwami jak jakimiś humanoidami woleliby uniknąć, a ich pracodawcy tym bardziej.
Może po prostu Europa została wytypowana na „prekursora” i poligon doświadczalny wprowadzenia wzorowego gułagu cyfrowego i nie tylko… Jak tutaj to wypali to i reszta świata dostanie rozkaz „walki” z CO2, czy z jakimkolwiek innym urojonym „zagrożeniem”, choćby to miało przybrać postać powrotu do epoki kamienia łupanego… Problem w tym , że współcześni „jaskiniowcy” mieliby o wiele trudniej niż ci sprzed pary tysięcy lat… Jak tu wyciąć jakieś krzaki na rozpalenie ogniska bez odpowiednich wniosków, pozwoleń i kar za „uchybienia”… Zresztą ognisko to CO2, więc opcja chyba w ogóle wykluczona, albo ściśle ograniczona i kontrolowana.
Skąd brać żarcie? Na diecie z surowych robaków, pająków, czy dżdżownic organizm ludzki chyba długo nie pociągnie, a zabijanie zwierząt czy łowienie ryb – zwłaszcza bez stosownych opłat i pozwoleń – mogłoby być zagrożone takimi karami, że lepiej już umrzeć z glodu…
A tak całkiem na serio – o ile w najbliższych latach jakąś większa wojenka w Europie czy na świecie nie spowoduje, że „priorytety” odnośnie losów ludzkości nie ulegną „modyfikacjom”, a cała ta UE dalej będzie trwać i wprowadzać te swoje kretynizmy w życie, to zapewne w okolicach roku 2030 ceny samochodów osobowych, nawet starych gratów, zaczną szybować w górę niczym rakieta, ciśnienie zacznie rosnąć, bo każdy, kto nie ma i miał nie będzie kasy lub ochoty na jakiegoś „elektryka”, będzie robił wszystko żeby przed wejściem zakazu zaopatrzyć się w „normalny” samochód i jeszcze chociaż parę lat móc jeździć tak jak jest przyzwyczajony, a nie jak wózkiem widłowym na baterie po magazynie, gdzie po paru godzinach eksploatacji trzeba go podłączyć do ładowania, które trwa dość długo, a na który to „wózek” i tak go zresztą nie będzie stać.