wtorek, 11 czerwca 2024

Polacy nie chcą wojny!

W dniu Święta Bożego Miłosierdzia (7 kwietnia 2024 roku) trafił do mnie List otwarty Polonii do polskich władz, przesłany do mnie przez Edwarda Wojciecha Jeśmana, prezydenta Polish American Strategic Initiative (PASI) oraz Polish American Congress of Southern California, sygnowany praktycznie rzecz biorąc przez przedstawicieli polskiej diaspory ze wszystkich kontynentów.

Bardzo uważnie przeczytałem cały ten tekst. Rozmyślając w skupieniu nad zawartym w nim przesłaniem, przypomniałem sobie rozmowę z moim śp. dziadkiem – Szymonem, sprzed ponad 70 lat, kiedy jako młody chłopiec w trakcie rozmowy zadałem dziadkowi kilka pytań.


Prorocy ostrzegają przed szaleńcami

Rozmowa dotyczyła spraw związanych z eschatologią. Była to dyskusja o rzeczach ostatecznych. Dziadek mój był człowiekiem głębokiej wiary, która – jak twierdził – pozwoliła mu na przetrwanie w hitlerowskim Oflagu. Chciał mi przekazać to, co w jego mniemaniu było najistotniejsze dla człowieka, niezbędne dla jego biologicznego przetrwania.

Ze zrozumiałych względów wynikających z ogromnej różnicy wieku i doświadczeń życiowych dziadek posługiwał się przykładami umożliwiającymi mi zrozumienie tego poważnego tematu. W kontekście rozmowy z Bogiem dziadek w odpowiedzi na moje dziecięce pytanie „jak Stwórca rozmawia z ludźmi?” powiedział, że po pierwsze Bóg komunikuje się z ludźmi bardzo rzadko i tylko w wyjątkowych okolicznościach. Po drugie, posługuje się w tym celu innymi ludźmi dawniej zwanymi prorokami. Mogą to też być osoby intencjonalnie, jednorazowo powołane przez Boga w tym celu… Wszystko zależy od wagi, znaczenia przesłania.

Podał przykład. Powiedział, że coś takiego może nastąpić w przypadku zagrożenia bytu danego narodu. W sytuacji, gdy zwykły ludzki rozsądek zawodzi. W sytuacji, gdy jacyś maniakalni szaleńcy prowadzą naród do katastrofy, do zagłady.

Znaczenie Święta Miłosierdzia

Dzień 7 kwietnia w tym roku, jako pierwsza niedziela po Wielkanocy, to Święto Miłosierdzia – ma swój głęboki sens teologiczny, który wskazuje na ścisły związek, jaki istnieje pomiędzy wielkanocną tajemnicą Odkupienia, a tajemnicą miłosierdzia Bożego.

Otrzymanie przeze mnie właśnie w tym dniu tego listu do polskich władz ma istotne znaczenie, cytuję: „On jednak z miłością, czułością, przebaczeniem i wiarą w dobro, które każdy z nas w sobie ma – biegnie do człowieka z wyciągniętą ręką, z gestem Miłosierdzia mówiąc: „Uważajcie na siebie” (Łk. 17,2), „Ja jestem” (21,8) i nieustannie wspiera was Moja prawica (por. Ps 18,36), bo w Miłosierdziu swoim Pan nie zostawia nas samym sobie! Boże Miłosierdzie jest sensem naszych życiowych poszukiwań”.

Rozważać w tym kontekście trzeba zaistniałą sytuację we współczesnym świecie – ludobójstwo w Gazie, bratobójczą wojnę za naszą wschodnią granicą, Sodomę i Gomorę za Wielką Wodą, trywialne nawoływanie do wojny z drugim słowiańskim narodem w Polsce. Także tłumienie wszelkich głosów krytycznych poprzez obelżywe, nikczemne paszkwile skierowane przeciwko luminarzom polskiej nauki i kultury, którzy mają odwagę głośno protestować przeciwko trwającej hucpie prowojennej.

Wojna transcendentna

Nie jestem fanem Grzegorza Brauna, ale z całym przekonaniem, stwierdzam, że wygłoszone przez tego posła słowa na wskazanym poniżej wiecu antywojennym są słowami, którymi Stwórca chce nas przestrzec przed zagładą. Być może z uwagi na fakt, że jest on człowiekiem głębokiej wiary, powiedział tam prorocze słowa.

Niezwykle ważne słowa powiedział na początku Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie charyzmatyczny czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow. Powiedział, że to jest walka z szatanem, walka za wiarę i tradycyjne wartości rodzinne bliskie nie tylko wyznawcom islamu, ale także chrześcijanom.

Na naszych oczach dzieją się losy świata. Dekadencka Ameryka i jej przywództwo światowe osuwa się w otchłań. Obecna wojna za naszą wschodnią granicą ma transcendentny wymiar.

Eugeniusz Zinkiewicz
https://myslpolska.info

Wydaje mi się, że większość polskich idiotów chce jednak wojny z kacapią. Ot pójdą sobie, postrzelają do kacapów, wieczorem obalą parę flaszek piwa… i gitara. Wszystko będzie wporzo.
Admin 

Jak po okrutnych torturach męczennikiem nie zostałem

 

Jak po okrutnych torturach męczennikiem nie zostałem


Jest zima.

Ober-bezpieczniak, przed którym całymi latami drżeli wszyscy politycy 3RP wraz z rodzinami, znajomymi, kontrahentami i kim tam jeszcze, zostaje wyjęty z lokalu przy Krakowskim Przedmieściu 46/48 jak królik z klatki (kto wyjmował z klatki królika, wie, jak to wygląda) i przewieziony do budynku, w którym okna są zakratowane.

Po jakimś czasie, zza krat wydostaje się wieść, że wspomniany ober-bezpieczniak nie chce jeść, co mnie nie dziwi, bo z doświadczenia wiem, że w budynkach za kratami karmią nie najlepiej (eufemizm).

Wieść, że odmawia picia się nie wydostała, ale to akurat w jego przypadku – zrozumiałe.

Potem już z górki:
po cudownym ocaleniu, kolejne, mrożące krew w żyłach informacje, podane już przez niego samego, że był torturowany za pomocą przymusowego karmienia.

Zapamiętałem z tej wzruszającej opowieści trzy, no – cztery szczegóły:
– że przypięli go do leżanki pasami,
– chcieli karmić wprowadzając rurkę przez nos,
– że wspominany nos ma skrzywioną przegrodę nosową
– i że to strasznie bolało.

Spuentował to jego szef (b. wicepremier od wszystkich bezpiek i wszystkich interesów), który na dużym emocjonalnym wzburzeniu, kilka razy powtórzył, że wspominany ober-bezpieczniak został torturom poddamy.

No męczennik, najprawdziwszy męczennik.
Nie „za wiarę”, bo, jak już wspominałem, ateista z niego i to agresywny, do tego stopnia, że jeszcze nie tak dawno odmawiał przekroczenia progu kościoła, ale jednak – męczennik.

*                    *                    *

Jest zima.
dzwonię do mojej przezacnej lekarz POZ, z prośbą o przedłużenie recepty na przyjmowane leki (ach, ten PESEL…).

Pani doktor oddzwania , rozmawiamy przez chwilę i nagle pyta mnie , skąd ja taką chrypkę mam (a zna mój głos od ponad 20 lat). Odpowiadam, że parę tygodni temu mi się przyplątała i odplątać nie chce.

Potem już z górki:
pani doktor każe mi przyjść z wizytą, bada i wypisuje skierowanie do laryngologa.

Ponieważ ja się pani doktor słucham (i to od lat ponad 20), idę do specjalisty, gdzie sympatyczna pani laryngolog każe mi otworzyć buzię, wysunąć język, zagląda jakimiś latarkami do wewnątrz i mówi tak:

– widzę przesuszenie strun głosowych, które się nie domykają, ale muszę panu głębiej zajrzeć do krtani – i poleca pielęgniarce znaleźć mi termin za ok 2 tygodnie.

*                    *                    *

Zgłaszam się ponownie do pani laryngolog, która wskazuje mi miejsce na podobnym do dentystycznego fotelu i informuje, że … badanie będzie przez nos – i pokazuje mi coś w rodzaju pistoletu, z którego wystaje jakaś rurka czy kabel, zakończona lampką (to chyba kamera – pomyślałem).

Oczywiście, natychmiast skojarzyłem sytuację, w której ober-bezpieczniaka oprawcy w białych kitlach torturowali, więc natychmiast informuję, że:

– mój niegdyś zgrabny (po obojgu Rodzicach) nos, w wyniku działania sił zewnętrznych, wiele lat temu został odkształcony, w wyniku czego przegroda jest nie teges, a ja, praktycznie oddycham tylko jedną dziurką.

Myślałem, że mi się upiecze, ale pani laryngolog zapytała mnie, którą to dziurką oddycham i po otrzymaniu precyzyjnej odpowiedzi, przystąpiła do badania.

Z tego wszystkiego nie zapytałem, dlaczego nie przypina mnie pasami, bo ona nie brutalnie, acz zdecydowanie, już wprowadza mi do nosa wspomniany kabel z kamerą… i przy pomocy wspomnianego pistoletu przesuwa dalej i dalej.

Żeby mi nie było nudno, każe mi co jakiś czas robić wdech i mówić EEEEEE…, co też czynię.

Po może 2 minutach, no – góra trzech, wyciąga mi ten kabel z nosa i mówi tak:

– Pan dobrze współpracował! (zabrzmiało jak greps z Guantanamo), jest obrzęk krtani itd. itp. ale nie widzi groźnych zmian i dalej już zalecenia itd.

*                    *                    *

Teraz najważniejsze: to wprowadzenia kablo-kamery przez nos do krtani NIE BOLALO. Ani trochę.

Dlatego poczułem coś w rodzaju mieszaniny ulgi z rozczarowaniem, bo skoro nie bolało – no to nie zostałem poddany żadnym torturom, tak że o awansie na męczennika mogę zapomnieć . I to pomimo skrzywionej przegrody nosowej.

Ktoś powie: no tak, ale ober-bezpieczniakowi wypchali rurkę przez nos do żołądka, a mnie do krtani, a do żołądka mogło boleć, więc niepotrzebnie się ober-bezpieczniaka czepiam.

Zajrzałem do Internetu i cóż tam znalazłem:

„Zakładanie sondy nie jest zabiegiem bolesnym (pogrubienie NIE MOJE) Wykonuje je pielęgniarka, wymierzając dokładnie odległość, na której sonda ma być umieszczona w żołądku. Następnie sonda mocowana jest plasterkiem wokół dziurki od nosa i może być utrzymywana nawet przez kilka dni.”

>https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&q=zywienia+przez+nos

I wtedy sobie pomyślałem: lansuje się taki owaki na męczennika, znaczna część Polaków mu wierzy, a tak naprawdę, to torturą byłoby da niego, gdyby mu w celi, za pancerną szybą, otwartą flaszkę wódki postawili.

Tfu!

Ewaryst Fedorowicz
https://ekspedyt.org/

Forsa! Zlodzieju Santos I Wypad Z ...

 

  1. Forsa! Zlodzieju Santos I Wypad Z ...

    Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych przez Jeronimo Martins Polska S.A. z siedzibą w Kostrzynie 62-025, przy ul. Żniwnej 5 w celu przekazywania za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej (e-maila) informacji handlowych dotyczących produktów i promocji dostępnych w Sklepie Internetowym Biedronka Home, w tym newslettera, profilowanych ofert dostosowanych do moich preferencji na podstawie analizy informacji o zakupach i aktywnościach w Sklepie Internetowym Biedronka Home. Wiem, że w każdej chwili mogę wycofać zgodę bez podawania przyczyny. Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Jeronimo Martins Polska S.A. z siedzibą w Kostrzynie 62-025, przy ul. Żniwnej 5. Administrator w Polityce Prywatności informuje o celu, okresie, i podstawach prawnych przetwarzania Pani/Pana danych oraz o prawach jaki Pani/Panu przysługuje. W każdej chwili może Pani/Pan skorzystać z przysługujących praw wobec danych osobowych.

    Potwierdzam, że otrzymałem Regulamin Karty Lojalnościowej, zapoznałem się z jego treścią i rozumiem wynikające z niego obowiązki stron. Wyrażam zgodę na zawarcie umowy podlegającej ww. Regulaminowi. * Wyrażam zgodę na przesyłanie przez Jeronimo Martins Polska Spółka Akcyjna z siedzibą w Kostrzynie (kod: 62-025) przy ul. Żniwnej 5 w ramach świadczenia Usługi Marketingowej zgodnie z Regulaminem Newsletter oraz informacji handlowych drogą elektroniczną, za pośrednictwem podanego przeze mnie numeru telefonu oraz w formie wiadomości elektronicznych (e-mail, SMS/MMS, serwisy internetowe, w tym portale społecznościowe, Aplikacja Mobilna, powiadomienia push) zgodnie z ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną. * Wyrażam zgodę na używanie przez Jeronimo Martins Polska Spółka Akcyjna z siedzibą w Kostrzynie (kod: 62-025) przy ul. Żniwnej 5 w ramach świadczenia Usługi Marketingowej zgodnie z Regulaminem, telekomunikacyjnych urządzeń końcowych dla celów marketingu bezpośredniego, zgodnie z ustawą z dnia 16 lipca 2004 r. prawo telekomunikacyjne poprzez wysyłanie Newsletter oraz informacji handlowych. *

    * – pola wymagane Inne Nie wyrażam zgody na identyfikację przy kasie za pomocą numeru telefonu podanego przy Aktywacji Online lub Aktywacji Telefonicznej. Identyfikacja Korzystającego będzie następowała wyłącznie poprzez zeskanowanie Karty Lojalnościowej lub Breloka. Zgoda na wyświetlanie informacji handlowych o wyrobach tytoniowych, rekwizytach tytoniowych i innych produktach zawierających nikotynę.

    Oświadczam, że jako pełnoletni użytkownik produktów zawierających nikotynę chcę otrzymywać niepubliczne informacje handlowe, z uwzględnieniem ofert dotyczących tych wyrobów za pośrednictwem powiadomień push oraz informacji zamieszczonych w Strefie Tytoniowej przez Jeronimo Martins S.A.

    Udzielenie niniejszej zgody oznacza dostęp do Strefy Tytoniowej zawierającej niepubliczne informacje handlowe, w tym oferty dotyczące wyrobów tytoniowych, rekwizytów tytoniowych i innych produktów zawierających nikotynę.

    Zapoznałam/-em się i akceptuję Regulamin Strefy Tytoniowej.

Złoto a światowe przemiany

 

Złoto a światowe przemiany


Ceny złota idą gwałtownie w górę. Ponad 10 % w ciągu ostatniego miesiąca. Co to oznacza?

Piszę swoje uwagi, także dotyczące gospodarki, z perspektywy cywilizacyjnej. Jakie sugestie można wysnuć z zaistniałej sytuacji?

Warto wspomnieć, że w 2008 roku, aby zażegnać kryzys finansowy, USA dodrukowały ponad bilion $. To spowodowało niezadowolenie Chin, które dysponowały wtedy obligacjami USA wartości blisko 2, 5 biliona $. Dodruk jednoznacznie wpływał na obniżenie wartości stanu posiadania Chin.

Negocjacje jakie przeprowadzono wskazują, że USA zdecydowały o utrzymaniu ceny złota na poziomie sprzed kryzysu, co pozwoliło na sukcesywny skup złota przez Chiny i wyzbywanie się amerykańskich obligacji.

Dopiero od niedawna można zauważyć szybki wzrost ceny złota; ostatnio proces gwałtownie przyspieszył.

Co to oznacza?

Tylko to, że inwestorzy „uciekają” od $ zamieniając go na złoto. Czyli należy się liczyć ze zmniejszaniem wartości $ w rozliczeniach. $ przestaje być światową walutą rezerwową. To z kolei sugeruje upadek dotychczasowego systemu finansowego zdominowanego przez USA, czyli powstanie świata wielobiegunowego.

Czy spowoduje to krach na rynkach finansowych? Nie musi, ale jest to wielce prawdopodobne.Można widzieć powiązania z sugestią poprzedniej mojej notki, że sytuacja dojrzała do negocjacji wielobiegunowych.

Potwierdzeniem tego stanu rzeczy jest zmniejszanie się inflacji (nie tylko w Polsce), a to oznacza, że występuje ograniczanie konsumpcji i szukanie możliwości stabilnego ulokowania środków.Czy występuje zmniejszenie też wydatków inwestycyjnych? W Polsce taki kierunek obrała obecnie rządząca ekipa. W Niemczech też jest już wyraźna recesja.

Są to wszystko objawy zbliżającego się przewartościowania dotychczasowych relacji gospodarczych, a gradient zmiany ceny złota może być symptomem obrazującym szybkość zbliżania się do tych przewartościowań.

Zapewne niektórzy zarzucą, że jest sprzeczność między zmniejszaniem się inflacji i jednocześnie spadkiem wartości $. Problem w tym, że $ jest środkiem wymiany z gospodarkami innych biegunów politycznych i jego wartość na tym rynku spada, co wcale nie ma przełożenia na wewnętrzne procesy ekonomiczne Cywilizacji Zachodu. Natomiast złoto może być stabilnym miernikiem wartości dla wymiany między cywilizacyjnej.

Krzysztof J. Wojtas
https://cygnus.neon24.net

piątek, 7 czerwca 2024

Lojalność, uczciwość i honor zachodnich sojuszników.

Lojalność, uczciwość i honor zachodnich sojuszników.

Część I.

NATO

Polacy, będąc zwyciężonymi, nie poddali się nigdy. Przez całe ostatnie wieki naród toczył walkę o przetrwanie. Była to walka o system wartości, o język, kulturę, tradycję, religię oraz o pamięć historyczną. Ta walka nie zakończyła się wraz z rzekomym upadkiem komunizmu, ona trwa nadal już w nowych warunkach historycznych, przy nowym układzie politycznym oraz nowych zagrożeniach wewnętrznych i zewnętrznych. Główną naszą wadą narodową jest brak wyciągania wniosków z przeszłości, oraz brak myślenia perspektywicznego.

Po ciężkich historycznych doświadczeniach nadal nie nauczyliśmy się widzieć własnych działań i w powiązaniu z rozgrywkami międzynarodowymi i siłami masońskimi, które przecież nie sprzyjają Polsce, a wręcz odwrotnie, dążą do wyniszczenia moralnego i gospodarczego Polski. Dziś jesteśmy wpatrzeni w Zachód, zapominając, że wielokrotnie zostaliśmy perfidnie przez państwa zachodnie zdradzeni.

11 lutego br. minęła kolejna rocznica (od 4 do 11 lutego 1945) haniebnej konferencji w Jałcie, gdzie Churchill i Roosevelt bez żadnych skrupułów oddali Polskę we władanie Stalinowi. Trzeba przyjąć do wiadomości, że Zachód zawsze nas zdradzi. Obecnie jesteśmy wykorzystywani do osłabienia Rosji, co jest w interesie USA, a nie Polski.

Polska jest w UE i NATO, czyli w anglosaskich strukturach, i w ramach NATO, przy boku USA i Wielkiej Brytanii uczestniczyła w bezprawnej agresji na Irak, a następnie na Afganistan. Nie wiadomo również, w jakich innych operacjach wojskowych Polacy będą brali udział w ramach NATO. Czy żołnierze polscy będą zwalczać zrywy i dążenia niepodległościowe państw, które będą usiłowały wydostać się z pod wpływów nowego porządku świata? Czy będą tam wysyłani, by ginąć? Cele NATO od początku powstania były maskowane przez jego sygnatariuszy. W preambule paktu napisano, że celem jego jest:

- zagwarantowanie bezpieczeństwa, wolności, wspólnego dziedzictwa i cywilizacji państw członkowskich, opartych na zasadach demokracji, indywidualnej wolności i poszanowania prawa.

- zjednoczenie wysiłków tych państw dla zbiorowego zagwarantowania i utrzymania pokoju i bezpieczeństwa.

- popieranie stabilności ustroju i dobrobytu w strefie Północnego Atlantyku.

Akt paktu zawiera jedynie 14 zwięzłych i mglistych artykułów. Rzeczywisty wymiar nadaje mu dopiero praktyczna działalność i interpretacja tych artykułów. 

Członkowie NATO zobowiązani są do zacieśniania wzajemnej współpracy i umacniania istniejących w nich „wolnych instytucji” (art.2) oraz umacniania stabilności ustroju i do podejmowania wzajemnych konsultacji jeżeli będzie „zagrożona całość terytorialna, niezależność polityczna i bezpieczeństwo” (art.4), jednego z członków tej organizacji. 

Pozwala to państwom członkowskim mieszać się w wewnętrzne sprawy innych państw-członków, i tak np. interweniować zbrojnie w jednym z nich w razie wystąpienia nieposłuszeństwa wobec założeń nowego porządku europejskiego czy światowego.

Legie Polskie

Warto więc przypomnieć udział Polaków w międzynarodowych siłach zbrojnych w przeszłości. Przy armii włoskiej Napoleona gen. Henryk Dąbrowski stworzył w 1797 r. z byłych żołnierzy kościuszkowskich i jeńców polskich, którzy przebywali w obozach austriackich, Legie Polskie. Zostały one stworzone z nadziei wkroczenia do Polski i wskrzeszenia wojska polskiego, a zostały perfidnie wykorzystane przez Napoleona do ujarzmiania ambicji niepodległościowych innych narodów. 

Z dwóch utworzonych Legii, pierwsza pod dowództwem gen. Kniaziewicza, uczestniczyła w kampanii rzymskiej i neopolitańskiej, a druga pod dowództwem gen. Rymkiewicza pozostawała w Lombardii. Brała ona udział w bitwie pod Magnano, w której poległ gen. Rymkiewicz. Po nim dowództwo przejął Wielohorski i po walkach nad Adygą, Legia ta weszła w skład załogi Mantui, gdzie przepadła. Po poddaniu Mantui Francuzi wydali Polaków w ręce Austriaków, jako zbiegów z obozów austriackich.

Cyprian Godebski (1765-1809), poeta i żołnierz, uczestnik walk w Mantui, o poddaniu miasta pisał:

„Klęska Francuzów nad Trebią pod dowództwem gen. Macdonald, przeciw armii dwóch cesarzy, prowadzonej przez Feldmarszałka Suworowa, odjąwszy Mantui nadzieję posiłków, własnym zostawił ją siłom. Te nie będąc dostatecznymi do odparcia czterykroć mocniejszego nieprzyjaciela i liczbą i burzącymi działami, skłoniły generała Foissac-la-Tour, rządcy twierdzy, do wejścia w układy, których spieszne zawarcie tyle na niego ściągnęło zarzutu, ile opieszałości w początkowej obronie. Podług wspólnej umowy, żołnierz francuski wracał do kraju na zamianę jeńców, a oficer w zakład żołnierza, szedł do jednej z twierdz austriackich na trzy miesięczna niewolę.

Legia II polska, składając znaczna część garnizonu, została równie w układach zajętą, ale niestety, zrobioną ją uczestniczką warunków, nie dając kosztować owocu. Osobny dodatek podpisanej umowy zapewniał Austriakom powrót ich zbiegów, z warunkiem zachowania im życia. Ten szczegół nadto był widocznym w swoim zamiarze, ażeby mógł być umieszczony jawnie. 

Wiadomo, że legie polskie, co do żołnierza składały się z Polaków, wziętych do wojska austriackiego, którzy na hasło współbraci przechodzili pod sztandary francuskie. Celem ułatwienia zmowy, kazano im zamykać kolumnę; a ledwo czoło i środek wojska minęło zamurze, już prawie szczątków legii nie było. Część jedna poszła z Francuzami do Austrii, w zakład za żołnierzy, których już nie było, a część mająca ich prowadzić do Francji, otrzymała wolność kończenia podróży”.

Cyprian Godebski na pytanie, co znaczy walczyć za cudzą sprawę, wyciąga smutny wniosek:

„O wy, których przeznaczenie wezwało pod sztandary. Jeżeli los wasz częstokroć jest godnym politowania, szczęśliwi przynajmniej kiedy go słodzić możecie wspomnieniem, że to dla ojczyzny.

Spoglądając na Mont-Cenis, jako nie wieczny przedział z ulubionym celem poświecenia się naszego; jako na grób naszych nadziei i gdzie nawet samym trzeba było nędzne wyzionąć życie, zawołaliśmy:

O czterykroć są bracia od nas szczęśliwszymi.
Co walcząc wśród swych ojców, legli na ich ziemi” (Cyprian Godebski, „Grenadier-filozof”, Tarnów 1881).

Legia pierwsza okryła się sławą w kampanii neopolitańskiej. Wykruszenie się Legii w bitwie nad Trebią w 1799 r. spowodowało jej reorganizację. Ze szczątków dwóch Legii utworzono I Legion Polski oraz utworzono Legion Naddunajski pod dowództwem gen. Kniaziewicza. W kampanii 1800 r. Legion Naddunajski odznaczył się w bitwie pod Hohenlinden. Po zawarciu pokoju w Luneville Napoleon dążył do pozbawienia legionu polskiego ostrza politycznego. Legion został podzielony na część w służbie włoskiej i część w służbie królestwa Etrurii. Niezadowolenie Polaków pociągnęło za sobą wysłanie dużej części piechoty na San Domingo, gdzie doszczętnie wyginęły w walce z murzynami i w niewoli angielskiej. Legion, który był w służbie włoskiej został przeorganizowany w 1807 r. w Legię Nadwiślańską. Została ona następnie wysłana przez Napoleona do Hiszpanii, gdzie walczyła z katolikami. Polacy-katolicy ujarzmiali aspiracje niepodległościowe hiszpańskich katolików. Sami nie posiadając ojczyzny, wydzierali ją Hiszpanom. Straty Legionu były bardzo duże, gdyż 12 tys. ludzi zostało zabitych, zmarłych od ran, chorób. W ten sposób Napoleon wytracił najbardziej patriotyczny żywioł polski.

czwartek, 6 czerwca 2024

Żydowskie zbrodnie na Narodzie Polskim

Żydowskie zbrodnie na Narodzie Polskim

Żydzi w strukturach władzy komunistycznej

„Polska była w ciąży z Izraelem” – tak zaczyna się rozmowa Roberta Mazurka z Szewachem Weissem. I choć połowa pierwszego Knesetu mówiła po polsku, polsko-żydowskie relacje nie należą do najłatwiejszych.

– Część Żydów po wojnie z ofiar zamieniła się w katów w UB. To niesłychanie gorzka historia i tak łatwo tu, w wywiadzie nie da się jej opowiedzieć – przekonuje były ambasador Izraela w Polsce, były przewodniczący Knesetu, profesor nauk politycznych. Dalej: „I wtedy się miarkuję, staram się być obiektywny – kontynuuje Szewach Weiss. – Ale zaraz potem włączam telewizor i oglądam film dokumentalny o wojnie i przypominam sobie, jaką tragedią była ona dla Polaków. A później czytam nazwiska żydowskich sędziów, prokuratorów czy ubeków, którzy mordowali Polaków w czasach stalinowskich. Myślę wtedy: „Czy ja mam prawo krytykować Polaków?” – dodaje (http://www.tvp.info/29743694/czesc-zydow-po-wojnie-z-ofiar-zamienila-sie-w-katow-w-ub). Cały wywiad ukazał się w „Dziennik Gazeta Prawna”, 30 marca 2017 r.

Żydzi byli już przy władzy w Polsce w latach 1944-1956, i wprowadzali komunizm.

Władze państwowe RP w 1947 r.: na prezydenta RP wybrano dotychczasowego prezydenta KRN Bolesława Bieruta. Premierem został E. Osóbka-Morawski. I-szym Wicepremierem i Ministrem Ziem Odzyskanych został Władysław Gomułka, II-gim wicepremierem Antoni Korzycki (SL), ale już 8.II.1947 roku, pod naciskiem ŻSPRobot, „Poalej Syjon” (SO) Osóbka-Morawski składa rezygnacje, a stanowisko to obejmuje Józef Cyrankiewicz. Osóbce-Morawskiemu powierzono resort administracji publicznej, gdyż miał za dużo obiekcji i pytań do żydowskich działaczy, na które nikt nie zamierzał udzielać mu ścisłych odpowiedzi. Podobne wątpliwości wówczas targały również Rolę-Żymierskiego i innych. Wiadomo co ich za to musiało później spotkać.

Pierwszy rząd Józefa Cyrankiewicza – rząd Rzeczypospolitej Polskiej, a następnie PRL, pod kierownictwem premiera Józefa Cyrankiewicza, desygnowanego przez Bolesława Bieruta, po dymisji Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej 5 lutego 1947 r.
Działacze żydowscy objęli kierownictwo następujących resortów: Stanisław Radkiewicz, minister bezpieczeństwa publicznego; Jan Rabanowski, komunikacja; Stanisław Skrzeszewski, oświata; Hilary Minc, wiceprezes rady ministrów, minister przemysłu i handlu; Konstanty Dąbrowski, minister finansów; Henryk Świątkowski, minister sprawiedliwości; Zygmunt Modzelewski, minister spraw zagranicznych; Ludwik Grosfeld, żegluga i handel zagraniczny (http://gazetawarszawska.net/pugnae/2200-judeopolonia-nieznane-karty-historii-prl-u-1-2?showall=&start=2).

Później, tj. 19.II.1947 r. uchwalono tzw. Małą Konstytucję. Powrócono do tradycji jednoosobowej głowy państwa (prezydent) i podziału władzy na ustawodawczą (Sejm), wykonawczą (Prezydent, Rada Państwa i Rząd) i sądową.

W niespełna w dwa miesiące od powołania nowego rządu (27.III.1947) przekształcono Ministerstwo Przemysłu w Ministerstwo Przemysłu i Handlu a kierownictwo powierzono Hilaremu Mincowi, którego pozycja w rządzie zaczęła coraz bardziej rosnąc. Natomiast L. Grosfeld został Ministrem Żeglugi (do 16.IV.1947).

Podczas, gdy liczni wyżsi oficerowie sowieccy przybywali do Polski na prośbę Bieruta, do wojska Polskiego napłynęła też z ZSRR duża grupa średniej kadry oficerskiej pochodzenia żydowskiego. Bezpośrednim celem tej grupy było przede wszystkim wyjechać z ZSRR, bądź pod pretekstem polskości bądź pod pretekstem chęci służby w polskim wojsku. Rzeczywistym zamiarem tej grupy nie był zamiar obrony polskich interesów, lecz jak się później okazało służba obcym interesom. 

Perfidia tych zamiarów widoczna stała się już w roku 1948, kiedy duża ilość Żydów oficjalnie, ale potajemnie zmieniła nazwiska na polskie. Umożliwiał to im dekret z dnia 10 listopada 1945 roku, o zmianie i ustalaniu imion i nazwisk. 3 Artykuł 18 tego dekretu ma następujące brzmienie: „Dla osób, które przybrały inne imię lub nazwisko w czasie pełnienia służby w Wojsku Polskim w okresie od dnia 1 września 1939 r. do dnia 9 maja 1945 r., do uznania zmiany imienia lub nazwiska za prawnie wystarczające jest zaświadczenie o zmianie wydane przez Ministerstwo Obrony Narodowej (http://www.fronda.pl/blogi/ciekawostki-o-zydach/zmiany-nazwisk,23100.html).

Żydzi piastowali wysokie funkcje nie tylko w Wojsku Polskim, ale przede wszystkim w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Według raportu, jaki w 1945 r. pułkownik Nikołaj Sieliwanowski (sowiecki doradca przy MBP) pisał do Ławrientija Berii wiadomo, że Żydzi stanowili 18,7 proc. ogółu pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Ale aż 50 proc. wśród zajmujących kierownicze stanowiska. Odsetek Żydów w MBP regularnie wzrastał przekraczając w późniejszym okresie 37 proc. ogółu. Biorąc pod uwagę, ze w okresie powojennym Żydzi w Polsce stanowili mniej niż 1 proc. w społeczeństwie, ich udział w nowej władzy komunistycznej i w systemie represji był bardzo wysoki (http://poznan.jewish.org.pl/index.php/historia-ZwPol/Okres-PRL-u.html).

Pełną kontrolę nad Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego sprawował Jakub Berman. Formalnie na czele Ministerstwa stał Stanisław Radkiewicz, podstawową zaś kadrę resortu stanowili Żydzi, przeszkoleni w ośrodkach szkoleniowych NKWD: Leon Andrzejewski, dyrektor Departamentu III, prowadzącego akcje przeciwko ruchom podziemnym, a także wiceministrowie Konrad Świetlik, Mieczysław Mietkowski i Roman Romkowski. I była jeszcze znana od czasów lwowskich Luna Brystygierowa, szef Departamentu V, która „miała robić rozeznanie nastrojów panujących w środowiskach artystycznych i określać, kto z tych ludzi jest uczciwy, a kto nie”. Szefem Departamentu X został płk, Anatol Fejgin, jego zaś zastępcą był Józef Światło. Oto Żydzi w Ministerstwie Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego:

Na czele ministerstwa stał gen. Stanisław Radkiewicz, wspomagany m.in. przez wiceministrów: Romana Romkowskiego (Menasze Grynszpana) i Mieczysława Mietkowskiego (Mojżesza Bobrowickiego). W okrytej ponurą sławą centrali „bezpieki” wyżsi oficerowie o żydowskich korzeniach kierowali: kadrami – Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), śledztwami – Józef Różański (Goldberg), finansami – Edward Kalecki (Ela Szymon Tenenbaum), ochroną zdrowia – Kamil Warman, Leon (Lew) Gangel, Ludwik (Salomon) Przysuski, cenzurą – Michał Rosner, Hanna Wierbłowska, Michał (Mojżesz) Taboryski, Biurem Prawnym – Zygmunt Braude, Witold Gotman, konsumami – Feliks (Fiszel) Goldsztajn, Centralnym Archiwum MBP – Jadwiga Piasecka, Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Biurem Wojskowym – Roman Garbowski (Rachamiel Garber) oraz Departamentami: I – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Julian Konar (Jakub Julian Kohn), II – Leon (Lejba) Rubinstein, Michał (Mojżesz) Taboryski, III – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), IV – Aleksander Wolski (Salomon Aleksander Dyszko), Józef Kratko, Bernard Konieczny (Bernstein), V – Julia Brystiger, VI (więziennictwem) – Jerzy Dagobert Łańcut, VII – Wacław Komar (Mendel Kossoj), Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Marek Fink (Mark Finkienberg), X – Józef Światło (Izaak Fleischfarb), Henryk Piasecki (Chaim Izrael Pesses) (ttps://nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/1002-dr-hab-krzysztof-szwagrzyk-qw-komunistycznej-bezpiece-ydzi-zajmowali-niemal-poow-stanowiska).

W tym samym czasie, w rozbudowanym systemie więzień i obozów liczącym 179 więzień i 39 obozów pracy, stanowiska naczelników i komendantów zajmowali: Salomon Morel – komendant obozów w Świętochłowicach-Zgodzie (1945) i Jaworznie (1948-1951), naczelnik więzień m.in. w Opolu (1945-1946), Katowicach (1946-1948) i Jaworznie (1951); oraz Mieczysław (Moszek) Flaum – komendant obozu we Włocławku (1945-1946) i Mielęcinie (1946); Beniamin Glatter – naczelnik więzienia w Goleniowie (1949); Franciszek (Efroim) Klitenik – naczelnik więzienia we Wrocławiu (1946-1947), Dzierżoniowie (1947-1951) i Łodzi (1951-1958), Henryk Markowicz – naczelnik więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu (1945-1946), Sewer Rosen – naczelnik więzienia w Barczewie (1947-1951), Oskar Rozenberg – naczelnik więzienia w Potulicach (1951-1954), Kazimierz Szymanowicz – naczelnik więzienia w Rawiczu (1945-1947) i Saul Wajntraub – naczelnik więzienia w Kłodzku (1948-1951) i więzienia nr III w Warszawie (1951-1954) (ttps://nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/1002-dr-hab-krzysztof-szwagrzyk-qw-komunistycznej-bezpiece-ydzi-zajmowali-niemal-poow-stanowiska).

„Najważniejsze i materialnie najwięcej popłatne placówki państwowe są obsadzone Żydami. W administracji państwowej, w szkolnictwie średnim i wyższym, w sądownictwie i w wojsku tkwią Żydzi na nadrzędnych stanowiskach” (Sprawozdanie Zarządu Głównego WiN za czerwiec 1946. Za: http://polska1918-89.pl/pdf/zydzi-w-kierownictwie-ub.-stereotyp-czy-rzeczywistosc,6146.pdf).

Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski – Żydzi komuniści, oddając się w zupełności jako znawcy stosunków i terenu na usługi NKWD, byli […] czynnikiem, który najwięcej przyczynił się do masowych aresztowań, rozstrzeliwań, deportacji, zwłaszcza członków polskiego ruchu niepodległościowego” („Twarze bezpieki w PRL w latach 1944 – 1956”, http://blogmedia24.pl/node/69842).

W styczniu 1945 r. komendant Okręgu AK Białystok w swoim raporcie do Londynu pisał: „NKWD przy pomocy pozostałych Żydów urządza krwawe orgie”.

Rok później kierownictwo WiN informowało: „Na każdym kroku daje się odczuć ich [Żydów – K.S.] serdeczny stosunek do Sowietów i odwrotnie oraz popieranie ich tak przez Sowietów i PPR, jak i przez władze administracyjne i Bezpieczeństwa”; „Najważniejsze i materialnie najwięcej popłatne placówki państwowe są obsadzone Żydami („Twarze bezpieki w PRL w latach 1944 – 1956”, http://blogmedia24.pl/node/69842).

W GZI (Główny Zarząd Informacji Wojska Polskiego) zasadnicze stanowiska kierownicze zajmowało w latach 1945-1956 30 oficerów polskich pochodzenia żydowskiego (16,9%). Stanowiska wyłącznie szefowskie (łącznie z zastępcami szefów GZI) zajmowało 17 oficerów tego pochodzenia (18,7%). Stanowiska kierownicze w GZI (z zastępcami włącznie) zajmowało 16 oficerów polskich pochodzenia żydowskiego (20,8%), zaś bez zastępców (lecz z zastępcami szefów GZI) 9 oficerów tego pochodzenia (22,5%) (http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Przeglad_Historyczny/Przeglad_Historyczny-r1993-t84-n4/Przeglad_Historyczny-r1993-t84-n4-s463-485/Przeglad_Historyczny-r1993-t84-n4-s463-485.pdf).

Poważna koncentracja osób narodowości żydowskiej wystąpiła w Departamencie Służby Sprawiedliwości Wojska Polskiego, Najwyższym Sądzie Wojskowym, Naczelnej Prokuraturze Wojskowej oraz w sądach i prokuraturach terenowych. Nazwiska zmieniały również osoby cywilne, i to niektórzy po kilka razy.

Stanisław Mikołajczyk w książce „Gwałt na Polsce” pisze, że tylko do jego ucieczki zaraz po sfałszowanych wyborach w 1947 roku: było to sprowadzonych ok. 400 tys. sowieckich obywateli pochodzenia żydowskiego.

Kiedy na przełomie kwietnia i maja 1946 r. opublikowano wstępne wyniki Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności w I Zeszycie Specjalnym Wiadomości Statystycznych okazało się, że w Polsce żyło 23 mln 911 tys. obywateli, w tym Polaków 20 mln 520 tys., Niemców 2 mln 288 tys., inne mniejszości 399 526 osób, i osoby co do których toczyło się postępowanie rehabilitacyjne lub weryfikacyjne 417 431 osób.

O Żydach spis nic nie mówił, ale według CKŻP w końcu I półrocza 1946 r. w KŻ zarejestrowanych było 240 tys. 489 Żydów, z czego repatriantów z ZSRR 157 tys. 420 osób. Wiele osób, które w czasie wojny ukrywały się na „aryjskich papierach” z różnych względów po wojnie nie ujawniało swej narodowości, często uchodząc w opinii polskiego otoczenia za Polaków. Te osoby rzadko decydowały się na rejestrację w KŻ (http://wolna-polska.pl/wp-content/uploads/2014/02/Leszek-Olejnik-Polityka-narodowo%C5%9Bciowa.pdf).

Przyjmuje się, że w latach 1949-1951 z Polski wyjechało około 30 tys. Żydów. W latach 1956-1960 wyjechało do Izraela, według danych Biura Paszportów i Dowodów Osobistych MSW, 47 tys. 770 osób. Według źródeł izraelskich w 1958 r. w Polsce było około 41 tys. Żydów. Od 1956 r. podania o wyjazd z Polski składały masowo także osoby uważające się jak dotąd (bądź uważane) za Polaków. Nie wiadomo ile takich osób żyje wśród nas. Po 1968 r. z Polski wyjechało około 20 tys. Żydów.
Łącznie więc wyjechało z Polski 97 tys. 770 Żydów. Jeżeli CKŻP w końcu I półrocza 1946 r. podał, że w KŻ zarejestrowanych było 240 tys. 489 Żydów, to gdzie się podziało 142 tys. 719 Żydów.

Według Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności z 1946 r., jeżeli od 23 mln 911 tys. obywateli polskich odejmiemy 20 mln 520 tys. osób narodowości polskiej, to wychodzi, że w Polsce powinno być 3 mln 391 tys. obywateli polskich należących do mniejszości narodowych, ale po podliczeniu podanych w spisie mniejszości narodowych okazuje się, że było 3 mln 105 tys. osób należących do mniejszości narodowych. Różnica wynosi 286 tys. osób należących do nieznanej mniejszości narodowej.

Postawili sobie za cel
nie tylko fizycznie zlikwidować Obóz Narodowy,
ale wymazać z pamięci historii jego istnienie.

Historia narodów jest pełna przykładów, że żaden naród nie może utrzymać swej tożsamości, jeżeli zostanie zniszczona jego warstwa przewodnia. Inteligencja polska poniosła największą ofiarę w czasie II wojny światowej, by wspomnieć Katyń, czy mordy popełnione przez Niemców w ramach realizacji tzw. „Akcji Inteligencja” (niem. Intelligenzaktion). Łącznie, w wyniku „Akcji Inteligencja”, zginęło ok. 100 tys. Polaków, spośród których 50 tys. zamordowano w ramach tzw. „akcji bezpośredniej” (tj. rozstrzelano), a kolejne 50 tys. wysłano do obozów koncentracyjnych, gdzie przeżył jedynie znikomy procent.

Podczas II wojny światowej część inteligencji znalazła się na emigracji, po 1945 r. w większości bez prawa powrotu do Ojczyzny. Natomiast ci, co pozostali w Polsce i uniknęli pogromu hitlerowskiego i bolszewickiego, padli ofiarą komunizmu.

Represją towarzyszyła agresja propagandowa. Jej symbolem stał się wydany przez resort informacji i propagandy PKWN jesienią 1944 r. plakat „AK – zapluty karzeł reakcji”. Na plakacie przedstawiono biegnącego z bronią gotową do strzału żołnierza LWP i opluwającego go karłowatego człowieczka z zawieszoną na szyi tabliczką z napisem „AK”. Choć komuniści w swoje walce z polskim podziemiem używali haniebnych metod, to tym plakatem przekroczyli wszystkie granice podłości. Jak pisze w swej książce „X Pawilon” Stanisław Krupa „plakat ten wyrządzał olbrzymią krzywdę żołnierzom AK, pozostawił w psychice i tak dostatecznie obolałych żołnierzy AK dodatkowy, dotkliwy uraz”. Żołnierzy AK, WiN, NSZ i NOW nazywano „hitlerowskimi kolaborantami” i „polskimi faszystami”.

W szczególnie okrutny sposób torturowano i mordowano narodowców. Narodowcy byli najbardziej świadomą narodowo częścią Narodu Polskiego, dlatego zostali przez Żydów skazani na zagładę.

„Lochy bezpieki stworzone przez Radkiewicza pochłonęły ogromną ilość ofiar wśród narodowców, bo jak powiedział jednemu z torturowanych działaczy narodowych osławiony kat Bezpieki – Światło- postawili sobie za cel nie tylko fizycznie zlikwidować Obóz Narodowy, ale wymazać z pamięci historii jego istnienie. I w tej próbie zlikwidowania Obozu Narodowego, jako najniebezpieczniejszego przeciwnika, działało niemieckie gestapo i stalinowskie UB” (Jan Dziżyński, „Naród polski musi stać się suwerenem we własnym państwie”, Biuletyn Stronnictwa Narodowego, 1990).

Jednym z ofiar był Adam Doboszyński, który przez wiele miesięcy w katowni ubeckiej był torturowany w nieludzki, przekraczający wyobrażalne granice okrucieństwa, sposób. Śledztwo przeciw Adamowi Doboszyńskiemu prowadził Żyd płk Różański (ojciec Abraham Goldberg) i podlegli mu oficerowie. Jeden z nich por. Laszkiewicz, stosował specjalne, bardzo przemyślne chwyty, aby wymusić na Doboszyńskim zeznania. Wsypywał mu do posiłków i do płynów proszki na rozwolnienie żołądka. Doprowadził do tego, że Doboszyński chciał co chwilę wychodzić do ustępu. Ale por. Laszkiewicz nie pozwalał na to, i przez kilka długich tygodni trzymał go w takim stanie na przesłuchaniach bez przerwy. A. Doboszyński, mimo ciężkich tortur do końca zachowywał się godnie. Wyrok zamykający pokazowy proces, wydany 11 lipca 1949 roku w imieniu komunistycznej władzy Polski Ludowej brzmiał: kara śmierci. Adam Doboszyński w trakcie swej mowy obrończej powiedział:
„W tej chwili, w obliczu śmierci, której żąda dla mnie prokurator, jako wierzący katolik podtrzymuję z całą mocą tę przysięgę, którą złożyłem już na tej sali, najświętszą dla mnie przysięgę na rany Chrystusa i – dodam w tej chwili – na zbawienie mej duszy, że nie byłem nigdy w służbie niemieckiej ani w amerykańskiej ani w żadnej innej”.

Wyrok wykonano 29 sierpnia 1949 roku. Adam Doboszyński został zamordowany o godzinie 20:30 w więzieniu mokotowskim strzałem w tył głowy, w piwnicy wykopanej pod placem. Morderstwa dokonał starszy sierżant Piotr Śmietański, kat z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Miejsce złożenia ciała pozostaje nieznane. 26 kwietnia 1989 roku Adam Doboszyński został zrehabilitowany wyrokiem uniewinniającym Sądu Najwyższego.
 
Oto inni narodowcy torturowani i zamordowani przez oprawców z UB: Leon Dziubecki, prezes konspiracyjnego Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego skazany na karę śmierci zamienioną na dożywocie, zmarł w lochach UB na Rakowieckiej; Leszek Hajdukiewicz, jeden z przywódców Młodzieży Wszechpolskiej, zginął na Rakowieckiej w lochach UB; Jan Kaim, prezes Bratniaka Politechniki Lwowskiej, dowódca oddziału dywersyjnego NOW, kurier rządu Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie do Kraju, torturowany w śledztwie, skazany najpierw na dożywotnie więzienie, ale na skutek interwencji żydowskiego „sędziego” Wareckiego – Warenhausa został rozstrzelany; Tadeusz Łabędzki, torturowany i ostatecznie zamęczony przez UB w śledztwie na Rakowieckiej; Stanisław Mierzwiński, student, rozstrzelany przez UB na Rakowieckiej; Adam Mirecki, organizator NOW, pięć razy wyrywał się z rąk gestapo, rozstrzelany przez UB na Rakowieckiej; Jan Morawiec, student, rozstrzelany przez UB  na Rakowieckiej; Zdzisław Poradzki ps. „Kruszynka”, uczestnik Zamachu na Kutscherę (ustrzelił go), zginął z rąk UB na Rakowieckiej; Leszek Roszkowski, aplikant adwokacki, rozstrzelany przez UB na Rakowieckiej; Władysław Tarnawski, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, zginął z rąk UB na Rakowieckiej; Tadeusz Zawodziński, student, rozstrzelany przez UB na Rakowieckiej. Należy również przypomnieć, że jednym z członków kolegium Najwyższego Sądu Wojskowego, który 3 maja 1948 r. zatwierdził wyrok śmierci na Pileckim, wykonany 25 maja 1948 r., był sędzia Leo Hochberg, syn Saula Szoela (T.M. Płużański, „Prawnicy II RP, komunistyczni zbrodniarze”, „Najwyższy Czas”, 27 października 2001 r.).

Mecenas Leon Mirecki 1905-2000, członek Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego, został aresztowany w 1945 r. Był brutalnie przesłuchiwany. Doświadczył bicia i kloacznego karceru. Przewieziono go następnie do Warszawy i tam przesłuchiwano dużo ostrzej. Przesłuchaniami kierował płk Światło, a uczestniczyli w nich też Halicki i Humer. Bił go też Łabanowski, o którym Światło mówił przez radio z USA, że ubierał się w sutannę i proponował spowiedź skazanym na śmierć. Śledztwo trwało ponad rok. Na zbiorowym procesie dostał 5 lat więzienia. Odsiedział dwa - resztę objęła amnestia. Nie trwało to długo - po siedmiu miesiącach aresztowano go ponownie. Osadzono go w X Pawilonie na Mokotowie. Był to czas stosowania szczególnie brutalnych metod w śledztwie. Stosowano różnego rodzaju bicia, stójki w wodzie, karcer i inne tortury. Koszmar śledztwa trwał dwa lata. Przesłuchujący interesowali się szczególnie kontaktami z Adamem Doboszyńskim, którego oskarżali o kolaborację z Niemcami. Doboszyńskiego rozstrzelano po sfingowanym procesie. Mirecki dostał wyrok 7 lat. Był jeszcze kilkakrotnie aresztowany. Łącznie w więzieniach PRL przesiedział 10 lat. Zmarł 21 lutego 2000 r. w Racławicach, w dniu swoich 95. urodzin.

Humer i Morel

Oto niektórzy zbrodniarze: Adam Humer (Adam Umer) funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W resorcie od 12 września 1944 (m.in. kierownik Sekcji Śledczej WUBP w Lublinie, od 15 lutego 1945 kierownik Sekcji VIII Wydziału I, od 31 sierpnia 1945 zastępca kierownika Wydziału VII Departamentu I MBP, od 16 września 1945 zastępca kierownika Wydziału IV Samodzielnego MBP, od 1 lipca 1947 wicedyrektor, jednocześnie naczelnik Wydziału II Departamentu Śledczego MBP, od 1 września 1951 wicedyrektor Departamentu Śledczego MBP). W późniejszym czasie, mimo iż formalnie był poza resortem, faktycznie doradzał organom SB jako specjalista od ruchu narodowego. Polskie podziemie wydało na niego wyrok śmierci, jednak nie zdążono go wykonać. W 1994 skazany za wymuszanie zeznań torturami. Udowodniono mu udział w wielu przesłuchaniach, upokarzanie, głodzenie i torturowanie więźniów politycznych. Humer był także oskarżany o skrytobójcze zamordowanie dziennikarza Tadeusza Łabędzkiego. Prowadził również śledztwo w sprawie Adama Doboszyńskiego, skazanego na śmierć w 1949;
Salomon Morel (1919-2007)– funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa w PRL, oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości. Pochodził z rodziny żydowskiej. Od lutego 1945 r. był komendantem Obozu Zgoda w Świętochłowicach. W lutym 1949 r. Morelowi powierzono stanowisko komendanta Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, który po zakończeniu Akcji „Wisła” został przekształcony w Więzienie Progresywne dla Młodocianych Przestępców. W 1992 r. Główna Komisja Badań Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wszczęła oficjalne śledztwo w sprawie Obozu Pracy w Świętochłowicach – Zgodzie. W tym samym roku Morel wyjechał z Polski do Izraela. 30 września 1996 r. Salomonowi Morelowi postawiono dziewięć zarzutów, w tym ludobójstwa – pobicia, znęcania się fizycznego i moralnego, sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego dla życia i zdrowia więźniów. Oskarżony m.in. o stosowanie wyszukanej metody tortur tzw. „piramidy” (na polecenie Morela według świadków strażnicy mieli rzucać więźniów jednego na drugiego, tworząc pięć, sześć warstw złożonych z ludzi). Zarzuty wobec Morela oparto przede wszystkim na zeznaniach ponad 100 świadków, spośród których pięćdziesięciu ośmiu było więźniami obozu w Świętochłowicach Zgodzie. W lipcu 2005 r. Izrael odmówił wydania Morela polskim władzom, gdyż prawo izraelskie nie przewiduje ekstradycji swoich obywateli.

Dla wielu aresztowanych organizowano 
sfingowane procesy pokazowe

Procesy pokazowe były elementem doktryny tzw. prewencji ogólnej w komunistycznej teorii państwa i prawa, gdzie publiczna rozprawa sądowa służyć miała przede wszystkim funkcjom propagandowym. Procesy pokazowe miały na celu sterroryzowanie społeczeństwa, rozbijanie solidarności poszczególnych grup społecznych, złamanie woli oporu. Ofiary procesów niejednokrotnie poddawano torturom, często przyznawały się do niepopełnionych czynów i obciążały inne osoby, co rozszerzało zakres represji sądowej. Taki sfingowany proces urządzono między innymi rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu i Adamowi Doboszyńskiemu.

Dla wielu skazanych na śmierć urządzano publiczne egzekucje

24 maja 1946 na stadionie sportowym w Sanoku powieszono dwóch żołnierzy Samodzielnego Batalionu NSZ: Władysława Kudlika oraz Władysława Skwarca. Publicznej egzekucji przyglądał się tłum gapiów, ale UB-ekom to nie wystarczyło, dlatego na widowisko spędzili młodzież z miejscowych szkół. Zwłoki obu straconych wrzucono do jednego grobu, który przez dziesiątki lat pozostał bezimienny. Kilka dni później na szubienicy stanął trzeci z uwięzionych: Stanisław Książek. W taki oto barbarzyński sposób zamordowani zostali żołnierze z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem legendarnego majora Antoniego Żubryda, dowódcy Samodzielnego Batalionu NSZ.

Obozy NKWD

Na konferencji jałtańskiej odbytej w dniach 4-11 lutego 1945 r. Churchill i Roosevelt uznali zgodność działań NKWD z konwencją dotyczącą prowadzenia wojny na lądzie - w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa, spokoju i porządku na tyłach Armii Czerwonej na terytorium Polski. Sojusznicy dali Stalinowi „carte blanche” na siłowe zniszczenie podziemia zbrojnego, a mianowicie Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych (http://pl.wikipedia.org/wiki/Konferencja_jałtańska).

Zakończenie II wojny światowej nie przyniosło Polakom tak upragnionej wolności, gdyż do 1956 r. Polska dostała się pod okupację sowiecką. Jeszcze podczas trwania wojny Sowieci traktowali zajęty przez siebie obszar Polski jako terytorium ZSRR, a powstały przy pomocy Sowietów w Lublinie 22 lipca 1944 r. PKWN był ich marionetką. Dla wielu Polaków były to lata prześladowań, więzień, tortur i śmierci. Represje dotknęły przede wszystkim środowisk, które złożyły na Ołtarzu Wolności Ojczyzny najwyższą ofiarę. Kiedy front wschodni przesuwał się przez ziemie polskie, wraz z nim wkraczały jednostki NKWD. Ich celem było wyłapywanie, rozbrajanie, wywożenie na Sybir, czy mordowanie żołnierzy związanych z AK, NSZ, NOW i WiN. Były to organizacji wojskowe, które w ciągu pięciu lat wojny walczyły na pierwszej linii frontu przeciwko niemieckiemu najeźdźcy. Lata 1944-1956 powinno się nazwać okupacją sowiecką.

W grudniu 1944 r. gen. Okulicki oceniał, że Armia Krajowa liczyła około 120 tys. członków zorganizowanych w 2,5 tys. plutonach. Natomiast w podziemiu pozostawało ponad 80 tys. żołnierzy NSZ.

Po wejściu Armii Czerwonej na terytorium Polski, szczególną rolę w zwalczaniu Armii Krajowej i całego Polskiego Państwa Podziemnego odegrały radzieckie organy bezpieczeństwa, którymi na ziemiach polskich od 1944 r. kierował Iwan Aleksandrowicz Sierow (vel Iwanow). Na komendantów wojskowych, a zwłaszcza na organy bezpieczeństwa, nałożono zadanie likwidacji Polskiego Państwa Podziemnego – jego aparatu, ugrupowań politycznych z nim związanych, jego siły zbrojnej. Służyć to miało nowym celom, w tym także wspieraniu nowej władzy (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

W wyłapywaniu i rozbrajaniu żołnierzy Oddziałów Armii Krajowej istotną rolę odegrały organy Smiersza ze wspomagającymi go wojskami wewnętrznymi NKWD. Grupy Operacyjne Smiersza działały według wcześniej przygotowanych list na których znajdowały się dane osobowe i adresy aktywnych uczestników AK. Wchodząc na te tereny Smiersz miał już przygotowane zaplecze agenturalne i rozpoznawcze dzięki któremu efektywnie zwalczał oddziały niepodległościowe. Już od 1942 r. roku wywiad sowiecki interesował się Polskim Państwem Podziemnym i za wszelką cenę, z pomocą polskich komunistów, starał się rozpoznawać jego struktury, skład osobowy i lokalizację oddziałów, liczbę i miejsca składów broni i amunicji itd.

Eugeniusz Duraczyński w książce „Generał Iwanow zaprasza” pisze: „Poczynania represyjne organów NKWD lub wydzielonych pionów Armii Czerwonej budziły nie tylko najgłębszy sprzeciw ze strony ogniw rozpadającego się państwa podziemnego i przerażenie ludności. Pewne praktyki beriowskiego aparatu represji musiały budzić wątpliwości również w kręgach wojskowych. O jednym tylko aspekcie owych praktyk sygnalizowało pismo naczelnego dowódcy Wojska Polskiego gen. Michała Żymierskiego, skierowane 25 stycznia 1945 r. do ministra spraw zagranicznych na ręce wiceministra Jakuba Bermana. Pisał on, że ramowe ustalenia zasad jurysdykcji Armii Czerwonej w strefie działań wojennych w artykule 7 omówionego już przez nas porozumienia z 26 lipca 1944 r. wymagało, jego zdaniem, „dodatkowych umów lub porozumień administracyjnych”.

Generał informował, że sądy Armii Czerwonej ferują wyroki w stosunku do obywateli polskich w imieniu „swego państwa i na mocy prawa radzieckiego”, podczas gdy konwencja haska z 1907 r. przewiduje możliwość stosowania rodzimego prawa. Dalej pisał, że wykonywanie wyroków w trybunałach wojennych Armii Czerwonej odbywa się bez jakiegokolwiek notyfikowania władzom polskim. Wnosił więc o unormowanie tych spraw, „których liczba wzrośnie z chwilą przesunięcia się dalej linii frontu”.

Dalej autor pisze: „21 lutego 1945 r. gen. Okulicki informował Radę Jedności Narodowej, że na wschód od Wisły aresztowano przeszło 30 tys. oficerów i żołnierzy AK. Rozpoczynały się represje na ziemiach położonych na zachód od Wisły. 21 lutego 1945 r. płk Jan Zientarski, dowódca okręgu kielecko-radomskiego AK meldował gen. Okulickiemu, że na jego terenie „wszystkie więzienia są już zapełnione żołnierzami AK. Aresztowania trwają w dalszym ciągu. Liczę się, że po pierwszej fali aresztowań indywidualnych i rozpracowaniu nas może nastąpić masówka aresztowań” (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

Poniżej dwa meldunki komendantów AK z Wilna i Lwowa o aresztowaniu, internowaniu i wywiezieniu Polaków przez NKWD:
Meldunek komendanta Podokręgu Nowogródek do dowódcy AK z 22 sierpnia 1944 r.: „Aresztowani oficerowie dowództwa Wiana i Nowiu w więzieniu NKWD w Wilnie. Losy „Wilka” (płk Aleksander Krzyżanowski – przyp. Aut) i Poleszuka (ppłk Adam Szydłowski – przyp. autora) nieznana. Pięć do siedmiu tysięcy internowano Polaków w Miednikach, w tym znaczną część rozbrojonych pod Wilnem. Żołnierzy wywieziono kol. w kierunku Mińska, ponad 70 oficerów wywieziono z Miednik samochodami w nieznanym kierunku” (Stanisław Marat, Jacek Snopkiewicz, „Zbrodnia. Sprawa generała Fieldorfa-Nila”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

Meldunek komendanta Obszaru Lwowskiego do Centrali z 11 stycznia 1945 r.: „Władze sowieckie systematycznie usuwają Polaków z Małopolski Wschodniej, a szczególnie ze Lwowa. W początkach stycznia br. w ciągu jednego tygodnia aresztowano we Lwowie ponad 6 tys. Polaków, w tym 20 profesorów uniwersytetu, poza tym księży, studentów, pracowników gazowni, elektrowni itp. Zwykle stosowany pretekst – współpraca z Niemcami. Mienie aresztowanych rabują” (Stanisław Marat, Jacek Snopkiewicz, „Zbrodnia. Sprawa generała Fieldorfa-Nila”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

Obława Augustowska

Od 10 do 25 lipca 1945 regularne oddziały Armii Czerwonej należące do i jednostki 62 Dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD (w tym 385 Pułk Strzelecki Wojsk Wewnętrznych NKWD), osłaniane i wspomagane przez UB i 110-osobowy pododdział 1 Praskiego Pułku Piechoty, przeprowadziły szeroko zakrojoną akcję pacyfikacyjną obejmującą tereny Puszczy Augustowskiej i jej okolic. Wśród żołnierzy polskich wspomagających Rosjan szczególnie aktywny udział w pacyfikacji brał późniejszy szef MSW Mirosław Milewski. Oddziały sowieckie otaczały tamtejsze wsie, aresztując ich mieszkańców podejrzanych o kontakty z partyzantką niepodległościową. Zatrzymano ponad 7 tys. osób, które więziono w ponad pięćdziesięciu miejscach. Sowieci utworzyli obozy filtracyjne, gdzie torturowano i przesłuchiwano zatrzymanych, przetrzymując ich skrępowanych drutem kolczastym w dołach zalanych wodą pod gołym niebem. Część z nich po przesłuchaniach wróciła do domu. Około 600 osób narodowości polskiej zostało wywiezionych w nieznanym kierunku i wszelki ślad po nich zaginął. Aresztowania tych osób dokonały organy Smiersz 3 Frontu Białoruskiego.

Likwidacja własności prywatnej

W Polsce w latach 1944-1956 komuniści w sposób radykalny przystąpili do niszczenia stosunków własnościowych, zarówno własności prywatnej i spółdzielczej. W ramach reformy rolnej wywłaszczono ziemian, właścicieli fabryk i zakładów produkcyjnych, sklepikarzy, kupców. Polacy stali się społeczeństwem bezklasowym, zostali wywłaszczeni i zmuszeni do zatrudnienia się u jednego i tego samego, kolektywnego pracodawcy. Polacy zostali brutalnie pozbawieni własnej elity. Obok deprywacji ekonomicznej i terroru policyjnego, była indoktrynacja ideologiczna społeczeństwa. Przeobrażenie narodu miało przynieść przekształcenie świadomości narodu polskiego, a mianowicie ich światopoglądu, zasad moralnych, nawyków estetycznych itp.

Jakub Berman (1901-1984), zbrodniarz komunistyczny żydowskiego pochodzenia, należał do najściślejszego kierownictwa PZPR, wicepremier Rady Ministrów. W latach 1949–1954 był członkiem Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego, nadzorującej aparat represji stalinowskich w Polsce, współodpowiedzialny za zbrodniczą działalność Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Koordynował przygotowywania licznych procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków AK, BCh i NSZ. Miał kierowniczy udział w morderstwach politycznych. W drugiej połowie lat 40. XX wieku tak umocnił swoją pozycję w Rzeczypospolitej Polskiej, że stanowił wraz z Bolesławem Bierutem, Hilarym Mincem i Zambrowskim czwórkę stanowiącą najściślejsze kierownictwo PZPR. Bez zajmowania eksponowanych stanowisk, kierował ideologią partii komunistycznej oraz aparatem terroru. Jakub Berman 9 kwietnia 1946 w Wałbrzychu do 730 zebranych Żydów z Polski wygłosił referat. Oto jego fragment dotyczący zmiany nazwisk: „Koniecznie zmieniać nazwiska na czysto polskie. Jak trzeba to dwa razy zmieniać nazwiska. Zatajać swoje żydowskie pochodzenia. Wytwarzać i szerzyć wśród społeczeństwa polskiego opinię i utwierdzać go w przekonaniu, że rządzą Polacy, a Żydzi, nie odgrywają żadnej roli w państwie – celem urobienia opinii społecznej i światopoglądu narodu polskiego w pożądanym dla nas kierunku” (http://zygumntbialas.neon24.pl/post/109440,jakub-berman-uznac-antysemityzm-za-zdrade-glowna). Jakub Berman położył podwaliny pod budowę Judeopolonii (Polin).
W latach 1944-1956 w Polsce były podejmowane przez władze komunistyczne różnorodne antypolskie przedsięwzięcia o charakterze sowietyzacyjnym.
Dekret PKWN wywłaszczał ze skutkiem natychmiastowym i bez odszkodowania wszystkich właścicieli majątków ziemskich o powierzchni powyżej 50 hektarów (w województwach zachodnich powyżej 100 hektarów), odbierając im, oprócz ziemi, żywy inwentarz oraz budynki i ich wyposażenie z dworem włącznie. Łącznie przejęto ok. 13 tys. majątków ziemskich, w tym ok. 10 tys. na tzw. ziemiach dawnych (tereny  należące do Polski przed 1 września 1939 r.). Reforma rolna objęła nie tylko grunty, ale również budynki mieszkalne i gospodarcze, obszary leśne, inwentarz żywy i martwy, zakłady przemysłowe oraz „przedmioty o dużej wartości artystycznej i historycznej. Ziemianie, którzy po 1945 r. nie emigrowali, a zdecydowali się na pozostanie w Polsce, jako wrogowie ustroju socjalistycznego byli represjonowani i inwigilowani przez aparat bezpieczeństwa.
W ramach reformy rolnej przejętą ziemię podzielono między chłopów, ale tylko chwilowo, gdyż już w 1948 r. rozpoczęto kolektywizację rolnictwa.
Uchwała o obligatoryjnym ukolektywnieniu gospodarki rolnej w krajach „demokracji ludowej” została podjęta na sesji Kominformu – Biura Informacyjnego Partii Komunistycznych i Robotniczych – która odbyła się w stolicy Rumunii Bukareszcie 20 czerwca 1948 r. Polskę na tym posiedzeniu reprezentowali Jakub Berman, tak zwana szara eminencja polskiej powojennej sceny politycznej okresu stalinowskiego, oraz Aleksander Zawadzki, którzy opowiedzieli się za wdrożeniem tej rezolucji wbrew wyraźnemu stanowisku Władysława Gomułki – sekretarza generalnego Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej (KC PPR) – który był przeciwny kolektywizacji rolnictwa w Polsce w tym czasie. Inicjatorem uchwalenia bukaresztańskiej rezolucji był komunistyczny dyktator Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) – Józef Stalin. Władysław Gomułka, „zdecydowany przeciwnik uspółdzielczenia wsi”, za niepokorną postawę wobec żądań Stalina wprowadzenia w Polsce gospodarki kołchozowej, zyskał sympatię i przychylność ludności polskiej wsi, „zdobył sobie popularność i autorytet wśród chłopów” oraz miano „obrońcy chłopskiego” i „obrońcy gospodarki indywidualnej”. 
Władze komunistyczne Polski Ludowej natychmiast podjęły działania mające na celu wdrożenie w życie kominformowskiej uchwały o kolektywizacji rolnictwa. W pierwszym rzędzie usunięto ze stanowiska sekretarza generalnego KC PPR Władysława Gomułkę (I sekretarz KC PPR (1943-1948), który był przeciwnikiem kołchozacji wsi polskiej, a na jego miejsce wprowadzono Bolesława Bieruta – „podrzędnego agenta sowieckiego”, (od 1948 r. Sekretarz Generalny, a od 17 marca 1954 r. I Sekretarz KC), służalczego wobec J. Stalina. Dlatego przyjmuje się, iż forsowną i brutalną kolektywizację wsi w Polsce zapoczątkowało usunięcie Władysława Gomułki z KC PPR, a objęcie przez niego władzy w 1956 r. zapoczątkował proces zahamowania brutalnej kołchozacji. Kluczowe decyzje o „budowie” rolniczych spółdzielni produkcyjnych – „polskiej odmiany radzieckich kołchozów”, zapadły na plenach KC PPR, które odbyły się w dniach 6–7 lipca i 31 sierpnia–3 września 1948 r. Pierwsze odbyło się bez udziału sekretarza generalnego KC PPR Władysława Gomułki, a na drugim pozbawiono go funkcji przywódcy partii za tzw. prawicowo-nacjonalistyczne odchylenia. Roman Zambrowski, polityk żydowskiego pochodzenia, w latach 1949–1952, nadzorował politykę forsownej kolektywizacji. Opornych represjonowano, kierując ich do obozów pracy i więzień, a synów chłopskich – do specjalnych jednostek wojskowych. Polski rolnik po raz kolejny dowiódł swojego patriotyzmu i umiłowania do ziemi ojczystej oraz poszanowania odwiecznych tradycji narodu polskiego. Wieloletni i zarazem stanowczy opór chłopów wobec kolektywizacji, który zakończył się „zdobyczą w postaci rozbicia. Zdecydowana postawa antykolektywizacyjna polskich rolników okazała się dla komunistów zaporą nie do pokonania (https://journals.umcs.pl/sil/article/download/1048/832). Apogeum przymusowej kolektywizacji rolnictwa miało miejsce w 1953 r. Do początku lat 60. XX w. zrealizowano ją we wszystkich krajach bloku sowieckiego z wyjątkiem Polski.
Właściwym celem reformy rolnej było zniszczenie polskiego ziemiaństwa, jako warstwy posiadającej.
Władysław Gomułka zaraz po objęciu władzy w 1956 r. zapoczątkował proces zahamowania brutalnej kołchozacji.
W kwietniu 1947 roku, podczas posiedzenia plenum KC PPR, minister przemysłu i handlu Hilary Minc, polityk żydowskiego pochodzenia, od 1944 r. do 1956 r. był osobą kierującą polityką gospodarczą państwa, w ramach tzw. wojny o handel nakreślił gospodarczą wizję „polskiej demokracji ludowej”. Jej realizacja doprowadziła do prześladowań i praktycznej likwidacji własności prywatnej oraz spółdzielczej. Tylko w latach 1947-1948 liczba przedsiębiorstw i sklepów prywatnych spadła o ponad połowę.
Roman Zambrowski był faktycznym przywódcą frakcji „Puławian”, opowiadającej się za ograniczonymi reformami i liberalizacją systemu. Dziwne było jego zachowanie, gdyż wcześniej, w latach 1949–1952, nadzorował politykę forsownej kolektywizacji wsi. Po 1956 r. przeszedł na rewizjonizm (młody Marks). 6 lipca 1963 r. XIII plenum KC PZPR oficjalnie przyjęło jego rezygnację z funkcji sekretarza KC i członka Biura Politycznego „z powodu złego stanu zdrowia”. Złożył rezygnację, gdyż wiedział, że będzie usunięty. Protesty 1968 r. odbywały się pod hasłami powrotu Zambrowskiego do władzy.

W latach 1944-56 Polacy brutalnie zostali pozbawieni własnej elity: arystokracja, ziemiaństwo, przemysłowcy i handlowcy. Narodowi Polskiemu przetrącono kręgosłup. Tak tylko dla przykładu: obecnie ziemiaństwo jest bardzo silną warstwą społeczną w Wielkiej Brytanii oraz w znacznym stopniu w Europie Zachodniej (szczególnie we Francji, Hiszpanii oraz Niemczech.

Powszechny Sumaryczny Spis Ludności z 14 lutego 1946 r.

W latach 1939-1945 mordy Polaków osiągnęły nieznany przedtem w historii rozmiar. Kiedy na przełomie kwietnia i maja 1946 r. opublikowano wstępne wyniki Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności w I Zeszycie Specjalnym Wiadomości Statystycznych okazało się, że w Polsce żyło 23 mln 911 tys. obywateli, w tym Polaków 20 mln 520 tys., Niemców 2 mln 288 tys., inne mniejszości 399 526 osób, i osoby co do których toczyło się postępowanie rehabilitacyjne lub weryfikacyjne 417 431 osób (http://pl.scribd.com/doc/36839158/Powszechny-Sumaryczny-Spis-Ludno%C5%9Bci-z-dn-14-II-1946-roku-1).

W porównaniu z ludnością Rzeczypospolitej z 1939 roku, a w podanym spisie ludności z 1946 r. różnica w ubytku ludności Polski wynosi 11 mln 428 tys. osób, w tym podaną liczbę 3 mln 880 tys. osób narodowości polskiej, nieznaną liczbę zaginionych Polaków na Kresach oraz obywateli polskich różnej narodowości mieszkających na Kresach. W latach 1945-1989 nie można było mówić o stratach ludnościowych Polski na naszych Kresach wschodnich. Dopiero po 1989 r. zaistniały warunki do prowadzenia takich badań, ale też nie do końca. Jeżeli się coś na ten temat mówi, to tylko o zbrodni katyńskiej.

Jeżeli weźmiemy liczbę mieszkańców Polski szacowaną na 35.8 mln, która została powtórzona przez profesora UJ, dr Andrzeja Krzesinskiego (książka „Poland’s Right to Justice” wydana w 1946 r.), za informacją przesłaną do Ligi Narodów w sierpniu 1939 r., to straty te będą większe o 550 tys. osób, i wyniosą 11 mln 977 tys. osób.

Ciekawe, co ukrywało się w spisie pod dziwnym określeniem: „i osoby co do których toczyło się postępowanie rehabilitacyjne lub weryfikacyjne 417 431 osób”.

Z danych powszechnego spisu można wnosić, że tylko do 14 lutego 1946 r. (Powszechny Sumaryczny Spis Ludności) w więzieniach przebywało 417 tys. 431 osób, a przecież represje trwały aż do 1956 r.

Katownie UB

Katownie UB były w wielu polskich miastach (ponad 100). Na początku lat 90. XX w. w porze nocnej TVP2 wyemitowała film „Katownia UB w Kłodzku”. Pokazano go tylko jeden raz.

Znaczący procent (13,7) oficerów pochodzenia żydowskiego znalazł się także wśród szefów i zastępców szefów Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego/ Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego. Najwięcej z nich znalazło zatrudnienie w wojewódzkim UB we Wrocławiu, gdzie wśród osiemnastu zastępców szefów WUBP/ WUdsBP sześciu (33 proc.) było Żydami: Władysław Wątorek (Adolf Eichenbaum), Jan Stesłowicz (Lemil Katz), Adam Nowak (Adaś Najman), Adam Kornecki (Dawid Kornhendler), Eliasz Koton i Karol Grad, a w niektórych wydziałach i sekcjach urzędu przedstawiciele tej narodowości stanowili niekiedy 1/3 ich całego stanu osobowego. Zjawisko takie występowało np. w Wydziale ds. Funkcjonariuszy, Wydziale V, VIII i Gospodarczym.

W latach 1945-1956 poszczególnymi wydziałami kierowali: personalnym – Leonarda Opałko (Lorka Nadler) (1945-1946); I – Roman Wysocki (Altajn) (1950-1951); V – Józef (Jefim) Gildiner (1951-1952); X – Józef (Jefim) Gildiner (1952-1954); “A” – Edward Last (1946); śledczym – Antoni Marczewski (1946-1947), Feliks Różycki (Rosenbaum) (1950-1952); Wydziałem ds. Funkcjonariuszy – Bronisław Romkowicz (Maks Bernkopf) (1946-1947); Sekcją Finansową – Stanisław Ligoń (Lemberger) (1949-1954); Służbą Mundurową – Arnold Mendel (1949-1950). Stanowili oni także trzon istniejącej przy WUBP komórki partyjnej PPR/PZPR (Jefim Gildiner, Karol Grad, Zygmunt Kopel, Henryk Lubiński, Grzegorz Rajman, Felicja Rubin) – 26 proc. w 1954 r. (https://nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/1002-dr-hab-krzysztof-szwagrzyk-qw-komunistycznej-bezpiece-ydzi-zajmowali-niemal-poow-stanowisk).

Podobną, wynoszącą 30 proc. statystykę, można dostrzec w gronie kadry kierowniczej powiatowego UB w Dzierżoniowie. Na jej wielkość wpływ miało piastowanie urzędu szefa przez: Artura Górnego (1946-1947); Michała (Mojżesza) Wajsmana (1947-1948) i Adama Kulberga (1951-1954). Jeszcze wyższy odsetek wystąpił na stanowiskach ich zastępców, wśród których trzy z ośmiu etatów zajmowali oficerowie żydowscy: Edward Last (1945-1946), Adam Kulberg (1950-1951) i Izaak Winnykamień (1952). Łącznie w latach 1945-1956 we wszystkich komórkach tylko wojewódzkiego UB na Dolnym Śląsku pracowało ponad 500 osób pochodzenia żydowskiego (https://nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/1002-dr-hab-krzysztof-szwagrzyk-qw-komunistycznej-bezpiece-ydzi-zajmowali-niemal-poow-stanowisk).

Szacuje się, że w latach 1944-1956 (okres rządów żydowskich) zostało w sumie zabitych i zaginionych do 160 tysięcy patriotów, a pewne źródła podają nawet liczbę 320 tysięcy ofiar zbrodni żydowskich. Miejsca represji żydowskich lat 1944-56 na portalu http://slady.ipn.gov.pl/sz/mapy/2,Miejsca-represji-komunistycznych-lat-1944-56.html/). „Tajemnice bolesławieckiego UB” na stronie http://fakty.interia.pl/prasa/odkrywca/news-tajemnice-boleslawieckiego-ub,nId,833490,nPack,2.

Antysemityzmem w Polaków

Witold Jedlicki w artykule „Chamy i Żydy” pisał: „W kształtowaniu opinii publicznej Puławianom (w partii były dwie zwalczające się frakcje: natolińczyków i puławian) udaje się dokonać jeszcze jednej niebywale zręcznej wolty. Udaje im się mianowicie wykorzystać sprawę żydowską do likwidacji tak bardzo niewygodnego dla nich problemu odpowiedzialności osobistej za wyczyny z okresu stalinowskiego. Kto tę sprawę podnosi, zostaje natychmiast okrzyczany jako antysemitą. Do akcji zmobilizowano prasę. Zaapelowano do różnych ludzi cieszących się autorytetem, którzy zaczęli publikować artykuły na temat antysemityzmu.

Grupa Puławian ma wciąż w swoim ręku cenzurę, prasę i posłusznych pisarzy. Cenzura i redakcje dostają jak najbardziej liberalne wytyczne i w prasie zaczynają się pojawiać jeden po drugim odważne, reformatorskie, konsekwentnie demokratyczne artykuły, polemiki i felietony Jerzego Putramenta, Adama Schaffa, Stefana Arskiego, Zbigniewa Mitznera, Edmunda Osmańczyka, Henryka Korotyńskiego i wielu innych. Opinia publiczna zaczyna widzieć, że może liczyć na intelektualistów partyjnych. Nawet jeżeli w przeszłości błądzili, to dziś, gdy zrozumieli swoje błędy, odważnie i bez wahań piszą prawdę. Każdy więc, kto domagał się ukarania winnych zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim przez Puławian, otrzymywał etykietę antysemity.

Zbrodniarze nie ukarani

Po dojściu Gomułki do władzy zakończył się w Polsce ponury okres stalinizmu. Były to lata bandyckiego terroru połączone z ludobójstwem. W 1956 r. przyszła październikowa odwilż. Okres ten został nazwany „przełomem październikowym”. Przełomowe znaczenie tej daty w historii PRL było uznawane powszechnie.

Po 1956, podczas procesu destalinizacji za rządów Władysława Gomułki, niektórzy żydowskiego pochodzenia funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, m.in. Roman Romkowski (właśc. Menasze Grynszpan), Józef Różański (właśc. Józef Goldberg) czy Anatol Fejgin, zostali osądzeni pod zarzutami „nadużywania siły” i torturowania polskich patriotów (m.in. Witolda Pileckiego). Kilku z nich trafiło do więzień. Zdecydowana większość pozostała bezkarna, zwłaszcza poza granicami Polski, m.in. Stefan Michnik, Helena Wolińska, Salomon Morel. Funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa, Józef Światło (właśc. Izaak Fleischfarb), po ucieczce na Zachód w 1953, za pośrednictwem Radia Wolna Europa, ujawnił metody stosowane przez UB, co doprowadziło do jego rozwiązania w 1954 r. (http://poznan.jewish.org.pl/index.php/historia-ZwPol/Okres-PRL-u.html). Na Zachodzie zbrodniarz stał się bohaterem.

Każdego roku 1 marca jest obchodzony Dzień Wyklętych, ale jak do tej pory nikt ze zbrodniarzy nie został ukarany. Nie potępiono zbrodniarzy. Zbrodnie rozmyto, bowiem uznano, że komunizm w Polsce był w latach 1944-1989.

Polacy o Żydach

Stefan Kisielewski o Żydach: (..) A swoją drogą ja jestem prorokiem, tyle że nikt mnie nie słucha. Dwadzieścia dwa lata temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się kiedyś na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z „gojów”.

Dalej: (...) od paru miesięcy odbywa się ostateczna rozgrywka między dwiema grupami ubeków: grupą żydów, która z łaski Rosji szarogęsiła się tutaj w latach Stalina, oraz grupą „partyzancką”. Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał (zresztą prawdziwi partyzanci też, tyle że byli raczej podwładnymi niż rozkazodawcami), dopiero w roku 1956 wycofali się z tego, a żeby się ratować, zwalili winę na tamtych (Zambrowski robiący Październik), oskarżając ich w dodatku o antysemityzm. Tymczasem dorosło młode pokolenie komunistycznych byczków i partyzanci rzucili ich na tamtych, szermując przy tym doskonale pasującym argumentem „syjonizmu”. Marzec to była prowokacja, aby Żydów dorżnąć - dwie grupy się walą, a między nimi plącze się nic nie rozumiejący Wiesio, który dał się nabrać, a teraz, gdy się nieco zorientował, jest trochę już późno, bo go robią na szaro, a żona Żydówka też mu nie pomaga (Fronda).

Maria Dąbrowska w „Dziennikach” pod datą 22.05.1956 r. zapisała: „Ostatnimi tygodniami byłam w Nieborowie w towarzystwie samych Żydów oprócz Anny i Bogusia. Częste ich rozmowy o wzrastaniu antysemityzmu. Czemu dziś sami są częściowo winni – bo jak można było dać sobą obsadzić wszystkie „kluczowe pozycje” życia Polski: prokuratury, wydawnictwa, ministerstwa, władze partii, redakcje, film, radio itp.” (Maria Dąbrowska, „Dzienniki”, T. 5, Czytelnik, Warszawa 1988).

wtorek, 4 czerwca 2024

Analiza pracy doktorskiej Jacka Bartosiaka

Dr Jacek Bartosiak 🇵🇱 

Swoją drogą to zasługuje na dogłębne dochodzenie, jak się ustawia taką sprawę by „wyeliminować człowieka w oczach opinii publicznej” i kto działa tu „wspólnie i w porozumieniu” i jak szeroka jest grupa osób, które wiedziały, co się dzieje w postępowaniu więcej niż ja. Sądząc po wpisach wielu osób na X grupa ta była spora. 

Od początku: „anonimowy zespół badaczy” (ciekawe czy  za darmo pracowali?), a na jego czele człowiek mieszkający poza Polską i umywający ręce „gdy już przekazał tę sprawę do PAN”, nieznający się na temacie pracy (przyszła wojna na Pacyfiku i amerykańska strategia z nia związana) i sugerujący moje naciski polityczne na komisje (min. Czarnek!, fota), za to jest od razu w pełnym zaufaniu dopuszczony na prawach strony i uczestniczy w postępowaniu(!), podczas gdy osoba oskarżona nie otrzymuje faktycznie takiego prawa i musi o nie walczyć przy pomocy wynajętych prawników; potem zostaje wydana rekomendacja komisji PAN (czyli wstępna ocena, czy iść dalej w badaniu - fota) na podstawie analizy „anonimowego zespołu” i bez mojej obecności) z jednoczesnym przeciekiem i nagłośnieniem w mediach (GW, fota) z przekazem podprogowym do opinii publicznej, że sprawa już została właściwie rozstrzygnięta z naciskiem na plagiat (teraz już plagiat „zniknął” jak pisze Wirtualna Polska nawet stronniczy Kamiński i Fyderek „w swoich opiniach nie napisali wprost, że Bartosiak dopuścił się plagiatu. Uznali jednak, że tytuł doktora mu się nie należy. Wskazali, że praca nie spełnia ustawowych wymogów rozprawy doktorskiej, zawarte w niej przemyślenia "mają charakter wiedzy potocznej", a sam autor nie postawił sobie jasnego celu badawczego”. Nie odnieśli się do złożonych wcześniej opinii i egzegezy pracy, z których wynika, że  sprawa powinna zakończyć się odmową odebrania tytułu naukowego oraz jak pisze Wirtualna Polska ze w „ rozprawie [Jacka Bartosiaka] nie doszukano się ani jednego fragmentu cudzego utworu, którego autor nie zostałby przywołany”.

Późniejszy ekspert komisji PAN w tym czasie wielokrotnie przesądzał był sprawę publicznie (aż kusi pytanie, czy był może jednym z „anonimowego zespołu”). Potem cala grupa ekspertów proszonych przez PAN odmawia  wydania ekspertyzy w mojej sprawie, ja zaś przedstawiam opinie trzech ludzi z pokaźnym dorobkiem w temacie geostrategii i geoekonomii i z tytułami, z których wynika, że  doktorat jest ok; do tego składamy kilkaset stron egzegezy całego doktoratu ze sprawdzeniem całego doktoratu i każdego przepisu, a tym razem nikt ze środka przecieku do prasy na ten temat nie robi(!), nie widać w protokołach posiedzenia Rady PAN (udostępnionych moim prawnikom dopiero teraz!), by także szczegółowo zreferowano przychylne mi opinie i egzegezę doktoratu szerszemu składowi Radzie PAN (fota), co może świadczyć, ze jej liczni przecież członkowie nie znają w istocie materii sprawy, a sprawę de facto prowadzi „grupa inicjatywna”. 

W rezultacie tego wszystkiego powołani są później eksperci stronniczy, którzy zarówno wcześniej jak i już po inicjacji sprawy mieli nieprzychylny stosunek do mojej osoby i mojej działalności. Ciekawostką jest to, ze pomimo przedstawienia przez mojego promotora doskonalej opinii na temat mojego doktoratu komisja nie chce go wezwać i usłyszeć osobiście, co ma do powiedzenia w sprawie, to samo dotyczy recenzentów i ekspertów, których opinie były mi przychylne. To spore grono osób.

Następnie okazuje się (ostatnio), że ekspertyzy ekspertów wybranych przez PAN nie tylko sa stronnicze ale (przykro to mówić) zdradzają rażący brak wiedzy i niekompetencje w analizowanej materii, co zle wpłynie na reputację PAN bo zostanie ocenione przez opinię publiczną, która przez te lata uczestniczy w dojrzalej debacie strategicznej i jest oczytana (wkrótce zostanie opublikowany film na YT na ten temat). Mimo wszystko komisja dalej forsuje sprawę. 

Zaiste „standardy zachodnie” i demokratyczne państwo prawne…

Ostatecznie zostały właśnie złożone wnioski o wyłączenie osób stronniczych w postępowaniu.

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Menu O...