poniedziałek, 2 września 2024

Hierarchowie w jednym szeregu z banderowcami



Za nieboszczki Polski Ludowej funkcjonowali tzw. księża patrioci. W III RP ich postawę oceniono jednoznacznie negatywnie. Często pada słowo – zdrada. Moim zdaniem taka ocena w wielu wypadkach, jest bardzo niesprawiedliwa i urąga zdrowemu rozsądkowi. 

Jeśli te kilka procent księży, którzy firmowali politykę władz Polski Ludowej nazywa się dzisiaj zdrajcami – to jak nazwać współczesny Episkopat Polski? Przecież przywódcy Kościoła katolickiego w Polsce żyrują wszystkie pomysły władz w Polsce, łącznie z tymi pchającymi nas w wojnę na terenie Ukrainy.

Haniebne i obrzydliwe jest milczenie władz Kościoła katolickiego w Polsce, w czasie gdy na Ukrainie prześladuje się chrześcijańskie wyznanie – Ukraińską Prawosławną Cerkwię.

Haniebne jest milczenie gdy na Ukrainie liczni prawosławni duchowni są przetrzymywani w aresztach, gdy burzy się świątynie, gdy wprowadza się w życie pomysł likwidacji tego kościoła.

Haniebne jest milczenie, gdy tworzy się jakąś erzacową sektę.

Kościół w Polsce lubi wspominać realne i urojone krzywdy jakich doznał w czasach Polski Ludowej. Zwłaszcza w czasach stalinowskich. Wspomina okres gdy niektórzy biskupi urzędowali na wygnaniu, księża siedzieli w celach, a prymas Stefan Wyszyński był internowany. Ale czym niby to się różni, od tego co wyprawia reżim na Ukrainie?

Na plus okresu bermanowskiego wypada, że żaden szaleniec nie wpadł na pomysł, by całkowicie zdelegalizować Kościół rzymskokatolicki z powodu np. powiązań z Watykanem.

Kościół rzymskokatolicki w Polsce milczy, media katolickie w Polsce powtarzają banały zrodzone w ukraińskich propagandówkach.

Na Ukrainie jest jeszcze gorzej. Wszechukraińskia Rada Kościołów i Organizacji Religijnych, gdzie zasiada przedstawiciel Kościoła rzymskokatolickiego Witalij Kriwicki oficjalnie poparła pomysł likwidacji Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi pod pretekstem „powiązań” z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym.

Żaden z licznych polskich księży na Ukrainie nie protestuje. Widocznie bliżej im do B’nai B’rith lub obrońcy banderyzmu arcybiskupa Ihora Woźniaka z Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

Kościół w Polsce jest w głębokim kryzysie od dziesięcioleci. Kolorowa rewolucja solidarności z Michnikiem, Kuroniem i Geremkiem na „mszach za ojczyznę” uruchomiła procesy, które zakończyły się oklaskiwaniem w świątyni przez Lecha Kaczyńskiego upokorzenia abp. Stanisława Wielgusa.

Hierarchowie w Polsce przez 30 lat byli tuczeni forsą i przywilejami przez rządzących jak świniaki na ubój. Odwdzięczali się za przywileje poparciem dla kolejnych ekip rządowych. W swojej bezmyślności poparli bezkrytycznie wejście Polski na upokarzających warunkach do Unii Europejskiej. Milczeli gdy polscy żołnierze w ramach NATO brali udział w amerykańskich wojnach napastniczych. Spore odsetki spłacili i ciągle spłacają, za te wszystkie ulgi, daniny, dotacje, pensje, odzyskiwane mienie, pochwały i medale. Ta forsa sporo ich kosztowała. Ale to tylko początek.

Kościoły pustoszeją, przechodząc dokładnie odwrotny proces – niż konta i portfele hierarchów w III RP. Dekatolizacja w Polsce dzisiaj postępuje znacznie szybciej i efektywniej, niż w epoce Bolesława Bieruta i Jakuba Bermana.

Hierarchowie jednak niczego się nie nauczyli przez te 30-lat. Dalej wyciągają łapki po kasę i łaszą się do rządzących. Dzisiaj doszli do ściany i stoją w jednym szeregu z spadkobiercami banderyzmu, stronnikami wojującego ateizmu i prorokami tęczowej rewolucji. Zapomnieli również o rzeszy księży katolickich wymordowanych na Wołyniu, którzy dzisiaj nie mają nawet swoich grobów.

Prześladowanie kościoła chrześcijańskiego u naszego wschodniego sąsiada, nie wzbudza sprzeciwu hierarchów w Polsce. Z czego to może wynikać? Moim zdaniem z nadmiaru forsy i braku czasu.

Hierarchowie biegający po studiach telewizyjnych i fundacyjnych bankietach, nie mają czasu na rozważania religijne i chłodną ocenę sytuacji. Muszą przypilnować wystroju pałaców, zatankować limuzyny, odwiedzić kilku biznesmenów, przygotować się na raut i zadbać o dobre posady dla krewnych i znajomych.

Prymas Stefan Wyszyński w rozmowie z posłem Januszem Zabłockim powiedział „Nie domagamy się zwrotu majątków kościelnych – ich strata stanowi dobrodziejstwo. Księża przestają być latyfundystami, są bliżej ludu”.

Majątki w przyszłości zapewne odbierać będą im ci, którzy je dawali w ostatnich dziesięcioleciach. Natomiast na dzisiaj to wierni powinni ułatwić hierarchom znalezienie czasu na modlitwę i rozważania teologiczne. Mogą to zrobić uszczuplając ich budżet.

Warto więc zrezygnować z wrzucenia banknotu na tacę, by uwolnić hierarchów od zamartwień związanych z pałacami, limuzynami i rautami. Przynajmniej na jakiś czas.

Łukasz Jastrzębski
https://myslpolska.info

Finlandyzacja



Mówiąc finlandyzacja – wiemy o co chodzi. Począwszy od Koła Podbiegunowego, a na Morzu Śródziemnym skończywszy, wielu o tym marzyło, lecz nieliczni ten status osiągnęli.

Była nią naturalnie sama Finlandia, należąca do grona państw, które drugą wojnę światową przegrały. Stalin jednak znał geopolityczne konieczności i wolał neutralizację Helsinek. Dziś zapomina się o tym.

Dekadę później ten cel został osiągnięty przez Wiedeń. Austria bowiem, dziesięć lat po wojnie, została w granicach ustalonych po 1918r. – zjednoczona oraz zneutralizowana i aż do teraz dobrze na tym wychodzi.

Takie myśli lęgły się również w polskich głowach. Liczono na to, że Kreml, w swojej wspaniałomyślnej łaskawości, może na to w pewnych okolicznościach przystać.

Zapominano jednak, że droga do Wschodnich Niemiec wiodła przez Polskę. I być może byłoby to możliwe, gdyby doszło już wówczas do zjednoczenia dwóch państw niemieckich, wycofania z nich wszystkich obcych wojsk i ich finlandyzację.

Rosjanie takie pomysły mieli, ale oznaczały one przede wszystkim to, że Waszyngton dostaje aksamitnego kopniaka, gdyż Europie nie będzie już potrzebny. Wtedy to i tylko wówczas pomysł na neutralizację Warszawy mógł znaleźć się w grze. To jednak nigdy nie nastąpiło, a co więcej: w tamtych okolicznościach była to wyidealizowana utopia.

Po upływie dalszych kilkudziesięciu lat telewizyjny spektakl, pod nazwą obalenia muru berlińskiego, rozpoczął kilkuletni okres wycofywania się Rosji z Europy Centralnej, a później rozwiązanie Związku Radzieckiego. Zachód ogłosił się zwycięzcą zimnej wojny, rozpoczynając proces wchłaniania tych wszystkich państw przez rozszerzenie Unii Europejskiej, przede wszystkim NATO.

W tym przypadku nie było żadnego trzeźwego namysłu i umiaru. Zignorowano również głosy tych, którzy nawoływali do zachowania rozsądku.

Znany „rusożerca” Richard Pipes w wywiadzie udzielonym na początku lat dziewięćdziesiątych zaapelował, by nie usuwać rosyjskich wpływów nawet z Polski, gdyż i tak – jak ocenił – będziemy musieli ją jej w przyszłości oddać.

Obecnie zaanektowano nawet Szwecję i samą Finlandię, lecz już nie w ramach natowskiego triumfalizmu, ale przedstawiając to jako defensywny krok obronny przed domniemaną groźbą kremlowskiej agresji. Jednak obecnie sytuacja na geopolitycznej mapie Eurazji jest zdecydowanie inna niż ta sprzed trzydziestu kilku lat. Moskwa pokazała czerwoną linię i zagroziła, że nie dopuści do jej przekroczenia.

Chodzi o amerykańskie zakusy zwasalizowania Ukrainy, zaś w dalszej kolejności z pewnością i Białorusi. Rosja działając w zasadzie, w ramach obrony koniecznej rozpoczęła wojnę na Ukrainie – nie mylić z wojną z Ukrainą – która naturalnie również się toczy, ale na marginesie tej pierwszej i jako uboczny jej skutek.

Słowo finlandyzacja znowu z wolna wraca do łask. Neutralizacja Kijowa z zachowaniem przez Rosję jej zdobyczy terytorialnych w zupełności zaspokaja rosyjskie oczekiwania budowania wokół swojego państwa bezpiecznej strefy.

Nie wschodząc w szczegóły jest to chyba nieuniknione, jeżeli nie chcemy potężnego konfliktu. Polsce to także powinno całkowicie odpowiadać. Problem tylko leży w tym, iż dla Stanów Zjednoczonych tracimy wówczas na znaczeniu. Trzeba tę okoliczność dobrze wykorzystać rozluźniając gorset uwierającej nasze zależności od Zachodu!

Antoni Koniuszewski
https://myslpolska.info

Masoneria, iluminaci i ich bogowie

„Nikt nie będzie mógł wejść do Nowego Porządku Świata, jeśli nie pokłoni się Niosącemu Światło. Nikt nie wejdzie do Nowego Wieku, jeśli nie przejdzie lucyferiańskiej inicjacji.”

/David Spangler.

„Nad społeczeństwem dominować będzie elita, która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją.”|
/Zbigniew Brzeziński w książce: „Between Two Ages”, 1970 rok.

Kandydat Masoński, adept i uczeń związany jest przysięgą w obecności Mistrza. Jest również związany wieczną tajemnicą. Spotyka współbraci w opasce na oczach, zdąża tedy do zakonu w ciemno.

Następnie uczy się symboli i obrządku wolnomularstwa. Oczekują go trzy wielkie światła: po pierwsze: „Światło Świętego Słowa” niekoniecznie Biblii, po drugie: „Zgłębienie Tajemnicy Kwadratu” symbolizującego doskonałość duszy i po trzecie: „Powzięcie nowego kierunku życia” w formie akceptacji Kompasu, który jest duchem duszy.

Jaką religią jest Masoneria? Przede wszystkim masoneria jest okultyzmem, wiedzą tajemną i ukrytą przed światem. Klasyczne wierzenia spokrewnione z masonerią są ściśle związane z okultyzmem i sektami Unitaryzmu oraz Mormonizmu.

Masoneria posiada ustaloną domenę szatana, według niej naucza się, że przez moc wiedzy można posiąść tajemnice natury a nawet śmierci. Ważniejszymi doktrynami masonerii są także: „Braterstwo Duszy” oraz pewnego rodzaju nakaz, aby nie wierzyć w Jezusa Chrystusa, ponieważ życie wieczne otrzymuje się bez Jego udziału.

Ricinal C. Haupt w swojej książce: „Bogowie Loży” zgromadził zaskakujący materiał. Przez sześć miesięcy studiował dane dotyczące masonerii w Bibliotece Kongresu, po czym doszedł do wniosku, że masoneria w swoim obrządku jest ilustracją symboli zapożyczonych z pogaństwa egipskiego i średniowiecznego okultyzmu. Ponadto Ricinal utrzymuje, że droga oświecenia przebiegająca po przez inicjację składającą się z trzydziestu trzech poziomów, prowadzi bezpośrednio do Lucyferianizmu.

Drodzy Czytelnicy, z pewnością spotkaliście się z określeniem Katolicy, Protestanci czy z jeszcze innymi określeniami nazywającymi wyznawców poszczególnych religii. Ronald Bernard, ekonomista pracujący dla światowej elity wyznaje, że przytłaczająca większość ludzi znajdujących się u szczytów władzy wyznaje pewną niszową religię, otóż są oni Lucyferianami i wyznają Lucyferianizm.

Ronald wyznaje, że uczestniczył w czarnych mszach, opowiada o satanizmie, jednak początkowo to było dla niego śmieszne, zabawne. To byli jego klienci, potężni ludzie i nic więcej, przynajmniej tak sobie wmawiał. Dla niego była to rozrywka i nic więcej, ponieważ od zawsze uważał, że prawdziwa ciemność i zło są jedynie w samym człowieku i nie ma czegoś takiego jak zło osobowe.

Wszystko się zmieniło w momencie, w którym otrzymał zaproszenie do uczestnictwa w ceremonii składania ofiar.

„Składanie ofiar miało miejsce za granicą i to był mój punkt zwrotny. Składano ofiary z dzieci a ja nie mogłem tego zrobić, nie byłem w stanie. Po tym zdarzeniu powoli zacząłem się łamać, sam przeszedłem wiele jako dziecko i naprawdę głęboko to mnie dotknęło. Wszystko się nagle zmieniło. Ale to jest świat, do którego wszedłem i wtedy zacząłem odmawiać wykonywania zleceń w ramach mojej pracy, nie byłem już w stanie tego robić, z tych powodów stałem się zagrożeniem.

To dzieje się także w polityce, i jeżeli wygooglujecie ten temat, to znajdziecie zeznania ludzi z całego świata, że to się dzieje wszędzie, że ten świat nie jest bajką. Niestety prawda jest taka, że na całym świecie oni to robią od tysięcy lat. Zgłębiałem kiedyś Teologię i wyczytałem nawet w Biblii, że takie rzeczy miały miejsce tysiące lat temu. Rytuały związane ze składaniem ofiar z dzieci były powodem wygnania Izraelitów do Babilonu.

Przez te przeżycia stałem się osobą wierzącą, ponieważ zrozumiałem, że jest coś, co umyka ludzkiemu oku, że istnieje też świat niematerialny. Oni postrzegają społeczeństwo jak stado owiec, wystarczy postawić kilka psów pasterskich by prowadzić stado w dowolnym kierunku i szczerze mówiąc wciąż widzę jak to się dzieje wokół, ludzie wciąż są sterowani przy użyciu tych samych systemów i metod, których my używaliśmy.

Ludzie wciąż nie rozumieją jak ten świat działa, wciąż są na poziomie, na którym ważne jest tylko by mieć na stole piwo, są całkowicie pochłonięci sobą. To, co jest negatywne to zło, lucyferianie i sataniści, jakkolwiek chcesz to nazywać, ale zło jest bytem rzeczywistym, odkryłem, że to, co jest zapisane w Biblii, ale i nie tylko tam, znajdziecie to w wielu książkach, że był pewien moment, w którym nastąpiła separacja manifestacji światła, w którym pewna grupa się oddzieliła.

Ta grupa jest przepełniona nienawiścią i gniewem. Z całych sił nienawidzą i niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Zło jest siłą, która nieustannie dąży do zagłady. Zło nas nienawidzi bez końca. Lucyfer nienawidzi stworzenia, nienawidzi życia i zrobi on wszystko aby nas kompletnie unicestwić a sposobem na to jest podział ludzkości, «dziel i rządź» oto ich prawda.”

/Ronald Bernard.

Niezaprzeczalnym faktem w dyskusji nad doktrynami masonerii jest wpływ ich nauki oraz religii na świadomość wielu amerykańskich intelektualistów, a nawet w ostatnich czasach oddziaływanie na poglądy przeciętnego Amerykanina, podobna sytuacja ma miejsce również w Europie. Wyrazem tego jest silna liberalizacja zasad moralnych i bunt przeciw wierze ewangelicznej. Badacze studiujący zagadnienie masonerii są przekonani, co do istnienia bytu stojącego za kurtyną.

Bytu stojącego za kurtyną ideologii masonerii. Otóż jeszcze w Edenie Szatan zaoferował Ewie wiedzę tajemną i zrównanie z Bogiem. Mądrość człowieka, aby sprawdziła się tutaj na ziemi i tam w wieczności musi pochodzić od Boga, a nie wypływać z przekonań człowieka.

Obserwujemy, że wiele tradycji wschodnich przyjęło praktyki starożytnego Babilonu. Tymczasem Bóg Nawołuje: Wyjdźcie z Babilonu, odejdźcie od nich, oddzielcie się, nie dotykajcie tego, co nieczyste.

https://globalna.info

Polecam posłuchać tego Rumuna.

 

Maverick


Rzydziańscy kontrolerzy liczą ze głupie goje znowu kupią narrację jaką oni napiszą o Kamali.

Oczywiście wiemy ze nic nie zrobiła aby wstrzymać nawałnicę nielegalnych emigrantów, ale teraz deklarują ze będzie bardziej od Trumpa zaciekła w pilnowaniu tej granicy. Cały czas wypuszczała kryminalistów gdy była prokuratorem w Kaliforni, a oni po wyjściu mordowali i gwałcili, ale tutaj też będzie bezwględniejsza od Trumpa deklarują kacapy rzydziańskie.

Będąc tym prokuratorem była dumna ze zezwalała na zmiany płci więzniom i kryminalistom na koszt podatnika.

Jest też dumna i twierdzi ze jedną z najważniejszych podróży w jej życiu była ta do kliniki aborcyjnej w stanie Wisconsin.

Polecam posłuchać tego Rumuna.

Nie ma związku z kamalą ale interesujące.

Czyż to nie męska siła dominuje na szczycie i pod nim, feministki?

 

  1. adam1

  2. Kamala Harris dzięki Brownowi (jest brązowy) i waginie, jest tym czym jest, dotarła na szczyt szczytując! Homo już był prezydentem, teraz czas na call girl??, a to oznacza upadek na dno i szantaż. A wcześniej był Kaligula i jego koń, to jednak jakiś postęp. Niemoralni są posłuszni swoim panom, którzy ich wywindowali penisem, wystarczy mocny uchwyt feministki – to jest ta męska siła! Czyż to nie męska siła dominuje na szczycie i pod nim, feministki?
    Ci na szczycie bardzo często nie szczytuję, pochłania ich polityka i władza, która sama w sobie jest dla niektórych permanentnym orgazmem, no i rabowana kasa. Tak teraz wygląda lewactwo i american dream…….

    https://nypost.com/2024/07/31/world-news/kamala-harris-got-bmw-and-career-boost-from-older-lover/

    W tym filmie ten pan wspomina min. o aktorkach Holylłudu, jak się robi karierę ć……
    Na jej temat jest dużo negatywnych filmów, no ale lewaki to moralni oszuści, ponieważ zło przyciąga się wzajemnie.

Harris i Walz

 


Amerykanie muszą wybrać między Donaldem Trumpem a Kamalą Harris, o której jeszcze w kwietniu br. zaledwie 39 proc zarejestrowanych wyborców miało pozytywną opinię, a 55 proc. negatywną.

Teraz po zmuszeniu Joe Bidena do rezygnacji z kandydowania, demokraci próbują na siłę przedstawić swoją kandydatkę jako doświadczonego, mądrego polityka, który podczas sprawowania funkcji wiceprezydenta bardzo się rozwinął.

Jak to wygląda w rzeczywistości, a nie w medialno-politycznym mainstreamie?

Joe Biden wziął na swoją zastępczynię Kamalę Harris, bo potrzebował kogoś z mniejszości, najlepiej kobietę. Taki symbol różnorodności w Białym Domu.

Urodzona w 1964 r. prawniczka. ukończyła uniwersytet Howarda jako politolog. Mówi się, że karierę zawdzięcza romansowi ze spin doktorem demokratów, Willem Brownem, który był dwukrotnie burmistrzem San Francisco i spikerem Izby Reprezentantów Kalifornii.

„The Spectator” pisze o błyskawicznej metamorfozie Harris, która z „bełkotliwej, chichoczącej, tępej polityk ulega zmianie w „inteligentną, inspirującą, pełną siły i elokwentną propagatorkę wolności, sprawiedliwości i demokracji” .

Zaś „The Washington Post” określiło przemianę Harris „najbardziej spektakularną transformacją w najnowszej historii amerykańskiej polityki”. Wymazuje się jej odpowiedzialność za kryzys emigracyjny na granicy z Meksykiem (Biden zlecił jej zadanie rozwiązania tego konfliktu), to że była ona drugą po Berniem Sandersie najbardziej lewicową członkinią Senatu, nie opowiadała się za odebraniem finansowania policji, nie lobbowała za zniesieniem prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego, nie zbierała kaucji dla uczestników zamieszek z Antify i Black Lives Matter.

Teraz stała się centrystyczną polityk. Wszystko da się zmontować na użytek chwili. Nawet to, że Kamala Harris jest błyskotliwą kandydatką zmiany na przywódcę wolnego świata. Tym bardziej, gdy ma się po swojej stronie polityczny mainstream.

Wczoraj demokraci skończyli swoją czterodniową konwencję, na której Harris została oficjalnie przedstawiona jako ich kandydatka na urząd prezydenta. Czego na tej konwencji nie było. Królowała głównie ideologia z przeróżnymi konfiguracjami.

Konwencję rozpoczęła modlitwa w wykonaniu arcybiskupa Chicago, kardynała Cupricha, który w ten sposób pobłogosławił aborcję, tranzycję i inne wymysły ideologii gender. Ale w Ameryce wszystko jest możliwe.

Gdy na scenie odbywał się wyborczy show, w pobliżu stał wóz aborcyjny, w którym na życzenie można było przerwać ciążę, bez żadnych ograniczeń. Aby mężczyźni nie byli poszkodowani, proponowano im wasektomię, a potem jeszcze darmowego hod-doga.

W programie demokratów aborcja była na pierwszym miejscu, ale nie zabrakło także ideologii gender ze wszystkimi jej odsłonami: tranzycją i dowolnością płci. Ale Harris nie przedstawiła żadnego programu rozwiązania palących problemów: sprawę imigracji, bezpieczeństwa, gospodarki czy polityki zagranicznej. Ona tego po prostu nie ma i jak ognia unika wszelkich wywiadów, a telewizyjne starcie z Trumpem w stacji konserwatywnej odrzuciła. Zobaczymy dokąd da się omamiać Amerykanów i kiedy spadną błyskotki ideologiczne i odsłonią pustkę programową partii.

Kamala Harris wybrała sobie godnego zastępcę. Został nim Tim Walz gubernator Minnesoty, zupełnie nieznany dla większości Amerykanów. Walz kreuje się na zwykłego Amerykanina, człowieka ludu, który nosi koszulę w kratę, czapkę bejsbolową, dżinsy. Jest wielbicielem polowania, nie gromadzi oszczędności. Ma przypominać dobrego wujka z sąsiedztwa.

Ale to tylko pozory. W rzeczywistości Walz to skrajnie lewicowy polityk. Jako gubernator wprowadził przepisy, które usankcjonowały całkowitą wolność reprodukcyjną w Minnesocie. Aborcja jest legalna w każdym momencie ciąży, aby jej dokonać nie trzeba czekać ustawowych 24 godzin. Wprowadził również ochronę dostawców usług medycznych i pacjentów z Minnesoty przed ściganiem, jeśli przeprowadzili aborcję w innych stanach. Popierają go również organizacje LGBTQ+. Minnesota stała się świętym miejscem dla imigrantów, osób transpłciowych. Pozwolił nielegalnym imigrantom uzyskać prawo jazdy, zalegalizował marihuanę, ograniczył dostęp do broni i wprowadził w szkołach darmowe tampony i podpaski, które trafiły także do ubikacji dla chłopców.

Ale dla klas średnich, które chcą pozyskać demokraci, promuje jeszcze inne jego dokonania: darmowe posiłki w szkołach, podwyżki płac dla pracowników szkół, przedszkoli i ulgi podatkowe dla najbiedniejszych rodziców.

Podkreśla się jego długoletnią służbę w Gwardii Narodowej, ale już nie mówi się o tym, że zrezygnował z tej służby, gdy jego oddział miał trafić do Iraku. A gdy wybuchły zamieszki po śmierci George`a Floyda w Minneapolis czekał dwa dni zanim skierował tam Gwardię Narodową – „siedział i przyglądał się, jak miasto plonie”.

Jedno jest pewne, że para Harris Walz kampanie wyborczą ukierunkowali na sprawy światopoglądowe i tożsamościowe. A to za mało, aby przez kolejne lata rządzić Ameryką.

Iwona Galińska
https://prawy.pl

Pan prof. Sadurski rozpala pod kuchnią

Jak wiadomo, kiedy Żydowie obawiają się tak zwanego “strefienia”, to mają skłonność do posługiwania się tak zwanymi “szabesgojami”, czyli “gojami” wykonującymi za nich, ale w ich interesie, jakieś czynności. 


Należało do nich na przykład rozpalanie ognia pod kuchnią, bo przecież i w szabas trzeba było zjeść coś ciepłego – ale niekiedy szabesgoje wykorzystywani są do zadań bardziej wyrafinowanych.


Myślę, że tak właśnie stało się w przypadku wynajęcia przez Judenrat “Gazety Wyborczej” pana profesora Wojciecha Saurskiego, który napisał artykuł o potrzebie ostrzejszego, radykalnego rozprawienia się z przeciwnikami Volksdeutsche Partei i jej kolaborantów. “Syzyf” powinien przepoczwarzyć się “w Herkulesa” – postuluje pan prof. Sadurski, nawołując do pójścia na tak zwane “skróty”, czyli mówiąc wprost – do przeprowadzenia zamachu stanu.


“Legalność Polskę zabija”, więc cóż można, a nawet trzeba w tej sytuacji zrobić? Nie zapominajmy, że “rozliczanie” jest elementem “przywracania praworządności”. Z miłości do Prawa złamać Prawo – oto do czego sprowadza się pomysł pana prof. Sadurskiego.


Ciekawe, że podobny przypadek opisał już dawno temu Sławomir Mrożek w opowiadaniu o niegrzecznym chłopczyku. Niegrzeczny chłopczyk a to sie garbił, a to robił inne niedozwolone rzeczy – co szalenie martwiło Anioła Stróża. Żadne perswazje nie pomagały, więc kiedy któregoś razu chłopczyk znowu się zgarbił, nagle wyprostowała do potężna blacha w czoło. To Anioł Stróż z ustnej perswazji przeszedł na ręczną i z miłości do Prawa Prawo złamał.


Po jakimś czasie Anioł Stróż zasmakował w ręcznej perswazji i często dawał chłopczykowi blachę bez wyraźnego powodu – po prostu, żeby nie wyjść z wprawy. Tymczasem chłopczyk bardzo się zmienił. Był już grzeczny, znacznie przytył i zainteresował się chemią. Pewnej nocy okolicą wstrząsnął ogromny huk. To grzeczny chłopczyk wysadził w powietrze dom i pośpiesznie się oddalał, a za nim gnał Anioł Stróż.


Ale pan prof. Sadurski i podobieństwo jego pragnień z postępowaniem Anioła Stróża, to tylko powierzchnia zjawiska. “Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi” – nawołuje Adam Mickiewicz.


Skoro Judenrat “Gazety Wyborczej” akurat teraz wydrukował artykuł prof. Sadurskiego, to niewątpliwie musi mieć w tym jakiś interes, bo Judenrat niczego nie robi bezinteresownie – chyba, że nienawidzi gojów. Jaki zatem interes może mieć Judenrat w publikowaniu na swoich łamach nawoływań pana prof. Sadurskiego do przeprowadzenia w Polsce siłowego zamachu stanu, czegoś w rodzaju stanu wojennego z roku 1981?


Teoretycznie chodzi o jak najszybsze przywrócenie praworządności w naszym bantustanie – ale to oczywiście nie żaden prawdziwy cel, a zaledwie pretekst. Pretekst do czego? A do czegóż by, jeśli nie do wzięcia za mordę mniej wartościowego narodu tubylczego? No dobrze – ale dlaczego właściwie Judenratowi miałoby zależeć na wzięciu za mordę mniej waratosciowego narodu tubylczego?


Powodów jest kilka. Po pierwsze – Judenrat tradycyjnie uważa się za coś wyższego rasowo od mniej wartościowego narodu tubylczego, tradycyjnie więc nim pogardza, czemu zresztą daje wyraz przy każdej okazji, choćby w ramach tzw. “pedagogiki wstydu”.


Ale to nie wyczerpuje całości sprawy. Cała ta pogarda, cała ta “pedagogika wstydu” ma służyć ekonomicznemu i politycznemu ujarzmieniu tego mniej wartościowego narodu tubylczego. Żydowie samodzielnie nie byliby w stanie tego dokonać, choćby ze względu na dysproporcje ilościowe, Stosują się tedy do pomysłu Archimedesa, który twierdził, że byłby w stanie przy pomocy dźwigni podnieść nawet Ziemię, byle tylko znaleźć dla swojej dźwigni punkt oparcia. Tedy próbują; jak nie z Sowietami, to z Amerykanami, jak nie z Amerykanami, to z Niemcami.


A tak się właśnie złożyło, że po przeprowadzonym przez Amerykanów, przy niejakim udziale Ukrainy i Polski, wysadzeniu bałtyckich gazociągów, Niemcy nolens-volens zerwali strategiczne partnerstwo z Rosją i zawiązali strategiczne partnerstwo z Izraelem, za co przez amerykańskiego prezydenta Józia Bidena zostali wynagrodzeni pozwoleniem na urządzanie Europy po swojemu.


Toteż Niemcy intensywnie nad tym pracują, a jednym z elementów tych przygotowań jest nowelizacja traktatu lizbońskiego, by dla IV Rzeszy stworzyć pozór legalności. W IV Rzeszy dla naszego bantustanu jest przewidziana rola kolonii, na kształt Generalnego Gubernatorstwa.


Jednak Niemcy nie uważają, że Polacy w Generalnej Guberni będą trzymać się za mordę sami. To trzymanie za mordę ktoś musi tu organizować i nadzorować, a doświadczenia Józefa Stalina, który powierzył kierowanie aparatem terroru właśnie Żydom, nadają się do zastosowania również w obecnych warunkach.


Dlatego właśnie Judenrat “Gazety Wyborczej” ożywiony nadzieją rychłej władzy nad mniej wartościowym narodem tubylczym, nie tylko ze wszystkich sił wspiera Volksdeutsche Partei Donalda Tuska i z czujnością żurawia tropi wszystkich eurosceptyków w naszym bantustanie, najwyraźniej traktując to jako program pilotażowy późniejszych rządów, rodzaj zaprawy przed akcją bezpośrednią.


No dobrze – ale przecież Żydowie, choćby ze względu na swą liczebność, sami aparatu terroru nie stworzą. Mogą oczywiście wykorzystać do tego zdegenerowane elementy tubylcze, ale czy nawet takim można zaufać?


Na wszelki tedy wypadek Judenrat, viribus unitis z Niemcami, już teraz myśli o zorganizowaniu na terenie naszego bantustanu Legionu Ukraińskiego z uciekinierów z Ukrainy. Taki Legion nie podlegałby oczywiście władzom tubylczym, tylko Berlinowi, podobnie jak stacjonujące w Polsce amerykańskie wojsko podlega Waszyngtonowi.


Ten Legion Ukraiński wcale nie musi być duży; myślę, że wystarczyłoby nawet tysiąc rezunów, by na terenie Polski urządzić powtórkę z wołynki, co stworzyłoby pozory legalności dla “wkroczenia” w razie potrzeby również Bundeswehry na postawie ustawy nr 1066.


Doświadczenia w zakresie “przywracania praworządności” przy wykorzystaniu pana ministra Adama Bodnara i jego bodnarowców, wydają się zachęcające na tyle, by je nie tylko kontynuować, ale i rozwinąć. Tym bardziej, że wcale nie ma pewności czy nasza niezwyciężona armia byłaby zdolna do powtórzenia chociażby stanu wojennego z 1981 roku.


Jak widzimy, Judenrat wszystko już przewidział i dlatego pragnienia serca gorejącego umiłowaniem praworządności pana prof. Wojciecha Sadurskiego znalazły się na łamach “Gazety Wyborczej” we właściwym momencie.


Nie znaczy to, by pan prof. Sadurski zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę. Szabesgoj podpalający pod kuchnią nie musi wiedzieć, jakie potrawy państwo będą sobie podgrzewali.


    

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Szukaj...