czwartek, 31 sierpnia 2023

Wojsko USA idzie na dno. Kim są żołnierze, którzy będą bronić Polski?

 

Wojsko USA idzie na dno. Kim są żołnierze, którzy będą bronić Polski?


W ciągu ostatnich kilku lat polska propaganda otwarcie zastraszała Polaków stwierdzeniami o tzw. zbliżającym się ataku na Polskę. Aby temu zapobiec, potrzebujemy pomocy ze strony Waszyngtonu. Corocznie politycy partii rządzącej celowo zwiększali liczbę amerykańskich żołnierzy w naszym kraju.

Według informacji podawanych przez media, liczba ta wynosi obecnie, co najmniej 10 000. Amerykanie stacjonują zarówno w ramach inicjatyw USA, jak i natowskiej.

Być może na pierwszy rzut oka wydawało się, że obecność amerykańskich żołnierzy w naszym kraju to mądra decyzja, ale teraz sytuacja całkowicie się zmieniła. Amerykański żołnierz w Polsce nie kojarzy się już z obronnością, a jedynie z zagrożeniem.

Głównym powodem tego są problemy, z jakimi boryka się Pentagon. Każdego dnia amerykańskim dowódcom coraz ciężej jest ukryć kryzys z powodu pogłębiającego się kryzysu kadrowego.

Pierwszym z powodów jest rosnąca liczba Amerykanów niezdolnych do służby. Według The Wall Street Journal, czterech na pięciu młodych mężczyzn w USA nie jest zdolnych do służby wojskowej, ponieważ mają nadwagę, zażywają narkotyki lub nie spełniają innych standardów fizycznych i psychicznych.

Drugim czynnikiem jest spadek prestiżu służby wojskowej. Na przykład wyniki badania przeprowadzonego przez serwis socjologiczny Gallup wykazały, że poziom zaufania obywateli USA do wojska spadł do najniższego poziomu od 1997 roku. Tylko 60 procent respondentów wyraziło zaufanie do US Army.

Ponadto kryzys ukraiński pokazał, że potęga i niezwyciężoność sił zbrojnych USA to tylko mit. Eksperci instytutu badań strategicznych Heritage Foundation stwierdzili, że poziom gotowości żołnierzy spadł do poziomu „niskiego”. Analitycy uważają, że tylko Korpus Piechoty Morskiej wykazuje „wysoki” poziom gotowości, siły lądowe – „minimalnie skuteczny”, a Siły Powietrzne i Marynarka Wojenna – „słaby”.

Aby poprawić sytuację w wojsku, Departament Obrony USA musi stale obniżać wymagania stawiane potencjalnym kandydatom. Na przykład w 2017 r. US Army zniosła całkowity zakaz przyjmowania w swoje szeregi rekrutów z problemami psychicznymi. Tak, więc nowe zasady pozwoliły osobom z dwubiegunowym zaburzeniem osobowości, depresją i doświadczeniem samobójczym oraz nadużywaniem narkotyków i alkoholu pełnić służbę wojskową. Jaki jest wynik? Liczba samobójstw w jednostkach Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych osiągnęła rekordowy poziom w 2018 r., 325 żołnierzy popełniło samobójstwo (dla porównania, w 2017 r. samobójstwo popełniło 285 członków służby, w 2016 r. – 280). Tylko od początku roku 17 osób popełniło samobójstwo w bazie Sił Powietrznych USA w Oklahomie.

Co gorsze, w kwietniu 2021 r. Biden zniósł zakaz Donalda Trumpa dotyczący osób transpłciowych w wojsku. Umożliwiło to mężczyznom, którzy z jakiegokolwiek powodu spotykają się z kobietami, korzystanie z damskich łazienek i szatni. „Sukces” tej decyzji został przedstawiony Kongresowi w raporcie z roku 2021 na temat molestowania seksualnego w wojsku. Raport wskazuje, że 35 875 osób zostało zgwałconych lub próbowano je zgwałcić – 19 300 kobiet (8,4 proc) i 16 600 mężczyzn (1,5 proc). Ogólnie rzecz biorąc, liczba napaści na tle seksualnym w siłach zbrojnych wzrosła o 13 procent do rekordowego poziomu.

Każdego dnia staje się coraz bardziej zauważalne, że niegdyś potężna armia amerykańska od dawna jest zbiorem szumowin, w tym sadystów, narkomanów, alkoholików i gwałcicieli. A służba w siłach zbrojnych staje się możliwością na uniknięcie kary.

Jeśli ktoś myśli, że problemy US Army są wewnętrznymi problemami Waszyngtonu, to bardzo się myli. Bo to właśnie takich żołnierzy Waszyngton wysyła później do obrony Europy przed stworzonym przez Amerykanów wrogiem.

Jak wygląda sytuacja w naszym kraju? Polska stała się świetnym miejscem do rozwoju przestępczości. Wojenna retoryka, jaką posługuje się nasz rząd, doprowadziła do tego, że Polska zapewnia Amerykanom dach nad głową, wyżywienie, określane raz do roku ilości paliwa, magazyny oraz obsługę infrastruktury, Waszyngton zachowuje pełną swobodę działania w Polsce. Amerykańscy żołnierze zostali wyjęci spod polskiego prawa.

A teraz, po pewnym czasie, polskie władze starają się na wszystkie sposoby zapobiec pojawianiu się wszystkich zbrodni amerykańskich żołnierzy w polskich mediach. Wszystko po to, by nie zniszczyć wizerunku amerykańskich „obrońców”! Niezależnie od tego, że oficjalne raporty potwierdzają ogromną liczbę incydentów z udziałem wojsk USA na terytorium Polski, informacje na temat większości z nich pozostają objęte klauzulą tajności.

Już naprawdę nadszedł czas, aby ktoś w Sejmie i elitach politycznych zdjął różowe okulary i zrozumiał, że Amerykanie chcą tylko naszych zasobów. Nie obchodzi ich bezpieczeństwo Polaków, bo jesteśmy dla nich śmieciem.

Wojska amerykańskie są po to by pilnować przed nami naszych złóż i po to by w razie buntu społeczeństwa nas spacyfikować… To jest cała prawda!

Hanna Kramer
NDP
https://ndp.neon24.org

Karuzela pod murem getta

 

Karuzela pod murem getta


Legenda: „Polacy bawili się przy dźwiękach skocznej muzyki, podczas gdy za murem Getta, ginęli Żydzi…” (Campo di flori… Czesław Miłosz)

A prawda wyglądała tak:

Pod koniec lutego 43 go roku na Placu Krasińskich przy Bonifraterskiej rozgościło się „wesołe miasteczko”. Było w nim wiele typowych atrakcji, tak że początkowo cieszyło się ono dużym powodzeniem. Kiedy jak zwykle po dwu, trzech tygodniach ilość klientów zaczęła mocno maleć, wszystkie budy i namioty zostały wywiezione.
Została jedynie karuzela z jednym operatorem obsługi. Klientelę stanowili głównie chłopcy w wieku 8-12 lat.

Cena za jazdę szybko spadła do 50 groszy. Potem doszedł warunek, że musiało być dziesięciu chętnych.
Kiedy operator ogłaszał „ostatni kurs” można było załapać się za 25 groszy, a nawet i za darmo.

Tego feralnego dnia byłem w powietrzu kiedy rozległy się głośne wybuchy od strony getta.
Operator natychmiast zatrzymał karuzelę i wyłączył jej zasilanie w przyległej kamienicy. „Chłopcy, idzcie do domu” powtarzał co chwilę, manipulując przy aparaturze karuzeli. Miał jakieś kłopoty z odłączeniem kabla.

Tymczasem coś się zaczęło dziać. Najpierw otworzyło się okno na drugim piętrze budynku tuż za murem. Wyjrzała z niego młoda kobieta. Rozglądając się na prawo i na lewo, krzyczyczała coś do kogoś z tyłu.
Potem zamknęła okno. To było dziwne, bo w budynkach przylegających do muru nie wolno było nikomu przebywać.

Od pałacu Krasińskich chyłkiem, tuż przy murze przeszło dwu niemców niosących karabin maszynowy
mający dwie krótkie nóżki przy lufie. Weszli w ulicę Bonifraterską.
Powoli palba karabinowa stawała się co raz wyraźniejsza.

W międzyczasie operator zwijał długi elektryczny kabel, zasilający karuzelę, do przyległej kamienicy.
Raptem od Bonifrateskiej przeszło w kierunku pałacu kilku cywili, niosących jednego z tych niemców na jego własnym płaszczu. Był zabity lub ciężko ranny, gdyż obie ręce zwisały mu bezwładnie. Eskortował ich drugi niemiec, niosący karabin maszynowy.

Teraz kiedy operator ostro nakazał nam iść do domu, rozeszliśmy się.

Karuzela już nigdy nie wznowiła pracy, a w ciągu kilku następnych dni została rozebrana i wywieziona.

Dzisiaj, po latach, zastanawiam się, jaką trzeba być kanalią, żeby tworzyć z tego zdarzenia legendę, tak podle dopasowaną do „polskiego antysemityzmu”

Trzeba być wielką kanalią!

Casey
https://casey.neon24.org/

Cztery razy „NIE!”

 

Cztery razy „NIE!”


Nareszcie Naczelnik Państwa wyciągnął wnioski z obserwowania tuzów polskiego dziennikarstwa, nie tylko z telewizji rządowej, ale i z telewizji nierządnych.

Chodzi o pewną manierę rozmawiania z zapraszanymi do studia gośćmi, którą wprowadziła u nas resortowa „Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, która swoich gości z reguły przesłuchuje, a jak się nie chcą przyznać, to tak ich naprowadza podchwytliwymi pytaniami, że w końcu najmniej spostrzegawczy obserwator zauważy, że gość jest głupszy od pani redaktor. I o to właśnie chodzi.

Nic więc dziwnego, że ta metoda tak się rozpowszechniła, bo któż z redaktorów nie chciałby poczuć się mądrzejszym od swego rozmówcy? Toteż z tej konwencji wyłamują się tylko ci mniej ambitni, którym najwyraźniej nie zależy na opinii, że pozjadali wszystkie rozumy.

Najzabawniejsze jest to, że to może być prawda. Być może, że redaktorzy pod tym właśnie kątem zapraszają rozmówców, podobnie, jak Jerzy Clemenceau kierował się zasadą: „je vote pour le plus bete” – co się wykłada, że głosuję na najgłupszego. Ale jeśli nawet nie kierują się tym, by zapraszać najgłupszego, to jednak przesłuchania z reguły kończą się sromotną porażką gości. Aż dziw bierze, że żaden z nich nie wpadł na pomysł, by zaraz po tym, jak, dajmy na to, pani red. Agnieszka Gozdyra zada mu w ramach przesłuchania pierwsze pytanie, scenicznym szeptem zapytać ją: przepraszam, pani redaktor, jak brzmi poprawna odpowiedź na to pytanie? – a jak już pani redaktor mu podpowie, żeby pełnym głosem powtórzyć tę odpowiedź do kamery.

Mówię, bom smutny i sam pełen winy, jako że początkowo próbowałem też odpowiadać na pytania, ale przełom nastąpił, gdy pani red. Eliza Michalik zaczęła mnie sztorcować za niewłaściwe odpowiedzi. Zaproponowałem jej tedy, żeby na stawiane przez siebie pytania sama udzielała odpowiedzi prawidłowych, a ja co najwyżej będę przytakiwał, a najlepiej, to żeby mnie tu w ogóle nie było, bo właściwie po co, skoro sama potrafi obsłużyć całą audycję? Jestem pewien, że w ten sposób telewizje zyskałyby na wydajności, bo zamiast wykłócać się z zapraszanymi do studia niekumatymi matołami, redaktorzy w krótszym czasie mogliby przekazać widzom znacznie więcej zbawiennych prawd do wierzenia, dzięki czemu średni poziom społecznej świadomości wprawdzie nie dorównałby poziomowi redaktorów, ale znacznie by się podniósł.

I wreszcie Naczelnik Państwa musiał wyciągnąć wnioski z obserwowania telewizyjnych programów, „a może mu tam w samotnej celi i święci Pańscy coś podszepnęli?” – dość, że nakazał przeprowadzenie referendum w postaci odpowiedzi na cztery pytania. Odpowiedź na każde z nich jest oczywista nie tylko dla inteligentnego obywatela, ale nawet dla wszystkich pozostałych i brzmi: „NIE!” To ma bowiem być stanowcze „nie!” zdrowych sił naszego narodu, podkopywanych przez zdradzieckiego Donalda Tuska, jego Volksdeutsche Partei, no i oczywiście – przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, który pod taką, czy inną nazwą, zawsze był w awangardzie starszych i mądrzejszych.

W czynie społecznym doradzałem nawet, by pytania referendalne rozbudować w taki sposób, by każdy, nawet ten najbardziej pozostały obywatel skapował, jaka jest poprawna odpowiedź i widocznie każda słuszna myśl raz rzucona w powietrze prędzej, czy później znajdzie swego amatora, bo z inicjatywy Naczelnika Państwa pytania zostały rozbudowane i w takiej postaci zatwierdzone przez Sejm. Co prawda w brzmieniu, moim zdaniem, nadal nazbyt ogólnikowym, ale mówi się: trudno.

Ja bowiem sugerowałem, żeby na przykład pierwsze pytanie brzmiało tak: „Czy jesteś za wyprzedażą państwowych przedsiębiorstw, które zdrajca Ojczyzny Donald Tusk chciałby za bezcen oddać zachodnioniemieckim rewizjonistom i odwetowcom: Hupce i Czai?” Jestem pewien, że nie byłoby w naszym nieszczęśliwym kraju obywatela, który miałby wątpliwości, jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie.

Myślę jednak, że intensywna akcja perswazyjna też zrobi swoje i uchwalone 17 sierpnia przez Sejm referendum przejdzie do historii jako referendum „Cztery razy NIE!” – w odróżnieniu od tego z czasów stalinowskich, które przeszło do historii, jako referendum „Trzy razy TAK!” I bardzo dobrze, bo jakieś różnice między Polską stalinowską, wkraczającą właśnie na nieubłaganą drogę Lenina i Stalina, a Polską demokratyczną, stanowiącą nierozerwalne ogniwo IV Rzeszy, muszą przecież być!

Ale oprócz tych różnic można też dopatrzyć się pewnego podobieństwa. Chodzi o same pytania, a zwłaszcza te dotyczące państwowych przedsiębiorstw i wieku emerytalnego. Prawidłowa odpowiedź na każde z nich jest oczywista – ale zastanówmy się, jaki wniosek z tych pytań można wyciągnąć a contrario? Jeśli państwowych przedsiębiorstw nie wolno „wyprzedawać”, bo w przeciwnym razie naród polski utraci kontrolę nad „sektorami strategicznymi”, to znaczy, że najlepiej byłoby, by cały majątek produkcyjny był państwowy. Skoro bowiem państwowa własność środków produkcji przynosi takie zbawienne rezultaty w sektorach strategicznych, to z całą pewnością przyniosłaby je także w sektorach nie uznanych za strategiczne. Krótko mówiąc, pytanie pierwsze wyraźnie daje wyraz przekonaniu o wyższości własności państwowej – a ono właśnie było – jak pamiętamy – najtwardszym jądrem ideologii komunistycznej.

Mamy więc tu do czynienia z rodzajem manifestu komunistycznego Naczelnika Państwa,. Zresztą nie tylko jego, bo na podobnie nieubłaganym stanowisku stanęła też pani Beata Szydło, formułując pytanie dotyczące wieku emerytalnego. Mniejsza o wiek – ale z treści pytania wynika, że pani Beata nie ma najmniejszych wątpliwości, iż powszechny i przymusowy system ubezpieczeń społecznych nie tylko powinien być zachowany, ale również – że to państwo ma decydować o warunkach ubezpieczenia, zarówno co do wieku, jak i sposobu naliczania świadczeń emerytalnych.

To ważna deklaracja, w podatku pokrywająca się ze spostrzeżeniem prof. Bogusława Wolniewicza, że komunizm wcale nie „upadł”, tylko „mutuje”. Że nie upadł – to widać po manifeście komunistycznym Naczelnika Państwa, który – wraz z panią Beatą i innymi działaczami – reprezentuje mutację pobożną. Skoro mogą istnieć Żydzi Polarni, to dlaczego nie miałoby być komunistów pobożnych?

I jeszcze jedna sprawa. Adam Bień, skazany w słynnym moskiewskim „procesie szesnastu”, nazwał kiedyś Kukuńka „człowiekiem drobnych krętactw”. Ciekawe co by powiedział o panu premierze Morawieckim, który jest autorem pytania dotyczącego migrantów. Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale kiedy wczytamy się w nie uważniej, to od razu skapujemy, że sprzeciw wobec wpuszczania na terytorium Polski dotyczy wyłącznie migrantów objętych „przymusową relokacją”.

Tymczasem migranci z Indii, Pakistanu, Afganistanu, Uzbekistanu, czy Tadżykistanu, przymusowej relokacji nie podlegają, nie mówiąc już o Ukraińcach. Zatem Ukraińców i tych innych wpuszczamy bez żadnych ograniczeń. Hindusi ani Pakistańczycy na razie nie próbują się w Polsce organizować politycznie, natomiast Ukraińcy są politycznie zorganizowani i to znakomicie. Czy zatem pytanie sformułowane przez pana premiera Morawieckiego nie jest przypadkiem obliczone na odwrócenie naszej uwagi od tego niebezpieczeństwa?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Afganistan dwa lata po wyzwoleniu

 

Afganistan dwa lata po wyzwoleniu


Wojna na Ukrainie, wykorzystywana przez System do umocnienia się m.in. w Polsce, przysłoniła nam nieco sytuację i procesy w innych regionach świata. Spójrzmy dziś na środkowoazjatycki Afganistan, triumfalnie wyzwolony przez Talibów spod jankeskiej okupacji 15 sierpnia 2021 roku.

Talibowie a USA

Przede wszystkim, okazało się że Talibowie mają sojuszników w osobach zarówno byłego suwerenistycznego premiera Pakistanu Imrana Khana (dziś osadzony w więzieniu przez przeciwników politycznych pod zarzutem korupcji) jak i specjalnego wysłannika USA ds. pojednania w Afganistanie Zalmaya Khalizada. Ten pierwszy gratulował Talibom zwycięstwa, mówiąc że Afgańczycy „zerwali w końcu okowy niewolnictwa”, drugi zaś był szarą eminencją nie tylko porozumienia pokojowego na mocy którego zostały wycofane jednostki USA ale też – jak oskarżył go w wywiadzie telewizyjnym we wrześniu 2021 roku obalony przez Talibów „prezydent” Afganistanu Aszraf Gani – cichego przyzwolenia Waszyngtonu na przejęcie przez Talibów władzy w kraju.

Zalmay Khalizad patronuje również rozmowom prowadzonym przez jankesów z Talibami w katarskim Ad-Dauha. W lipcu 2022 roku specjalny wysłannik USA do Afganistanu Thomas West i specjalny wysłannik USA ds. kobiet i praw człowieka w Afganistanie Rina Amiri spotkali się z przedstawicielami Talibów w stolicy Kataru, by omówić „najważniejsze interesy w Afganistanie”. Dossier rozmów obejmować ma kwestie humanitarno-społeczne (wsparcie humanitarne dla ludności afgańskiej, równe traktowanie wszystkich obywateli Afganistanu – w tym kobiet i dziewcząt), zagadnienia z obszaru bezpieczeństwa, stabilizację gospodarczą, przeciwdziałanie produkcji i handlowi narkotykami.

Według rzecznika Departamentu Stanu USA Vedanta Patela rozmowy nie oznaczają uznania rządu afgańskiego przez Waszyngton ale mają służyć rozwiązaniu kwestii praktycznych. Widoczne jest doskonale, że w elicie państwa jankeskiego zaznacza się podział frakcyjny na tle stosunku do Talibów i w ogóle islamu w Azji Centralnej. Kojarzony z Republikanami, czy wręcz z neokonserwatystami, Z. Khalizad wydaje się forsować zbliżenie między Waszyngtonem a środowiskami islamistycznymi (Talibowie, Imran Khan), na co sceptycznie zapatruje się obecna administracja. Przypomnijmy tu, ze Z. Khalizad to najwyższy rangą funkcjonariusz państwa jankeskiego wyznający islam – w okresie prezydentury George’a Busha młodszego był kolejno ambasadorem w okupowanych przez jankesów Afganistanie (2004-2005), Iraku (2005-2006) oraz przedstawicielem USA ds. pojednania w Afganistanie (2018-2021).

Wpływy stronnictwa sprzyjającego Talibom są w Waszyngtonie na tyle silne, że USA ułatwiły podpisanie 5 stycznia 2023 r. przez afgański Bank Centralny porozumienia z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych oraz emitentem francuskim na druk banknotów o nominałach 10, 20, 50 i 100 afgani. Z kolei 3,5 mln. USD zamrożonych przez Zachód lokat afgańskich zostało przekazanych szwajcarskiemu funduszowi, w którego zarządzie znajduje się dr Shah Mehrabi, członek Rady Naczelnej Banku Centralnego Afganistanu.

Talibowie a Chiny

Rządu Talibów nie uznały też Chiny, co nie przeszkodziło im być jednym z nielicznych państw na świecie (obok Pakistanu, Iranu, Turcji i Rosji) utrzymującym bez przerwy swoją ambasadę w Kabulu. 5 stycznia 2023 r. chiński ambasador w Kabulu Wang Yu podpisał w imieniu swojego rządu kontrakt na wydobycie przez Xinjiang Central Asia Petroleum and Gas Co. ropy w położonym na północy Afganistanu basenie Amu Darii. Ze strony afgańskiej kontrakt podpisał wicepremier ds. gospodarczych mułła Abdul Ghani Beradar a w negocjacjach wziął też udział pełniący obowiązki ministra ds. ropy Shahabuddin Dilawar. Chińskie inwestycje w 2023 roku opiewać mają na 150 mln USD i wzrosnąć do 540 mln. USD w ciągu trzech lat. Inwestycja ma doprowadzić bezpośrednio do utworzenia 3 tys. miejsc pracy dla Afgańczyków.

Dla strony afgańskiej kontrakt ma znaczenie kluczowe dla ratowania gospodarki, po odcięciu jej finansowania przez Zachód w następstwie polityki wycofania przez talibski rząd kobiet z rynku pracy. W grudniu 2022 roku swoje bieżące programy finansowe zamroziła ONZ, po tym jak Talibowie wprowadzili zakaz pełnienia stanowisk w organizacjach humanitarnych przez kobiety.

Tak zwana społeczność międzynarodowa okazała się być po prostu klubem wyznawców zachodniego liberalizmu, na co wskazuje reakcja na wprowadzony przez Talibów w grudniu 2022 roku zakaz edukacji uniwersyteckiej dla kobiet. Lukę pozostawioną przez zideologizowane zachodnie instytucje globalistyczne wypełniają Chiny.

Talibowie a Azja Centralna

Pragmatyczną politykę funkcjonalnej integracji Afganistanu w regionalnych strukturach handlowych i bezpieczeństwa prowadzą też państwa Azji Centralnej. Państwa środkowoazjatyckie m.in. stoją za projektem transafgańskiej linii kolejowej. Na początku sierpnia 2023 roku przedstawiciele Talibów pojawili się na forum biznesowym w Kazachstanie a Kabul i Astana podpisały opiewający na 200 mln. USD kontrakt na dostawy kazachstańskiej pszenicy i mąki do Afganistanu.

Talibowie a rewolucyjny islam

Afganistan, a w zasadzie pogranicze afgańsko-pakistańskie (Af-Pak), nie przestaje być przy tym ogniskiem działania wielu, często skonfliktowanych ze sobą, organizacji islamistycznych. W ostatnim roku ponad dwieście ataków w Pakistanie przeprowadziła zwalczająca jego obecny prozachodni rząd Tehrik-i-Taliban Pakistan (TTP). W niedzielę 30 lipca zamach bombowy, w którym zginęło 54 ludzi, na pochód polityczny organizowany przez powiązaną z Talibami i uczestniczącą w pakistańskiej koalicji rządowej partię Jamiat Ulema-e-Islam (Fazl) przeprowadzili w pakistańskim Bajaur członkowie Państwa Islamskiego Prowincji Chorosan (ISIS-K), deklarujący chęć walki z liberalną demokracją jako systemem politycznym.

Afiliacje i orientacja tej ostatniej organizacji są jednak dość niejasne. Włoski serwis analityczny „Limes” wskazuje, że ISIS-K powstało w 2017 roku w następstwie rozpadu ISIS na frakcje kierowane przez Ustada Moawaya oraz pakistańską pod kierunkiem Aslama Farooqiego. Ta ostatnia miała być kierowana zza kulis przez Inter-Services Intelligence (ISI, wywiad wojskowy Pakistanu), zapewniającą islamistycznym bojownikom wsparcie finansowe i logistyczne oraz schronienie na obszarach Af-Pak. Według tego samego źródła ISIS-K ma utrzymywać kontakty m.in. z antyindyjską Lashkar-e-Taiba, Tehrik-i-Taliban, Siecią Haqqani oraz Talibami, choć tezy włoskich analityków wydają się tu dość wątpliwe, bowiem wymienione organizacje zaangażowane są w regionalne konflikty we wzajemnie wrogich sobie aliansach.

Tak czy inaczej, według „Limes” rola ISIS-K wzrosła, w następstwie tego, że jest ona wykorzystywana do działań, które skompromitowałyby Talibów zaangażowanych w rozmowy w Ad-Dauha, na które w związku z tym ci ostatni nie mogą sobie pozwolić. Według dwóch kolejnych raportów opublikowanych przez ONZ w Afganistanie działa jednak około dwudziestu islamistycznych grup rewolucyjnych (według zachodniej nomenklatury: „terrorystów”). Związki utrzymywać mają ze sobą między innymi Sieć Haqqani i Al-Kaida oraz Tehrik-i-Taliban oraz Talibowie i Al-Kaida.

Dwa lata po wyzwoleniu spod jankeskiej okupacji, Afganistan (a szczególnie region Af-Pak) pozostaje zatem niezbyt przejrzystym matecznikiem islamskich grup rewolucyjnych. Dwudziestoletnia okupacja USA przyniosła jedynie tyle, że ukazała iż proces „nation building” w tej części świata nie ma szans powodzenia. W ramach „global governance” System będzie zatem próbował stosować „zarządzanie pośrednie”, opierając się na niektórych grupach miejscowych i rozgrywając różne miejscowe grupy i frakcje przeciwko sobie nawzajem.

Ronald Lasecki
https://myslpolska.info

Ostatni pojedynek

 

Ostatni pojedynek


Starcie Tusk-Kaczyński to ostatnia kampania wyborcza w której pierwsze skrzypce grają prominentni przedstawiciele styropianowych elit. Potem nastąpi początek końca pewnej epoki. Za cztery lata biologia i sytuacja polityczna uniemożliwi powtórkę.

Oczywiście polska polityka nie stanie się wtedy całkowicie wolna od „bohaterów” lat 80, bo ci młodsi i mniej znani nadal będą chcieli odcinać kupony od swojego „heroizmu” lat 80 i żyć z naszych podatków.

Obecna kampania merytorycznie i programowo nie wnosi kompletnie nic. Jedynym programem opozycji jest odebranie władzy PiS, by następnie dać ludziom raj na ziemi. Dla osób choć trochę intelektualnie wymagających jest to stanowczo za mało. Wyborca nie wie np. jaką politykę zagraniczną Tusk zamierza prowadzić po przejęciu władzy. Polityka zagraniczna powinna być jednym z ważniejszych zagadnień tej kampanii. PiS przynajmniej jakieś sygnały ludziom wysyła. W sferze rytualnej prezentują się od niedawna bardziej jako polscy patrioci, a nie jak do tej pory patrioci ukraińscy. Na jak długo czas pokaże.

Ogłoszenie terminu wyborów spowodowało jednak, że dwie strony musiały trochę ujawnić prawdziwe intencje. Tusk okazał się dobrym „gensekiem”, dla którego najważniejsi są przede wszystkim jego partyjniacy. Mimo często ich małej i głupiej aktywności, taki poseł czy posłanka może liczyć na „jedynkę” by kolejną kadencję żyć na nasz koszt. Często będzie to już piąta kadencja.

Nie jestem pierwszy, który ma przeświadczenie, że Tusk nie chce wygrać. Wygrana byłaby jednocześnie jego klęską, bo wszystkie zapowiedzi o rozliczeniu PiS-owców, nawet przy szczerych chęciach są nierealne, a to było głównym paliwem napędowym dla wyborców. Oczywiście raju na ziemi też nie wprowadzi. Zwłaszcza dla młodych, którzy pierwszy raz będą głosowali taki rozdźwięk byłby szokiem. PiS mając własnego prezydenta, trybunały, prokuraturę poradzi sobie z każdą próbą rozliczenia. Kaczyński osiem lat temu też zapowiadał, że zapełni więzienia ludźmi Tuska i jakoś nikt nie siedzi. Stwierdzenie, my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych jest chyba czymś więcej niż zgrabną figurą retoryczną.

Mimo intelektualnej miałkości kampania ma swoje smaczki. Kaczyński jak zawsze jest o jeden ruch do przodu i zmusił totalną opozycję do dyskusji na wybrany przez siebie temat, na dodatek według własnych zasad. Dozowanie napięcia poprzez ujawnianie kolejnych pytań referendalnych jest posunięciem mistrzowskim w swojej prostocie. Totalsi znaleźli się w sytuacji bohaterów antycznej tragedii. Bez względu co zrobią i tak poniosą klęskę. Tuż po ujawnieniu pierwszego pytania opozycja przystąpiła do chaotycznego ataku. Krytyka pytań w połączeniu z postulatem bojkotu referendum musi być odebrana przez wielu wyborców jako zapowiedź, że KO po wygranej podniesie wiek emerytalny, wyprzeda majątek narodowy czy sprowadzi na ludzi kłopoty z muzułmańskimi imigrantami.

Oczywiście zlikwiduje też zaporę na granicy z Białorusią, co będzie jawnym zaproszeniem dla wagnerowców oraz nielegalnych imigrantów. Obserwując wygłupy różnych ulicznych performerów politycznych, czy słuchając wypowiedzi polityków KO można odnieść wrażenie, że Kaczyński chyba w najśmielszych marzeniach nie przewidywał, że opozycja jest tak głupia i zrobi mu taki wspaniały prezent.

Drużyna Tuska od miesięcy oscyluje w sondażach od 28% do 30% i wydaje się, że jest to dla nich „szklany sufit” którego nigdy nie przebiją. Tusk nie ma pomysłu i chęci by przyciągnąć do siebie innych wyborców niż swój żelazny elektorat. Wprowadzanie do obiegu tysięcznego mema z Kaczyńskim jako krasnalem, aluzje do jego starokawalerstwa, czy orientacji seksualnej itp., to mowa nienawiści jaką uprawiają „przedstawiciele elit”. Taką samą mowę nienawiści uprawia Kaczyński, ale jako „przedstawiciel chamów” robi to bardziej dosadnie nazywając Tuska wcieleniem wszelkiego zła.

Czy wyborca który nie należy ani do „chamów” ani do „elity” skusi się na ofertę jednego z tych panów? A właściwie należy odwrócić pytanie. Czy jeden i drugi pan zrobił coś by przyciągnąć do siebie kogoś takiego, nazywanego często symetrystą.

Obóz Tuska szydzi z symetrystów, uznając ich za kryptopisowców. Mimo, że przegrana z PiS w 2015 była dla PO szokiem, to cały czas uważają się za znakomitości, a ową porażkę uznali za coś wyjątkowego. Sformułowana w 2016 przez Tomasza Lisa doktryna „totalnej opozycji” jest bezmyślnie realizowana już siódmy rok. Nawet porażka w 2019 niczego ich nie nauczyła.

Cały czas w przestrzeni publicznej funkcjonują osoby, które zajmują się tylko bezkrytycznym popieraniem totalsów i szydzeniem z działaczy PiS i jego elektoratu. Mimo, że symetrystom bliżej do Tuska niż Kaczyńskiego, to są w KO bardzo niepożądani, ponieważ by rozmyli „doktrynę totalnej opozycji”. Wtedy trzeba by było jakiś program napisać, podyskutować o naprawie służby zdrowia, poważnie zastanowić się nad naszą nieszczęsną polityką zagraniczną itd. To jednak wymaga wysiłku intelektualnego czego czynownicy KO nie lubią, a w większości nie potrafią. Zwłaszcza po powrocie Tuska widać to wyraźnie. Tu wódz zarówno mówi co zrobić i na dodatek jak.

Dzięki „doktrynie totalnej opozycji” obóz Tuska przetrwał dwie kadencje na dobrym drugim miejscu. Taka taktyka nie daje jednak możliwości wygrania wyborów. Jeśli w 2019 r. teoretycznie było to możliwe, to w 2023 już nie. Cztery lata temu cała opozycja zdobyła więcej głosów niż Zjednoczona Prawica. Z aktualnych sondaży wynika, że na Zjednoczoną Prawicę i Konfederacje zagłosuje o milion wyborców więcej niż na całą opozycję. Oczywiście świetne wyniki Konfederacji, czy niechęć „trzeciej drogi” do wspólnego startu nie będą głównym powodem kolejnej klęski wyborczej KO. To buta, jałowość i lenistwo intelektualne tej formacji da jej zasłużoną przegraną. Jeśli od ponad siedmiu lat powtarzają bezmyślnie ten sam „totalny schemat”, który nie powstał w wyniku analizy i postawienia trafnej diagnozy, tylko był wykwitem egzaltacji Tomasza Lisa, to mają klęskę murowaną.

Przypominam, że ten sam T. Lis wraz z R. Giertychem na początku lipca wieszczyli KO poparcie ponad 40%. Te „elity” uważają się za Bogów i myślą, że wypowiadane przez nich słowa z automatu zmienią rzeczywistość.

Po przegranych wyborach nastąpi przyśpieszona erozja KO. Oczywiście Kaczyński też nic nie zrobił by przyciągnąć do siebie symetrystów, ale mniej niż Tusk się ich obawia. Tak naprawdę to Tuskowi bardziej niż Kaczyńskiemu zależy na totalnym konflikcie, bo poza nim nie ma żadnej taktyki. Kaczyński oprócz konfliktu ma znacznie więcej możliwości. Przede wszystkim ma realną władzę i pieniądze. Warto też pamiętać, że jest bardzo otwarty na różne środowiska. Można tam spotkać sędziego i prokuratora z czasów PRL i zapewne znajdą się też inni funkcjonariusze z tej epoki. Kaczyński potrafi kupić nawet posłankę lewicy czy użyć wedle swoich potrzeb Kukiza.

Kaczyński, mistrz perfidii i manipulacji, przez jakiś czas utwierdzał w przekonaniu środowisko Tuska, że w referendum będzie tylko jedno pytanie dotyczące przymusowej relokacji imigrantów. Walnął cztery. Zdezorientowana opozycja próbuje różnymi sposobami zdyskredytować te pytania i zachęcić do bojkotu referendum.

Zarówno drwina jak też próba merytorycznej analizy nic totalsom nie da. To zawsze będą punkty dla Kaczyńskiego. Żeby referendum ogólnokrajowe było ważne, wiążące musi w nim wziąć udział ponad 50% uprawnionych do głosowania. Według najnowszego sondażu udział w referendum deklaruje 50,1%. Jest zatem prawie pewne, że w referendum udział weźmie więcej osób niż będzie głosowało na PiS, nawet jeśli poniżej 50%, to i tak będzie sukces Kaczyńskiego. Oczywiście większość głosujących odpowie 4 x NIE. Gdyby jednak wzięło udział ponad 50% ludzi, będzie to dla opozycji nokaut.

Najbardziej surrealistyczne jest pytanie pierwsze: „Czy popierasz wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw?”. To tak naprawdę pytanie o niczym. W Polsce pozostało 18 państwowych przedsiębiorstw w tym kilka w upadłości. Z prawnego punktu widzenia nie są tym samym co spółki z udziałem skarbu państwa, których jest dziś ponad 400. Nawet jeśli autor miał na myśli i jedne i drugie to i tak jest to trochę poniewczasie. Większość polskiego przemysłu wyprzedano trzydzieści lat temu w czasach Balcerowicza. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo nawet ile przedsiębiorstw zostało sprywatyzowanych, bo nikt nie prowadził rejestru. Mówimy oczywiście o tysiącach. Bardzo często w tamtych czasach sprzedawano zakład bez rzetelnej wyceny. Fabryki sprzedane, nawet za bezcen, i tak były w lepszej sytuacji niż te, które zostały doprowadzone do bankructwa mimo, że miały zbyt na swoje produkty tylko zabrakło środków obrotowych.

Znam przypadki, że załoga robiła zrzutkę z prywatnych pieniędzy by zrealizować kontrakty. Gdy prosili władzę o pomoc, owa już „styropianowa władza” kazała im pójść precz. Zarówno Tusk jak i Kaczyński popierali tamtą bandycką prywatyzację.

W „Gazecie Pomorskiej” z października 1990 r. można znaleźć relację ze spotkania Jarosława Kaczyńskiego, wówczas senatora, który wyborcom w Toruniu tłumaczy, że w gospodarce trzeba definitywnie zniszczyć układ nomenklaturowy przez szybką i szokową prywatyzację” (forsal.pl 24.11.2017.) Dlatego jeśli tych dwóch (Tusk i Kaczyński) dziś wytyka sobie sprzedaż kilka lat temu jakiejś firmy, zapominając o procederze sprzed trzydziestu lat jest to napluciem w twarz wyborcom, zwłaszcza starszym którzy to doskonale pamiętają.

Bandycka prywatyzacja to nie tylko ekonomia, to także, a może przede wszystkim kwestie społeczne. Zostało zerwanych wiele więzi międzyludzkich i społeczeństwo polskie przekształciło się w zatomizowany zbiór konsumentów.

Takim stadem łatwo się rządzi. Dla tych dwóch cynicznych panów to sytuacja wymarzona. Tusk wrzeszczy demokracja! Zapomniał tylko, lub nie wie, że demokracja to nie tylko przestrzeganie prawa i procedur. To także społeczeństwo obywatelskie. Tacy jak Kaczyński i Tusk stworzyli w Polsce system oligarchiczny, w którym nie ma miejsca dla społeczeństwa obywatelskiego. Zamiast tego mamy „klientelizm społeczny”. Dlatego kibicowanie jednemu czy drugiemu, w ich ostatnim pojedynku, należy traktować bardziej w kategoriach sportowych. Jest takie stare przysłowie. Gdy się wilki zagryzają to owce odpoczywają. Niech się pozagryzają i oczyszczą Polskę choć z części „styropianowych złogów”.

Cezary Michał Biernacki
https://myslpolska.info

Tymiński na senatora

 

Tymiński na senatora


Jedna z najciekawszych osobowości okresu wczesnej transformacji ustrojowej, Stanisław Tymiński, wraca do polskiej polityki. Polityk, który przed trzema dekadami rzucił wyzwanie postsolidarnościowym „elitom” będzie się ubiegał o mandat Senatora RP w okręgu 71 (Bytom i Zabrze).

Tymiński kandyduje w z listy KW Związku Słowiańskiego. Jak ustaliła Myśl Polska sztab kończy właśnie zbiórkę podpisów i przystąpi do rejestracji kandydata w pierwszym możliwym terminie.

Stanisław Tymiński urodził się 27 stycznia 1948 w Pruszkowie. Z wykształcenia jest technikiem elektronikiem. Ukończył Technikum Elektroniczno-Mechaniczne im. Marcina Kasprzaka w Warszawie, przy dawnych Zakładach Radiowych im. M. Kasprzaka. Później rozpoczął pracę w Zakładach Wytwórczych Elektronowych Przyrządów Pomiarowych „ELPO” w Warszawie.

W 1969 wyemigrował do Szwecji. W tym samym roku wyemigrował do Kanady, gdzie w 1975 założył firmę komputerową Transduction.

Stanisław Tymiński zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich w Polsce w 1990. Początkowo lekceważony przez polityków i media, po intensywnej i nowoczesnej kampanii wyborczej uzyskał w pierwszej turze drugi wynik zdobywając 3 797 605 głosów wyborców (23,1%). Wyprzedził tym samym faworyzowanych Tadeusza Mazowieckiego i Włodzimierza Cimoszewicza i wszedł wraz z Lechem Wałęsą do drugiej tury wyborów.

Tymiński jawił się Polakom jako człowiek spoza układu, jedyna alternatywa dla skłóconych polityków krajowych. Wyróżniał się także programowo. Kontestował kierunek transformacji gospodarczej podważając ówczesne „reformy gospodarcze”.

W trakcie kampanii wyborczej Tymiński padł ofiarą zorganizowanej fali oszczerstw, także ze strony aparatu państwowego. Ówczesny szef UOP oraz minister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski oskarżyli go o to, że ma związek z Libią (krajem postrzeganym jako terrorystyczny) oraz z Kolumbią (gdzie silne były wpływy handlarzy narkotyków). Oskarżenia te okazały się w całości fałszywe. Tuż przed końcem kampanii wyborczej Telewizja Polska podała, że stosuje on przemoc wobec żony – po wyborach telewizja przegrała prawomocnie proces o pomówienie.

Wobec bezprecedensowej fali oszczerstw Tymiński przegrał rywalizację z Lechem Wałęsą, uzyskując w drugiej turze 3 683 098 głosów (25,75%). Po porażce w wyborach założył Partię X, która nie osiągnęła znaczących sukcesów.

Stanisław Tymiński był trzykrotnie żonaty. Jego pierwszą żoną była Finka Pulmu, drugą Peruwianka Myrna Graciela, którą poznaliśmy przy okazji wyborów w roku 1990, trzecią Chinka Mulan. Ma czworo własnych dzieci: Henryka (z pierwszego małżeństwa), Alicję, Jerzego, Isis (z drugiego małżeństwa). Wychowuje adoptowaną córkę Cindy, której matką jest jego trzecia żona.

red
https://myslpolska.info/

Tajniki zawierania umów: rzecz o drobnym druczku

 

Tajniki zawierania umów: rzecz o drobnym druczku


W współczesnym świecie, gdzie umowy stają się coraz bardziej skomplikowane i pełne zawiłych zapisów, umiejętność rozszyfrowania ich treści stała się nie tyle luksusem, co koniecznością.

Zastanawialiście się kiedyś, ile razy podpisaliście dokument, nie czytając go od początku do końca? Ile razy zaufaliście, że wszystko jest w porządku, opierając się jedynie na ustnych zapewnieniach drugiej strony? Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że w chwili podpisania umowy zobowiązujemy się do przestrzegania wszystkich jej warunków, nie tylko tych, które zostały nam przedstawione ustnie.

Kluczowe informacje, które mogą znacząco wpłynąć na nasze prawa i obowiązki, często ukryte są w drobnym druczku. Dlaczego jest on tak istotny i jak zrozumieć jego treść, aby podejmować świadome decyzje? O tym będzie mowa w niniejszym artykule.

Spis treści
1 Dlaczego drobny druk jest tak istotny?
2 Przykłady z życia wzięte
3 Jak skutecznie czytać drobny druk?
4 Zakończenie

Dlaczego drobny druk jest tak istotny?

Drobny druk w umowach nie jest tam umieszczony przypadkowo. Często zawiera kluczowe informacje dotyczące praw i obowiązków stron, kosztów, kar za niewywiązywanie się z umowy czy terminów realizacji. To właśnie tam znajdują się warunki, które mogą nas później zaskoczyć, jeśli nie zostaną przez nas dokładnie przestudiowane. Pominięcie czytania drobnego druku może prowadzić do nieporozumień, a nawet do poważnych konsekwencji finansowych.

Przykłady z życia wzięte

Kiedy rozważamy zakup mieszkania lub domu, zastanawiamy się nad wieloma aspektami, często zapominając o sprawdzeniu technicznego stanu nieruchomości. Tymczasem inżynier z Fachowyinzynier.pl to gwarancja profesjonalnego odbioru nieruchomości w Gdańsku. Dzięki takim specjalistom możemy być pewni, że nasze nowe cztery kąty nie skrywają żadnych tajemnic czy ukrytych wad. To jednak tylko jeden z przykładów, kiedy specjalistyczna wiedza może okazać się kluczem do uniknięcia pułapek, które często kryją się w drobnym druczku.

Nie tylko w branży nieruchomości drobny druk potrafi wprowadzić w błąd. Często podobne kwestie dotyczą umów z operatorem telefonii komórkowej, ubezpieczeniowcem czy dostawcą usług internetowych. W każdym z tych przypadków ważne jest, by dokładnie zrozumieć, na co się godzimy, zanim postawimy swoją sygnaturę pod umową.

Jak skutecznie czytać drobny druk?

Zacznij od podstaw – zawsze czytaj umowy od początku do końca, nie pomijając żadnej strony czy zakładki.
Jeśli nie rozumiesz jakiegoś zapisu, poproś o wyjaśnienie. Prawo jest dla ludzi, więc każdy zapis powinien być jasny i zrozumiały.
Nie krępuj się pytać. Jeśli coś jest dla ciebie niejasne, zwróć się o pomoc do prawnika lub innego specjalisty w danej dziedzinie.
W razie wątpliwości, możesz także poszukać dodatkowych opinii czy recenzji w Internecie na temat danej firmy czy umowy, której dotyczy drobny druk.

Zakończenie

Umowy są ważnym elementem naszego codziennego życia, definiującym nasze relacje z różnymi instytucjami i osobami. Chociaż często traktowane są one jako czysta formalność, to jednak zawarte w nich zapisy mają realny wpływ na naszą rzeczywistość. Dlatego tak ważne jest, by zwracać uwagę na wszelkie “szczegóły”, zwłaszcza te ukryte w drobnym druczku. Wiedza i świadomość są kluczem do tego, by podejmować świadome decyzje, które będą służyły naszemu dobru i bezpieczeństwu.

https://neon24.pl/

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Szukaj...