środa, 24 stycznia 2024

TORA staro-hibru (co najmniej przed niewolą Babilon’ską, a może przed przeniesieniem stolicy/świątyni do Jeruszala’im) ale dla mnie po owocach poznacie go…

 do Otwarte Drzwi – nie, nie w Dobro, raczej w posłuszeństwo Kain’owe: brata zabił sam z siebie, ale

niekoniecznie: czemu ten jego Bóg wybrał jedną – z dwu – ofiarę ? Bo ten jego Bóg był Kłótnik=Yahwe i to jeszcze z powodu napicia się wina=Yahwe… No po prostu lubił się upić i kłócić, skłócać (byli lepsi/mędrsi od niego ELOH’im/ELOH’owie, co widział ELYON/EL…)
powiem szczerze, że mi on wygląda na tego od Owocu Zakazanego: też został wygnany z Gan Eden i…
wiódł Kłótnik Podłego (jak Kulawy Ślepego); zresztą zabawę tę powtórzył Autor TORA w Ks. Iob’a/Hiob’a…
A z tego mi wynika, że Bóg Yahwe Żydów-yahweistów to może być właśnie Szatan-Kusiciel przy Drzewie.
też wygnany z Ogrodu na Pustynię – sprawiedliwie.
Nie wiem, jak jest było/jest w oryginalnej
TORA staro-hibru (co najmniej przed niewolą Babilon’ską, a może przed przeniesieniem stolicy/świątyni do Jeruszala’im) ale dla mnie po owocach poznacie go… Nie zdołał skłócić Adama i Ewy: zostali wierni sobie w niedoli… to spróbował z ich synami i – osiągnął, co chciał, odrzucając jedną z dwu ofiar… A który tam którego zadźga – ? mniejsza o to…
To zupełnie jak w dawnych Chinach/Kitaju, kdzie dzieci był nad-miar i robioną taką selekcję: jednych chłopców masowo kastrowano i wyrastali na inteligentów dziwnie wyrosłych (np. w przedługimi rękami) a drugich, najlepiej braci, w celi głodzono… po iluś tam dobach przez okienko w drzwiach strażnik wrzucał nóż – zawsze któryś z braci był szybszy:
ktoś Tu nazwie go lepszym ? dobrym ? (na żołdbierza był odpowiedni)
ktoś Tu nazwie to postępem ?
ktoś tu Kain’a określi jako wartego promocji ? naprawdę ten ktoś chce go gościć ? Świętoszka/opisanego przez Moliere’a/ ?
Inaczej mówiąc: nic, co służy jemiole, nie może być dobre dla Drzewa ! albo Drzewo – albo jemioła.
Drzewo, któremu żal się zrobiło jemioły… usycha wyssaniutkie, mniam! – wyrzuceńcy na statkach podpływali do brzegów/portów Palestyny z błaganiem na burtach: Nie odbierajcie nam nadzieji! A jaka to jest zawsze nadzieja Kain’a/Kain’ów ?
wejść – skłócić – odebrać – wymordować…
od Madianit’ów-ocalicieli Mosze/Mojżesza 3 tyśe lat temu – do Netan’Yahu teraz dobijającego Palestynów wzruszonych’1947

Osobo ‚Otwarte Drzwi’ – stań przed nimi i przyjrzyj się goś… obcemu: uważnie !

Żyd profesor historii Shlomo Sand w rozmowie z Maciejem Nowickim.

 Żyd profesor historii Shlomo Sand w rozmowie z Maciejem Nowickim.

https://www.newsweek.pl/kto-wymyslil-zydow/v3svtwq

6 kwietnia 2010 10:00 | Aktualizacja 05 kwietnia 2011 r.
Definicja narodu polskiego w latach 20. i 30. XX wieku nie była wystarczająco republikańska i otwarta. Wszyscy, którzy nie urodzili się w religii katolickiej, a których rodzice byli na dodatek Żydami, Rusinami czy Ukraińcami, nie byli uważani – mimo faktu zamieszkiwania w państwie polskim – za część odwiecznego, umęczonego przez zaborców polskiego narodu. Większość twierdziła, że prawdziwy Polak powinien być katolikiem, podobnie jak dziś prawdziwy Izraelczyk musi być Żydem. Jednak Polska zmieniła się i dzięki europeizacji stała się bardziej otwarta, zmierza w stronę narodu obywatelskiego. Tymczasem w Izraelu coraz bardziej „zapomina się” o zróżnicowanej etnicznie i kulturowo przeszłości Żydów, aby uczynić z nich etniczny monolit. To kurczowe trzymanie się definicji etnobiologicznej tłumaczy pewien pozorny paradoks. W przeszłości głównym zwolennikiem Izraela była lewica. Dziś Izrael ma poparcie prawicy, często skrajnej. Nawet dawni antysemici stali się filosemitami. A to dlatego, że tylko w Izraelu mogą się dokopać do koncepcji narodu, jaką sami wyznają. Antysemici uwielbiają operować paralelami między nazizmem a państwem Izrael. Czy nie ma pan żadnych wątpliwości – stosując podobny chwyt retoryczny – pisząc, że gdy chodzi o definiowanie narodu, Hitler odniósł mentalne zwycięstwo w państwie żydowskim? – Były czasy w Europie, gdy każdy, kto sądził, że Żydzi są narodem obcym, był uważany za antysemitę. Dziś jest przeciwnie: każdy, kto głosi, że Żydzi nie tworzą odrębnego narodu, jest obwoływany wrogiem Izraela. To zwycięstwo idei nazistowskiej, czyli definiowania tożsamości na przesłankach biologicznych. Większość Izraelczyków wierzy, że z genetycznego punktu widzenia ma to samo pochodzenie. Jako że żydowska tożsamość jest tak bardzo krucha, od lat mnożą się w Izraelu laboratoria, które usiłują wykazać istnienie wspólnego dla Żydów DNA, tzw. genu żydowskiego. I ludzie w to wierzą – kiedy np. udzielałem wywiadu „The New York Timesowi”, argumentem obalającym moją książkę miał być sławetny gen żydowski. To tym bardziej żenujące, że nikt poważny już nie wierzy w istnienie czystych ras, nauka już dawno odrzuciła ten pogląd. Pana krytycy podkreślają: być może Izrael popełnia błędy, ale Shlomo Sand zbyt wiele wymaga od państwa, które chce jedynie przetrwać, a jest otoczone przez śmiertelnych wrogów. To właśnie ta nadzwyczajna sytuacja usprawiedliwia sięganie po nadzwyczajne środki. – Ale o czym my mówimy? Kto zagraża naszej egzystencji? Ostatnia wojna, która groziła Izraelowi unicestwieniem, toczyła się blisko 40 lat temu. Jesteśmy uzbrojeni po zęby i mamy wsparcie największej potęgi światowej. Ani Egipt, ani Jordania, ani Autonomia Palestyńska nie chcą dziś zlikwidować Izraela. Nawet Syria nie ma zamiaru dziś zniszczyć Izraela. To Izrael sam szuka śmiertelnych wrogów. Jest najgroźniejszym elementem na Bliskim Wschodzie. Nie zgadza się na pokój na podstawie granic z 1967 roku, który proponuje nam świat arabski, i chce być jedynym państwem nuklearnym w regionie… Cała wina leży po stronie Izraela? Nie obawia się pan nawet Hamasu? – Nie popieram w żadnym stopniu Hamasu. Ale trzeba zrozumieć, że także Izrael ponosi odpowiedzialność za radykalizm tej organizacji. Robi wszystko, by wpędzić Palestyńczyków w desperację, ponieważ Izrael rozumie wyłącznie jeden język – język siły. Powodem, dla którego dzisiaj nie sposób zawrzeć pokoju na Bliskim Wschodzie, wcale nie są zamachy Palestyńczyków czy ataki rakietowe. Powód jest odwrotny: to słabość Palestyńczyków. Wystarczy sobie przypomnieć, że Izrael zawarł pokój z Sadatem w 1977 roku wyłącznie dlatego, że Egipt odniósł połowiczne zwycięstwo cztery lata wcześniej. Polityka zagraniczna USA była dotąd w dużym stopniu zależna od Izraela. W Waszyngtonie interesy obu państw uznawano za zbieżne. To zaczyna się zmieniać. Coraz częściej czytamy, że w stosunkach izraelsko-amerykańskich mamy do czynienia z największym kryzysem od lat 70., że polityka kolonizacyjna Izraela zagraża temu, co Obama uważa za niezwykle istotne: próbie uspokojenia stosunków ze światem arabskim. Gdy w czasie niedawnej wizyty Joe Bidena Izrael ogłosił zamiar stworzenia nowych kolonii, Amerykanie byli po prostu wściekli. – Konflikty między Tel Awiwem a Waszyngtonem będą narastać. Aby wycofać wojska z Iraku, Amerykanie muszą poprawić stosunki z Syrią i Iranem, natomiast Izrael robi wszystko, by takiego odprężenia nie było. Interesy obu państw zaczynają się wyraźnie różnić. Dlatego mam nadzieję, że USA będą nadal wywierać presję w kwestii terytoriów okupowanych, bo nie wydaje mi się, by w samym Izraelu mogły zostać zainicjowane jakiekolwiek zmiany w tym zakresie. Carter zmusił Izrael do pokoju z Egiptem, Clintonowi nie udało się zmusić Izraela do pokoju z Palestyńczykami. Jak będzie tym razem? – Trudno powiedzieć, bo amerykańska polityka zagraniczna jest wypadkową stosunku sił pomiędzy grupami nacisku. A jak pan wie, istnieje w USA bardzo silne lobby prosyjonistyczne, które stara się zapobiec wszelkim naciskom na Izrael. Moim zdaniem to lobby jest bardzo groźne dla mojego kraju. Przecież konflikt w Irlandii Północnej skończył się wtedy, gdy lobby irlandzkich katolików w USA przestało udzielać wsparcia IRA, zrezygnowało z wysyłania broni i pieniędzy. Jakiś czas temu rozmawiałem z Amosem Ozem. On przez długi czas był orędownikiem pojednania Żydów i Palestyńczyków, wyznał mi jednak, że zrozumiał, iż nie ma na to najmniejszych szans. Zbyt wiele jest wzajemnej nienawiści. Jedynym realistycznym rozwiązaniem wydaje mu się natychmiastowy rozwód. – Fakt, że Oz, którego pacyfizm szanuję, sięga po podobne argumenty, co najmniej mnie dziwi. Idea całkowitego oddzielenia się od Arabów, życia bez Arabów, jest jakąś mrzonką. Jeśli ktoś chce żyć na Bliskim Wschodzie, musi przywyknąć do myśli, że nigdy nie będzie można odłączyć się od Arabów. Jeśli nie chce żyć z Arabami, niech wyjeżdża do Paryża albo Warszawy. Powiem coś jeszcze: im bardziej Palestyńczycy żyjący w Izraelu przyswajają sobie kulturę izraelską, tym większy jest poziom ich alienacji. Nie ma w tym żadnego paradoksu – czują się po prostu coraz bardziej wykluczeni. Poziom odrzucenia państwa izraelskiego narasta wśród nich nieustannie od 1948 roku. Pierwsza i druga intifada to drobiazg w porównaniu z zagrożeniem, jakie stanowi dzisiaj potencjał nienawiści sfrustrowanych Arabów – obywateli Izraela. Oni nie będą bez końca tolerować tego, że państwo, w którym żyją, podkreśla, iż nie jest ich państwem, a tylko i wyłącznie Żydów. Skończy się na tym, że się zbuntują i zrobią w Galilei nowe Kosowo. To będzie oznaczało zasadniczy zwrot w dotychczasowej historii Izraela. I wielkie zagrożenie dla jego dalszego trwania.

Upadek fałszywego „Izraela”

 

Upadek fałszywego „Izraela”


„Bóg umarł podczas holocaustu” – piszą żydzi. I paradoksalnie mają trochę racji, przestrzeliwując tylko nieco z datą: ot, o przeszło 1900 lat…

Judaistyczni żydzi odrzucili Boga, kiedy nie przyjęli Nowego Przymierza, zarazem odrzucając całe zrozumienie czym jest miłosierdzie, odkupienie, także empatia. W perwersyjnym sensie naprawdę „Bóg dla nich umarł”, bo przecież sami Go zabili, a Zmartwychwstałemu zaprzeczyli.

Odrzucenie

Z kolei kluczem do ludzkiego rozumienia „holocaustu” jest odczłowieczenie ofiar, pociągające za sobą i odczłowieczenie samych sprawców, czyli zjawiska wcale nie tak odległe od podejścia… talmudycznego. Skądinąd w tym właśnie kontekście zrozumiałym staje się skąd bierze się szczere odwrócenie się wielu żydów, a w jeszcze większym stopniu odstępców od judaizmu, syjonistów, od ratujących ich przodków Polaków. Przyczyną jest, poniekąd, polska słabość, a raczej to, co jest za nią uznawane.

Żyd, nawet religijny, nie rozumie psychologii ratujących go z narażaniem własnego życia gojów, bo sam nigdy by tego dla nich ani dla nikogo nie zrobił. Skoro więc nie dociera do niego w żaden sposób motyw chrześcijański, altruistyczny, etyczny – racjonalizuje go jako słabość. A ta budzić może co najwyżej irytację, jak choroba najmniejszego w stadzie, które inne osobniki odganiają, by w końcu zagryźć.

W jakimś zakresie doświadczenie „holocaustu” jest i pozostaje więc specyficznie żydowskim, bo jest doprowadzeniem do jakiejś potwornej konsekwencji elementów, które konstytuują tożsamość żydowską od co najmniej 2000 lat. To szatański paradoks, wąż Uroboros, z którego trzewi psychika judaistyczna i jej pokraczne dziecko, totalistyczna i rasistowska ideologia syjonistyczna, nie mogą, ale i nie chcą się wyrwać, co wyjaśnia także absolutny cynizm i bezwzględność ludobójstwa realizowanego w Palestynie pod religijnym niegdyś, a dziś tylko rasistowsko-etnicznym symbolem menory. To kara większa także, a może przede wszystkim, dla… samych żydów i Żydów / syjonistów.

Trwałość zniszczeń psychicznych i emocjonalnych dokonanych przez tak odhumanizowane podejście jest nie tylko faktyczne naśladowanie praktyk „holocaustu” w stosunku do muzułmańskiej i chrześcijańskiej ludności Gazy, ale przede wszystkim entuzjastyczne uczestnictwo w tym procederze szerokich rzesz społeczeństwa żydowskiego, odnajdującego jakby perwersyjną przyjemność w epatowaniu przekazem „Tym razem wreszcie to my jesteśmy ludobójcami!”.

Pycha

Jest to wreszcie zupełnie elementarne eschatologiczne. W zasadzie już w chwili, w której wybrał swój lud, a ostatecznie w chwili, gdy zdradził swój lud wysyłając Syna byle przybłędom – Bóg przestał być tej części dawnego Izraela potrzebny.

Polityczne kierownictwo dawnego Ludu Przymierza nie mogło zaakceptować utraty ekskluzywności, a więc i własnej pozycji. Absolut może wszak być tylko jeden. I tak lud postanowił stać się Bogiem. Prawdziwy problem ze stosunkiem żydów nie tylko do Jezusa, chrześcijaństwa i chrześcijan, ale całego świata i ludzkości w ogóle wynika bowiem z faktu, że (wbrew temu co sami twierdzą) doskonale wiedzieli i wiedzą, że Chrystus jest Mesjaszem. Odrzucili Go i zabili zupełnie świadomie i z premedytacją, nie godząc się z tym, że nie przybył, by oddać im władzę nad światem.

W wielu żydach jest więc głębokie poczucie całkowitego odrzucenia Boga, zapiekłość w wyborze Zła Absolutnego i nienawiść do całego Bożego Stworzenia. Do ostatecznej konsekwencji doprowadził to współczesny syjonizm ze swoją eksterminacyjną praktyką i nienawiścią do wszystkiego, co obce i nie podporządkowane, nawet do ortodoksyjnego judaizmu, skierowanego do wnętrza duszy żydowskiej, a nie skupionego na dążeniu do powszechnej dominacji.

Działając w takiej determinacji, elita syjonistyczna, pozbawiona już resztek post-religijnej moralności, nie jest więc nawet bliska satanistom, którzy aktem wolnej woli i sakramentem pokuty mogliby przecież zasłużyć na Boże Miłosierdzie. Syjonista wybiera i czyni zło wiedząc, że sam jest Złem, że je wybrał, do niego tylko dąży, nie mając i nie chcąc mieć żadnej nadziei na Przebaczenie i Pojednanie z Bogiem.

Syjonista jest syjonistą, bo w swej nieposkromionej pysze, nie mogąc stać się Bogiem, chce przynajmniej być Szatanem…

Banalność

Z kolei odrzucając religijność, ale pozostając przy świeckiej / rasistowskiej wersji doktryny „Narodu Wybranego”, syjoniści pozornie przeciwstawiając się stereotypom w istocie lubią przedstawianie Żydów jako geniuszy, zwłaszcza finansowych, jako nację, która wydała najwięcej noblistów itp.

Tymczasem państwo, które stworzyli w Palestynie, jest gospodarczą katastrofą, niezdolną do samodzielnego istnienia bez stałej kroplówki z amerykańskiego budżetu. Podobnie jest zresztą z samą organizacją państwa. Oto bowiem jego elity chwalą się, że ich rodacy wymyślili wszystkie główne ideologie nowożytności (na czele z libertarianizmem i komunizmem), tymczasem na terytorium kontrolowanym stosują po prostu prymitywny wojskowo-bezpieczniacki autorytaryzm, zresztą wymierzony również przecież przeciw własnym, rzekomo pełnoprawnym obywatelom, tj. tym o słusznym, „wybranym” pochodzeniu rasowym w ramach ustanowionego systemu segregacji.

Cóż w tym jednak takiego błyskotliwego? To potrafi byle sierżant dokonujący 178. zamachu stanu w postkolonialnej republice!

Współcześni syjoniści kochają też przedstawiać swoich przywódców jako geniuszy militarnych. I znowu jednak wyłącznie zbiorowy wysiłek anglosaski każdorazowo ratuje syjonistyczną okupację w Palestynie przed nieuchronnym w innych warunkach upadkiem. Rzekomy geniusz i wyjątkowość tego ludu to tylko mit, narzędzie propagandowe mające paraliżować potencjalnych konkurentów i przeciwników. Jasne, to też talent, by to inni ich utrzymywali i bronili.

Ale też oczywistym jest jak łatwo cała ta konstrukcja mogłaby się załamać, choćby w wyniku głębszego kryzysu w USA i UK oraz ostatecznego upadku schyłkowego już dziś porządku światowego. Okupacja Palestyny to zatem twór sztuczny, który nie może przetrwać załamania anglosaskiej hegemonii, ani kryzysu neoliberalnego globalizmu. Legenda państwowo-rasowa syjonistów uniemożliwia jednak sformułowanie nie tylko jakiegokolwiek rozwiązania, ale także planu na przyszłość: co po tak zwanym „Izraelu”?

Antysemityzm

Tu dochodzimy do trzeciego eksploatowanego stereotypu, uznawanego powszechnie za jawnie antysemicki: hipotezy „żydowskiego spisku i żydowskiej władzy nad światem”. Choć hasła te faktycznie historycznie eksponowane były przez rasistowskie, antyżydowskie ruchy polityczne, jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu najlepiej podsumowanemu przez pewien szmonces z lat 1930.: dlaczego niemiecki Żyd woli czytać nazistowskie gadzinówki, a nie własną prasę? Bo u swoich tylko „Żydowski bank zbankrutował…”, „Kolejna synagoga spłonęła…”, a u antysemitów „Żyd został premierem!”, „Żydzi to geniusze zła!”, „Kolejny sukces żydowskiej finansjery!”.

Czy znane spostrzeżenie Icchoka Singera, że „Żyd współczesny nie może żyć bez antysemityzmu. Jeśli antysemityzm gdzieś nie istnieje, on go stworzy”, nie odnosi się także, a może przede wszystkim do upowszechnienia takich właśnie stereotypów o rzekomej żydowskiej wszechpotędze, która w efekcie paraliżuje potencjalnych przeciwników, a każdą porażkę pozwala przedstawiać jako plan ukryty w planie? Czyż i nasi polscy antysemici nie potrafią w efekcie przekonywać, że konieczne jest wspieranie istnienia i działań Tel Awiwu, „bo inaczej Żydzi wrócą do Polski i znowu będą się panoszyć!”?

Takie zastraszenie innych, przekonanie świata o własnej dominującej pozycji, pomimo oczywistości faktów przeczących takiej przewadze, to rzeczywiście dowód znacznej sprawności propagandowej, która jednak nie powinna być mylona z jakimś nadzwyczajnym, ponadczasowym zbiorowym geniuszem, nie mówiąc o „wybraństwie” czy globalnej hegemonii.

Niemniej fakt, że tak wielu samych zainteresowanych wydaje się wierzyć w mity na temat żydowskości, wywołuje poważne implikacje, tak dla narodu żydowskiego, jak i w jego międzynarodowym otoczeniu.

Har-Magedon

Jak widzimy, ani od strony eschatologicznej, ani w rozumieniu nauk społecznych uroszczenia judaizmu i syjonizmu do wyższości czy choćby wyjątkowości nie mają najmniejszych nawet podstaw.

Niestety, trudno oczekiwać, by opętani szaleńczymi, zbrodniczymi ideologiami podjęli próbę naprawienia wyrządzonego zła czy polityczne wzięli udział w znalezieniu rozwiązania pozwalającego przywrócić pokój i zakończyć istnienie mechanizmu destabilizacji na skalę globalną, jakim okazał się nieudany eksperyment „Eretz Israel”.

Niestety, deifikując własny rasizm i imperializm, jego elity ostatecznie demaskują też czwarty mit na temat ludu, który wyjątkowym był wyłącznie poprzez zdradzone przez siebie Przymierze z Bogiem: mit racjonalizmu. Klasa polityczna państwa syjonistycznego nie tylko wydaje się dążyć do ostatecznego boju pod Har-Magedon. Oni są wyraźnie pewni, że w niej zwyciężą – albo już nic i tak nie będzie ich obchodzić.

I tak oto miast odbudowy Świątyni Jerozolimskiej, nieważne, w sensie dosłownym, religijnym lub symbolicznie, w formie świeckiego państwa syjonistycznego / syjonistycznej hegemonii makroregionalnej czy globalnej – to sama polityka przywódców żydowskich tak długo wywołuje widmo shoah, aż w końcu może je uczynić realnym.

Niestety, w ostatecznym rozrachunku koszt tego ostatecznego upadku mitu fałszywego „Izraela”[i] ponieść może cała ludzkość.

Konrad Rękas

[i] Nowożytne państwo żydowskie w Palestynie z chrześcijańskiego punktu widzenia uzurpuje sobie nazwę Izrael, która wraz z zawarciem Nowego Przymierza i ustanowieniem Kościoła przeszła na Jego wspólnotę wiernych. Wyjaśnieniu tej kwestii poświęciło swe prace wielu wczesnochrześcijańskich teologów, takich jak św. Justyn Męczennik. W pochodzącym z II wieku p. Chr. dziele Rozmowa z żydem Tryfonem pisał on: „Skąd pewność, że Chrystus jest obiecanym Mesjaszem? Z całego Pisma, którego proroctwa najdokładniej, aż do litery wypełniły się w Chrystusie, narodzonym z Dziewicy, jak prorokował Izajasz; Bogu prawdziwym, jak świadczą Jego uczynki i przepowiednie Patriarchów; umęczonym na krzyżu, bo przyjął na swe barki przekleństwo, pod którym wszyscy jęczeliśmy; zmartwychwstałym dnia trzeciego, jak przepowiadał psalmista i prorokował Jonasz, nie słowami, ale cudownym wydobyciem się z wnętrzności ryby. Już Micheasz i Zachariasz przepowiedzieli nawrócenie pogan; Jozue był figurą Zbawiciela; Malachiasz wyprorokował prawdziwą ofiarę; Abrahamowi, Izaakowi, Jakubowi, Judzie obiecał Bóg Syna swego, mającego założyć nowe, na świat cały rozciągające się Boże królestwo. To królestwo założone jest przez Chrystusa, który będąc Słowem Ojca, jest Bogiem, a zarazem człowiekiem.

Dziś chrześcijanie są prawdziwym Izraelem, i do nich, a nie do szczupłej garstki waszych prozelitów, odnoszą się obietnice uczynione przez Boga w Starym Zakonie [podkr. KR]”. Dla wiernych chrześcijan nazywanie syjonistycznej okupacji Palestyny „Izraelem” jest zatem nie tylko błędem teologicznym, ale wręcz grzechem i bluźnierstwem.

https://myslpolska.info/

Kto ma prawo do Witosa?

 

Kto ma prawo do Witosa?


Rafał Ziemkiewicz w swoim niezbyt jak często eleganckim stylu zakwestionował prawo PSL do powoływania się na Wincentego Witosa. Napisał na portalu „X”, krytykując słowa Władysława Kosiniaka-Kamysza: „Rocznicę urodzin Stanisława Gucwy proszę raczej odnotować, z Witosem to Pańska partia ma dziś tyle wspólnego, ci fiut z fiatem”.

Rząd Wincentego Witosa

Pomijając chamski ton, z punktu widzenia czysto merytorycznego Ziemkiewicz jeszcze raz pokazał, że jest ignorantem historycznym.

Zacznijmy od Stanisława Gucwy, który ma tu pełnić rolę „czarnego luda”, jako PRL-owski dygnitarz, będąc przed długie lata wiceprzewodniczącym Rady Państwa i marszałkiem Sejmu. Ale przed wojną, od 1936 działał w Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”, a w okresie okupacji pracował w spółdzielczości i brał udział w ruchu oporu (Stronnictwo Ludowe „Roch”, Bataliony Chłopskie, używał pseudonimów Golec i Socha), dosłużył się stopnia majora rezerwy.

Ale mniejsza o Gucwę. Interesuje nas Wincenty Witos. Czy ZSL miał z nim cokolwiek wspólnego? Oczywiście, że miał. W kluczowym dla przyszłości tego ugrupowania okresie, które powstało ostatecznie w 1949 roku, przyłączyło się do niego kilku bliskich współpracowników Wincentego Witosa, nie akceptujący polityki Stanisława Mikołajczyka, który w 1947 opuścił Polskę.

Na czoło wysuwa się tutaj Władysław Kiernik (1879-1971), przez wiele lat bliski współpracownik Witosa w PSL „Piast”, szef MSW w jego rządzie w 1923 roku, zwolennik sojuszu z Narodową Demokracją. W latach 1933-1939 towarzyszył Witosowi na emigracji w Czechosłowacji. Po 1945 roku został w Polsce, był zdecydowanym przeciwnikiem polityki Stanisława Mikołajczyka. W latach 1947–1952 był posłem na Sejm Ustawodawczy. Ponadto dwukrotnie był członkiem polskiej delegacji na sesje Organizacji Narodów Zjednoczonych w Londynie w 1946 oraz w Nowym Jorku w 1956. W latach 1956-1966 pełnił funkcję wiceprezesa Towarzystwo Łączności z Polonią Zagraniczną „Polonia”. Był aktywnym członkiem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, w którym pełnił funkcję wiceprezesa Głównej Komisji Rewizyjnej.

Druga ważna postać to Jan Dębski (1889-1976). Przed wojną od 1916 był związany z PSL „Piast” (w międzyczasie miał związki z PSL „Wyzwolenie”). Wiceprezes Zarządu Głównego partii w latach 1921–1931. Członek Rady Naczelnej SL w latach 1931–1933. Od 1919 do 1930 poseł na Sejm (Ustawodawczy oraz I i II kadencji), w latach 1925–1930 jego wicemarszałek. On także od 1949 roku był członkiem ZSL. Biograf Dębskiego, Mateusz Ratyński, pisze:

„Z inicjatywy Czesława Wycecha we współpracy z Zakładem Historii Ruchu Ludowego zorganizowano w sierpniu 1966 r. spotkanie, na którym byli obecni m.in. Jan Dębski, Władysław Kiernik, Stanisław Osiecki, Romuald Wasilewski, Jan Dąb-Kocioł, Anna Gadzalanka. Kolejne rozmowy odbyły się 3 listopada 1966 r., podczas których prezes ZSL zaproponował powołanie przy NK ZSL Klubu Seniorów Ruchu Ludowego. Inicjatywa spotkała się z życzliwym przyjęciem.

20 albo 23 listopada 1966 r. odbyło się pierwsze organizacyjne spotkanie KSRL, w którym wzięło udział około czterdziestu osób. Obok Wycecha szczególną sympatię seniorom okazywał patronujący przedsięwzięciu sekretarz NK ZSL Sylwester Leszczykiewicz.

Wśród członków Klubu Seniora znaleźli się zarówno politycy przedwojennego PSL „Piast”, PSL „Wyzwolenie”, SCh i SL, ale też „lubelskiego” SL, PSL i ZSL, m.in. Jan Dąb-Kocioł, Jan Domański, Henryk Dzendzel, Teodor Kaczyński, Władysław Kiernik, Stanisław Kotek-Agroszewski, Józef Kowalczuk, Stanisław Osiecki, Michał Pankiewicz, Juliusz Poniatowski, Andrzej Waleron, Romuald Wasilewski.

Powołano pierwszy zarząd, na czele którego stanął Dębski, Teodor Kaczyński został wiceprezesem, sekretarzem Romuald Wasilewski, a pozostałymi członkami: Irena Kowalska, Jan Pawelec i Zofia Załęska. Wybór Dębskiego nie był przypadkowy. Cieszył się on największym poważaniem w środowisku oraz miał pełne zaufanie Czesława Wycecha”

I dalej: „Dębski był aktywnym gościem zebrań powołanej w 1967 r. Rady Naukowej Zakładu Historii Ruchu Ludowego zrzeszającej uczonych z różnych ośrodków badawczych. Podczas spotkań przedstawiał własne zapatrywania dotyczące okresu dwudziestolecia międzywojennego i bronił polityki PSL „Piast”. Pokazywał demokratyczny charakter partii Witosa, która dążyła do utrzymania w Polsce demokracji parlamentarnej i starała się ochronić kraj przed potencjalną dyktaturą (…) Aktywność i dobrą pamięć ludowca wykorzystano w dokumencie filmowym z 1967 r. poświęconym Witosowi. Materiał powstał z inicjatywy historyka Stanisława Laty i zawierał wypowiedzi Dębskiego, Henryka Dzendzla i Władysława Kiernika.

Przekazane przez polityka informacje dotyczące życia i działalności trzykrotnego premiera ukazały się również w opracowanej przez Jana Borkowskiego publikacji „O Wincentym Witosie. Relacje i wspomnienia” wydanej w 1984 r.

I wreszcie Stanisław Osiecki (1875-1967). Początkowo działacz PSL „Wyzwolenie” przeszedł do PSL „Piast”. Pisze Mateusz Ratyński: „Osiecki popierał współpracę „piastowców” z ugrupowaniami Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodu. Był współtwórcą paktu lanckorońskiego, w tym przede wszystkim kompromisowych zapisów dotyczących reformy rolnej. Od 27 lipca do 15 grudnia 1923 roku piastował urząd ministra nowo powołanego resortu reform rolnych w koalicyjnym rządzie Wincentego Witosa. Sprawując funkcję, prowadził szerokie prace legislacyjne na rzecz przygotowania projektu reformy rolnej wraz z jej finansowaniem. Aktywnie pracował na rzecz zapewnienia odpowiedniej ilości areału przeznaczonego do parcelacji, regulowania obrotu ziemią czy uskutecznienia działalności urzędów ziemskich”. Po wojnie w PSL Stanisława Mikołajczyka, po 1956 aktywny w Klubu Seniorów Ruchu Ludowego, Brał udział w pracach na rzecz przywrócenia pamięci po Wincentym Witosie.

Zakładowi Historii Polskiego Ruchu Ludowego udało się doprowadzić do wydania w 1965 roku pamiętników Macieja Rataja (Wyd. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza), gdzie znalazły się niepoprawne politycznie w tamtym czasie fragmenty o Bitwie Warszawskiej 1920 roku.

Dopiero w latach 70. i 80. doszło też do „rehabilitacji” Wincentego Witosa (twórczość Jana Borkowskiego), Witos pojawiał się jako ważna postać w dwóch filmach: „Śmierci prezydenta” Jerzego Kawalerowicza (1977) i „Zamachu stanu” Ryszarda Filipskiego (1980). Od 1988 roku historykom związanym z ZSL udało się rozpocząć wydanie „Dzieł Wybranych” Wincentego Witosa.

Już nowe PSL, od 1990, powstałe z polaczenia ZSL i PSL wilanowskiego – zajmuje się utrwaleniem pamięci o Witosie w pełnym wymiarze. Osobą „uwiarygodniającą” jego nowe oblicze było przystąpienie do władz nowego stronnictwa Hanny Chorążyny (1916-1999), działaczki emigracyjnego PSL.

W kontekście tych faktów, i biorąc pod uwagę to, że wszystkie ugrupowania postsolidarnościowe przez 30 lat skutecznie blokowały skasowanie wyroku brzeskiego ciążącego na Wincentym Witosie – próba zakwestionowania prawa obecnego PSL do związków z Wincentym Witosem jest śmieszna.

Jan Engelgard
https://myslpolska.info

Peter Szijjártó odpowiada Tuskowi

 Peter Szijjártó odpowiada Tuskowi


Peter Szijjártó, minister spraw zagranicznych Węgier, zwrócił uwagę, że jedną z podstawowych wartości Unii Europejskiej jest i musi być to, że nie można nakładać sankcji na kogoś tylko dlatego, że ma inne zdanie


Zgodnie z komunikatem Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Handlu minister Peter Szijjártó powiedział, że podczas wizyty w Kijowie Donald Tusk „wykazał się całkowitym brakiem szacunku i nieproszonymi słowami zaatakował stanowisko rządu węgierskiego w sprawie wojny na Ukrainie”, oskarżając nasz kraj o „zdradę Europy, o bycie nieeuropejskim” i „odnosząc się do najciemniejszego miejsca politycznego piekła”.


„Oczywiście, widzieliśmy wydarzenia ostatnich tygodni w Polsce i widzieliśmy koncepcję demokracji polskiego premiera. Widzimy, jak politycy opozycji są więzieni w Polsce. Widzimy, że opinie rozbieżne z władzą i rządem nie są w żaden sposób tolerowane” – podkreślił.


„Ale faktem jest, że wciąż musimy zadać sobie pytanie: jakie to zachowanie w obowiązuje w Europie? Czy tylko jedna opinia jest uznawana za dopuszczalną? Dlaczego nie tolerują, nie akceptują, nie dopuszczają do siebie tego, że mogą istnieć inne opinie na dany temat?” – wyliczał.


Minister zaznaczył, że jedną z podstawowych wartości Unii Europejskiej jest i musi być to, że nie można kogoś ukarać tylko dlatego, że ma inne zdanie na dany temat, a opinia nie może być zakwalifikowana jako nieeuropejska tylko dlatego, że różni się od naszej.


„Faktem jest, panie premierze Donaldzie Tusk, że każdy w Europie ma prawo do własnego zdania, każdy ma prawo do wyrażania własnego punktu widzenia, a zatem nikt nie może być ukarany, nikt nie może być zaklasyfikowany jako nieeuropejski, a tym bardziej uwięziony” – podkreślił.


Na koniec minister podkreślił, że na podstawie wydarzeń ostatnich tygodni, miesięcy i lat jasno widać, że na polu bitwy nie ma rozwiązania wojny na Ukrainie. „Na polu bitwy nie ma rozwiązania, ale każdego dnia jest więcej zabitych i każdego dnia więcej zniszczeń. Dlatego Węgry nadal opowiadają się za pokojem. Węgry odmawiają przejścia na stanowisko prowojenne Węgry zajmują stanowisko propokojowe. Uważamy, że zawieszenie broni musi zostać osiągnięte tak szybko, jak to możliwe, a rozmowy pokojowe muszą rozpocząć się tak szybko, jak to możliwe” – powiedział.


„Węgry suwerennym krajem, który ma prawo do wyrażania własnego zdania, ma prawo do wyrażania własnego stanowiska. (…) Domagamy się jak najszybszego pokoju na Ukrainie, nawet jeśli Donald Tusk ma inne zdanie i zajmuje stanowisko prowojenne” – podsumował.


Za: „Magyar Hirlap”

https://myslpolska.info/

Plandemia będzie wreszcie rozliczona

 

Plandemia będzie wreszcie rozliczona


W Polsce? Ależ skąd! Zarówno poprzedni, jak i aktualny rząd zrobi wszystko, aby ukryć pod dywanem śmierdzące wielkim oszustwem fakty plandemiczne. Jednak niedaleko od nas, tuż za południową miedzą, prawdziwe rozliczenie staje się coraz bardziej realne. 

Premier Słowacji Robert Fico w swojej mowie przed słowackim parlamentem zapowiedział zwołanie w najbliższym czasie komisji śledczej, mającej zająć się kulisami plandemii: zakupami niepotrzebnych urządzeń medycznych, testów i pseudoszczepionek, oraz określić odpowiedzialność za 21 tysięcy zmarłych na Słowacji po przyjęciu niezbadanych szczepionek przeciw zmyślonej pandemii.

Źródło: Telegram 20.1.2024 r. 17:57.

Malkontenci zapytają: cóż może zdziałać taka mała Słowacja? Otóż słowacki rząd nie narzeka, ale działa. To jest olbrzymia różnica, ponieważ większość rządów na świecie słucha zazwyczaj postawionych wyżej od nich, czyli wysłańców z Davos.

Tak wyraził się w roku 1930 G.B. Shaw w związku ze szczepieniami przeciwko ospie.

I co dalej? Powstanie komisja, przesłucha słowacki Sanepid. Zostanie wydany komunikat, który będziemy mogli przeczytać. Media publiczne, poza słowackimi, będą o tym milczały. Wolne media natomiast będą tę sprawę maglować do znudzenia.

I tutaj widać wyraźnie, dlaczego pani Urszula, pieszczotliwie nazywana przez lud Wodęleje (Van der Layen) szefowa Komisji Europejskiej, tak uskarżała się w Davos w sprawie „dezinformacji”. Przywilej ustanawiania definicji, co jest dezinformacją, przyznała sobie i to ona lub powołane przez nią gremia – bardzo „obiektywni” fachowcy od dezinformacji – przyklepią swój stempel cenzorski pod każdą krytyczną wypowiedzią niezgodną z zaleceniami globalistów.

Największym problemem naszych czasów nie są konflikty czy klimat, ale raczej szerzenie się dezinformacji. Powiedziała szefowa wspomnianej komisji. To przecież oczywiste, że jeśli nie chcą całkowicie przegrać wojny o nasze umysły, nie mają innego wyjścia i muszą koniecznie walczyć z niekontrolowanym publikowaniem informacji. Nie są w stanie przeciwstawić tym kłamstwom jakichś rozsądnych argumentów, więc jedyne co im zostało to właśnie cenzura. Prawda obroni się sama, jedynie kłamstwa potrzebują do przedłużenia ich marnego życia instytucjonalnej, opartej na strachu pomocy urzędników globalnej ideologii.

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy znam przykłady, w których teorie spiskowe okazały się prawdziwe…

Jeśli podoba Wam się to, co tutaj piszę, bardzo pomogłoby dalszemu rozpowszechnianiu tych artykułów, gdybyście je udostępniali Waszym znajomym na mediach społecznościowych.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
https://www.world-scam.com

Prawie każdy większy serwis informacyjny na świecie publikuje artykuły czarnej propagandy na temat choroby X

 

  1. Prawie każdy większy serwis informacyjny na świecie publikuje artykuły czarnej propagandy na temat choroby X. Dlaczego piszę czarną propagandę – ponieważ „eksperci” tak naprawdę nie są wymieniani, a recenzowane artykuły potwierdzają tezę o „śmiertelnym patogenie powodującym 20 razy więcej zgonów niż w przypadku Covid-19” lub „zabicie 20 razy więcej ludzi niż w przypadku Covid-19” lub „zabicie 50 milionów ludzi” nie istnieją. Jednak wszystkie te narracje są głównymi wiadomościami w mediach głównego nurtu.

    To tylko kolejne ćwiczenie z globalnego przekazu mające na celu wsparcie WHO (Światowego Forum Ekonomicznego) i propagowanej przez WEF narracji, że rządy muszą wpompować miliardy w największe ponadnarodowe korporacje na świecie, aby „wyleczyć” nieistniejącą chorobę.

    To, co nie jest czarną propagandą, ale raczej szarą propagandą, polega na tym, że ten strach jest propagowany przez WEF i WHO. Urzędnicy WHO to większość prelegentów i panelistów zajmujących się tematem „Choroba X” na spotkaniu w Davos w tym tygodniu. Ze strony WEF:

    Światowi przywódcy mają omówić przygotowania na następną pandemię na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos…

    Urzędnicy z całego świata udadzą się na coroczne spotkanie w Szwajcarii, a ryzyko stwarzane przez tak zwaną chorobę X jest jednym z kluczowych punktów porządku obrad.

    Na spotkaniu omówione zostaną nowe ostrzeżenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), że niezidentyfikowana choroba może zabić 20 razy więcej ludzi niż pandemia wirusa koronaawirusa.

    Najważniejszym naciskiem ze strony WHO i WEF jest stwierdzenie, że „choroba X” będzie chorobą odzwierzęcą. Pieniądze potrzebne na monitorowanie każdego skrawka ziemi na świecie to droga do powstrzymania „Choroby X”. Cóż za zbieg okoliczności, że zupełnie nowa agencja CIA/wywiadu wyznaczona do kierowania Narodowym Centrum Przeciwproliferacji i Bezpieczeństwa Biologicznego w celu monitorowania patogenów zamierza właśnie to zrobić. I że tak się składa, że ​​ma to przebiegać równolegle z misją CIA mającą na celu inwigilację świata w innych (nikczemnych?) celach.

    Według WHO choroba X skupia się na rozwiązaniach One Health . Światowa Organizacja Zdrowia opisuje One Health w następujący sposób:

    Urzędnicy rządowi, badacze i pracownicy wszystkich sektorów na poziomie lokalnym, krajowym, regionalnym i globalnym powinni wdrożyć wspólne reakcje na zagrożenia dla zdrowia. Obejmuje to rozwój wspólnych baz danych i nadzoru w różnych sektorach oraz identyfikację nowych rozwiązań, które eliminują pierwotne przyczyny i powiązania między zagrożeniami a skutkami.

    Zasadniczo One Health zapewnia urzędnikom zajmującym się zdrowiem publicznym całkowitą kontrolę i nadzór nad sztuczną inteligencją, Internetem, rolnictwem, zmianami klimatycznymi, zdrowiem publicznym, systemami medycznymi, obszarami ekologicznymi, obszarami miejskimi i wiejskimi. Może obejmować niemal wszystko. Ceni także życie zwierząt i roślin na równi z życiem ludzkim. WHO kontynuuje:

    badanie wpływu działalności człowieka na środowisko i siedliska dzikich zwierząt oraz tego, w jaki sposób wpływa to na zagrożenie chorobami. Do kluczowych obszarów zalicza się produkcję i dystrybucję żywności, urbanizację i rozwój infrastruktury, podróże międzynarodowe i handel, działania prowadzące do utraty różnorodności biologicznej i zmiany klimatu, a także te, które wywierają zwiększoną presję na bazę zasobów naturalnych – wszystko to może prowadzić do pojawienia się chorób odzwierzęcych choroby.

    Widzieliśmy już ten podręcznik…
    W czasopiśmie International Journal of Arts of Social Science opublikowano artykuł zatytułowany: „ The World Economic Forum, „The Lancet” and COVID-19 Knowledge Gatekeeping ”. Artykuł ten ma przełomowe znaczenie dla zrozumienia, jak korumpujące stały się WEF, a także WHO dla czasopism naukowych, naukowców, uniwersytetów i mediów (weryfikatorów faktów).

    https://www.zerohedge.com/geopolitical/globalists-new-weapon

Oznaki upadku państwa

Przejdź do treści                 Aktualizacja strony została wstrzymana … Facebook-f   Twitter   Google-plus-g   Instagram   Youtube Szukaj...